"Małe kobietki" | Louisa May Alcott


Obraz jest ilustracją do treści.


Gdy pod koniec ubiegłego roku zobaczyłam przepiękne wydanie Małych kobietek Louisy May Alcott, wiedziałam, że z tą książką wejdę w nowy rok. Twarda oprawa, subtelna grafika okładkowa i do tego ilustracje wplecione w tekst. Wydawnictwo MG wykonało świetną robotę. Zachwycałam się przy każdym czytaniu. 


Mija ponad 150 lat od pierwszego wydania powieści, która uznawana jest za klasykę literatury. Nie bez powodu znalazła się na liście BBC 100 książek, które należy przeczytać. Opowieść o rodzinie Marchów doczekała się również licznych ekranizacji. Najnowsza, w reżyserii Grety Gerwig, właśnie weszła na ekrany kin. To za sprawą filmu, który otrzymał 6 nominacji do tegorocznych Oscarów, o książce Alcott znów jest głośno. I dobrze, bo to pozycja, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę.


Obraz jest ilustracją do treści.


Między dzieciństwem a dorosłością

Ameryka, lata 60. XIX wieku, czas wojny secesyjnej. Cztery dziewczynki wraz z mamą mieszkają w skromnej posiadłości Orchard House. Ojciec przebywa w tym czasie na wojnie. 


Na kartach powieści Alcott rozpisuje losy czterech dziewczynek, które starają się, aby ich uboga codzienność nabrała barw. Towarzyszy im nastoletni Laurie, który wraz ze swym zamożnym dziadkiem mieszka w sąsiednim domu.


Można wiele napisać o postępowości autorki, która odważnie - jak na tamte czasy - przemyca wątki feministyczne. Na uwagę zasługują wpajane przez matkę bohaterek ideały wolności, wsparcie w spełnianiu marzeń, akceptacja indywidualności każdej z dziewcząt. Alcott konsekwentnie rozpisuje charakter każdej z nich. Mamy tu opanowaną i stateczną Meg, rozbrykaną i butną Jo, lękliwą Beth oraz nieco rozpieszczoną Amy. Można również tu ponarzekać na moralizatorski ton i dość nachalne rodzinne szczęście. Nie zapominajmy jednak o czasach, kiedy powieść powstała...


Nie będę oryginalna - Jo jest mi najbliższa. Jej buntownicza natura, chęć pisania i marzenia o niezależności. To wszystko, co chciałabym przekazać mojej córce. Bo w życiu nie o posłuszeństwo i o grzeczność chodzi. Wydaje się, że i Alcott była podobnego zdania, bo Jo jest jej literackim alter ego.




Nie będę siedzieć i czekać na jakiegoś mężczyznę, który da mi niezależność. Mogę zapewnić ją sobie sama

Te słowa Louisa May Alcott powtarzała podobno wielokrotnie. Jej biografia jest szalenie ciekawa. Wychowana w duchu filozoficznym (ogromny wpływ miał na nią ojciec), była weganką i najwyraźniej - feministką, bo z zapałem angażowała się w inicjatywy w obronie praw kobiet. Pracowała przez całe swoje  życie, wierząc jednocześnie, że wszyscy są równi bez względu na płeć. W historii sióstr March wiele jest odniesień do jej życia prywatnego, ale z pewnością zostały one podkolorowane na potrzeby dziewczęcej powieści dla młodzieży. Pisarka wahała się, czy powinna podjąć się tego zadania. Podołała. Co więcej, Małe kobietki to początek sagi (sprawdź: Dobre żony, Mali mężczyźni i U progu życia). 


Na szklanym ekranie

Najnowsza ekranizacja właśnie trafiła do kin. Nie mogę się doczekać seansu, ale zanim to nastąpi chciałabym zapoznać się ze starszą wersją, tą z 1994 roku. 


Zapraszam jednocześnie do obejrzenia filmu, w którym opowiadam (i pokazuję przepiękne ilustrowane wydanie) o "Małych kobietkach" Louisy May Alcott.




Dane techniczne książki:

tytuł: Małe kobietki 
autor: Louisa May Alcott
wydawnictwo: MG
oprawa: twarda
liczba stron: 233

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger