Poranki mają zapach kawy

Poranki mają zapach kawy

Zdjęcie jest ilustracją do treści.


Poranki mają zapach kawy. Najbardziej lubię te wolne, kiedy nie trzeba w popłochu zbierać rozrzuconych toreb, w biegu całować małe czoło, wtulać się w ciepłe jeszcze snem ramiona. Możemy wtedy tkwić w zawieszeniu między nocą a dniem, gdy dzieli nas krok od tego, co przyniosą kolejne godziny. Wijemy kokon z kołdry upychając bose stopy, które Bilbo z upodobaniem podgryza. Pijemy niespiesznie kawę z ogromnych kubków i rozmawiamy o wszystkim i o niczym. 


Tak było i tym razem. Wychyliłam ostatni łyk zimnej już kawy i postanowiłam wygrzebać się z pościeli. Po drodze odrzucałam tuziny pluszaków, które Liśka zdążyła ułożyć wokół nas. Zerknęłam na podłogę, aby uchronić się przed zderzeniem z szatańskim klockiem Lego, który z pewnością leży gdzieś zapomniany pod łóżkiem. Odrzuciłam kołdrę z impetem, dając upust porannej energii po spożyciu odpowiedniej ilości kofeiny. Nie przewidziałam jednak, że tuż obok stoi kubek, który upadając zostawił po sobie czarne ślady. Kolejne 40 minut spędziłam na zmywaniu fusów z tapicerki łóżka, białego (WTF!) dywanu i wymianie pościeli. 


Postanowiłam nakarmić psa. Zanurkowałam w szafie w poszukiwaniu ogromnego worka z karmą. Wystarczyła chwila, aby pełna miska karmy poszybowała do góry, wyrzucając konfetti z psiego żarcia na moją głowę, a potem w najciemniejsze zakamarki szafy.


Po śniadaniu wygnałam ich do lasu. Odchodzili w promieniach mroźnego słońca, a ja układałam plan każdej sekundy w samotności. Nie zdążyłam domknąć drzwi, gdy już wrócili. Błoto oblepiało buty, sterczało z kieszeni i roześmianego pyska Bilbo. Podwinęłam rękawy i ruszyłam w kierunku łazienki, zgarniając po drodze psa.


Po obiedzie padłam na kanapę z kolejnym kubkiem parującej kawy, unosząc co chwila nogi, pod którymi Liśka czołgała się z psem. 
- Tam jest moja spinka! I moja opaska, i kredka! - docierają do mnie przytłumione okrzyki córki, która przyklejona do podłogi zagląda pod kanapę.
- Musimy to podnieść, odsunąć... - podejmuje po chwili Lilka. Przesuwamy kanapę, odkrywając nową cywilizację, która żyje sobie w najlepsze w ciemnościach. Kłęby kurzu patrzą na mnie z wyrzutem, rzucam cholerą pod nosem i ruszam po odkurzacz i mopa. Po chwili mam czystą podłogę pod kanapą, wokół kanapy, pod komodą, w przedpokoju i w kuchni. 


Poranki mają zapach kawy. Lubię też te w tygodniu, gdy siedzę w ciepłym biurze. Za małymi drewnianymi oknami starej kamienicy słychać ostatnie podmuchy nocnej wichury. Miasto powoli zaczyna nowy dzień, a ja w ciszy zbieram się do pracy. Za kilka godzin zamknę drzwi i wrócę do swojego chaosu. Z nią, z nim i psem. I wszystko znów będzie na miejscu. Tym najbliższym, najdroższym.


Zdjęcie jest ilustracją do treści.


"Małe kobietki" | Louisa May Alcott

"Małe kobietki" | Louisa May Alcott

Obraz jest ilustracją do treści.


Gdy pod koniec ubiegłego roku zobaczyłam przepiękne wydanie Małych kobietek Louisy May Alcott, wiedziałam, że z tą książką wejdę w nowy rok. Twarda oprawa, subtelna grafika okładkowa i do tego ilustracje wplecione w tekst. Wydawnictwo MG wykonało świetną robotę. Zachwycałam się przy każdym czytaniu. 


Mija ponad 150 lat od pierwszego wydania powieści, która uznawana jest za klasykę literatury. Nie bez powodu znalazła się na liście BBC 100 książek, które należy przeczytać. Opowieść o rodzinie Marchów doczekała się również licznych ekranizacji. Najnowsza, w reżyserii Grety Gerwig, właśnie weszła na ekrany kin. To za sprawą filmu, który otrzymał 6 nominacji do tegorocznych Oscarów, o książce Alcott znów jest głośno. I dobrze, bo to pozycja, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę.


Obraz jest ilustracją do treści.


Między dzieciństwem a dorosłością

Ameryka, lata 60. XIX wieku, czas wojny secesyjnej. Cztery dziewczynki wraz z mamą mieszkają w skromnej posiadłości Orchard House. Ojciec przebywa w tym czasie na wojnie. 


Na kartach powieści Alcott rozpisuje losy czterech dziewczynek, które starają się, aby ich uboga codzienność nabrała barw. Towarzyszy im nastoletni Laurie, który wraz ze swym zamożnym dziadkiem mieszka w sąsiednim domu.


Można wiele napisać o postępowości autorki, która odważnie - jak na tamte czasy - przemyca wątki feministyczne. Na uwagę zasługują wpajane przez matkę bohaterek ideały wolności, wsparcie w spełnianiu marzeń, akceptacja indywidualności każdej z dziewcząt. Alcott konsekwentnie rozpisuje charakter każdej z nich. Mamy tu opanowaną i stateczną Meg, rozbrykaną i butną Jo, lękliwą Beth oraz nieco rozpieszczoną Amy. Można również tu ponarzekać na moralizatorski ton i dość nachalne rodzinne szczęście. Nie zapominajmy jednak o czasach, kiedy powieść powstała...


Nie będę oryginalna - Jo jest mi najbliższa. Jej buntownicza natura, chęć pisania i marzenia o niezależności. To wszystko, co chciałabym przekazać mojej córce. Bo w życiu nie o posłuszeństwo i o grzeczność chodzi. Wydaje się, że i Alcott była podobnego zdania, bo Jo jest jej literackim alter ego.




Nie będę siedzieć i czekać na jakiegoś mężczyznę, który da mi niezależność. Mogę zapewnić ją sobie sama

Te słowa Louisa May Alcott powtarzała podobno wielokrotnie. Jej biografia jest szalenie ciekawa. Wychowana w duchu filozoficznym (ogromny wpływ miał na nią ojciec), była weganką i najwyraźniej - feministką, bo z zapałem angażowała się w inicjatywy w obronie praw kobiet. Pracowała przez całe swoje  życie, wierząc jednocześnie, że wszyscy są równi bez względu na płeć. W historii sióstr March wiele jest odniesień do jej życia prywatnego, ale z pewnością zostały one podkolorowane na potrzeby dziewczęcej powieści dla młodzieży. Pisarka wahała się, czy powinna podjąć się tego zadania. Podołała. Co więcej, Małe kobietki to początek sagi (sprawdź: Dobre żony, Mali mężczyźni i U progu życia). 


Na szklanym ekranie

Najnowsza ekranizacja właśnie trafiła do kin. Nie mogę się doczekać seansu, ale zanim to nastąpi chciałabym zapoznać się ze starszą wersją, tą z 1994 roku. 


Zapraszam jednocześnie do obejrzenia filmu, w którym opowiadam (i pokazuję przepiękne ilustrowane wydanie) o "Małych kobietkach" Louisy May Alcott.




Dane techniczne książki:

tytuł: Małe kobietki 
autor: Louisa May Alcott
wydawnictwo: MG
oprawa: twarda
liczba stron: 233

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger