"Wyścig po Złotego Żołędzia" | Katy Hudson

"Wyścig po Złotego Żołędzia" | Katy Hudson

Zdjęcie jest ilustracją do treści.

Kupiliśmy memo. Z Psim Patrolem. Już się cieszyłam na popołudnie przy wspólnym stole. Zepchnęłam w ciemny zakamarek pamięci wspomnienia ostatniej partyjki w Piotrusia Pana w wersji z Krainą Lodu - pierwsze rozdanie poszło gładko, Liśka zaakceptowała zasady. Przy kolejnych zgarniała wszystkie karty z Elsą i Anną, nam zostawiała resztki z Olafem, Svenem i Kristoffem... 


No nic, pomyślałam, trzeba podjąć kolejną próbę. Zajęliśmy miejsce wokół stołu i się zaczęło. 
- Nie wygrałam! Zobacz, nie wygraaaaałam! Nie lubię tej gry! Was nie lubię! Nie kocham! Tylko Bilbo kocham! 
Przewróciłam oczami, wzięłam oddech i zaczęłam na spokojnie tłumaczyć. Jednak rozpacz naszej czterolatki wracała jak bumerang przy każdej kolejce. 


Wieczorem, tuż przed snem, sięgnęliśmy po kolejną książkę z bibliotecznego stosu. Zerknęłam na tytuł i uśmiechnęłam się przebiegle. Oooo, tu cię mam, gagatku! - pomyślałam i zaczęłam czytać.

Zdjęcie jest ilustracją do treści.


"Wyścig po Złotego Żołędzia" Katy Hudson

Fani książek z wydawnictwa Amberek z pewnością znają królika, który miał za dużo marchewek lub żółwia, który miał dość zimowych zabaw. To zabawne, krótkie historie o zwierzętach i ich przygodach. W kolejnej części poznajemy wiewiórkę, która musi być zawsze pierwsza. Najbardziej na świecie lubi wygrywać i udaje jej się to przez ostatnie osiem lat podczas Wyścigu po Złotego Żołędzia. Jednak tym razem zmienia się regulamin i okazuje się, że wyścigi stają się zawodami drużynowymi...


Zdjęcie jest ilustracją do treści.

Wiewiórce ten pomysł bardzo się nie podoba. Bardzo! Bo jak to drużynowe? Przecież nikt nie jest tak szybki jak ona! Przecież Królik, Żółw czy Bóbr jej w niczym nie pomogą. I co z tego, że to jej przyjaciele...


Zdjęcie jest ilustracją do treści.

Zdjęcie jest ilustracją do treści.


Czy, aby zwyciężyć trzeba zawsze być pierwszym na mecie? Czy trzeba być we wszystkim najlepszym? O tym jest właśnie ta książka. I jeszcze o tym, że czasami lepiej odpuścić, aby nie stracić tego, co naprawdę jest ważne. 


Zdjęcie jest ilustracją do treści.



Dane techniczne książki

Wyścig po Złotego Żołędzia"
tekst i ilustracje: Kate Hudson
wydawnictwo: Amberek
ilość stron: 40

Poranki mają zapach kawy

Poranki mają zapach kawy

Zdjęcie jest ilustracją do treści.


Poranki mają zapach kawy. Najbardziej lubię te wolne, kiedy nie trzeba w popłochu zbierać rozrzuconych toreb, w biegu całować małe czoło, wtulać się w ciepłe jeszcze snem ramiona. Możemy wtedy tkwić w zawieszeniu między nocą a dniem, gdy dzieli nas krok od tego, co przyniosą kolejne godziny. Wijemy kokon z kołdry upychając bose stopy, które Bilbo z upodobaniem podgryza. Pijemy niespiesznie kawę z ogromnych kubków i rozmawiamy o wszystkim i o niczym. 


Tak było i tym razem. Wychyliłam ostatni łyk zimnej już kawy i postanowiłam wygrzebać się z pościeli. Po drodze odrzucałam tuziny pluszaków, które Liśka zdążyła ułożyć wokół nas. Zerknęłam na podłogę, aby uchronić się przed zderzeniem z szatańskim klockiem Lego, który z pewnością leży gdzieś zapomniany pod łóżkiem. Odrzuciłam kołdrę z impetem, dając upust porannej energii po spożyciu odpowiedniej ilości kofeiny. Nie przewidziałam jednak, że tuż obok stoi kubek, który upadając zostawił po sobie czarne ślady. Kolejne 40 minut spędziłam na zmywaniu fusów z tapicerki łóżka, białego (WTF!) dywanu i wymianie pościeli. 


Postanowiłam nakarmić psa. Zanurkowałam w szafie w poszukiwaniu ogromnego worka z karmą. Wystarczyła chwila, aby pełna miska karmy poszybowała do góry, wyrzucając konfetti z psiego żarcia na moją głowę, a potem w najciemniejsze zakamarki szafy.


Po śniadaniu wygnałam ich do lasu. Odchodzili w promieniach mroźnego słońca, a ja układałam plan każdej sekundy w samotności. Nie zdążyłam domknąć drzwi, gdy już wrócili. Błoto oblepiało buty, sterczało z kieszeni i roześmianego pyska Bilbo. Podwinęłam rękawy i ruszyłam w kierunku łazienki, zgarniając po drodze psa.


Po obiedzie padłam na kanapę z kolejnym kubkiem parującej kawy, unosząc co chwila nogi, pod którymi Liśka czołgała się z psem. 
- Tam jest moja spinka! I moja opaska, i kredka! - docierają do mnie przytłumione okrzyki córki, która przyklejona do podłogi zagląda pod kanapę.
- Musimy to podnieść, odsunąć... - podejmuje po chwili Lilka. Przesuwamy kanapę, odkrywając nową cywilizację, która żyje sobie w najlepsze w ciemnościach. Kłęby kurzu patrzą na mnie z wyrzutem, rzucam cholerą pod nosem i ruszam po odkurzacz i mopa. Po chwili mam czystą podłogę pod kanapą, wokół kanapy, pod komodą, w przedpokoju i w kuchni. 


Poranki mają zapach kawy. Lubię też te w tygodniu, gdy siedzę w ciepłym biurze. Za małymi drewnianymi oknami starej kamienicy słychać ostatnie podmuchy nocnej wichury. Miasto powoli zaczyna nowy dzień, a ja w ciszy zbieram się do pracy. Za kilka godzin zamknę drzwi i wrócę do swojego chaosu. Z nią, z nim i psem. I wszystko znów będzie na miejscu. Tym najbliższym, najdroższym.


Zdjęcie jest ilustracją do treści.


"Małe kobietki" | Louisa May Alcott

"Małe kobietki" | Louisa May Alcott

Obraz jest ilustracją do treści.


Gdy pod koniec ubiegłego roku zobaczyłam przepiękne wydanie Małych kobietek Louisy May Alcott, wiedziałam, że z tą książką wejdę w nowy rok. Twarda oprawa, subtelna grafika okładkowa i do tego ilustracje wplecione w tekst. Wydawnictwo MG wykonało świetną robotę. Zachwycałam się przy każdym czytaniu. 


Mija ponad 150 lat od pierwszego wydania powieści, która uznawana jest za klasykę literatury. Nie bez powodu znalazła się na liście BBC 100 książek, które należy przeczytać. Opowieść o rodzinie Marchów doczekała się również licznych ekranizacji. Najnowsza, w reżyserii Grety Gerwig, właśnie weszła na ekrany kin. To za sprawą filmu, który otrzymał 6 nominacji do tegorocznych Oscarów, o książce Alcott znów jest głośno. I dobrze, bo to pozycja, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę.


Obraz jest ilustracją do treści.


Między dzieciństwem a dorosłością

Ameryka, lata 60. XIX wieku, czas wojny secesyjnej. Cztery dziewczynki wraz z mamą mieszkają w skromnej posiadłości Orchard House. Ojciec przebywa w tym czasie na wojnie. 


Na kartach powieści Alcott rozpisuje losy czterech dziewczynek, które starają się, aby ich uboga codzienność nabrała barw. Towarzyszy im nastoletni Laurie, który wraz ze swym zamożnym dziadkiem mieszka w sąsiednim domu.


Można wiele napisać o postępowości autorki, która odważnie - jak na tamte czasy - przemyca wątki feministyczne. Na uwagę zasługują wpajane przez matkę bohaterek ideały wolności, wsparcie w spełnianiu marzeń, akceptacja indywidualności każdej z dziewcząt. Alcott konsekwentnie rozpisuje charakter każdej z nich. Mamy tu opanowaną i stateczną Meg, rozbrykaną i butną Jo, lękliwą Beth oraz nieco rozpieszczoną Amy. Można również tu ponarzekać na moralizatorski ton i dość nachalne rodzinne szczęście. Nie zapominajmy jednak o czasach, kiedy powieść powstała...


Nie będę oryginalna - Jo jest mi najbliższa. Jej buntownicza natura, chęć pisania i marzenia o niezależności. To wszystko, co chciałabym przekazać mojej córce. Bo w życiu nie o posłuszeństwo i o grzeczność chodzi. Wydaje się, że i Alcott była podobnego zdania, bo Jo jest jej literackim alter ego.




Nie będę siedzieć i czekać na jakiegoś mężczyznę, który da mi niezależność. Mogę zapewnić ją sobie sama

Te słowa Louisa May Alcott powtarzała podobno wielokrotnie. Jej biografia jest szalenie ciekawa. Wychowana w duchu filozoficznym (ogromny wpływ miał na nią ojciec), była weganką i najwyraźniej - feministką, bo z zapałem angażowała się w inicjatywy w obronie praw kobiet. Pracowała przez całe swoje  życie, wierząc jednocześnie, że wszyscy są równi bez względu na płeć. W historii sióstr March wiele jest odniesień do jej życia prywatnego, ale z pewnością zostały one podkolorowane na potrzeby dziewczęcej powieści dla młodzieży. Pisarka wahała się, czy powinna podjąć się tego zadania. Podołała. Co więcej, Małe kobietki to początek sagi (sprawdź: Dobre żony, Mali mężczyźni i U progu życia). 


Na szklanym ekranie

Najnowsza ekranizacja właśnie trafiła do kin. Nie mogę się doczekać seansu, ale zanim to nastąpi chciałabym zapoznać się ze starszą wersją, tą z 1994 roku. 


Zapraszam jednocześnie do obejrzenia filmu, w którym opowiadam (i pokazuję przepiękne ilustrowane wydanie) o "Małych kobietkach" Louisy May Alcott.




Dane techniczne książki:

tytuł: Małe kobietki 
autor: Louisa May Alcott
wydawnictwo: MG
oprawa: twarda
liczba stron: 233

One Little Word #2020

One Little Word #2020

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu.

Jest pierwszy noworoczny wieczór. Za ścianą, przy świetle kolorowych lampek zawieszonych na drewnianym regale, śpi Lisia. Z łazienki dobiega mnie szum wody. Siedzę na kanapie, pod choinką drzemie Bilbo. Niedawno skończyliśmy oglądać drugą część Czarownicy. Uśmiecham się na myśl o naszych durnych żartach, które po 14 wspólnych latach chyba tylko nas śmieszą. Czuję spokój. Bezkresny spokój, który otula mnie od stóp do głów, wypełnia przy każdym oddechu. Dopiero teraz dociera do mnie, jak ciążyły na mnie ostatnie dni, tygodnie, miesiące. 


Gdzieś na dnie tli się radość. Nadzieja. Wdzięczność. Nie mam planów. Męczą mnie one niemiłosiernie. Zerkam na ubiegłoroczną vision board ze słówkiem flow. Czy faktycznie je poczułam? Przebiegam myślami przez 2019 rok. 


Byłam mamą i żoną

Potykałam się przy tym, gubiłam. Chwytałam szczęście, tuliłam godzinami, całowałam obolałe miejsca, wypełniałam przestrzeń między nami rozmowami, niekiedy ciszą. Piekliłam się, krzyczałam, wyrzucałam sobie słabość. Zapętlałam, kluczyłam, aby dojść do tego samego wniosku, co rok temu. 

Bo wiecie, nie ma co ukrywać - dla mnie to, co w sercu zawsze będzie najważniejsze. Owszem praca jest dla mnie niezwykle istotna. Uwielbiam zadania, w których mogę rozwinąć skrzydła. Sięgnąć po coś, co wcześniej nie było w moim zasięgu. Jednak ostatnie miesiące wyraźnie uzmysłowiły mi, że to nie nowe stanowisko, kolejny wywiad, zaproszenie do telewizji sprawiają, że uśmiecham się na myśl o mijającym roku. To Ona. I On. Nie jest między nami idealnie, nigdy nie było. Kłócimy się, krzyczymy, tupiemy nogami. Ale każdego dnia pracujemy nad tym, co nas łączy. O to chyba w tym wszystkim chodzi.

Czytałam

Książki są dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Podobnie jest z Lisią, z którą czytałyśmy każdego dnia. Poddałam się mojej słabości do literatury dziecięcej, nie wzbraniałam się i po prostu pisałam o niej. Podzieliłam się z Wami pięknymi tytułami, idąc krok dalej - zaczęłam o nich mówić nie tylko poprzez social media, ale również w filmach, które regularnie pojawiały się na moim kanale.

Książki. Nie chcę się już rozdrabniać. To o nich chcę pisać, o nich chcę opowiadać.


Pisałam

Odważyłam się. Napisałam coś pełnego. Już wiem, że mogę, że potrafię. To nie tylko krótkie zapiski na blogu, skrawki dnia, moje domowe historie.


Pozwoliłam sobie na flow. Jestem wdzięczna. Uważna. Teraz czas na radość.
Moje One Little Word na 2020 rok to joyful.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger