Zbudujmy sobie półkę

Zbudujmy sobie półkę

do utraty tchu blog


Lubię nasze mieszkanie. Z pozoru spójne i jasne, summa różnych chwil. Od momentu, w którym przekroczyliśmy po raz pierwszy jego próg wiele się zmieniło. Wszystko zrobiliśmy w nim sami, bez udziału ekipy remontowej (wyłączając rodziców). I może dlatego, że nie jest wygładzone, idealne i tyle w nim niedociągnięć, czuję, że to po prostu dobre miejsce. 


Każda zmiana nie była dogłębnie przemyślana. To zazwyczaj impuls. Mój. Jedna myśl w głowie, która pojawia się jak maleńki błysk. Kiełkuje we mnie przez chwilkę, potem wszystko dzieje się lawinowo. Tak było z drewnianym stołem, o którym kiedyś już wspominałam. Jesienny remont kuchni to również jedno spotkanie u dziadków w leśniczówce i odnaleziony stary kredens w stodole. Później wyburzyliśmy ścianę, wyrzuciliśmy stare meble, wstawiliśmy maleńki kredensik... 


W moim domu rodzinnym jest mnóstwo przedmiotów nasączonych wspomnieniami. Stara szafa ze strychu, której mama dała drugą szansę. Pamiętam, że kiedyś kryły się w nim wielkie futra i skórzane płaszcze pradziadków. Okropnie bałam się tej szafy. Dziś jest jednym z piękniejszych mebli w naszym domu. 


Mam słabość do rzeczy z drugiej ręki i do tych wykonanych własnoręcznie. Tak w naszym mieszkaniu zamieszkała półka. Z deski od dziadka, odpowiednio przycięta spracowaną ręką. Z sękami i nierównościami po korze. Olej wspaniale wydobył kolor drewna. Podtrzymuje książki. Mam cichą nadzieję, że polubi się z bluszczem, którego posadziłam kilka dni temu.

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



#UWAŻNIEJ | luty 2019

#UWAŻNIEJ | luty 2019

do utraty tchu blog


No, to popisałam! Ho, ho, ho! Tak się rozpisałam w lutym, że opublikowałam aż... UWAGA! 2 teksty! W tym drugi ostatniego dnia miesiąca. 😜😂 Chciałabym napisać, że to wszystko przez to, że gnałam przez życie jak torpeda, ale prawda jest banalna. Byłam chora. Znowu. A może wciąż? Do tego luty jest taki malutki, że można go w kieszeni schować. Trochę go przygniotłam styczniowymi ambicjami i tęsknotą za marcem. 


do utraty tchu blog

CZUJĘ SIĘ przeczołgana przez te wszystkie infekcje i antybiotyki. Pod koniec miesiąca byłam już po prostu wściekła, totalnie bezsilna. Mam dość tego nieogarnięcia, dlatego wcisnęłam STOP, zostałam trochę w domu, naładowałam baterię, zrobiłam wszelkie badania. Wróciłam też do picia codziennie koktajli i naturalnych sposobów.


do utraty tchu blog

Otrzymałam przepis od koleżanki z pracy na domowy syrop - dużo czosnku, miód i ocet jabłkowy. Piłam przez tydzień rano i wieczorem. Lilka początkowo też. Niestety okazało się, że mój żołądek jest za słaby na takie mikstury, a Lili z daleka krzyczała fuj! Chyba na chwilę obecną nie lubi czosnku... 😏😆


do utraty tchu blog


CIESZĘ SIĘ, bo kupiłam sobie w końcu matę do ćwiczeń. Pewnie pukacie się teraz w czoło, ale jeśli ktoś próbował ćwiczyć na podłodze ze skaczącą po brzuchu trzylatką, to teraz mnie zrozumie. Na chwilę obecną muszę siłować się z Lilką o matę, bo twierdzi, że jest jej... Ale jak już wygram z tym małym gadem, to moja praktyka jogi wjedzie na wyższy level! 🙏💪


JESTEM WDZIĘCZNA za cierpliwość mojego męża do mnie i do Lilki. Mam wrażenie, że ostatnio ścigamy się po medal dla największej drama queen. Nie wiem, która z nas jest w tym lepsza. 🙈





Gdzie się podział ten trzymiesięczny aniołek? 😇 W domu mam teraz prawie trzyletniego czupurka. Złości się, wykłóca, upiera przy swoim, obraża się, krzyczy, tupie, a nasze poranki wyglądają jak egzorcyzmy. 😈🤯 Ale kocha też mocno, "bardziej, mocniej na świecie". ❤ Tuli się też niezmiennie, tylko czasami to takie tulenie, że aż boli. Bo przecież kocha bardzo. 🤷‍♀️ Przez to i ja się złoszczę, wykłócam i upieram. Ale uważniej. 🙏 No, i mniej nas ostatnio. Bo wszystko jest jakieś mocniej, bardziej. 🤪💁‍♀️ #rodzicielstwo #rodzicielstwobliskości #selfreg #rb #macierzyństwo #instamama #parenting #zdjęcie #tuiteraz #emocje #uważniej #bliskość #pokójdziecka #dom #paprotka #truelife #simplelife #simplethings #mummylife #kidsroom #girlsroom
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


Do tego znowu złapałam bakcyla do DIY. Być może to wiosna, być może pora na zmiany i oczyszczanie przestrzeni. Już na początku roku udało nam się zbudować regał ze skrzynek dla Lilki. Dzięki temu uporządkowałam zabawkową tragedię, która rozgrywała się w jej pokoju. Wydawało mi się, że kontroluję to, co trafia do nas do domu. Jednak po świętach straciłam panowanie i tak jakoś niepostrzeżenie wkradł się nam chochlik. Miśki wylewały się z koszy, a zabawki były tak poutykane w dziwnych miejscach, że Lilka w ogóle się nimi nie bawiła. Dlatego regał. Wszystko jest teraz na widoku. Jest porządek. Znowu lubię ten pokój.


do utraty tchu blog


W ostatnich dniach stworzyliśmy coś jeszcze, ale o tym opowiem Wam za jakiś czas. 😍💪


PRACUJĘ nad wprowadzeniem do codzienności mojego OLW. Powoli zaczynam czuć flow. Poważnie, coraz więcej rzeczy mnie jara i sprawia czystą radość. W lutym w końcu skończyłam coś, o czym po cichu marzyłam od lat, ale nie miałam odwagi i konsekwencji, aby się za to zabrać. A ja nie tylko ukończyłam to, co zamierzałam, ale puściłam to w świat. 

W ogóle fajnie byłoby opowiedzieć Wam o tym, czy teoria OLW ma realny wpływ na moje działanie. W jaki sposób zaprosiłam je do swojego rozkładu jazdy. Chciałabym jednak dać sobie jeszcze czas. 


OGLĄDAM Netflixa. Chorowanie służy serialom, dlatego odpaliłam aplikację i korzystam. Tak się wkręciłam ostatnio w serial You, że rozprawiłam się z nim w 3 dni. 





Tuż po nim zaczęłam Sex Education. Po dwóch odcinkach byłam pewna, że oglądam nieco durnowaty i zabawny serial o rozbuchanych hormonami nastolatkach, a okazało się, że to naprawdę dobry obraz. Z pewnością obejrzę kolejny sezon.





CZEKAM na wiosnę i na marzec, bo to może być naprawdę fajny czas. Od 1. marca ruszyła druga edycja kampanii blogowej #KOCHANIEprzezCZYTANIE zorganizowanej przez Magdę z Save The Magic Moments. Akcja ma na celu zachęcenie rodziców do wspólnego spędzania czasu z dzieckiem na czytaniu książek. Każdego dnia przez cały miesiąc będą pojawiały się wpisy na blogach z inspiracjami czytelniczymi. Ponadto kampanię wsparła Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. 😍


Kochanie przez Czytanie, Save The Magic Moments


Jeśli macie ochotę przyłączyć się do nas zajrzyjcie tu:

Jak już wcześniej wspomniałam, to druga edycja kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Wspierałam ją rok temu i tym razem będzie podobnie. To wspaniała inicjatywa i bardzo chciałabym, aby dzięki niej grono czytających rodziców się powiększyło. Tu, na blogu z pewnością pojawi się oddzielny tekst poświęcony czytaniu z dzieckiem z poleceniem wybranej książki z naszej biblioteczki. Chciałabym również, aby ten miesiąc był jedną wielką inspiracją dla rodziców, dlatego postaram się na Instagramie (w relacji IS) polecać coś wartościowego do wspólnej lektury z dzieckiem. 



🌼🌿🌼


Wyparował ten luty jak ciepło z porannej kawy. Zjawił się nagle i równie szybko się z nami pożegnał. Nie zdążyłam... O wielu sprawach nie zdążyłam nawet pomyśleć. Taki wieczny niedoczas. Może w marcu? Tak, niech marzec grzeje nieśmiałym słońcem, niech kiełkuje i  wiosennie pokrzepi.


#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Kim dziś jesteśmy?

Kim dziś jesteśmy?

do utraty tchu blog


Siedzimy naprzeciw siebie, dzieli nas tylko sękaty, drewniany stół. Przyglądam się Jej uważnie. Jak zaciska usta podczas każdego ruchu i tylko czasami wysuwa końcówkę języka, aby dać wyraz totalnemu skupieniu. Na czoło opadają pojedyncze pasma włosów, które dopiero co przypomniały sobie, że muszą dogonić te dłuższe. Muskają policzki, wpadają do oczu, aż mała rączka odsunie je niecierpliwie. 


Patrzę, jak pędzel zanurza się w pojemniku z farbą, sięgając dna. Oblepiony styka się z małą dłonią. W tej chwili zerka na mnie ukradkiem i gdy nasz wzrok spotyka się w pół stołu, uśmiecha się nieznacznie. Wie, że przekracza pewną granicę, gdzie było nie częste i powtarzane. Rzuca mi wyzwanie i topi resztki mojego oporu. Kiwam głową, dając jednocześnie przyzwolenie na malarską tragedię, na brudny stół i pochlapaną podłogę.


do utraty tchu blog


Kim dziś jesteś? Myślę, gdy obserwuję Cię w każdej wspólnej minucie. Artystką nieokiełznaną, z duszą wolną od trosk i obaw? A może tancerką, baletnicą lub podwórkowym zbójem? Bywasz jak motyl delikatna, trzepocząc skrzydłami w szklanym kloszu. Gubisz się w zakazach, pajęczynie z uczuć. Lubię patrzeć, gdy radość kipi w Tobie jak gotujące się ziemniaki w garnku. Jak słowa wyskakują z Twojej buzi bez namysłu i skrępowania, niewygładzone, pokrzywione. Gdy jesteś tak prawdziwie czysta, nietknięta kłamstwem. Przekorna i odważna, choć coraz z większym dystansem. Prędka i wytrwała. 


Kim dziś jestem ja? Nocnym wędrowcem, który z zamkniętymi oczami drepcze ścieżką między swoim i Twoim łóżkiem. Kangurzycą, która jednym susem dopada odjeżdżający autobus. Ostatnio wiecznie spóźniona. Co drugi dzień niewyspana. Bezpośrednia, bo szkoda mi już czasu na podchody. Dbała i uważniejsza. Wciąż niepoprawnie naiwna, nieco nadwrażliwa, zbyt emocjonalna. Uparta, w gorącej wodzie kąpana. Bezgraniczne spokojna, gdy zamykam Cię w uścisku. Gdy w przelocie musnę Twoje policzki, w mały nosek buziaka przykleję. Oddana i bezsprzecznie pewna. Spokojna w chaosie codzienności. ♥



#UWAŻNIEJ | styczeń 2019

#UWAŻNIEJ | styczeń 2019

do utraty tchu blog


Drogi pamiętniczku... Tak powinnam zacząć ten wpis, bo seria #UWAŻNIEJ trąci prywatą. Niejednokrotnie pisałam, że to jedna z moich ulubionych form - na luzie, bez spiny, ale za to podsumowująca i dająca mi jasny ogląd tego, co udało się osiągnąć w mijających tygodniach. To też dobra okazja, aby nawiązać z Wami bezpośredni kontakt. Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy to w ogóle ma sens.

Początek Tu&Teraz

Serię wpisów tu&teraz zapoczątkowała Kasia z Worqshop i bardzo szybko przypadł on do gustu innym blogerom. Teksty z miesięcznym raportem pojawiały się lawinowo i to był naprawdę fajny lifestylowy trend. Jednak formuła ta chyba się opatrzyła i Kasia wpadła na kolejny pomysł, aby nadać jej nieco inny rys. Stworzyła kartę, na której można w prosty i przede wszystkim ekspresowy sposób zrobić takie miesięczne podsumowanie. Można takie karty kolekcjonować, zapisywać w jednym miejscu lub wydrukować i wkleić do albumu. Świetna sprawa. Dlatego moja styczniowa karta już jest gotowa.

do utraty tchu blog

Czy to oznacza, że rezygnuję z utartej formy podsumowania? Nie wiem. Być może będą one się pojawiać, ale rzadziej. Zastanawiam się na ile potrzebna jest taka treść i moje wynurzenia. Nie oszukujmy się, to przede wszystkim pamiątkowe treści dla mnie, które równie dobrze mogłabym zatrzymać dla siebie.


Zanim jednak znajdę inną, ciekawszą wersję #UWAŻNIEJ, zapraszam Was na styczniowe odsłonę i rozwinięcie niektórych słów-kluczy, które umieszczone są na podstawowej karcie. Co nam przyniosły ostatnie tygodnie? 👇


do utraty tchu blog

CZUJĘ SIĘ tak pół na pół. Styczeń dał nam w kość zdrowotnie. Dobra, nie owijajmy w bawełnę - był parszywy i tyle. Lilka nie przechodziła do żłobka pełnego tygodnia. Jak nie oskrzela, to oczy. I tak w  kółko. Nas to też nie ominęło.



Z drugiej strony styczeń to też dla nas przełomowy miesiąc. Pierwszy raz rozstaliśmy się z Lisią na dłużej niż kilka godzin. Okropnie się tym martwiłam i przeżywałam. Niepotrzebnie.


JESTEM WDZIĘCZNA za ten czas bez Lilki. Piszę to z pełną świadomością, ale po prawie trzech latach bardzo tego potrzebowałam. Zdążyłam zatęsknić na maxa, poćwiczyć bez małego rzepa na plecach i w końcu poszliśmy do kina! To był właśnie taki moment, kiedy zregenerowałam rodzicielskie siły i mogę poczuć mamine FLOW. 😉



CIESZĘ SIĘ, że udało mi się ruszyć tyłek z kanapy i dzięki ćwiczeniom, jodze i mniejszej ilości spożywanego cukru czuję się naprawdę lepiej.


CHCIAŁABYM, aby nie zabrakło mi samodyscypliny w kontynuacji dobrych nawyków. Ponadto wciąż liczę na to, że wrócę do biegania. Brakuje mi tego spokoju w głowie po przebieżce i radości, że już mam to za sobą. 😅

PRACUJĘ NAD naszymi emocjami. Zawsze były one dla mnie niezwykle ważne. Niemniej ostatnie tygodnie pokazały mi, że weszliśmy na kolejny poziom uczuciowości. Lisia wciąż je oswaja, uczy się wyrażania i radzenia sobie z nimi.Obecnie jesteśmy na etapie kocham cię lub nie kocham cię - w zależności od nastroju. 🙈 Często słyszę również Lili jest obraziona. 😆





Doskonale pamiętam letnie popołudnie, plac zabaw pełen rozbrykanych dzieci i dorosłych. Każdego dnia, tuż po odebraniu Lili ze żłobka chodziłyśmy tam się pobawić. Zaczęło się od "nie". Potem poszło lawinowo - krzyk, płacz, kładzenie się na ziemi, próba odreagowania na mnie. Siedziałam z nią na uboczu deptaka i czekałam. Przytulałam, walcząc bezgłośnie z jej histerią i moim rozdrażnieniem pomieszanym ze zmęczeniem i bezsilnością. Jedyne, co zapadło mi w pamięć to utkwiony w nas wzrok przechodniów. Wierzę, że większość z tych osób nie oceniała nas. ▫️ Jak mówić o złości, rozdrażnieniu, zmęczeniu, niekiedy o roszczeniach, smutku, żalu, tęsknocie, zawstydzeniu, strachu i wielu innych stanach, które już w same w sobie są trudne do przeżycia? Jak rozpoznawać je, opisywać i zaakceptować? I wreszcie jak sobie z nimi radzić? To bardzo ciężkie dla dorosłego, dziecko zupełnie jest wówczas pogubione. 🤷‍♀️😞 ▫️ O trudnych emocjach, o oswajaniu tego, co niekoniecznie przyjemne, ale codzienne i wreszcie o przepięknej książce (@wydawnictwomamania), która w tej wyboistej i niekiedy ciężkiej drodze może okazać się niezwykle pomocna. To wszystko na blogu. Link w bio. 👆 #bookstagram #bookstagrammer #bookstagrampl #bookish #booksworm #childrensbooks #akróliksłuchał #coridoerrfeld #kidsbook #kidsbookstagram #kidsbookswelove #childrenbookstagram #calapolskaczytadzieciom #czytamdziecku #czytambokocham #kochamtoczytam #biblioteczkamalucha #ksiazkidladzieci #rodzicielstwobliskosci #empatia #emocje
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

CZYTAM. Och, jak ja czytam! Styczeń, choć wymagający, był niesamowicie zaczytanym miesiącem. Kończę go z 6 przeczytanymi książkami. Pewnie, że to nie wyścigi, ale ja nadal jestem w większości tramwajowym czytaczem, bo tylko wtedy mogę w spokoju oddać się lekturze. I wiecie co? Takie czytanie daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że robię coś dla siebie. Książki zawsze sprawiały, że łapię balans i teraz tak faktycznie jest. 

Były lepsze i gorsze lektury. Może o tych drugich nie będę wspominać, zgodnie z zasadą, że szkoda mi na to czasu. 😜😁 Co w takim razie czytałam naprawdę fajnego? 

  • Skradzione małżeństwo Diane Chamberlain - to jedna z moich ulubionych pisarek. Jednak miałam już wrażenie, że się mi przejadła i właśnie ta książka była takim miłym zaskoczeniem i przypominajką, za co uwielbiam pióro Chamberlain. 
  • Tru Barbary Kosmowskiej -  opowieść dla dzieci. O tym, co ważne dla małych i dużych. Pokrzepiająca, momentami wzruszająca i z przepięknymi ilustracjami Emilii Dziubak.
  • Szary domek Katarzyny Szestak -  to jedna ze zwycięskich książek w konkursie Piórko organizowanym przez Biedronkę. Pięknie napisana opowieść o potrzebie przyjaźni. 
  • Gorzej być nie może Allison Pearson - kojarzycie film Jak ona to robi? z Sarah Jessicą Parker w roli głównej? Jeśli nie, to koniecznie nadrabiajcie. Pamiętam, jak ten film poprawił mi kiedyś humor. Nie przeczytałam pierwszej części (o tym samym tytule, co film), ale druga część była przekomiczna i taka radosna. Dlatego polecam. 😉

👉 Na blogu zaś opisałam jedną z książek z Lilusiowej biblioteczki. Zajrzyjcie, ważna rzecz. O uczuciach.


OGLĄDAM niewiele. Udało się nam obejrzeć Zimną wojnę i oboje mieliśmy mieszane uczucia. Byliśmy również w kinie na Chłopcu z burzy, który jest filmem zdecydowanie familijnym, o przywiązaniu, przyjaźni z naturą, z pięknymi obrazami, ale nie porwał nas niestety.


CZEKAM NA moment, kiedy będę mogła wyciągnąć rower z piwnicy. Na kwiaty na balkonie. Na wycieczki do lasu. Na długie dni poza domem. No, chce mi się wiosny, nic na to nie poradzę, ale nie wyglądam jej bez przerwy. Bo inne umyka. Bo tyle dobrego jest na co dzień.


Luty chcę przeżyć, a nie przetrwać.


#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Pomóż mi się wypłakać | "A królik słuchał" Cori Doerrfeld

Pomóż mi się wypłakać | "A królik słuchał" Cori Doerrfeld

do utraty tchu blog


Odkąd zostałam mamą staram się być uważna. Na to, co wokół. Na to, co we mnie. Ale szczególnie na Lili. Tak bardzo chciałabym pomóc jej w oswajaniu świata. Często jednak bywa to niezwykle trudne. Nie przesadzę stwierdzeniem, że to nie ciągłe nocne wstawanie, to nie notoryczny brak czasu na wszystko inne, ale właśnie codzienna emocjonalność jest dla nas największym sprawdzianem wytrwałości, cierpliwości i bliskości.


Nie mam problemu z uczuciami. Z opisywaniem ich, wyrażaniem i mówieniem o nich wprost. Sądziłam, że podobnie będzie z wychowaniem małego człowieka. Pojawił się jednak pewien problem. Okazuje się, że sprawa jest bardzo prosta w wyrażaniu pozytywnych emocji. W naturalny sposób nazywamy radość, rozbawienie, błogość, wzruszenie czy miłość. Blokada emocjonalna pojawiła się przy negatywnych bodźcach.


Jak mówić o złości, rozdrażnieniu, zmęczeniu, niekiedy o roszczeniach, smutku, żalu, tęsknocie, zawstydzeniu, strachu i wielu innych stanach, które już same w sobie są trudne do przeżycia? Jak rozpoznawać je, opisywać i zaakceptować? I wreszcie jak sobie z nimi radzić? To bardzo ciężkie dla dorosłego, dziecko zupełnie jest wówczas pogubione. W takich momentach jedyne, czego potrzebuje to poczucia bliskości i zrozumienia. Warto pamiętać, że empatię należy w sobie kształtować i dbać o nią. To też bardzo wymagające.  Szczególnie, gdy te same przykre emocję targają nami, dorosłymi.

do utraty tchu blog

Blisko

Doskonale pamiętam letnie popołudnie, plac zabaw pełen rozbrykanych dzieci i dorosłych. Każdego dnia, tuż po odebraniu Lili ze żłobka chodziłyśmy tam się pobawić. Zaczęło się od "nie". Potem poszło lawinowo - krzyk, płacz, kładzenie się na ziemi, próba odreagowania na mnie. Siedziałam z nią na uboczu deptaka i czekałam. Przytulałam, walcząc bezgłośnie z jej histerią i moim rozdrażnieniem pomieszanym ze zmęczeniem i bezsilnością. Jedyne, co zapadło mi w pamięć to utkwiony w nas wzrok przechodniów. Wierzę, że większość z tych osób nie oceniała nas.


Takich sytuacji było jeszcze kilka po drodze. Ze wszystkich sił staram się po prostu być. Wiem, że to czasami bardzo trudne. Bo nas to też dotyka, też boli, wkurza, też czujemy się zdenerwowani, zmęczeni. Ale to my tu jesteśmy dorośli, to my musimy wziąć tego szkraba za rękę i przeprowadzić przez burzę frustracji i smutku.


Pomóż mi się wypłakać

Jakiś czas temu natknęłam się w sieci na historię pewnego czterolatka, który podszedł do swojego sąsiada opłakującego zmarłą żonę. Chłopiec wspiął się na kolana mężczyzny i siedział tak przez dłuższą chwilę. Gdy wrócił do domu, mama zapytała go co robił, dziecko odpowiedziało: "nic, po prostu pomogłem mu płakać".


Każdy z nas chciałby mieć kogoś, kto wyciągnie rękę w ciężkich chwilach. Na kim możemy polegać, kto pomoże zrozumieć. Kto pozwoli się wypłakać. Bądźmy kimś takim dla swoich dzieci. Zanim się rozkrzyczymy, zanim pozwolimy wziąć górę złości, zmęczeniu, zanim zaleje nas fala gniewu. To małe, często rozhisteryzowane dziecko po prostu się boi, nie rozumie, nie wie jak.


A królik słuchał Cori Doerrfeld

[wyd. Mamania]

do utraty tchu blog


Długo siedziały we mnie te myśli o emocjach, ale nie było mi po drodze z pisaniem. Niedawno jednak przyniosłam kolejne książki z biblioteki. Podczas wieczornego czytania sięgnęłyśmy po jedną z nich - A królik słuchał Cori Doerrfeld [wyd. Mamania]. W tej książce - bardzo oszczędnej treściowo i graficznie - znalazłam wszystko to, co formułowałam w głowie od dawna.


To prosta opowieść o tym, jak ważne jest zrozumienie uczuć, ich akceptacja i szacunek. Jest o czymś jeszcze - nie zawsze potrzebujemy rozwiązania na już. Czasami potrzebny jest czas, niespieszność i ktoś, kto poczeka i w odpowiednim czasie wysłucha. A może nie? Może tylko po prostu wystarczy, że jest.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Być może Lili jako niespełna trzyletnia dziewczynka nie zrozumie dosłownego przekazu tej historii, ale dla mnie, rodzica to niezwykle wyraźny drogowskaz. Pewnie, że łatwiej głosić morały, wymądrzać się na blogu. U nas też jest z tym różnie. Jak to w życiu. Jednak każdego dnia pracujemy nad naszymi relacjami i sobą. Potykamy się, aby otrzepać kolana i postarać się, żeby następnym razem ominąć przeszkodę.


Gdy słyszę, jak moja niespełna trzylatka mówi: Mamo, jest mi przykro lub Lili jest zła. Jestem obrażona, to w środku moje serce fika koziołki. Uwielbiam obserwować jej emocjonalne postępy oraz gdy doświadczam namacalnych dowodów empatii. To jest właśnie nagroda za to, że codziennie biję się ze swoim zniecierpliwieniem, pośpiechem i frustracją. A czasami, gdy nie mam siły - po prostu jestem. Tuż obok.


Dane techniczne książki

A królik słuchał Cori Doerrfeld
Wydawnictwo: Mamania
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
Premiera: 4.07.2018 r.

O pasji, podróżowaniu i blogowaniu z Asią i Adamem Dzielickimi | Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

O pasji, podróżowaniu i blogowaniu z Asią i Adamem Dzielickimi | Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

do utraty tchu blog

Pasja. Tak się ułożyć w codzienności, aby znaleźć na nią miejsce. A może inaczej - pielęgnować ją w sobie. Dla równowagi, dla radości ze zwyczajności i tego, co wypełnia naszą dobę. 


Staram się ze wszystkich sił odnajdywać w pracy przyjemność. Pewnie, że nie zawsze wychodzi. Jak to w życiu. 😏 Nie muszę jednak przekonywać Was, że jeśli czymś jaramy się tak na maxa, to z większą łatwością nam się tym zająć. Nawet jeśli jest to obowiązek. Jeszcze lepiej, gdy potrafimy pasję przekuć na to, co faktycznie stanowi o naszym bycie.


Tak było z Asią i Adamem, którzy tuż po ślubie wyruszyli w autostopową podróż. 1112 dni - tyle dokładnie byli poza granicami Polski.


Na nowej drodze życia - historia Asi i Adama Dzielickich


1 września 2014, po roku intensywnych przygotowań, poprzedzonych wspólnym podróżowaniem autostopem po Europie, wzięliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy na Wschód. Nie uciekaliśmy przed niczym, nic nie rzucaliśmy. Chcieliśmy tylko spełnić marzenie o dalekiej i dłuższej niż poprzednie podróży. Chcieliśmy doświadczyć największej przygody naszego życia, poznać ludzi mieszkających w innych krajach, zobaczyć, jak żyją, jaką mają kulturę i tradycję, doświadczyć choć trochę ich życia, często tak różnego od tego, które znaliśmy. Chcieliśmy być ze sobą, stworzyć wspólnie historię, której nikt i nic nam nie zabierze. Chcieliśmy uczyć się miłości do drugiego człowieka, zaufania, otwartości, gościnności, szacunku, bezinteresowności, choć nie mieliśmy pojęcia, że lekcja, którą odbierzemy, będzie jedną z lepszych i wartościowszych w naszym życiu.
[źródło: blog Asi i Adama - www.nanowejdrodzezycia.pl]

Z Asią poznałyśmy się jeszcze na studiach w Olsztynie, dlatego gdy dotarła do mnie informacja o podróży z wypiekami na twarzy śledziłam ich drogę. Kibicowałam w pokonywaniu kolejnych dystansów. Ze wzruszeniem czytałam historie napotkanych ludzi. Z zachwytem przeglądałam zdjęcia zamieszczane na portalach społecznościowych. Nie byłam w tym osamotniona. Fanpage Asi Adama śledzi ponad 23 tys. osób!


do utraty tchu blog

Dziś para jest już w Polsce. Co więcej, SAMI wydali książkę! 😍 Oczywiście - już ją mam! 😄 To spore tomiszcze stanowi pierwszą część wspomnień z autostopowej przygody. Biorąc pod uwagę, że autorzy trud wydania wzięli na siebie, nie sposób przejść obojętnie obok niezwykłej staranności. W środku można znaleźć autorskie, ilustrowane mapy, masę pięknych zdjęć i historie, których czytanie niejednokrotnie wzrusza, bawi i zadziwia.


To, czego dokonała ta dwójka to spełnienie marzeń, ale nie tylko ich. Dzięki relacji zamieszczanej na blogu i w mediach społecznościowych, mogliśmy wspiąć się na szczyt i oddychać rześkim, himalajskim powietrzem, czy zasmakować soczystych granatów w Indiach. Dlatego chyba nikogo nie zdziwiła decyzja o spisaniu opowieści z podróży - to wspomnienia, które zostają w ich pamięci, ale również nieoceniona pomoc dla każdego, kto chciałby podążyć tą samą drogą.


do utraty tchu blog

O pasji, podróżowaniu i książce w nowym numerze "Blogostrefy" 

Nie mogłam odmówić sobie przyjemności i przepytałam Asię i Adama. O podróży, o ludziach na drodze i książce przeczytacie w najnowszym numerze "Blogostrefy", który w tym tygodniu ujrzał światło dzienne. Długo kazaliśmy Wam czekać na nowy numer. Jednak to, co w środku rekompensuje czas oczekiwania. 😉


do utraty tchu blog

SZÓSTY NUMER "BLOGOSTREFY":

  • |ARTYKUŁ NUMERU| Disqus - prawdziwa interakcja z czytelnikiem
  • Znajomość w Internecie. Czy warto zawierać blogowe znajomości?
  • W moim magicznym domku. Jestem interaktywna - wywiad z Olą Gościniak [wolny dostep na stronie internetowej magazynu]
  • O kulturze w korespondencji elektronicznej
A oprócz tego: mnóstwo inspiracji blogowych, niezbędnik blogera, porady, wartościowe treści i spora dawka motywacji. 💪




Postanowiliśmy również, że ten numer pojawi się tylko w wersji elektronicznej. 🤳 Dziś wciąż ścigamy się z codziennością. Dlatego, gdy ktoś znajdziecie chwilkę, wystarczy, że sięgnie po telefon/laptopa/tableta [niepotrzebne skreślić] i będzie mógł oddać się lekturze najnowszego numeru magazynu. 😎


🔊 Nowy numer "Blogostrefy" możecie zakupić w 👉 naszym sklepie.


To co - do przeczytania?


Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger