"Lewa strona życia" | Lisa Genova

"Lewa strona życia" | Lisa Genova



Mam wrażenie, że to było wczoraj. Siedzimy oboje na kanapie w zimowy, a może wczesnowiosenny wieczór. Większość świata zakrywa mi coraz większy brzuch, w którym tańce urządza sobie Liśka. Rozpycha się pod żebrami, co rusz obijając mi prawą nerkę. Wypina pupkę, która naciąga mi skórę do granic możliwości. Głaszczę ją czule w nadziei, że zmieni pozycję. Nic. Jedne co mogę, to przeniesienie ciężaru na drugi bok. Sapię przy tym jak parowóz. 

Oglądamy film, który od pierwszych chwil wciąga i wzrusza mnie niemiłosiernie. Nie wiem, czy płynące strumieniami łzy to faktycznie wpływ fabuły, czy jednak szalejące hormony. Chyba jednak film, bo wiele miesięcy później wracam do niego myślami. Siedzi głęboko, utkwiony w pamięci niczym drzazga. Z czasem dowiaduję się, że była to adaptacja powieści Lisy Genovy, a Julianne Moore - odtwórczyni głównej roli w filmie - otrzymuje Oscara w kategorii aktorka pierwszoplanowa. Zasłużenie. 

Cztery lata później przełamuję barierę strachu, że Genova pisze smutno i o chorobach i sięgam po moją pierwszą powieść pisarki. Z książką rozprawiam się błyskawicznie. I chcę więcej. 


Jesteśmy tu, by celebrować życie jakie mamy, a nie rozczulać się nad tym, które straciliśmy.


Nie dziwi mnie wybór tego cytatu na okładkę powieści Lewa strona życia Lisy Genovy. Doskonale oddaje przesłanie autorki. Genova prowadzi nas wraz ze swoimi bohaterami przez kolejne strony w największym skupieniu, z niesamowitą skrupulatnością opisując trudny uraz neurologiczny. Jednocześnie pobudza naszą empatię i skłania do skupienia się na tym, co mamy. Nie na tym, co tracimy.

Trzymam się tej myśli.

Dane techniczne

Lisa Genova
Lewa strona życia 
Wydawnictwo: Filia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 432 

"Moje ciało należy do mnie! | vlog

"Moje ciało należy do mnie! | vlog

zdjęcie jest ilustracją do tekstu

Pamiętacie wąsatego wujka, który witał się z Wami w dzieciństwie soczystym buziakiem? A może była to ciocia z lepiącymi się od szminki ustami? I niechęć pomieszana z poczuciem obowiązku. No właśnie, ja pamiętam to doskonale... Tak samo, jak uwagi rzucone mimochodem, że to nieładnie odmówić przywitania w podyktowany przez dorosłych sposób. 

Dziś, gdy o tym myślę, mam ochotę przenieść się w czasie i pokazać tamtym dorosłym książkę Moje ciało należy do mnie!, która powinna być obowiązkową lekturą każdego rodzica. 

O tym, jak ważne jest poszanowanie granic cielesności wyznaczanych przez dziecko (nie rodzica!) oraz o nauce asertywności opowiadam w poniższym filmie. 

Zapraszam serdecznie do oglądania i wspólnego czytania. To przede wszystkim!




Dane techniczne książki

Praca zbiorowa
Moje ciało należy do mnie!
Wydawnictwo: Prószyński S-ka
Oprawa: twarda
Sugerowany wiek odbiorcy: 3+




"PS Kocham Cię na zawsze" | Cecelia Ahern

"PS Kocham Cię na zawsze" | Cecelia Ahern



Najpierw obejrzałam film. Potem sięgnęłam po książkę. To było lata temu. Morze, wypełniona po brzegi plaża i ja zalana łzami doczytująca "PS Kocham Cię" Cecelii Ahern. 

To było moje pierwsze spotkanie z autorką. Potem potoczyło się lawinowo, czytałam wszystkie jej książki, jakie wpadły mi w ręce. Gdy zobaczyłam, że powstała kontynuacja opowieści o Holly wiedziałam, że po nią sięgnę. Nie obawiałam się, bo przecież to Ahern. Nadal w formie. 

Wydawałoby się, że o śmierci trzeba smutno. I tak też jest, ale tylko po to, aby za moment uśmiechnąć się. Jest w tej historii coś prostego, prawdziwego, a jednocześnie pokrzepiającego. Listopad to dobry czas na nią.


🍁🍂🍃

Zapraszam również do wysłuchania krótkiej recenzji w wersji wideo. 👇 




Dane techniczne

Cecelia Ahern
PS Kocham Cię na zawsze
Wydawnictwo: Akurat
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448

Pamięć

Pamięć

Obraz jest ilustracją do treści.


Gdy wszystko wokół powoli chowa się pod płaszczem nocy, ciszę przerywają tylko szeleszcząco-stukające odgłosy zza ściany. Kładziemy się wtedy wtulone, zacierając granicę między nami. Upychamy zmęczenie, przeganiamy to, co dziś uwierało, muskając kolana obolałe od potknięć. 

- Mamo, dziadek Witek mnie widzi? 
- Pewnie. Patrzy na Ciebie z nieba. 
- Mamo, nie widzi! Zobacz, nie macha mi! 
Milknę, aby dodać po chwili: 
- Za każdym razem kiedy będziesz czuła ciepło w brzuszku pomyśl, że dziadziuś do Ciebie macha. 
- A daleko jest? 
- Trochę daleko, bo niebo jest daleko. Ale i blisko, bo jest też w Twoim serduszku i moim, i tatusia, i babci Basi... 
- Zobacz, mamo! - Lili zaczyna głaskać się po brzuchu - głaszczę dziadka Witka. 

Rozmawiać z trzylatkiem o śmierci bliskich nam osób to totalna abstrakcja. Mówić jednak o nich, to pamiętać. A jeśli się pamięta, to oni wciąż z nami są. 

Niech to będzie dla nas wszystkich dobry dzień. 💫💙

"Wszystkie kwiaty Alice Hart" | Holly Ringland

"Wszystkie kwiaty Alice Hart" | Holly Ringland

Obraz jest ilustracją do tekstu.

Zrozumiałe było, że czas spędzony w ogrodzie to czas milczący. Jak w bibliotece - wspomniała kiedyś matka, idąc wśród adiantum. Chociaż Alice nigdy nie była w bibliotece - nie widziała w jednym miejscu tylu książek, że nie mogła sobie tego wyobrazić, nie słyszała szelestu przewracanych stronic - dzięki opowieściom mamy miała wrażenie, że tego zaznała. Wyobrażała sobie, że biblioteka musi być cichym ogrodem książek, gdzie historie rosną jak kwiaty.
Holly Ringland, Wszystkie kwiaty Alice Hart



Z rozmysłem wybrałam ten fragment. Mam poczucie, że w nim zawarte jest wszystko, czego możemy się spodziewać po historii Alice, bohaterki debiutanckiej powieści Holly Ringland. Matczyną i niespełnioną miłość, niesłychaną wrażliwość na kwiaty i książki, które z wiekiem staną się kluczem otwierającym drogę do duszy zagubionej dziewczyny. 


Na pierwszy rzut oka można powieść Ringland pomylić z zielnikiem. Każdy rozdział zapoczątkowany jest opisem wybranej rośliny, która nie pojawia się tam przypadkowo. Autorka umieściła je z rozmysłem, nadając rys temu, co dalej. Ponadto całość ozdobiona jest subtelnymi rycinami z florystycznym motywem. Prezentuje się naprawdę pięknie.

Obraz jest ilustracją do tekstu.


Ciekawa forma to nie jedyny powód, dla którego warto sięgnąć po książkę. Zachwyciła mnie przede wszystkim językiem. Choć momentami poetycznym, wysublimowanym, to jednak lekkim w odbiorze. Sama historia Alice zaś do lekkich nie należy. Jest przemoc. Co prawda, nie wprost i przekazana raczej w stonowany sposób, który nie razi. Ale to właśnie trauma przeszłości i tragiczne wydarzenia wczesnych lat dzieciństwa rzucają cień na dorosłe życie kobiety. Wszystko zaś podszyte jest wszechogarniającą naturą, która koresponduje z emocjami każdego z bohaterów powieści Ringland. 


Jest w tej powieści coś baśniowego, a jednocześnie dojmującego. Czytałam opinie o widocznym rozdźwięku między opisami wczesnych lat dzieciństwa a późniejszymi losami Alice. Być może wymagający czytelnik wyczuje tu pewną nierówność. Sądzę, że jest ona jednak uzasadniona. Mnie historia tej dziewczyny zachwyciła i mam nadzieję, że Was również oczaruje. Jeśli po nią sięgnięcie, jeśli się zdecydujecie. 

Obraz jest ilustracją do treści.


🍁🍂🍁


O powieści Wszystkie kwiaty Alice Holly Ringland opowiadam również w tym odcinku. 👇



Dane techniczne 

Holly Ringland
Wszystkie kwiaty Alice Hart
Wydawnictwo: Marginesy
Oprawa: miękka
Liczba stron: 416

Zakalec

Zakalec

do utraty tchu blog


Niedzielny poranek rozmył się w mglistych granicach jesieni. Flanelowa koszula i kubek gorącej herbaty. Zza ściany dobiega coraz głośniejszy dialog kucyków Pony. W głębi mieszkania czuję Jego cichy oddech, zmęczony po nocnej zmianie. Mój wzrok przesuwa się po szybie naznaczonej wyschniętymi kroplami deszczu, aby spocząć na dwóch pękatych dyniach. Dzień zapowiada się pogodny, idealny na spacer po łąkach przy lesie. Musi być też idealny na wekowanie słoików.


Wyłuskując z miękkiego miąższu pestki, myślę o cieście, które wprasza się niezmiennie od lat o tej porze roku. Później wyciągam gorącą formę z piekarnika, zapach cynamonu rozpływa się po kątach. Lisi palce niecierpliwie skubią zarumieniony brzeg. Nalewam pełny kubek mleka i kroję z rozkoszą grubaśny kawał ciasta. Moim oczom ukazuje się wspaniale doskonały i wilgotny... zakalec.


Niespodziewanie w mojej głowie pojawia się myśl o tym, co ostatnio przeczytałam w sieci: życzę Wam, abyście byli tak szczęśliwi, jak na Facebooku. Mogłabym wrzucić zdjęcie z ciastem na moje kanały społecznościowe z rozczulającym opisem, opiewając dary jesieni. Pominąć to, że w środku coś nie wyszło. A przecież każdego dnia się potykam. Czasami są to drobne obtarcia, innym razem upadki, po których zbieram się z podłogi dłuższą chwilę. Ty też. Nie ściemniaj. Pokazujemy to, co wygodne, resztę chowamy pod podszewką. Uwiera, dokucza, zmieniamy pozycję na dogodniejszą. Ja już wiem, że nie mam na to ochoty. Nie chcę iluzji, zapychać się złudzeniem i przekonywać samą siebie, że jestem syta. 


Bo niekiedy jest fajnie, tak po prostu, że chce się zatrzymać kadr codzienności i pokazać. Innym razem jest do dupy tak, że gdyby nie ciągłe Mamo, nie chcę być sama! Chodź tu do mnie!, to zakopałabym się pod kocem i nie wychodziła. Zazwyczaj jest zwyczajnie. Normalnie. Stabilnie. I to właśnie tę powszedniość cenię najbardziej. Moim marzeniem jest przekazać Jej, że kiedyś upiecze najpiękniejszy tort, ale może wyjść też zakalec. I bardzo chciałabym, aby potrafiła go przełknąć i przyznać się, że teraz faktycznie coś nie wyszło. Żeby nie uwierała Ją żadna podszewka. Żeby nie okłamywała samą siebie. Żeby była gotowa na to, że jesteśmy i razem przetrawimy tego gniota. Że może być zmęczona i to wcale nie wstyd. Bo plany mogą się rozsypać i nawet najlepszy planner nie pomoże. Bo możesz bardzo się starać i nie wyjdzie. Bo tak się czasami układa. I że wtedy warto chwycić rękę, która jest tuż obok.


A zakalec zjedliśmy we trójkę. Do ostatniego okruszka. 



Przyjdź z dzieckiem do biblioteki i odbierz Wyprawkę Czytelniczą w ramach projektu „Mała książka – wielki człowiek”!

Przyjdź z dzieckiem do biblioteki i odbierz Wyprawkę Czytelniczą w ramach projektu „Mała książka – wielki człowiek”!

mała książka - wielki człowiek, do utraty tchu blog


Właśnie przesłałam raport sprawozdawczy projektu "Mała Książka - Wielki Człowiek". Nie mogę przestać się uśmiechać, w środku przepycha się duma z satysfakcją. Zapijam je poranną kawą. 


Przez ostatnie 4 tygodnie rozdaliśmy 369 Wyprawek Czytelniczych dla maluchów, dzięki czemu pozyskaliśmy ponad 120 nowych czytelników. Być może nie są to oszałamiające liczby, zawsze mogliśmy dać z siebie więcej, rozdać więcej i więcej dzieciaków zapisać do biblioteki. Pewnie tak... Jednak jako osoba od lat związana z biblioteką wiem, że to pierwszy projekt od bardzo dawna, który daje tak realne efekty. 


do utraty tchu blog


To już druga edycja projektu zainicjowanego przez Instytut Książki, który ma na celu zachęcenie rodziców do systematycznego odwiedzania biblioteki ze swoimi dziećmi oraz do wypracowania rytuału codziennego czytania książek. Po pilotażowej edycji, którą przeprowadziliśmy w ubiegłym roku wiedzieliśmy, że jest kilka rzeczy do poprawki. Od września rozdajemy wyprawki na nieznacznie zmienionych zasadach. Fakt, że w miesiąc wydaliśmy ponad 100 (!) książek więcej niż przez całą poprzednią edycję mówi sam za siebie.



Jako filolog polski, pracownik biblioteczny i przede wszystkim mama małej dziewczynki zakochanej w książkach jestem przeszczęśliwa z możliwości koordynowania tak wspaniałego projektu. Głęboko wierzę, że książki otwierają nas na świat. Pozwalają lepiej poznać nie tylko drugiego człowieka, ale i nas samych.  


Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko czytało, wskaż mu drogę do książek. Czytaj, baw się książką, zaprowadź do biblioteki. Stwórz przestrzeń przyjazną czytaniu. Instytut Książki wychodzi Ci na przeciw - możesz na start otrzymać Wyprawkę Czytelniczą i razem z dzieckiem odkryć świat literatury. 

Mała Książka - Wielki Człowiek. O co chodzi?

Każde dziecko ur. w latach 2013 – 2016 r., które przyjdzie do jednej z bibliotek biorących udział w projekcie (w Olsztynie jest to 11 filii Miejskiej Biblioteki Publicznej), otrzyma w prezencie Wyprawkę Czytelniczą, a w niej: 
  • książkę, dostosowaną pod względem formy i treści do potrzeb przedszkolaka i spełniającą najwyższe standardy w projektowaniu pięknych i mądrych książek dla najmłodszych; 
  • broszurę dla rodziców, która przypomina o korzyściach wynikających z czytania; 
  • Kartę Małego Czytelnika do zbierania naklejek. 

Za każdą wizytę w bibliotece, zakończoną wypożyczeniem minimum jednej książki z księgozbioru dziecięcego, Mały Czytelnik otrzyma naklejkę, a po zebraniu dziesięciu zostanie uhonorowany imiennym dyplomem potwierdzającym jego czytelnicze zainteresowania. 


WAŻNA INFORMACJA! 
Dziecko, które odebrało wyprawkę w poprzedniej edycji, może ponownie przystąpić do projektu i odebrać nową (inną niż poprzednio) książkę.

 
 🍁📚🍂


Zapraszam również do obejrzenia krótkiego filmu, w którym opowiadam o projekcie "Mała Książka - Wielki Człowiek". 👇



Skrawki dnia

Skrawki dnia

do utraty tchu blog


Nie byłam i byłam. Bardzo chciałam i nie chciałam. Tak to chyba już bywa, że czasami nie wychodzi. Czasami podejmuje się decyzje, że tak jest lepiej. Innym razem płynie się na fali codzienności. Nie kryje się za tym nic szczególnego, nie ma tragedii i nie ma ekscytacji. Po prostu. Pomiędzy było zwyczajne życie, obowiązki, tulenie o poranku i zasypianie z książką w ręku. Są za to psie łapy, które wystukują rytm o podłogę. Nic więcej i aż tyle. 


Wciąż piszę. W międzyczasie. Urywki, skrawki dnia powszedniego. Tych mam najwięcej. Niekiedy łapię się na tym, czy jeszcze potrafię. Słowa pojawiają się nagle, tak ciężko je chwycić, zatrzymać. Są jednak jak powietrze, bez nich mój oddech staje się nierówny.


🍁🍂🍃


Ostatnio przeczytałam we Wszystkich kwiatach Alice Hart Holly Ringland, że każdy powinien mieć miejsce, które jest jego i ludzi, do których należy. 


Pamiętam naszą kuchnię, która w oczach kilkuletniej dziewczynki wydawała się ogromna niczym sala balowa. Jej ściany otulała brązowa boazeria. Siadałam na blacie kuchennym w kącie, tuż przy samym oknie, wypatrując powrotu ze szkoły starszych sióstr. Nad szafkami zawieszona była drewniana półka z milionem poustawianych puszek. Każda z nich kryła coś zupełnie innego niż wskazywała etykieta. Moją ulubioną była żółta po rozpuszczalnym kakao, bo - choć dawno nie było w niej słodkiego pyłu - jej zapach nadal przewodził ten wyjątkowy smak. W drugim kącie stała kuchnia kaflowa, przy której gotowała mama. 


Dziś nie ma półki, nie ma też rozgrzanej do czerwoności płyty kuchennej. Patrzę na Lilkę, która upycha sobie kolejnego drożdżowego rogala. Jej policzki nadymają się jak u chomika, a z ust wypadają okruszki. Patrzę na bigos, który od dłuższego czasu przygotowuje mama. Pokrywka podskakuje na garnku, wydając ciche pomruki. W koszu stoją dojrzałe jabłka, które przynieśliśmy z ogrodu. Sięgam po kawę, wdycham zapach naszego domu i myślę, że każdy powinien mieć miejsce, które jest jego i ludzi, do których należy.


🍁🍂🍃 


do utraty tchu blog


O książkach nadal opowiadam, od jakiegoś czasu TU


5 książek dla dzieci o miłości + FILM

5 książek dla dzieci o miłości + FILM



Jak pokazać miłość? Czy można ją zmierzyć? I czy w sercu rodziców znajdzie się miejsce dla wszystkich? O miłości trzeba i można rozmawiać na wiele sposobów. Jednym z najprzyjemniejszych jest wspólne czytanie, które może być początkiem wspaniałej dyskusji. 


Zapraszam Was na film, w którym opowiadam o 5 kultowych już książkach dla maluchów o miłości i emocjach: 
  1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham Sam McBratney
  2. Wszystkich Was kocham najbardziej Sam McBratney
  3. Miłość Astrid Desbordes
  4. Proszę mnie przytulić Przemysław Wechterowicz
  5. Najbardziej przytulaśny przytulasek Sarah Nash 



Syrop z kwiatów czarnego bzu

Syrop z kwiatów czarnego bzu


Gdy dwa lata temu otrzymałam od koleżanki słoiczek syropu z kwiatów czarnego bzu, miałam poczucie, że znalazłam wehikuł czasu i znów jestem małą dziewczynką. Niedaleko naszego podwórka stał dom samotnego pana. Jedna ze ścian była zburzona. Zostały po niej jedynie schody, które dawniej prowadziły na ganek. Przesiadywaliśmy na tych popękanych stopniach. Tuż obok rósł ogromny krzew czarnego bzu. Jego woń unosiła się w upalnym powietrzu, mieszając się z zapachem rozgrzanego asfaltu. Dziś nie ma już tego domu. Jest równo skoszony zielony dywan. 


🌸🌼🌸


Przełom maja i czerwca (na Warmii pierwsza połowa czerwca) to czas zbiorów kwiatów czarnego bzu. Wyposażona w przepis od mamy wspomnianej koleżanki postanowiłam, że w tym roku sama zrobię syrop. Wsadziłam Lilkę na rower i pojechałyśmy w pola. 

O niesamowitych właściwościach czarnego bzu możecie przeczytać u Agnieszka Maciąg. Znajdziecie tam również przepis zbliżony do tego, który ja otrzymałam. 

A może ktoś z Was zna już ten specyfik? W następnym roku chyba skuszę się na naleweczkę... 😋😁 U nas obecnie 33 stopnie w cieniu, więc z samego rana przygotowałam dwa dzbanki syropu ze świeżo zerwaną miętą. 


do utraty tchu blog


Poniżej zostawiam Wam szybką instrukcję przygotowania syropu, tym razem w wersji wideo. 👇





Potrzeba całej wioski + VLOG

Potrzeba całej wioski + VLOG


Potrzeba całej wioski, aby wychować dziecko. To jedno z popularniejszych afrykańskich przysłów krąży po sieci i chyba na stałe wpisało się w filozofię Rodzicielstwa Bliskości. Do tej pory gorliwie mu zaprzeczałam, żyjąc w przekonaniu, że skoro to moje dziecko, sama sobie z nim poradzę. Tym samym brałam czasami na siebie więcej niż byłam w stanie udźwignąć, mocowałam się, buńczucznie odrzucałam wszelkie próby pomocy. Dziś mam w sobie więcej pokory, przewartościowałam wiele poglądów i z wdzięcznością przekazuję niektóre obowiązki innym. Co więcej coraz częściej myślę, że bliżej rodziny, na wsi żyłoby nam się łatwiej. Czy lepiej? Nie wiem.


Wychowałam się na wsi, w małej warmińskiej miejscowości. Z jeziorami, lasem wokół i ogromnym prześcieradłem pól. Wszyscy się znali, wszystko o sobie wiedzieli, a jak nie wiedzieli, to sobie dopowiedzieli. Nie było podziałów, każdy wspinał się na te same drzewa, bawił się na tym samym rozgrzanym asfalcie i jadł te same kanapki z roztopionym masłem. Mimo wszystko rosłam w przekonaniu, że kiedyś stamtąd wyfrunę. Do miasta. Koniecznie do miasta. Od kilkunastu lat żyję w wojewódzkim mieście, mam na wyciągnięcie ręki kulturę, wielkie centra handlowe, wszelkie rozrywki, pracę, placówki edukacyjne. Dlaczego w takim razie przy każdej nadarzającej się okazji uciekam na wieś?



 

Miejsko-wiejski balans

Potrzebowałam kilku lat, aby zrozumieć, że do osiągnięcia balansu i spokoju potrzebuję zarówno miejskich bodźców, ruchu, dostępności wygód, możliwości rozwoju zawodowego, jak i ciszy, bliskości natury i powolności, którą ma w sobie wieś. Lubię swoje życie w mieście, ale jednocześnie tęsknię za miejscem, w którym dorastałam. Ta tęsknota nasiliła się po narodzinach Lili. Obserwuję, jak ogromny wpływ ma na nią bezpośredni kontakt z przyrodą. Jak niewiele potrzebuje, aby czuć się wolną i szczęśliwą.





Warmio, moja miła... 😍🌳🐜🐝🌻 Marzyliśmy w tym roku o wakacjach na odludziu, z drewnianym domkiem, jeziorem i my razem. Po chwili zastanowienia doszliśmy do wniosku, że przecież my to wszystko mamy. Na wyciągnięcie ręki i na dodatek nasze, własne! 🙊😁 Jest spokój, jest radość, są psy, wieczory na drewnianej werandzie i nasz mały raj tuż za domem. 😊 Cudze chwalicie, swego nie znacie... 😏 No właśnie - doceniamy i jesteśmy niesamowicie wdzięczni. 🙏🍀 . . . Widzieliście nowy wpis na blogu? 🤔 Cisza tam wielka... 😶 Link niezmiennie w bio. ☝️😉 #warmia #igersolsztyn #natura #wieś #wiejskieżycie #instadziecko #instamatka #rodzicielstwo #spokój #łąki #lubiępolskę #igerspoland #sierpień #lato #still_life_gallery #villagelifestyle #countrylife #naturelover #naturephotography #amazingworld #summermood #mood #summervibes
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

Podczas jednej z naszych ostatnich wizyt na wsi Lilka przez cały dzień ganiała z dzieciakami po podwórku. Nie było wypasionych zabawek, bajek, gadżetów. Mieli do dyspozycji wolną przestrzeń, z naturalnymi przeszkodami, zjeżdżalnię i tyle. Umorusana buzia córki wciąż była roześmiana. Wiem, że towarzystwo rówieśników jest stymulujące w każdym miejscu. Jednak to właśnie w tamtym momencie dostrzegłam tę ogromną różnicę. Gdy jesteśmy w domu Lili wciąż oczekuje uwagi, bardzo często bawimy się wspólnie, w pokoju pełnym zabawek lub szukamy atrakcji na zewnątrz... Na wsi jest to zupełnie zbędne, wystarczy obecność psów, ogród i od rana do wieczora nie ma dziecka.


Zdaję sobie sprawę, że wiejska beztroska jest dla nas wygodna teraz, gdy Liśka jest jeszcze mała. Kiedy jedynym jej marzeniem jest wytaplanie się w błocie, znalezienie odpowiedniego patyka, a myśli zaprząta nieskrępowana potrzeba odkrywania otaczającej przestrzeni. Dodatkowo my mamy nieco więcej swobody, bo tuż obok jest stęsknieni za wnuczką dziadkowie, ciocie, kuzyni. W takich momentach z tyłu głowy pojawia się myśl, że w mieście mam więcej możliwości rozwoju dla Lili - ogromny wybór placówek edukacyjnych, porządna opieka medyczna, praca zawodowa, która nie jest tak oczywista na warmińskiej prowincji.




Ostatnio często miewam takie myśli, co by było gdyby... Gdyby nasz dom był tam. A może jeszcze gdzie indziej? Nie opieram się już tak bardzo, nie nadużywam nigdy. Dziś po prostu nie wiem i z tym niezdecydowaniem obecnie mi dobrze. Przecież mam wybór, mam prawo decydować, mogę cieszyć się wolnością i przekazać ją mojej córce.


🌿🍀🌿


Skrawek moje Warmii pokazuję Wam poniżej. 👇 Bądźcie wyrozumiali, powoli dojrzewam do lepszego sprzętu do nagrywania. 😜😁





(Nie)mój Gdańsk + VLOG

(Nie)mój Gdańsk + VLOG

do utraty tchu blog


Toczymy się płynnie po drodze, za oknem obrazy zlewają się w zieloną plamę poprzetykaną żółtymi punktami. To rzepak powoli maluje słońcem pola. Co chwila staram się skupić wzrok i zatrzymać ten widok w pamięci. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym kilometrem ucieka mi odrobinka codzienności. Chwytam sekundy w kadry i tworzę swój własny film. Wyczekuję ich z lekką niecierpliwością. Zanim pokażą się na błękitnym niebie, zanim otworzę drzwi i postawię nogi na twardej ziemi. Po chwili wychylają swe metalowe konary, uginając w połowie jak teatralne kukiełki. Nie ma jednak w nich nic delikatnego. Już wiem, że jesteśmy niedaleko. Że tuż za nimi usłyszę szum fal, a morze rozłoży przede mną swój płaszcz. Jesteśmy w Gdańsku. W (nie)moim Gdańsku. 


Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechałam na dłużej do Gdańska. Miałam naście lat, chodziłam ulicami Oliwy i byłam rozczarowana. Budynki wydawały mi się takie stare, obskurne i brzydkie. W moim młodym rozumku - zamazanym marzeniami o wszystkim, co nowe - nie potrafiłam zrozumieć zachwytu moich sióstr nad tym miejscem. 


Wróciłam po kilku latach. Pomieszkiwałam kątem, chwytałam się studenckich prac i z każdym dniem coraz mocniej przywiązywałam się do Gdańska. Wieczorami przesiadywaliśmy na schodach wiaduktu na Zaspie, toczyliśmy żywe dyskusje na ławce w uśpionym nocą parku, brodziliśmy po ciepłym piasku na plaży. Wyszukiwałam książki w miejskich bibliotekach, rysowałam mapę na kartce i wyruszałam rowerem do nowych dzielnic, aby założyć kartę i wrócić z upragnionym egzemplarzem w koszyku. 


Kiedyś na studiach trafiłam na Weiser Dawidka Pawła Huellego (pisałam o tej powieści TU). Chłonęłam tę prozę, deptałam po piętach bohaterom. Do dziś to jedna z moich ulubionych książek. Podobnie jak Gdańsk. 


Jeśli nie Olsztyn, nie moja warmińska wieś, to Gdańsk. Tam jest mój trzeci dom.

do utraty tchu blog
do utraty tchu blog
do utraty tchu blog
do utraty tchu blog


🌱🌻🌱


W ubiegłym roku spędziliśmy tam kilka letnich dni. Mogliście zobaczyć to we vlogach (koniecznie ustawcie najwyższą jakość 😎):

W tym roku znowu odwiedziliśmy Gdańsk, tym razem w wiosennej odsłonie.





♥ 3 ♥

♥ 3 ♥

do utraty tchu blog

- Jest już słonko! Wstawamy, mamo! - Twoje słowa plączą się w pajęczynie ze snu. Przedzierają się przez ciszę i odbijają się od ścian. Mościsz się między nami, rozpychasz drobnymi rączkami. Przymykam oczy, aby wykraść choć chwilę. Wpychasz mi palce, unosząc powieki, rozciągasz usta w uśmiechu:
- Uśmiechnij się, mamusiu! No, uśmiechnij. - później odkryję w telefonie magiczne selfie, z uciętą twarzą i moim czołem na pierwszym planie. Otwieram oczy, przeganiam sen z głowy i przyciągam Cię do siebie, jednocześnie odkładając telefon na bok. Tulę Cię mocno, aż zaczynasz się wiercić i śmiać, gdy moje włosy łaskoczą cię w buzię. Obsypuję roztrzepaną główkę pocałunkami. Odrzucamy pościel, gramoląc się nieporadnie z łóżka. Po chwili mieszkanie wypełnia natarczywy dźwięk budzika. Zaczynamy nowy dzień. 


Być może posprzeczamy się, gdy utopię płatki w mleku. Urządzisz mi wyścig o poranku, gdy ja będę starała uczesać Twoje poplątane nocą loki. Przed wyjściem ubrudzisz sobie bluzkę pastą, myjąc swoje drobne ząbki. Wyśpiewasz mi do ucha piosenkę z refrenem Mamo, nie idź do placy. Ja pójdę z tobą. Przy drugiej zwrotce i wtórze psa z parteru, obudzisz wszystkich sąsiadów. Opatulisz szyję drobnymi ramionami i na pożegnanie ucałujesz każdy centymetr twarzy, rozmazując starannie nałożony tusz. Później powspinamy się po drewnianych drabinach, pohuśtamy do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu, patrz, mamo! Będę nieść Cię do domu, bo tulaj mnie, nie mam nóżek. Wieczorem, gdy noc przykryje wszystko wokół, uwijemy sobie kokon z kołdry, będziemy czytać książki z bibliotecznego stosu, ponucę ulubione piosenki aż melodia zrówna się z Twoim spokojnym oddechem. 


Dziś jest Twój dzień. Będziemy tulić się mocniej i dłużej, zjemy niespiesznie tatusiowego omleta z miodem. Będziemy ganiać wiatr po podwórku i tańczyć w takt naszego śmiechu. Niech reszta pozostanie tak, jak zwykle. Nie potrzeba nam nic więcej.


Rośnij zdrowa, moja kochana dziewczynko! Czupurku najdroższy. Dzielna trzylatko. 


Mama

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?" Chloë & Mick Inkpen

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?" Chloë & Mick Inkpen

do utraty tchu blog


Mam w domu trzyletniego czupurka. Złości się, wykłóca, upiera przy swoim, obraża, krzyczy, tupie, a nasze poranki wyglądają czasami jak egzorcyzmy. Ale kocha też mocno, bardziej, mocniej na świecie i jak stąd do słonka i na księżyc. Tuli się niezmiennie, tylko czasami to takie tulenie, że aż boli. Bo przecież kocha bardzo. Przez to i ja się złoszczę, wykłócam i upieram. Ale uważniej, bo wszystko jest jakieś mocniej, bardziej.


Emocje Lili bywają bardzo gwałtowne, skrajne i zmienne. Nie kontroluje ich i choć jest to dla nas trudny czas, właśnie tym ujmuje mnie najbardziej. Obserwuję jej upór w umacnianiu swojego ja i pozycji w świecie. Manifestuje niezadowolenie, ale i jej zachwyt jest niczym nieskrępowany. Odwaga miesza się z rezerwą do nieznanego, ma swoje lęki, ale i radości dnia powszedniego, które opisuje coraz zgrabniejszymi zdaniami. 


Ta uczuciowa huśtawka nie jest jednostronna, bo Lisia to moje lustrzane odbicie. Niekiedy patrzę na nią z obawą, bo wiem, że kiedyś niektóre sprawy będzie musiała przetrawić znacznie dłużej. W kryzysowych momentach staram się zachować spokój, być obok, tłumaczyć. Jednak nie będę ściemniać - czasami obie plączemy się w pajęczynie sprzecznych emocji. Jak ostatnio, gdy po kolejnej histerii obie siedziałyśmy na ławce pod żłobkiem i ryczałyśmy. No, zdarza się. 


Każdy z nas ma jakiś sposób na gorszy dzień. U nas od zawsze było to tulenie i czytanie. Po najbardziej parszywym poranku, po kłótniach, płaczu, długich godzinach pracy lub biegania po placu zabaw - zakopujemy się pod ciepłą kołdrą w pokoju Lili, włączamy lampkę i czytamy wtulone w siebie. To jest nasze antidotum na całe zło tego świata. Przytulam jej kruche ciałko, muskam delikatne włosy, całuję w nosek i sięgamy po kolejną książkę z ułożonego wcześniej stosu. Zapominamy o złości, przykrościach, zostawiamy to, co nie wyszło za sobą. Rozmawiamy i żegnamy kolejny dzień z nadzieją, że jutro tych potknięć będzie znacznie mniej. 



kochanie przez czytanie


#KOCHANIEprzezCZYTANIE

Chyba nie przesadzę, gdy napiszę, że my naprawdę okazujemy sobie miłość poprzez wspólne czytanie. Czas, bliskość i absolutne skupienie na pogłębianiu relacji. Powoli robimy postępy, Lisia poszerza swój słownik i coraz chętniej wyraża to, co nagromadziło się w jej główce. Niejednokrotnie książka ratowała nas z opresji. Gdy pojawiał się płacz przy porannym rozstaniu, przypominałam córeczce o Kajtusiu, który też nie chciał zostać w przedszkolu, a jego dzień okazał się radosny i pełen przygód. Innym razem pomagała historia Kici Koci, Baliego lub innego książkowego bohatera. 


Zawsze będę stała na straży stwierdzenia, że czytanie dziecku to jedna z ważniejszych czynności wychowawczych. Podobnego zdania jest Magda z bloga Save The Magic Moments, która zorganizowała przepiękną akcję #KOCHANIEprzezCZYTANIE. To już druga edycja tej wspaniałej inicjatywy, mającej na celu uwrażliwienie rodziców na rodzinne spędzanie czasu z lekturą. Tym razem mamy również poparcie Fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom, która została honorowym patronem wydarzenia.


To też mój drugi raz, kiedy wspieram #KOCHANIEprzezCZYTANIE. W ubiegłym roku postanowiłam, nieco przekornie, zaprezentować książkę dla dzieci starszych. Wybrałam wówczas Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej, która jest lekturą dość trudną z racji emocjonalnego ładunku i poruszanego w niej tematu  śmierci. Niemniej jest to też niesamowita literacka uczta dla każdego zakochanego w książkach. Z pewnością ogromne znaczenia odegrała również oprawa graficzna autorstwa Emilii Dziubak.


W tym roku postawiłam jednak na coś lekkiego, prosto z Lilusiowej biblioteczki. 👇


do utraty tchu blog




Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?  

Chloë & Mick Inkpen


Zoe ma Groszek, a Groszek ma Zoe. I Kłębuszka, ale ten trzeci gdzieś się zapodział. Kudłaty przyjaciel nie może pogodzić się ze stratą swojej ulubionej psiej maskotki, więc na pocieszenie przywłaszczył sobie Majkę. Tylko, że Majka to ukochana lalka Zoe… Dziewczynka i jej psi towarzysz bardzo chcą odnaleźć Kłębuszka. Groszek usycha z tęsknoty, a Zoe nie może znieść, że z każdym dniem jej Majka zapachem bardziej przypomina Groszka.


do utraty tchu blog


Zabawna opowieść o małej dziewczynce i jej psie. O przywiązaniu, dzieleniu, ale i poszanowaniu osobistych granic. Urokliwa w prostocie, oszczędna graficznie i treściowo, ale przemawiająca do wyobraźni małego człowieka, który jest na etapie kształtowania społecznych relacji. Dla kilkulatka, rozwijającego emocjonalne kompetencje, rozróżnianie zależności międzyludzkich bywa abstrakcją. Bardzo ważne jest, aby respektowania zasad oraz wyznaczania granic uczył się w świecie pojęć dobrze mu już znanych. 


Z racji prostej formy książka będzie idealną lekturą dla dwu- i trzylatków. Nie wahałąbym się jednak przeczytać ją dla czterolatka, bo książka może być świetnym pretekstem do rozmów na bardzo wiele tematów. My początkowo zapoznawałyśmy się z nią poprzez warstwę tekstową. Z czasem zaczęłyśmy dostrzegać szczegóły, dopowiadać i snuć własne historie. Podczas czytania dyskutujemy, objaśniamy, ale i świetnie się bawimy - Lilka zna już treść na pamięć, więc często dzielimy się kwestiami, aby córka mogła aktywnie uczestniczyć w zabawie. Jej ulubiony fragment to ten, gdy Groszek nie chce przynosić patyka, starego buta, piłki, kości, ani piszczącego, gumowego kurczaka... 😉


do utraty tchu blog


Zawsze zatrzymujemy się też na stronie, gdy Groszek zabiera Majkę do parku. Wówczas wymyślamy imiona dla każdego z psich przyjaciół Groszka.


do utraty tchu blog


Uwielbiam mądre, piękne wydania dla dzieci, ale umówmy się - nie każda książka musi być tą z klasyki literatury dziecięcej. Warto czasami odpuścić, pośmiać się podczas wspólnej lektury, pobawić się książką, poprzytulać i pobyć razem.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Jeśli ta urocza opowieść o małej dziewczynce i jej psiaku do Was przemawia, znajdziecie ich jeszcze w dwóch innych książkach: Magiczne hula hop i Cześć, Oskar!


W kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE wzięło ponad 160 blogerów, do tego mnóstwo osób zaangażowało się poprzez portale społecznościowe. Wystarczy, że wpiszecie powyższy hasztag i otrzymacie dłuuuugaśną listę polecajek do wspólnego, rodzinnego czytania. Dzięki Magdzie i tym wszystkim rozczytanym internetowym freakom mamy, co czytać do osiemnastych urodzin Lilki. 😜😁





Dane techniczne:

Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?
Chloë & Mick Inkpen
Wydawnictwo: REA-SJ
Liczba stron: 32

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger