#UWAŻNIEJ | wrzesień - listopad 2018


do utraty tchu blog

Jestem. 🙋 W końcu! 🙊🙈 Nawet nie wiecie, ile razy zaczynałam ten wpis i za każdym razem wszystko kasowałam. Przez kilka miesięcy trochę mocowałam się sama ze sobą, a ostatnie dwa - co tu dużo pisać - odpuściłam totalnie. Za moją nieobecnością nie kryje się żaden dramat. Ot, po prostu. Codzienność, a przecież jej nie trzeba nikomu tłumaczyć. W sieci krąży teoria, że tak długa przerwa to strzał w kolano dla blogera. Ale wiecie co? Ja jestem totalnie spokojna, o siebie, o to moje miejsce i o Was. 




CZUJĘ SIĘ chyba całkiem w porządku. 😀 Nie było to takie oczywiste przez te ostatnie tygodnie. (Nie)pisanie nie jest dla mnie stanem naturalnym i było mi z tym źle. Z drugiej strony potrzebowałam przerwy. I choć wspominałam tu kiedyś o odpuszczaniu, to jednak wciąż pracuję nad opanowaniem tej sztuki. 

Dziś jest mi lekko. Wreszcie mogę oddychać pełną piersią i cieszyć się jesienią. Aż ciężko mi uwierzyć w ten stan, bo jeszcze tydzień temu byłam w rozsypce, a to wszystko przez remont, który trwał od początku września. Przez cały ten czas miałam wrażenie, że robota w naszym domu nigdy się nie skończy. Zaczęło się od pomysłu odświeżenia kuchni, a skończyliśmy z większą częścią wyremontowanego mieszkania. Na dodatek musieliśmy żyć na co dzień w tym rozgardiaszu, z rozbrykaną dwulatką, gruzem pod stopami i zupełnie pustą kuchnią.


do utraty tchu blog


CIESZĘ SIĘ, że to już za mną! Serio, odkąd posprzątałam ten cały bałagan jestem przeszczęśliwa. Była to dla nas porządna szkoła przetrwania. To, ile nerwów nas kosztował ten remont wiemy chyba tylko my i nasi sąsiedzi. 😂 I jeszcze moja mama, siostra, koleżanki i koledzy z pracy... Jednego jestem pewna: remont to zło! 🙈 Nie mogę jednak zaprzeczyć, że teraz uwielbiam nasze metry jeszcze bardziej. Posprzątałam każdy kąt w domu i w głowie.


do utraty tchu blog


JESTEM WDZIĘCZNA za czas, który sobie dałam. Wciąż walczę z poczuciem, że tyyyyyle muszę zrobić. Ambicja nie pozwala odpuścić, a przecież doskonale wiem, że nie pomieszczę wszystkiego na swoich barkach. OK, trochę się rozrosły ostatnio, ale bez przesady! 😂 Gdy dopuściłam do siebie myśl, że z czymś sobie nie radzę i po prostu tego nie zrobię, zeszło ze mnie powietrze. Odblokowałam się i chyba dzięki temu w końcu mogę tu do Was wrócić.




PRACUJĘ na etacie. To nie nowość, ale to właśnie ta praca w realu, nie w sieci, pochłania mnie obecnie bez reszty. Każdą zaś wolną chwilę poświęcam Lili. Moja nieobecność na blogu jest częściowo związana z nowymi projektami, które wymagały ode mnie kilku godzin przygotowań. Momentami czułam się jakbym znów byłą na studiach, a przede mną wisiało widomo sesji.  

Jednocześnie zmuszona byłam też pozamykać niektóre drzwi, aby otworzyć nowe. Ale o tym może innym razem.



CZYTAM płynnie. Bez przerwy - kończę jedną książkę, aby za chwilę sięgnąć po kolejną. Jestem na fali czytelniczej! 🌊😀 Oczywiście wciąż bywam tramwajowym czytaczem, któremu nie straszny tłok i stojące miejsce. Po prostu cieszę się, że mogę poświęcić tych kilka chwil na lekturę. Na totalne wyłączenie, złapanie oddechu przed tym, co za moment.

No dobra, ale przejdę do konkretów. Październik należał do książek zakazanych - ponownie sięgnęłam po Buszującego w zbożu J.D. Salingera. Czytałam też niesamowitą, ale też i przerażającą książkę - Kolor purpury Alice Walker. Wybór tych lektur nie był przypadkowy, przede mną cykl spotkań na temat cenzury w literaturze. 

Listopad zaś to taki książkowy miszmasz. Powoli kończę Francuskie lato Catherne Isaac. Jakiś czas temu okładka tej powieści przewijała mi się nieustannie na IG, ale mnie przekonało coś innego - zapewnienia, że to styl zbliżony do Jojo Moyes. Z przyjemnością stwierdzam, że coś w tym jest. To naprawdę przyjemna lektura, idealna na jesienne wieczory. W kolejce czeka na mnie dość trudna pozycja - Dziewczyny z Wołynia. Może ktoś czytał i podpowie mi, czy nie zawiodę się na tej wojennej serii?


do utraty tchu blog


OGLĄDAM znacznie mniej. Remont nas zniszczył. 😂 Wszystko od początku robiliśmy sami, a raczej mój mąż. Zrywanie starej terakoty, kładzenie nowych kafli, cekolowanie, malowanie, skręcanie mebli, cięcie blatu... W międzyczasie normalnie pracowaliśmy, więc wszystko inne było robione w dni wolne. Wieczorami, gdy mogliśmy w końcu odpocząć, padaliśmy ze zmęczenia. Przez te trzy miesiące na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy udało nam się dotrwać do końca seansu i nie zasnąć na siedząco. Niemniej dwa razy udało nam się obejrzeć coś godnego wspomnienia i polecenia. Jeśli przytrafi się Wam filmowa pustka, zastanówcie się nad adaptacją powieści Alice Walker oraz nad Żegnaj Christopher Robin.







SŁUCHAM Michaela Bublé. I może nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby to nie była jego świątecznego playlista. 😆 Mam też jeszcze jedno muzyczne odkrycie - to soundtrack do filmu A star is born. No ej, śpiewający Bradley Cooper! 😍😍😍




CHCIAŁABYM napisać jeszcze o jednej rzeczy. O Was. Serio, jak ja Was lubię! Za troskę i te wiadomości prywatne. Za to, że mimo mojej nieobecności zaglądaliście na bloga. Jesteście świetni i chyba dlatego nie przedłużyłam tej ciszy. Nie będę ukrywać, że moje podejście do tego miejsca uległo zmianie. Nie mam ciśnienia, ale z taką myślą mi lżej. 

Przez ostatnie dwa miesiące wielokrotnie układałam sobie, co chciałabym Wam napisać, ale dobrze mi się milczało. Tak dobrze, że w głowie rodził się pomysł, aby nie wracać. Pewnie dłuższe przerwy mogą się jeszcze zdarzać. Nie obiecuję, że teraz to WOW, teraz to na pewno. No nie, bo po co? Bo nie wiem. Chciałabym być tu z Wami bez presji, bez statystyk, naturalnie.





➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
No to mamy prawię połowę listopada. Ja już wyglądam świąt, bo to mój ulubiony czas w roku, ale staram się wycisnąć z tej jesieni, ile wlezie. Spacerujemy, czytamy, nadrabiamy zaległości w filmach, cieszymy się wyremontowanymi kątami i jest dobrze. A teraz kolej na Was - co u Was? Nie będę ukrywać, stęskniłam się za tym kontaktem z Wami. 😉


Serdeczności!

#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger