Historia pewnego stołu


do utraty tchu blog


Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. Było ciepło, ale nie gorąco. Może wiosna lub wczesne lato... Do pokonania pieszo mieliśmy sporą odległość od przystanku autobusowego do naszego mieszkania, które aktualnie wynajmowaliśmy. Uwielbiałam je - jak na kawalerkę miało metraż, którym nie powstydziłoby się dwupokojowe lokum. Spory balkon i tylko my. Bez żadnego upierdliwego lokatora, rozsiewającego wątpliwy zapach i z pająkiem w terrarium. Sami. To był taki dobry czas.


Nasza stancja pełna była przedmiotów. Każdy z innej parafii, ale żaden nie nasz. Dlatego z wielką radością podjęliśmy się pierwszego wspólnego zakupu. To był stół, drewniany, stylizowany na antyczny. Okropnie ciężki. Tego wspaniałego, ciepłego popołudnia dźwigaliśmy swój drewniany stół z autobusu do mieszkania. Jeszcze nie własnego, ale już wypełnionego miłością po brzegi.


do utraty tchu blog


Za ciężki i toporny na stolik kawowy, za niski na stół jadalniany. Ława, tak pewnie nazwałaby go moja mama. Jest z nami od ponad 6 lat. Wylądował w naszym mieszkaniu bez żadnych dyskusji. To było oczywiste. Może mniej oczywiste było moje późniejsze upodobanie do jasnych wnętrz. 😏😂


Początkowo stół był z ciemnego drewna, z ozdobnymi wcięciami na nogach. Z czasem jednak postanowiliśmy go odnowić i tak dwa lata temu podjęliśmy się jego renowacji, której efekty mogliście zobaczyć w tym wpisie.


do utraty tchu blog


Ostatnio, gdy remontowaliśmy nasze mieszkanie i na nowo ustawialiśmy meble w pokoju, zastanawiałam się nad wymianą stolika. Na coś lżejszego, mniejszego, może bardziej pasującego do reszty mieszkania. Zaczęłam czyścić nasz stary stół. Zaglądałam w sęki i łączenia desek, w których ukryła się farba po ostatniej malarskiej sesji Lisi. Muskałam palcami rysy na blacie, wydrapane kredkami. Przypomniałam sobie jak brzeg stołu stabilnie utrzymywał pulchny ciężar naszej córeczki, która niczym mały alpinista pięła się po nim do góry. A później usiedliśmy przy nim do kolacji. My jak zwykle na podłodze, bo na kanapie za wysoko, Lilka na swoim małym krzesełku. I wszystko było takie, jakie trzeba. 


Choć naszą przestrzeń wypełniają w większości nowe rzeczy, najbardziej lubię te z historią, których dotyk przypomina mi o ulotnych chwilach. Wspomnieniach, które niczym kurz osiadają na wszystkim wokół i tylko od czasu do czasu wzbijają się w górę, aby przypomnieć o toczącym się wciąż życiu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger