Daj sobie czas


do utraty tchu blog

Na wszystko musisz mieć czas. Na pracę, najlepiej taką ekstra - ambitną, zabieganą, aby być na topie, w locie selfiak z kawusią ze Starbucksa i heja do przodu. WOW, taki ze mnie rekin biznesu! Na wypasione wakacje, którymi zaspamujesz wszystkich znajomych. Na focie w stylu flatlay, z idealnie wkomponowanym kubkiem herbaty. To nic, że zanim weźmiesz pierwszy łyk, aromatyczny napój staje się zimny jak lód. Ważne, że zdjęcie konsekwentnie wypełnia instagramowy profil. Na wszystko musisz mieć czas. Tylko nie dla siebie. Bo po co?


Między ciszą a milczeniem

Uch, ulało mi się! 🙊 Układam sobie ostatnio w głowie, próbuję posprzątać w emocjach i przegryźć to, co niekoniecznie jest smaczne. Przez ostatnie miesiące umościłam sobie wygodne gniazdko, gdzieś między ciszą a milczeniem. Cisza była przyjazna i potrzebna, milczenie trochę mnie uwierało. Bo jak to tak dusić w sobie? Próbowałam je przezwyciężyć, przedrzeć się przez ścianę, ale czułam opór. Długo nie rozumiałam tego stanu i było mi to tak cholernie trudno zrozumieć. Do czasu. 


Przez te cztery lata pracowałam sobie na Waszą uwagę, zaufanie i sympatię. Pewnie z różnym skutkiem, ale mi było tu zawsze dobrze. Bardzo zależało mi, aby się rozwijać, nie stać w miejscu, płynąć na fali blogowego szumu. Chwytałam się różnych porad, przemycałam je tu i upychałam po kątach. Podejmowałam się nowych projektów i cisnęłam, ile sił. Kosztem wolnego czasu, kosztem swojego samopoczucia i najważniejsze - kosztem najbliższych. 


do utraty tchu blog

Długo udawałam, że niektórych zaniedbań nie widzę, że przecież na luzie uda mi się to ogarnąć, że sobie poradzę. Nie poradziłam. Nie udźwignęłam. Nie sposób być we wszystkim na maxa. I choć rozumiem teorię odpuszczania, to jakoś tak trudno mi ją było wpuścić na swoje podwórko. 


Tak naprawdę sama nie wiem, jak to się stało. Zamilkłam. Nie pisałam, rzadziej podglądałam innych, nie porównywałam. Skupiłam się tylko na tym, co ważne. Na rodzinie, pracy na etacie. Każdego dnia biłam się z myślami, co dalej. 


do utraty tchu blog

Od początku?

Pewnego dnia uczestniczyłam w warsztatach. Jako gospodarz tego wydarzenia byłam zafrapowana sprawami organizacyjnymi, ale gdzieś w biegu przysiadłam i posłuchałam. O czasie, który należy sobie podarować. O ciszy, która wybawia. O milczeniu, z którym czasami trzeba się pogodzić. Chłonęłam te słowa jak gąbka. Do domu wracałam lekka jak piórko. 

Od tamtego spotkania pogodziłam się z tym, co mnie gryzło. Zdobyłam się na odwagę i rozliczyłam z tym, co mnie wiązało i ograniczało. Wyszłam na czysto. Znów mam ochotę tworzyć to miejsce tak, jak mi w duszy gra. Bez ciśnienia, bez spiny, bez bezsensownego wyścigu i nielogicznej zawiści. 


Daj sobie czas

Zrobiłam sobie prezent. Podarowałam sobie czas. Pozwoliłam na ciszę. Zrozumiałam, że to, co dla innych jest minimum, dla mnie może być nadto. I to też jest dobre! Dobre dla mnie. 

Ok, jestem mamą, jestem żoną, ale jestem też ja. Każdego dnia postrzegana jestem z filtrem nakładanym przez te role, ale pod nimi wciąż jestem sobą. Dziś widzę się wyraźniej, z większą wyrozumiałością, spokojem i... chyba dojrzałością. 


Na koniec nie zostawię Wam tu motywacyjnej paplaniny, że ooooooo, możesz wszystko! Guzik prawda! Na wiele spraw nie mamy wpływu i nie ma sensu się mocować i udawać, że wcale nie jest ciężko z codziennością. Ona sama w sobie bywa trudna i trzeba przyjąć na klatę, że na wszystko jest odpowiedni czas. Tylko zanim zaczniemy nim szastać na prawo i lewo, dajmy go sobie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger