#mamawpracy | Rok w pracy po urlopie macierzyńskim


do utraty tchu blog


Mija rok od kiedy zakończył się mój urlop macierzyński i wróciłam do pracy na pełen etat. Wspomnienia z tamtego okresu są u mnie wciąż żywe - pamiętam ten mętlik w głowie, niepokój o Lilkę i lekki dreszczyk ekscytacji na to, co mnie czeka. Tak się składa, że choć wracałam na swoje stare stanowisko, to jednak było to zupełnie inne miejsce w nowym otoczeniu. Dziś znowu jestem na rozdrożu - od lipca rozpoczynam nowy etap na mojej pracowniczej ścieżce. Czuję się zdecydowanie spokojniejsza - o Lili, o swoje predyspozycje i umiejętności zarówno te organizacyjne, jak i zawodowe. Jednak ten stan to summa rocznych doświadczeń, prób i błędów, głębokich przemyśleń i zmian, które nastąpiły w mojej codzienności i głowie. 


Może Ty również stoisz przed wyzwaniem, jakim jest powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, a może jesteś mamą już pracującą? Tak czy siak, z pewnością zrozumiesz moje wynurzenia! 😁


Rok w pracy po urlopie macierzyńskim  | Co się zmieniło?

 

do utraty tchu blog

 

Organizacja

Każdy rodzic wie, że dziecko z jednej strony porządkuje rozkład dnia, a z drugiej potrafi wprowadzić je na wyższy poziom chaosu. Większość zadań podporządkowujemy pod malucha, jego drzemki, godziny posiłków, aktualny stan ducha... 😜😁 Z czasem jest oczywiście tylko lepiej i im dziecko starsze, tym rodzicom łatwiej coś zaplanować. Dlatego, gdy zbliżała się godzina zero i wiedziałam, że najbliższe miesiące będę musiała mieć rozpisane co do godziny, zaczęłam prowadzić organizer. 

  •  PLANNER IDEALNY
Postawiłam na bullet journal, bo wydawał mi się elastyczny i mogłam w nim wszystko uporządkować zgodnie z naszymi potrzebami.  To tam tworzyłam miesięczną rozpiskę, na którą nanosiłam godziny pracy moje i męża. Tam też tworzyłam listę zadań, która wraz z powrotem do pracy bardzo się rozrosła. Zapisywanie tego, co należy zrobić ułatwia funkcjonowanie w rodzinie. 😉


Planowanie tak weszło mi w krew, że zaczęłam z wyprzedzeniem rozpisywać menu obiadowe, a co za tym idzie - mogłam bez problemu stworzyć listę zakupów i przekazać ją mężowi. Ta metoda sprawdza się u nas bezbłędnie. 


W chwili obecnej  moja praca zmusiła mnie do porzucenia bujo. Trochę za nim tęsknię, ale w pracy planuję z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i musiałabym mieć stworzone rozpiski na cały rok kalendarzowy. Dlatego aktualnie korzystam z tradycyjnego kalendarza. Niemniej - według mnie planner to podstawa pracującej mamy. 😅


O moim bullet journalu przeczytasz też tu:

do utraty tchu blog


Rozwój

Nie chciałam być mamą, która zagubiła to, co dawniej było podstawą jej działania. Nie chciałam być też mamą, dla której dziecko było przyczyną licznych wyrzeczeń. Jednak odnalezienie tego złotego środka nie jest łatwe. Zresztą jak większość rzeczy w życiu. 😉 


Od początku było dla mnie jasne, że po roku wracam do pracy. Z przyczyn finansowych, ale i po trosze też dlatego, że chciałam pracować. Oczywiście miewałam chwile zawahania i gdybym miała odpowiednie zaplecze budżetowe pewnie zostałabym z Lilką w domu dłużej. Teraz widzę, że było to dla nas bardzo dobre. Moja córeczka bez problemu odnalazła się w żłobku i myślę, że jest to z korzyścią dla jej rozwoju. Lilka to samodzielna dwulatka, uwielbia dzieci i ciocie, z którymi spędza czas. Ma zapewnioną wspaniałą opiekę i zajęcia edukacyjne, których - przyznam szczerze - nawet się nie spodziewałam.

  • CHCIEĆ WIĘCEJ
Ponadto powrót do pracy to dla mnie ciągły rozwój i wychodzenie z wygodnej strefy, którą sobie stworzyłam. Mam poczucie, że odkąd zostałam mamą chce mi się więcej - stąd też decyzja o pracy nad pierwszym polskim czasopismem dla blogerów, o kulisach powstawania którego możecie przeczytać w moim wpisie gościnnym u Kasi z bloga Worqshop


Jest coś jeszcze, coś bardzo ważnego. Taka rozłąka dobrze wpływa na moje relacje z dzieckiem. Nie chodzi tu o zmęczenie macierzyństwem, o potrzebie odpoczynku. Mam na myśli dystans i świeżość, z jaką wracam do domu. Jakość wspólnie spędzonego czasu z rodziną zdecydowanie jest lepsza. Doceniam teraz każdą chwilę razem.


do utraty tchu blog


Priorytety

Nie będę jednak owijać w bawełnę, rzucać coachingowymi tekstami i przekonywać, że wszystko jest możliwe, że praca i dziecko to prosta sprawa do pogodzenia. Nie, tak nie jest. To sporo stresu, ciągła obawa przed infekcjami, które mogą popsuć nawet najlepszy plan. To ciągłe poczucie, że coś jest do zrobienia, do ogarnięcia.  

  •  PO PIERWSZE: DZIECKO
Mimo wszystko jestem zadowolona. Lilka mnie zmieniła. Po jej narodzinach wiele rzeczy poukładało mi się w głowie. Przede wszystkim jednak uporządkowałam to, co jest dla mnie ważne. Nauczyłam się asertywności, której brakowało mi, gdy byłam bezdzietna. Bez skrępowania stawiam Lili na pierwszym miejscu. W tym roku pierwszy raz będę miała normalny, dłuuuuugaśny urlop w wakacje! 💪💃😁 


👶 👶 👶

To normalne, że dziecko nieodwracalnie wpływa na nasze życie. Normalne jest też to, że to dziecko jest dla nas najważniejsze. Jednak zdaję sobie też sprawę, że wiele mam obawia się o swoją pozycję na rynku pracy. Czuje się mniej atrakcyjnym i wartościowym pracownikiem. Choroby, zwolnienia, nagłe zmiany planów. Tak, to wszystko może się przytrafić. Może być też tak, że będziesz mamą, która lubi swoją pracę, która potrafi się zorganizować, której asertywność i konsekwencja w działaniu nie odstraszy pracodawcy. Wręcz przeciwnie - może zostanie doceniona. 


Jako pracująca mama wiem, że dziecko może okazać się świetnym motywatorem i inspiracją. Bo chcesz pokazać, że możesz. Że potrafisz. Że dasz radę. Jeśli obierzesz dobrą strategię, przy pomocy odpowiedzialnego partnera, który będzie Cię wspierał w Twoich działaniach - możesz być aktywną, pracującą mamą. Jednak nie zapomnij o czymś - o wyrozumiałości dla siebie samej. Nie bądź swoim największym krytykiem, pozwól sobie na luz i odpoczynek. Nie musisz robić wszystko perfekcyjnie. Naucz się odpuszczać. 😉🙏


Mamo, trzymam za Ciebie kciuki! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger