#UWAŻNIEJ | luty 2018

#UWAŻNIEJ | luty 2018

do utraty tchu blog


Dziś jest ten dzień, piękny dzień! Pierwszy od pół roku (!), kiedy mogę napisać, że miesiąc minął nam w zdrowiu! 💪😍 Pewnie każdy rodzic malucha zrozumie moją radość. Tygodnie bez chorób, leków, inhalacji, naginania grafiku, kombinowania są na wagę złota. Dlatego w lutym z jednej strony przepełniało mnie ogromne szczęście, ale gdzieś w głębi wciąż czaił się strach, że dobra passa niebawem się skończy. No, taka natura matki dziecka uczęszczającego do żłobka/przedszkola. 😉 


Jeśli jesteście ciekawi, co u nas słychać, co oglądaliśmy, słuchaliśmy, czytaliśmy i w ogóle, jak upłynął nam ten miesiąc - zostawiam Wam nasze lutowe TU I TERAZ.


do utraty tchu blog



CZUJĘ SIĘ spokojna. Nie będę już narzekać, jak to uczyniłam w styczniowym podsumowaniu. Nic się w tej kwestii nie zmieniło - nadal pospałabym więcej, poleniuchowała z książką lub wybrała się gdzieś w fajne miejsce. Ale! ☝ Wakacje coraz bliżej! 😂 Można już planować małe i duże wyjazdy. 



SŁUCHAM Eda Sheerana. Wciąż i wciąż, i wciąż, i wciąż bez końca! 😁 Lubię tego rudzielca z gitarą, a w lutym "katowałam" jego muzykę bezlitośnie. 





OGLĄDAM genialny film. Choć nie wiem, czy genialny to odpowiednie określenie tej produkcji. Tak czy siak, nie dziwią mnie te liczne nagrody i nominacje do tegorocznych Oscarów. No dobrze, piszę o filmie Trzy billboardy za Ebbing Missouri. Historia, która smuci, a jednocześnie rozśmiesza. Wbija w fotel, pełna czarnego humoru, świetnych kreacji. Po scenie z księdzem w początkowych minutach filmu wiedziałam, że pokocham główną bohaterkę i będę pieruńsko żałować, że ten film kiedyś się skończy. Taki był dobry! 👌




Oprócz udanych wieczorów z dobrym filmem, spędziłam dni na poszukiwaniu serialu, który wciągnie mnie bezwzględnie i z którym będę mogła prasować stosy Lilusiowych ubranek. Po licznych pochlebnych recenzjach postanowiłam dać szansę Kochanym kłopotom (Gilmore Girls). Przyjemny, ku pokrzepieniu, amerykański. 



CZYTAM namiętnie literaturę dziecięcą i książki pedagogiczne. O mojej słabości do książek dla dzieci pisałam w poprzednim wpisie, który powstał w ramach akcji #KOCHANIEprzezCZYTANIE zorganizowanej przez Magdę z bloga Save The Magic Moments. Ponadto prawie każdego dnia dzielę się naszymi czytelniczymi odkryciami na InstaStories. To tam pokazuję, co nas zachwyciło, co czytamy na dobranoc, z czym ćwiczymy mowę Lisi, ale nie tylko. Tam jestem częściej niż tu. Dlatego jeśli chcecie być na bieżąco, to zapraszam na mój profil na Instagramie. Klikając na moje zdjęcie profilowe, przejdziecie do 24-godzinnych relacji.


Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


W lutym odkryłam również serię książek pedagogicznych Adele Faber i Elaine Mazlish. Jestem właśnie świeżo po lekturze Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, aby dzieci do nas mówiły, która jawi mi się bardzo rozsądnie. Przede mną kolejna książka z tej serii Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały, która została napisana przez córkę Adele, Joannę Faber. O moich wrażeniach  polekturowych napiszę kiedy indziej. 😉



PRACUJĘ NAD nowym kącikiem dla Lili. Co prawda, królestwo mojej dziewczynki jest prawie gotowe, ale wciąż coś tam dopieszczam. Pomysł na odświeżenie tej części sypialni zrodził się spontanicznie, ale dostarczył nam mnóstwo radości. I tak sobie myślę, że może w marcu pokażę Wam odrobinę tego, co zrobiliśmy.



W lutym zabraliśmy się również za małe zmiany w kuchni. Pomalowane płytki w przestrzeni między meblami zaczęły trochę straszyć i chciałam koniecznie je czymś zakryć. Postawiliśmy na płytki PCV i piękną mozaikę. Wystarczyła nam jedno sobotnie przedpołudnie, aby nasza stara kuchnia znów nas w sobie rozkochała. 😍


JESTEM WDZIĘCZNA... no, wiecie za co. 😀 Za zdrowy miesiąc i ten czas na luzie, bez goniących terminów i presji. Choć w lutym musiałam przeprowadzić kilka ważnych i trudnych dla mnie rozmów, które mają (lub będą miały) wpływ na moje życie zawodowe, to jednak czuję, że to były dobre chwile. Z aromatyczną i świeżo mieloną kawą, wspólnymi posiłkami, nowymi postępami rozwojowymi Lisi, mrozem, który szczypał w policzki i słońcem grzejącym stęsknioną za ciepłem buzię.


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
A jaki był Wasz luty? Co Was zachwyciło, co wkurzyło, co oglądaliście, czytaliście czy słuchaliście? A może macie jakieś fajne plany na marzec? Koniecznie dajcie znać w komentarzach. Dla mnie marzec maluje się trochę pracowicie, bo czeka mnie kompletowanie materiału do 5 numeru "Blogostrefy". Dojdzie mi też trochę nowych obowiązków w pracy, ale będzie też przyjemnie, bo w bibliotece czeka na mnie nowa powieść Diane Chamberlain, a w sobotę wizyta u fryzjera. 😀




_________________________________
#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Niezłe ziółko" Barbary Kosmowskiej

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Niezłe ziółko" Barbary Kosmowskiej

do utraty tchu blog


O tym, że lubię czytać z Lilką pisałam Wam wielokrotnie. Naszą wspólną czytelniczą podróż rozpoczęłyśmy bardzo wcześnie, bo już wtedy, gdy biły we mnie dwa serca. I tak jest do dziś, prawie dwa lata później. Przebrnęłyśmy przez książeczki kontrastowe, materiałowe, z tekturowymi kartami, w miękkiej oprawie, te minimalistyczne i te nieco bardziej rozbudowane... Różnie z tym naszym czytaniem bywa, bo raz wertujemy je całymi dniami, innym razem nie sięgamy po nie wcale. I choć moim marzeniem jest wypuścić w świat świadomego miłośnika literatury, to wiem też, że jedyną słuszną drogą jest nienachalność, naturalność i swoboda. Tylko w ten sposób nie pozbawię mojej dziewczynki radości z odkrywania świata książek. 


Musicie jednak o czymś wiedzieć. To nie jest tylko tak, że ja - świadoma i trochę zafiksowana na dobre nawyki mama, poświęcam się w całości, aby to moje dziecię wyrosło na porządnego, czytającego człowieka. To tylko półprawdy. 😉 Jest coś jeszcze. Dzięki Lili stała się rzecz niesłychana - zakochałam się w literaturze dziecięcej. Bywają takie dni, kiedy w ogóle nie sięgam po "dorosłe" książki i z ogromną satysfakcją zaczytuję się w lekturach dla najmłodszych. Nie są to tylko potencjalne książki do wspólnego czytania z córeczką, a takie, które z pełną premedytacją i rozmysłem wybrałam z myślą o sobie. 🙊😁 


Jak sami widzicie - Lili nie tylko zmieniła moją codzienność, poprzestawiała półki w głowie, odkurzyła zapomniane pokłady kreatywności i cierpliwości, ale i pokazała to, czego bym pewnie sama nie odkryła. Lubię sobie myśleć, że to dzięki Niej w moim życiu dzieje się tyle dobrego. 😊


#KOCHANIEprzezCZYTANIE


Wdzięczność ze wspólnych chwil, radość z dnia powszedniego, czy miłość, którą podszyty jest każdy moment możemy wyrazić na wiele sposobów. Dlaczego jednym z nich nie uczynić czytania? Totalne oddanie, maksymalne skupienie na małym człowieku, uważność na jego potrzeby i zainteresowania. Gdy odrzucimy wszelkie rozpraszacze, będziemy w stanie dostrzec czystą magię i bliskość, jakie oferuje nam rodzinne czytanie.


do utraty tchu blog


Magda z bloga Save The Magic Moments zorganizowała wspaniałą kampanię społeczną #KOCHANIEprzezCZTYTANIE, zachęcającą innych rodziców do wspólnego czytania z dzieckiem. Do udziału w akcji zaprosiła dziewczyny z Klubu Książki Przeczytaj & Podaj Dalej. 28 blogerek, 28 tytułów, 28 pomysłów na czas z maluchem i książką.


Mój wybór lektury nie jest tak oczywisty. Mogłam przecież pokusić się o prezentację jednej z Lilusiowej biblioteczki, jednak czytelniczych polecajek dla najmłodszych w Internecie jest mnóstwo. Jako osoba pracująca w książkach, każdego dnia pomagająca dzieciom i ich niekiedy zagubionym rodzicom wybrać odpowiednią pozycję, doskonale wiem, że problem pojawia się u nieco starszych dzieci. Dlatego z wielką radością opowiem Wam o moim niedawnym odkryciu, jakim jest twórczość Barbary Kosmowskiej. 



Emocjonalna subtelność Barbary Kosmowskiej


do utraty tchu blog


Jak oswoić to, co obce i nieznane? Jak zrozumieć, że nieodwracalność jest nieodwracalna i raz na zawsze? Że czasami trzeba się pożegnać, tak bez powrotu? Ciężko to pojąć. A ile trudu musi włożyć w to ktoś, kto zna tylko skrawek życia, a jego codzienność często filtrowana jest nakazami i ograniczeniami dorosłych? 


Właśnie w takich momentach potrzebna jest delikatność i zrozumienie dorosłego, który pomoże przebrnąć dziecku w gąszczu emocji i niepojętych zdarzeń. Długie rozmowy, czułe gesty, ale także spokój i cierpliwość. Przecież nawet duży potrzebuje czasu na przyzwyczajenie się do zmian. 


Wielu z nas, tych nieco większych, odczuwa skrępowanie i niepewność, gdy musi podjąć ciężki temat, jakim jest śmierć. Być może w takich momentach warto rozpocząć od wspólnej lektury, która może być początkiem trudnej rozmowy.


do utraty tchu blog


Barbara Kosmowska w swojej twórczości nie ucieka od tematów ostatecznych, które budzą strach i smutek. Co więcej, daleka jest od moralizatorskiego tonu, dopuszcza zaś do głosu dziecko, które pokazuje śmierć i żałobę swoimi oczami. Ten zabieg można odnaleźć zarówno w Dziewczynce z parku, jak i w kolejnej powieści Kosmowskiej - Niezłe ziółko.


O historii Andzi wspominałam w trzecim numerze "Blogostrefy". Jej strata oraz umiejętność odnalezienie się po tragicznych wydarzeniach poruszyła mnie tak bardzo, że z wielką nadzieją sięgnęłam po kolejną powieść Kosmowskiej.



Niezłe ziółko - o dorastaniu i przemijaniu


do utraty tchu blog


- Potrafisz, babciu, cofnąć czas? - zapytał.
- Tak! To wcale nie jest trudne. Na przykład teraz - babcia poprawiła się w fotelu. - Opowiadam ci o Afryce, o kopaniu studni i zielarskich wyprawach na sawannę. I nagle czuję to samo słońce. Widzę piaski pustyni. Słyszę wesołe głosy i śmiech szczęśliwych ludzi, gdy trysnęło życiodajne źródło. O wspomnienia trzeba dbać. Wtedy można przechować to, co było ważne albo piękne. Wspomnienia zatrzymują czas.
- A złe rzeczy? Też się przecież w podróżach zdarzają... - nie dał za wygraną Eryk.
- To prawda. Bywało niebezpiecznie. Na szczęście, gdy wyprawa dobrze się kończy, zapamiętujesz tylko miłe chwile. No i kiedy cofasz czas, musisz pamiętać, która jest teraz godzina. Jaki dzień. Żeby nie przegapić tego, co najważniejsze.
- Co jest najważniejsze?
- Życie, Eryku - odpowiedziała babcia i uśmiechnęła się z zachwytem. 
(Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej) 


Do Eryka przyjeżdża ukochana babcia Malutka. Chłopiec jest przeszczęśliwy, bo wakacje z Babcią Malutką to czas wypełniony przygodami, niesamowitymi opowieściami i uczuciem zupełnego uwielbienia. Eryk najbardziej lubi ich żywe dyskusje, podczas których wszystko staje się jasne. Od dnia przyjazdu Babci ich dom był pełen słońca i radości. Jednak z czasem zaczęły pojawiać się chmury, przez szczelinę w drewnianej okiennicy zaczęła sączyć się cisza, podszyta niewypowiedzianym smutkiem. A Babci było coraz mniej, aż nagle zupełnie zniknęła. 


do utraty tchu blog


Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej dotyka spraw oczywistych, ale często uporczywie upychanych jak niesforny kosmyk psujący idealną fryzurę. Dojrzewanie i przemijanie, strach przed wyzwaniami dnia powszedniego, poczucie niedoskonałości i odmienności, akceptacja i zrozumienie. Wreszcie miłość. Przecież to od niej wszystko się zaczyna. 


Nie jest to lektura lekka i chyba też nie do samodzielnego czytania przez młodego człowieka. Sądzę, że potrzeba tu dużej dojrzałości i spokoju dorosłego, który pomoże przebrnąć dziecku przez gąszcz emocji, jaki serwuje Kosmowska. Niemniej jednak warto! To niezwykle mądra proza, być może dla niektórych może zbyt poważna. Wzrusza, zachwyca i skłania do refleksji. 


do utraty tchu blog


Umiejętność słuchania tego, co mówi dziecko to sztuka, której nie uczą w szkole. Należy to wypracować. Podobnie jest z szacunkiem i zaufaniem. Nie działa to też w jedną stronę. W naszej kulturze głęboko zakorzeniony jest pogląd, iż to w gestii rodziców leży zaszczepienie potomkowi genu porządności. A czy my, dorośli jesteśmy równie empatyczni w stosunku do małego człowieka? Uważność i wspólnie spędzony czas to dziś luksusowy towar, którego coraz częściej brakuje na życiowych półkach. 


Na koniec nie mogłabym przejść obojętnie obok szaty graficznej autorstwa Emilii Dziubak, która jest wprost fenomenalna! Plastyczność, barwność, dopieszczenie w każdym szczególe, tajemniczość i magia. Takie są ilustracje Dziubak. Uwielbiam je, rozpływam się nad każdą z nich. W duecie z opowieścią Barbary Kosmowskiej powstała niezwykła książka. I niech nie zmyli Was metka z literaturą dziecięcą, bo to pozycja dla każdego - małego i dużego. 



🍀 🍀 🍀



Przez cały luty w sieci pojawiają się teksty i zdjęcia czytających rodziców, oznaczone #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Jeśli chcecie do nas dołączyć, śmiało! Jest tyle czasu, przecież to nie jest jednorazowa akcja, trwająca miesiąc. Nie zapomnijcie tylko o hasztagu i otagowaniu Magdy z bloga Save The Magic Moments. Ze swojej strony zachęcam Was również do lektury pozostałych wpisów powstałych w ramach tej kampanii. To masa inspiracji, ciekawych blogów i nowych tytułów.  


Czy warto czytać dziecku? No, warto! Tak, jak należy z nim rozmawiać i przede wszystkim słuchać, co do nas mówi. 



Dane techniczne książki:


Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej

Ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Literatura
Ilość stron: 104
Premiera: 21.09.2016 r. 

5 książek o zimie dla dzieci (i nie tylko)

5 książek o zimie dla dzieci (i nie tylko)

do utraty tchu blog


Zapadał zmierzch. Słońce powoli kryło się za dachami, aby wkrótce zniknąć zupełnie i pojawić się ponownie następnego dnia. Pola otulały się ciemnością, przykryte białym puchem. Nos szczypał niemiłosiernie, uda paliły od mrozu, a tuż przed moimi oczami wciąż pojawiała się ciepła chmurka, którą wypuszczałam przez spierzchnięte usta. Wokół panował spokój, przerywany jedynie oddalającymi się radosnymi odgłosami koleżanek i kolegów, którzy - tak jak ja - wracali do domu po wielu godzinach spędzonych na górce. Moje zmarznięte palce kurczowo łapały sznurek, przewiązany do wypchanego sianem worka, który ciągnęłam teraz za sobą z coraz większym trudem. Mimo zmęczenia, chłodu i oblodzonych śniegowców byłam szczęśliwa. To był kolejny dzień ferii zimowych, pełen przygód i skrzącego się w blasku słońca śniegu. 


⛄ ⛄ ⛄


Taką zimę uwielbiam i taką też pamiętam z dzieciństwa. Szczypiący policzki mróz, oślepiające słońce, które odbijało się od tafli śniegu i mnóstwo śmiechu podczas zabaw na dworze. I szkoda mi, że tak niewiele takich chwil mamy w ostatnich latach. Od kilku sezonów zima skąpi nam swojego uroku, dając w zamian często deszcz i pochmurne niebo.


Dobrze, że są książki. Pełne zimowych opowieści, ze śniegiem, mrozem i pięknymi ilustracjami. 😊 Zebrałam dla Was 5 tytułów z zimą w tle. Dla dzieci i nie tylko. 😉


do utraty tchu blog



1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cie kocham, kiedy jest zima Sam McBratney 
(wyd. Egmont)


do utraty tchu blog


Będę Was zamęczać tą serią, ale ubóstwiam ją! 😍 Pisałam Wam o niej przy okazji prezentacji książek o jesieni, a dziś mam dla Was zimową część przygód Małego Brązowego Zajączka i jego Dużego kompana.


Pewnego dnia Mały Brązowy Zajączek postanowił pokicać po śniegu, a Duży Brązowy Zając chętnie mu towarzyszył. Podczas wspólnych zimowych harców bawili się w "Co ja takiego mam na myśli?". Znacie tę grę? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do tej książki, a potem spróbujcie tak spędzić czas. 😉



2. Zima Muminków Tove Jonsson
(wyd. Nasza Księgarnia)


do utraty tchu blog


Wewnątrz domu było ciepło i przytulnie. Na dole w piwnicy tliły się wolno na ruszcie całe masy torfu. Księżyc zaglądał w okno oświetlając białe zimowe pokrowce na meblach i owinięty tiulem kryształowy żyrandol. A w salonie wokół największego kaflowego pieca rodzina Muminków spała długim zimowym snem. 

Bywają takie chwile zimą, że zazdroszczę Muminkom tego sennego spokoju. Otuleni ciepłem domu wyczekują wiosny. Jednak nieco byłoby mi żal, gdyby zabrakło tych długich wieczorów, podczas których można poczytać.


W Muminkach jest coś tajemniczego i magicznego. Wyczuwałam to już jako mała dziewczynka, gdy oglądałam je na dobranoc. Dziś lubię do nich wracać od czasu do czasu, o czym pisałam w tekście Muminkowe mądrości.




3. Zimowa wyprawa Ollego Elsa Beskow

(wyd. Zakamarki)


do utraty tchu blog


O tym, że zakamarkowe pozycje są wyjątkowe pisałam wielokrotnie. Teraz nie będę oryginalna - Zimowa wyprawa Ollego Elsy Beskow to szwedzka klasyka gatunku. Z oszczędną grafiką, dobrze mi znaną z dziecięcych lektur. Choć wydana po raz pierwszy ponad 100 lat temu, jej język jest wciąż zrozumiały dla młodego odbiorcy. 


Olle ma wymarzone narty, na których bardzo chciałby pojeździć. Niestety po śniegu nie ma nawet śladu. Pewnego dnia budzi się w ośnieżonej krainie, a jego sen o narciarskich przygodach w końcu może się spełnić...


do utraty tchu blog



4. Patrz, Madika, pada śnieg! Astrid Lindgren


do utraty tchu blog


Dawno, dawno temu, gdy byłam bardzo małą dziewczynką 🙊😉, siostra przyniosła mi książkę z biblioteki. Bohaterką była równie mała dziewczynka, jak ja. Nosiła czerwony kapturek i chciała chodzić ze swoim bratem do szkoły... To było moje pierwsze spotkanie z Astrid Lindgren. Uwielbiałam tę historię i niechętnie rozstałam się z wypożyczoną książką. Po latach natknęłam się na nią w pracy i sentyment do książek Lindgren powrócił.


Patrz, Madika, pada śnieg! to opowieść, której nie znajdziemy w wydawanych współcześnie książkach i właśnie to stanowi o jej niezwykłości. Lindgren stworzyła historię nieco przerażającą, ale i ekscytującą. Całość dopełniają wyjątkowe ilustracje Ilon Wikland.


do utraty tchu blog



5. Wigilia Małgorzaty India Desjardins

(wyd. Dwie Siostry)


do utraty tchu blog


Na koniec zostawiłam coś pięknego, taką moją czytelniczą wisienkę na torcie.  Być może Desjardins nie pokusiła się o oryginalność i wykorzystała motyw powszechnie znany, ale jest w tej książce coś pokrzepiającego i melancholijnego. Samotność osób starszych niezmiennie mnie zasmuca, dlatego sądzę, że warto rozmawiać o tym z najmłodszymi. Empatię należy kształtować i pielęgnować już od najwcześniejszych lat.


Małgorzata postanawia spędzić Wigilię, jak co roku. Sama. Zresztą już w ogóle nie wychodzi z domu. Przez ponad osiemdziesiąt lat nachodziła się wystarczająco. Teraz woli obserwować świat przez okno. Tak jest wygodniej. Jednak w ten świąteczny wieczór dzieje się coś niezwykłego, co odmienia nie tylko tę jedną noc, ale i kolejne dni Małgorzaty. 


do utraty tchu blog



☆ ☆


Zima jeszcze się nie skończyła. Ba, ona nawet na dobre się jeszcze nie zaczęła! 😜😀 Dlatego zanim zaczniemy przywoływać wiosnę i cieszyć się zielenią, doceńmy jeszcze tę, która - choć niepozorna - wciąż trwa. Mamy jeszcze czas na dłuższe wieczorne lenistwo, wspólne czytanie i rozmowy. A książki to przecież zawsze dobry wstęp do dyskusji. 


Znaliście te pozycje? A może macie jakieś inne zimowe tytuły, które skradły Wasze serca? 
Koniecznie się nimi podzielcie!




DIY | Jak naprawić zniszczoną okładkę notesu? Nowe szaty mojego kreatywnego plannera

DIY | Jak naprawić zniszczoną okładkę notesu? Nowe szaty mojego kreatywnego plannera

do utraty tchu blog


Gdy zaczynałam swoją przygodę z kreatywnym planowanie nie zastanawiałam się nad tym, w czym będę to robić. Wykorzystałam do tego pusty zeszyt, który od lat czekał na zapisanie (możecie o tym przeczytać we wpisie Mój pierwszy raz z bullet journalem) To było dobre posunięcie, bo dzięki temu przekonałam się, czy prowadzenie bullet journala jest dla mnie odpowiednią formą organizacji, nie tracąc przy tym ani złotówki na zbędne gadżety. Dopiero w trakcie zauważyłam, że duży format jest nieporęczny (nie mogłam go ze sobą zabierać do pracy, gdzie również był mi potrzebny), a śliskie kartki w linię trochę psuły efekt tabelek. 😉 


Po kilku próbach tworzenia, poddałam się i zamówiłam w Empiku kropkowany notes w formacie A5. Był piękny, z limonkową okładką i lekko pożółkłym środkiem (możecie go podejrzeć w tym wpisie). Do czasu. 🙈 Po kilku miesiącach noszenia go w torebce po prostu się zniszczył, lekko pobrudził, a mnie zaczęło to bardzo denerwować. 


Początkowo chciałam kupić na niego materiałową okładkę, ale cena zdecydowanie przewyższała zakup nowego plannera w sztywnej oprawie. Dlatego postanowiłam wykorzystać moje manualne umiejętności 🙊 i dać drugie życie nieszczęsnemu bujo. Tym samym pomyślałam, że może kogoś jeszcze zainspiruję. 😀



do utraty tchu blog


Czego potrzebowałam:

  • filc (1 w formacie A4, 3 niewielkie kawałki na wycięcie ozdób);
  • klej (użyłam introligatorskiego, ale z pewnością wystarczy klej magiczny);
  • maszynka Sizzy Big Shot.


Oczywiście maszynka do wycinania nie jest konieczna - można spokojnie ozdobić swój notes wedle uznania. Ja mam ją w pracy, więc to dla mnie ogromne ułatwienie. 😊


do utraty tchu blog


Notes oczyściłam i posmarowałam klejem introligatorskim, następnie dokładnie przykleiłam duży arkusz filcu. Postawiłam na kolor czarny okładki ze względu na codzienne noszenie go torbie. Taki kolor jest dla mnie bezpieczny. Po wyschnięciu postanowiłam go delikatnie ozdobić, wycięłam więc maszynką trzy motyle o różnej wielkości i kolorystyce. Nakleiłam jeden na drugi, a potem na bujo. 


To wszystko! Dla mnie jest idealnie, a nowe ubranko mojego bullet journala cieszy mnie za każdym razem, gdy po niego sięgam. 😁 Cała operacja zajęła mi może 15-20 minut, więc chyba było warto!


do utraty tchu blog


I jak Wam się podoba taki ekspresowy pomysł na DIY? 
Lubicie takie małe metamorfozy, a  może jednak wolicie kupić nową rzecz?



#UWAŻNIEJ | styczeń 2018

#UWAŻNIEJ | styczeń 2018


do utraty tchu blog


Znacie ten stan, gdy macie termin na wykonanie jakiegoś zadania i wydaje się Wam, że jest bardzo odległy, ale to tak odległy, że zdążycie jeszcze wszystko przemyśleć, rozpisać plan i na spokojnie przystąpić do działania, a okazuje się, że coś przespaliście i trzeba to zrobić na już? Ja tak miałam w styczniu. 😲😵 Żyłam w przekonaniu, że wszystko ogarnę do kolejnego numeru "Blogostrefy". Że mam mnóstwo czasu. Że dogadam, ustalę i przystąpię do realizacji. Po drodze zderzyłam się z Lilusiowym zapaleniem oskrzeli i moimi zatokami. Na koniec, gdy sadziłam, że powoli wychodzę na prostą, okazało się że mam tydzień. Na wszystko.

Początkowo chciałam się poddać. Choroba Lili, moje wieczne przeziębienie, do tego powroty z pracy czasami tuż przed 20. Nie miałam siły i czułam najzwyczajniej w siecie, że jestem zmęczona. Jednak wbrew pozorom ta cała sytuacja zmobilizowała mnie do działania. Żeganam styczeń z poczuciem wygranej i witam luty z nadzieją na chwilę oddechu.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ zmęczona. Coraz częściej oboje z mężem odczuwamy brak ubiegłorocznego urlopu. Życie napisało nam własny scenariusz i zamiast upragnionego wyjazdu, zderzyliśmy się z sytuacją, na którą nigdy nie jest odpowiednia pora. Po wielu miesiącach pracy, nieprzespanych nocach i energicznej Lilce z tęsknotą wypatrujemy wakacji.

Oczywiście, że dajemy radę, nie mamy innego wyjścia. Nie będę jednak ściemniać. Marzymy o wypoczynku i śnie. 😴


CZEKAM na wiosnę. Choć wielokrotnie podkreślałam, że lubię każdą porę roku, to w chwili obecnej wyjątkowo potrzebuję słońca i ciepła. Chcę już wyciągnąć swój rower z piwnicy. Chcę chodzić częściej z Lilką na spacery. Chcę iść do naszego lasu. Chcę już zieleni.

To ostatnio akurat mi się udało. Powiększyłam swój domowy ogródek i dokupiłam kilka roślin. Przesadziłam też te, które miałam. Ta zima była dla nich wyjątkowo nieprzychylna, więc muszę nieco je wspomóc.


Odkąd schowałam wszystkie świąteczne dekoracje, mam wielką potrzebę otaczania się w domu zielonymi roślinami. 🌿🌱🌿😍 Marzy mi się paprotka, ale nasze ostatnie spotkanie nie było zbyt udane. Fikus Benjamin też się na mnie obraził. 😶 🙈 Nie poddaję się jednak i zamierzam dać im drugą szansę. 😎 Jak się nie dogadamy, to się rozstaniemy. 😈😂 A Wy macie rękę do kwiatów? 🤔🌿 ____________ A na załączonym zdjęciu jedna z ilustracji @emilia.dziubak z "Niezłego ziółka" Barbary Kosmowskiej. ❤ Jestem nimi zachwycona! 😍 #goodmorning #green #ineedspring #greenplant #plant #coffee #coffeemorning #cafe #booksmorning #openbook #reading #booksforkids #childrenbooks #bookpassion #flatlay #flatlayforever #ksiażka #literaturadziecięca #kawa #dzieńdobry
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


OGLĄDAM. W styczniu niewiele, ale za to to, co mi się udało zobaczyć bije na głowę sporo obejrzanych przeze mnie do tej pory produkcji.

Jeśli lubicie bajki (ja je uwielbiam i często się na nich wzruszam), gorąco polecam Wam Coco. Przepiękna, mądra animacja. O tym, co najważniejsze. O rodzinie. O odchodzeniu. O tradycji. O pamięci o tych, którzy odeszli.





SŁUCHAM. Pamiętacie album Kayah i Bregovicia? Ja go wprost ubóstwiam! Odkurzyłam tę płytę po wielu latach zapomnienia i rozkoszuję się podczas jazdy tramwajem. Gdy słucham Jestem różą mam ciary. 




Podobnie mam z każdym innym kawałkiem tego wspaniałego duetu. 😍


CZYTAM przede wszystkim książki dla dzieci. I to nie tylko dla Lili, ale również dla siebie. Właśnie ruszyła piękna kampania społeczna zorganizowana przez Magdę z Save The Magic Moments #kochanieprzezczytanie, a ja z ogromną radością przyłączyłam się do niej. Akcja ma na celu zachęcanie rodziców do czytania swoim maluchom, a osoby które zaangażują się w nią będą polecały wartościowe książki do wspólnego czytania z dzieckiem.

W związku z tym, iż w lutym przygotuję dla Was specjalny wpis promujący #kochanieprzezczytanie, zaczęłam przygotowania już w ubiegłym miesiącu.




PRACUJĘ NAD wieloma projektami. Dlatego też styczeń mignął mi jak błyskawica. Nie da się jednak ukryć, że to "Blogostrefa" zdominowała ubiegły miesiąc. Musiałam spiąć tyłek i w ekspresowym tempie ogarnąć swoją redakcyjną część. Wydawało mi się to niemożliwe, ale udało się i już teraz mogę Wam zdradzić, że jestem bardzo zadowolona z tego, co dołożę do 4 numeru. Ale na razie ciiiii.... Nie mogę jeszcze nic napisać! 🙊




Styczeń był dla mnie również wprawką do tego, czym zajmę się zawodowo w niedalekiej przyszłości. Działałam tak na kilku frontach i sama jestem ciekawa, jakie będą z tego owoce. 😀


JESTEM WDZIĘCZNA za zdrowie. Przede wszystkim. Bo mimo zawirowań na początku stycznia, dajemy radę. Cieszę się, że udało mi się wypić kawę z koleżankami ze szkoły rodzenia, a Lilka miała możliwość zabawy ze swoimi kwietniowymi chłopakami. 😀 Dziękuję za to, że mam tyle na głowie, bo tak naprawdę to właśnie dzięki temu mogę się realizować. Za kolejny papierowy numer magazynu dla blogerów ze mną na okładce. Za tyle wspólnych dni, które Lilunia mogła spędzić z dziadkami (jej miłość do nich nie zna granic, a nam po prostu rośnie serce na ten widok 😍). Jestem wdzięczna za Was, bo mimo mojego nieblogowego podejścia, braku systematyczności i tego wiecznego patosu 😜😆, wciąż tu jesteście! 


Ok, to tyle ode mnie. Teraz kolej na Was - co słychać? 😁



_________________________________
#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 
Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger