Drugi numer "Blogostrefy" - o tym, jak się pogubiłam, ale nie zwątpiłam


do utraty tchu blog


Gdy w maju napisała do mnie Kasia Berska i zaproponowała pracę nad pierwszym czasopismem dla blogerów, nie wahałam się ani chwili. To był ten moment, gdy odmowa nie wchodziła w grę. Weszłam w ten projekt całym sercem, myślałam o nim bez przerwy i cieszyłam się jak szalona. Wierzyłam w jego powodzenie od początku i tak jest dziś, pół roku później. 


Praca nad magazynem otworzyła we mnie nowe pokłady kreatywności, organizacji, samodyscypliny. Każdego dnia rozwijam się i coraz bardziej podoba mi się to, co powstaje dzięki "Blogostrefie". Jednak muszę przyznać, że ostatnie miesiące nie zawsze były kolorowe i optymistyczne. Tworzenie czasopisma to ogromne przedsięwzięcie, które wymaga zupełnego oddania się sprawie. Tak też uczyniłam. I chyba trochę się pogubiłam. Tak po ludzku zachłysnęłam się tym wyzwaniem. Odpuściłam wiele, niektóre rzeczy zaniedbałam. Tylko córeczka i mąż potrafili ściągnąć mnie na ziemię i przypomnieć, że jest coś jeszcze. 


Powrót do pracy, opieka nad rocznym dzieckiem, zupełnie nowe obowiązki i odejście bliskiej mi osoby nieco mnie przygniotły. Czułam się zmęczona, zaczęło brakować mi tchu i zapału do dalszego działania. Właśnie wtedy musiałam odpuścić, w najgorszym możliwym dla mnie momencie. Nie pisałam, prawie nie czytałam (na szczęście nie zrezygnowałam z Lilusiowych książek), skupiłam się tylko na tym, co musiałam. Ograniczyłam obowiązki do minimum. Było mi z tym źle, bo wciąż miałam poczucie, że dopadła mnie codzienność, której nie chciałam. Rezygnacja z tego, co mnie napędzało i sprawiało, że jestem sobą, była bolesna. Jednak to było pouczające doświadczenie i dziś wiem, że bardzo mi potrzebne. 


do utraty tchu blog


Poukładałam sobie wszystko od początku, rozpisałam dzień na nowo i ruszyłam. Powoli, bez spiny i przymusu. Pisałam tylko wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Nauczyłam się odmawiać i realnie określać swoje możliwości, dzięki temu nie czuję presji. 


Po co o tym wszystkim piszę? Bo wiem, że nie tylko ja pędzę przez życie. Tłum popycha nas do przodu, a my czasami nieświadomie ulegamy, gubimy swój rytm. Przekonałam się, że pośpiech to nie jest najlepszy doradca i kompan do pracy. Nawet największy projekt, cudowna inicjatywa i jedyna TAKA okazja nie powiedzie się, gdy nie będziemy działać zgodnie z samym sobą.


do utraty tchu blog


Przede mną leży drugi numer "Blogostrefy". Wydrukowany, na pięknym papierze widzę swoje nazwisko i uśmiecham się z satysfakcją do siebie. Jestem dumna. Wiem, ile pracy nas, redakcję to wszystko kosztowało, ilu wspaniałych ludzi dołożyło cegiełkę do tego magazynu. Czuję też spokój, bo ten numer jest zdecydowanie lepiej dopracowany niż pierwszy. Pisanie artykułów do tego wydania sprawiło mi ogromną radość, bo emocjonalny dołek miałam już za sobą. 


Załoga "Blogostrefy" jest mądrzejsza o kolejny numer gazety. Mamy więcej pokory, ale wiadomo - apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc my również patrzymy w przyszłość pełni zapału. W Wasze ręce powoli trafiają zamówione egzemplarze, a do nas docierają pierwsze recenzje. Mimo licznych przeszkód wiemy, że druk to była dobra decyzja. Wydanie jest przepiękne. 


do utraty tchu blog


Przede mną leży moje małe spełnione marzenie. Bo marzenia się spełnia, nie czeka się aż się same spełnią... 😉



___________________________
⇩⇩⇩
Drugi numer magazynu możecie zamówić TU
Egzemplarze, które zostały zamówione do 23 października już zostały do Was wysłane. Zamówienia złożone po tym terminie będą realizowane podczas druku numeru trzeciego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger