Spotkanie z Estelle Maskame, autorką trylogii DIMILY

Spotkanie z Estelle Maskame, autorką trylogii DIMILY

do utraty tchu blog


Gdy w listopadzie otrzymałam zaproszenie od Wydawnictwa Feeria na spotkanie autorskie z Estelle Maskame w kameralnym gronie, byłam naprawdę zaskoczona. Na tyle, że w pierwszej chwili miałam zamiar podziękować i odmówić, bo... tak zazwyczaj robię. Do tej pory rezygnowałam z możliwości spotkania się z innym blogerami, bo Lili, bo praca, bo daleko. Wymówki sypały się jak z rękawa. Jednak tym razem po kilku chwilach namysłu postanowiłam, że pojadę. Do Łodzi! 😱 Z Olsztyna to kawał drogi, a gdy dodamy do tego organizację opieki nad dzieckiem i wolny dzień w pracy, to z jednodniowego wypadu robi się porządna wyprawa. Zapakowaliśmy się z mężem do samochodu, zostawiając Lilkę pod skrzydłami stęsknionej babci i ruszyliśmy.


Co do samego spotkania nie miałam żadnych oczekiwań. Byłam po prostu ciekawa kogo spotkam i co ciekawego wyniosę ze spotkania z Estelle Maskame. O moich wrażeniach z warsztatów pisania z Wydawnictwem Feeria przeczytacie w dalszej części wpisu. 😊


Seria DIMILY Estelle Maskame


do utraty tchu blog


Z twórczością Estelle Maskame zetknęłam się w dość burzliwym momencie - tuż po pojawieniu się w naszym życiu Lili. Mimo zmęczenia, byłam wówczas najszczęśliwsza, napędzana energią młodej mamy. Spędzałam dłuuuuugie godziny na karmieniu mojego małego ssaka, to był również najlepsza chwila na czytanie książek. Wtedy też w moje ręce trafiła pierwsza część trylogii DIMILY, o której możecie przeczytać w tym wpisie


Choć powieści Maskame należą do gatunku Young Adult i dotykają codzienności młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z dorosłością, dla mnie to była rewelacyjna lektura. Z wypiekami na twarzy pochłaniałam kolejne rozdziały i z niecierpliwością wyczekiwałam następnych dwóch tomów. Historię Eden i Tylera traktowałam jako rozrywkę, bo w tamtym momencie właśnie tego potrzebowałam. 



Wydawnictwo Feeria 


Dziś wiem, że gdy znów przyjdzie mi ochota na powrót do beztroskich lat młodzieńczych, to z pewnością sięgnę po kolejne pozycje Feeria Young. Wydawnictwo oferuje publikacje zdecydowanie dla młodego odbiorcy, ale przecież literatura nie zna ograniczeń. 😉 Dlatego, jeśli czytelnik pragnie zetknąć się z książką emocjonalną, w której bohaterami są zdecydowanie osoby młode, to Wydawnictwo Feeria to dobry kierunek. 



Spotkanie autorskie z Estelle Maskame



do utraty tchu blog


Estelle Maskame to młoda autorka powieści Young Adult. Zadebiutowała wspomnianą wcześniej serią DIMILY, którą początkowo publikowała na platformie Wattpad. Ogromne zainteresowanie jej twórczością sprawiło, że wydawca zgłosił się do niej sam i zaproponował opublikowanie historii Eden i Tylera. To pokrzepiające dla każdego, kto marzy o wydaniu czegoś własnego. Estelle jest dowodem na to, że swoje marzenia można spełnić. 😊


Mnie jednak najbardziej zaskoczył fakt, iż pierwszą część trylogii, Czy wspominałam, że Cię kocham? Maskame zaczęła pisać, gdy miała 13 lat! Dodam jedynie, że bohaterka tej powieści ma wówczas 16 lat, a wrażliwość i chwiejność emocjonalna, tak znamienna dla nastolatków w tym okresie przypisana Eden jest opisana niezwykle wiarygodnie. Mając obecnie na uwadze, że pisała o tym trzynastoletnia dziewczyna jest dla mnie szokująca. 


Estelle już jako dziecko spisywała swoje pierwsze historie, a miłość do książek zawdzięcza mamie, która zabierała ją często do biblioteki. Dziś jednak to nie tylko pasja, ale także praca. Od niedawna Estelle pracuje w biurze wydawcy, gdzie tworzy kolejne opowieści.


do utraty tchu blog


Podczas wizyty w Łodzi poznałam uśmiechniętą, sympatyczną i otwartą na ludzi młodą kobietę. Skromność i życzliwość Estelle jest naprawdę ujmująca i bardzo cieszę się, że miałam okazję spotkać się z nią na żywo.


Moja biblioteczka wzbogaciła się o trylogię DIMILY oraz najnowszą powieść autorki, Wróć, jeśli masz odwagę. Każda z nich z autografem. ❤ A tak w sekrecie mogę Wam zdradzić, że pod koniec roku na biurku wydawcy Estelle wyląduje kolejna, już piątka książka pisarki. która w nasze ręce trafi zapewne w 2018 roku. Będzie to nadal gratka dla miłośników YA.


Ach! Wzbogaciłam się jeszcze o jedno niesamowicie ważne doświadczenie! W końcu miałam możliwość porozmawiania w realu z Klaudią, autorką bloga Z książką do łóżka! 😍😁


do utraty tchu blog


Dziękuję Wydawnictwu Feeria za zaproszenie i możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu. Sukces Estelle Maskame to dla mnie kolejny dowód, że tak wiele zależy od nas samych. Od tego, jak pokierujemy swoim życiem, jakich wyborów dokonamy i ile uczynimy, aby nasze marzenia stały się rzeczywistością.



Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop

Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop

do utraty tchu blog


Odkąd pamiętam zawsze lubiłam porządek. W pokoju, co nie było wcale takie łatwe, gdy dzieliło się go z siostrami. 😉 W notatkach i książkach, dzięki czemu lepiej przyswajało mi się nowe rzeczy. I w planach, które jasno precyzowałam. Uwielbiam organizować nasze wyjazdy, tworzyć listy to - do i w ten sposób działać. 


To moje zamiłowanie do ładu zupełnie nie potrafiłam przełożyć na blogowanie. Wszystko odbywało się spontanicznie, tak powstawały wpisy i w ten sposób zarządzałam social mediami. Gdy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, a tuż po rozpoczęłam współpracę z "Blogostrefą" zadań zaczęło przybywać, a w moją codzienność zaczął wkradać się bałagan. 


W tym czasie miałam już za sobą pierwsze kroki w bullet journalu (pisałam o tym TU) i choć całą sobą pragnęłam stworzyć planner idealnie podporządkowany do moich potrzeb, to wciąż coś mnie hamowało. Przeglądałam tablice na Pintereście, starałam się tworzyć swoje kolekcje, ale miałam poczucie, że gdzieś coś nie zaskoczyło. Dziś wiem, że potrzebowałam czasu i kogoś, kto pomoże mi poukładać sobie to wszystko w głowie. Nie potrzebowałam terapii 🙊, a osoby, która zada mi kilka pomocniczych pytań. Tylko tyle. Aż tyle. 😊


do utraty tchu blog


Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop


Pomysł z planerowym wyzwaniem Kasi to był strzał w dziesiątkę! Tego właśnie mi brakowało. Wystarczyły cztery dni, abym ogarnęła wszystkie myśli i nabrała chęci do dalszego planowania w bullet journalu. 


Na czym polegało wyzwanie? Zapisałam się na listę osób zainteresowanych i przez kilka dni otrzymywałam od Kasi wiadomości, naszpikowane plannerową treścią. Przez cały czas wyzwania pracowałam według planu, który stworzyła Kasia. 


Do czego ma mi służyć planner? W czym ma mi pomóc? Jakimi płaszczyznami swojej codzienności chciałabym zarządzać? Co mnie stopuje, czego nie potrzebuję? Jakie kolekcje są mi niezbędne do działania, a bez których mogę się obejść? Te wszystkie pytania i bezwzględna szczerość sprawiły, że już się nie waham. 


Czuję się zmotywowana i wiem, że bez planowania moje blogowanie będzie po prostu marne. A tego bardzo nie chcę. 😉 



do utraty tchu blog


Planner idealnie dopasowany do moich potrzeb


Podstawowym błędem, jakim popełniałam był brak planu w planowaniu. Dokładnie tak! Niby wiedziałam, na czym powinnam się skupić, ale nie potrafiłam tego rozpisać na papierze. Burza mózgów była koniecznością, bo właśnie wypisanie tego wszystkiego okazało się najbardziej pomocne. 


Przyznałam się też przed samą sobą, że te wszystkie ozdobniki, przepiękne grafiki z Pinteresta nie sprawią, że moje działanie będzie efektywniejsze. Nie mam na to po prostu czasu. Z drugiej strony jednak ozdabianie sprawia mi mnóstwo frajdy i relaksuje mnie, dlatego postanowiłam, że będą to tylko drobne rysunki. 🙊 W moim przypadku sprawdza się zasada: im prościej, tym lepiej i... szybciej.


Na koniec zostawiłam wybór kolekcji, które znajdą się w moim bullet journalu. Oczywiście w niektórych momentach będą pojawiać się nowe, spontaniczne listy, ale właśnie w tym tkwi urok bujo - dowolność i swoboda. 



do utraty tchu blog



W moim kreatywnym plannerze każdego miesiąca będą pojawiać się stałe rozpiski:
  • kolekcja miesięczna (w tym małe cele na dany okres);
  • kolekcja dotycząca czasopisma "Blogostrefa", w której rozpisuję wszystkie artykuły (swoje, jak i pozyskanych współpracowników);
  • blogowa kolekcja (pomysły na nowe wpisy, współprace);
  • listy to - do;
  • kolekcja UWAŻNIEJ - na blogu od maja pojawiają się wpisy z tej serii, które pozwalają mi zatrzymać się i docenić to, co tu i teraz. Chciałabym znaleźć miejsce w swoim bujo na taką refleksję. 

Jestem pewna, że mój planner będzie ewoluował. Tak, jak zmieniam się ja i moja codzienność. Nie chcę już stać w miejscu i rozglądać się na wszystkie strony, chcę kroczyć powoli do przodu z jasno określonym celem. 


____________________________________________________

Jeśli szukasz inspiracji oraz motywacji do działania i planowania, to gorąco zachęcam Cię do odwiedzenia bloga Kasi, Worqshop. Gwarantuję Ci poprawę humoru, dawkę pozytywnej energii i mnóstwo przydatnych treści. 



Drugi numer "Blogostrefy" - o tym, jak się pogubiłam, ale nie zwątpiłam

Drugi numer "Blogostrefy" - o tym, jak się pogubiłam, ale nie zwątpiłam

do utraty tchu blog


Gdy w maju napisała do mnie Kasia Berska i zaproponowała pracę nad pierwszym czasopismem dla blogerów, nie wahałam się ani chwili. To był ten moment, gdy odmowa nie wchodziła w grę. Weszłam w ten projekt całym sercem, myślałam o nim bez przerwy i cieszyłam się jak szalona. Wierzyłam w jego powodzenie od początku i tak jest dziś, pół roku później. 


Praca nad magazynem otworzyła we mnie nowe pokłady kreatywności, organizacji, samodyscypliny. Każdego dnia rozwijam się i coraz bardziej podoba mi się to, co powstaje dzięki "Blogostrefie". Jednak muszę przyznać, że ostatnie miesiące nie zawsze były kolorowe i optymistyczne. Tworzenie czasopisma to ogromne przedsięwzięcie, które wymaga zupełnego oddania się sprawie. Tak też uczyniłam. I chyba trochę się pogubiłam. Tak po ludzku zachłysnęłam się tym wyzwaniem. Odpuściłam wiele, niektóre rzeczy zaniedbałam. Tylko córeczka i mąż potrafili ściągnąć mnie na ziemię i przypomnieć, że jest coś jeszcze. 


Powrót do pracy, opieka nad rocznym dzieckiem, zupełnie nowe obowiązki i odejście bliskiej mi osoby nieco mnie przygniotły. Czułam się zmęczona, zaczęło brakować mi tchu i zapału do dalszego działania. Właśnie wtedy musiałam odpuścić, w najgorszym możliwym dla mnie momencie. Nie pisałam, prawie nie czytałam (na szczęście nie zrezygnowałam z Lilusiowych książek), skupiłam się tylko na tym, co musiałam. Ograniczyłam obowiązki do minimum. Było mi z tym źle, bo wciąż miałam poczucie, że dopadła mnie codzienność, której nie chciałam. Rezygnacja z tego, co mnie napędzało i sprawiało, że jestem sobą, była bolesna. Jednak to było pouczające doświadczenie i dziś wiem, że bardzo mi potrzebne. 


do utraty tchu blog


Poukładałam sobie wszystko od początku, rozpisałam dzień na nowo i ruszyłam. Powoli, bez spiny i przymusu. Pisałam tylko wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Nauczyłam się odmawiać i realnie określać swoje możliwości, dzięki temu nie czuję presji. 


Po co o tym wszystkim piszę? Bo wiem, że nie tylko ja pędzę przez życie. Tłum popycha nas do przodu, a my czasami nieświadomie ulegamy, gubimy swój rytm. Przekonałam się, że pośpiech to nie jest najlepszy doradca i kompan do pracy. Nawet największy projekt, cudowna inicjatywa i jedyna TAKA okazja nie powiedzie się, gdy nie będziemy działać zgodnie z samym sobą.


do utraty tchu blog


Przede mną leży drugi numer "Blogostrefy". Wydrukowany, na pięknym papierze widzę swoje nazwisko i uśmiecham się z satysfakcją do siebie. Jestem dumna. Wiem, ile pracy nas, redakcję to wszystko kosztowało, ilu wspaniałych ludzi dołożyło cegiełkę do tego magazynu. Czuję też spokój, bo ten numer jest zdecydowanie lepiej dopracowany niż pierwszy. Pisanie artykułów do tego wydania sprawiło mi ogromną radość, bo emocjonalny dołek miałam już za sobą. 


Załoga "Blogostrefy" jest mądrzejsza o kolejny numer gazety. Mamy więcej pokory, ale wiadomo - apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc my również patrzymy w przyszłość pełni zapału. W Wasze ręce powoli trafiają zamówione egzemplarze, a do nas docierają pierwsze recenzje. Mimo licznych przeszkód wiemy, że druk to była dobra decyzja. Wydanie jest przepiękne. 


do utraty tchu blog


Przede mną leży moje małe spełnione marzenie. Bo marzenia się spełnia, nie czeka się aż się same spełnią... 😉



___________________________
⇩⇩⇩
Drugi numer magazynu możecie zamówić TU
Egzemplarze, które zostały zamówione do 23 października już zostały do Was wysłane. Zamówienia złożone po tym terminie będą realizowane podczas druku numeru trzeciego. 

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais

do utraty tchu blog


Lubię sięgać po literaturę dziecięcą. Jest ona dla mnie zdecydowanie większą niewiadomą niż ta dla dorosłych. Po tej drugiej najczęściej wiem czego się spodziewać, z książkami dla dzieci nie zawsze tak jest. Oprawa graficzna, jakość wydania i treść, która jest dla mnie niespodzianką. Za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem, że na kilku stronach można rozpisać wszystko to, co najważniejsze. Nie potrzeba wielu słów, aby dostrzec dobro i zło.


Myli się ten, kto sądzi, że literatura dla dzieci jest tylko i wyłącznie dla najmłodszych. Niekiedy treść tam zawarta lepiej przemówi do osoby dojrzałej i świadomej, która doceni kunszt i zrozumie przekaz. Dlatego tak ważne jest, aby nie rezygnować ze wspólnych, rodzinnych chwil z literaturą. Warto czasami odpuścić domowe obowiązki na chwilę rozmowy.


Czerwone wilczątko Amélie Fléchais


do utraty tchu blog


Inspiracji Czerwonym Kapturkiem jest mnóstwo, ale zabieg Amélie Fléchais jest czymś zupełnie innym. Ta świeżość w ujęciu klasycznej baśni sprawiła, że z ciekawością sięgnęłam po Czerwone wilczątko


Zamiast dziewczynki jest wilczątko w czerwonej pelerynie, które niesie babci pięknego zająca, upolowanego przez mamę wilczycę. Wilczątko ma pamiętać tylko, aby nie wchodzić do lasu martwych drzew, gdzie mieszka myśliwy i jego córka.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Fléchais, opierając się na wersji baśni Charlesa Perraulta, nadaje rys niepokorności małej bohaterce, która najpierw zjada niesiony posiłek dla staruszki, a potem ulega magii otoczenia i udaje się w podróż z napotkaną śliczną dziewczynką. 


do utraty tchu blog


Amélie Fléchais stworzyła opowieść pełną przewrotności, która nie kończy się wyłącznie na odwróceniu ról i umiejscowienia wilka w roli głównej bohaterki. Wilczątko jawi się jako urocze stworzenie, które naiwnie kroczy po ciemnym, tajemniczym lesie, nieświadome zła czyhającego tuż obok. Tym upiorem, którego musi się wystrzegać jest  człowiek. Ten zabieg jest dość ryzykownym posunięciem. Przecież od dawien dawna to wilk był przedstawiany jako potwór z ostrymi kłami, przebiegły, polujący na małe dzieci. 


do utraty tchu blog


Fléchais przedstawia to nieco inaczej. Serwuje czytelnikowi dwie wersje - ludzką i wilczą, podaną w nietypowej formie zasłyszanej pieśni. Każda z nich pozwala na dowolność interpretacji, nadając znanemu motywowi zupełnie nowe znaczenie. Baśń nie kończy się tak, jak można byłoby się spodziewać. Jest morał, który choć ukryty między wierszami, to jednak dla mnie był wystarczająco wymowny.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Przesłaniem Czerwonego wilczątka Amélie Fléchais jest nie tylko przykaz, aby słuchać dorosłych. Ja odczytałam ją przede wszystkim jako przestrogę przed tym, z jaką łatwością przenosimy swoje uprzedzenia, głęboką nietolerancję i pielęgnowaną nienawiść na niewinnych i ufnych małych ludzi. Scena, w której uradowana dziewczynka pokazuje swoje trofeum ojcu jest tak sugestywna, że nie trzeba zbyt wiele słów. 


Fléchais wyraźnie zaznacza: nie pogłębiajmy podziałów. Nie pozwólmy, aby kipiąca w nas, dorosłych złość i agresja przelewała się na nasze dzieci.



do utraty tchu blog


Czerwone wilczątko to jednak nie tylko wartościowa treść. Całość dopełniają przepiękne ilustracje autorstwa Fléchais. Grafiki, choć wypełnione niesamowitymi barwami, są również nieco mroczne. To nie jest szata, która zdobi popularne książeczki dla dzieci. Darmo w niej szukać infantylności, ilustracje jednocześnie urzekają oraz wprowadzają nastrój niepokoju i zwiastują zbliżający się dramatu. 


Treść, która zaskakuje dosadnością przekazu. 
Ilustracje, które czarują kolorem i artyzmem. 
Staranność wydania, które zasługuje na najwyższą ocenę. 


do utraty tchu blog


Według mnie Czerwone wilczątko Amélie Fléchais to nie jest bajka dla małych dzieci. Raczej lektura dla wrażliwego, ale także dojrzałego i świadomego czytelnika, który doceni kunszt tej pozycji. To prawdziwy majstersztyk.




Dane techniczne

Czerwone wilczątko Amélie Fléchais
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Oprawa: twarda
ISBN 978-83-64858-57-4

Zimowy zakątek na balkonie

Zimowy zakątek na balkonie

do utraty tchu blog


W ubiegłym tygodniu pisałam (na Facebooku i Instagramie, to tam bywam zdecydowanie częściej 😉), że zamierzam zabrać się za porządki na balkonie i przygotować go na zimę. Zazwyczaj wygląda to tak, że pozbywam się kwiatów z letniego sezonu, czyszczę oraz wynoszę do piwnicy wszystkie doniczki i meble. Zostawiam jedynie lampiony. Jednym słowem - totalny minimalizm. 😄 Zupełne przeciwieństwo tego, co mam na balkonie wiosną i latem, kiedy to w doniczkach są wszystkie kolory tęczy. 


Trochę smutno mi, gdy muszę pozbyć się tego wszystkiego i za moim oknem robi się zupełnie pusto. Jednak kolejny raz przekonałam się, że mam niesamowicie pomysłowych ludzi wokół. Dzięki Przestrzeniom tekstu zaczęłam zastanawiać się nad czymś zupełnie nowym, a mianowicie zamarzył mi się zimy zakątek na balkonie. Jestem przeszczęśliwa, że ten temat wypłynął w komentarzach, bo dzięki temu czuję jak budzą się moje uśpione pokłady kreatywności. 😆


Przeszukałam Internety, poczytałam trochę na forum ogrodniczym o zimowych roślinach, zajrzałam do mojej skarbnicy inspiracji - Pinteresta i już powoli kiełkuje w mojej głowie pomysł na zimowy balkon. 


Wiem, że muszę zaopatrzyć się w otulinę, którą będę mogła przykryć roślinki, gdy nadejdą silne mrozy. Choć szczerze w to wątpię - nasza polska zima jest w ostatnich latach niezwykle łagodna. Chciałabym, aby na balkonie pojawił się jakiś iglasty krzew, który będę mogła ozdobić światełkami. Zostaną lampiony. Może przygotuję jakąś kompozycję z szyszek (chyba to naprawdę polubiłam, gdy wykonywałam swoje szyszkowe wianki). Doczytałam również, że odporne na niską temperaturę są takie roślinki, jak bluszcz, trzmielina, bukszpan, kostrzewa sina, bordowe żurawki, czy golteria. 


Na koniec zostawiam Wam kilka cudownych aranżacji z Pinteresta, które może kogoś zainspirują i zmotywują do stworzenia zimowego kącika w betonowej dżungli. 😉 


żródło

źródło

źródło

źródło

żródło

żródło

Moim małym celem jest odczarować listopad, przegonić pesymizm, choroby (te niestety wciąż nie odpuszczają - teraz w domu mam chorego na ospę męża 😩) i cieszyć się, że już niebawem mój ulubiony czas w roku - Boże Narodzenie! 😍



Dobrego tygodnia!


Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger