#UWAŻNIEJ / październik 2017

#UWAŻNIEJ / październik 2017

do utraty tchu blog


Litry kawy, długie (niekiedy bezsenne noce), godziny karmienia z Lilusią, choroby, choroby, ospa, choroby... Tak minął mi październik. No dobrze, nie było tak źle, bo jednak udało mi się sporo poczytać, trochę pooglądać, zamknąć kolejny numer "Blogostrefy", napisać kilka tekstów na blogu i pobyć w domu - tak po prostu, razem. Pomijając ten fragment o infekcjach, to o takiej jesieni marzyłam. Z książką, zapachem ciasta drożdżowego i deszczowym jazzem w tle. 

Zapraszam Cię na moje październikowe UWAŻNIEJ. Zaparz sobie porządny kubek aromatycznej herbaty/kawy i spędź ze mną tę niespieszną chwilę.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ nieco zmęczona, a moje zmęczenie spowodowane jest ciągnącymi się od września chorobami, które nieco komplikują nam rozkład codziennej jazdy. Ten miesiąc kończymy ospą Lilki. Chciałabym wykrzesać w sobie trochę optymizmu i cieszyć się, że już to za nami. Mam jednak świadomość obniżonej odporności mojej dziewczynki, która może teraz spowodować kolejne infekcje, a w żłobku są one dość częste. Do tego Lili bywa uparta, płaczliwa, wciąż domaga się karmienia. Ciężki przed nami czas emocjonalnego skoku rozwojowego, ale przecież to tylko chwilowe. 😉


Z drugiej strony w końcu poradziłam sobie z chaosem w głowie. Myśli mam przejrzyste i poukładane. Wiem, jak chciałabym, aby wyglądały najbliższe tygodnie i nad czym będę pracować. Potrzebuję rutyny, spokoju i wyciszenia, a porządek wokół i w środku mi to po prostu ułatwia. 



PRACUJĘ NAD organizacją i planowaniem. Prowadzę BuJo od kilku miesięcy, ale nie jest on tak rozpisany, jak na zdjęciach z Printeresta. Znajdują się tam najpotrzebniejsze notatki, dzięki którym ogarniam dzień powszedni. Potrzebowałam jednak kopniaka motywacyjnego, dlatego biorę udział w projekcie Kasi z bloga WorQshop - Kreatywne Planowanie. Na czym to polega? Zapisałam się na listę i co tydzień będę otrzymywać materiały i porady, jak nauczyć się w odpowiedni sposób organizować swój czas. Jestem pełna zapału i z uśmiechem na ustach czytam kolejne pomocne wiadomości od Kasi. 


do utraty tchu blog


SŁUCHAM kawiarnianego jazzu. Uwielbiam przy tych dźwiękach pracować, czytać, sprzątać, pić kawę... Pisząc te słowa, wsłuchuję się w melodię. Kojąca, uspokajająca, nastrojowa. Piękna, prawda? 😊



OGLĄDAM ostatnio seriale. Wraz z jesienią pojawił się nowy sezon Chirurgów, których po prostu kocham. Ponadto za mną pierwszy odcinek Belfra. Niestety w tym przypadku mam mieszane odczucia. 😏 Wciąż oglądam Przyjaciół, ale akurat to jest niezmienny element mojej codzienność od jakiś 10 lat. 🙊 Serio, oglądam ich bez przerwy. Wiąże się z tym też dość zabawna historia, bo w ciąży w kółko odtwarzałam stare odcinki, przy nich zaczęłam rodzić i gdy dziś Lilka słyszy melodię rozpoczynającą ten serial, -śmieje się i tańczy. 😄


W październiku udało mi się również obejrzeć wyjątkowy film, który skłania do refleksji i jest naprawdę wart polecenia. To film Ja, Daniel Blake. Po prostu musisz to zobaczyć.





CZYTAM nieustannie i bardzo się z tego cieszę. Sięgam po książki Lilusiowe i to one w ostatnim czasie zawładnęły blogiem. Taki urok pracy w książkach. Mam do nich nieograniczony dostęp i każdego dnia w moje ręce trafiają literackie perełki.



Na szczęście znajduję w tym wszystkim miejsce na moje dorosłe książki. W październiku odbyłam ciekawe spotkanie z Katarzyną Kołczewską przy okazji lektury jej najnowszej powieści Odzyskać utracone. To historia dwudziestotrzyletniej Mirandy, która po 10 latach wraca do powojennego Białegostoku z zesłania na Syberię. Młoda kobieta musi się zmierzyć z tym, co zostawiła w przyszłości i z tym, co zastała na miejscu. Powrót do domu, którego tak naprawdę już nie ma. To również niesamowita historia ludzi, którzy zostali. Opowieść o stracie, okrucieństwie wojny i doświadczeniach, które jednocześnie niszczą i budują.


Po tak ciężkiej powieści potrzebowałam czegoś lekkiego, sięgnęłam więc po Cecelię Ahern i jej książkę Lirogon. To była bajka. Przyjemna, wciągająca, idealna na długie, jesienne wieczory.




CZEKAM NA drugi numer magazynu "Blogostrefa. Jedyne takie czasopismo dla blogerów", który już na początku listopada powinien do mnie dotrzeć oraz do innych czytelników. Jestem podekscytowana, bo ponownie udało mi się przekazać materiał swojego autorstwa, a także pozyskać treści od osób, które znają się na blogowaniu, piszą z pasją i inspirują innych. To jednak nie wszystkie powody do radości - nowy numer gazety pojawi się nie tylko w wersji elektronicznej, ale papierowej! To będzie petarda!


| DRUGI NUMER MAGAZYNU | Uchylamy rąbka tajemnicy i prezentujemy Wam okładkę. 🙂 W magazynie znajdziecie między innymi: - STO LAT KIKI - kim była Kika Szaszkiewczowa, najstarsza polska blogerka? Jak powstał blog "Moje pierwsze sto lat" i co blogowanie mogło dać stulatce? Niesamowita historia Kiki to opowieść, którą powinien przeczytać każdy bloger! Ponadto: - Jak się nie sprzedać i pozostać sobą? Zarządzanie wizerunkiem blogera; - Dieta bezsocialmediowa; - Gadżety blogera - biegacza czytacza; - Blog-life balance; - Konkursy pod lupą; - Self-publishing - wydaje się ciekawie! W tym numerze także: nadchodzące wydarzenia w polskiej blogosferze, literackie inspiracje, smaki jesieni i sposoby na deszczową chandrę, modny bloger i wiele innych ciekawych artykułów. Drugi numer czasopisma możecie nabyć już w sklepie. Link w bio! ❤️ Wysyłka odbędzie się 30.10.2017 roku. _________________________________ #blogostrefa #blogosfera #okładka #blogowanie #czasopismo #magazyn #czasopismodlablogerów #dlablogerów #blogerka #blog #blogerzy #nowynumer #premiera #nowość
Post udostępniony przez Blogostrefa (@blogostrefa)

JESTEM WDZIĘCZNA za ludzi wokół. Każdego dnia doceniam, że zdecydowanie częściej spotykam się życzliwością i pozytywną energią. Może to naiwne, ale wierzę, że jeszcze stać innych na bezinteresowność i chęć dzielenia się tym, co  dobre.



A jak Twój październik? Czy to był dobry miesiąc? Czy spotkało Cię coś ciekawego, może na coś czekasz? Koniecznie podziel się ze mną tym w komentarzu!


do utraty tchu blog


PS Może zdarzyć się tak, że październikowe wpisy na blogu gdzieś Ci umknęły w czeluściach Internetu. Dlatego poniżej zostawiam Ci linki do wszystkich postów:




Uffff, to już wszystko! Ale w październiku było książkowo... 😀 I jesiennie. Ta pora roku zdecydowanie uwielbia pozować do zdjęć.


Przesyłam moc uścisków!


* * *



Uważniej to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 

Dlaczego piszę pozytywne recenzje książek?

Dlaczego piszę pozytywne recenzje książek?

do utraty tchu blog


W ostatnim czasie na blogu znów zrobiło się książkowo. Teksty okołoliterackie pojawiają się znacznie częściej, niż inne. Zupełnie mnie to nie dziwi, wszak Do utraty tchu wykluło się z miłości do książek. Naturalnie, bez żadnego planu czytelnicza pasja ponownie zawładnęła moją codziennością i to z podwójną mocą. Domowe półki goszczą nie tylko lektury dla dorosłych, ale także te dla dzieci. Co więcej, tych drugich jest zdecydowanie więcej. Po trosze to zasługa pracy, ale i misji, jakiej się podjęłam - chcę wypuścić w świat czytającego człowieka. Na chwilę obecną córeczka uwielbia książki, a jak będzie dalej - czas pokaże.


Książki do naszego domu trafiają różnymi drogami - są kupowane, wypożyczane, ale nie ukrywam, że wiele otrzymuję od wydawnictw. Takie prezenty rzadko są bezinteresowne i często wiążą się z pewnymi zobowiązaniami - zrecenzowaniem, zaprezentowaniem w mediach społecznościowych, ale bywa też i tak, że są tylko i wyłącznie podarunkiem. Podjęcie się współpracy z wydawcami jest bardzo korzystne dla książkoholika, ale może być również powodem oskarżeń o brak obiektywizmu w ocenie danego tytułu.


Czy bloger literacki faktycznie ma obowiązek pisania peanów na cześć otrzymanego od wydawnictwa egzemplarza? Oczywiście, że nie. Dlaczego w takim razie nie znajdziesz u mnie krytycznych recenzji? Podczas trzech lat blogowania wypracowałam pewien system, którym kieruję się podczas nawiązywania kolejnych współprac z wydawcami. To własnie dzięki prostym i zrozumiałym regułom nie mam problemu z recenzowaniem przesyłanych mi pozycji i zazwyczaj są to pochwalne teksty.


do utraty tchu blog


Mam wybór

Od początku przygody z wydawnictwami jestem wierna swoim literackim upodobaniom. Rzadko skaczę z jednego na drugi gatunkowy kwiatek. Pięć lat studiów polonistycznych, drugie tyle pracy wśród książek ustabilizowało mój gusty czytelniczy. Od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć po coś zupełnie innego, aby nie zamykać się na nowinki literackie, jednak zazwyczaj po prostu wiem, co lubię. Selektywność w wyborze lektury jest również obecna podczas kontaktu z wydawnictwami. Nie przyjmuję wszystkich oferowanych mi książek. Godzę się wyłącznie na te, które znajdują się w obszarze moich zainteresowań.


Warto pamiętać, że bloger literacki jest równorzędnym partnerem dla wydawnictw. Nie musi przyjmować postawy książkowego żebracza, który za darmochę napisze wszystko, czego oczekuje druga strona. Pamiętaj, blogerze, że masz wybór. To Ty możesz przejrzeć zasoby danego wydawnictwa i wybrać te tytuły, które chcesz przeczytać. Sądzę, że dla większości blogerów literackich jest to oczywiste. Niemniej wiele osób o tym  nie pamięta i być może stąd pojawiają się oskarżenia o brak obiektywizmu w ostatecznej ocenie recenzowanej książki.


Samodzielny wybór książek, przyjmowanych do recenzji sprawia, że rzadko zdarza mi się trafiać na totalne buble, a co się z tym wiąże - nie muszę pisać krytycznych postów. Jeśli nawet coś mi nie pasuje w danej książce (może przecież tak się zdarzyć, bo prezenty od wydawnictw to trochę taki kot w worku), sygnalizuję to. Staram się jednak nie pisać o tych pozycjach, które zupełnie mnie nie porwały. Dlaczego? O tym poniżej.



Szanuję swój czas

Od kiedy zostałam mamą mój czas nieco się skurczył, a ja nauczyłam się korzystać z niego na maxa. Jeśli trafiam na beznadziejną książkę, która totalnie mnie upodliła, nie wyobrażam sobie, aby marnować kolejne cenne chwile na pisanie o niej. Nie ma mowy! 🙊😂


Jeśli wcześniej ustaliłam takie postępowanie z wydawnictwem, nie widzę w tym nic zdrożnego. Podjęłam decyzję, że na blogu będę pokazywać tylko te książki, które są według mnie godne polecenia (i mojego czasu, który poświęcę na pracę z nimi). Tego się trzymam i jest mi z tym dobrze.


Jest jeszcze jedna dyskusyjna kwestia - nie lubię pisać źle o literaturze. Owszem, wiele razy natknęłam się na gniota. Jednak moja profesja nauczyła mnie, że to, co dla mnie może być grafomanią, dla kogoś innego może okazać się cudowną literacka wyprawą.


do utraty tchu blog


Uwielbiam czytać. Książki są dla mnie jak powietrze i nie wyobrażam sobie codzienności bez nich. Z przyjemnością o nich piszę i rozmawiam. Mam jednak wybór, dlatego stawiam na to, co mnie oczarowało, co spokojnie polecam i nie martwię się, że ktoś zmarnuje przeze mnie swój czas.


Jaki jest Twój stosunek do recenzji - czytasz, nie czytasz? Czy kierujesz się nimi przy wyborze kolejnej lektury? Czy negatywny odbiór innego czytelnika ma dla Ciebie w ogóle znaczenie? Daj znać, co o tym myślisz! 



5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni

5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni

do utraty tchu blog


Lubię jesień. Jak każda inna pora roku ma swój niepowtarzalny urok. Tańczące liście na wietrze, ścielące kolorowy dywan. Deszcz stukający o szyby. Nawet ten szary krajobraz, który zdecydowanie najczęściej gości u nas w tym czasie, można zaakceptować. Bo tylko wtedy tak dobrze smakuje gorące kakao, obowiązkowo z ciastem drożdżowym. Oczywiście można narzekać, ale po co? Czy to coś zmieni? Za punkt honoru obrałam sobie codzienny optymizm i tak też staram się pokazać świat mojej córeczce. Chciałabym, aby potrafiła cieszyć się z deszczowego powietrza, kolorowych drzew i błotnistych kałuż do skakania. 


Jesień można polubić. Można ją oglądać, smakować, ale także czytać o niej. Literatura jest idealnym materiałem do dyskusji i refleksji, szczególnie dziecięca. Plastyczne opisy oraz piękna szata graficzna sprawiają, że codzienność nabiera magicznych barw. 


Mam dla Was 5 wyjątkowych książek dla dzieci o jesieni, dzięki którym nie tylko najmłodsi rozkochają się w tej porze roku, ale może i nieco starsi zerkną na nią łaskawszym okiem. 




5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni


do utraty tchu blog



1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, kiedy jest jesień Sam McBratney

do utraty tchu blog


Pierwsza część o Małym Brązowym Zajączku i jego dużym przyjacielu, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham to jedna z naszych pierwszych lektur. Czytałam ją Lili, gdy była maleńka, może dlatego darzę ją takim ciepłym uczuciem. Pozostałe wydania o czterech porach roku naturalnie weszły w nasz domowy kanon lektur. 



do utraty tchu blog


Pewnego dnia wiatr przywiał duży, brązowy karton. Okazało się, że w środku jest zupełnie pusty. Mały Brązowy Zajączek postanowił spłatać psikusa Dużemu Brązowemu Zajączkowi, jednocześnie odkrywając krainę wyobraźni, pełną ciekawych zabaw na jesienne dni. 






2. Jesień na ulicy Czereśniowej Rotraut Susanne Berner
do utraty tchu blog


Niesamowicie ciekawa, wypełniona po brzegi zabawnymi sytuacjami książeczka obrazkowa, która ukazuje jesienną krzątaninę mieszkańców ulicy Czereśniowej. Choć nie znajdziemy w niej tekstu, to jednak bez problemu poznamy historię bohaterów książki. 


Idealna do snucia opowieści i wyszukiwania szczegółów. Sądziłam początkowo, że dla półtorarocznego brzdąca może być zbyt skomplikowana graficznie, ale Lili szybko wyprowadziła mnie z błędu i rozpoczęła przygodę od wyszukiwania miau na obrazkach. 😸






3. Biedny Pettson Sven Nordqvist
do utraty tchu blog


Jest jesień i każdy ma czasami taki dzień, że nic się nie chce, a jedyne o czym się marzy, to aby ten dzień jak najszybciej dobiegł końca. Pettson coś o tym wie. Za oknem deszcz, w powietrzu unosi się mgła, a on ma bardzo zły humor. Na nic starania Findusa, jego psotnego kota. Z każdym kolejnym pomysłem Findusa, staruszek jest coraz bardziej zirytowany. 



do utraty tchu blog

Jeśli choć raz zdarzyło się Wam poznać jedną z historii Pettsona i Findusa, to wiecie, że ten kociak się nie poddaje. Findus znajdzie sposób, aby pokazać Pettsonowi, że jesień może być piękna i radosna. 






4. Mama Mu buduje Jujja Tomas Wieslander
do utraty tchu blog


Fajnie mieć domek na drzewie. Jeszcze fajniej, gdy wokół szeleszczą kolorowe liście, a wokół jest tak pięknie, złociście, jesiennie. Mamie Mu również marzy się domek i postanawia taki zbudować. To nic, że jest krową, że gwóźdź jest jakiś krzywy, a deska nierówno przycięta. I nawet narzekanie Pana Wrony nie powstrzyma jej przed dobrą zabawą. 


Pocieszne dialogi oraz ilustracje autorstwa Svena Nordqista, znanego już z opowieści o Pettsonie i Findusie, genialnie oddają klimat skandynawskiej literatury dla dzieci.





5. Jak dobrze mieć sąsiadów Ciara Flood

do utraty tchu blog


No, dobrze - to nie jest książka tylko o jesieni, ale ta piękna pora roku pojawia się w tle opowieści. Jednak historia zwalistego, gburowatego misia, ceniącego sobie samotność i niesfornych, hałaśliwych zajączków jest tak urzekająca, że po prostu musiałam umieścić ją w tym zestawieniu. To książeczka, po którą warto sięgnąć właśnie o tej porze roku, bo dzięki niej robi się tak ciepło na sercu.




Jesień bywa piękna i da się lubić. Nawet, gdy pada deszcz, jest szaro i ponuro. Właśnie wtedy można bezkarnie zawinąć się w kocyk i poczytać. 😊 Jestem ciekawa, czy macie jakieś książki, po które najprzyjemniej sięga się właśnie o tej porze roku. 



Z Lilusiowej biblioteczki: "Mysi Domek" Kariny Schaapman

Z Lilusiowej biblioteczki: "Mysi Domek" Kariny Schaapman

do utraty tchu blog


Za każdym razem, gdy wybieram literaturę dla mojej córeczki staram się kierować atrakcyjnością dla półtorarocznego dziecka. Mimo szczerych chęci, ciężko mi jednak nie poddać się własnym upodobaniom - staranne wydanie, ciekawa szata graficzne oraz treść, która zainteresuje nie tylko Lilkę, ale także i mnie. Jestem przekonana, że to właśnie precyzyjny dobór lektury sprawił, że obie uwielbiamy ten wspólnie spędzony czas z książkami. Z wielką radością i nieukrywaną dumą odkryliśmy ostatnio z mężem, że nasza dziewczynka zaczęła czytać sama na głos. Oczywiście snuje historie w tylko sobie znanym języku, ale robi to tak uroczo, że moje biblioteczne serce robi podwójne salto. 😍


Kilka tygodni temu dostałyśmy przesyłkę od Wydawnictwa Media Rodzina, w której znajdowały się cztery tytuły, składające się na serię Mysi Domek autorstwa Kariny Schaapman. Gdy po raz pierwszy wzięłam w dłonie podarowane nam książki, czułam się jak podlotek doznający pierwszej miłości. Już wtedy wiedziałam, że przepadłam. Nie pomyliłam się, bo dziś nadal pozostaje pod ogromnym wrażeniem tego prezentu. 


Mysi Domek Kariny Schaapman


do utraty tchu blog


Mysi Domek to dzieło Kariny Schaapman. Autorka zaprojektowała i zbudowała makietę, która miała stanowić tło dla wymyślonych przez nią opowieści. Czy faktycznie zamysł Schaapman się powiódł? Niekoniecznie, bo w moim odczuciu magia Mysiego Domku zdecydowanie zdominowała krótkie historyjki. To raczej one stanowią dodatek do tych kunsztownie przygotowanych fotografii, które według mnie są małymi arcydziełami sztuki.


Wyjątkowy domek

Gdy byłam małą dziewczynką z upodobaniem budowałam domki dla lalek. Codziennie powstawały nowe konstrukcje - czasami były to puste kartony, innym razem wznosiłam ściany z książek, wypełniając miniaturowe przestrzenie przypadkowo znalezionymi przedmiotami. Schaapman Mysi Domek zbudowała właśnie z pudełek  i papieru mâché, jego wnętrze zaś wyposażyła autentycznymi materiałami pochodzącymi z lat 50., 60. i 70. XX wieku. Ponad sto pomieszczeń, przejść, zakamarków robi naprawdę niesamowite wrażenie.


Okazuje się, że w środku wciąż jestem tą małą dziewczynką, która każdego dnia stawała się lalkowym architektem. Ostatnio z utęsknieniem wyczekuję wieczorów, gdy po codziennej bieganinie otulam się ciepłym kocem i czytam Lili kolejne przygody małych bohaterów Mysiego Domku.


do utraty tchu blog


Mieszkańcy Mysiego Domku

Przewodnikami po tym niezwykłym miejscu są dwie sympatyczne myszki, Sam i Julia. Sam mieszka z rodzicami i licznym rodzeństwem. Oprócz nich ma jeszcze babcie, dziadków, ciocie, wujków i kuzynów. Sam jest uprzywilejowaną myszką, pochodzącą z zamożnego domu, ale jest nieco wstydliwy i nieśmiały. Julia zaś mieszka tylko z mamą. Choć jej domek liczy wyłącznie jeden maleńki pokoik, a jej życie jest bardzo skromne, to Julia jest bardzo odważną, radosną i rezolutną myszką.

Sam i Julia są najlepszymi przyjaciółmi na świecie i wszystkim się ze sobą dzielą. 


do utraty tchu blog


Oczywiście dwie urocze myszki to nie jedyni lokatorzy tego magicznego miejsca, pełnego ciekawych zakamarków. W Mysim Domku mamy cały przekrój przez gryzoniowe społeczeństwo: są naukowcy, jak tata Sama, jest pisarka, malarz, szmaciarz, dziadek marynarz mieszkający na samej górze i pracownicy kotłowni, która ukryta jest pod domkiem. Mieszkańcy mogą również odwiedzić mydlarnię, pasmanterię, czy sklep z galanterią skórzaną, a każde z tych miejsc jest wypełnione maleńkimi przedmiotami. Wszystko to sprawia, że Mysi Domek jest tak realny, a jednocześnie bajkowy, że oglądanie go to prawdziwa uczta dla oczu.



Zwykłe niezwykłe przygody małych myszek

Po pierwszym spotkaniu z Samem i Julią można mieć poczucie, że ich świat jest łudząco podobny do tego prawdziwego, dziecięcego. Jest wielorodzinny dom, w którym można dostrzec dyskretne podziały klasowe, niewidoczne zaś dla prostych serduszek małych myszek. Jest tajemnicze miejsce i szkatułka pełna skarbów, ukryta pod ruszającą się belką. Są też przygody, które mogą przytrafić się każdemu.


Niezwykłość tej historii tkwi w wyobraźni autorki, która według mnie jest wprost fenomenalna. Jaki trzeba mieć talent, aby stworzyć coś tak doskonałego! Zadziwia mnie staranność i odwzorowanie rzeczywistości, precyzyjność i pomysłowość. Moje zachwyty odnoszą się do szaty graficznej, bo treści mogłyby zostać nieco bardziej dopracowane. Teksty, które stanowią dopełnienie do zamieszczonych fotografii są krótkie, co z pewnością jest zaletą podczas czytania najmłodszym wiercipiętkom. Niemniej można odnieść wrażenie, że zostały one urwane w połowie historii, bo już na kolejnej stronie mamy zupełnie nową scenę. Wszystko to sprawia, iż opowieści o Samie i Julii czyta się jak serial, który serwuje nam całą historię w krótkich kadrach. Na szczęście tę czytelniczą konsternację ratują zdjęcia Mysiego Domku, od których naprawdę ciężko oderwać wzrok.


do utraty tchu blog


Cztery spotkania z Mysim Domkiem

Na serię o przygodach myszek składają się cztery książeczki. W każdej z nich mamy inny temat przewodni, który przenosi Sama i Julię oraz czytelnika w ciekawe miejsce.


  • Mysi Domek. Sam i Julia - to pierwsza część o myszkach, dlatego też znajdziemy w niej opowieści o sympatycznym duecie oraz ich najbliższym otoczeniu;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w teatrze - Sam przygotowuje się do wystąpienia na prawdziwej scenie teatralnej. Musi zagrać na trąbce, ale trochę się denerwuje. Może oczywiście liczyć na niezastąpioną Julię, która - jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało - pomaga mu w próbach. Julia zaś przekona się, że nie powinna zjeżdżać na hulajnodze ze schodów, bo może skończyć się to twardym upadkiem;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w cyrku - do miasteczka przyjeżdża cyrk, prawdziwy cyrk! Rozpoczynają się też upragnione wakacje, ale niestety para mysi przyjaciół musi się na chwilę rozstać, bo Julia wraz z mamą udaje się w cyrkową trasę, bowiem jej mama będzie gotować  obiady artystom. Mimo rozłąki myszki czeka niezapomniane lato;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w lunaparku - czy są na świecie dzieci, które nie ucieszyłyby się z wizyty w krainie pełnej zabawek? Piłeczki, tor z autami, tunele, karuzele... Niestety każda taka atrakcja jest niesamowicie droga. Przekonają się o tym Sam i Julia. Myszki nie mają aż tyle pieniędzy, aby skorzystać z takich atrakcji. Mają jednak plan, jak zarobić na bilety do wesołego miasteczka.


do utraty tchu blog


Wszystkie cztery książki oprawione są w twardą okładkę, w środku kryjąc treści i piękne fotografie na dobrej jakości papierze. Kunsztowne wykonanie - zarówno Mysiego Domku, jak i pracy wydawniczej - to zdecydowanie wielka zaleta tej serii.


Mysi Domek Kariny Schaapman to niezwykle ciepła, pełna zabawnych anegdot, opowieść o przyjaźni dwóch myszek, który razem są gotowe dokonać znacznie więcej, niż ich małe rozumki są w stanie pojąć. Jedno ma to, czego drugiemu brakuje i odwrotnie. Duet idealny. 




Pozostając wciąż pod ogromnym wrażeniem książek o Mysim Domku, szczerze polecam!




Dane techniczne

Karina Scaapman
Mysi Domek. Sam i Julia 
Mysi Domek. sam i Julia w teatrze
Mysi Domek. Sam i Julia w cyrku
Mysi Domek. Sam i Julia w lunaparku

Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Mysi Domek
Oprawa: twarda

"Blogostrefa" w wersji papierowej! Kulisy powstawania drugiego numeru czasopisma dla blogerów

"Blogostrefa" w wersji papierowej! Kulisy powstawania drugiego numeru czasopisma dla blogerów

do utraty tchu blog


Gdy prawie trzy lata temu opublikowałam swój pierwszy wpis na blogu, nie zastanawiałam się nad tym, z czym to się wiąże. Przyświecał mi jeden cel - chciałam pisać. Nie wiedziałam jeszcze, że blogowanie rządzi się swoimi prawami, że będę musiała się dokształcać, dbać o zasięgi, poświęcać temu coraz więcej czasu, a o zarządzaniem własnym wizerunkiem nie myślałam wcale. 


Dziś, 185 wpisów później, jestem nieco mądrzejsza, ale tylko trochę, bo mój blog nadal jest bardziej po mojemu i bywa oporny na blogowy marketing. Gdybym jednak miała zacząć w tym miejscu, w którym jestem teraz, pewnie wiele rzeczy zrobiłabym już na początku, nie popełniałabym tych samych błędów, ale przede wszystkim byłabym świadoma, że spójny i autentyczny wizerunek blogera to kwestia, o którą należy zadbać od pierwszego wypuszczonego tekstu w sieci. Co prawda, pocieszające jest, że nie jestem osamotniona w blogowym błądzeniu, ale z szacunku do swojej pracy i czasu wolałabym tego uniknąć.



Jak się nie sprzedać i nadal pozostać sobą? 

Zarządzanie wizerunkiem blogera 


Tworząc w sieci bardzo łatwo popaść w pułapkę lajków, statystyk i chęci bycia top ⇧. Dążąc do blogowego sukcesu jesteśmy w stanie wiele poświęcić, nawet własną twarz. Naturalność i autentyzm szybko mogą zostać zastąpione kreacją, która niekoniecznie jest zgodna z naszymi przekonaniami, ale za to skutecznie zwiększa zasięgi i dostarcza kolejnych ofert współpracy. Owszem, Internet to dobry sposób na biznes i nie ma nic w tym złego. Jednak mnie wciąż zastanawia, jak odnaleźć ten złoty środek pisząc w sieci? Jak tworzyć i się nie sprzedać? Jak pozostać sobą w blogowaniu?


Ten dyskusyjny temat budzi również Wasze zainteresowanie, co zaznaczaliście w wypowiedziach konkursowych na naszym profilu facebookowym. Jako redakcja magazynu dla blogerów chcemy wyjść Wam na przeciw, dlatego w kolejnym numerze "Blogostrefy" pojawi się tekst o zarządzaniu własnym wizerunkiem w sieci. Z ogromną radością podjęłam się napisania tego artykułu, ale mam w sobie jednak nieco pokory i doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jestem ekspertem od blogowego marketingu. Najlepiej szukać inspiracji u tych, którzy odnieśli sukces i faktycznie mają czym się pochwalić. Z tego też powodu zaprosiłam do współpracy 5 rozpoznawalnych internetowych twórców, których pozycja w polskiej blogosferze jest ugruntowana, a ich doświadczenie w branży godne uwagi. Jeśli jesteście ciekawi kto opowiedział mi o swoim sposobie na blogowy sukces oraz zdradził jak umiejętnie zarządzać wizerunkiem w sieci, to serdecznie zapraszam Was do lektury drugiego numeru magazynu.



"Blogosfera" w wersji papierowej


Po premierze czasopisma marzył się Wam papier. Nie ma co ukrywać, nam również. Dlatego nie mogło stać się inaczej i drugi numer "Blogostrefy" będziecie mogli przeczytać nie tylko w wersji elektronicznej (PDF), ale i papierowej. Co więcej, ruszyła już przedsprzedaż. Czasopismo możecie kupić w sklepie na naszym portalu: 


Przygotowaliśmy dla Was naprawdę korzystne ceny. Przekonajcie się sami ⇨ Blogostrefa/SKLEP.



do utraty tchu blog


"Blogostrefa" - twórcy dla twórców


Od początku podkreślałyśmy, że magazyn będzie tworzony nie tylko przez nas, sześcioosobowy zespół redakcyjny, ale będziemy zapraszać do współpracy również innych twórców i specjalistów, aby dostarczyć czytelnikom jak najwięcej wartościowych treści. Każda z redaktorek wybiera swój podzespół, który współtworzy artykuły do kolejnych numerów. Tym razem udało mi się nawiązać aż 5 owocnych współprac:

  • Kasia Rakowska zdradzi tajniki YouTube'a, a zna się na rzeczy, bo z powodzeniem nagrywa już od lat. Początkowo prowadziła kanał typowo kobiecy, obecnie zaś towarzyszy jej urocza Megi, która jest... buldogiem francuskim i to właśnie Megi jest bohaterką nowego kanału Kasi;

  • Kasia Targosz, która znana jest w Internetach jako Matka Na Szczycie opowie o tym, dlaczego warto wyruszyć w drogę w... listopadzie! Jeśli zastanawiacie się, czy znajdzie się takie miejsce, które skłoni kogoś do opuszczenia jesiennego kokonu, to gwarantuję Wam, że Kasia Wam o nim opowie;

  • Pozostając w temacie jesieni, chciałabym Was zaprosić również do lektury artykułu Joli Piasty, która kusi na swoim blogu Make Life Tasty obłędnymi daniami i zdjęciami, od których zapiera dech w piersi. Jola podzieli się z nami przepisem na jesienne smutki, a zrobi to w wyjątkowo ciepły i klimatyczny sposób. Tak, jak to Jola potrafi najlepiej;

  • Skoro było coś dla duszy, to teraz pora na ciało! Manicure hybrydowy to trend, który utrzymuje się wciąż w czołówce od kilku sezonów. Jeśli są tu panie, które zastanawiają się, jak umiejętnie dbać o takie paznokcie oraz, co będzie modne w nadchodzących miesiącach, powinny zajrzeć do tekstu Agaty Dragun, autorki bloga Freewolność;

  • Na koniec zostawiłam artykuł Kamili Paszelke, autorki bloga Uważniej, która podzieliła się swoją wiedzą i poruszyła temat, który wciąż jest w pewien sposób społecznym tabu, bo niewygodny, drażliwy, krępujący. Niesamowicie ważny to tekst, dlatego gorąco zachęcam Was do lektury.



Premiera drugiego numeru "Blogostrefy" już wkrótce!


Tak, to już w październiku będziemy znów mogli przekazać w Wasze ręce efekt naszej dwumiesięcznej pracy. W kolejnym wydaniu znajdziecie mnóstwo blogowych porad, garść konkretów, motywacji do rozwoju, ale i inspirujących rozmów, wartościowej literatury... Szeroki wachlarz tematyczny sprawi, że z pewnością każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie, i wcale nie musi być blogerem, aby sięgnąć po "Blogostrefę". 😉


Do przeczytania!



____________________________
Kolejny numer magazynu możesz zamówić ⇨ TU.

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger