#UWAŻNIEJ / sierpień - wrzesień 2017

#UWAŻNIEJ / sierpień - wrzesień 2017

do utraty tchu blog


Ostatni wpis z tej serii pojawił się na początku sierpnia i był podsumowaniem lipca. Nie zapomniałam, ta prawie dwumiesięczna przerwa była przemyślaną decyzją. Ostatnie tygodnie były dla mnie szalone, a zarazem wyciszające. Nie pomyliłam się, dokładnie tak było. 😉 Jeśli jesteście ciekawi, co zaprzątało moja głowę w sierpniu i wrześniu, to serdecznie zapraszam Was do lektury. 



CZUJĘ jesień i... jest mi z tym dobrze! Tak, jak przypuszczałam, wraz z nadejściem września w końcu zaczęłam zwalniać, a tym samym odpoczywać. Po wielu intensywnych dniach potrzebowałam ciszy i spokoju. Uporałam się ze wszystkimi pilnymi zleceniami i mogę bez wyrzutów sumienia cieszyć się tym, co tu i teraz. Oglądam, czytam, ale przede wszystkim łapię wspólne chwile z Lilką. 


Nasza dziewczynka od września rozpoczęła swoją przygodę ze żłobkiem i po prostu nie mogę wyjść z podziwu dla jej dzielności. Lilka to fighterka. Nie płacze podczas rozstań, co więcej - tak się rwie do dzieci, że czasami nie zdążę ukraść jej buziaka. Ostatnio choroba trochę  pokrzyżowała nam plany, ale nie poddajemy się. 



PRACUJĘ NAD Blogostrefą. Nic się nie zmieniło, czasopismo nadal zajmuję większą część mojego wolnego czasu. Oddałam już cały zgromadzony materiał do drugiego numeru, ale to nie oznacza, że praca nad kolejnym wydaniem dobiegła końca. Podjęłyśmy decyzję, że drugi numer magazynu zostanie wydany tradycyjnie, na papierze. To jest powód do ogromnej radości, ale także duża odpowiedzialność. Z całego naszego redakcyjnego serca chciałybyśmy, aby efekt naszej pracy spotkał się z Waszym uznaniem. Niebawem opowiem Wam nieco więcej o moim wkładzie w kolejny numer Blogostrefy, zdradzę również kogo zaprosiłam tym razem do współpracy. Ale to za jakiś czas. Bądźcie cierpliwi. 


Ponadto chciałabym Was poinformować, że ruszyła już przedsprzedaż czasopisma i możecie już zakupić kolejny numer zarówno w wersji elektronicznej, jak to było w przypadku pierwszego numeru, ale także w papierze. Przygotowałyśmy również niespodziankę - pierwszych 50 osób, które zdecydują się na zakup wersji papierowej, otrzyma PDF gratis.

Drugi numer Blogostrefy możecie kupić TU. Wysyłka zakupionych egzemplarzy ruszy 17 października.



do utraty tchu blog



CHCIAŁABYM znów tchnąć ducha w Do utraty tchu. Uwielbiam to miejsce. Dzięki blogowaniu poznałam tyle wspaniałych ludzi, w moim życiu wydarzyło się mnóstwo dobrych rzeczy i naprawdę żal mi tej pracy, którą włożyłam w prowadzenie bloga. Powrót do pracy, czasopismo i to, co realne - to wszystko sprawiło, że na blogu osiadł kurz, a wpisy pojawiają się znacznie rzadziej. Jednak wraz z nadejściem jesieni czuję potrzebę przyłożenia się i zaglądania tu nieco częściej. Mam nadzieje, że będziecie mi towarzyszyć. 😊 A jeśli przegapiliście, to nieśmiało przypominam, że na łamach bloga w sierpniu i wrześniu pisałam:




CZYTAM znacznie więcej i to jest powód do radości! Niedawno przeczytałam najnowszą powieść Jojo Moyes, We wspólnym rytmie. Nie była to książka, która zmieniła moje życie i która wniosła w nie coś, co zostanie ze mną na dłużej. Niemniej po raz kolejny przekonałam się, że uwielbiam pióro tej autorki. Właśnie za to, że o sprawach codziennych pisze w niepowtarzalny sposób. Książki Moyes to dla mnie magia dnia powszedniego. 



do utraty tchu blog



SŁUCHAM przeważnie dziecięcych przebojów, przy których wywijamy z Lilką jak rażone prądem dżdżownice. 🙈 Nasze dziecko, jak my, uwielbia muzykę i bez niej nie wyobrażamy sobie dnia. Moim ostatnim odkryciem jest Zayn, na którego mogłabym patrzeć godzinami. 😍😂 Ale, ale! Żeby nie było, to doceniam również jego talent wokalny, a w duecie z Sią tworzy coś wspaniałego. Mam ciary za każdym razem, gdy słyszę ich razem. 





JESTEM WDZIĘCZNA za ten cichy czas. Jesień kołysze mnie swoją deszczowym rytmem, czasami grzeje wrześniowym słońcem, a ja staram się korzystać z każdej wolnej chwili. Niech tak będzie. Jak najdłużej.


* * *


Uważniej to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 


Z Lilusiowej biblioteczki: Astrid Desbordes o miłości i rodzeństwie

Z Lilusiowej biblioteczki: Astrid Desbordes o miłości i rodzeństwie

do utraty tchu blog


Niekiedy o sprawach ważnych nie potrafimy rozmawiać w sposób prosty i zrozumiały. Wydaje nam się, że potrzebują one oprawy, ozdobników i peanów. Zapętlamy myśli, zawiązujemy na supeł słowa i zamykamy w sobie to, co powinno codziennie być wypuszczane w świat. Gubimy się w emocjach, odgradzamy od tego, co trudne do wyrażenia. Niepotrzebnie komplikujemy to, co w rzeczywistości jest bardzo łatwe i naturalne. 


Jak opowiedzieć o miłości, która jest niezmierzona? Jak zamknąć ocean uczuć w szklance dwóch słów? Okazuje się, że wszystko jest możliwe. Wystarczy sięgnąć po odpowiednią literaturę. 


Astrid Desbordes w dwóch swoich książkach udało się ująć to, co leży u podstaw rodzinnych relacji. Cierpliwość, wyrozumiałość, oddanie, bezinteresowność, chęć poznania i wreszcie miłość. Miłość i jej kontynuacja Moja młodsza siostra to niesamowicie przejmujące opowieści o bezmiarze pojemności ludzkiego serca. 



Miłość Astrid Desbordes


do utraty tchu blog


Na długo przed tym zanim zostałam mamą wiedziałam, że nie będę miała trudności z okazywaniem i mówieniem o uczuciach do swojego dziecka. Nie pomyliłam się. Przychodzi mi to równie łatwo, jak oddychanie. Bo ta miłość jest właśnie dla mnie jak powietrze. Mam jednak świadomość, że jest wiele osób, którym czynią to z trudnością. Dlatego sądzę, że książka Miłość Astrid Desbordes jest szczególnie adresowana do nich.


- Powiedz, mamo, czy będziesz mnie kochać całe życie?

Zwykłe tak nie wystarczy małemu człowiekowi, który chciałby zrozumieć to, co dzieje się w jego główce, chłonnej jak gąbka. Jak więc opisać, że miłość rodzica do dziecka jest nieskończona, bezinteresowna i po prostu na zawsze?


Astrid Desbordes postanawia pokazać to, co mamy na wyciągnięcie ręki. Codzienność, wspólnie spędzone chwile - te udane, które chwytają za serce, ale i te ciężkie, które buzują w nas jak wulkan złości. Bo w tym dniu powszednim kryje się miłość. W każdym geście, spojrzeniu, słowie.


do utraty tchu blog



Autorka dotknęła jeszcze jednej bardzo ważnej sprawy. Uczyniła to subtelnie, ale odczuwalnie. 


Kocham cię, bo jesteś moim dzieckiem,ale nigdy nie będziesz tylko mój.


Zapominamy o tym. Wielokrotnie. Ta mała osóbka, która spogląda na nas każdego dnia, której przekazujemy świat, którą otaczamy ochronnym parasolem kiedyś będzie kroczyć własną drogą. Będzie żyła z innymi ludźmi. Nie róbmy tak, aby nam było wygodniej. Dołóżmy wszelkich starań, aby wypuścić z rodzicielskich objęć porządnego człowieka, z którego będziemy dumni.



Moja młodsza siostra Astrid Desbordes


do utraty tchu blog


Pojawienie się rodzeństwa w życiu każdego dziecka to musi być ogromne przeżycie. Trzeba się przesunąć i zmniejszyć przestrzeń, którą miało się na wyłączność. Należy się dzielić, a czasami zająć tylko sobą. To musi być szalenie ciężkie. Nie wiem tego na pewno, bo jestem pojedynczą mamą i najmłodszą z rodzeństwa. Jednak, gdy nadejdzie ten dzień, gdy będę musiała się z tym zmierzyć, to chciałabym, aby Lili poznała historię Archibalda i jego maleńkiej siostrzyczki.


Moja młodsza siostra Astrid Desbordes to urocza i wzruszająca opowieść o uczuciach miedzy rodzeństwem widziana oczami starszego brata. To czas oczekiwania, odsunięcia i niekiedy samotności, poznawania się, wspólnej zabawy i kłótni, ale przede wszystkim radości, jaką można czerpać z życia w rodzinie. 


do utraty tchu blog



Proste i krótkie zdania, jasny przekaz oraz przykłady dobrze znane małemu dziecku to zdecydowanie ogromna zasługa przystępności książek Astrid Desbordes. Autorka z czułością i naturalnością przekazuje to, co stanowi clou relacji w rodzinie. 


Na szczególną uwagę zasługą również subtelne ilustracje, utrzymane w pastelowych tonach autorstwa Pauline Martin, które wypełniają karty obu książek. Staranność i sugestywność szaty graficznej to ogromny atut tego wydania. 


do utraty tchu blog



Wyjątkowo nastrojowe i urokliwe. Misterne i dopracowane. Takie są właśnie książki Astrid Desbordes z ilustracjami Pauline Martin.


Szczerze polecam!



Dane techniczne

Astrid Desbordes
Miłość
Moja młodsza siostra

Ilustracje: Pauline Martin
Wydawnictwo: Entliczek
Oprawa: twarda

Codzienność w rytmie slow

Codzienność w rytmie slow

do utraty tchu blog


Pojęcie slow life funkcjonuje w społeczeństwie od dłuższego czasu i wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Zawładnęło mediami społecznościowymi, w których dominują idealnie wystylizowane kadry z niespieszną codziennością w tle, a blogi o powolnym i uważnym życiu pojawiają się w sieci jak grzyby po deszczu. Czy świadome podejście do otaczającego świata to tylko sezonowy trend? Czy możliwa jest rezygnacja z tak powszechnego dziś biegu dnia powszedniego? 


Przez ostatnie lata sama ulegałam tej modzie. Posprzątałam swoje życie, poukładałam porozrzucane myśli w głowie i ustaliłam priorytety. Dokonałam tego wyboru z pełnym przekonaniem o jego słuszności i dziś jestem pewna, że to jest właściwa droga. Niekiedy bywa ciężko i moja uważność gubi się w stosie obowiązków i pośpiechu, ale pracuję nad nią każdego dnia. 


Czym jest dla mnie slow life i jak udaje mi się powiązać tę "powolną" filozofię życia z moją wielozadaniowością? 


do utraty tchu blog


W swoim rytmie

Choć slow life rozgościło się w naszej świadomości na dobre, to jednak wiele osób nadal ma problem z właściwą interpretacją tego pojęcia. To nie jest pochwała ślimaczego, leniwego życia, a raczej afirmacja świadomego i uważnego podejścia do niego. Skoncentrowanie się na tym, co dla nas najważniejsze, wyciszenie i odnalezienie harmonii - tak powinniśmy postrzegać slow life. Absolutnie nie oznacza to, że teraz każdy powinien rzucić dotychczasowe zajęcie, przenieść się na łąki zielone z drewnianą chatką i oddychać świeżym powietrzem. Kluczową kwestią jest złapanie odpowiedniego rytmu i zachowanie balansu. 


Kiedyś zdarzało mi się przekładanie spraw nieistotnych, powierzchownych nad potrzeby swoje i bliskich. Praca była dla mnie priorytetem, ponieważ wciąż żyłam w przeświadczeniu, że powinnam być wdzięczna za to, że w ogóle ją mam. Dziś jestem zdecydowanie mądrzejsza, a może po prostu dojrzałam do pewnych decyzji. Znam swoją wartość, wiem ile włożyłam czasu i energii w to, w jakim jestem miejscu teraz. Przewartościowanie i dogłębna selekcja priorytetów była u mnie powolnym procesem. Nie dokonałam tego z dnia na dzień, lecz sukcesywnie uczyłam się pozbywać śmieciowych elementów mojej rzeczywistości. W końcu doszłam do momentu, gdy moje życiowa lista zadań jest prosta i jasna, a ja wiem, na czym się skupić. 



Patrz uważniej

Potrzeba pogłębienia świadomości obudziła we mnie uśpione pokłady optymizmu. Zdecydowanie wolę patrzeć na świat z uśmiechem, cieszyć się każdą drobnostką, wspólnie spędzonymi chwilami. Nie czekam już na to, co przyjdzie, tylko czerpię garściami z chwili obecnej. 


Dopiero niedawno przyznałam się przed sobą, że blog i cała związana z tym cyberprzestrzeń nie jest już dla mnie tak ważna, jak dawniej. Zrozumiałam, że to tylko dodatek, z którego mogłabym w każdej chwili zrezygnować, bo istotne jest to, co tu i teraz. Stąd moje wycofanie i brak spiny, że muszę. Mogę, jeśli chcę. To wiele zmienia. 


do utraty tchu blog


Delektuj się i dokonuj świadomych wyborów

Uwielbiam jeść, ładnie się ubrać i zadbać o siebie. Pod tym względem nic się nie zmieniło, ale odkąd jest z nami Lili zdecydowanie sumienniej przyglądam się temu, na co wydaję pieniądze. Staram się planować posiłki, bo dzięki temu łatwiej mi pilnować, aby było to jak najmniej przetworzone i korzystne dla naszego zdrowia. Podobnie jest z garderobą, którą ograniczam do minimum. Częściej również sięgam po naturalne kosmetyki i te z prostym składem.



A może smart life?

Życie w rytmie slow nie jest uniwersalną i idealną metodą zarządzania własnym czasem. Każdy przecież ma inne potrzeby i dążenia. Jednak dla mnie to właściwa droga, aby czuć się szczęśliwą i spełnioną. Nie dbam o perfekcyjność rodem z instagramowych kont, nie podążam za modą wyznaczaną przez social media. Kroczę w rytm własnego serca i sumienia. Nadal zdarza mi się błądzić, żonglować obowiązkami, które niejednokrotnie spadają mi na głowę jak nieumiejętnie podrzucane piłeczki. Łączenie bycia pracującą zawodowo oraz blogująca mamą i żoną nie jest łatwe. Ale możliwe. Jeśli tylko posegreguje się odpowiednio narzucone role. 


Umiar, zdrowy rozsądek oraz umiejętność określenia własnych potrzeb to gwarancja spokoju i harmonii w życiu codziennym. W życiu, w którym na wyciągnięcie ręki mamy drugiego człowieka, a nie sztucznie wykreowany świat, ukryty za szklanym ekranem.



Z Lilusiowej biblioteczki: seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

Z Lilusiowej biblioteczki: seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

do utraty tchu blog


Miałam tę przyjemność, że wychowałam się na wsi. Do dziś pamiętam mięciutkie, żółciutkie kurczaczki, którym wyjadałam płatki owsiane. Stado gęsi, przed którymi uciekałam w popłochu. Ciepłe kakao z mlekiem prosto od krowy. Pamiętam coś jeszcze - wilgotne, chrumkające ryjki świń. Nie przeszkadzały mi ich wiecznie umorusane kopytka i wątpliwy zapach, który rozchodził się w chlewiku. Dla małej dziewczynki, którą wówczas byłam, świat ten każdego dnia otwierał drzwi kolejnej niesamowitej przygodzie. 


Dziś spoglądam na Lili, tak bardzo ciekawą tego, co wokół. Dotyka, smakuje, poznaje. A ja z nią. To czysta radość. Obecnie jesteśmy na etapie zwierząt. Szczekamy, miauczymy, muczymy, kwoczemy, a najczęściej chrumkamy. Wszystko za sprawą Bolusia, bohatera serii książeczek o niesfornym prosiaczku autorstwa Barbro Lindgren



Seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

 

Mam słabość do literatury skandynawskiej dla dzieci. Podobają mi się niebanalne historie, okraszone prostym językiem i pięknymi, często humorystycznymi ilustracjami. Dlatego tak bardzo polubiłam pozycje, które oferuje Wydawnictwo Zakamarki, specjalizujące się w dziecięcej literaturze szwedzkiej. Jakiś czas temu dzieliłam się z Wami wrażeniami na temat serii Co wokoło Lotty Olson i choć od tamtego czasu minęło już kilka miesięcy, my z Lilką nadal podczytujemy te cztery urocze książeczki. Dziś zaś chciałaby Wam pokazać świat Bolusia, krnąbrnego i niezmiennie rozśmieszającego mnie prosiaczka.



do utraty tchu blog


Barbro Lindgren opisała historię Bolusia w trzech książeczkach. W każdej z nich chrumkający dwulatek pozwala nam poznać się od innej strony. Raz jest na tyle odważny, aby wyprowadzić się z domu. Innym razem jest starszym bratem, który bardzo, ale to bardzo pragnie coś pomiętosić, ale mu nie wolno. Za to może wyjść z małym prosiaczkiem na dwór, ale nie mogą iść w pewne miejsce, więc tuż po przekroczeniu progu domku idą prosto tam... 😂 Niemożliwy jest ten Boluś - psotny jak to dwulatek, uparty jak osiołek, ale ubłocony jak prawdziwa świnka.


Opowieść Barbro Lingren odznacza się nieskomplikowanym językiem, za pomocą którego sprawnie przedstawia codzienność widzianą oczami dwulatka. Jeśli czegoś nie wolno, ale bardzo się tego chce, to przecież można. Wszystkie wybryki Bolusia uruchamiają lawinę niefortunnych zdarzeń, które bawią do łez. W duecie z niesztampową grafiką autorstwa Olofa Landströma to niesamowity obraz małej istoty, która stara się zrozumieć otaczający ją świat. To, co siedzi w jej główce, wierci w brzuszku i popycha golonki w miejsca zakazane.


Seria o Bolusiu to trzy książki, zamknięte w twardej oprawie. Z powodzeniem można czytać je oddzielnie, ale poznając historię prosiaczka w całości dostrzeżemy w pełni charakternego dwulatka.


Ależ, Bolusiu!


Czasami każda mama sądzi, że trzeba koniecznie coś posprzątać, poukładać, wyprać, ugotować... Nijak to się ma do zamierzeń tych nieco młodszych. Bolusiowi bardzo nie podoba się, że jego mamusia tylko sprząta i chrumka, sprząta i chrumka... A jak postanawia, że Bolusiowego Chrumtaska należy wyprać, to już w ogóle koniec prosiaczkowego świata. Boluś postanawia wynieść się z domu! Raz na zawsze! A na pewno raz... do końca dnia. 😁 


do utraty tchu blog



Och, rozumiem Bolusia doskonale. Gdy byłam małą dziewczynką z upodobaniem przywdziewałam fioletowe szpilki mojej mamy, przewieszałam sobie torebkę przez ramię, którą ciągnęłam po ziemi i z ukochaną lalką pod pachą opuszczałam dom rodzinny. Co to były za przygody - wolność, hasanki, śpiewy, a to wszystko na odległość kilku metrów od domu. 😂



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Ładnie, Bolusiu!


Boluś ma braciszka. Braciszek ma zaś coś, co Boluś bardzo by chciał, ale nie może. Jak to jest za duży?! W główce Bolusia to się nie mieści, a ryjek już otwiera się, aby pomiętosić to, czego nie wolno...



do utraty tchu blog


I znów historia Bolusia jest mi bliska. Co prawda, Lilka oszczędziła nam traumy oduczania, zabierania i godzin rozpaczy. Jako kilkumiesięczna dziewczynka odrzuciła obiekt pożądania małego prosiaczka. Nie to, co ja! O nie! Ja byłam nieustępliwa, jak Boluś. Moją historię mogliście poznać przy okazji opowieści o Puciu, który wymawiał pierwsze słowa.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Chrum, chrum, Bolusiu!


Ostatnia z przygód Bolusia i jego małego braciszka rozczula mnie najbardziej. Rozbrajająca szczerość uczuć, które malują się na ryjkach prosiaczków chwyta za serce. Niesforność, naiwność, nieposkromiona radość, rozrzewnienie, strach i zagubienie, wdzięczność i szczęście pomieszane z poczuciem bezpieczeństwa. Emocjonalne puzzle, które układają się w portret dwulatka.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Trylogia o upartym prosiaczku Barbro Lindgren to niesamowicie autentyczny obraz dwulatka, który bawi i jednocześnie uczy. Jednak to nie tylko lekcja percepcji rzeczywistości dla dzieci. To również sposobność zdystansowania się rodziców do codziennie wykonywanych czynności, które w oczach maluchów jawią się zupełnie inaczej.


Ogromnym atutem są tu z pewnością ilustracje Olofa Landströma, które wypełniają pastelowymi barwami świat Bolusia, tworząc zgrabną całość z prostą i zwięzłą treścią.


Przygody Bolusia to smaczny kąsek zarówno dla małych, jak i dużych literackich smakoszy.  



Gorąco polecam!



Dane techniczne

Barbro Lindgren
Ależ, Bolusiu!
Ładnie, Bolusiu! 
Chrum, chrum, Bolusiu! 

Ilustracje: Olof Landström
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: twarda
Sugerowany wiek: +0



10 filmów na jesienne wieczory

10 filmów na jesienne wieczory




Od kilku dni intensywnie odczuwam nadchodzącą jesień. Łudzę się, że wrzesień nie będzie tak okropny, a ja będę miała jeszcze możliwość przejechania kilku kilometrów na rowerze. Nie zmienia to jednak faktu, że wieczory bywają już znacznie chłodniejsze i zdecydowanie wolę je spędzić w domowym zaciszu - odpocząć, skreślić kilka słów, poczytać lub po prostu obejrzeć dobry film. 


Przez ostatnie miesiące skrupulatnie notowałam tytuły filmów, które są naprawdę godne polecenia. Długie przeszukiwanie internetów i żmudne wklepywanie w wyszukiwarkę "film na wieczór" skłoniło mnie do stworzenia listy, która być może oszczędzi Wam czasu i nerwów. 😉 Większość to dość świeże produkcje, niektóre wzruszające, niekiedy zabawne, inne zaś wręcz wbijające w fotel, ale każda z nich skłania do myślenia.


Nie będę Wam streszczać fabuły każdego filmu, po prostu do tytułu dołączam zwiastun. Jeśli Was zainteresuje, to nie pozostaje Wam nic innego, jak zaopatrzyć się w odpowiedni prowiant, owinąć się w kocykowy kokon i spędzić miło czas. 



10 filmów na jesienne wieczory

 

1. Capitan Fantastic (2016)

   

 

 

2.  Ukryte działania / Hidden Figures (2016)

 

 

 

3. Ukryte piękno / Collateral Beauty (2016)




4. Wstrząs / Concussion (2015)




5. Sama Przeciw wszystkim / Miss Sloane (2016)




6. Azyl / The Zookeeper's Wife (2017)




7. Shot Caller (2017)





8. Był sobie pies / A Dog's Purpose (2017)




9.  W starym, dobrym stylu / Going in Style (2017)




10. Balerina / Ballerina (2016)





Komedia, dramat, thriller, familijny, animacja, biograficzny. Taka rozpiętość gatunkowa chyba pozwoli wielu z Wam znaleźć coś ciekawego dla siebie. 😉 Gorąco polecam Wam każdy z wymienionych filmów i z niecierpliwością czekam na Wasze propozycje. Może znacie jakiś wciągający serial/film? Koniecznie dajcie znać, czy jest coś godnego obejrzenia. 😊


Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger