UWAŻNIEJ #czerwiec


Do utraty tchu blog


W maju między kartki kalendarza powkładałam wszystkie moje zmory i nadzieję, że jakoś to będzie. I wiecie co? Było! Nie jakoś, a całkiem fajnie. 😀 Powrót do pracy nie był taki straszny, jak malował mi się w głowie od początku tego roku. Wszystko przebiegło gładko. Lilka jest dzielna, a ja chyba powoli zaczynam odczuwać satysfakcję, że znowu poczułam wiatr w żaglach, że idę do przodu. 



CZUJĘ SIĘ dobrze. Tak po prostu. Jeszcze wiele spraw czeka na uporządkowanie. Nie wszystko jest zrobione na tip-top, ale stopniowo odgruzowuję się.  😉 Chyba całkiem sprawnie poukładaliśmy sobie naszą codzienność i z każdym tygodniem nabieramy większej wprawy w łączeniu tego, co w domu i tego, co poza nim. 



TĘSKNIĘ za Lilką. No, nic na to nie poradzę. Taka dola matki pracującej. Bardzo brakuje mi tego błogiego lenistwa we trójkę. Jednocześnie czuję spokój, bo wiem, że jest szczęśliwa. Nawet wtedy, gdy mnie nie ma tuż obok. 


Łapię teraz chwile i wyciskam na maxa. Nie przeszkadzają mi popołudnia w pracy, bo wiem, że to okazja, aby tulić się o poranku, zjeść niespieszne śniadanie, wypić kawę, czy pobawić się o świcie z Lili. Poranne zmiany zaś dają mi możliwość pisania wieczorem, gdy w domu wszystko cichnie i układa się do snu. Jak to mówią - nie ma tego złego...


Do utraty tchu blog


PRACUJĘ NAD czasopismem dla blogerów. Premiera zbliża się wielkimi krokami, więc cały zespół redakcyjny dwoi się i troi, aby w lipcu oddać w Wasze ręce gotowy, ale przede wszystkim wartościowy materiał. Ach, jak mnie korci, aby podzielić się efektami naszej pracy! 🙊😁 Mogę jedynie zdradzić, że w magazynie znajdziecie treści topowych blogerów i z pewnością każdy odkryje jakąś perełkę. 


Do utraty tchu


W czerwcu pracowałam jeszcze nad audycją Rodzicielskie kieszonkowe w Radiu UWM FM, która właśnie pod koniec miesiąca dobiegła końca. To było z pewnością ciekawe doświadczenie. Nie sądzę, abym odnalazła się w każdym temacie poruszanym na antenie, ale rozmawianie o literaturze i rodzicielstwie sprawiło mi ogromną przyjemność. 


O tym, że bardzo dużo dzieje się w moim życiu świadczą pustki na blogu. W głowie układają mi się już słowa na kolejne teksty, tylko czasu wciąż za mało, aby je złapać i spisać. W czerwcu na łamach Do utraty tchu pojawiły się trzy (szaleństwo!) teksty:



  • kilka słów o moim i Lilusiowym odkryciu literackim.


Do utraty tchu blog


SŁUCHAM namiętnie muzyki instrumentalnej. Zawsze zabierając się za pisanie, włączałam sobie ulubione utwory, które nastrajały mnie odpowiednio. Obecnie najefektywniej pracuje mi się przy muzyce instrumentalnej. Najchętniej słucham coverów znanych kawałków. Posłuchajcie zresztą sami, czy to nie jest piękne? 😊








CZYTAM znowu! W końcu wróciłam do czytania dla samego czytania. Cieszą mnie te chwile w tramwaju, gdy za oknem zmienia się ekspresowo krajobraz, a ja w całości pochłonięta jestem lekturą. Obecnie czytam Wielkie kłamstewka Liane Moriarty, której akcja tak bardzo mnie wciągnęła, że nie przeszkadza mi nawet czytanie na smartfonie. Jeśli los będzie tak łaskawy i dane mi będzie w końcu stanąć przy desce do prasowania, to mam zamiar obejrzeć serial, który powstał na podstawie książki. 


Choć w ostatnich tygodniach ciężko było mi znaleźć chwilkę na czytanie mojej literatury, to w magiczny sposób zawsze znajduję chwilę, aby posiedzieć z Lili w jej książeczkach. W czerwcu zakochałyśmy się z literaturze skandynawskiej. Jeśli nie znacie jeszcze serii o dwuletnim prosiaczku, Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren z zabawnymi ilustracjami Olofa Landströma (Wydawnictwo Zakamarki) oraz serii książeczek dla najmłodszych czytelników autorstwa Lotty Olson z grafiką Charlotte Ramel (Wydawnictwo Zakamarki, link do recenzji serii wyżej ⇧), to gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po te pozycje. Szczególnie rodziców maluchów, które są na etapie przyswajania trudnej sztuki mówienia. 😉


Do utraty tchu blog


JESTEM WDZIĘCZNA za moją rodzinę. Będę to powtarzała do znudzenia, ale ta wdzięczność w ostatnim miesiącu stała się jeszcze silniejsza. Czasami zwykły przypadek, prosta czynność, a może rutynowa wizyta u lekarza może wylać Ci na głowę wiadro zimnej wody i przypomnieć Ci, że może nie doceniasz wystarczająco, złościsz się bez powodu i za mało patrzysz głęboko w oczy. Warto na moment zostawić to, co pilne, na już i na chwilę być uważniejszym. 



Do utraty tchu blog

Do utraty tchu blog


Jestem też przeszczęśliwa, że mimo wielu obowiązków i powrotu do pracy, udało nam się znaleźć czas na bycie po prostu razem, pojechać do parku, wypić razem kawę i potańczyć do białego rana na weselu przyjaciół. A teraz czas na lipiec, na premierę czasopisma, na spotkanie z wyjątkowymi blogerkami (JUUUUPI! 😁), na sięganie wyżej i wyżej, i wyżej... 😉


Serdeczności!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger