DIY. Renowacja drewnianego stołu

DIY. Renowacja drewnianego stołu

do utraty tchu blog


O tym, że chcielibyśmy odświeżyć nasz balkon wiedzieliśmy już w ubiegłym roku. Miałam sporo czasu na wyszukanie inspiracji i zaplanowanie tego, co należy wykonać. Obecnie skończyliśmy już ciężką i brudną część metamorfozy. Najchętniej pokazałabym Wam jak to wszystko wygląda, ale zanim to nastąpi muszę jeszcze kilka rzeczy dopieścić. Dziś mam dla Was coś innego - taką małą poczekajkę, która sprawiła mi ogromną radość i cieszy moje oko każdego dnia. Pokażę Wam nasz stary drewniany stół, który dzięki mojemu mężowi otrzymał drugie życie. 


Pomysł na renowację stołu pojawił się nagle i niespodziewanie. Gdy zaczęliśmy malować meble balkonowe, stwierdziłam, że moglibyśmy to samo zrobić z naszym drewnianym stołem, który swoje lata świetności miał już za sobą. Kupiliśmy go jeszcze do wynajmowanego wcześniej mieszkania, ale podczas przeprowadzki wiedziałam, że znajdzie swoje miejsce w nowym domu. Jednak nie do końca odpowiadał mi jego kolor - był ciemny, stylizowany na antyczny. Choć barwa drewna sama w sobie była piękna, to aranżacja naszego mieszkania niekoniecznie pozwalała jej na odpowiednie zaprezentowanie swojej urody. W naszej niewielkiej przestrzeni dominuje biel z ciemnymi, kontrastującymi dodatkami, a brązowy stół był zupełnie w odmiennym stylu. 


Nowy wygląd stołu zachwyca mnie niezmiennie. To zdecydowanie mój klimat - stare, bielone drewno, z widocznymi przetarciami i nierówno rozprowadzoną farbą. Jest cudowny! Romantyczny, trochę prowansalski i stanowi idealne tło do zdjęć. 😉 Zresztą sami zobaczcie.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Metamorfoza mojego drewnianego stołu


Stół przed malowaniem


Tak, jak wcześniej wspomniałam, stół był barwiony na brązowo, stylizowany na antyczny, z widocznymi sękami i wgłębieniami. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak prezentował się jeszcze przed renowacją. 



do utraty tchu blog


Przygotowanie podłoża do malowania


Przed malowaniem należało przygotować odpowiednio podłoże. W tym celu mąż delikatnie zmatowił drewno. Choć w naszym przypadku nie było to aż tak konieczne, ponieważ poprzedni impregnat był już powycierany w niektórych miejscach. 


Następnie przemył stół benzyną, aby odtłuścić podłoże i przygotować je do nałożenia impregnatu. 



Malowanie stołu


Do malowania użyliśmy impregnatu w kolorze białym, produkt zaś rozprowadzony był pędzlem. Zależało nam na otrzymaniu efektu postarzonego drewna, dlatego pędzel sprawdził się idealnie. Pozostawiał smugi i niedociągnięcia, o które nam chodziło. 😀


Stół był malowany trzykrotnie. Po wyschnięciu impregnatu mąż przetarł go papierem ściernym, aby odsłonić w niektórych miejscach brąz. W ten sposób otrzymaliśmy efekt końcowy. 😊



Obecny wygląd stołu rewelacyjnie wkomponował się w nasze wnętrze. Cała metamorfoza była przeprowadzona tanim kosztem, bo produkty do renowacji miały posłużyć nam do odmalowania mebli balkonowych. Już po nałożeniu pierwszej warstwy impregnatu zauważyliśmy, że jest to produkt bardzo wydajny, a my zakupiliśmy duże opakowanie. 🙈😂 Aż żal było nie wykorzystać tego nadmiaru.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Uwielbiam przedmioty z historią i jestem przekonana, że nasz nowy-stary stolik zostanie z nami na długie lata. Ciekawa jestem, czy Wy również chętnie otaczacie się odrestaurowanymi meblami, czy raczej stawiacie na nowoczesność? I koniecznie dajcie znać, czy podoba się Wam efekt końcowy! 



Ściskam! 


BLOGOSTREFA. Jedyne takie czasopismo dla blogerów

BLOGOSTREFA. Jedyne takie czasopismo dla blogerów

blogostrefa, czasopismo dla blogerów


Bywają takie momenty, że los się do Ciebie uśmiecha tak niespodziewanie. Kusi Cię czymś odważnym, niepowtarzalnym i wyjątkowym, jednocześnie przestrzegając Cię, że będzie to wymagające i bardzo ambitne. Nie ma mowy o drodze na skróty. Musisz wejść w to bezkompromisowo i z oddaniem. 


Na początku maja napisała do mnie Kasia z bloga yellowpear.pl z propozycją współpracy. Nie sądziłam wówczas, że będzie to tak ogromny projekt! BLOGOSTREFA. Pierwsze i jedyne czasopismo internetowe dla blogerów. Tworzone od podstaw z sercem i wielką pasją. 


BLOGOSTREFA


blogostrefa

Dla kogo?


Z założenia będzie to pismo adresowane dla całej blogostrefy. Tworzone przez Twórców dla Twórców. 😊 


Polscy blogerzy to bardzo wdzięczny i barwny obszar wirtualnego świata i, jak się pewnie domyślasz, u nas również będzie kolorowo i różnorodnie. Nie zdradzę Ci o czym dokładnie będziemy pisać, ale mogę zagwarantować, że nie będzie nudno!



Kto?


Jestem naprawdę dumna, że Kasia obdarzyła mnie takim zaufaniem i zaprosiła mnie do grona blogerów, których pióro wyjątkowo cenię. 


blogostrefa, zespół redakcyjny


Na czele składu redakcyjnego stoi Katarzyna Berska, autorka bloga yellowpear.pl. Niesamowicie zdolna, ambitna i jakże odważna kobieta! Zmierzenie się z tak ogromną inicjatywą wymaga niezwykłej pracowitości i siły ducha, a Kasia ma wszelkie predyspozycje, aby swój pomysł obrócić w sukces. Kasia jest również autorką strony wizualnej BLOGSTREFY, efekty Jej pracy możesz podziwiać wyżej. ⇧



Oprócz Kasi będę pracować z:
  • Anną Tabak, autorką bloga annatabak.pl. Ania niedawno wydała książkę, Bursztynowy Anioł i już pracuje nad kolejną. Jest to o tyle imponujące, ponieważ Ania jest mamą i żoną oraz kobietą pracującą;

  • Dagmarą Sobczak, autorką bloga socjopatka.pl oraz e-planowaniekariery.pl. W 2017 roku pierwszy blog Dagi znalazł się w srebrnej 10 najchętniej polecanych blogów w Polsce, w ramach akcji SHARE WEEK, czyli Twórców polecają Twórców. Robi wrażenie, prawda? 😉

  • Katarzyną Grzebyk, autorką bloga katarzynagrzebyk.pl. Lubię Kasię za jej wnikliwe i merytoryczne podejście do literatury. To niebywale kompetentna osoba, z wieloletnim stażem dziennikarskim;

  • Marzena Gaczoł, autorka bloga matkapuchatka.pl. Marzena pochłania książki jak ja czekoladę - w ekspresowym tempie. 😜😂 Jednak nie jest to tylko czytanie dla samego czytania, ona to opisuje po mistrzowsku! Jej recenzje są zawsze bardzo rzetelne i pisane językiem, który smakuje się niczym ulubione danie. 


Jestem jeszcze ja. Mnie znasz, wiesz o czym i jak piszę. Blogostrefa jest naprawdę duża i z pewnością znajdzie się miejsce dla wielu twórców. Obecnie trwają rozmowy z innymi blogerami, którzy zechcieliby podjąć z nami współpracę i wesprzeć nasz projekt. 


do utraty tchu blog


Gdzie nas znajdziesz?


To dopiero początek, przed nami wiele pracy. Jednak chcielibyśmy pozostać w kontakcie z odbiorcami. Dlatego jeśli chcesz być na bieżąco, chcesz zajrzeć za kulisy powstawania czasopisma, dowiedzieć się nieco więcej o tej inicjatywie koniecznie dołącz do nas na Facebooku i Instagramie


Możesz również do nas napisać: blogostrefa@yellowpear.pl.
Czekamy na Twoje sugestie, przemyślenia oraz propozycje tematów, które powinniśmy poruszyć na łamach Blogostrefy



I co o tym myślisz? 
To z pewnością innowacyjny i odważny projekt, 
ale z Twoją pomocą i wsparciem na pewno stworzymy coś twórczego i ambitnego.


Pozdrawiam,


"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk-Cieślak

"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Do utraty tchu blog


Smutna, ale prawdziwa. Niespieszna, ale wciągająca. Trudna, ale oczyszczająca. Taka jest książka Natalii Fiedorczuk-Cieśla, Jak pokochać centra handlowe.


Byłam pełna obaw, sięgając po tę powieść. Wiele sobie po niej obiecywałam i czułam ciężar oczekiwań, który na nią zrzuciłam. Jednak Natalia Fiedorczuk-Cieślak poradziła sobie doskonale, skłaniając mnie do zmierzenia się  z tym, co niewygodne, co uwiera i zawstydza.



Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk-Cieślak



do utraty tchu blog


Literacki debiut Natalii Fiedorczuk-Cieślak, za który została nagrodzona Paszportem Polityki 2016, to opowieść o kobiecym doświadczeniu, bardzo bolesnym i na wskroś prawdziwym. 


Główna bohaterka to kobieta, jak każda inna. Zwyczajna w swej zwyczajności, stanowiąca neutralne tło dla codzienności, wtapiająca się w rzeczywistość, niedostrzegana. Mieszkanka przedmieść Warszawy, ale jej życie toczy się gdzieś w drodze między jednym centrum handlowym a kolejną stacją benzynową i drogą szybkiego ruchu. Niestabilna praca, niestabilny dom i niestabilna ona. 


Nikt nie uprzedził jej, co ją czeka za chwilę. Tuż po tym, gdy jej ogromny brzuch zniknie, zastąpiony małym człowiekiem domagającym się uwagi i troski. Jej ciało, myśli i prywatna przestrzeń - to wszystko zostaje brutalnie odebrane i wystawione do publicznej oceny. Być może mogłaby być jedną z tych przebojowych kobiet, które wyznaczają absurdalne standardy kreowane przez media społecznościowe. Może też wycofać się, milczeć i z każdym dniem znikać za zasłoną depresji, lęków i niegasnącego poczucia winy, że jest niewystarczająca.



do utraty tchu blog



Natalia Fiedorczuk-Cieślak  w bezkompromisowy sposób rozlicza się ze wymaganiami, jakie stawia współczesne społeczeństwo młodym matkom. Na światło dzienne wyciąga wszystko to, co wstydliwie ukrywa się, nakładając instagramowy filtr. Nie ma tu euforii, słodkich i pulchnych bobasów, wypoczętej i uśmiechniętej mamy. Jest za to ciągłe zmęczenie, rutyna, obsesyjnie powtarzane codzienne czynności, bezkształtne ciało i zdiagnozowana depresja. 


Smutna to historia. Tak bardzo smutna i chyba trochę przerażająca. Daleka od moich doświadczeń, które nijak mają się do opowieści autorki. Jednak nie mam odwagi zaprzeczyć i zakwestionować jej autentyczność. Wierzę, że jest wiele kobiet, które odnajdą w niej cząstkę siebie. Momentami i ja dostrzegałam w słowach autorki swoje odbicie. Zatrzymywałam się wówczas i przyglądałam się temu z nieukrywaną ulgą, że nie tylko ja, że są inne, chwilami równie mocno zagubione:


[...] nie chcę wybierać. Niech ktoś to zrobi za mnie, niech zaniesie mnie płaczącą i wierzgającą do domu, przykryje kołdrą i przyniesie kakao, uwalniając od ciężaru potencjalnych konsekwencji. Teraz. Nie chcę brać na siebie żadnej odpowiedzialności. 


I nie chodzi tu o brak dojrzałości i przygotowania do bycia rodzicem. To raczej te liczne możliwości, setki propozycji, ułatwienia, decyzje, które należy podjąć i dźwigać ich ciężar.


do utraty tchu blog


Fiedorczuk-Cieślak w swojej powieści dotyka wielu płaszczyzn macierzyństwa. Pod lupę bierze kobiecą fizyczność, pociążowe ciało i napęczniały brzuch, który rośnie niczym ciasto drożdżowe, wypływające z metalowej formy. Stres i zmęczenie zajadane biszkoptami w ukryciu, za drzwiami lodówki, aby nikt nie widział, nie oceniał. Jest też złość, frustracja i niezrozumienie:


"Nie kładź go w dzień"? Ja się, kurwa, pytam, jak mam go nie kłaść w dzień. Te czterdzieści minut między dwunastą a dwunastą czterdzieści jest jedynym momentem, kiedy mogę się umyć! Wypić coś, zjeść. Ty masz na to cały jebany dzień. Śniadanko, drugie śniadanko, obiadzik w knajpie, a teraz kolacyjka, kurwa jego mać.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Sama autorka wspomina, że jednak są rzeczy, które pominęła, bo macierzyństwo jest tak złożonym i trudnym procesem, że jest wprost niemożliwym opisanie go kompleksowo i w całości . Chciała, aby był to emocjonalny głos, który jest na granicy prozy i reportażu. I chyba ta hybryda gatunkowa daje wolność czytelnikowi. Możesz być nią - zagubioną w świecie presji, sztywnych ram, doznającą kryzysu egzystencjalnego, który wcale nie jest tak rzadki wśród młodych matek. Ale możesz być tylko obserwatorem, który rozumie, ale nie doświadcza. A może wcale nie rozumie, bo nie chce? Ja jestem pośrodku. Trochę zagubiona w tej trudnej przeprawie, ale jednocześnie szczęśliwa, że jednak jestem z boku.





Za niesamowicie trudną, ale ważną lekturę


Dane techniczne

Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk-Cieślak
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN 978 83 8032 128 1

Z Lilusiowej biblioteczki: "Matyldo, co robią kury?" Alexander Steffensmeier

Z Lilusiowej biblioteczki: "Matyldo, co robią kury?" Alexander Steffensmeier

do utraty tchu blog


Ostatnio jednym z ulubionych zajęć moich i Lilki jest zabawa w kurki - ja jestem kurą, Lili zaś ucieka przede mną lub tańczy w rytm mojego gdakania. 🙈😂 To niesamowite, bo dzięki mojej córeczce spełniam się nie tylko jako mama, ale także odnajduję w sobie talenty, o których nie miałam pojęcia. Dziś już wiem, że mogę być milusińskim psem, puszystym kociakiem, wzbijającym się do lotu ptakiem, rozbrykaną krową i wysiadującą jaja kwoką... No, człowiek orkiestra! 😆


Jako mały człowieczek Lili uwielbia wszystko, co się rusza. Jest niesamowicie ciekawa otaczającego świata, a ja mogę wcielić się w każde zwierzę świata, aby jej tylko w tym pomóc. Lilusiowy obiekt zainteresowań często ulega zmianie, bo przecież wokół jest tyle fascynujących rzeczy, ale odkąd w naszej biblioteczce pojawiła się książeczka o nowych przygodach krowy Matyldy, najczęściej bywam kurą...



Matyldo, co robią kury? Alexander Steffensmeier




do utraty tchu blog


Jak to możliwe, że książka o krowie, a ja o kurach? No, tak! Bo w najnowszej pozycji z serii o niesfornej Matyldzie, o której pisałam wcześniej TU, głównymi bohaterami są szalone kury i maleńkie, mięciusie kurczaczki. Zawładnęły całym gospodarstwem! Chodzą krok w krok za Matyldą, pomagają rozpakować zakupy z traktora, uwielbiają gry i zabawy, taplają się w przydomowym strumieniu. wiodą prym na urodzinowych przyjęciach, wieczorami tańczą swój wielki taniec, aby tuż po zachodzie słońca udać się do kurnika na zasłużony odpoczynek. 


Jeśli kiedykolwiek pomyślałeś, że kury to nudne zwierzęta, to najwyraźniej nie spotkałeś jeszcze tych z gospodarstwa Matyldy! 


do utraty tchu blog


Najnowsze dzieło Alexandra Steffensmeiera z Matyldowej serii zdecydowanie adresowane jest do najmłodszych czytelników. Świadczy o tym prosty i krótki tekst, który z pewnością nie znudzi małe, zwiercone istotki. Dowodzą tego również tekturowe strony książeczki, wytrzymałe na wielokrotne i niekiedy szalone kartkowanie, a także podgryzanie, zginanie i oślinione buziaki. Ale czy tylko maluchy odnajdą się wśród kur, kurczaczków, świń i krów? Z pewnością nie, bo przygody Matyldy i jej przyjaciół to świetna przeprawa również dla nieco starszych dzieci. Co więcej, ten komiczny świat zwierząt rozśmieszy nawet poważnego, statecznego i okropnie dorosłego czytelnika. 😉


Jest coś jeszcze, coś niezwykle ważnego! Nie można być obojętnym na szatę graficzną tej serii, która jest wprost fenomenalna. Jej przekaz tylko pozornie jest jasny. Gdy wytężysz wzrok, Twoim oczom ukaże się niesamowity świat - gospodarstwo, nad którym czuwa rosła gospodyni z niesforną i niezdarną Matyldą, leniwymi prosiakami, wygłodniałą kozą, strachliwym kucykiem i rozbrykanymi kurami. Ach, i jest jeszcze listonosz, przyjaciel uroczej krowy. 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Steffensmeier stworzył wyjątkowe miejsce, które nijak ma się do sielankowego wyobrażenia powolnego życia na wsi. Tu wszystko jest na opak, bywa irracjonalnie, ale przede wszystkim jest zabawnie i barwnie. Urocza, pełna humoru, prosta w przekazie.


Ogromnie cieszę się, że przygody krowy Matyldy doczekały się wydania również dla mniej wprawnych czytelników, których rączki jeszcze niezgrabnie kartkują, paluszki często  lądują w buźce, a rosnące ząbki sprawdzają odporność papieru. 


do utraty tchu blog


Zarówno Lili, jak i Lilusiowi rodzice gorąco polecają Matyldo, co robią kury? Alexandra Steffensmeiera. 😀





Za niezwykle przyjemnie spędzony czas z sympatyczną krową Matyldą 
dziękujemy



Dane techniczne

Matyldo, co robią kury? Alexander Steffensmeier
Seria: Krowa Matylda
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN 978 83 8008 303 5

Kosmetyczne SOS: 3 produkty, które ratują mnie z urodowej opresji

Kosmetyczne SOS: 3 produkty, które ratują mnie z urodowej opresji

do utraty tchu blog


Niedawno żaliłam się (na Instagramie i Facebooku), że dopadło mnie jakieś uczulenie - na mojej twarzy pojawił się rumień, wysypka i opuchlizna. 😔 Z poczynionych dotychczas przeze mnie obserwacji wynika, że prawdopodobnie woda różana nie polubiła się z kremem, również różanym... Ta nieszczęsna reakcja kosmetyczna wycofała mnie z mojego szalonego życia 😜 i musiałam przez kilka dni przybrać wersję sauté. W obawie, że dolegliwości mogą się nasilić, odstawiłam wszystkie produkty i udałam się do lekarza. Niestety na niewiele się to zdało, bo jako matka karmiąca nie mogę przyjąć żadnych leków odczulających. Pani doktor przepisała mi jedynie maść (zawierającą sterydy), którą mogłam stosować przez dwa dni. Zrezygnowana postanowiłam ratować się znanymi mi metodami - sięgnęłam po trzy produkty, które idealnie radzą sobie w sytuacjach urodowo-kryzysowych. Według mnie są na tyle bezpieczne, że nie powinny wywoływać reakcji alergicznych. Ponadto mają raczej działanie kojące i dzięki nim moja skóra wróciła do normy. Po ostatnich kosmetycznych przygodach przekonałam się, że są to obowiązkowe produkty, które zawsze powinnam mieć w domu. 


Jeśli jesteś ciakawa(-y), co pomaga mi, gdy moja cera staje się kapryśna, to zapraszam Cię do przeczytania dalszej części wpisu. 


3 produkty, które ratują mnie z urodowej opresji



Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim Flos-Lek


do utraty tchu blog


Kilka lat temu zamarzyły mi się rzęsy jak firanki. Wyposażona w wiedzę, zdobytą na internetowych forach, zakupiłam olejek rycynowy i rozpoczęłam kurację. To był jeden wielki koszmar! 🙈 Nabawiłam się takiego zapalenia spojówek, że wyglądałam jak buldog. Opuchnięte powieki i skóra pod oczami, świąd i zaczerwienie. Bardzo długo próbowałam pozbyć się tego cholerstwa i pamiętam do dziś, że jedynym ukojeniem był dla mnie zakupiony za grosze w aptece żel ze świetlikiem lekarskim firmy Flos-Lek


Jest to bardzo delikatny produkt, który przeznaczony jest do obolałych okolic oczu ze skłonnością pod podrażnień. Po nałożeniu chłodzi zmęczoną skórę i usuwa obrzęk. Można go również stosować pod makijaż. Sądzę, że produkt ten powinien sprawdzić się u osób długo pracujących przed komputerem lub czytających, ale także u tych, które mają wrażliwą skórę wokół oczu. 


Jego niska cena (około 7-8 zł) idzie w parze z wydajnością, która jest naprawdę zadowalająca. Podczas ostatniego zakupu zauważyłam, że w ofercie jest również żel po nieudanych zabiegach kosmetycznych z tej samej serii. Nie jest to kosmetyk, którym zastąpię codzienną pielęgnację skóry w okolicach oczu - nie poradzi on sobie z pierwszymi zmarszczkami, które się u mnie pojawiają. Jednak jest idealny w sytuacjach, gdy moja cera potrzebuje ukojenia. 


Jedynym minusem może być uczucie lepkości po aplikacji.



Krem barierorowo-ochronny dla dzieci i dorosłych z problemami skórnymi Sudocrem


do utraty tchu blog


Pierwszy raz spotkałam się z Sudocremem 16 lat temu, gdy urodził się mój najstarszy siostrzeniec. Od tamtej pory nie rozstaję się z tym kremem. 


U dzieci najczęściej jest stosowany, gdy pojawiają się pieluszkowe odparzenia skóry. Na szczęście u Lili używam go rzadko, na co dzień wystarczy jej delikatniejszy krem. Natomiast my z mężem sięgamy po Sudocrem bardzo często. Ratuje nas, gdy pojawiają się jakieś wypryski i zmiany skórne. Czasami, gdy zauważam, że moja cera potrzebuje odpoczynku smaruję na noc całą twarz Sudocremem. Rano wstaję z buźką jak pupcia niemowlęcia. 😎😄 Sudocrem łagodzi zaczerwienienia, świetnie radzi sobie z wypryskami, nie wysusza i nie zapycha, koi wszelkie podrażnienia.


Jest bardzo wydajny i ogólnie dostępny. Bez problemu można dostać go w każdym sklepie, który ma dział z produktami dla niemowląt.


Jego wadą może być gęsta konsystencja i problem z wchłanianiem - pozostawia białą poświatę na skórze. Jednak mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo zazwyczaj stosuję go na noc lub gdy wiem, że w najbliższym czasie pozostanę w domu.



Maść z witaminą A


do utraty tchu blog


O maści z witaminą A czytałam wielokrotnie i nawet kilka razy stosowałam, ale to było lata temu. Gdy dopadło mnie uczulenie, Kamila z bloga Kreując życie przypomniała mi właśnie o tej maści. Już następnego dnia pobiegłam po nią do apteki. Przez kilka dni stosowałam ją zamiast kremu. Aplikowałam ją na twarz i szyję. Jestem naprawdę zadowolona z działania, bo jej skład jest prosty i delikatny, maść pozostawia tłustawą warstwę ochronną, którą dość szybko się wchłania. 

Obecnie sięgam po nią doraźnie, aby porządnie nawilżyć przesuszoną skórę. Sądzę, że maść dobrze sprawdzi się również w przypadku pielęgnacji dłoni, stóp, łokci, kolan, a nawet ust. Podobno ma również właściwości regeneracyjne oraz rozjaśnia przebarwienia na skórze.


♥ ♥ ♥


Warto jednak pamiętać, że każda cera jest inna - to, co mnie nie uczula, u Ciebie może się nie sprawdzić i odwrotnie. Dlatego każdy nowy specyfik należy stosować z rozwagą. 


Dla mnie te trzy produkty są zbawienne podczas ciężkich dni, kiedy moja skóra potrzebuje dodatkowego wspomagacza. Jestem ciekawa, czy Ty również masz sprawdzone kosmetyki, które pomagają Ci wyjść z twarzą z urodowej opresji. Jeśli tak, to koniecznie daj znać. ⇩




Ciasto drożdżowe z mąki pszennej pełnoziarnistej z serem i kruszonką

Ciasto drożdżowe z mąki pszennej pełnoziarnistej z serem i kruszonką


do utraty tchu blog


Ależ to był piękny początek miesiąca! ❤ I choć nie dane nam było spędzić całej majówki w komplecie - Lilusiowy Tatuś musiał udać się do pracy - to postaraliśmy się, aby wycisnąć z tych wspólnych chwil jak najwięcej. Dużo czasu spędzaliśmy na zewnątrz, bo w Olsztynie było może momentami chłodno, ale przede wszystkim bardzo słonecznie. Biegaliśmy po polach, hasalaliśmy jak chochliki po lesie i przeglądaliśmy się w tafli olsztyńskich jezior. Wydawałoby się, że to takie w moim ulubionym rytmie slow. To tylko pozory! 😏 Każdą czynność wykonywaliśmy w ekspresowym tempie, bo Lilka odkryła już moc swoich maleńkich nóżek. Pędzi jak szalona, z rozwianym włosem, z rumianymi policzkami i szerokim uśmiechem na swej puchatej buźce. A my za nią. Wieczorami jesteśmy tak zmęczeni, że padamy jak muchy. Jedyną naszą rozrywką jest teraz obejrzenie kilku odcinków Brooklyn 9-9 ( niedawne odkrycie, genialny serial komediowy). 


W tej codziennej gonitwie coraz trudniej znaleźć mi czas na ulubione wypieki i kulinarne kombinowanie, bo wszystko musi być po prostu proste i szybkie. Jednak podczas majówki miałam tak wielką ochotę na ciasto drożdżowe, że postanowiłam upiec ogromną bułkę z serem i słodziutką kruszonką. Tym razem użyłam mąki pszennej pełnoziarnistej. Trochę się tego obawiałam, bo z doświadczenia wiem, że drożdże w moim wykonaniu najlepiej pracują ze zwykłą mąką pszenną. Ale teraz jest Lili, a pełnoziarnista jest zdrowsza... No, sam(-a) rozumiesz. 😀




Ciasto drożdżowe z mąki pełnoziarnistej z serem i kruszonką



do utraty tchu blog


Lista składników


Ciasto

  • 200 ml mleka;
  • 400-500 g mąki pszennej pełnoziarnistej (zawsze mam w zanadrzu trochę dodatkowej mąki, aby móc podyspać podczas wyrabiania, stąd wahanie przy ilości mąki 😉);
  • 100 g cukru;
  • 30 g świeżych drożdży;
  • 100 g masła;
  • 2 jaja;
  • szczypta soli.


Masa serowa

  • kostka białego sera;
  • 1/3 kostki masła;
  • 1 opakowanie cukru waniliowego;
  • 1/2 szklanki cukru;
  • 1 jajo;
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej;
  • skórka startej cytryny (możesz zastąpić kilkoma kroplami aromatu cytrynowego).


Kruszonka

  • 3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej;
  • 1/3 szklanki cukru;
  • 1/3 kostki masła.


Sposób przygotowania



Ciasto


Podgrzej 150 ml mleka, wymieszaj z pozostałym mlekiem, tak aby miało temperaturę ciała. Rozkrusz drożdże, dodaj 2 łyżki cukru i 2 łyżki mąki. Dokładnie wymieszaj, przykryj bawełnianą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na około 15 minut.


Pozostałą mąkę, cukier, sól i posiekane masło wymieszaj w misce. Dodaj wyrośnięty rozczyn i jaja. Wszystkie składniki dokładnie połącz, wyrabiając gładkie ciasto. Podczas wyrabiania możesz dodawać odrobinę mąki, do momentu aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i dobrze odchodziło od ścian miski. Przykryj ciasto ściereczką i ponownie odstaw w ciepłe miejsce do podwojenia objętości na około godzinę.


Po upływie czasu przełóż ciasto do formy (ja piekłam w okrągłej formie, ale była trochę za mała, bo masa serowa troszeczkę mi uciekła poza blachę 😏). Pozostaw ciasto na kolejne pół godziny do ponownego wyrośnięcia.


Masa serowa


Masło utrzyj z cukrem, dodaj jako. Następnie stopniowo dodawaj ser. Na koniec dodaj mąkę ziemniaczaną i skórkę cytryny lub aromat. Dokładnie wymieszaj.


Wyłóż masę na wyrośnięte ciasto.


Kruszonka


Wymieszaj mąkę z cukrem. Dodaj roztopione i delikatnie wystudzone masło. Wszystkie składniki połącz. Rozdrobnij palcami i posyp ciasto, bezpośrednio na masę serową.


Ciasto włóż do piekarnika rozgrzanego do 180० C. Piecz przez około 50 minut. 




do utraty tchu blog





Muszę Ci się przyznać, że nie ufam wypiekom drożdżowym przy użyciu innej mąki, niż pszenna. Jednak widząc Lilkę pałaszującą z apetytem ciasto, wiem, że warto czasami się wysilić. 😊 Oczywiście, ciasto drożdżowe z mąki pełnoziarnistej nie jest tak puszyste, jak ze zwykłej, ale moje wyrosło wyjątkowo obficie. Ponadto musisz pamiętać, że ono potrzebuje więcej czasu, dlatego nie spiesz się. Użyj świeżych drożdży, dobrze je wyrób, nagrzej odpowiednio piekarnik i otul je ciepłym uśmiechem. Z pewnością Ci się odwdzięczy i będzie pyszne. 


Serdeczności!



Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger