"Mama ma zawsze rację" Sylwia Chutnik


do utraty tchu blog


Przygotowuję się do pewnego projektu o kobietach-matkach i ich kulturowo-społecznych uwarunkowaniach we współczesnym świecie. Gdy mowa o kobiecości nie sposób nie wspomnieć o feminizmie. Kiedy o tym pomyślałam, jeszcze na samym początku, to czułam delikatne obawy. Muszę Ci się przyznać, że ja - prawie trzydziestoletnia kobieta, żona, matka - nigdy nie nazwałam siebie feministką, a to wszystko dlatego, że chyba tego nie czułam. Może inaczej - nie rozumiałam i nie widziałam takiej potrzeby. Dziś, gdy piszę te słowa, biję się w pierś. Moja dotychczasowa ignorancja była wbrew naturze. Przecież my, kobiety-siostry powinniśmy iść w jednym szeregu, z dumnie podniesionym czołem i bronić swoich racji. Co więcej, powinniśmy mówić głośno, nie szeptać zza pleców mężczyzn, spoglądać z zakłopotaniem, gdy o naszych prawach i obowiązkach mówią ci, co z kobiecością rozstali się opuszczając łono matki. 


Na szczęście są wśród nas odważne obywatelki, które dosadnie mówią, co boli, uwiera i koli. Jedną z nich jest Sylwia Chutnik - pisarka, dziennikarka, aktywistka społeczna i prowadząca Fundację MaMa, działającą na rzecz matek w Polsce. Z jej twórczość zetknęłam się raz, podczas studiów, gdy przeczytałam Dzidzię. Zupełnie nie trafiła do mnie ta pozycja, nie dostrzegałam kunsztu literackiego autorki. Jednak przez te wszystkie lata po zakończeniu nauki zauważałam aktywność społeczną Chutnik. Dlatego postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem sięgnęłam po zbiór felietonów. Na szczęście! Podczas lektury co rusz kiwałam głową z aprobatą, rozumiałam i w końcu poczułam to - swoją kobiecość, która nie jest tylko osadzona wśród ludzi ją szanujących. Jest dobrem społecznym, do którego każdy rości sobie prawa. I jakoś tak zaczęło mi doskwierać, że to, co moje staje się publiczne, że wciąż ktoś spogląda oceniającym wzrokiem i dyskutuje o moich wyborach. 



Mama ma zawsze rację Sylwia Chutnik



do utraty tchu blog


Mama ma zawsze rację Sylwii Chutnik to zbiór felietonów, z których wyłania się postać współczesnej kobiety-matki. I choć autorka pisze o własnych macierzyńskich doświadczeniach, to jednak z łatwością można dostrzec teorie feministyczne, które są głęboko zakorzenione w twórczości Chutnik. 


Niech Cię nie zmyli objętość, bo ta cieniutka książeczka aż kipi o wartościowej treści. Potraktuj to jako przewodnik po umyśle kobiety. Nie, nie każdej. To by było zbyt proste i trąciło sztywnymi ramami, którym przeciwstawiają się feministki. Niemniej to dobra lektura, w której autorka ze sporą dawką humoru i ironii rozprawia się z wymaganiami, jakie stawia kobiecie-matce współczesny świat.


do utraty tchu blog


Głos Sylwii Chutnik nie zawsze jest moim głosem, ale co jakiś czas rozbrzmiewa tam echo potakiwania. Zmiany w wyglądzie, już nie tak jędrny brzuch, piersi w dzierżawie, walka ze zniecierpliwieniem, pokorne poddanie, gdy w głowie aż wszystko buzuje, ale też chwile dławiącej miłości, która momentami przeraża swą siłą i bezkresem, oddanie i niewinność małego człowieka. To wszystko jest mi dobrze znane i tak bardzo bliskie, a właśnie o tym pisze Chutnik. Na 125 stronach mierzy się z ciążą, porodem, społecznym prawem do oceniania wyborów matek, depresją poporodową, ale też z irracjonalnym pędem za trendami i przemocą domową.


Podczas lektury felietonu Transcendencja jedzenia Chutnik opisuje mozolne spożywanie posiłku przez swoją pociechę. Otwarcie przyznaje się do narastającej frustracji i przerażającej myśli, że rytuał powtórzy się kolejnego dnia. Czytając te słowa uśmiechałam się, ale w głębi duszy rozumiałam ten stan doskonale. Każdego dnia przygotowuję posiłki, które najczęściej lądują w koszu zamiast w brzuchu Lilki. To wkurza, naprawdę! Rozumiem zainteresowanie dorosłym jedzeniem, nieumiejętność szybkiego przeżuwania i to, że to istotka, która dopiero przyswaja wszystko, co ja już ogarnęłam przez ponad dwadzieścia lat. Dlatego nie opowiadam o moim zniecierpliwieniu na co dzień, ale zrobiła to Chutnik.


do utraty tchu blog


Jednym z ważniejszych tekstów w tym zbiorze jest z pewnością Sprzątam, więc jestem, w którym autorka pod lupę bierze kulturowe stereotypy przypisywane kobietom i mężczyznom. Ten tekst nie dziwi, bo przecież Sylwia Chutnik jest absolwentką Gender Studies. Manifestacja męskości jest wpajana chłopcom wraz z nauką pierwszych kroków, może nawet wcześniej. Dziewczynki zaś w nagrodę otrzymują fartuszek i miotełkę do omiatania kurzu. Czy faktycznie tak jest? Czy Chutnik również nie ulega pewnym stereotypom? Gdybym miała odpowiedzieć tylko w oparciu o moją relację z mężem, to pewnie odpowiedź brzmiałaby, że tak, to nagięcie. Mąż sprząta, gotuje zdecydowanie częściej ode mnie, zajmuje się dzieckiem, robi zakupy... Niestety taki podział ról nadal nie jest czymś zupełnie normalnym. Feminizmu im się zachciało. Feminizm się kończy, jak trzeba samochód naprawić, dywan wytrzepać, czy kanapę wnieść na piętro... Tylko wciąż zapominamy, że są to czynności, które wykonuje się raz na kilka miesięcy, a KAŻDY KAŻDEGO DNIA korzysta ze wspólnej przestrzeni!


Nie każdy będzie interesowała się samochodem czy karmnikiem dla ptaków, ale naprawdę wszyscy muszą interesować się brudnymi skarpetkami i zlewem pełnym garów, bo wszyscy z tego korzystają i wszyscy robią ten bałagan.¹

do utraty tchu blog


Kolejnym felietonem, o którym należy mówić głośno i który powinien być rozesłany dla każdego rodzica, oprawiony i zawieszony w widocznym miejscu, jest tekst Gniewne brwi. Jest to pewnego rodzaju hańba i ostrze zwrócone ku rozumnemu człowiekowi i potwornie boli, że należy o tym wspominać. Niestety wciąż jest taka potrzeba, bo prawie codziennie dziennikarz z grobową miną informuje biednego człowieka, że gdzieś tam, za górami, za lasami, w dalekiej Polsce jakiś drań pobił dziecko. 


Gniewne brwi i nasza złość to jedno, ale przyhamujmy w porę i zapytajmy siebie, zanim uderzymy lub zranimy psychicznie: czy naprawdę jesteśmy tacy słabi, aby krzywdzić jeszcze słabszych od siebie?


Chutnik kończy refleksyjnie, drwina i sarkazm schodzą na dalszy plan. Kiedy opuścisz dom swój rodzinny jest jak haust rześkiego powietrza po wielogodzinnej pracy w zamkniętym pomieszczeniu. Delikatny wiosenny wiatr owiewa twarz, promienie słońca zaglądają przez zamknięte powieki, a uśmiech rozciąga napięte mięśnie. Mimo trudu, stresu, zabiegania warto zatrzymać się na chwilę, aby dostrzec to, co wokół. Bo kiedyś będziemy za tym tęsknić, kiedyś będziemy o tym marzyć i żałować, że nie zwolniliśmy.


Pielęgnujmy wspomnienia. Celebrujmy, póki możemy, te długie godziny rodzinnej wspólnoty, kiedy jeszcze wszyscy są na swoich miejscach i nikt nie uciekł z gniazda. I ściskajmy ciepłą rękę dziecka na spacerze.

do utraty tchu blog



Gdzieś pomiędzy kolejnymi tekstami Sylwii Chutnik, otulonymi subtelną ironią i sporą dozą dystansu do opisywanej rzeczywistości, powstał obraz kobiety-matki-feministki. To nie jest rozwścieczona baba plująca na mężczyzn, ani też księżniczka wyglądająca swojego księcia. To zwykły człowiek, tak po prostu. Ze swoimi słabościami, ale i nieziemską siłą. Domagająca się wolności wyboru, słowa i samodecydowania. Nic więcej. Zgodzisz się chyba ze mną, że taką feministką chciałby być każdy z nas? I Ty, i Ty, i Ty...



Za chwilę z książką Sylwii Chutnik i przyjemną lekcję feminizmu 
dziękuję Wydawnictwu Mamania


Dane techniczne

Sylwia Chutnik Mama ma zawsze rację
Wydawnictwo: Mamania
ISBN 978 83 62829 07 1


¹ Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą z książki S. Chutnik, Mama ma zawsze rację, Warszawa: Mamania, 2012. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger