Rok spełnionego marzenia


do utraty tchu blog


Gdy nadchodzi pora pożegnać odchodzący rok i powitać nowy, staram się unikać postanowień. Wieloletnie obserwacje moich poczynań zaowocowały podjęciem decyzji, że czas spojrzeć prawdzie w oczy - prędzej zaplotę warkocze z ptasiego mleczka, aby w każdej chwili móc podjadać, niż doczekam się jędrnego tyłka i kaloryfera na brzuchu. 😜 Pisałam o tym już dwa lata temu w pierwszym noworocznym tekście, w którym dzieliłam się z Tobą moim pomysłem na słoikowe wspomnienia. Nadal stoję na straży twierdzenia, że zdecydowanie wolę kolekcjonować dobre chwile, zapisywać je na maleńkich kartkach lub zatrzymywać w kadrze. Z całych sił pragnę żyć uważniej i chyba jestem w tym coraz lepsza. Nigdy też nie odczuwałam smutku w okresie okołonoworocznym. Jednak rok 2016 był odmienny - wyjątkowy i bije na głowę wszystkie inne, dlatego trochę mi żal, że muszę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem i ruszyć w nieznany 2017 rok.


Przez ostatnie miesiące uczyłam się być mamą. Nie będę ściemniać -  z różnym skutkiem. Był ból, palące łzy nieporadności i złości, nieprzespane noce (mogę policzyć na palcach jednej dłoni, ile razy obudziłam się naprawdę wypoczęta), walka ze zniecierpliwieniem i zmęczeniem. Jednak to wszystko jest drobnostką w porównaniu z tym, co dał mi ten rok. Pierwszy krzyk po wielu godzinach oczekiwań, pierwszy dotyk, ciepłe ciałko po przebudzeniu, niegasnący uśmiech na Lilusiowej buźce, oślinione całusy, cycusiowe czułości, wspólne wakacje, długie spacery, tulaski i miłość - czysta, zachłanna, wciąż nienasycona i pragnąca więcej i więcej. Z pełnym przeświadczeniem mogę stwierdzić, że dzięki Lili poznaliśmy się z A. na nowo i jesteśmy zachwyceni tym spotkaniem.  To był rok spełnionego marzenia. 💕


wspomnienia rok 2016


Muszę Ci się przyznać, że bardzo boję się tego, co przyniesie mi nowy rok. Wiem, że już czas opuścić ciepły, bezpieczny kokon, który uwiłam sobie przez te niespieszne dni. Od początku byłam świadoma, że to wszystko nie jest wieczne, że nadejdzie pora, gdy obudzi się we mnie chęć nowego. Tylko wciąż nie jestem pewna, czy to już... Spoglądam na tę moją kruszynkę i nie wyobrażam sobie, że niebawem będziemy musiały rozstawać się na wiele godzin. W mojej głowie jest znacznie więcej nieufności, wątpliwości i obaw, niż ekscytacji i radości. Mam cichą nadzieję, że gdzieś w głębi pozostała we mnie ta iskra pracowitości i pragnienie rozwoju, które ułatwią mi połączenie rolę mamy i kobiety pracującej.


Choć czuję strach, że nie będę przy Lili cały dzień, jak teraz, to jednak wierzę, że poukładamy sobie tę naszą codzienność. Pewnie wielokrotnie będę musiała zmierzyć się z rozczarowaniem, gdy moja mała dziewczynka nauczy się czegoś nowego, a mnie przy tym nie będzie. Być może początkowo nie będę miała czasu na czytanie, na pisanie i na wiele innych przyjemności. Być może... A może wszystko okaże się prostsze niż mi się wydaje. 😉


wspomnienia rok 2016



Witaj, nowy roku! Jeszcze się nie znamy, ale mam cichą nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. 



* * * 


A Tobie, Czytelniku, dziękuję, że razem ze mną tworzysz to miejsce - odwiedzasz, czytasz, komentujesz i przeżywasz. Życzę Ci, aby ten nadchodzący czas był pełen radosnych chwil. I nawet, gdy Twoje życie przyspieszy, to postaraj się nie stracić z oczu tego, co najważniejsze. ❤




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger