Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


To już rok. Pamiętam dokładnie te chwile po przebudzeniu, gdy dotykałam okrągłego brzuszka, gładziłam go z czułością i szeptałam obietnice wiecznej, bezwarunkowej miłości. Potrafiłam cały dzień nucić świąteczne piosenki, bo właśnie wtedy nasza Kruszynka stawała się aktywna. Piekłam pierniki i snułam opowieści, że następnym razem będziemy to robiły razem. Obserwowałam ten przedświąteczny rozgardiasz z nieukrywaną radością i nadzieją na piękne, nadchodzące miesiące. Nie pomyliłam się ani o odrobinkę. To był najcudowniejszy rok dla mnie i mojego męża. I choć pojawienie się Lili w naszym życiu powywracało codzienność do góry nogami, to mamy poczucie, że teraz wszystko jest na swoim miejscu. 


Gdy moje serce wybijało rytm serduszka Liluni bardzo zależało mi, aby zatrzymać czas. Cieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Dlatego z ogromną chęcią wzięłam udział w zabawie zorganizowanej przez Kameralną i stworzyłam Fotograficzny Kalendarz Adwentowy. Dziś, gdy wracam do tych zdjęć czuję zapach pomarańczy, przeglądam się w choinkowych światełkach i tulę do tych wspomnień z całych sił. W tym roku przygotowania wyglądają zupełnie inaczej. Nie ma wszystkiego na tip-top. Owszem, ogarniamy z A. dom według wcześniej ustalonej listy zadań, ale nasza córka ma w nosie jakiekolwiek rozpiski i działa według swojego planu. Dlatego nasze cztery kąty wciąż wyglądają jak po przejściu tsunami.😨😆 I wiesz, naprawdę dobrze mi z tym! Dzięki Lilce wyluzowałam, nie musi być perfekcyjnie, aby poczuć magię nadchodzącego Bożego Narodzenia


Wokół nas panuje totalny chaos. Do drzwi co chwila puka kurier z prezentami, które zamówiliśmy przez internet (to był najlepszy pomysł, aby uniknąć godzinnych spacerów w przedświątecznym tłumie z rozbrykaną Lilką w wózku). Sprzątając, potykamy się o zabawki, które my jedną ręką wrzucamy do pojemnika, a nasze dziecię drugą, mniejszą łapką wyrzuca. A gdy już czujemy, że panujemy nad sytuacją, to musimy pędem chwytać Lilkę lub spadające przedmioty, które ten mały nicpoń zrzuca. Tak, moja wymarzona księżniczka to też niezły łobuz, ale to najukochańszy łobuz pod słońcem! 😁


Za kilka dni będziemy świętować pierwszą wspólną Gwiazdkę. Chciałabym dać Lili wszystko, co najpiękniejsze i wiem, że jest to możliwe. Mam to na wyciągnięcie ręki każdego dnia. To ja, mój mąż, nasza dziewczynka i czas spędzony razem. To tyle i aż tyle. 



* * *


Pewnie już wiesz, że bardzo lubię fotografować. Różnie mi to wychodzi, jestem świadoma braków technicznych i niedociągnięć, ale ten moment zatrzymany w kadrze jest dla mnie bezcenny. Dlatego obowiązkowo musiałam zafundować świąteczną sesję dla mojej córeczki. Początkowo sądziłam, że będzie to profesjonalne studio, a za obiektywem fotograf z prawdziwego zdarzenia. Mamy już jedną taką sesję za sobą i efekty były zachwycające, ale... No właśnie, ciężko mi było odmówić sobie tej przyjemności i nie spróbować zrobić to sama. Jak wyszło? O tym poniżej.



Fotograficzna sesja świąteczna w domu



fotograficzna sesja świąteczna w domu


Gdy udaliśmy się na sesję noworodkową i zobaczyłam domowe studio naszego fotografa byłam jednocześnie zaskoczona, ale i zmotywowana. Okazało się, że wystarczy trochę przestrzeni, pomysł na tło i rekwizyty, aby wyczarować bajkową scenerię. Oczywiście bardzo przydatny jest również aparat... 😁 Dlatego, gdy zbliżał się okres przedświąteczny i w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się ogłoszenia bożonarodzeniowych sesji zdjęciowych, postanowiłam, że my w tym roku pobawimy się sami. Przede wszystkim wybraliśmy porę, gdy Lili miała ochotę na chwile przed obiektywem. Ponadto zmusiło mnie to do pracy z aparatem i pobudzenia mojej kreatywności. I jeszcze jeden, dość znaczący czynnik - nic nas to nie kosztowało (poza groszami, które wydaliśmy na rekwizyty).



Co może Ci się przydać podczas fotograficznej sesji świątecznej w domu?


  • duży karton, oklejony papierem dekoracyjnym, który posłuży jako tło;
  • kawałek tapety imitującej drewnianą podłogę (chyba, że masz piękny parkiet i chcesz go pokazać 😉);
  • dekoracje świąteczne: latarenki, lampki choinkowe, bombki, zapakowany prezencik, śnieżna kula, skarpety, filcowe ozdoby;
  • mały model, najlepiej własny, domowy, bo ten ukradziony od sąsiadów może odmówić współpracy. 😜


fotograficzna sesja świąteczna w domu


Nasze zdjęcia nie są perfekcyjne, jak te od fotografa, ale jestem w nich totalnie zakochana! Dostrzegam to, co mogłam poprawić, ale to jest drobnostka w porównaniu z rewelacyjnie spędzonym czasem i pamiątką z pierwszych świąt Lili. ❤


fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


* * *


Nie wyobrażam sobie, aby ten wyjątkowy czas spędzić z dala od naszego domu rodzinnego. Dlatego piszę do Ciebie, siedząc na w połowie spakowanych walizkach. Moja radość jest ogromna, bo udało nam się wyrwać codzienności trochę więcej wolnych dni i wracamy dopiero po Nowym Roku! 😀 Nie pozostaje mi już nic innego, jak zostawić Cię z tymi słodziutkimi, bożonarodzeniowymi kadrami i życzyć Ci pięknych, radosnych, rodzinnych, pachnących piernikami i aromatyczną kawą świąt! 


Serdeczności!

Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek

Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek

dekoracje z szyszek


Dziś policzyłam, ile czasu pozostało nam do świąt i czuję się jakbym przespała tydzień. 😲 I nie dlatego, że jestem tak wypoczęta, wręcz przeciwnie... To były bardzo pracowite dni i długie wieczory. Choć wypełnione czynnościami okołobożonarodzeniowymi, to jednak mam poczucie, że coś mi umyka. Marzę o niespiesznych porządkach, o zapachu suszonej pomarańczy, o smaku pierników pomieszanego z aromatem kawy. Do tego choć chwila z książką, bo ostatnio mijamy się zupełnie. Jedyne, co wciąż trzyma mnie w pionie to Lili, która tak pokochała świąteczne piosenki, że od dwóch tygodni poruszamy się w rytmie Let is Snow!


Nadchodzący czas to dla mnie najważniejszy moment w roku. Jednak odkąd zostałam mamą, gubię się między dniem a nocą, kluczę po ślepych uliczkach porozrzucanych zabawek, odliczam minuty od jednego Jej uśmiechu do drugiego, kroczę w rytmie uderzeń Lilusiowego serduszka. Tak to już jest. I w tym wszystkim bardzo łatwo zapomnieć, że świat ma swój zegar, który niekoniecznie chce zrównać się z moim matczynym. Bywają jednak chwile, w których doganiam rzeczywistość i przez moment dotrzymuję jej kroku. Niekiedy to ona karci mnie i przywołuje do porządku. Tak było wczoraj. W rozmarzeniu, z głową w chmurach, w stanie euforii, że wyszłam z domu bez dziecięcego taboru, wracałam z biblioteki i moim oczom ukazał się balkon sąsiada. Ukazał to może małe nieporozumienie, poraził mnie - to zdecydowanie odpowiednie określenie. Istne szaleństwo, milion światełek, gwiazdy, Mikołaj, bałwan wspinający się po barierce, a to wszystko na kilku betonowych metrach. Brakowało mi tylko migoczącego napisu Merry Christmas, który dopełniałby świąt w stylu made in Poland. 😂 Z roziskrzonymi oczami niczym Gwiazda Betlejemska wróciłam do domu i postanowiłam, że już czas udekorować nasze cztery kąty. 


Jeśli jesteś ze mną na Facebooku lub na Instagramie, to wiesz, że od jakiegoś czasu siedzę w szyszkach. 😜 Podczas kilku godzin spędzonych na wiciu wianków, zaczęłam zastanawiać się, jak można wykorzystać te pachnące lasem drobinki. Oczywiście wystarczyło otworzyć księgę zwaną Internetem, aby znaleźć mnóstwo inspiracji.  Niektóre już wykorzystałam, inne pozostają w sferze marzeń, które może przydarzą się w przyszłym roku. Nie przedłużam, łap garść pomysłów na cudowne ozdoby świąteczne!



Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek



  • Wianki, wianuszki, wianeczki


O wiankach z szyszek pisałam już jakiś czas temu. Tekst znajdziesz TU. Dzielę się w nim, jak w prosty sposób wykonać taką bożonarodzeniową dekorację. Od czasu publikacji tamtego postu wyczarowałam trochę nowych wianków, dlatego z przyjemnością pokażę Ci moje prace. Może jakiś przypadnie Ci do gustu i posłuży jako inspiracja podczas tworzenia własnego. 😊


wianek z szyszek

wianek z szyszek

wianek z szyszek


Wykorzystałam moc szyszek totalnie! Moje wianki są wykonane z nich w zupełności. Jednak równie dobrze mogą być tylko jednym z elementów bożonarodzeniowego wianka. 


wianek z szyszek
źródło


  • Stroiki 


Nie wyobrażam sobie stołu wigilijnego bez sianka pod obrusem, ale także bez ustrojonej świecy. Taka dekoracja może zdobić również inne kąty Twojego domu. 😉 W tak prosty sposób wprowadzisz świąteczny nastrój w szarą codzienność. 


stroik z szyszek

stroik świąteczny z szyszek

stroik świąteczny z szyszek



  • Lampiony


Choć lampiony z Ikei są wdzięczne i przyjemne dla oka, to jednak już dość oklepane. Wystarczy zwykły słoik, trochę starej koronki, wstążki, świerkowa gałązka i kilka szyszek, aby zrobić samemu klimatyczny lampion. Aaaa i nie zapomnij o świecy! 😆 Wykonanie takiego lampionu zajęło mi chwilkę, a prezentuje się świetnie.


lampion ze słoika



  • Girlandy


Girlanda z filcowych gwiazdek zachwycała mnie w ubiegłym roku. Jednak przeglądając pomysły wyszperane w sieci, zastanawiam się, czy nie urozmaicić swojej szyszkami. 😁 Te poniższe zachwycają prostotą i naturalnością.


girlanda z szyszek
źródło
http://starsinspirations.blogspot.com/2014/12/2014-christmas-decorations-garland.html
źródło


  • Pakowanie prezentów


Od jakiegoś czasu zauważyłam, że teraz już nie tylko prezent w sam sobie stanowi o jego atrakcyjności. Niezwykle ważna stała się również forma, w jakiej podarunek zostanie wręczony. Co rusz napotykam niesamowite pomysły na pięknie zapakowane prezenty. Muszę Ci się przyznać, że mnie urzekają te zapakowane w zwykły, szary papier, przewiązane sznurkiem z dodatkiem świerkowej gałązki i szyszek. 😊


http://fashionelka.pl/pakowanie-swiatecznych-prezentow-diy/
źródło

http://kasanaobcasach.com.pl/pomysly-na-pakowanie-swiatecznych-prezentow-1635
źródło


  • Szyszka w wersji sauté


Niektóre odmiany drzew iglastych mają tak piękne szyszki, że nie potrzebują żadnych dodatków. Takie naturalne prezentują się genialnie. Można je po prostu położyć i same w sobie stanowią dekorację, ale świetnie będą się także prezentować zawieszone na choince lub girlandzie (patrz wyżej ⇧). Ja postanowiłam wykorzystać trzy duże szyszki do odczarowania komody w przedpokoju. Często zapomina się, że to funkcjonalne pomieszczenie to nie tylko składzik na odzież wierzchnią i obuwie, ale również miejsce, w którym wita się gości. 😉


dekoracje z szyszek

http://pl.dawanda.com/product/91042435-szyszki-zawieszki-swiateczne
źródło

http://srebrnaagrafka.pl/sklep/violasororia/produkt/zawieszki-szyszkowe-3szt-szyszki-duze-ecru-wstazka-bombka
źródło




* * *


Jestem ciekawa, czy jakiś pomysł na dekorację przypadł Ci szczególnie do gustu? Mnie porywają wszelkie ozdoby, które mogę wykonać sama. Rozkochałam się we własnoręcznie przygotowanych prezentach, dlatego z przyjemnością w tym roku będę wręczać wianki i pierniki. 😊 


Ściskam!


Z Lilusiowej biblioteczki: "Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych" Marta Galewska - Kustra

Z Lilusiowej biblioteczki: "Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych" Marta Galewska - Kustra

nauka mówienia


Gdy byłam bardzo maleńką Olą ukochałam swojego smoczka miłością ogromną. Nazywałam go pieszczotliwie mela mela. Według opowieści mamy w tym czasie porozumiewałam się własnym, dziecięcym językiem. I tak mysz to była buma - wspominam o tym nieszczęsnym gryzoniu, bo odegrał on dość istotną rolę w mojej drodze na szczyt retoryki. 😆 Wracając do olinego pierwszego słownika, to gdy coś nie spotykało się z moją aprobatą, poetycko karciłam to krzycząc beeee!; a gdy mój brzuszek robił się pusty, dopominałam się wołając am am! Pewnego dnia moja rodzicielka postanowiła przerwać tę złotą nić wymizianego, wymemlanego i wygryzionego porozumienia między mną a mela mela - wyrzuciła smoczek, informując mnie jednocześnie, że został zjedzony przez małą, biedną myszkę. I choć moja rozpacz była okropna, a zawodzenie na tyle skuteczne, że w trybie natychmiastowym zakupiono mi siedem nowych smoczków, to właśnie te traumatyczne wydarzenia sprawiły, że wypowiedziałam pierwsze, pełne zdanie. Swój żal wyraziłam  zwięźle, acz treściwie: Buma bee, buma am mela mela. 😂 


Dziś trochę prześladuje mnie ta historia, szczególnie podczas rodzinnych spotkań. Niemniej idealnie obrazuje, w jaki sposób mały człowiek uczy się mówić. Niezwykle istotną rolę odgrywają tu rodzice, którzy pomagają dziecku stworzyć językową bazę. Często porozumiewają się ze swoją pociechą, stosując wyrazy dźwiękonaśladowcze. I to właśnie jest jedna z pierwszych lekcji nauki mówienia. Następnie w sposób naturalny łączą słowa z gestami, dodają do tego wyrazistą mimikę, wypowiadają dobrze znane wierszyki, wyliczanki i bajki. To wszystko sprawia, że dziecko oswaja nieznany mu świat słów. 


Lili jest jeszcze malutka, ma ukończone siedem miesięcy. Jednak odkąd zaczęła samodzielnie przemieszczać się, stabilnie siedzieć i spacery spędza w spacerówce, zauważyliśmy, że jest żywo zainteresowana wszystkim wokół. Co więcej, z każdym dniem wydaje więcej nowych dźwięków, czasami udaje jej się wypowiedzieć mama, uwielbia muzykę, dlatego często śpiewamy i tańczymy, czytamy książeczki... Jestem przekonana, że te nasze - tak oczywiste dla każdego rodzica - zajęcia są dobrym początkiem w nauce mówienia. 


nauka mówienia


Będąc ostatnio w bibliotece natknęłam się na nową książeczkę, Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych autorstwa Marty Galewskiej - Kustry. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby przekonać się, że to idealna lektura dla nas. 




Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych 

Marta Galewska - Kustra


nauka mówienia


Pucio uczy się mówić to pierwsza część przygód małego chłopca i jego rodziny. Jest to książeczka adresowana do najmłodszych dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z mówieniem. Poprzez krótkie teksty, które bazują w większości na prostych zdaniach i wyrazach dźwiękonaśladowczych, już nawet kilkumiesięczny maluszek świetnie odnajdzie się w świecie Pucia. 


Książka opatrzona jest wstępem dla rodziców, w którym zawarta jest instrukcja obsługi - jak zbudowana jest książeczka, jak jej używać, czego unikać oraz na co zwrócić uwagę. Choć pozycja ta jest bardzo prosta w odbiorze, to każdy rodzic może pokusić się o własny sposób przekazu. Jestem przekonana, że ta dowolność wyboru w formie czytania sprawi, że spędzony czas z książką Marty Galewskiej - Kustry będzie cudowną zabawą z maluchem.


nauka mówienia


Naturalnie przygodę z Puciem i jego najbliższymi można rozpocząć od przeczytania książki od pierwszej do ostatniej strony i my z Lilą właśnie tak poczyniłyśmy. Jakie było moje zdziwienie, gdy zwiercona na co dzień Lilka siedziała cichutko i z ciekawością wysłuchała całej(!) opowieści. Dotykała kartonowych kart, stukała paluszkami i uśmiechała się, gdy wymawiałam dźwięczne wyrazy. Moja radość jest jeszcze większa, bo Lili zaczyna powoli je powtarzać, oczywiście jeszcze bardzo nieporadnie. 😉 I jeśli myślisz, że tu czas spędzony z Puciem się kończy, to jestem w obowiązku wyprowadzić Cię z błędu. Treść książki jest na tyle uniwersalna, że każda karta to scenariusz dobrze znany maluchowi - jest mama, tata, siostra, mały dzidziuś, babcia, dziadek, spacery, wspólne posiłki, wycieczki do lasu, czy na wieś. Dlatego śmiało możesz otworzyć ją na dowolnej stronie i czytać jako odrębną historię. Innym pomysłem na wspólne odkrywanie świata Pucia to wyszukiwanie przedmiotów na obrazkach i nazywanie je wyrazami dźwiękonaśladowczymi.


Forma, na jaką się zdecydujesz naprawdę nie ma znaczenia! Równie dobrze możesz stworzyć własną historię. W tym wszystkim najważniejsza jest chwila, którą spędzisz ze swoim maluchem. 😊


Podczas wyboru lektury dla najmłodszych niezwykle ważne są dla mnie ilustracje. Uwielbiam kolorowe i baśniowe, ale dla takich malutkich, tyci tyci warto ograniczyć się do prostej grafiki. Ta pozycja spełnia moje wymagania. Obrazy są jasne w przekazie i zabawne. Dzięki temu maluch nie powinien mieć problemu z odnalezieniem wybranego elementu. 


nauka mówienia

nauka mówienia


Książka Pucio uczy się mówić jest dużego formatu (zbliżony do A4), a jej kartki są tekturowe. Na tym etapie to dla nas istotne, bo dzięki temu Lili bez problemu przewraca sama strony. Ponadto taka forma jest wytrzymała i odporna na ruchliwe łapki niemowlaka.


Chyba jak większość rodziców staram się wspomóc rozwój swojego dziecka, a książka to według mnie nieoceniona pomoc. Jako filolog polski i bibliotekarz czuję się w obowiązku, aby bronić stanowiska, że czytanie to nie tylko obowiązek i nauka. To może być świetna zabawa, a Pucio uczy się mówić Marty Galewskiej - Kustry jest idealnym sposobem połączenia przyjemnego z pożytecznym.



* * * 



Jakiś czas temu zaczęłam rozglądać się za książeczką dla córeczki, którą moglibyśmy podarować jej na Mikołajki. Zwróciłam się o pomoc do moich ulubionych dziewczyn z grupy facebookowej Przeczytaj & Podaj Dalej, które poleciły mi księgę dźwięków. Z pewnością taka książka trafi do naszej biblioteczki, ale to właśnie Pucio i jego rodzina zostaną z nami na dłużej. Niebawem będziemy musiały rozstać się z bibliotecznym egzemplarzem, więc zbliżający się 6 grudnia to odpowiedni czas, aby wybrać się do księgarni. 😄





Dane techniczne

Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych Marta Galewska-Kustra
Seria: Uczę się mówić
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ISBN 9788310130815


Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger