DIY. Wianek świąteczny z szyszek

DIY. Wianek świąteczny z szyszek

wianek z szyszek


Jeśli jesteś ze mną na Instagramie, to z pewnością wiesz, że w ostatnich dniach zajęłam się tworzeniem wianków. A dokładniej wianków z szyszek. Koniec listopada był ciężki i potrzebowałam czegoś, co będzie dla mnie ukojeniem. Spokój, jaki towarzyszy mi podczas pracy, pozwala skupić się na tym, co dobre. Święta Bożego Narodzenia zawsze sprawiają, że zaczynam mocniej, głębiej, a może od nowa wierzyć. Uwielbiam ten czas - roziskrzony milionem świateł, wypełniony zapachem pierników i pomarańczy, dający nadzieję, że będzie lepiej.


Od dawna marzyłam o wianku na drzwi i już kiedyś uwiłam sobie wianek z wierzby, która rośnie pod moimi oknami. Jednak to nie było to. W ubiegłym roku zrobiłam wianek adwentowy, ale tamten z kolei był na sztucznej podstawie i on również nie do końca mi odpowiadał. Dlatego teraz postanowiłam, że się przyłożę i będzie to coś wyjątkowego. Po kilku dniach czuję, że mam swój wymarzony wianek, który wisi dumnie na drzwiach. Tak bardzo spodobało mi się to zajęcie, że stworzyłam kolejne wersje kolorystyczne i to jeszcze nie koniec. 😁


wianek z szyszek



Jeśli chciał(a)byś wykonać taki wianek w domu, to podpowiem Ci, co będzie Ci potrzebne:

  • styropianowy wianek - równie dobrze może to być podstawa wycięta z tektury, wypełniona gazetami i owinięta folią;
  • pistolet do klejenia na gorąco lub inny klej, który jest trwały i sprawdzi się podczas klejenia drewna i styropianu;
  • szyszki (baaaaaaaardzo dużo szyszek! 😀 Proponuję pozostawić je choć na jeden dzień w ciepłym miejscu, aby dobrze się pootwierały);
  • farba w spray'u;
  • materiały dekoracyjne (gwiazdki, wstążka).



Jeśli chcesz, aby wianek mógł zostać zawieszony, to przed przystąpieniem do pracy przewiąż go wstążką.


Szyszki przyklejaj na styropianowej obręczy, starając się mocować je jedna przy drugiej. Szczeliny, które mimo to i tak powstaną, spróbuj wypełnić mniejszymi szyszkami. Całość spryskaj farbą i pozostaw na chwilę do wyschnięcia. Następnie przyklej ozdoby, przewiąż wstążką i gotowe!


wianek z szyszek



Wiem, to wszystko brzmi banalnie i prosto, ale taki wianek jest dość pracochłonny. Niemniej wart zachodu, bo prezentuje się naprawdę cudownie.


W najbliższych dniach mam zamiar wyczarować biało-srebrny wianek z fioletowymi dodatkami. Ponadto chciałabym również zrobić stroik na stół wigilijny. Pomysłów mam mnóstwo, ale w moim domu jest też rozbrykany szkrab, który teraz nie tylko przemieszcza się w ekspresowym tempie, ale próbuje stanąć przy wszystkim, co wygląda na dość stabilne! 😲 Zaczynamy powoli zastanawiać się z mężem nad tym, jak ustawić choinkę, aby ten mały łobuz nie przewracał jej co chwila. Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie owinięcie ją łańcuchem... Oczywiście choinkę, nie Lilkę... 😂


wianek z szyszek

wianek z szyszek

wianek z szyszek



Gorzki listopad

Gorzki listopad

jesień


Ostatnie dni nie były dla nas łaskawe. Choroba Lili, nieustannie psujący się samochód i naprawy, które ciągnęły się w nieskończoność. Jednak to wszystko okazało się tak błahe i nieistotne w obliczu wydarzeń, które dopiero miały nadejść. Straciliśmy kogoś bliskiego. Takie pożegnania z reguły nie są łatwe. Szczególnie, gdy odchodzi ktoś za szybko, bez pożegnania, z niespełnionymi marzeniami i czasem, którego już nie ma. 


Zawsze sądziłam, że wszystko dzieje się po coś. Że należy widzieć jasne strony codzienności. Ale dziś wątpię. Czuję żal i niesprawiedliwość losu. Jest jednak coś, o czym wciąż myślę - to, że nigdy nie ma zbyt wiele czasu, aby być szczęśliwym.


* * *


Jeśli troszeczkę za nami tęsknicie to zapraszam Was do dołączenia do nas 


Instagram



Ściskam!


Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady

Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady



Czasami z niczego powstaje coś. Wielkie rzeczy rodzą się z małych, drobnych spraw. Podbono iskra wystarczy, aby wzniecić pożar.


Jedno słowo może wywołać lawinę, którą bardzo ciężko zatrzymać. Zmęczenie zasnuwa mgłą inne myśli i nie pozwala dostrzec tego, co dobre. Jeden parszywy dzień przeradza się w kolejny, przygniatając ciężarem odrętwienia. Jest pusto, szaro i beznadziejnie. 


Ale.


Jedno słowo może skruszyć kamień i zburzyć mur. Niekiedy nieśmiały uśmiech przedziera się przez ciężkie chmury smutku i rozwiewa wszelkie zmartwienia. Choćby na chwilę. I ten jeden, jedyny moment wystarczy, aby pancerz zwątpienia poluźnił sztywne szwy. Łapiesz oddech - krótki i urywany, który ustępuje miejsca kolejnemu. Krok po kroku. 


Czasami dzień bez polotu może przerodzić się w całkiem aromatyczne popołudnie. 



Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady




Lista składników


  • 250 ml mleka;
  • 40 g świeżych drożdży;
  • 100 g cukru;
  • 500 g mąki 

(zawsze przygotuj sobie więcej mąki, aby móc podsypywać podczas wyrabiania);

  • 100 g masła;
  • 3 jajka;
  • szczypta soli;
  • cynamon;
  • imbir;
  • tabliczka czekolady.


Sposób przygotowania


Podgrzej mleko do temperatury nie wyższej niż 40 st., następnie dodaj rozkruszone drożdże, łyżeczkę cukru i dwie łyżki mąki. Wszystko dokładnie wymieszaj, przykryj ściereczką i odstaw na 15 minut w ciepłe miejsce.


Pozostałą część cukru, mąkę, sól i 80 g roztopionego masła (pozostałą część zostaw na posmarowanie ciasta) wymieszaj w misce. Dodaj wyrośnięty rozczyn i roztrzepane 2 jajka. Wszystko dokładnie połącz i zagnieć miękkie, elastyczne ciasto. Przykryj je ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę, aby ciasto podwoiło swą objętość.


Gdy ciasto będzie już gotowe, podziel je na 4 mniejsze części. Każdą z nich rozwałkuj, posmaruj roztopionym masłem, posyp obficie cynamonem, dodaj szczyptę imbiru i rozkrusz czekoladę. Jeśli chcesz, aby cynamonki były słodziutkie, możesz dodać cukier. Zwiń jak roladę, pokrój w plasterki i ułóż na wcześniej przygotowanej blasze (pamiętaj, aby zostawić odpowiednie odstępy - ciasto drożdżowe wciąż rośnie). Przykryj blachę ściereczką i odstaw na kolejne 20-30 minut. 


Przed pieczeniem posmaruj cynamonki roztrzepanym jajkiem. Piecz bułeczki przez 15-20 minut w temp. 180 st. C. 





* * *


Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A Ty gdzie siedzisz? Twoja szklanka codzienności jest do połowy pusta czy pełna? 



-------------------------------------

Inne przepisy z ciasta drożdżowego:

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

Razem będzie lepiej Jojo Moyes


Gdy zaczynałam przygodę z bohaterami powieści Razem będzie lepiej Jojo Moyes, usłyszałam, że ta książka jest jak słońce w zimie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo tak się składa, że lubię zimę, a gdy świeci wtedy słońce - to już w ogóle moje serce przepełnia radość. Jednak później zaczęłam analizować, czy aby na pewno to jest takie słońce, które tworzy moje najwspanialsze, zimowe wspomnienia?  Wiesz, takie słońce, które sprawia, że pod butami skrzypi śnieg, a biała, gładka tafla skrzy się w jego promieniach niczym sreberko spowijające najsmaczniejszą czekoladę. I wtedy nieistotny staje się czerwony nos, mróz podszczypujący policzki, bo gdy w oczy zagląda zimowe słońce, to po prostu cieszę się, że jestem częścią tego wszystkiego. Po przeczytaniu kilku stron książki wiedziałam, że niepotrzebnie traciłam czas na rozmyślania. Decydując się na tę lekturę, otrzymałam Moyes w najlepszym wydaniu! 


To historia o pewnej młodej kobiecie, Jess, którą życie nie rozpieszcza. Co więcej, chłoszcze ją porządnym batem każdego dnia - na dzień dobry i na dobranoc. Ot, chyba żeby wiedziała, że żyje. Jednak Jess na przekór przyodziewa płaszcz optymizmu i nie poddaje się. Bierze na barki samotne wychowanie dziesięcioletniej córeczki i nastoletniego pasierba, pracę na dwa etaty, nawet męża, który od dwóch lat ucieka przed obowiązkami. Jess wciąż powtarza, że coś wymyśli, że będzie dobrze, że jakoś to załatwi... I gdy pewnego dnia okazuje się, że jej mała dziewczynka, dzięki swym niezwykłym zdolnościom matematycznym, może ubiegać się o przyjęcie do prestiżowej szkoły, Jess nie zastanawia się zbyt długo. Po prostu wyrusza w drogę, aby spełnić marzenie córki. 


Więc pewnego razu Ed spotkał dziewczynę, która była największą optymistką, jaką kiedykolwiek znał. Dziewczynę, która nosiła japonki z nadzieją na nadejście wiosny. Sprawiała wrażenie, jakby biegła przez życie w podskokach, niczym Tygrysek z "Kubusia Puchatka"; rzeczy, które rozłożyłyby większość ludzi na łopatki, zdawały się je nie dotykać. Albo jeżeli padała, to natychmiast się odbijała i wracała do pionu. Upadała raz jeszcze, przywoływała uśmiech na twarz, otrzepywała się i ruszała dalej. Ed nie potrafił stwierdzić, czy to najbardziej bohaterska, czy najidiotyczniejsza rzecz, jaką w życiu widział.


Taka była Jess. 


Razem będzie lepiej Jojo Moyes


A potem pojawił się Ed. Na zakręcie. W najgorszym momencie swojego dotychczasowego, dostatniego i beztroskiego życia. I wbrew pozorom te dwa skrajne światy idealnie się uzupełniły, dopasowały jak brakujące puzzle. 


Pewnie zastanawiasz się co jest takiego wyjątkowego w tej książce? Wydaje się być taka, jak większość dobrze napisanych obyczajówek. Jednak Razem będzie lepiej Jojo Moyes jest niesamowita. To chyba ta zwyczajna codzienność. To, w jaki sposób Moyes zestawiła bogactwo ze skrajną biedą, pokazując jednocześnie, że owszem - pieniądze nie są ważne, jeśli się je ma. Bo co wtedy, gdy brakuje na zaspokojenie podstawowych potrzeb, jak jedzenie, ubranie, czy opłacenie rachunków? Co wtedy? No właśnie, wtedy kombinujesz, głowisz się i naginasz morale. W takim momencie nie zarzekasz się, że nigdy, bo tak naprawdę to tego nie wiesz. 


Myślę, co było w Jess, że czułam się z nią tak blisko, że rozumiałam jej wybory bez zastrzeżeń? Z pewnością nie chodzi tu tylko o wiek bohaterki powieści Razem będzie lepiej, który faktycznie jest zbliżony do mojego. Nie, to chyba jej niezachwiana wiara, że dobro przyciąga dobro i optymizm, który jawi się tak nie na miejscu w jej sytuacji. Jest coś jeszcze, to bezgraniczna miłość do dzieci. 


Kiedy Jess urodziła Tanzie, to choć była wtedy bardzo młoda i głupia, miała na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, że będzie mówić jej codziennie, jak bardzo ją kocha. Będzie ją obejmować, ocierać jej łzy i tarzać się z nią po kanapie, z nogami splecionymi razem jak spaghetti. Otoczy ją miłością. 


Moyes stworzyła kobietę młodą, ale niezwykle silną i mądrą. Jednak nie wolną od potknięć i błędów. Jess, jak każdy, dokonuje złych wyborów, ale jest w tym szczera i wciąż wierna swoim przekonaniom. To wszystko sprawia, że jej postać jest na wskroś prawdziwa. 


Razem będzie lepiej Jojo Moyes


Razem będzie lepiej Jojo Moyes jest jak słońce w zimie. Dzięki niej na Twojej buzi pojawi się uśmiech, ale jak to ze słońcem i mrozem bywa - mogą pojawić się łzy. To będą dobre łzy, takie oczyszczające, po których poczujesz się lekko. 


Po lekturze Zanim się pojawiłeś i kontynuacji tej powieści, Kiedy odszedłeś odmalowałam sobie w obraz Moyes jako pisarki, która w zwyczajności i prostocie dnia powszedniego odnajduje tę iskrę, którą czasami gubimy. Niekiedy nieświadomie, w biegu, ale bywa i tak, że znika ona nam z oczy na życzenie. Bo nie mamy siły stawić czoła, bo to nas przerasta i wolimy poddać się i nie wysilać. A ja chciałabym wierzyć, że jednak warto. Że to wszystko dzieje się po coś. Dlatego z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej książki Jojo Moyes.


* * * 


Czytając Razem będzie lepiej znalazłam słowa, które chyba wypiszę sobie wyraźnie na kartce i zawieszę na lodówce, aby każdego dnia o nich pamiętać. 


Bo choćby nawet cały świat rzucał w ciebie kamieniami, to jeżeli mama stoi po twojej stronie, nic ci się nie stanie. Gdzieś głęboko w środku będziesz wiedzieć, że jesteś kochany. Że zasługujesz na miłość.




DANE TECHNICZNE

Razem będzie lepiej Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak
ISBN 9788324026920

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger