Dlaczego warto czytać niemowlakowi?

Dlaczego warto czytać niemowlakowi?



Pracując w bibliotece, niejednokrotnie mogłam zaobserwować, jak duży wpływ na rozwój malucha mają książki. Widziałam tę nieukrywaną radość po przekroczeniu progu biblioteki, ciekawość wymalowaną na dziecięcej buźce, gdy do rączek trafił egzemplarz z piękną okładką i niecierpliwość, kiedy na wymarzoną lekturę należało troszeczkę poczekać, bo akurat była u innego czytelnika. Podczas zajęć z najmłodszymi uwielbiałam ten moment wyciszenia podczas czytania książki, ale niesamowicie bawiły mnie również te nagłe pytania, które przecież nie mogły długo czekać zamknięte w zwierconej główce. Jednak musisz wiedzieć, że książka nie zawsze budziła zachwyt u dzieci. Bywało tak, że musiałam się wgryźć w nią porządnie, aby później zaserwować wykwintne danie, które zasmakuje wymagającym odbiorcom. I choć biblioteka, w której dane mi było pracować była raczej skromna, nie uświadczyło się w niej najnowszych udogodnień, do których przyzwyczajone są teraz dzieci, to jednak było w niej coś magicznego. Książki! Tak, dzięki książkom i odrobinie kreatywności można było spędzić cudowne chwile, bawiąc się, czytając i rozmawiając nieustannie. 


Przez cały ten czas nigdy nie zwątpiłam w słuszność wykonywanej pracy. Byłam i wciąż jestem przekonana, że książki potrafią uleczyć chorą duszę, pobudzić do działania, a czasami rozwiać wątpliwości, które pojawiają się w umyśle dziecka. O zaletach czytania napisano już tak wiele, że nie wiem czy jest sens, abym musiała przekonywać Cię, że jest to po prostu super! Dzięki wspólnym chwilom z książką Twoje dziecko będzie czuło się przede wszystkim kochane, bo Twoja uwaga skupiona jest wyłącznie na nim. Ponadto czytanie uczy poprawności językowej, rozwija zasób słów, ćwiczy pamięć, pobudza wyobraźnię, poszerza horyzonty, pomaga w rozwijaniu własnego systemu wartości, bawi, chroni przed uzależnieniem od komputera i telewizji... Ach, mogłabym tak w nieskończoność! Dlatego odkąd pamiętam miałam marzenie, aby przekazać tę moją miłość do książek swojemu dziecku. I choć Lili ma dopiero pół roczku, to my już sobie w najlepsze czytamy! Co więcej, pierwsze kroki w tym kierunku poczyniliśmy już, gdy córeczka była w brzuszku. 


Jeśli zastanawiasz się, czy nie zwariowałam, czy taki maluch w ogóle rozumie i czy ma to realny wpływ na jego rozwój, to poniżej postaram się rozwiać te wątpliwości i opowiedzieć, jak się do tego zabrać. Niemniej już teraz mogę z pełnym przekonaniem napisać, że zawsze warto czytać dziecku - czy to niemowlakowi, czy dwulatkowi, czy trochę starszemu



Dlaczego warto czytać niemowlakowi?





Kiedy zacząć czytać dziecku?

Im wcześniej, tym lepiej. My rozpoczęliśmy swoją przygodę już, gdy byłam w ciąży. Początkowo bardzo dużo mówiliśmy, później zaczęliśmy śpiewać i opowiadać bajki. Gdy Lili była już z nami zaczęłam pokazywać jej książeczki materiałowe, które są mięciutkie i bezpieczne dla takich maleńkich ludzi oraz książeczki kontrastowe. Z czasem zaczęliśmy czytać wierszyki, a dziś po prostu czytamy. 



Dlaczego warto czytać niemowlakowi?

Po pierwsze, nie widzę żadnych, ŻADNYCH przeciwwskazań! Książką nie wyrządzisz krzywdy swojemu dziecku, a tylko pomożesz w jego rozwoju. 


Z pewnością wiesz, że bardzo ważne jest, aby od początku kłaść niemowlę na brzuszku. Jednak nie wszystkie dzieci lubią tę pozycję. My pokazywaliśmy Lilce książeczki, aby odwrócić jej uwagę od niewygodnego położenia. 


Ponadto czytając dziecku budujesz tę wyjątkową więź ze swoją pociechą. Szczególnie polecam, aby to tata czytał dziecku, bo nam, mamom jakoś łatwiej znaleźć wspólny język z noworodkiem. ;) Takie wspólne chwile z pewnością będę odprężające i wyciszające dla obu stron. Jednak musisz pamiętać, że ten pierwszy kontakt z książką nigdy nie będzie tak idealny, jak na obrazku. Dziecko zazwyczaj chce dotknąć, może szybko się rozpraszać, wiercić, dlatego pozwól mu, aby mogło pomacać książkę, oślinić ją i potrząść w małych rączkach. W ten sposób oswoisz je z nieznanym przedmiotem.






Czytając maluchowi staraj się modulować głos, aby zaciekawić tym, co robisz. Pokazuj obrazki, wskazuj wybrane elementy, nazywaj i używaj słów dźwiękonaśladowczych. To jest właśnie jedna z pierwszych lekcji nauki mówienia. W ten sposób stymulujesz i pobudzasz małą główkę do myślenia. 


Ważne jest, aby traktować książkę jako pewnego rodzaju rozrywkę, zabawę, a nie przymus i nużące zajęcie. Twój entuzjazm udzieli się dziecku. Warto zabierać książkę ze sobą na spacer, czy w inne miejsce, aby mieć do niej dostęp, gdy maluch się nudzi.



Jakie książki czytać niemowlakowi?

Na początek warto sięgnąć po materiałowe i kontrastowe. Następnie po te "nieskomplikowane" -  z prostymi, kolorowymi ilustracjami, z niewielką ilością tekstu na stronie i z czasem wprowadzać książki, które są bogatsze w grafikę i tekst. Ciekawym wyborem są książeczki, które zawierają elementy o innej strukturze, np. miś obszyty futerkiem.


* * *


My już rozpoczęliśmy kompletowanie Lilusiowej biblioteczki - część kupiliśmy, a część wypożyczamy. Z pewnością będziemy się tu dzielić tym, co naszym zdaniem jest warte uwagi. Jednak już teraz muszę Ci się przyznać, że mam bzika na punkcie książeczek dla dzieci i w naszym domu zamieszkały już takie, które poczekają na Lilkę. Teraz je sobie oglądamy, czytamy tylko fragmentami i dotykamy. Z pewnością zainwestuję także w książeczki manipulacyjne, które są po prostu rewelacyjne (z pełnym przekonaniem polecam TULANKI - my w swój egzemplarz zaopatrzymy, gdy Lili troszeczkę jeszcze podrośnie). Obecnie naszą ulubioną porą na czytanie jest wieczorem, tuż po kąpieli i po karmieniu. Leżymy sobie i oglądamy, dotykamy i czytamy...






A Ty czytasz swojemu dziecku? Jak rozpoczęła się Wasza przygoda z książką? A może macie już jakieś ulubione lektury? Jestem bardzo ciekawa Twojego podejścia do czytania.




Pielęgnacja włosów osłabionych i wypadających (po ciąży)

Pielęgnacja włosów osłabionych i wypadających (po ciąży)

wypadanie włosów


Jesień jest bardzo wdzięczną porą roku. Mimo deszczu, czasami deficytu słońca i sino-burego tła, da się ją lubić. Za długie wieczory, podczas których można obejrzeć wszystkie filmy/seriale świata, przeczytać stosy książek i wypić litry kakao! Jednak jesień bywa też kapryśna i niekorzystna... dla naszych włosów. Niestety okres tuż po lecie często powoduje, że nasze włosy są osłabione i zaczynają wypadać.


Ostatnie przez trzy miesiące na mojej głowie rozgrywała się włosowa tragedia. To była masakra! Choć nadal stosowałam się do 3 podstawowych kroków w pielęgnacji, o których już Wam pisałam, to i tak straciłam około 1/4 mojej czupryny. Zdaję sobie sprawę, że pora roku nie miała tu wielkiego znaczenia. Powodem okropnego (!) wypadania włosów był stan po ciąży i karmienie piersią. Przetrząsnęłam internet, przeprowadziłam wywiad wśród mam i dowiedziałam się, że to naturalne i samo minie. Ech, nie byłam z tego zadowolona i nie miałam najmniejszego zamiaru siedzieć z założonymi rękoma i czekać na cud. Postanowiłam przyjrzeć się mojej pielęgnacji, wczytać się dokładniej w blogi włosomaniaczek i w ten sposób opracować swój plan walki z włosami osłabionymi i wypadającymi.


Nie oczekuj, że znajdziesz tu coś odkrywczego, ale postaram się to przedstawić Ci w sposób jasny i przejrzysty. Tak, abyś mogła mój plan spokojnie wprowadzić u siebie. Ze swojej strony mogę tylko dodać, że po trzech miesiącach regularnego stosowania tych wszystkich zabiegów, o których zaraz tu napiszę, moje włosy przestały wypadać, pojawił się wysyp baby hair i mam poczucie, że w końcu znalazłam patent na moje wysokoporowate fale. Z każdym kolejnym dniem wyglądają coraz lepiej i choć wiem, że jeszcze długa droga przede mną, to mam przeświadczenie, że i tak poczyniłam stumilowy krok w mojej włosowej świadomości.


Pielęgnacja włosów osłabionych i wypadających



wypadanie włosów


OCZYSZCZANIE

Od dość dawna stosuję delikatne szampony - ziołowe, bez parabenów i SLS-ów, często sięgam po szampon dla dzieci (np. Babydream). Jednak nie wystrzegam się już tak, jak wcześniej SLS-ów. Wiem, że od czasu do czasu muszę porządnie oczyścić skórę głowy, aby pozostałe zabiegi miały w ogóle sens. Ponadto dość rzadko, ale staram się robić peeling skóry, łącząc brązowy cukier z szamponem. Dzięki temu pozbywam się nadmiaru kosmetyków, a składniki odżywcze mają skuteczniejsze działanie.



WCIERKI

O zbawiennej mocy wcierek pisałam właśnie przy okazji poprzedniego tekstu o pielęgnacji włosów. Jednak teraz czuję się w obowiązku ponownie o nich wspomnieć. 


To właśnie wcierki uratowały mnie przed totalnym wyłysieniem. Do mojego zestawu, składającego się z kozieradki i pokrzywy, dodałam jeszcze skrzyp polny. Zazwyczaj łączę go z pokrzywą i chyba to jest właśnie mój ulubiony duet. Jest bezzapachowy, a jego działanie jest naprawdę zachwycające. Wypróbowałam również gotowca Radical, która zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego. Wcierka ta towarzyszyła mi podczas wyjazdu nad morze, gdy wiedziałam, że nie będę miała możliwości przyrządzania ziołowych naparów. Dość szybko ją zużyłam, ma przyjemny zapach, nie podrażniła mi skóry głowy, a jej cena jest zachęcająca. W sytuacji podbramkowej - polecam.


Jakiś czas temu wyczytałam u Kosmetycznej Hedonistki o wcierce z kropel żołądkowych. Nie odważyłam się jeszcze na ten krok, bo zioła są dla mnie wystarczające, ale jestem bardzo ciekawa efektów. 



OLEJOWANIE

Olejowanie jest wciąż obecne w pielęgnacji moich nieposłusznych włosów i nie mam zamiaru rezygnować z tego kroku. Nadal hitem jest u mnie olej lniany, ale z czasem polubiłam się również z kokosowym. Zastanawiam się nad wypróbowaniem jakiegoś innego, np. ze słodkich migdałów. 


Dzięki olejom, które nakładam dość często, moje włosy zaczęły się wygładzać. Nie puszą się już tak bardzo, są miękkie w dotyku i błyszczące. Bardzo zależało mi, aby nabrały naturalnego połysku, ponieważ od 1,5  roku nie farbuję włosów i początkowo były matowe. Według mnie oleje to podstawa pielęgnacji!


Niedawno przeczytałam u Delishe o kremowaniu włosów i mam zamiar dowiedzieć się o tym coś więcej. Podobno zabieg ten przeprowadza się podobnie jak olejowanie, ale ciekawią mnie szczegóły.



ODŻYWIANIE

Nie wierzę już w magiczną moc odżywek, raczej stawiam na wcierki i oleje, a odżywki służą mi jedynie do ułatwienia rozczesywania włosów. Ostatnio stosuję ekspresową odżywkę z imbirem Mrs Potters, zakupioną w Biedronce. Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się z maskami. Te lubię, nawet bardzo!


Niestety warto wiedzieć, że zioła mogą przesuszyć nasze włosy. Tak właśnie stało się z moimi. Choć z każdym tygodniem traciłam mniej włosów, to jednak stawały się sianowate. Owszem, niezbędne okazały się oleje, ale brakowało mi jeszcze czegoś. To właśnie w tym momencie dowiedziałam się, że odżywki dzielą się na trzy rodzaje - emolienty, humektanty i proteiny (bardzo jasno objaśnia to Kosmetyczna Hedonistka). Znając te rozróżnienie z łatwością można ustrzec się przed zakupem nieodpowiedniego kosmetyku, a tym samym poprawić wygląd swoich włosów. Ja wiem jedno - moje włosy potrzebują emolientów! Obecnie stosuję maskę Kallos Multivitamin i jestem nią zachwycona.


Ponadto zaczęłam również fundować moim włosom maskę w postaci żelu z nasion lnu. Jest to dość czasochłonne, ale warte wypróbowania. Około 2-3 łyżek nasion lnu gotuję w szklance wody przez 15 minut, następnie przecedzam nasionka, a ciepły żel nakładam na umyte włosy, wcierając go również w skórę głowy. Włosy owijam folią, otulam ręcznikiem i czekam godzinę. Po upływie tego czasu żel zmywam letnią wodą. 


ODPOWIEDNIA DIETA I SUPLEMENTACJA

O tym, jak ważna jest odpowiednia dieta bogata w witaminy nie będę Cię przekonywać, bo z pewnością o tym wiesz. Jednak jeśli jesteś, tak jak ja, matką karmiącą to dbaj o nią szczególnie. Ponadto ja wciąż przyjmuję witaminy dla kobiet w ciąży i karmiących piersią oraz dodatkowo łykam cynk. 



* * *


Jesli dobrnęłaś do końca to już wiesz, że to nie jest żadna filozofia. Odpowiednie oczyszczanie, ziołowe wcierki, oleje, odpowiednie odżywki i witaminy - to mój klucz do pięknych, zdrowych włosów. U mnie ten plan się sprawdza i mam nadzieję, że u Ciebie również zadziała. 

Co mogłabym dodać? 
  • Nie myj włosów gorącą wodą, a letnią;
  • Nie trzyj ręcznikiem. Delikatnie odsącz nadmiar wody.
  • W miarę możliwości pozwól im wyschnąć naturalnie.
  • Nie szarp przy czesaniu, najlepiej użyj do tego grzebienia z szerokim rozstawem zębów. 
  • Unikaj wysokiej temperatury w pielęgnacji.

wypadanie włosów

wypadanie włosów


To tyle i aż tyle. Życzę Tobie i sobie cierpliwości, bo o włosy naprawdę warto dbać. Przecież to ma być nasza ozdoba, a nie zmora! Będę zachwycona, gdy podzielisz się swoimi sposobami na ujarzmienie niesfornych włosów. A jeśli jesteś mamusią, to może masz jakiś patent na małego włosowego sadystę? Lilusiowa fascynacja moimi włosami jest z każdym dniem coraz silniejsza i obawiam się, że nawet jak już zapanuję całkowicie nad wypadaniem, to moja córka pozbawi mnie ich doszczętnie. Musi ich dotykać przy karmieniu, przy zasypianiu, przy ubieraniu, przy zabawie... RATUNKU! :)



"W cieniu" Diane Chamberlain

"W cieniu" Diane Chamberlain

w cieniu diane chamberlain


Podobno wiara czyni cuda. Otwiera zamknięte drzwi. Dodaje siły, aby radzić sobie z tym, co przygniata i ciąży tak bardzo, że czasami brakuje tchu. Pozawala dostrzec więcej, a czasami pokazuje to, czego może tak naprawdę nie ma. 


To właśnie z taką wiarą mierzyłam się, czytając najnowszą powieść Diane Chamberlain, W cieniu. Niezachwianą, pełną nadziei i miłości. Wiarą, która przekracza granice rozumu. Bo gdy w grę wchodzi zdrowie i szczęście tych, których się kocha, wszystko inne schodzi na dalszy plan. Okrywa je cień. 


 W cieniu Diane Chamberlain


w cieniu diane chamberlain


W takich chwilach, gdy nie rozpamiętywał bólu i poczucia straty, zadawał sobie pytanie, czy to spotkało jego rodzinę nie bez przyczyny. Jaką miał wyciągnąć z tego naukę? Nie widział żadnej. Tylko okrutny żart okrutnego Boga.

To, co gnębi Liama jest pewnie bliskie każdemu, komu choroba zabrała ukochaną osobę. Liam - jeden z głównych bohaterów powieści Chamberlain. To młody mężczyzna, który połowicznie stracił żonę. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego połowicznie? Bo jego żona, Mara żyje, ale jest sparaliżowana od czasu porodu ich synka. Jedyną formą kontaktu jest uśmiech, który automatycznie pojawia się na twarzy kobiety. 


Liam nie jest w tym sam. Ma Sheilę - teściową, która pomaga mu w wychowaniu rocznego synka. Jest także Joelle, przyjaciółka jego i Mary, która na równi opiekuje się nieuleczalnie chorą kobietą. Niemniej każdego dnia Liam czuje, że jego życie utknęło w martwym punkcie. Poczucie odpowiedzialności nie pozwala mu ruszyć naprzód, a każdy krok ku normalności wywołuje w nim falę wyrzutów sumienia. To właśnie jest również powodem, dla którego odtrąca Joelle - swoją powiernicę, bratnią duszę, współtowarzyszkę w cierpieniu. 


Joelle. Choroba przyjaciółki niesamowicie ją poruszyła, dlatego z łatwością przychodzi jej niesienie pomocy najbliższym Mary. Kobieta tak bardzo angażuje się w ich życie, że jest w stanie usunąć w cień własne potrzeby, aby zagwarantować im spokój. Oddanie i lojalność sprawiają, że Joelle łamie swój własny kodeks wierzeń i zwraca się o pomoc do uzdrowicielki, która rzekomo wiele lat temu uratowała jej życie.



w cieniu diane chamberlain



Chamberlain ponownie porusza wrażliwe nuty czytelnika, bo W cieniu to bardzo emocjonalna książka. Ukazuje dylemat młodego mężczyzny, który choć stracił bezpowrotnie żonę, nadal czuje się w obowiązku trwać przy niej. Jednocześnie skazując siebie i maleńkie dziecko na życie w niepełnej rodzinie. Ponadto bardzo ciekawie zarysowana jest tu postać matki Mary - kobiety, uparcie wierzącej, że jej córka kiedyś wyzdrowieje i przytuli swojego synka. Tym samym Sheila nie dostrzega, jak wielką presję wywiera na Liamie. Chamberlain przedstawiając relacje teściowej i zięcia, dała czytelnikowi namiastkę tragedii, jaka spotyka rodziny dotknięte tak ciężką chorobą. Wybory, przed którymi stawia je los czasami oscyluje wokół decyzji etycznie wątpliwych, a z pewnością dyskusyjnych. 


Choroba Mary, która staje się niemym bohaterem powieści W cieniu, to tylko punkt wyjścia dla poruszenia przez autorkę tematyki medycyny alternatywnej. Czasami osoby na co dzień twardo stąpające po ziemi, związane zawodowo z medycyną konwencjonalną stają się bezradne w obliczu cierpienia. I to właśnie wtedy są gotowe wyrzec się swoich przekonań, lat nauki, przekroczyć granice wyznaczone przez umysł, aby pomóc tym, których kochają. 


W książce W cieniu, podobnie jak we wszystkich powieściach Diane Chamberlain, można dostrzec pewną klamrę, spinającą całą opowieść w spójną całość. Tajemnica z przeszłości to ulubiony motyw autorki, którym często posługuje się tworząc swoje historie i to właśnie ona połączy wszystkich bohaterów powieści. Ponadto Chamberlain ponownie wykorzystała retrospekcje, dzięki czemu akcja toczy się dwutorowo, aby zbiec się pod koniec powieści.


Na uwagę zasługuje również tytuł, który jest bardzo trafny. Cień otula wszystkich bohaterów niczym mgła. Każdy z nich musi mierzyć się z konsekwencjami dokonywanych wyborów lub splotami okrutnego losu, często spychając w tytułowy cień własne pragnienia.


Chamberlain kolejny raz mnie nie zawiodła. Otrzymałam niebanalną historię, która skłania do refleksji i dyskusji. I choć po przeczytaniu już wielu książek autorki zaczynam zauważać pewne niedociągnięcia - niektóre wątki aż się proszą o więcej - to jednak wciąż są to powieści, które nie pozostają obojętne. W cieniu nie zmieniła mojego życia, ale z pewnością spędziłam z nią przyjemnie czas.




* * *


DANE TECHNICZNE

W cieniu Diane Chamberlain
Seria: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN 9788380694286


Recenzje innych książek Diane Chamberlain:

Bułki pszenne ze słonecznikiem

Bułki pszenne ze słonecznikiem

bułki pszenne ze słonecznikiem


Zadziwiające z jaką łatwością można zaczarować prozaiczne czynności i sprawić, że jawią nam się wyjątkowymi. Ot, zwykły posiłek. Wystarczy zatrzymać się na chwilkę, wyzbyć się tego codziennego pośpiechu. Wiem, że Twój dzień i tak wyprzedza Cię wciąż o pół kroku. Ja też tak mam. Pracuję nad tym - przedłużam godziny, rozciągając minuty jakby były z gumy. Przytrzymuję jedną nogą sekundy, aby choć odrobinę wyjść drugą nogą przed szereg obowiązków i zadań. I wiesz, nie zawsze mi się udaje. Przegrywam z tym, co muszę. Jednak każdego dnia staram się spojrzeć na te zwykłe sprawy uważniej. Świadomie planuję je, aby docenić, że w tej szarości można odnaleźć jakąś pozytywną barwę. Czasami to właśnie codzienność wychodzi mi naprzeciw i ułatwia mi wpasowanie mojego dnia w rytm slow life.


Ostatnio tak bardzo zajęłam się porządkami - myciem okien, praniem, prasowaniem i w tym wszystkim marudzącą Lilką, której zdecydowanie jesienna aura nie sprzyjała, że najzwyczajniej w świecie zapomniałam o zakupach. Obudziłam się dopiero, gdy A. wychodził do pracy na nocną zmianę. Za późno. Musiałam wykrzesać z siebie odrobinę energii i przygotować sobie coś na kolację. Wystarczyła mąka, trochę ciepłej wody i drożdże - tak powstały pyszne pszenne bułeczki, które w ostatnich dniach robią furorę u nas w domu. 



Bułki pszenne ze słonecznikiem


bułki pszenne ze słonecznikiem


Lista składników


(proporcje na około 9 bułeczek)

  • 500 g mąki pszennej;
  • 200 ml ciepłej wody;
  • 1,5 dag świeżych drożdży;
  • 2 łyżki miękkiego masła;
  • 1,5 łyżeczki cukru;
  • szczypta soli;
  • garść łuskanego słonecznika (opcjonalnie: pestki dyni, siemię lniane; otręby itp.).


Sposób przygotowania


Drożdże rozkrusz palcami i rozpuść w ciepłej wodzie, dodaj cukier, przesianą mąkę, szczyptę soli, masło, słonecznik. Wszystkie składniki dokładnie połącz, a następnie przez około 10 minut wyrabiaj ciasto aż uznasz, że jest wystarczająco miękkie i elastyczne. Przykryj je ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę.


Po upływie tego czasu, ciasto powinno być wyrośnięte. Przygotuj sobie blachę - oprósz ją mąką lub wyłóż papierem do pieczenia. Uformuj bułeczki, delikatnie spłaszczając je od góry. Przykryj ściereczką i pozostaw jeszcze przez chwilę, aby znów trochę podrosły. Przed włożeniem do piekarnika zrób przedziałek na bułeczkach lub krzyżyk.


Bułki piecz w nagrzanym piekarniku do 200 stopni C przez 20 minut.



bułki pszenne ze słonecznikiem

bułki pszenne ze słonecznikiem



Wiesz ile zajęło mi przygotowanie tych bułeczek? 15 minut! Tyle, ile spacer do sklepu po świeże pieczywo. Jestem zachwycona tym przepisem. Jedyne, co może sprawiać trudność to właśnie wykrzesanie z siebie odrobinę dobrej woli i przygotowanie ciasta troszeczkę wcześniej, aby miało czas wyrosnąć. Uwierz mi, że jest to warte zachodu! Wczoraj, robiąc zakupy stwierdziłam, że te kupne nie umywają się do tych domowych. Przede wszystkim masz pewność, co jesz! Ponadto zachwyt na twarzach bliskich jest dla mnie bezcenny, a musisz wiedzieć, że ja uwielbiam karmić innych tym, co wychodzi mi dobrze. 



Serdeczności!



Czytaj z nami. Książka jak film? O powieściach, które powinny zostać zekranizowane

Czytaj z nami. Książka jak film? O powieściach, które powinny zostać zekranizowane

czytaj z nami

Wielokrotnie powtarzałam, że to miejsce, Do utraty tchu, powstało z miłości. Do pisania, do dyskusji, do książek. Taki był początek. Zawsze starałam się tchnąć w to choć odrobinę mojej pasji i mam cichutką nadzieję, że to czujesz. Że jesteś tu ze mną. Bardzo Ci dziękuję za tę obecność. 


Moja miłość do słowa pisanego jest ogromna. Nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania choć kilku zdań. Czytam wszędzie, czytam wszystko. Codziennie wyszukuję nowe miejsca w sieci, w których spotykam ludzi podzielających moje uczucie do książek. Tak trafiłam do Magdy z bloga Save The Magic Moments. Lubię jej styl, podejście do świata, dlatego dość szybko stałam się regularną czytelniczką jej tekstów. Kiedyś, podczas jednej z naszych prywatnych rozmów Magda wspomniała o Klubie Książki Przeczytaj & Podaj Dalej, który założyła na Facebooku. Nie trzeba było mnie namawiać do wstąpienia w te czytelnicze progi. Wiadomo. Pewnie znasz to uczucie, gdy z miejsca, od pierwszych chwil czujesz się jak w domu. Właśnie tego doświadczyłam, odwiedzając grupę czytelniczą Magdy. Otoczyło mnie grono osób, które namiętnie kochają się w książkach, które dyskutują, inspirują, piszą. Gdy już nasyciliśmy się tą naszą pozytywną energią, postanowiliśmy puścić ją w świat. Tym, co dobre trzeba się dzielić. Dlatego dzielimy się - swoimi odczuciami po przeczytanych lekturach poprzez akcję #czytajznami. Jest to kampania blogerów, którzy w ten sposób chcą zachęcić innych do czytania, do rozmów o literaturze, do poszerzania horyzontów. Co tydzień, w sobotę u jednego z członków Klubu pojawia się tekst, w którym występuje trzech innych blogerów. Trzy książki, trzy recenzje, trzy inne spojrzenia na wybrany temat. 


Dziś jest moja kolej. Dziś to ja będę gościć u siebie trzy dziewczyny: Dagmarę (Socjopatka), Katarzynę (Katarzyna Grzebyk) i Krystynę (Twardo na ziemi, miękko w chmurach). Każda z nich to inna wrażliwość, inny dobór literatury, inny styl i właśnie to jest tak bardzo ekscytujące. Nie będę już przedłużać. Przygotuj sobie filiżankę parującej herbaty/kawy, otul się ciepłym kocem i spędź z nami tę chwilę. 



* * *


KSIĄŻKA JAK FILM? 
Książki, które powinny zostać zekranizowane


Każdemu książkoholikowi zdarzają się powieści, które czyta jednym tchem. Zdania rozpływają się niczym mgła o poranku, kartki szeleszczą przerzucane jedna za drugą, a obrazy układają się w głowie jak w oscarowym filmie... No właśnie to są książki, o które zapytałam Dagmarę, Katarzynę i Krystynę - czy przeczytały coś tak porywającego, a co nie znalazło się jeszcze na kinowym ekranie? Dla mnie taki typ literatury zasługuje na oddzielną półkę w mojej głowie, układam tytuł po tytule i pielęgnuję w pamięci, ponieważ są to zazwyczaj powieści, które szczerze polecam. Nie są to pozycje, które czyta się dobrze, lekko, nie... To książki, które słowami malują żywe obrazy. Moim ostatnim typem jest Królowa lodów z Orchard Street (recenzję powieści znajdziesz TU). A jakie książki wybrały dziewczyny? O tym poniżej.


DAGMARA z bloga SOCJOPATKA

poleca

Patrick Lee Uciekinierka



czytaj z nami


Patrick Lee to jeden z ulubionych autorów mojego męża. Długo zwlekałam z zapoznaniem się z jego twórczością, ponieważ gusta moje i mojego męża, czasem bardzo się od siebie różnią, jeżeli chodzi o książki. W tym jednak przypadku doskonale rozumiem tę fascynację. 


Uciekinierka to pierwsza część, co wspaniale zwiastuje, ponieważ nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać kontynuację. Ale od początku! :)




Uciekinierka 

Sam Dryden to były żołnierz, który pewnego dnia spotyka na swojej drodze przerażoną dziewczynkę o imieniu Rachel, która przed kimś ucieka. Długo nie myśląc, próbuje jej pomóc. Okazuje się, że dziewczynka była więziona przez służby specjalne, jednak nie wiele pamięta sprzed tego okresu, ale ma pewną umiejętność – potrafi czytać w myślach. 

Sam chce jej pomóc przypomnieć sobie wszystko sprzed porwania przez służby i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Okazuje się, że służby specjalne to tylko część zagrożenia i wraz z upływem czasu Rachel przypomina sobie coraz więcej. 

Książka jest połączeniem powieści sensacyjnej z kryminalną. Mimo że za sensacją zbytnio nie przepadam (zdecydowanie bliżej mi do kryminału) – w tej powieści w ogóle mi to nie przeszkadza. Jest pościg, są emocje i bardzo wartka akcja, która trzyma w napięciu do samego końca. Trudno przewidzieć, co wydarzy się w następnej kolejności. Zakończenie również mnie zaskoczyło. Nie było to może rozwiązanie, jakiejś bardzo trudnej zagadki, ale nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, co zdecydowanie na plus. 


Wątki kryminalne 

Książka według mnie ze względu na emocje i napięcie, jakie powoduje w czytelniku, świetnie sprawdziłaby się na ekranie. Czytając ją, oczami wyobraźni widziałam, w jaki sposób można byłoby nagrać dane sceny. Bo jak przedstawić to, że Rachel cały czas słyszy myśli Sama? Da się! Da się to zrobić na wiele różnych sposób. I to jest świetne. Sam scenariusz książki brzmi jak scenariusz dobrego filmu Science Fiction z domieszką fantastyki. Prawda? Przecież właśnie teraz jest na to moda! Daleko szukać? Igrzyska śmierci, Niezgodna, czy Więzień Labiryntu. 

Podobieństwo, jakie widzę między tymi filmami a Uciekinierką jest także takie, że wątki, które niby są fantastyczne, jakby się nad tym głębiej zastanowić, mogłyby być realne. Świat idzie do przodu, a nowe technologie mogą nas prześcignąć w mgnieniu oka. Skąd mamy mieć pewność, nad czym aktualnie pracują służby? Intrygi, eksperymenty, walka, nowoczesne technologie – to wszystko znajdziecie w tej książce! :)


Komu polecam tę pozycję?

Osobom, które lubią odkrywać prawdę wraz z autorem. Osobom, które interesują się światem i tym, jak mógłby on wyglądać za kilkadziesiąt lat. Książka ta przedstawia wizję, która może się ziścić, ale nie musi. Jeżeli więc lubisz się zastanawiać, a kryminały nie są Ci obce, odnajdziesz się w tej powieści.

A wiesz, co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Prawa do ekranizacji Uciekinierki zostały już zakupione! :)




---------------------------------- * ---------------------------------



KATARZYNA z bloga KATARZYNA GRZEBYK


poleca

Lidia Witek Wybór Marty



czytaj z nami


Najbardziej lubię prawdziwe historie. Uwielbiam je czytać i oglądać na ekranie, bo uważam, że życie pisze dużo lepsze scenariusze niż ludzka wyobraźnia (w tym miejscu zwracam honor autorom fantasy. J Prawdziwe historie wywołują u mnie emocje podwójnie silne - takie książki przeżywam jako czytelniczka i jako kobieta-żona, matka, córka, przyjaciółka. „Wybór Marty” Lidii Witek, książka, którą chcę Wam polecić korzystać z łam bloga Oli, jest oparta na faktach. Niestety, zarówno książka, jak i autorka nie są zbyt znane, a szkoda.

 „Wybór Marty” uważam za historię, która koniecznie powinna zostać przeniesiona na duży ekranu. Jest to rewelacyjnie napisana powieść psychologiczno-obyczajowa, której akcja toczy się dość leniwie, za to bohaterowie, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowi dostarczają czytelnikowi mnóstwo emocji. Powiedziałabym, że jest to emocjonalne tsunami, które każe przewartościować własne życie. Akcja powieści toczy się w latach 60. XX wieku, ale równolegle toczy się wątek związany z II wojną światową i powstaniem warszawskim.

Główną bohaterką jest Marta Karwowska, 31-letnia samotna pani architekt. Pewnego zimowego wieczoru w progu jej mieszkania staje jej kuzynka Małgosia, 20-letna studentka. Jest w ciąży i planuje aborcję. Marta odradza jej i proponuje, że zaadoptuje dziecko, jeśli Małgosia je urodzi. Tak też się dzieje, a wszystko dostaje status rodzinnej tajemnicy. Marta długo dorasta do roli matki Wojtusia, aż w końcu macierzyństwo przynosi jej spełnienie. Jednocześnie komplikuje życie osobiste, bo mając dziecko, traci adoratorów. Sen z powiek spędza także rodzinna tajemnica. W końcu kiedyś może zdarzyć się tak, że Marta, Małgosia i Wojtuś się spotkają… Co stanie się wtedy?  W tym momencie odsyłam Was do książki. Nie jestem w stanie w kilku słowach opowiedzieć, jak historia toczy się dalej, zresztą na samą myśl łzy cisną mi się do oczu…

Uważam, że popisowa dla aktorki byłaby rola Marty. Czytając, wyobrażałam sobie Martę, elegancką, samotną panią architekt, dość zachowawczą w uczuciach, która nie szasta emocjami, choć życie ciągle stawia przed nią wyzwania. Któż mógłby zagrać Martę? Chętnie zobaczyłabym Maję Ostaszewską, świetną aktorkę, która ostatnio grywa role komediowe… Rola Marty byłaby dla niej idealna, bo Maja Ostaszewska rewelacyjnie oddaje emocje mimiką twarzy.

Film na podstawie książki na pewno byłby świetny. Już wyobrażam sobie szarą rzeczywistość lat 60.XX i retrospekcję wojennych wydarzeń. Jeśli taki film kiedyś powstanie, koniecznie weźcie ze sobą zapas chusteczek. W trakcie lektury płakałam niemal cały czas przez ostatnie 150 stron…

--------------------------------- * --------------------------------


KRYSTYNA z bloga TWARDO NA ZIEMI, MIĘKKO W CHMURACH

poleca

Magdalena Kordel Malownicze



czytaj z nami

…już nieubłaganie czuć było pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni. Wprawdzie popołudniami żar wciąż się lał z nieba, ale poranki przynosiły ze sobą chłód i mgły, które znikając, odsłaniały zbocza gór otulone ciemną zielenią. Jej odcień też był dowodem na to, że lato się kończy. Jeszcze niedawno ta sama zieleń była soczysta i świeża. Teraz jakby spoważniała, nadając górom statecznego wyrazu.

Gdy zamknę oczy, widzę ten piękny krajobraz, słyszę dźwięki dochodzące z otoczenia, odgłosy budzącego się ptactwa wraz z opadającą mgłą i odcienie czerwonego błękitu na niebie nadanego przez wschodzące słońce. … i marzę, by ten widok zobaczyć naprawdę, na ekranie.

Takie realistyczne, pachnące daną porą roku opisy przyrody można znaleźć w powieściach naszej polskiej autorki Magdaleny Kordel.

Ale książki tej autorki to nie tylko przyroda. To opowieści o losach kobiet, naznaczonych życiem, próbujących stanąć na nogi mimo wszystko. Bo życie na tym polega, by nie poddawać się, by znaleźć taki przepis na szczęście i życie, by dalej iść z podniesioną głową.

Maja, Madeleine, Pani Leontyna i Krysia to tylko część bohaterek zdradzających swoje losy, przeplatane tragedią, miłością i szczęściem. Ich historie, poczynając od czasów przedwojennych można ujrzeć właśnie w tych powieściach. Celowo piszę - ujrzeć, bowiem Magdalena Kordel pięknie jak dla mnie zobrazowała ich świat.

Przez mój upór i żal tyle straciłam. I lat i szczęśliwych chwil. Strach, upór i rozgoryczenie to nie są dobrzy doradcy.

Chciałabym to zobaczyć na ekranie, przedwojenny Lwów w którym wychowała się Leontyna alias Zosia, cudowne, okryte tajemnicami Malownicze a przede wszystkim bohaterów – ich twarze, ich emocje. W końcu w nas samych możemy znaleźć  fragmenty tych kobiet, ich historii.

Tajemnicza, intrygująca intensywnie wciągająca… jak zapach Bzów.

Nie są to tylko smutne historie, bowiem w książkach można znaleźć odpowiednią dawkę poczucia humoru – ważne, by właściwie odczytać przesłanie:

Mimo burz wszelakich, mimo nieprzychylnych spojrzeń nie zaprzestań myśleć o sobie, o bliskich o Twoich marzeniach..

Czy Wy również chcielibyście to zobaczyć?







* * *

Jestem przekonana, że spośród tych trzech propozycji znajdziesz coś dla siebie na nadchodzące, długie wieczory. Bo gdy już będziesz wpatrywać się w ciemność za oknem, a wiatr przy wtórze kropel deszczu będzie Ci wystukiwać jesienną piosenkę, to jedyne czego będziesz potrzebować, to niesamowitej książki. Takiej, przy której zapomnisz, że nie lubisz tej pory roku. Taką, która namaluje Ci magiczne obrazy, przysłaniające jesienny mrok... A może już taką masz? To podziel się! Tu, w komentarzu, ale możesz też zajrzeć do Kubu Książki. Tylko koniecznie przygotuj sobie porządny notes, bo gdy już tam trafisz zasypiemy Cię stosem tytułów, a przecież musisz gdzieś je wszystkie zapisać!


Ściskam!


Rogaliki drożdżowe z serem i nutką wanilii

Rogaliki drożdżowe z serem i nutką wanilii

rogaliki drożdżowe z serem


Lubię ten czas. Lubię, gdy deszcz wystukuje w parapet jesienną piosenkę. Lubię, gdy za oknem wierzba tańczy z jarzębiną wietrznego walca. Lubię, gdy w domu robi się szaro, a przez chmury nie wygląda słońce. Wiem, nie powinnam, ale lubię. Bo jesień da się lubić. Właśnie za ten niepowtarzalny, bury klimat, który z reguły przyprawia o ból głowy. Jednak to wtedy najlepiej pachnie ciasto drożdżowe. 


Ta znowu o tym cieście nawija! No tak, bo musisz wiedzieć, że chyba wpadłam w jakiś ciąg. Drożdżowy ciąg ofkors! Jak już zaczęłam ugniatać, tak nie mogę przestać. Było już ciasto ze śliwkami przykryte słodką kruszonką, była chałka (przepis znajdziesz TU), teraz podzielę się z Tobą przepisem na rogaliki z serem i to nie jest mój ostatni wypiek w najbliższym czasie. O nie! Pisząc jedną ręką, drugą wpycham do buzi cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady. Jedynym moim zmartwieniem w obecnej chwili jest moment, gdy będę musiała wrócić do ludzi, do pracy. Na szczęście pozostało mi kp, które wciąż reguluje moją wagę. :) 


A teraz łap przepis!


ROGALIKI DROŻDŻOWE Z SEREM I NUTKĄ WANILII


rogaliki drożdżowe z serem


SKŁADNIKI


  • 50 dag mąki pszennej (przygotuj sobie trochę więcej mąki do podsypywania podczas wyrabiania);
  • 100 ml ciepłego mleka;
  • 3 dag świeżych drożdży;
  • 1 jajko;
  • 100 ml oleju;
  • 3 łyżki cukru;
  • 1/2 łyżeczki soli.


Nadzienie
  • 25 dag półtłustego białego sera;
  • 2 dag budyniu waniliowego w proszku;
  • 1 żółtko;
  • 3 łyżki cukru;
  • ekstrakt z wanilii lub aromat waniliowy.


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA


Drożdże rozdrobnij delikatnie palcami i dodaj do ciepłego mleka, następnie dodaj 2 łyżki mąki i 1 łyżeczkę cukru. Wszystko dokładnie wymieszaj, rozczyn przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce. 


Pozostałą część mąki przesiej, dodaj resztę cukru, sól, rozmącone jajko i wyrośnięty rozczyn. Wyrób elastyczne ciasto (początkowo u mnie wcale nie było elastyczne). Dolej olej i wyrabiaj nadal (ja  w tym momencie musiałam wciąż podsypywać ciasto mąką). Przykryj ciasto ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę. 


W międzyczasie możesz przygotować nadzienie. Żółtko utrzyj z cukrem, dodaj porcjami ser, nie przerywając ucierania. Na koniec dodaj proszek budyniowy i ekstrakt z wanilii/aromat waniliowy. 


Gdy ciasto podwoi swoją objętość, podziel je na dwie równe części. Każdą rozwałkuj na równe koła, podziel na ósemki. Na trójkąty nałóż nadzienie i zwijaj, tworząc rogaliki. Jest jeszcze druga możliwość: podziel ciasto na mniejsze kule. Każdą rozwałkuj, podziel na dość szerokie pasy i z nich wycinaj trójkąty (dziel pasma ciasta ukośnymi liniami, tworząc trójkąty), a potem nałóż nadzienie i roluj. 


Rogaliki posmaruj rozmąconym jajkiem i piecz około 20-25 minut w temp. 180 stopni C. 


rogaliki drożdżowe z serem

rogaliki drożdżowe z serem

rogaliki drożdżowe z serem

rogaliki drożdżowe z serem


Częstuj się przepisem, piecz i jedz! Życzę Ci spokojnego wieczoru, a gdy zajrzysz tu o innej porze - to dobrego czasu! Ot tak, po prostu. 



-------------------------------------------------

Jeśli chcesz wiedzieć, co u nas słychać na co dzień to zapraszam Cię do obserwowania mnie na Instagramie i polubienia na Facebooku. :)


Przepis (trochę zmodyfikowany przeze mnie) pochodzi z książki Potrawy z ciasta drożdżowego, wyd. Buchmann, 2013.

Przeczytaj & Podaj Dalej! Wielka wymiana książkowa

Przeczytaj & Podaj Dalej! Wielka wymiana książkowa

jesień


Wiesz, że książka żyje naprawdę? Budzi się z letargu, gdy wybierasz ją spośród uśpionych tomiszczy. Oddycha, chwytając łapczywie powietrze w papierowe płuca przy każdym dotyku. Czuje Twoją miłość, dlatego z wdzięczności układa rozrzucone myśli w słowa, wystukując rytm czytanych zdań. Nie pozwól jej odejść. Jeśli wiesz, że Wasz czas już minął możesz sprawić, że znowu poczuje się kochana. Puść ją w świat, oddaj innej zbłąkanej, czytelniczej duszy. Na pewno jest ktoś, kto na nią czeka! 


Bardzo lubię myśleć w ten sposób o książkach, o ich tajemnym życiu, podróżach i chwilach euforii podczas czytania. Dlatego korzystam właśnie z biblioteki. Mam wtedy pewność, że książki są tam szczęśliwe, bo przecież wypożyczane i czytane. Nie mam w domu zbyt wielu egzemplarzy, które mogłyby czuć się porzucone i niechciane, ale może Ty takie masz? Może Twoje półki uginają się od książek, do których już nie wrócisz? Może chciał(-a)byś odświeżyć swoją domową biblioteczkę i upolować kilka nowości na długie, jesienne wieczory? To jest właśnie idealny moment. 


wielka wymiana książkowa


Dziś właśnie ruszyła II edycja Wielkiej Wymiany Książkowej, którą zorganizowały Magda (Save The Magic Moments) i Dagmara (Socjopatka). Dzięki tej akcji możesz wymienić książki, których już nie potrzebujesz i na ich miejsce zgarnąć nowe tytuły. Niestety ze względu na brak lektur do oddania nie mogę wziąć udziału w wymianie, ale kibicuję dziewczynom całym swoim czytelniczym serduchem. Wierzę w pomyślność tej inicjatywy, bo książki to samo dobro, a przecież dobrem trzeba się dzielić, trzeba je mnożyć! Ponadto zarówno Magda, jak i Dagmara robią to z miłości do czytania, więc przygotowały całe przedsięwzięcie na tip-top. No, nie może się nie udać! Ale jeśli chcesz dołączyć do akcji, to łap swoje książki i leć się wymieniać, bo proponowane pozycje rozchodzą się jak świeże bułeczki! :) 



Wszelkie informacje techniczne znajdziesz oczywiście u dziewczyn na blogach, ale żeby Ci to ułatwić podrzucę Ci kilka linków:

  • Magda - jak dołączyć, informacje dla blogerów i książki Magdy, którymi chce się wymienić - to wszystko znajdziesz TU;
  • Dagmara - jak wyżej, tylko tu znajdziesz książki Dagmary - kliknij TU.

Ponadto pod każdym z tekstów dziewczyn trwa link party - wszyscy blogerzy, którzy zgłosili chęć udziału w wymianie wrzucają swoje linki do tekstów. W każdym z nim znajdziesz książki, które oferują blogerzy. 


wielka wymiana książkowa


To chyba wszystko, co jest Ci potrzebne, aby dołączyć do akcji. Nie zwlekaj, pędź po książki! Choć sama się nie wymieniam, to zastanawiam się, czy nie upoluję kilku książek. Może znajdę coś dla Lilki... Bo my sobie już czytamy, wiesz? :) 


Pozdrawiam Cię ciepło!


Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger