Morza szum... / Półwysep Helski


jastarnia


Olsztyn powoli otula się jesienną mgłą. Ciepłe promienie słońca jeszcze dziarsko przedzierają się przez tańczące gałęzie wierzby, ale ja odnoszę wrażenie, że to zapowiedź pożegnania. W powietrzu unosi się zapach nadchodzących długich wieczorów i mimo, że wyraźnie wyczuwam obietnicę powrotu i powtarzalności, to gdzieś w głębi czai się smutek podszyty tęsknotą za tym, co już minęło. To był piękny czas. Tak po prostu. Bez pośpiechu, bez rozstań, kompletny, wypełniony nieskrępowanym śmiechem, pysznym jedzeniem, dotykiem małych rączek, które wszystko kierują do bezzębnej buźki, długimi spacerami brzegiem morza, szumem fal... No, było tak, jak sobie wymarzyłam! I dlatego tak mi żal, że to już. Przecież wciąż czuję rozgrzany piasek pod stopami, z palców oblizuję rozpływające się w letnim upale lody, a nocą słucham koncertu świerszczy. 


W tym roku długo zwlekaliśmy z naszym urlopem. Powód był dość oczywisty - Lilka. Nie chcieliśmy narażać jej zbyt wcześnie na długie podróże, dlatego końcówka wakacji wydawała nam się odpowiednią porą. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że może nam się trafić tak piękna pogoda. Było upalnie, ale dzięki morskiej bryzie te okropnie wysokie temperatury w ogóle nie były męczące. Wybór miejsca również okazał się idealny, bo ani ja, ani A. nigdy wcześniej nie byliśmy na Półwyspie Helskim. Ponadto dzięki uprzejmości Magdy (Save the Magic Moments) trafiliśmy do uroczego pensjonatu z przemiłą gospodynią oraz zatoką i portem tuż obok.


jastarnia

jastarnia port

jastarnia port


Jak wyglądały nasze pierwsze wakacje z Lilianką? Cudownie! I wcale nie koloryzuję, nie upiększam i nie ściemniam - nasza córka to złote dziecko, uśmiech pojawia się na jej buźce jeszcze zanim otworzy oczy, a marudzi tylko wtedy, gdy jest głodna lub chce spać. Karmiłyśmy się wszędzie (nawet na przystanku autobusowym, gdy zabrakło ławek przy ścieżce dla pieszych), przebierałyśmy na ławce w parku i cieszyłyśmy się każdą chwilą. 


Większą część czasu spędziliśmy w Jastarni, która według mnie jest idealnym miejscem dla rodzin - mnóstwo ścieżek do spacerowania, piękne położenie i plaża, którą można spokojnie przejść do pobliskich miejscowości. Oczywiście mogłabym ponarzekać na tłumy, na komercję, lokale, ale po co? ;) Stragany to stały punkt w każdej turystycznej miejscowości. Restauracje, które odwiedziliśmy były dla nas wystarczające. A inni turyści? No cóż, ponownie z radością stwierdzam, że mieliśmy szczęście, bo nie było przepychania się na deptakach i kilometrowych kolejek. 


jastarnia

jastarnia

jastarnia

jastarnia zatoka

jastarnia zatoka


Podczas naszego pobytu nad morzem postanowiliśmy odwiedzić również Hel. I wiecie co? Dla mnie to magiczne miejsce! ♥ Takie pachnące latem, lepkie od zimnej oranżady, rozkrzyczane śmiechem dzieci i wrzaskiem mew. I choć nie przepadam za rybami, to zapach portu i świeżo złowionego obiadu był tak bardzo właściwy. Jednak największą atrakcją były dla nas foki. Takie prawdziwe i rozkosznie obłe. Nie wiem na ile czteromiesięczne dziecko potrafi zrozumieć, że foki są fajne, ale Lili była nimi zachwycona.


fokarium hel

fokarium hel

fokarium hel

do-utraty-tchu

hel

hel

hel

hel

hel


Lato powoli się z nami żegna, miejska codzienność puka do drzwi, ale my dzielnie walczymy z szarością dnia powszedniego. Spacerujemy, tulimy się, czytamy, tańczymy (Lilka ostatnio odkryła moc muzycznych pląsów) i łapiemy każdą słoneczną chwilę. Nasze wakacje jeszcze trwają - przed nami osiem pięknych miesięcy. ♥


Ściskam!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger