Macierzyństwo (mnie) nie boli


macierzyństwo


Zanim zostałam mamą w mojej głowie malował się pewien obraz przyszłego macierzyństwa. Był różowy, sielankowy i ociekający słodyczą. Cóż, tak właśnie patrzę na świat, jest we mnie pewna naiwność, której naprawdę nie chcę się pozbyć. Co więcej, chciałabym choć odrobinę tej naiwności przekazać moim dzieciom, bo głęboko wierzę, że codzienność może być wyjątkowa. 


Gdy kilka miesięcy temu stało się jasne, że bije we mnie drugie serduszko, zaczęłam z większą intensywnością czytać wszelkie książki, artykuły i blogi parentingowe. Przeraziła mnie wtedy pewna powtarzalność, moda, trend - jak zwał tak zwał, w skrócie chodziło o odarcie z lukru, którym ocieka wykreowane przez media, współczesne rodzicielstwo. Zaintrygowana zaczęłam drążyć, pytać, dyskutować i z niepokojem dostrzegłam, że w dobrym guście jest narzekanie na okropną dolę bycia rodzicem. Serio? Tak, tak, zobaczysz, jak sama zostaniesz matką! Dziś, gdy już nią jestem jeszcze z większym niedowierzaniem pytam: SERIO? 


macierzyństwo


Szalenie interesuje mnie skąd bierze się ta chęć ukazania prawdziwego macierzyństwa. Dlaczego traktowane jest to jako coś niesamowicie przygnębiającego, a każdy pozytywny, lekki głos traktowany jest jako najcięższe działo skierowane w uciemiężone matki? 


Teraz, gdy dołączyłam do tego elitarnego klubu sądzę, że mam prawo głosu. Decyzja o chęci posiadania dziecka była u nas bardzo dojrzałą i świadomą decyzją. Od początku nie oszukiwaliśmy się i wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Nieprzespane noce, kolki, choroby, nieustanny płacz, brak swobody, spontaniczności, a to wszystko okraszone codziennymi obowiązkami, większymi wydatkami i bezradnością żółtodziobów. Tak, mieliśmy to na uwadze. Jednak dla mnie o wiele istotniejsze było to, co da nam Lilka. Jeśli w grę wchodzi żywa istotka, tak bezbronna i jednocześnie oddana w swej bezwarunkowej miłości, to czy możemy robić rachunek zysków i strat? Czy licytowanie się, kto ma gorzej jest tym, czym chcemy zaprzątać sobie głowę?


Owszem, są sprawy z których się nie żartuje, a wręcz należy podejść do nich z empatią i powagą - to z pewnością depresja poporodowa i baby blues. To nie są fanaberie młodych, niedoświadczonych matek, to problem, o którym należy mówić głośno. Jednak ja mam na uwadze zupełnie coś innego - to narzekanie dla zasady. Jeśli nie chorujesz, Twoje dziecko również jest zdrowe, to czy sam fakt bycia rodzicem zobowiązuje do niezadowolenia? 


macierzyństwo


Od początku starałam się podchodzić do mojej nieporęczności i niezdarności w byciu rodzicem z uśmiechem. Jestem przekonana, że pozytywne nastawienie uchroniło mnie przed popadnięciem w szarość codzienności. Gdy Lilka płakała, a ja nie wiedziałam jak jej pomóc, czułam się zupełnie bezradna. Jestem zwolenniczką karmienia na żądanie. Nie podporządkowałam się radom stałych odstępów między karmieniem, bo gdy moje dziecko domaga się bliskości to daję mu to, co najlepsze. Przez pewien czas broniłam się przed podaniem smoka, ale gdy zrozumiałam, że to mały ssaczek przegoniłam wyrzuty sumienia. Wierzę, że poradzimy sobie z odstawieniem naszego uspokajacza. Ufam sobie i mojemu dziecku. Za każdym razem, gdy czuję zmęczenie powtarzam sobie, że Lili tylko raz będzie miała miesiąc i jeden dzień, dwa miesiące i trzy dni, trzy miesiące i pięć dni... Rozumiesz, prawda? Mnie to pomaga. Lubię widzieć pozytywne aspekty mojego obecnego stanu i docenić je zanim przeminą.


Chciałabym, abyśmy się zrozumiały. Nie mam na celu oczerniania matek, które głośno mówią o swoim zmęczeniu i niezadowoleniu. Ja również bywam padnięta, nie chcę gloryfikować i obtaczać watą cukrową faktu bycia mamą. Niemniej uważam, że jest w tym coś wyjątkowego i zamiast skupiać się na fizyczności, swoich słabościach, o wiele lepiej dla Ciebie, tak właśnie dla Ciebie, będzie, gdy dostrzeżesz magię lub groteskę codzienności. Czasami lepiej wrzucić na luz, uśmiechnąć się i nie spinać za każdym razem, gdy ktoś nie chce postawić pomnika na cześć zniewolonych matek.


macierzyństwo


Szczerze przyznaję, że inspiracją do tego tekstu była Nishka, która w artykule Mój plan na bycie mamą niemowlęcia: prosto, naturalnie i z humorem ubrała w słowa wszystkie moje matczyne myśli. Postanowiłam, że w końcu wyrzucę to z siebie. Trochę pomogło. ;) Czasami tylko, gdy ktoś pyta nas z kpiącym uśmiechem: I jak?, oczekując od świeżo upieczonych rodziców litanii narzekań, a my z euforią odpowiadamy: Świetnie! Naprawdę świetnie! Uwielbiamy te nasze nowe role., widzimy wtedy niedowierzanie pomieszane z niechęcią i niezrozumieniem. Ale po chwili wahania, nadchodzi opamiętanie i leci w nasze szczęśliwe twarze riposta: Aaaa no tak, poczekajcie jeszcze trochę, to dopiero się zacznie! :D


Pewnie tak, ale wiesz, ja wolę być taką mamą, ciągle podrygującą, śmiejącą się jak głupi do sera, taki trochę Święty Mikołaj na prozacu. Głęboko wierzę, że to, co dobre puszczone w świat kiedyś wróci. I nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to, że mam dziecko. Nie mam zamiaru prosić, aby ktoś wielbił mnie za to, że mam dziecko. Mam zamiar być szczęśliwą mamą, która każdego dnia dziękuję losowi za to, że ma dziecko!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger