Drożdżowa miłość. Chałka tradycyjna


chałka tradycyjna


- Wiesz, mamo, że ciasto drożdżowe... - zagadnęłam z rozmarzeniem rodzicielkę zagniatając ciasto, co rusz wzbijając mączne chmury, które delikatnie osiadały na drewniany blat.  Jednak zanim ułożyłam rozsypane myśli, mama dodała:
- ..., że ma duszę. - zerknęła z rozbawieniem na mnie, jednocześnie przerzucając w ramionach moje siedmiokilowe szczęście. Podstępnie odwołała się do mojej romantycznej wiary w moc tego wypieku. Chciałam zaprzeczyć i opowiedzieć o niedawno odkrytych tajemnicach drożdży, ale szybko pojęłam, że tak - to właśnie dusza ciasta drożdżowego jest tym, co powinien wiedzieć każdy smakosz. To jest clou wszystkich drożdżowych rozważań. Ciasto drożdżowe żyje, oddycha, lubi dotyk ludzkich dłoni, ugniatanie palcami, drewniany blat, ciepło domu, nie przepada zaś za metalem. I gdy tak dumałam, układając w głowie strzępki dnia przerywane radosnym gaworzeniem Lilki, zrozumiałam, że wszystko jest bardzo proste. Że ta miłość do drożdży, do rytuału wygniatania, oczekiwania na wyrastanie jest we mnie od zawsze. I to nikt inny, jak właśnie moja własna mama pielęgnowała te ciepłe uczucia we mnie. Teraz tak sobie myślę, że chciałabym, aby taki był zapach mojej codzienności, abym nigdy nie zgubiła pasji życia i żebym potrafiła zapakować ją w porządny kartonik dobra, obwiązać wstążką miłości i przekazać ją Lili.


Musisz jednak wiedzieć, że to nie zawsze tak pięknie się układało. Bywało tak, że drożdżowe w ogóle mnie nie obchodziło, jakoś tak się mijaliśmy przy przygotowaniach. Owszem, już po, gdy było upieczone smakowało mi nieziemsko! Najlepiej z domowym dżemem lub z lepkim miodem. Pamiętam dokładnie dzień, w którym zrozumiałam, że czas zakasać rękawy i wyrobić pierwsze swoje ciasto. Oczywiście zdarzały mi się potknięcia, jakieś zakalcowate bułeczki, niewyrośnięty gniot lub pizza, na której można było połamać zęby. Bo drożdże trzeba odpowiednio podejść i traktować je z miłością. Inaczej nie urosną. Mnie, na przykład, każde spotkanie uczy czegoś nowego. Ostatnio podczas wypieku ciasta, o którym wspominam na początku (swoją drogą, było ze śliwkami i dużą porcją kruszonki!), dowiedziałam się, że nie lubi za małych form do pieczenia. No cóż, następnym razem będę pamiętać, żeby potraktować je królewskim tronem w postaci ogromnej blachy.


chałka tradycyjna


Pewnie zastanawiasz się do czego zmierzam? W sumie to do niczego. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że drożdżowe ciasto jest bardzo wdzięczne, że warto się nauczyć je wyrabiać i że potem można przez dwa dni delektować się jego smakiem. Ponadto w domu będzie tak cudownie pachniało. I aby Cię przekonać, że to bardzo proste, to ma dla Ciebie łatwy przepis na chałkę. Wiesz, taką do śniadania z konfiturą, do kawy z miodem i na kolację z kakao.


CHAŁKA TRADYCYJNA


chałka tradycyjna


SKŁADNIKI


(z podanych składników upiekłam dwie duże chałki)

  • 45 dag mąki pszennej (przygotuj sobie dodatkowo mąkę, którą będziesz podsypywać ciasto podczas wyrabiania);
  • 100 ml ciepłego mleka;
  • 100 ml ciepłej wody;
  • 1,5 dag świeżych drożdży;
  • 2 jajka;
  • 2 łyżki masła;
  • 3 łyżki cukru;
  • 1 łyżeczka soli.


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA


Drożdże rozpuść w ciepłym mleku, dodaj 2 łyżki mąki i 1 łyżeczkę cukru. Wymieszaj wszystko dokładnie, rozczyn przykryj ściereczką i odstaw na 15 minut w ciepłe miejsce (sprawdzona miejscówa to tuż obok lodówki). Zaglądaj jednak do niego, aby nie wypłynął. 


Gdy rozczyn będzie podwajał swoją objętość, Ty w tym czasie rozpuść dwie łyżki masła. Następnie pozostałą część mąki przesiej, wymieszaj z cukrem, solą, roztrzepanym jajkiem (odlej sobie troszeczkę na posmarowanie chałki przed pieczeniem), ciepłą wodą, wystudzonym roztopionym masłem oraz rozczynem. Gdy dodasz już wszystkie składniki, połącz je i wyrób gładkie ciasto. Na koniec przykryj je ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę.


Gdy ciasto podwoi swoją objętość, podziel je na dwie części. Z każdej z nich zrób cztery kuleczki, które rozwałkujesz na równe wałeczki. Połącz cztery pasma ciasta i zapleć z nich chałkę. Jak? Ha, to dobre pytanie. U mnie to różnie wygląda. Według autora przepisu, z którego korzystam powinno się zewnętrzny wałek po prawej stronie przełożyć przez dwa sąsiednie wałeczki po lewej stronie, następnie zewnętrzny wałek po lewej stronie przełożyć przez dwa sąsiednie wałki po prawej. W ten sposób zapleść cały warkocz, a jego końce podwinąć pod spód. Cokolwiek to znaczy, to ja robię to bardzo kreatywnie i za każdym razem nie potrafię powtórzyć wykonanej kombinacji. 


Gotowe chałki przełóż na wcześniej przygotowaną blachę. Przykryj i pozostaw w cieple na kolejne 30 minut. Po upływie tego czasu posmaruj je rozmąconym jajkiem i piecz przez 30 minut w temp. 180 stopni C. 


chałka tradycyjna

chałka tradycyjna


* * *


Jedną chałkę pochłonęliśmy już na kolację. Taka ciepła, z miodem smakuje najlepiej. Drugą rozkoszujemy się trochę dłużej, ale dziś został już mi malutki kawałek do porannej kawy. I tak sobie myślę, że sobotnia kawa pięknie będzie prezentować się z drożdżowymi rogalikami z serem. Tak więc już wiesz, jak upłynie mi dzisiejszy dzień. Oby Twój był równie aromatyczny, ciepły na sercu (bo na zewnątrz to raczej nie) i smaczny!


chałka tradycyjna


Ściskam!


--------------------------------------
* Przepis pochodzi z książki Potrawy z ciasta drożdżowego, wyd. Buchmann, 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger