Chodź, potulimy się... / Nosidełko Ergonomiczne Baby Tula


nosidełko tula


Jeszcze, gdy Lili siedziała sobie bezpiecznie u mnie w cieplutkim brzuszku zawarłyśmy pewną umowę. Wiecie, taką jak dziewczyna z dziewczyną. A my nie z tych, co rzucają słowa na wiatr! O nie! Dlatego obietnicy dotrzymałyśmy i trwamy w niej już prawie pięć miesięcy. No, więc umówiłyśmy się tak po babsku, że będziemy się często tulić. Tak bardzo mocno, aż do utraty tchu. :) I tulimy się z całych sił, nosimy się też przy okazji. I choć moje ręce czasami wydłużają się niczym szyja u żyrafy, to nie żałuję ani sekundy, że nie posłuchałam dobrych rad cioteczek, że nie noś, no mówię, nie noś, bo przyzwyczaisz i wtedy to zobaczysz, będziesz nosić. Noszę, a co! I tulę, bo moje dziecię tego chce i potrzebuje, a dla mnie to kolejny sposób na okazanie miłości i bezwarunkowego oddania. 


Gdy jeszcze Lilka była sobie w tym okrągłym baloniku, pod moim sercem, to czułam, że tak będzie. No, że przyzwyczaję i że ta mała cwana lisiczka będzie na nas wymuszać krzykiem i minkami, aby ją nosić. Właśnie wtedy trafiłam na stronę Tuli - firmy, która produkuje nosidełka i chusty dla maluszków. Zobaczyłam i zakochałam się! Wiedziałam, że to będzie taka moja macierzyńska zachcianka, na którą sobie pozwolę. Ale...


No właśnie, dlaczego jeszcze nie mam Tuli? Otóż początkowo Lili była według mnie za malutka na nosidełko i czułam, że musimy jeszcze trochę poczekać. Potem nadszedł czas naszych wymarzonych wakacji (relację z pobytu nad morzem możecie przeczytać TU) i wiedziałam, że spacery po plaży będą niemożliwe bez odpowiedniego nosidełka. I już, już prawie kupiliśmy, ale... Zaczęłam się głowić, czy taki zakup tuż przed wyjazdem to odpowiednia decyzja. Musicie wiedzieć, że Tula jest dość droga (to koszt około 500 zł), a ja obawiałam się, czy Lila polubi taką formę noszenia. I wtedy z pomocą przyszła mi wypożyczalnia nosidełek. Nie wahałam się, postanowiłam, że to będzie nasza próba. 


nosidełko tula


Córeczka bardzo polubiła taką Tulową bliskość, a my spokojnie mogliśmy spacerować brzegiem morza. I choć pozycja, którą narzucało nosidełko to zalecana pozycja żabki, my jednak staraliśmy się, aby Lilunia nie była zbyt długo w nosidle. Niemniej nosidełko podczas naszego wyjazdu to był strzał w dziesiątkę - nie wyobrażam sobie pchania wózka po piachu, tak samo jak odpuszczenia spacerów po plaży. 


Po powrocie do domu, nosidełko zostało zwrócone, a my nadal tulimy się naturalnie, bez wspomagaczy. Dlaczego? To dość proste, przekonaliśmy się, że na co dzień nosidełko to dla nas dość zbędny wydatek. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że tatuś Lilki jest często z nami i to on zajmuje się zakupami, pomaga mi również z wynoszeniem wózka, gdy wybieramy się na spacer (mieszkamy na drugim piętrze w bloku bez windy). Gdybym zostawała z małą sama od poniedziałku do piątku i miała na dodatek psa do wyprowadzania, Tula sprawdziłaby się doskonale. Co więcej, byłaby niezbędna! A tak dajemy radę. :) 


Jednak jeśli Ty, droga mamo szukasz czegoś, co pozwoli Ci szybko wyjść z maluchem z domu, a musisz robić to często; a może Twój dzidziuś lubi się tulić, a Ty masz całą listę domowych obowiązków do wykonania, to sądzę, że nosidełko Tula może być tym, czego potrzebujesz. 


nosidełko tula


Na zakończenie mam dla zainteresowanych kilka informacji:
  • nosidełka Tula kosztują zazwyczaj powyżej 400 zł;
  • dla maluszków poniżej 6 kg potrzebna jest wkładka niemowlęca, którą należy dokupić (my również z niej korzystaliśmy podczas noszenia);
  • nosidełko jest miękkie i bardzo łatwe w obsłudze - myślę, że poradziłabym sobie sama z włożeniem i zapięciem Lilki do nosidełka;
  • nosidełka Tula pozwalają dzidziusiowi na przyjęcie naturalnej pozycji żabki z zaokrąglonymi pleckami;
  • do nosidła dołączony jest kapturek, który jest bardzo dobrym rozwiązaniem w wietrzny dzień; ma również kieszonkę, w której można schować np. klucze.

* * *

Gdy widzę rodzica niosącego malucha, który biedny zwisa bezwładnie w nosidle, a jego cały ciężar opiera się na kroczu, to czuję ból tego dziecka i głupotę dorosłego. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś świadomie decyduje się na wyrządzeniu krzywdy takim małym istotkom. Dlatego po wypróbowaniu nosidełka ergonomicznego Tula z pełnym przekonaniem poleciłabym tę formę bliskości. Jednak we wszystkim należy znaleźć umiar i na co dzień wolę, aby moje ręce wydłużały się jak kilometry na autostradzie podczas dźwigania mojej dziewczynki. 


A Wy jak się tulicie? Czy rodzicielstwo bliskości jest dla Was równie ważne, jak dla nas? My jesteśmy z tych miętusowych i tulaśnych... :) 


_______________________________________________

Chciałabym nadmienić, że tekst ten nie jest sponsorowany, a nosidełko wypożyczyłam we własnym zakresie. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger