Faszerowana cukinia

Faszerowana cukinia

faszerowana cukinia


Sierpień to czas, kiedy na moim talerzu ląduje cukinia - mięciutka, delikatna, rozpływająca się w ustach. Najczęściej jest dodatkiem do leczo. Ostatnio jednak odkryłam, że cukinia świetnie sprawdza się w roli głównej, faszerowana mięsem z dodatkiem aromatycznych warzyw. To proste i ekspresowe danie to istna uczta dla sezonowych smakoszy. 


Składniki

(porcja dla dwóch osób)

  • 2 cukinie;
  • 500 g mięsa mielonego;
  • cebula;
  • czosnek;
  • czerwona papryka;
  • kukurydza lub czerwona fasola (a może być to i to);
  • 2 świeże pomidory lub puszka pomidorów bez skórki;
  • świeża bazylia, przyprawy wedle uznania;
  • ser.


Sposób przygotowania


Najlepiej rozpocząć od przygotowania farszu. Siekamy cebulę, czosnek, czerwoną paprykę oraz pomidory. Podsmażamy delikatnie mięso mielone, które przyprawiamy zgodnie z własnymi upodobaniami. Następnie dodajemy pokrojone warzywa oraz kukurydzę/fasolę. Wszystkie składniki dusimy przez kilka minut na wolnym ogniu. Na koniec doprawiamy świeżą bazylią.


Cukinię dokładnie myjemy i wydrążamy. Następnie nakładamy do środka farsz i tak przygotowaną cukinię zapiekamy  przez 20 minut w temp. 180 stopni C. Pod koniec pieczenia posypujemy ją startym serem.


To idealne rozwiązanie dla osób, które nie lubią długo bawić się w kuchni, a cenią sobie smaczne i całkiem zdrowe jedzenie. I cóż, cukinia jest teraz naprawdę tania. Aż grzech nie skorzystać! 


faszerowana cukinia

faszerowana cukinia

faszerowana cukinia

faszerowana cukinia


Dobrego tygodnia!


#poprostużyj

#poprostużyj

#poprostużyj


Po prostu żyj. Nie od jutra, nie przez chwilę, ale wciąż niezmiennie doceniaj każdą chwilę. Wiem, to brzmi tak patetycznie i banalnie. Między pospiesznym śniadaniem, szybką toaletą, ekspresowym sprzątaniem, obiadem w biegu i stertą prasowania ciężko wcisnąć kontemplowanie jak pięknie wschodzi i zachodzi słońce... Ale warto. Ja zwolniłam już jakiś czas temu. Początkowo powoli zaczęłam odrzucać ciężar codziennych obowiązków, starałam się częściej uśmiechać, doceniać, że mogę być tu i teraz. A potem pojawiły się dwie kreseczki i świadomość, że biją we mnie dwa serca zmieniło wszystko. To nie jest też tak, że posiadanie potomstwa uszlachetnia, a pozostała bezdzietna część populacji to wyjałowione jednostki. Po prostu czasami w naszym życiu pojawia się ktoś, kto ogarnie ten cały bałagan w głowie, odkurzy zapomniane kąty, poukłada rozrzucone myśli i wyciągnie z głębi szafy uczucia, o których istnieniu nawet nie miało się pojęcia. Być może ten ktoś wcale nie zjawia się nagle, ale jest obecny i tkwi przy nas każdego dnia, a my w tym biegu nie widzimy, jak pusto byłoby bez niego. 


#poprostużyj


W moim życiu najpierw pojawił się A. Najwierniejszy przyjaciel, ostoja spokoju i cierpliwości, która przetrzyma każde moje zachwianie. Później ze splotu wspólnych chwil, podszytych oddaniem i miłością powstała Lilianka, nasze spełnione marzenie. Od tamtej pory każda minuta jest dla mnie na wagę złota. Chwytam sekundy, oddycham Ich oddechem, dotykam, całuję i wciąż zastanawiam się, czy to nie sen. I właśnie w takich momentach powraca natarczywa myśl, że może nie powinnam obnosić się z tym szczęściem, że należy trzymać je w ukryciu przed zawistnym wzrokiem losu. Przecież ta bańka, w której tkwimy może w końcu pęknąć, zburzyć ustalony bieg, wprowadzić chaos w uporządkowaną rzeczywistość. 


#poprostużyj


Wystarczyła maleńka rysa, diagnoza rzucona w przestrzeń, długie godziny na skrzypiącym szpitalnym łóżku i niekończące się modlitwy, że nie chcę nic więcej. Palące łzy strachu i ta bezsilność powoli odchodzą w zapomnienie. Początkowo chciałam wyrzucić te wspomnienia z mojej pamięci, zatrzeć nieprzyjemny smak żalu i poczucia winy, że to pewnie przez tą radość wypisaną na mojej twarzy. Jednak tak sobie myślę, że to wszystko stało się znowu po coś. Może po to, abym ponownie spojrzała na Nich i po prostu zapragnęła znowu tylko żyć. Ot tak, budzić się z pierwszymi promieniami słońca, czuć delikatny sierpniowy deszcz, który osiada na mnie niczym poranna mgła. Patrzeć na Nią z dumą, gdy po raz pierwszy sięga samodzielnie po ulubionego pluszaka, śmieje się w głos z Jego zabawnych min. To wystarczy, wystarczy aż nadto.


"Mów do mnie" Lisy Scottoline

"Mów do mnie" Lisy Scottoline

mow do mnie lisa scottoline


Bardzo lubię książki Lisy Scottoline, ale mam z nimi pewien problem. Otóż zawsze obiecuję sobie po nich więcej, niż otrzymuję. Być może podyktowane jest to moimi zbyt wygórowanymi czytelniczymi oczekiwaniami. Jednak uważam, że wszystkie powieści Scottoline, które przeczytałam miały niezwykły potencjał, który był wyczuwalny już w pierwszych słowach. I chciałabym napisać, że z każdym kolejnym rozdziałem wciągałam się coraz bardziej, ale nie. Niestety, mój zapał malał jak balonik, z którego uciekało powietrze. Nie jest też tak, że te książki są złe. Bo nie są. Są po prostu według mnie dobre, ale nie bardzo... 


I właśnie wtedy, gdy traciłam nadzieję, że kiedyś z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej powieści Lisy Scottoline, stało się TO - przeczytałam Mów do mnie. I w końcu doczekałam się, że mogę napisać z pełnym przekonaniem o dobrej lekturze autorstwa tej pani. Takie właśnie lubię Wam polecać najbardziej! 


mow do mnie lisa scottoline


Ludzie wyobrażają sobie, że zły człowiek to terrorysta, morderca, bezwględny dyrektor, ale nie "normalna" osoba taka jak ja. Nie zdają sobie sprawy, że zło mieszka po sąsiedzku, pracuje przy biurku obok, gawędzi z nami w kolejce, jeździ tym samym pociągiem i czyta książkę, korzysta z osiedlowej siłowni.
Żeni się z ich córką.
Jesteśmy tu i polujemy na ciebie.
Obłaskawiamy cię i oswajamy.

Lisa Scottoline Mów do mnie


Eric Parrish z dnia na dzień gubi ustalony bieg codzienności i traci to, na co pracował przez wiele lat z oddaniem i pasją. Wszystko za sprawą przypadkowo spotkanego siedemnastoletniego chłopca, któremu musi pomóc jako doświadczony psychoterapeuta. I właśnie wtedy, gdy sądzi, że robi to, co najlepiej potrafi, czyli leczy, okazuje się, że zaraża wszystko wokół złem, które tkwi głęboko w otaczających go ludziach - niepozornych, z reguły dobrych, uśmiechniętych i tak bardzo bliskich. Powoli traci wysoką pozycję w społeczeństwie jako szanowany ordynator oddziału psychiatrii w miejskim szpitalu, żona utrudnia mu wizyty z ukochaną córeczką, a on sam staje się podejrzanym o morderstwo... 


Mężczyzna na przekór oskarżeniom, stara się odzyskać dobre imię. Wyrusza na poszukiwania winnego, ale czy uda mu się odkryć prawdę? Czy to, co go spotkało to nieszczęśliwy splot wydarzeń, czy może Eric jest marionetką w rękach psychopaty, który pragnie go zniszczyć? 


mow do mnie lisa scottoline


Po lekturze Mów do mnie jestem ukontentowana. Otrzymałam to, czego do tej pory nie mogłam odnaleźć w książkach Lisy Scottoline - świetnie uknutą intrygę, wartką akcję i zakończenie, które zupełnie mnie zaskoczyło. Warto również wspomnieć, że Scottoline jest pisarką, która perfekcyjnie gra na emocjach czytelnika. Porusza tematy, które wzruszają, oburzają, złoszczą, dotykają i palą ogniem oceny i dyskusji. Dlatego puszczam mimochodem te niewielkie niedociągnięcia i sięgam po każdą jej nową książkę. Po powieści Mów do mnie będę robiła to jeszcze chętniej.


DANE TECHNICZNE

Mów do mnie Lisa Scottoline
Seria: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN 9788380693975


Recenzje innych powieści tej autorki:


Kryminalny lipiec. "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

Kryminalny lipiec. "Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood

dziewczyny, które zabiły chloe


Kryminał w mojej domowej biblioteczce zaliczam do czytelniczych zachcianek - ot, sięgam, choć obyłabym się bez tego.  Lubię jednak od czasu do czasu zaznać literackiego dreszczyku. I pewnie dlatego, że robię to niezbyt często, wybór jest starannie przemyślany. Zazwyczaj musi mnie zainteresować zarys fabuły, ale przyznam się, że preferuję łagodną odmianę tego gatunku - mroczny, momentami przerażający, ale bez okropnych, drastycznych scen. Dla fanów kryminału pewnie trąci to literackim oszustwem, ale wychodzę z założenia, że można zbudować napięcie bez wypruwania wnętrzności. 

Na szczęście mam szczęście i lektury, które trafiają do mnie zaspokajają mój głód sensacji. Na tyle, abym po przeczytanej książce nie bała się własnego cienia. :) W lipcu w moje ręce trafił dość ciekawy thriller/dramat (?) psychologiczny, Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood. No właśnie, to książka, którą ciężko "zaszufladkować" i podpiąć pod właściwą, literacką etykietę. Jest zbrodnia, jest kara, ale czy w ostatecznej ocenie to jest motywem przewodnim rozważań Marwood? A może źródło zła w człowieku, wydawanie osądów, a także determinizm ludzkiego losu jest tym, nad czym pochyla się autorka w swojej debiutanckiej powieści?


dziewczyny, które zabiły Chloe


Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o wybaczenie i zapomnienie, ulgowe traktowanie. A także o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha.

Alex Marwood Dziewczyny, które zabiły Chloe


Ile jesteś w stanie poświęcić, aby chronić tych, których kochasz? Pewnie wiele, a może nawet wszystko... Kirsty i Amber całe życie budowały na kłamstwie, aby zaznać choć odrobinę normalnej codzienności. Fałszywe nazwiska, fałszywa przeszłość i złudne poczucie bezpieczeństwa. Ich domki z kart, starannie budowane przez lata, może zburzyć jeden podmuch przeszłości. Czego się obawiają, przed czym uciekają?


Pewnego, upalnego dnia w 1986 roku Kirsty i Amber spotkają się po raz pierwszy. Jeszcze tego samego wieczoru obie zostają posądzone o morderstwo i umieszczone w ośrodkach dla nieletnich przestępców. Każda z nich otrzymuje nową tożsamość, aby móc rozpocząć dorosłe życie. Jest tylko jeden warunek - nie mogą utrzymywać ze sobą kontaktu. Po wielu latach nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że drogi Kirsty i Amber ponownie się krzyżują. Każda z nich zrobi wszystko, aby nie odkryto ich tajemnicy i zapewnić bezpieczeństwo swoim rodzinom. 


dziewczyny, które zabiły Chloe


Powieść Dziewczyny, które zabiły Chloe ma to, co powinna mieć dobra, letnia lektura - mroczna atmosfera nadmorskiej mieściny, seria niewyjaśnionych morderstw i dwie kobiety, które za wszelką cenę pragną ukryć tajemnicę sprzed lat. Ponadto na uwagę zasługuje ciekawie rozbudowane tło społeczno - obyczajowe, które tworzy ponury i smętny klimat książki. Jednak mam nieodparte wrażenie, że to nie o samą zbrodnię tu chodzi, lecz o coś więcej. O jeden błąd, o zbyt łatwe ferowanie wyroków i niesprzyjający splot wydarzeń, który może doprowadzić do tragedii. I gdzieś na marginesie możemy dostrzec niedopracowany plan resocjalizacyjny i  chęć osądzania. Bo nie ma znaczenia, czy winny jest winny. Trzeba po prostu znaleźć kogoś, na kogo można zrzucić ciężar zła.


Alex Marwood jako debiutantka weszła w zgrabnym stylu na literacką scenę, o czym świadczy chociażby Nagroda im. Edgara Allana Poe za najlepszą powieść w 2014 roku. Liczę, że niebawem znów będę mogła sięgnąć po książkę, która wyjdzie spod pióra tej pani.



Dane techniczne

Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood
Wydawnictwo: Albatros
ISBN 9788378853909
Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger