Świt


poranek


Zanim otworzę oczy czuję delikatny chłód wpadający przez uchylone okno, słyszę natarczywe bzyczenie muchy, a przez moje zamknięte powieki próbują się wedrzeć pierwsze promienie słońca. Wiem, że kolejna noc odeszła w niepamięć. Poruszam obolałym ciałem po wielu godzinach bezruchu i szukam po omacku rozgrzanego ciepłego ciałka, które wtula się we mnie z dziecięcą niewinnością i oddaniem. Bez skrępowaia wciągam niedbale pozostawione poprzedniego wieczoru spodenki, narzucam Jego bluzę i biorę Ją w spragnione zachłanną miłością ręce. Wymykamy się na palcach, witając świt i żegnając się z Nim delikatnym pocałunkiem. To tylko na chwilę. 


Kroczymy śladami wydeptanymi wiernymi, psimi łapami między pustymi polami. Pokazuję Jej srebrną trawę, którą noc pozostawiła nam na wyłączność. Krople rosy obmywają mi bose stopy, poranne słońce zmywa ślady snu z mojej twarzy, a Jej maleńkie dłonie łaskoczą mnie po szyi. To nasz moment. Niespieszny, wypełniony słowami ciszy, szeptanej miłości i szczerych uśmiechów. Wraz z odpływającą mgłą, ulatnia się ta nić milczącego porozumienia. Niespiesznie wracamy do Jego stęsknionych ramion i rozpoczynamy kolejny, lipcowy dzień. 


To będzie dobry dzień.


poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek

poranek



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger