LAST MONTH



Miesiąc. Trzydzieści jeden dni. Siedemset czterdzieści cztery godziny. To nie był łatwy czas, bez lukru i różowych obłoków. To była nieustanna walka - początkowo z bólem, później ze zmęczeniem, niewyspaniem, huśtawką emocjonalną. Przecież nikt nie rodzi się w pakiecie z umiejętnościami bycia cudownym rodzicem. Niektórym przychodzi to naturalnie, inni muszą nad sobą pracować... I gdy tak siedziałam podczas kolejnych długich, nocnych godzin i tuliłam Lilkę, jednego byłam pewna - było warto. Tak po prostu. 



Bez wątpienia to był trudny, ale najpiękniejszy miesiąc w moim życiu. Owszem, lubiłam swoją codzienność we dwójkę, nasze małe rytuały i hermetyczny świat. Jednak to te kilka kilogramów mięciutkiego, zamszowego ciałka nadało wszystkiemu sens. I choć mam poczucie, że ze wszystkim jestem w tyle, nie ogarniam codzienności i tkwię w zawieszeniu, to zupełnie jest to teraz bez znaczenia. W mojej głowie wciąż jest jedna myśl - chwilo trwaj! To właśnie przeświadczenie, że ten czas nie wróci, a przecież jest tak wyjątkowy, sprawiło, że nie rozstawałam się z aparatem. Wiem, że pierwsze dni z Lili już na zawsze zostaną w mojej pamięci, jednak pragnęłam zamknąć je w sekundzie i zatrzymać w naszym rodzinnym albumie. Minione tygodnie to słodki zapach bzu, soczysta zieleń młodej trawy, ciepłe promienie majowego słońca, stukot kropli wiosennej ulewy i mięciutkie, pulchne rączki mojej córeczki muskające mnie przy karmieniu. 


















Do następnego! ♥ 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger