DIY: łapacz snów

lapacz-snow


Gdybym napisała, że głęboko wierzę w moc snów, skłamałabym. Dlatego nie zrobię tego. Jednak pamiętam, że jako podlotek przeglądałam sennik w poszukiwaniu drogowskazów, cokolwiek by to nie znaczyło. Miało to tyle wspólnego z moimi przekonaniami, jak zaczytywanie się w horoskopach w "BRAVO Girl", czy wyliczenia z książki o numerologii, które miały mi zapewnić znalezienie wymarzonej miłości. No cóż, moja fascynacja snami równie szybko minęła, jak zauroczenie twórczością Paulo Coelho. Do czasu... Do czasu, gdy wyśniłam pewne wydarzenia, które miały ogromny wpływ na losy najbliższych mi osób. Później zdarzało się, że sen łączył się z przeczuciem. I choć do tej pory nie przykładam ogromnej wagi do snów, to zaczęłam doceniać moje wewnętrzne Ja



lapacz-snow



Kilka lat temu natknęłam się na przeróżne podania o snach, najbardziej spodobały mi się te o łapaczach nocnych marzeń. Były to indiańskie amulety, które zawieszane nad posłaniem lub przed wejściem do indiańskiego domu, miały zapewnić mieszkańcom dobry sen. Głównym elementem łapacza było koło, wykonane często z wierzby i oplecione rzemieniem. W środku zaś wyplatano gęstą sieć, która schodziła się spiralnie ku środkowi. Łapacz ozdabiany był dodatkowo przeróżnymi dekoracjami, np. piórami lub koralikami, którym Indianie przypisywali różne magiczne właściwości. 


Jego czar polegał na wyłapaniu wszystkich snów, które pojawiały się wraz z nadejściem nocy. Dobre spływały po sieci i piórach, aby szczęśliwie trafić do śniącego. Te złe zaś gubiły się w gęstej sieci i ginęły wraz z pierwszymi promieniami słońca. 



lapacz-snow



Gdy pierwszy raz przeczytałam tę opowieść, zapragnęłam kiedyś stworzyć swój własny łapacz. Ale miało to być kiedyś. W moim wymarzonym domu. Nad łóżkiem w mojej wyśnionej sypialni. I choć już to się stało i mogłam przystąpić do dziergania, to okropnie się ociągałam. Teraz wiem, że mój pierwszy łapacz snów czekał na jednego małego lokatora, który był tym brakującym ogniwem w naszym tandemie.



DIY: łapacz snów



Jeśli chcielibyście mieć taką ozdobę u siebie w domu, to oczywiście w sieci znajdziecie mnóstwo ofert kupna. Piękne łapacze robi Iza, autorka blogów Magia książki i Początkująca mama. Jednak wiadomo, że najbardziej cieszą te, wykonane własnoręcznie. To naprawdę nie jest trudne!


Co potrzebujemy:

koło, stanowiące bazę łapacza (można wykorzystać tamborek hafciarski, który wykonany jest z drewna i dostępny jest w pasmanterii);

rzemyk lub lniany sznurek (do owinięcia koła);

mulina (do wykonania sieci, wplecionej w koło);

wstążki, tasiemki, guziki, pióra, koraliki (czyli wszystko, czym chcecie ozdobić swój indiański amulet);

nożyczki.



lapacz-snow


lapacz-snow



Moją bazą była metalowa obręcz, którą otrzymałam w prezencie od Magdy, koleżanki z USA. Podobno koło pochodzi od prawdziwego Indianina i ja w tę wersję wierzę! :D Oplotłam je rzemykiem - ze względu na to, że baza była metalowa, nie było to proste zadanie. O wiele prościej powinno być z tamborkiem. 


Kolejnym krokiem jest stworzenie gęstej sieci, wplecionej w koło. W sieci jest mnóstwo porad, jak się do tego zabrać. Można również umieścić w kole haftowaną serwetkę. Jednak, gdybyście zdecydowali się na przeplatanie nici, to świetnie sprawdzi się w tej roli mulina. Ja korzystałam z  poniższej instrukcji.


(źródło)


Gdy Wasza baza będzie gotowa, pozostaje jedynie przystąpić do ozdabiania. Możecie zawiesić tasiemki, doczepić pióra, koraliki, przyszyć kolorowe guziki - wszystko zależy od Waszej wyobraźni. :) 


lapacz-snow

lapacz-snow

lapacz-snow

lapacz-snow

lapacz-snow


Mój łapacz czeka już na swojego małego właściciela. Zawiśnie nad łóżeczkiem, które pojawiło się u nas w ostatnich dniach. Nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwie czekać na tę małą istotkę, dla której chcielibyśmy zesłać tylko bajkowe sny. A nie od dziś wiadomo, że wyspane dziecko, to wyspani rodzice... :D 


Ściskam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger