Po prostu "KRALL"

do-utraty-tchu



Ostatnio coraz trudniej mi znaleźć książkę, przez którą brodzę, przy której z trudem pokonuję kolejne zdanie, a słowa stają się nieuchwytne, więc jestem zmuszona gonić je z zapartym tchem. Zazwyczaj połykam zachłannie książki jedną po drugiej. Owszem, delektuję się nowymi historiami, smakuję nieznane. Jednak bardziej prześlizguję się po nich, odrywając myśli od codzienności. Powinno to mi wystarczyć, ale tak się nie dzieje. Dlaczego? Bo gdzieś w głębi pragnę czytelniczych wyzwań. Tego trudu zgłębienia myśli, usilnych starań interpretacji, prześwietlenia każdego fragmentu z chirurgiczną precyzją. 

Niedawno trafiła w moje ręce ta, która nie może pozostać obojętna. Prosta, czarna okładka. Bez żadnych zdobień. Po prostu jest. Bez zastanowienia otworzyłam i już wiedziałam, że to jest to. 




Krall Wojciech Tochman, Mariusz Szczygieł



do-utraty-tchu



Krall to dość niecodzienna książka. Pierwsza część odwraca znane nam do tej pory role - Hanna Krall, wybitna reportażystka staje się bohaterką. To nie ona zadaje pytania, a staje się podmiotem rozważań. W otchłań wspomnień wciąga ją Wojciech Tochman. Z pozoru zwykła rozmowa staje się podróżą - w przenośni, jak i dosłownie - po miejscach znaczących dla Krall. I tak czytelnik podąża śladami przeszłości, poznając najpierw małą dziewczynkę, która opuszcza z matką gruzy powojennej Warszawy, aby znaleźć bezpieczną przystań w otwockim sierocińcu. Zagląda na Targową 32, gdzie mieszkała młoda Hanka oraz do redakcji "Polityki", a to wszystko wśród wspomnień o ważnych osobach, przyjaźniach, które ukształtowały Krall - reporterkę. 


Podczas tej zwykłej-niezwykłej rozmowy rysuje się dość wyraźny portret Hanny Krall, która choć nie jest autorem, nie potrafi przestać opisywać, dyskutować z napotkanymi osobami. Granice zacierają się między bohaterką a reportażystką. 


W drugiej części, zatytułowanej Szuflada do głosu dochodzi Mariusz Szczygieł. Zagląda do domowego archiwum Krall, prezentując prywatne zdjęcia autorki, pocztówki, listy, notatki, ocenzurowane reportaże. Niestety tu zabrakło mi komentarza, bądź przedruku odręcznych zapisków, które momentami były nieczytelne.



do-utraty-tchu



Na szczególną uwagę zasługuje zapis wykładu o ważności słów, który zamyka tę szczególną książkę. Uczestniczy w niej Szczygieł i oczywiście Hanna Krall. Słowa, wypowiedziane pod koniec wykładu przez reportażystkę oddają całą istotę twórczości pisarki - jej oszczędny, acz wyrazisty styl. W jej tekstach, podobnie jak w Szufladzie, brak komentarza odautorskiego, ale taki jest zamysł Krall. Współczesny świat pełen jest niepotrzebnych słów, pozbawionych znaczenia, agresywnie atakujących czytelnika. Hanna Krall wybiera tylko te niezbędne, które swą prostotą wyrażają więcej niż tysiąc ozdobników.


Mariusz Szczygieł: Pani Haniu, to teraz my rozumiemy, dlaczego pani książki są tak... chciałem powiedzieć "cienkie", ale to jest złe słowo. Tak gęste.
Hanna Krall: Bo są tam słowa niezbędne.
Mariusz Szczygieł: I jest w nich tylko to, co niezbędne.
Hanna Krall: Zbędnych słów jest coraz więcej na świecie. Jest coraz więcej książek, gadania, hałasu, tumultu. Trzeba więc wyławiać tylko te, bez których nie można się obejść.
KRALL Wojciech Tochman, Mariusz Szczygieł 



do-utraty-tchu



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger