Podziel się miłością. Recenzja powieści "W poszukiwaniu szczęścia" Melissy Hill

Do-utraty-tchu


Ostatnio w blogowisku tak miłośnie się zrobiło. Nie, nie dlatego, że blogerzy tak się kochają. Po prostu nadchodzące Walentynki to dobry temat na tekst. Moja cisza nie była podyktowana ignorancją, ani obwieszczeniem wszem i wobec, że nie obchodzę tego durnego święta, bo kochać to się trzeba na co dzień, a nie raz w roku. Nie, nic z tych rzeczy! Co więcej, moja romantyczna dusza wręcz kipi od nadmiaru miłości. Szczególnie teraz, gdy biją we mnie dwa serca. Jednak jak to na książkoholika przystało, Święto Zakochanych spędziłam z nosem w książce. Przecież nie wiem ile zostało mi czasu na pielęgnowanie tego szeleszczącego uczucia. Zakładam, że gdzieś pomieszczę w sobie te wszystkie ochy i achy do nowego życia, jednocześnie nie zostawiając na pastwę losu zabłąkanych papierowych przyjaciół. Jednak teraz z premedytacją zaczytuję się we wszystkim: począwszy od reportażu, poprzez poradniki dla przyszłych rodziców, a kończąc na obyczajówkach. Dziś zatrzymam się przy tych ostatnich. 

Jak ja lubię sięgać po literaturę obyczajową, po której można spodziewać się wszystkiego! Może być lekko i z przymrużeniem oka, może być z trudem i dogłębnie odczuwanym bólem przy każdym czytanym zdaniu. Dzisiejsze słońce przegoniło wszelkie smutki, dlatego z radością prezentuję Wam coś niezwykle przyjemnego.


Melisa Hill W poszukiwaniu szczęścia




Do-utraty-tchu



Każdy z nas dostał dar życia, ale nie każdy dostał dar miłości.

Melissa Hill W poszukiwaniu szczęścia



Z miłością jest jak z losem na loterii. Możesz grać w nadziei, że wygrasz i wciąż trafiać na mur niepowodzenia. Możesz rozmieniać się na drobne, zadowalając się małymi nagrodami. Jednak nie oszukujmy się, większość marzy o szóstce - zgarnąć wszystko i napawać się sukcesem. Gdyby to było takie proste... 

No właśnie, przegrane często podcinają skrzydła. Stajemy się nielotami - brodzimy przy powierzchni, nie wzbijamy się, nie sięgamy chmur. To wszystko przez niedopowiedzenia, niejasności i pokrętne oczekiwania. Przegrywamy, nie poznając smaku prawdziwej gry. Nie potrafimy się cieszyć się tym, co otrzymaliśmy na starcie. A przecież każdy w pakiecie otrzymuje pokłady szczęścia, dobroci i miłości. Wystarczy czasami je odszukać, zetrzeć zalegający kurz i dzielić się tym, co mamy. To wróci, wróci ze zdwojoną siłą. 

Taka jest Holly, bohaterka powieści W poszukiwaniu szczęścia Melissy Hill. To dobra, sympatyczna, dziewczyna. Na co dzień pracuje w butiku z ekskluzywną odzieżą używaną, samotnie wychowuje syna i uśmiecha się. Ot tak, po prostu - mimo przeciwności losu, mimo skromnego życia, mimo srogiej, nowojorskiej zimy, mimo samotności. A to dlatego, że oprócz daru życia, otrzymała dar miłości. 

Holly jest również szczęśliwą posiadaczką bransoletki, którą ozdabia różnymi wisiorkami. Każdy z nich to symbol jakiegoś ważnego wydarzenia w jej życiu. Dlatego gdy pewnego dnia znajduję bardzo podobną biżuterię wie, że bransoletka musi wrócić do swojej właścicielki. I tak, tuż przed Bożym Narodzeniem, Holly wyrusza zaśnieżonymi ulicami Nowego Jorku na poszukiwania nieznajomej. 

W poszukiwaniu szczęścia to przyjemna podróż po życiowych ścieżkach dwóch, zupełnie obcych sobie kobiet. I choć wiele w książce przewidywalności, sprzyjających splotów akcji, to dla mnie była to całkiem udana lektura. Aby przypomnieć sobie to, co ważne nie potrzebuję filozoficznych traktatów. Czasami wystarczy banalna i prosta historia...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger