Gdy brak norm staje się normą, czyli "Tango" Sławomira Mrożka w olsztyńskim teatrze

Do utraty tchu


Gdy wszystko jest możliwe, nic nie jest możliwe. Zapatrzeni w absolutną wolność, nie dostrzegamy wkraczającego na salony chaosu, który bezczelnie rozsiada się w fotelu i przejmuję władzę nad naszą rzeczywistością. 

To nie ja, to Mrożek. Ponad pięćdziesiąt lat temu popełnił dzieło, które dziś nic nie traci na swojej aktualności. Niedawno miałam okazję ponownie odwiedzić Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynieprzypomnieć sobie za co uwielbiam to miejsce i obejrzeć Tango Sławomira Mrożka w reżyserii Bartosza Zaczykiewicza.



Wieczorową porą, w niewielkiej sali o wdzięcznej nazwie Kameralna, na deskach olsztyńskiego teatru na naszych oczach rozgrywa się rodzinna tragedia. No dobrze, tragikomedia. Bywa zabawnie, absurd miesza się z komedią, ale tuż pod warstwą rozbawienia kryje się prawdziwy dramat. Ukazuje nam się świat bez zasad, logiki i ładu, w którym tradycja, morale i harmonia nie mają racji bytu. 

Artur, główny bohater to młody mężczyzna, grzeczny student, który bezwzględnie pragnie przywrócenie porządku w swoim małym świecie. Na drodze jego dążeniom stają najbliżsi. Otóż tak, rodzina mija się z wyobrażeniami Artura o poukładaniu wszystkiego wokół. Bo jak przywołać do porządku matkę, która otwarcie przyznaje, że czasami zdradza ojca? Ojciec za to nie uznaje innego stroju niż piżama, wszak to artysta, którego wolność objawia się nawet poprzez strój. A że nie odpowiedni? No cóż, trudno. Jest jeszcze babka, która z pasją oddaje się grze w karty i wuj, stary-młody, w krótkich portkach, zmienny i uległy. Ach, pojawia się także Ala - kuzynka chłopaka, kokietka i nadzieja w przywróceniu ładu. I na koniec mamy Edka, ale on raczej jest obcy i spoza, intruz i cham, zwolennik postępu i zmian. 


fot. Teatr im.. Stefana Jaracza w Olsztynie


No właśnie, i jak ten biedny Artur ma podnieść upadły świat wartości? Walczy dzielnie, być może niecodziennymi metodami. A to wysyła babcię na katafalk, aby spoważniała, to namawia ojca do pozbycia się Edka, a nawet przekonuje Alę do ślubu. Wszystko to po to, aby pozbyć się absolutnej wolności, wprowadzonej przez starsze pokolenia. Okazuje się bowiem, że to wszechobecne rozprężenie jest zgubne, doprowadza to anarchii, absurdu i rozłamu więzi rodzinnych. Jak tu się buntować, gdy wszystko jest dozwolone? 

I choć sztuka okraszona jest sporą dozą groteski, to jednak to śmiech przez łzy. W Arturze można przeglądać się jak w lustrze. Dzisiejsze młode pokolenie, wychowane bez stresu, granic i wartości, domaga się pewnych ram. Potrzebuje formy, która nada im kształt i wskaże drogę ku czemu ma podążać. Jednak nawet szlachetna chęć przywrócenia harmonii może okazać się zgubna...



fot. Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

fot. Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie


Na koniec nie sposób nie wspomnieć o aktorach, którzy ponownie przekonali mnie, że mamy wspaniały teatr w Olsztynie. Uwielbiam to zaangażowanie i oddanie roli, grę emocji i reakcję publiczności, która żywo reagowała na to, co działo się na scenie. I na koniec cisza, która wypełniła mnie po spektaklu. Jednak nie na długo, bo przecież opustoszałe późnym wieczorem ulice Olsztyna sprzyjają rozmowom i wymianie teatralnych wrażeń...


Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, Scena Kameralna

TANGO 

Reżyseria: Bartosz Zaczykiewicz
Scenografia: Iza Toroniewicz
Muzyka: Katarzyna Brochocka
Ruch sceniczny: Paulina Andrzejewska

Obsada: Joanna Fertacz, Ewa Pałuska, Małgorzata Rydzyńska, Dawid Dziarkowski, Cezary Ilczyna, Marcin Kiszluk, Maciej Mydlak



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger