Syreni krzyk. "Opactwo świętego grzechu" Sue Monk Kidd

Do utraty tchu


Naprawdę nie można powstrzymać serca przed kochaniem... 

To tak, jakbyś stanęła na plaży i wrzasnęła na fale, żeby przestały bić o brzeg. 

Sue Monk Kidd, Opactwo świętego grzechu


Czasami książki potrafią wyczarować słowa, którym przyglądasz się jak nowej, nieznanej potrawie. Żonglujesz nimi, przerzucasz z jednej ręki do drugiej, zastanawiając się jak je ugryźć. Wciąż nieufnie, ale z lekką dozą ciekawości zatapiasz w nich swoje zęby, muskając je koniuszkiem języka. I właśnie wtedy może okazać się, że to zupełnie nie Twój gust kulinarny - wypluwasz je i zachłannie popijasz czymś lekkim, aby pozbyć się nieprzyjemnego doznania. Może zdarzyć się tak, że słowa eksplodują najpiękniejszą gamą smaków. Delektujesz się nimi, powoli przeżuwając je i wydobywając z nich to, co najlepsze. Z takimi słowami nie chcesz się rozstać. Pragniesz ich coraz więcej i więcej, a Twój apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Takie słowa serwuje Sue Monk Kidd. Jej dwie książki, Sekretne życie pszczół (na blogu znajdziecie recenzję ekranizacji tej powieści) oraz Czarne skrzydła (kilka słów o tej książce znajdziecie TU) to dla mnie jedne z piękniejszych lektur, jakie dane mi było przeczytać. Dlatego nie wahałam się przed sięgnięciem po kolejną powieść tej autorki. Czy było warto? Czy dobra passa w twórczości Sue Monk Kidd wciąż trwa?




Opactwo świętego grzechu Sue Monk Kidd




Do utraty tchu


Wychodząc na spotkanie tej książce, wiedziałam, że nie znajdę tu tego, co w poprzednich powieściach autorki. Nie rozczarowałam się - Sue Monk Kidd przeniosła mnie z dziewiętnastowiecznych Stanów Zjednoczonych w Czarnych skrzydłach, omijając również lata sześćdziesiąte XX wieku z Sekretnego życia pszczół, do świata dobrze znanego. Ale czy na pewno? Współczesność Karoliny Południowej okraszona tu jest legendami o syrenim tronie, klasztornymi realiami, o które nieproszone uczucie rozbija się niczym morska fala o srebrne skały. 

Z szelestem przerzucanych kartek poznałam Jessie Sullivan, kobietę dojrzałą, ale nie do końca spełnioną. Raczej zagubioną - między życiem tak dobrze znanym, uporządkowanym i wypełnionym po brzegi mężem psychiatrą i córką studentką. I gdzieś w tej skrupulatnie ułożonej codzienności jest ona - nijaka, pozbawiona własnego Ja, artystka ukryta za kotarą szarości. Z tej czeluści pogłębiającej się beznadziejności wyrywa ją głos rozpaczy, dobiegający z rodzinnych stron Jessie. Niecodzienny wypadek jej matki wzywa ją do domu, którego bohaterka z premedytacją omija. Za dużo wspomnień, niespełnionych pragnień i tęsknoty. 



Do utraty tchu


Z pozoru wielokrotnie już odświeżana fabuła okazuje się niezwykłą podróżą w głąb ludzkiej duszy. Sue Monk Kidd ma piękny dar czarowania prozą. Zwykłe, codzienne uczucia, które towarzyszą każdemu z nas podaje w tak wyszukany sposób, że szare nabiera tęczowych barw. Każdy kolejny rozdział rozkłada przeżycia Jessie na czynniki pierwsze. Nic w tym nużącego, ani błahego. Czytelnik nie ma wyboru, jak rozkoszować się formą, która być może dla niektórych przerasta treść. Jednak właśnie dla tej kunsztownej formy warto sięgnąć po najnowszą powieść autorki.

Decydując się na tę podróż, poznajemy nie tylko legendę o celtyckiej bogini Senarze, niezwykłym tronie oraz rozterki głównych bohaterów. Stajemy się świadkami profanacji sacrum - zakazany owoc staje się wybawieniem. Opactwo świętego grzechu to rozrachunek z bylejakością dnia codziennego, poszukiwaniem własnej drogi i powrotem do domu, który każdy z nas nosi głęboko w sobie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger