Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

Lilusiowa magia Bożego Narodzenia. Fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


To już rok. Pamiętam dokładnie te chwile po przebudzeniu, gdy dotykałam okrągłego brzuszka, gładziłam go z czułością i szeptałam obietnice wiecznej, bezwarunkowej miłości. Potrafiłam cały dzień nucić świąteczne piosenki, bo właśnie wtedy nasza Kruszynka stawała się aktywna. Piekłam pierniki i snułam opowieści, że następnym razem będziemy to robiły razem. Obserwowałam ten przedświąteczny rozgardiasz z nieukrywaną radością i nadzieją na piękne, nadchodzące miesiące. Nie pomyliłam się ani o odrobinkę. To był najcudowniejszy rok dla mnie i mojego męża. I choć pojawienie się Lili w naszym życiu powywracało codzienność do góry nogami, to mamy poczucie, że teraz wszystko jest na swoim miejscu. 


Gdy moje serce wybijało rytm serduszka Liluni bardzo zależało mi, aby zatrzymać czas. Cieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Dlatego z ogromną chęcią wzięłam udział w zabawie zorganizowanej przez Kameralną i stworzyłam Fotograficzny Kalendarz Adwentowy. Dziś, gdy wracam do tych zdjęć czuję zapach pomarańczy, przeglądam się w choinkowych światełkach i tulę do tych wspomnień z całych sił. W tym roku przygotowania wyglądają zupełnie inaczej. Nie ma wszystkiego na tip-top. Owszem, ogarniamy z A. dom według wcześniej ustalonej listy zadań, ale nasza córka ma w nosie jakiekolwiek rozpiski i działa według swojego planu. Dlatego nasze cztery kąty wciąż wyglądają jak po przejściu tsunami.😨😆 I wiesz, naprawdę dobrze mi z tym! Dzięki Lilce wyluzowałam, nie musi być perfekcyjnie, aby poczuć magię nadchodzącego Bożego Narodzenia


Wokół nas panuje totalny chaos. Do drzwi co chwila puka kurier z prezentami, które zamówiliśmy przez internet (to był najlepszy pomysł, aby uniknąć godzinnych spacerów w przedświątecznym tłumie z rozbrykaną Lilką w wózku). Sprzątając, potykamy się o zabawki, które my jedną ręką wrzucamy do pojemnika, a nasze dziecię drugą, mniejszą łapką wyrzuca. A gdy już czujemy, że panujemy nad sytuacją, to musimy pędem chwytać Lilkę lub spadające przedmioty, które ten mały nicpoń zrzuca. Tak, moja wymarzona księżniczka to też niezły łobuz, ale to najukochańszy łobuz pod słońcem! 😁


Za kilka dni będziemy świętować pierwszą wspólną Gwiazdkę. Chciałabym dać Lili wszystko, co najpiękniejsze i wiem, że jest to możliwe. Mam to na wyciągnięcie ręki każdego dnia. To ja, mój mąż, nasza dziewczynka i czas spędzony razem. To tyle i aż tyle. 



* * *


Pewnie już wiesz, że bardzo lubię fotografować. Różnie mi to wychodzi, jestem świadoma braków technicznych i niedociągnięć, ale ten moment zatrzymany w kadrze jest dla mnie bezcenny. Dlatego obowiązkowo musiałam zafundować świąteczną sesję dla mojej córeczki. Początkowo sądziłam, że będzie to profesjonalne studio, a za obiektywem fotograf z prawdziwego zdarzenia. Mamy już jedną taką sesję za sobą i efekty były zachwycające, ale... No właśnie, ciężko mi było odmówić sobie tej przyjemności i nie spróbować zrobić to sama. Jak wyszło? O tym poniżej.



Fotograficzna sesja świąteczna w domu



fotograficzna sesja świąteczna w domu


Gdy udaliśmy się na sesję noworodkową i zobaczyłam domowe studio naszego fotografa byłam jednocześnie zaskoczona, ale i zmotywowana. Okazało się, że wystarczy trochę przestrzeni, pomysł na tło i rekwizyty, aby wyczarować bajkową scenerię. Oczywiście bardzo przydatny jest również aparat... 😁 Dlatego, gdy zbliżał się okres przedświąteczny i w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się ogłoszenia bożonarodzeniowych sesji zdjęciowych, postanowiłam, że my w tym roku pobawimy się sami. Przede wszystkim wybraliśmy porę, gdy Lili miała ochotę na chwile przed obiektywem. Ponadto zmusiło mnie to do pracy z aparatem i pobudzenia mojej kreatywności. I jeszcze jeden, dość znaczący czynnik - nic nas to nie kosztowało (poza groszami, które wydaliśmy na rekwizyty).



Co może Ci się przydać podczas fotograficznej sesji świątecznej w domu?


  • duży karton, oklejony papierem dekoracyjnym, który posłuży jako tło;
  • kawałek tapety imitującej drewnianą podłogę (chyba, że masz piękny parkiet i chcesz go pokazać 😉);
  • dekoracje świąteczne: latarenki, lampki choinkowe, bombki, zapakowany prezencik, śnieżna kula, skarpety, filcowe ozdoby;
  • mały model, najlepiej własny, domowy, bo ten ukradziony od sąsiadów może odmówić współpracy. 😜


fotograficzna sesja świąteczna w domu


Nasze zdjęcia nie są perfekcyjne, jak te od fotografa, ale jestem w nich totalnie zakochana! Dostrzegam to, co mogłam poprawić, ale to jest drobnostka w porównaniu z rewelacyjnie spędzonym czasem i pamiątką z pierwszych świąt Lili. ❤


fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu

fotograficzna sesja świąteczna w domu


* * *


Nie wyobrażam sobie, aby ten wyjątkowy czas spędzić z dala od naszego domu rodzinnego. Dlatego piszę do Ciebie, siedząc na w połowie spakowanych walizkach. Moja radość jest ogromna, bo udało nam się wyrwać codzienności trochę więcej wolnych dni i wracamy dopiero po Nowym Roku! 😀 Nie pozostaje mi już nic innego, jak zostawić Cię z tymi słodziutkimi, bożonarodzeniowymi kadrami i życzyć Ci pięknych, radosnych, rodzinnych, pachnących piernikami i aromatyczną kawą świąt! 


Serdeczności!

Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek

Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek

dekoracje z szyszek


Dziś policzyłam, ile czasu pozostało nam do świąt i czuję się jakbym przespała tydzień. 😲 I nie dlatego, że jestem tak wypoczęta, wręcz przeciwnie... To były bardzo pracowite dni i długie wieczory. Choć wypełnione czynnościami okołobożonarodzeniowymi, to jednak mam poczucie, że coś mi umyka. Marzę o niespiesznych porządkach, o zapachu suszonej pomarańczy, o smaku pierników pomieszanego z aromatem kawy. Do tego choć chwila z książką, bo ostatnio mijamy się zupełnie. Jedyne, co wciąż trzyma mnie w pionie to Lili, która tak pokochała świąteczne piosenki, że od dwóch tygodni poruszamy się w rytmie Let is Snow!


Nadchodzący czas to dla mnie najważniejszy moment w roku. Jednak odkąd zostałam mamą, gubię się między dniem a nocą, kluczę po ślepych uliczkach porozrzucanych zabawek, odliczam minuty od jednego Jej uśmiechu do drugiego, kroczę w rytmie uderzeń Lilusiowego serduszka. Tak to już jest. I w tym wszystkim bardzo łatwo zapomnieć, że świat ma swój zegar, który niekoniecznie chce zrównać się z moim matczynym. Bywają jednak chwile, w których doganiam rzeczywistość i przez moment dotrzymuję jej kroku. Niekiedy to ona karci mnie i przywołuje do porządku. Tak było wczoraj. W rozmarzeniu, z głową w chmurach, w stanie euforii, że wyszłam z domu bez dziecięcego taboru, wracałam z biblioteki i moim oczom ukazał się balkon sąsiada. Ukazał to może małe nieporozumienie, poraził mnie - to zdecydowanie odpowiednie określenie. Istne szaleństwo, milion światełek, gwiazdy, Mikołaj, bałwan wspinający się po barierce, a to wszystko na kilku betonowych metrach. Brakowało mi tylko migoczącego napisu Merry Christmas, który dopełniałby świąt w stylu made in Poland. 😂 Z roziskrzonymi oczami niczym Gwiazda Betlejemska wróciłam do domu i postanowiłam, że już czas udekorować nasze cztery kąty. 


Jeśli jesteś ze mną na Facebooku lub na Instagramie, to wiesz, że od jakiegoś czasu siedzę w szyszkach. 😜 Podczas kilku godzin spędzonych na wiciu wianków, zaczęłam zastanawiać się, jak można wykorzystać te pachnące lasem drobinki. Oczywiście wystarczyło otworzyć księgę zwaną Internetem, aby znaleźć mnóstwo inspiracji.  Niektóre już wykorzystałam, inne pozostają w sferze marzeń, które może przydarzą się w przyszłym roku. Nie przedłużam, łap garść pomysłów na cudowne ozdoby świąteczne!



Pomysły na dekoracje świąteczne z szyszek



  • Wianki, wianuszki, wianeczki


O wiankach z szyszek pisałam już jakiś czas temu. Tekst znajdziesz TU. Dzielę się w nim, jak w prosty sposób wykonać taką bożonarodzeniową dekorację. Od czasu publikacji tamtego postu wyczarowałam trochę nowych wianków, dlatego z przyjemnością pokażę Ci moje prace. Może jakiś przypadnie Ci do gustu i posłuży jako inspiracja podczas tworzenia własnego. 😊


wianek z szyszek

wianek z szyszek

wianek z szyszek


Wykorzystałam moc szyszek totalnie! Moje wianki są wykonane z nich w zupełności. Jednak równie dobrze mogą być tylko jednym z elementów bożonarodzeniowego wianka. 


wianek z szyszek
źródło


  • Stroiki 


Nie wyobrażam sobie stołu wigilijnego bez sianka pod obrusem, ale także bez ustrojonej świecy. Taka dekoracja może zdobić również inne kąty Twojego domu. 😉 W tak prosty sposób wprowadzisz świąteczny nastrój w szarą codzienność. 


stroik z szyszek

stroik świąteczny z szyszek

stroik świąteczny z szyszek



  • Lampiony


Choć lampiony z Ikei są wdzięczne i przyjemne dla oka, to jednak już dość oklepane. Wystarczy zwykły słoik, trochę starej koronki, wstążki, świerkowa gałązka i kilka szyszek, aby zrobić samemu klimatyczny lampion. Aaaa i nie zapomnij o świecy! 😆 Wykonanie takiego lampionu zajęło mi chwilkę, a prezentuje się świetnie.


lampion ze słoika



  • Girlandy


Girlanda z filcowych gwiazdek zachwycała mnie w ubiegłym roku. Jednak przeglądając pomysły wyszperane w sieci, zastanawiam się, czy nie urozmaicić swojej szyszkami. 😁 Te poniższe zachwycają prostotą i naturalnością.


girlanda z szyszek
źródło
http://starsinspirations.blogspot.com/2014/12/2014-christmas-decorations-garland.html
źródło


  • Pakowanie prezentów


Od jakiegoś czasu zauważyłam, że teraz już nie tylko prezent w sam sobie stanowi o jego atrakcyjności. Niezwykle ważna stała się również forma, w jakiej podarunek zostanie wręczony. Co rusz napotykam niesamowite pomysły na pięknie zapakowane prezenty. Muszę Ci się przyznać, że mnie urzekają te zapakowane w zwykły, szary papier, przewiązane sznurkiem z dodatkiem świerkowej gałązki i szyszek. 😊


http://fashionelka.pl/pakowanie-swiatecznych-prezentow-diy/
źródło

http://kasanaobcasach.com.pl/pomysly-na-pakowanie-swiatecznych-prezentow-1635
źródło


  • Szyszka w wersji sauté


Niektóre odmiany drzew iglastych mają tak piękne szyszki, że nie potrzebują żadnych dodatków. Takie naturalne prezentują się genialnie. Można je po prostu położyć i same w sobie stanowią dekorację, ale świetnie będą się także prezentować zawieszone na choince lub girlandzie (patrz wyżej ⇧). Ja postanowiłam wykorzystać trzy duże szyszki do odczarowania komody w przedpokoju. Często zapomina się, że to funkcjonalne pomieszczenie to nie tylko składzik na odzież wierzchnią i obuwie, ale również miejsce, w którym wita się gości. 😉


dekoracje z szyszek

http://pl.dawanda.com/product/91042435-szyszki-zawieszki-swiateczne
źródło

http://srebrnaagrafka.pl/sklep/violasororia/produkt/zawieszki-szyszkowe-3szt-szyszki-duze-ecru-wstazka-bombka
źródło




* * *


Jestem ciekawa, czy jakiś pomysł na dekorację przypadł Ci szczególnie do gustu? Mnie porywają wszelkie ozdoby, które mogę wykonać sama. Rozkochałam się we własnoręcznie przygotowanych prezentach, dlatego z przyjemnością w tym roku będę wręczać wianki i pierniki. 😊 


Ściskam!


Z Lilusiowej biblioteczki: "Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych" Marta Galewska - Kustra

Z Lilusiowej biblioteczki: "Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych" Marta Galewska - Kustra

nauka mówienia


Gdy byłam bardzo maleńką Olą ukochałam swojego smoczka miłością ogromną. Nazywałam go pieszczotliwie mela mela. Według opowieści mamy w tym czasie porozumiewałam się własnym, dziecięcym językiem. I tak mysz to była buma - wspominam o tym nieszczęsnym gryzoniu, bo odegrał on dość istotną rolę w mojej drodze na szczyt retoryki. 😆 Wracając do olinego pierwszego słownika, to gdy coś nie spotykało się z moją aprobatą, poetycko karciłam to krzycząc beeee!; a gdy mój brzuszek robił się pusty, dopominałam się wołając am am! Pewnego dnia moja rodzicielka postanowiła przerwać tę złotą nić wymizianego, wymemlanego i wygryzionego porozumienia między mną a mela mela - wyrzuciła smoczek, informując mnie jednocześnie, że został zjedzony przez małą, biedną myszkę. I choć moja rozpacz była okropna, a zawodzenie na tyle skuteczne, że w trybie natychmiastowym zakupiono mi siedem nowych smoczków, to właśnie te traumatyczne wydarzenia sprawiły, że wypowiedziałam pierwsze, pełne zdanie. Swój żal wyraziłam  zwięźle, acz treściwie: Buma bee, buma am mela mela. 😂 


Dziś trochę prześladuje mnie ta historia, szczególnie podczas rodzinnych spotkań. Niemniej idealnie obrazuje, w jaki sposób mały człowiek uczy się mówić. Niezwykle istotną rolę odgrywają tu rodzice, którzy pomagają dziecku stworzyć językową bazę. Często porozumiewają się ze swoją pociechą, stosując wyrazy dźwiękonaśladowcze. I to właśnie jest jedna z pierwszych lekcji nauki mówienia. Następnie w sposób naturalny łączą słowa z gestami, dodają do tego wyrazistą mimikę, wypowiadają dobrze znane wierszyki, wyliczanki i bajki. To wszystko sprawia, że dziecko oswaja nieznany mu świat słów. 


Lili jest jeszcze malutka, ma ukończone siedem miesięcy. Jednak odkąd zaczęła samodzielnie przemieszczać się, stabilnie siedzieć i spacery spędza w spacerówce, zauważyliśmy, że jest żywo zainteresowana wszystkim wokół. Co więcej, z każdym dniem wydaje więcej nowych dźwięków, czasami udaje jej się wypowiedzieć mama, uwielbia muzykę, dlatego często śpiewamy i tańczymy, czytamy książeczki... Jestem przekonana, że te nasze - tak oczywiste dla każdego rodzica - zajęcia są dobrym początkiem w nauce mówienia. 


nauka mówienia


Będąc ostatnio w bibliotece natknęłam się na nową książeczkę, Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych autorstwa Marty Galewskiej - Kustry. Wystarczyło jedno spojrzenie, aby przekonać się, że to idealna lektura dla nas. 




Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych 

Marta Galewska - Kustra


nauka mówienia


Pucio uczy się mówić to pierwsza część przygód małego chłopca i jego rodziny. Jest to książeczka adresowana do najmłodszych dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z mówieniem. Poprzez krótkie teksty, które bazują w większości na prostych zdaniach i wyrazach dźwiękonaśladowczych, już nawet kilkumiesięczny maluszek świetnie odnajdzie się w świecie Pucia. 


Książka opatrzona jest wstępem dla rodziców, w którym zawarta jest instrukcja obsługi - jak zbudowana jest książeczka, jak jej używać, czego unikać oraz na co zwrócić uwagę. Choć pozycja ta jest bardzo prosta w odbiorze, to każdy rodzic może pokusić się o własny sposób przekazu. Jestem przekonana, że ta dowolność wyboru w formie czytania sprawi, że spędzony czas z książką Marty Galewskiej - Kustry będzie cudowną zabawą z maluchem.


nauka mówienia


Naturalnie przygodę z Puciem i jego najbliższymi można rozpocząć od przeczytania książki od pierwszej do ostatniej strony i my z Lilą właśnie tak poczyniłyśmy. Jakie było moje zdziwienie, gdy zwiercona na co dzień Lilka siedziała cichutko i z ciekawością wysłuchała całej(!) opowieści. Dotykała kartonowych kart, stukała paluszkami i uśmiechała się, gdy wymawiałam dźwięczne wyrazy. Moja radość jest jeszcze większa, bo Lili zaczyna powoli je powtarzać, oczywiście jeszcze bardzo nieporadnie. 😉 I jeśli myślisz, że tu czas spędzony z Puciem się kończy, to jestem w obowiązku wyprowadzić Cię z błędu. Treść książki jest na tyle uniwersalna, że każda karta to scenariusz dobrze znany maluchowi - jest mama, tata, siostra, mały dzidziuś, babcia, dziadek, spacery, wspólne posiłki, wycieczki do lasu, czy na wieś. Dlatego śmiało możesz otworzyć ją na dowolnej stronie i czytać jako odrębną historię. Innym pomysłem na wspólne odkrywanie świata Pucia to wyszukiwanie przedmiotów na obrazkach i nazywanie je wyrazami dźwiękonaśladowczymi.


Forma, na jaką się zdecydujesz naprawdę nie ma znaczenia! Równie dobrze możesz stworzyć własną historię. W tym wszystkim najważniejsza jest chwila, którą spędzisz ze swoim maluchem. 😊


Podczas wyboru lektury dla najmłodszych niezwykle ważne są dla mnie ilustracje. Uwielbiam kolorowe i baśniowe, ale dla takich malutkich, tyci tyci warto ograniczyć się do prostej grafiki. Ta pozycja spełnia moje wymagania. Obrazy są jasne w przekazie i zabawne. Dzięki temu maluch nie powinien mieć problemu z odnalezieniem wybranego elementu. 


nauka mówienia

nauka mówienia


Książka Pucio uczy się mówić jest dużego formatu (zbliżony do A4), a jej kartki są tekturowe. Na tym etapie to dla nas istotne, bo dzięki temu Lili bez problemu przewraca sama strony. Ponadto taka forma jest wytrzymała i odporna na ruchliwe łapki niemowlaka.


Chyba jak większość rodziców staram się wspomóc rozwój swojego dziecka, a książka to według mnie nieoceniona pomoc. Jako filolog polski i bibliotekarz czuję się w obowiązku, aby bronić stanowiska, że czytanie to nie tylko obowiązek i nauka. To może być świetna zabawa, a Pucio uczy się mówić Marty Galewskiej - Kustry jest idealnym sposobem połączenia przyjemnego z pożytecznym.



* * * 



Jakiś czas temu zaczęłam rozglądać się za książeczką dla córeczki, którą moglibyśmy podarować jej na Mikołajki. Zwróciłam się o pomoc do moich ulubionych dziewczyn z grupy facebookowej Przeczytaj & Podaj Dalej, które poleciły mi księgę dźwięków. Z pewnością taka książka trafi do naszej biblioteczki, ale to właśnie Pucio i jego rodzina zostaną z nami na dłużej. Niebawem będziemy musiały rozstać się z bibliotecznym egzemplarzem, więc zbliżający się 6 grudnia to odpowiedni czas, aby wybrać się do księgarni. 😄





Dane techniczne

Pucio uczy się mówić. Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych Marta Galewska-Kustra
Seria: Uczę się mówić
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ISBN 9788310130815


DIY. Wianek świąteczny z szyszek

DIY. Wianek świąteczny z szyszek

wianek z szyszek


Jeśli jesteś ze mną na Instagramie, to z pewnością wiesz, że w ostatnich dniach zajęłam się tworzeniem wianków. A dokładniej wianków z szyszek. Koniec listopada był ciężki i potrzebowałam czegoś, co będzie dla mnie ukojeniem. Spokój, jaki towarzyszy mi podczas pracy, pozwala skupić się na tym, co dobre. Święta Bożego Narodzenia zawsze sprawiają, że zaczynam mocniej, głębiej, a może od nowa wierzyć. Uwielbiam ten czas - roziskrzony milionem świateł, wypełniony zapachem pierników i pomarańczy, dający nadzieję, że będzie lepiej.


Od dawna marzyłam o wianku na drzwi i już kiedyś uwiłam sobie wianek z wierzby, która rośnie pod moimi oknami. Jednak to nie było to. W ubiegłym roku zrobiłam wianek adwentowy, ale tamten z kolei był na sztucznej podstawie i on również nie do końca mi odpowiadał. Dlatego teraz postanowiłam, że się przyłożę i będzie to coś wyjątkowego. Po kilku dniach czuję, że mam swój wymarzony wianek, który wisi dumnie na drzwiach. Tak bardzo spodobało mi się to zajęcie, że stworzyłam kolejne wersje kolorystyczne i to jeszcze nie koniec. 😁


wianek z szyszek



Jeśli chciał(a)byś wykonać taki wianek w domu, to podpowiem Ci, co będzie Ci potrzebne:

  • styropianowy wianek - równie dobrze może to być podstawa wycięta z tektury, wypełniona gazetami i owinięta folią;
  • pistolet do klejenia na gorąco lub inny klej, który jest trwały i sprawdzi się podczas klejenia drewna i styropianu;
  • szyszki (baaaaaaaardzo dużo szyszek! 😀 Proponuję pozostawić je choć na jeden dzień w ciepłym miejscu, aby dobrze się pootwierały);
  • farba w spray'u;
  • materiały dekoracyjne (gwiazdki, wstążka).



Jeśli chcesz, aby wianek mógł zostać zawieszony, to przed przystąpieniem do pracy przewiąż go wstążką.


Szyszki przyklejaj na styropianowej obręczy, starając się mocować je jedna przy drugiej. Szczeliny, które mimo to i tak powstaną, spróbuj wypełnić mniejszymi szyszkami. Całość spryskaj farbą i pozostaw na chwilę do wyschnięcia. Następnie przyklej ozdoby, przewiąż wstążką i gotowe!


wianek z szyszek



Wiem, to wszystko brzmi banalnie i prosto, ale taki wianek jest dość pracochłonny. Niemniej wart zachodu, bo prezentuje się naprawdę cudownie.


W najbliższych dniach mam zamiar wyczarować biało-srebrny wianek z fioletowymi dodatkami. Ponadto chciałabym również zrobić stroik na stół wigilijny. Pomysłów mam mnóstwo, ale w moim domu jest też rozbrykany szkrab, który teraz nie tylko przemieszcza się w ekspresowym tempie, ale próbuje stanąć przy wszystkim, co wygląda na dość stabilne! 😲 Zaczynamy powoli zastanawiać się z mężem nad tym, jak ustawić choinkę, aby ten mały łobuz nie przewracał jej co chwila. Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie owinięcie ją łańcuchem... Oczywiście choinkę, nie Lilkę... 😂


wianek z szyszek

wianek z szyszek

wianek z szyszek



Gorzki listopad

Gorzki listopad

jesień


Ostatnie dni nie były dla nas łaskawe. Choroba Lili, nieustannie psujący się samochód i naprawy, które ciągnęły się w nieskończoność. Jednak to wszystko okazało się tak błahe i nieistotne w obliczu wydarzeń, które dopiero miały nadejść. Straciliśmy kogoś bliskiego. Takie pożegnania z reguły nie są łatwe. Szczególnie, gdy odchodzi ktoś za szybko, bez pożegnania, z niespełnionymi marzeniami i czasem, którego już nie ma. 


Zawsze sądziłam, że wszystko dzieje się po coś. Że należy widzieć jasne strony codzienności. Ale dziś wątpię. Czuję żal i niesprawiedliwość losu. Jest jednak coś, o czym wciąż myślę - to, że nigdy nie ma zbyt wiele czasu, aby być szczęśliwym.


* * *


Jeśli troszeczkę za nami tęsknicie to zapraszam Was do dołączenia do nas 


Instagram



Ściskam!


Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady

Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady



Czasami z niczego powstaje coś. Wielkie rzeczy rodzą się z małych, drobnych spraw. Podbono iskra wystarczy, aby wzniecić pożar.


Jedno słowo może wywołać lawinę, którą bardzo ciężko zatrzymać. Zmęczenie zasnuwa mgłą inne myśli i nie pozwala dostrzec tego, co dobre. Jeden parszywy dzień przeradza się w kolejny, przygniatając ciężarem odrętwienia. Jest pusto, szaro i beznadziejnie. 


Ale.


Jedno słowo może skruszyć kamień i zburzyć mur. Niekiedy nieśmiały uśmiech przedziera się przez ciężkie chmury smutku i rozwiewa wszelkie zmartwienia. Choćby na chwilę. I ten jeden, jedyny moment wystarczy, aby pancerz zwątpienia poluźnił sztywne szwy. Łapiesz oddech - krótki i urywany, który ustępuje miejsca kolejnemu. Krok po kroku. 


Czasami dzień bez polotu może przerodzić się w całkiem aromatyczne popołudnie. 



Cynamonki z odrobiną imbiru i czekolady




Lista składników


  • 250 ml mleka;
  • 40 g świeżych drożdży;
  • 100 g cukru;
  • 500 g mąki 

(zawsze przygotuj sobie więcej mąki, aby móc podsypywać podczas wyrabiania);

  • 100 g masła;
  • 3 jajka;
  • szczypta soli;
  • cynamon;
  • imbir;
  • tabliczka czekolady.


Sposób przygotowania


Podgrzej mleko do temperatury nie wyższej niż 40 st., następnie dodaj rozkruszone drożdże, łyżeczkę cukru i dwie łyżki mąki. Wszystko dokładnie wymieszaj, przykryj ściereczką i odstaw na 15 minut w ciepłe miejsce.


Pozostałą część cukru, mąkę, sól i 80 g roztopionego masła (pozostałą część zostaw na posmarowanie ciasta) wymieszaj w misce. Dodaj wyrośnięty rozczyn i roztrzepane 2 jajka. Wszystko dokładnie połącz i zagnieć miękkie, elastyczne ciasto. Przykryj je ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około godzinę, aby ciasto podwoiło swą objętość.


Gdy ciasto będzie już gotowe, podziel je na 4 mniejsze części. Każdą z nich rozwałkuj, posmaruj roztopionym masłem, posyp obficie cynamonem, dodaj szczyptę imbiru i rozkrusz czekoladę. Jeśli chcesz, aby cynamonki były słodziutkie, możesz dodać cukier. Zwiń jak roladę, pokrój w plasterki i ułóż na wcześniej przygotowanej blasze (pamiętaj, aby zostawić odpowiednie odstępy - ciasto drożdżowe wciąż rośnie). Przykryj blachę ściereczką i odstaw na kolejne 20-30 minut. 


Przed pieczeniem posmaruj cynamonki roztrzepanym jajkiem. Piecz bułeczki przez 15-20 minut w temp. 180 st. C. 





* * *


Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A Ty gdzie siedzisz? Twoja szklanka codzienności jest do połowy pusta czy pełna? 



-------------------------------------

Inne przepisy z ciasta drożdżowego:

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

Razem będzie lepiej Jojo Moyes


Gdy zaczynałam przygodę z bohaterami powieści Razem będzie lepiej Jojo Moyes, usłyszałam, że ta książka jest jak słońce w zimie. Bardzo mnie to ucieszyło, bo tak się składa, że lubię zimę, a gdy świeci wtedy słońce - to już w ogóle moje serce przepełnia radość. Jednak później zaczęłam analizować, czy aby na pewno to jest takie słońce, które tworzy moje najwspanialsze, zimowe wspomnienia?  Wiesz, takie słońce, które sprawia, że pod butami skrzypi śnieg, a biała, gładka tafla skrzy się w jego promieniach niczym sreberko spowijające najsmaczniejszą czekoladę. I wtedy nieistotny staje się czerwony nos, mróz podszczypujący policzki, bo gdy w oczy zagląda zimowe słońce, to po prostu cieszę się, że jestem częścią tego wszystkiego. Po przeczytaniu kilku stron książki wiedziałam, że niepotrzebnie traciłam czas na rozmyślania. Decydując się na tę lekturę, otrzymałam Moyes w najlepszym wydaniu! 


To historia o pewnej młodej kobiecie, Jess, którą życie nie rozpieszcza. Co więcej, chłoszcze ją porządnym batem każdego dnia - na dzień dobry i na dobranoc. Ot, chyba żeby wiedziała, że żyje. Jednak Jess na przekór przyodziewa płaszcz optymizmu i nie poddaje się. Bierze na barki samotne wychowanie dziesięcioletniej córeczki i nastoletniego pasierba, pracę na dwa etaty, nawet męża, który od dwóch lat ucieka przed obowiązkami. Jess wciąż powtarza, że coś wymyśli, że będzie dobrze, że jakoś to załatwi... I gdy pewnego dnia okazuje się, że jej mała dziewczynka, dzięki swym niezwykłym zdolnościom matematycznym, może ubiegać się o przyjęcie do prestiżowej szkoły, Jess nie zastanawia się zbyt długo. Po prostu wyrusza w drogę, aby spełnić marzenie córki. 


Więc pewnego razu Ed spotkał dziewczynę, która była największą optymistką, jaką kiedykolwiek znał. Dziewczynę, która nosiła japonki z nadzieją na nadejście wiosny. Sprawiała wrażenie, jakby biegła przez życie w podskokach, niczym Tygrysek z "Kubusia Puchatka"; rzeczy, które rozłożyłyby większość ludzi na łopatki, zdawały się je nie dotykać. Albo jeżeli padała, to natychmiast się odbijała i wracała do pionu. Upadała raz jeszcze, przywoływała uśmiech na twarz, otrzepywała się i ruszała dalej. Ed nie potrafił stwierdzić, czy to najbardziej bohaterska, czy najidiotyczniejsza rzecz, jaką w życiu widział.


Taka była Jess. 


Razem będzie lepiej Jojo Moyes


A potem pojawił się Ed. Na zakręcie. W najgorszym momencie swojego dotychczasowego, dostatniego i beztroskiego życia. I wbrew pozorom te dwa skrajne światy idealnie się uzupełniły, dopasowały jak brakujące puzzle. 


Pewnie zastanawiasz się co jest takiego wyjątkowego w tej książce? Wydaje się być taka, jak większość dobrze napisanych obyczajówek. Jednak Razem będzie lepiej Jojo Moyes jest niesamowita. To chyba ta zwyczajna codzienność. To, w jaki sposób Moyes zestawiła bogactwo ze skrajną biedą, pokazując jednocześnie, że owszem - pieniądze nie są ważne, jeśli się je ma. Bo co wtedy, gdy brakuje na zaspokojenie podstawowych potrzeb, jak jedzenie, ubranie, czy opłacenie rachunków? Co wtedy? No właśnie, wtedy kombinujesz, głowisz się i naginasz morale. W takim momencie nie zarzekasz się, że nigdy, bo tak naprawdę to tego nie wiesz. 


Myślę, co było w Jess, że czułam się z nią tak blisko, że rozumiałam jej wybory bez zastrzeżeń? Z pewnością nie chodzi tu tylko o wiek bohaterki powieści Razem będzie lepiej, który faktycznie jest zbliżony do mojego. Nie, to chyba jej niezachwiana wiara, że dobro przyciąga dobro i optymizm, który jawi się tak nie na miejscu w jej sytuacji. Jest coś jeszcze, to bezgraniczna miłość do dzieci. 


Kiedy Jess urodziła Tanzie, to choć była wtedy bardzo młoda i głupia, miała na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, że będzie mówić jej codziennie, jak bardzo ją kocha. Będzie ją obejmować, ocierać jej łzy i tarzać się z nią po kanapie, z nogami splecionymi razem jak spaghetti. Otoczy ją miłością. 


Moyes stworzyła kobietę młodą, ale niezwykle silną i mądrą. Jednak nie wolną od potknięć i błędów. Jess, jak każdy, dokonuje złych wyborów, ale jest w tym szczera i wciąż wierna swoim przekonaniom. To wszystko sprawia, że jej postać jest na wskroś prawdziwa. 


Razem będzie lepiej Jojo Moyes


Razem będzie lepiej Jojo Moyes jest jak słońce w zimie. Dzięki niej na Twojej buzi pojawi się uśmiech, ale jak to ze słońcem i mrozem bywa - mogą pojawić się łzy. To będą dobre łzy, takie oczyszczające, po których poczujesz się lekko. 


Po lekturze Zanim się pojawiłeś i kontynuacji tej powieści, Kiedy odszedłeś odmalowałam sobie w obraz Moyes jako pisarki, która w zwyczajności i prostocie dnia powszedniego odnajduje tę iskrę, którą czasami gubimy. Niekiedy nieświadomie, w biegu, ale bywa i tak, że znika ona nam z oczy na życzenie. Bo nie mamy siły stawić czoła, bo to nas przerasta i wolimy poddać się i nie wysilać. A ja chciałabym wierzyć, że jednak warto. Że to wszystko dzieje się po coś. Dlatego z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej książki Jojo Moyes.


* * * 


Czytając Razem będzie lepiej znalazłam słowa, które chyba wypiszę sobie wyraźnie na kartce i zawieszę na lodówce, aby każdego dnia o nich pamiętać. 


Bo choćby nawet cały świat rzucał w ciebie kamieniami, to jeżeli mama stoi po twojej stronie, nic ci się nie stanie. Gdzieś głęboko w środku będziesz wiedzieć, że jesteś kochany. Że zasługujesz na miłość.




DANE TECHNICZNE

Razem będzie lepiej Jojo Moyes
Wydawnictwo: Znak
ISBN 9788324026920

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger