Wieczorową porą, czyli moje listopadowe książkowo-filmowe odkrycia



Gdybym miała wskazać mój ulubiony sposób na relaks to zdecydowanie byłby to dom i nasze dwuosobowe towarzystwo. Nie ma co ukrywać - jestem domatorką. Podczas wspólnie spędzonego czasu prym wiodą u nas książka i film. Szczególnie w okresie szybko zapadającego zmroku... 

Z wyborem lektur nie ma u nas najmniejszego problemu - ja wręcz ubóstwiam wyszukiwanie książek do przeczytania, choć ostatnio to książki wybierają mnie i stoją rozzłoszczone w kolejce. Co do filmów to perełki wynajduje A. Najczęściej są to seanse online, bo telewizja zawodzi nasz gust -chyba, że są to powtórki Harrego Pottera, wtedy rzucamy wszystko i siedzimy przed ekranem z wypiekami na twarzy i powtarzamy za bohaterami magiczne zaklęcia. 

W ostatnich dniach w moje ręce wpadła niezwykła książka, a raczej książeczka i obejrzałam trzy niesamowite filmy. Jeśli nie macie pomysłu jak spędzić najbliższe wieczory, to może moje propozycje przypadną Wam do gustu.



Szczęście do wzięcia Jason F. Wright




Ta niepozorna książeczka zawiera w sobie wyjątkową opowieść o potrzebie niesienia pomocy. Warta przeczytania właśnie w okresie przedświątecznym. Na 168 stronach rozpisana została historia Hope, młodej dziennikarki, która w Wigilię Bożego Narodzenia zostaje obdarowana tajemniczym słoikiem wypełnionym monetami. Kierując się zawodową ciekawością, rozpoczyna śledztwo, które ma rozwikłać pochodzenie niezwykłego prezentu. Podczas poszukiwań Hope trafia nie tylko na ludzi o wielkim sercu, ale staje się świadkiem jednej z piękniejszych, nieformalnych akcji charytatywnych w historii Ameryki. 

To pokrzepiająca opowieść, która przypomina o tym, jak ważne jest dzielenie się z bardziej potrzebującymi. O sile, która tkwi w ludziach. O miłości, którą należy pomnażać. 

Słoikowa historia przypomniała mi o słoiku dobrych wspomnień. Tradycja zapoczątkowana w ubiegłym roku przyjęła się u nas i tym razem znowu będziemy żegnać stary i witać nowy rok wspominając to, co nas spotkało. 




Lektura powieści Szczęście do wzięcia skłoniła mnie również do zastanowienia się, czy rzeczywiście nie mogłabym dać z siebie więcej. Pierwszym krokiem jest udział w akcji, która ma na celu pomóc tym, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują. Święta Bożego Narodzenia to zawsze dobry czas, aby dołączyć do jakiejś ważnej inicjatywy - nie musimy się nawet wysilać z pomysłem, bo okazja może przyjść sama do nas. Nie bądźmy obojętni. Jeśli nie stać nas na pomoc finansową, to może warto pomyśleć o zmianie w sobie - drobny, przyjazny gest, a może zwykły uśmiech, który tak wiele może zmienić.



Służące / The Help

Zastanawia mnie jak to możliwe, że takie perełki trafiają do mnie po tak długim czasie. Najczęściej znam tytuł, pobieżnie orientuję się w fabule, ale i tak z jakiegoś powodu odwlekam obejrzenie danego filmu. Mogłabym przywołać tu wiele przykładów, ale i tak nie rozwiąże to tej niezrozumiałej reguły. Tłumaczę sobie to tym, iż najwyraźniej musieliśmy do siebie dojrzeć. :D 

Podobnie było ze Służącymi - wiedziałam, że jest to ekranizacja powieści Kathryn Stockett (której okładkę mam wyrytą w pamięci), że Octavia Spencer otrzymała Oscara za rolę drugoplanową, a film jest wciąż bardzo chwalony. I najważniejsze - uwielbiam opowieści, które opisują problem rasizmu i niezrozumienia. 

Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam. Wiem za to, że warto było czekać. Film jest rewelacyjny!






McFarland, USA

McFarland pozornie różni wiele od Służących, ale przesłanie jest podobne - wiara w drugiego człowieka, w jego siły i możliwości, docenienie jego wysiłku i pracy. To opowieść o trenerze lekkoatletyki, który trafia do niewielkiego miasteczka, zamieszkiwanego przez meksykańską społeczność. I choć główną rolę powierzono Kevinowi Costnerowi (Ach, dziewczyny! Kevin jest jak wino! :D), to moją uwagę przykuła grupa chłopców, którzy codziennie zmagali się z nierównością, okropną fizyczną pracą, a mimo to uwierzyli, że mogą spełnić swoje marzenia.

Warto dodać, że to prawdziwa historia i chyba ten fakt sprawia, że jest ona tak niesamowita.






Whiplash

Na koniec zostawiłam coś niesamowitego - Whiplash. Obejrzałam go kilka tygodni temu, ale wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Na uwagę zasługuje fantastyczna kreacja jazzowego guru, mistrza Flatchera (w tej roli niesamowity J.K. Simmons). Ponadto podczas całego seansu masz zagwarantowaną świetną muzykę, obraz pasji, dążenia do perfekcji i okropnej bezwzględności i naprawdę ciekawą historię. Jeśli nawet nie jesteś fanem tego typu muzyki, nie przejmuj się - nawet nie zauważysz jak pochłonie Cię ta opowieść. 





To moje listopadowe odkrycia, które umiliły mi ostatnie, długie wieczory. Z czystym sumieniem polecam, bo każda z tych historii nie jest czymś, co przemija ot tak. Skłania do refleksji, więc czas poświęcony nie będzie straconym.

A co ostatnio Was zainspirowało? Jestem bardzo ciekawa Waszych sposobów na relaks.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger