Konfitura z pigwowca



Tegoroczny październik stara się jak może, aby wynagrodzić nam chłodne poranki. Jesienne słońce zagląda przez okna, a droga do pracy każdego dnia coraz bardziej przypomina kolorowy dywan usłany ze spadających liści. To również idealny czas na przesiadywanie z kubkiem parującej herbaty i zaczytywaniem się w nowych książkach.

Niestety to również okres, gdy coraz częściej dopada nas przeziębienie połączone z jesiennym przemęczeniem. W takich wypadkach najlepiej rozprawić się z chorobą babcinymi sposobami. Taką prawdziwą bombą witaminową jest konfitura z pigwowca.



Na początku wspomnę, że warto odróżnić pigwowca od pigwy - różnią się wyglądem, smakiem i sposobem przygotowania. Na naszych terenach bardziej popularny jest ten pierwszy. Wracając zaś do pigwy to niektóre źródła podają, że to właśnie ten owoc podała biblijna Ewa Adamowi. Zadziwiające, prawda? Jednak gdy trochę poczyta się o tym owocu to dowiadujemy się, że jest to jedno z najstarszych darów natury, bo uprawianym już w starożytności. 

Ja dziś skupię się na pigwowcu. Po raz pierwszy spotkałam się z nim na studiach - pamiętam, jak moja koleżanka przywiozła mały słoiczek konfitury, którą dodawałyśmy jesienią do herbaty. Do dziś czuję ten smak.

W tym roku postanowiłam, że zrobię kilka słoiczków, aby wzmocnić naszą odporność zanim dopadnie nas jakieś choróbsko. Owoce kupiłam na osiedlowym targu i zabrałam się do przyrządzania mojej pierwszej konfitury z aromatycznego pigwowca.


Konfitura z pigwowca


Lista zakupów:

1 kg owoców pigwowca (na około 5 słoików półlitrowych);
2 szklanki wody;
3 szklanki cukru.






Owoce pigwowca przypominają wyglądem malutkie jabłka, albo gruszki. Po przekrojeniu w środku mają sporo pestek, które należy usunąć. Jednak wydrążanie tych niewielkich owoców nie należy do przyjemnych - pigwowiec jest twardy i trzeba się natrudzić, aby pozbyć się wszystkich nasionek. 






Po wydrążeniu pestek, kroimy owoce na drobne paseczki (około 1 cm). Teraz czeka nas już tylko aromatyczna część. W dwóch szklankach wody rozpuszczamy 3 szklanki cukru. Być może ilość cukru wydaje Wam się przesadzona, ale pigwowiec jest naprawdę kwaśny! 

Przygotowany roztwór doprowadzamy do wrzenia, a następnie dodajemy pokrojone owoce. Wszystko gotujemy około 15-20 minut, aż pigwowiec będzie miękki. 

Gorącą konfiturę przelewamy do słoików, dobrze zakręcamy i odwracamy do góry dnem. Zostawiamy je tak do momentu aż wystygną. 






Dlaczego warto jeść pigwowca?


Pigwowiec ma wiele właściwości zdrowotnych - jego owoce bogate są w witaminę C, B1, B2, zawierają również żelazo oraz kwasy organiczne. Mogą pomóc nam także w walce z chorym gardłem, wspomagają pracę jelit, obniżają ciśnienie i podobno idealnie nadaje się do leczenia infekcji skóry. 

W smaku jest kwaśny, nawet bardzo. Dlatego warto dodać do niego większą ilość cukru. Jednak po przygotowaniu jest tak smaczny, że my musieliśmy się powstrzymywać, aby nie wyjadać gorącej konfitury prosto z garnka. 

W połączeniu z gorącą herbatą smakuje wybornie!







Jeszcze rok temu nie przypuszczałam, że robienie przetworów sprawi mi tyle przyjemności. Dom wypełniony jest zapachem owoców i choć przygotowanie pigwowca było dość czasochłonne, to już po kilku dniach zabrałam się za jabłka, które usmażyłam z cynamonem. Będą idealne do szarlotki lub ciasta drożdżowego. 

Ściskam,
Ola ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger