I żył długo i szczęśliwie... z mamusią / Natasza Socha "Maminsynek"


Każda prawdziwa królewna gdy dorasta wierzy, że gdzieś tam na końcu drogi czeka na nią pachnący, wymuskany, piękny książę z białym rumakiem przy boku. Za jego muskularnymi plecami rozpościera się ich cudowna, różowa przyszłość. Niewiasta z rozwianym włosem, w połyskującej sukni zalotnie uśmiecha się do swego wybranka, rzuca ostatnie spojrzenie spod wachlarza rzęs i z radością oddala się z nim w kierunku zachodzącego słońca... Tak powinno być, tak przecież było w bajkach, którymi karmiono ją na dobranoc! 




W rzeczywistości królewna zmuszona jest do zakasania rękawów kolejnej kreacji, bo niejedna przez ten czas już się zdarła. Otrzepania kurzu z trzewików, w których przedreptała sporo kilometrów - niestety rumaka ani widu, ani słychu. Rzęsy odpadły od trzepania nimi w tę i we w tę. I gdy królewna traci już cierpliwość, z tęczy wyłania się ON. Może bez rumaka, w rurkach zamiast zbroi, ale to na pewno TEN. I zanim panicz ogarnie, że może fajnie byłoby zakręcić się koło królewny, ta już wije sieć. Oplata biedaka wizją wspólnej wieczności i na dokładkę przybija tabliczkę FOREVER. Chciałoby się rzec: i żyli długo i szczęśliwie... Ale wtedy z cienia wychodzi TA TRZECIA - z posępną miną mierzy naiwną królewnę, przeszywa lodowatym spojrzeniem. Rozbija na drobniutkie kawałki marzenia panienki i uzmysławia jej, że to ONA była pierwsza przed każdą, to ona ulepiła księcia, nadała mu kształt i nagrodziła świat jego obecnością. Matka, teściowa, ta druga. 


Droga księżniczko, jeśli masz szczęście to trafi Ci się egzemplarz dość silny, aby przeciwstawić się górze. Jednak niestety możesz się rozczarować i okaże się, że Twój ideał to tak naprawdę marionetka, za sznurki której pociąga ONA. Wtedy nie pozostaje Ci nic innego, jak brać nogi za pas i uciekać. Tak... Możesz zakasać rękawy i walczyć, ale jest duże prawdopodobieństwo, że trafi Ci podróbka mężczyzny - zamiast wąsa ma mleko pod nosem, które nadal wyciera mu mamusia...


Gdy Amelia, bohaterka książki Maminsynek Nataszy Sochy, spotyka Leandra jest pewna pewnością najpewniejszą, że to TEN. Bez zastanowienia wpada w ten związek jak śliwka w kompot. I zanim przełknie pierwszy łyk, zorientuje się, że kompot jest bardziej gorzki niż słodki i skieruje swoje naiwne oczęta w górę, to dopiero wtedy spostrzeże, że wbija się w nią drewniana łycha, którą steruje inna kobieta. Matka Leandra. 




Amelia okazuje się wojowniczką. Wkracza na ścieżkę, prowadzącą do piekła. Odważnie rzuca wyzwania przyszłej teściowej i jest to gra, którą po prostu trzeba obejrzeć. Czy wygra? Czy stoczy się po zboczu przegranej? 


To zależy od czytelnika. Jeśli uzbroisz się w cierpliwość, dorzucisz do tego szczyptę humoru i sporą dawkę dystansu do świata to gwarantuję Ci, że będzie to dla Ciebie komedia w czystym wydaniu. Możesz śmiać się w głos, ocierać łzy (ale nie wzruszenia, raczej rozbawienia), parskać z niedowierzania. Jednak, gdy podejdziesz do tego zbyt serio, wczujesz się w rolę Amelii to możesz udławić się własną złością i zamiast komedii, będziesz miał tragedię. Ale nie... to niemożliwe, ta książka jest zbyt irracjonalna, aby się przy niej denerwować. Po prostu rozkoszuj się i baw!


Na zakończenie zostawiam Wam fragment, który może mało wyszukany dla koneserów literatury, ale mnie bawi za każdym razem, gdy go czytam. :)

Zamiast kawy wybrała herbatę. Oczywiście zieloną. Upiła dokładnie trzy niewielkie łyki.
- Które to parzenie? - spytała.
- Pierwsze.
- Wolę z drugiego. Poza tym woda nie jest wystarczająco miękka. Na końcu języka wyczuwam magnez i żelazo.
To ciekawe, bo ja na końcu swojego wyczuwam słowo "spierdalaj". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger