Piękno z natury. Kosmetyki naturalne




Kiedyś wyprawa do drogerii była dla mnie bajką, taki spacer do magicznej krainy. Przekraczając jej próg, przepadałam w ścianach wypełnionych cudownymi buteleczkami ze specyfikami, które miały mnie zrobić piękną, gładką i pachnącą. Nie było tu miejsca na pośpiech. Dotykałam, wdychałam aromat i ten, który najbardziej kusił finezyjnym opakowaniem i ciekawym zapachem, lądował w moim koszyku. 

Co się dziś zmieniło? Niby nic - nadal to mój mały rytuał. Lubię ten babski czas, jednak zamiast obrazu reklam, promocji, w głowie mam listę składników, których szukam na etykietach. Szczęśliwi posiadacze SLS-ów, parabenów i silikonów lądują nie w koszyku, a na półce. Dlaczego? O tym poniżej.





Wcześniej nie interesował mnie skład kosmetyków. Nie czytałam i nie zastanawiałam się, co oznaczają dziwne nazwy na odwrocie buteleczek. Najczęściej kierowałam się tym, co akurat widziałam w jakimś czasopiśmie, telewizji lub intuicyjnie wybierałam to, co uważałam za odpowiednie dla mojej skóry, czy włosów. Dziś wiem, że to był błąd. 

Jakiś czas temu usłyszałam gdzieś, że zawarte w kosmetykach SLS-y to zło. Później doczytałam, że powinnam wystrzegać się również parabenów i silikonów. Przyznam się, że nadal nie czułam potrzeby zgłębiania tematu. Jednak moja ignorancja powoli ustępowała ciekawości. Zaczęłam trochę czytać i tak trafiłam na Nissiax (blog / kanał na YouTubie) - dziewczynę, która z wykształcenia jest kosmetologiem. Agnieszka często omawia temat naturalnych kosmetyków, ale także wspomina o zdrowym odżywianiu, jodze i Nowym Jorku, czyli wszystko to, co lubię. 

Jeśli kogoś interesuje temat naturalnych specyfików gorąco zachęcam do odwiedzenia Kameralnej. Znajdziecie tam gościnny wpis, który dla mnie był niezwykle ciekawy i tylko zwiększył mój apetyt na więcej.

Dziś powoli wyzbywam się kupionych wcześniej opakowań i zastępuję je świadomie wybieranymi kosmetykami. Czuję się trochę jak dziecko we mgle - moja wiedza jest kropelką w morzu, ale już odstawienie SLS-ów, parabenów i silikonów uważam za krok na przód.





Obecnie w mojej łazience sporo jest kosmetyków marki Alterra (znajdziecie je bez problemu w Rossmannie). To firma, która reklamuje się jako producent, wykorzystujący składniki z upraw ekologicznych oraz naturalne olejki. Moje najnowsze odkrycie to olejek do twarzy z granatem, który oprócz oleju z pestek granatu, w swym składzie ma również olej migdałowy i witaminę E. Stosuję go na noc i jestem nim zachwycona. Skóra jest nawilżona, zniknęły suche skórki, a olejek bardzo szybko się wchłania.

To mój początek przygody z naturalnymi kosmetykami, ale coraz usilniej zastanawiam się nad samodzielnym wykonaniem kilku specyfików, które ułatwiłyby mi codzienną pielęgnację. Jeśli któraś z Was ma doświadczenie w tej dziedzinie to gorąco zachęcam do podzielenia się swoją wiedzą.  Z ogromną chęcią poczytam Wasze opinie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger