Pielęgnacja twarzy. Bielenda



Nie było mnie. Nie tylko na blogu, na Facebooku, czy Instagramie. Nie było mnie też we mnie. Jakoś tak się składa, że odkąd zaczęłam pracować to lato wypełnione jest po brzegi. Każdy dzień jest dla mnie jak krok po linie nad przepaścią. I choć wakacje potrafią mnie przekupić dziecięcym śmiechem, wspólnym czytaniem i małymi pulchnymi łapkami, to nie będę ściemniać i przyznam się po ludzku, że jest to momentami męczące. Wtedy zamykam się, chowam w myślach i szukam ciszy. Dla niektórych to ucieczka, inni nazywają to rozpieszczeniem wiecznej księżniczki, egoizmem, a dla mnie to moja własna przestrzeń, którą albo ktoś akceptuje, albo nie. Cieszę się, że A. kupił to w pakiecie jakieś dziesięć lat temu i jeszcze nie reklamuje moim rodzicom.

W ostatnich dniach desperacko potrzebowałam ukojenia i wtedy wypełniałam swój świat zapachami babskich mazideł. Naprawdę, uwielbiam być kobietą! Za to, że bezkarnie okupuję łazienkę, smaruję, wącham, wklepuję i cieszę się każdą drobnostką. Kiedyś, chyba gdy opisywałam Wam mój wiosenny niezbędnik kosmetyczny, wspominałam, że denerwuje mnie stan mojej cery. Otóż muszę się pochwalić, że znalazłam na nią sposób i obyło się bez wizyty u kosmetyczki! A co to za cudo? Okazuje się, że całkiem tanie. Jednak dodajcie do tego konsekwencję i systematyczność. Moja złota zasada to konsekwencja w wyborze jednej linii kosmetyków i systematyczność w ich stosowaniu. 

Dziś opowiem Wam o mojej nowej miłości - BIELENDA. ♥ 



Bielenda to firma, która reklamuje się jako marka tworząca od ponad dwudziestu lat naturalne kosmetyki do pielęgnacji skóry zarówno twarzy, jak i ciała. Wielokrotnie sięgałam po ich produkty, jednak przyznam się szczerze, że nigdy nie wczytywałam się w skład i nie łączyłam kilku kosmetyków z tej samej serii. Dopiero, gdy mój ukochany podkład Revlon ColorStay zapchał mi pory, pozbawiając cerę blasku i dając mi w prezencie całą gamę niedoskonałości, zrozumiałam, że czas na zmiany. I tak zaczęłam swoją przygodę z Bielendą. 



KROK 1

Argan Cleansing Face Oil + sebu control complex



Od niego wszystko się zaczęło. Potrzebowałam czegoś głęboko oczyszczającego, jednocześnie marzyłam o pozbyciu się suchych miejsc. Okazało się, że olejek Bielendy poradził sobie z tym już od pierwszego mycia! Oczywiście nie ma co oczekiwać, że rozwiąże wszystkie nasze problemy, ale systematyczne stosowanie (rano i wieczorem) było naprawdę zbawienne dla mojej skóry. 

Po oczyszczeniu twarzy z codziennego makijażu, wmasowuję sobie ten złoty specyfik. Następnie spłukuję letnią wodą - olejek w połączeniu z wodą tworzy delikatną piankę. Nie musicie obawiać się błyszczącego filmu - mimo swojej konsystencji nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Wręcz przeciwnie, daje niesamowitą świeżość.

Cena: 17,99 zł



KROK 2

Aktywne serum dzień/noc
Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca



Od jakiegoś czasu marzyłam o czymś skoncentrowanym, silniejszym w działaniu niż lekkie kosmetyki, które stosowałam do tej pory. Wybór padł na kolejny produkt Bielendy - aktywne serum na dzień i na noc. I choć nie jest to ta sama linia, to w połączeniu z olejkiem arganowym do mycia twarzy okazał się strzałem w dziesiątkę. 

Dzięki zawartym kwasom (zawiera kwas migdałowy i laktobionowy) oraz witaminie B3 poradził sobie z moimi niedoskonałościami i przebarwieniami. Początkowo nie było widać efektów, jednak systematyczne wklepywanie opłaciło się i dziś po zmyciu makijażu nie mam żadnych czerwonych plamek, a moja skóra jest wyjątkowo napięta.




Ponadto serum jest łatwe w aplikacji - znajduje się w szklanym słoiczku, a aplikujemy je za pomocą pipety. Jest również wydajne - na pokrycie twarzy i szyi spokojnie wystarczy jedna aplikacja, ewentualnie 1,5.

Cena: 27,99 zł



KROK 3

odżywczy krem ultra nawilżający dzień/noc
Młodzieńczy Blask



Ostatnim krokiem w pielęgnacji mojej cery jest odżywczy krem ultra nawilżający Młodzieńczy Blask. Jestem zadowolona z tego kremu - jest lekki, szybko się wchłania i jest rzeczywiście nawilżający. Jednak już teraz wiem, że gdy mi się skończy, sięgnę raczej po kosmetyki z serii Skin Clinic Professional.

Cena regularna: 17,99 zł (aktualnie jest promocja w Rossmannie i krem można kupić już za 13,99 zł)


♥ ♥ ♥

Tak to pokrótce wygląda - trzy proste kroki, które faktycznie poprawiły stan mojej skóry. Oczywiście raz, dwa razy w tygodniu robię sobie peeling drobnoziarnisty lub enzymatyczny i nakładam jakąś maseczkę. Nie jest to odkrywcze, bo każda z nas zapewne postępuje podobnie. Jednak może akurat któraś z Was szuka i błądzi tak, jak ja jakiś czas temu i może Bielenda będzie dla Was tym, czego szukacie. :)

Ja zdecydowanie polubiłam swoją cerę bez makijażu i coraz częściej mam ochotę nie nakładać nic więcej, ale i tak jest tego niewiele (mój niezbędnik kosmetyczny nie zmienił się od wiosny, a przeczytać o nim  możecie tu). Jedyne z czym chyba nigdy sobie nie poradzę to huśtawka hormonalna, która daje o sobie znać od czasu do czasu... 

A Wy jak sobie radzicie z niedoskonałościami? Macie jakieś niezawodne sposoby na rozszerzone pory? Jeśli tak to z chęcią poczytam!

Ściskam,
Ola 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger