Zniewoleni: "Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd i "Cztery sekundy do stracenia" K. A. Tucker



Czuję się onieśmielona, trochę zawstydzona jej obecnością. A przecież nie powinnam. Każdego dnia żyłam z pełnym przekonaniem o jej istnieniu, jednak świadomość ta nie wystarczyła, abym ją widziała. To wciąż mój problem: patrzę - a nie widzę, słucham - a nie słyszę. Żyłam w zawieszeniu, obojętna, roszczeniowo przyjmując to, co mi dane. A nie warto. Czasami lepiej się zatrzymać, rozejrzeć, odrzucić butną naturę i docenić - docenić wolność.

No właśnie, zastanawialiście się czasami nad nią? Szczerze, mi to nie przyszło do głowy. Przyjmowałam ją jak coś oczywistego. Przecież żyję jak chcę, nikt mnie nie ogranicza, sama podpisuję się pod dokonanymi wyborami. Jednak czy to jedyne, co wolność ma mi do zaoferowania? Czy to nie ona daje mi możliwość wyboru? Czy to nie dzięki niej wybieram tę drogę, a nie inną? Czy to nie ona pozwala mi wsiąść w pociąg i ruszyć w nieznane? Pozwolę sobie pójść dalej - czy dzięki temu, że jestem wolna czytam to, na co mam ochotę? Tak! Właśnie tak! Po raz kolejny ignorancja uderza mnie ze zdwojoną siłą. I trochę mi wstyd - wstyd za to, że wstydzę się być wdzięczna za wolność.

Emil Cioran, rumuński filozof, nihilista i eseista, napisał, że "wolność to prawo do różnicy". Każdy z nas pragnie czuć się wyjątkowy, inny niż wszyscy, nie ginąć w tłumie. Mamy prawo do wolności przekonań i myśli. Jednak nie możemy zapomnieć, że prawo wyboru potrafi być zgubne. Czasami nieświadomie zakładamy sobie pętlę zniewolenia.


-------------  ------  ♥  ------  --------------

Ostatnio czytałam dwie zupełnie różne książki. Różne pod każdym względem - poruszone problemy, czas i miejsce akcji, język, styl pisarza. Pewnie wartość obu tych powieści również mogłabym poddać gradacji. Jednak choć tak różne, obie poruszają ten sam problem, problem wolności - fizycznej i duchowej. Dziś chciałabym Wam o nich opowiedzieć. 

Czytając zawsze tworzę sobie w głowie film. Niektóre książki są jak lekka, wciągająca komedia. Przelatują przed moimi oczami i znikają, pozostawiając uczucie odprężenia i relaksu. Inne zaś składają się z oddzielnych kadrów, które zmuszają do refleksji. Analizuję każdy z osobna, odkładam na później, aby wrócić stęskniona. Te drugie zazwyczaj zostają ze mną na dłużej. I choć jakość każdej z nich jest inna, to z pełnym przekonaniem stwierdzam, że ich obecność na rynku czytelniczym jest zasadna. Między innymi tym właśnie jest dla mnie wolność - wolność autora i wolność czytelnika. 



Czarne skrzydła Sue Monk Kidd




Był czas, kiedy ludzie w Afryce potrafili latać. Tak pewnej nocy powiedziała mi mauma. Miałam wtedy dziesięć lat.

- Twoja baba-mauma, Szelmo, widziała to na własne oczy. Mówiła, że wznosili się aż nad drzewa i chmury. Mówiła, że latali jak kosy. Ale kiedy tutaj przypłynęliśmy, utraciliśmy tę magię na zawsze. [...]
-Nie wierzysz mi? A jak myślisz, dziecko, skąd się wzięły twoje łopatki?
Chude kości sterczały z moich pleców jak dwa gruzełki. Mauma poklepała mnie po nich i dodała:
-Tylko tyle zostało z twoich skrzydeł. Teraz to zwykłe płaskie kości, ale pewnego dnia je odzyskasz.
Byłam bystra jak mauma. Chociaż miałam dopiero dziesięć lat, wiedziałam już, że te historie o latających ludziach to zwykła bujda. Wcale nie byliśmy magicznymi ludźmi, którzy utracili swą moc, tylko zwykłymi niewolnikami. [...] Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, co mauma chciała przez to powiedzieć. Naprawdę umieliśmy latać, tyle że magia nie miała z tym nic wspólnego.


Tymi słowami wita się z nami autorka powieści Czarne skrzydła. Nie jest to historia o lataniu, co więcej nie jest to opowieść o podaniach i wierzeniach czarnoskórych niewolników. To piękna, momentami przerażająca, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami książka o sile przyjaźni, potrzebie miłości i tęsknocie za wolnością. 

Sue Monk Kidd zabiera nas na południe Stanów Zjednoczonych XIX wieku, ukazując czarno-biały świat, pełen niesprawiedliwości, nietolerancji i cierpienia. Świat, w którym musiało przelać się wiele krwi, zanim dostrzeżono odcień szarości. 




Powieść obejmuje trzydzieści pięć lat życia Sarah Grimké - córki sędziego w Karolinie Północnej, należącego do elity plantatorów w Charlestone, oraz Hetty, zwanej Szelmą - czarnoskórej niewolnicy. Losy dwóch bohaterek splatają się w dniu jedenastych urodzin Sarah, która otrzymuje dość niecodzienny prezent - Szelmę, przewiązaną lawendowymi wstążkami. To właśnie wtedy budzi się bunt, który łączy dziewczynki. Żadna z nich nie godzi się na prawa rządzące otaczającym ich światem. Sarah nie chce zniewalać, zaś Szelma nie pozwoli się zniewolić. Każda z nich wyrusza na własną wojnę z niegodziwością i okrucieństwem niewolnictwa. 

Wielki ukłon w stronę autorki, która postarała się, aby nie była to ckliwa powieść o przyjaźni, która wszystko przetrwa. Wręcz przeciwnie, stworzyła dwie zupełnie inne postaci, które żyją w głębokim poczuciu dzielących ich różnic. To historia silnej więzi przekonań o potrzebie równości, bezwzględnej wolności i miłości ponad podziałami. 



Cztery sekundy do stracenia K. A. Tucker




Wierzę, że nie można w ciągu roku, miesiąca czy tygodnia wpłynąć na czyjeś życie.Można to zrobić w sekundy.Sekundy, by zjednać sobie kogoś.Albo na zawsze go stracić.


Czy rzeczywiście o naszym losie decydują sekundy? Czy nasze dni składają się z ulotnych chwil, które łaskawie daruje nam życie? Właśnie tego próbuje dowieść K. A. Tucker w swojej najnowszej powieści pt. Cztery sekundy do stracenia. Z twórczością tej autorki zetknęłam się kilka miesięcy wcześniej i nawet popełniłam krótką notkę o tym, którą znajdziecie tu

Czym różni się ta książka od poprzedniej? Tucker dość sprawnie przeniosła nas ze naiwnego studenckiego świata i pierwszych miłości do brutalnego, niebezpiecznego Miami, ociekającego seksem, nielegalnymi przemytami narkotyków i okrutnymi morderstwami. Jednak wszystko to podane w lekkiej, przystępnej formie, więc czytelnikowi nie powinna grozić niestrawność. 

Kogo spotkamy w powieści? Niewiarygodnie (oczywiście!) przystojnego właściciela klubu ze striptizem, Caina oraz młodziutką tancerkę, Charlie Rourke. Dziewczyna pojawia się nagle w życiu mężczyzny i równie szybko znika. Przed czym ucieka, czego się boi? A może czego szuka? 




Naprawdę ciężko porównywać tak różne książki. Jednak szczerze polecam obie. Czarne skrzydła to książka, która uwodzi swym wdziękiem, wyrafinowanym językiem, niezwykłą historią. To jedna z tych pozycji, która wpływa na naszą wyobraźnię i zmienia postrzeganie świata.  Cztery sekundy do stracenia zaś to zapewne książka, która najlepiej wpasowałaby się na półkę z czytadłami, tak zwanymi wypełniaczami czasu. Ale chyba każdy z nas czasami potrzebuje gładkiej, cukrowej bajki, idealnej w trasę lub na urlop. 

Zaczytanego tygodnia! 
Ola

PS Zapraszam Was również na mój Instagram oraz Facebook. Tam mnie zdecydowanie więcej! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger