Przeklęty czas. Recenzja filmu "Wiek Adaline"

(źródło)

Uwielbiam podróże. Wracam z takich eskapad pełna energii, z głową pełną pomysłów i apetytem na więcej. Jednak to nie jedyna korzyść z tego płynąca. Po powrocie do domu intensywniej odczuwam przynależność do moich czterech ścian. 

Ostatnie tygodnie były dla nas ekscytujące, ale tak zwyczajnie oboje potrzebowaliśmy ciszy, aby w pełni przygotować się na nadchodzący powrót do pracy. Postanowiliśmy, że zaszyjemy się w domowym zaciszu i obejrzymy jakiś film. Najczęściej toczymy godzinną batalię o wybór gatunku, ale tym razem byliśmy nadzwyczaj zgodni. I tak wieczór upłynął nam z Wiekiem Adaline

Piękny mamy świat, prawda? Piękny w swej naturalności, w szczegółach, których zazwyczaj nie zauważamy. Dlaczego? Bo pochłonięci jesteśmy ulepszaniem. Wszystkiego i wszystkich. Z każdej strony torpedowani jesteśmy doskonałością. Dążymy do ideału - w pracy, w domu, w urodzie. I gdzieś po drodze gubimy to, co ważne.

Nie kwestionuję, że chęć bycia nieskazitelnym to coś złego. Sama zauważam, jak duży wpływ mają na mnie media, reklamy, czasopisma. Codziennie wklepuję kremy, które mają zapewnić mi długowieczność. Kilka razy poprawiam firanę, która nie układa się tak, jak powinna. Siedzę godzinami, czasami nawet śnię, o nowych projektach zawodowych. Podążam ścieżką natręctw, aby choć odrobinę zbliżyć się do perfekcjonizmu. I tak się zastanawiam, czy warto? Odpowiedź znalazłam w filmie Wiek Adaline w reżyserii Lee Tolanda Kriegera. 

Wiek Adaline to historia młodej kobiety, żyjącej na początku XX wieku. Pewnego dnia Adaline ulega wypadkowi, który sprawia, że przestaje się starzeć. Jej życie zatrzymuje się w wieku dwudziestu dziewięciu lat. Wydawałoby się, że to szczyt marzeń - jest wciąż piękna, zdrowa, na jej głowie nie pojawia się ani jeden siwy włos, a oczy nie okala siateczka zmarszczek. Nic bardziej mylnego. Bohaterka żyje w ciągłym strachu, że jej tajemnica zostanie odkryta, a tym samym ona sama stanie się okazem, eksperymentem, a jej "normalność" zniknie. Jednak w codzienności Adaline nie ma nic zwyczajnego - z czasem musi opiekować się starzejącą córką, ciągłe przeprowadzki i zmiany tożsamości odbierają jej szansę na przyjaźń i miłość. Do czasu, gdy poznaje Ellisa.

Fabuła filmu może wydawać się ckliwa i może dla niektórych taka właśnie będzie. Jednak ja przez cały seans i długo po nim zastanawiałam się nad tłem tej historii. Dla mnie to opowieść o przemijaniu, o marzeniach i miłości, dla której warto wyrzec się nawet wiecznej młodości. 

Ponadto uwielbiam filmy o podróżowaniu w czasie. W tej dziedzinie u mnie prym wiodą dwa  filmy: Żona podróżnika w czasie (inny tytuł to Zaklęci w czasie) oraz Czas na miłość. Zapewne główny powód, dla którego tak wysoko cenię wspomniane filmy jest fakt, że w obu produkcjach główne role żeńskie powierzono Rachel McAdams, mojej ulubionej aktorce. Ciekawiła mnie również Blake Lively - przyznam się, że nie miałam okazji podziwiać jej gry aktorskiej w żadnym filmie i zastanawiałam się, dlaczego jest tak lubiana. W Wieku Adaline była dla mnie fenomenalna - jest po prostu piękna i z przyjemnością się ją ogląda. 
------------  ------    ------  ------------

Zbliżająca się rocznica naszego ślubu sprawia, że staję się bardziej sentymentalna i większą wagę przywiązuję do spraw tak oczywistych. Jednak uważam, że dobrze się złożyło, że trafiłam na Wiek Adaline akurat teraz. Przypomniał mi, że nie warto żyć zakurzoną przeszłością, ani czekać na to, co przyniesie przyszłość. Nie rozglądam się. Patrzę na to, co tu i teraz. Pragnę żyć każdą sekundą, z najlepszym przyjacielem przy boku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger