Pozory: D. Chamberlain "Milcząca siostra" i G. Musso "Jutro"

Jutro Musso

Wszystko jest ulotne, zwłaszcza zaś szczęście. 
Nie należy uważać go za swoją własność, trwa czasem jedynie chwilę.

Guillaume Musso Jutro


Na mojej czytelniczej liście przeplatają się nazwiska pisarzy, po których książki zawsze sięgam z radością solenizanta rozpakowującego upragniony prezent. Wprowadzają mnie w stan całkowitego odprężenia, a może raczej całkowitego zaćmienia. Czytając, odcinam się od tu i teraz. Przepadam, pochłonięta ich światem. 

Jednak ostatnio, jakoś tak nieświadomie, trafiały do mnie książki, które podczas lektury przygniatały mnie swoim ładunkiem emocjonalnym. Z każdym przeczytanym rozdziałem czułam ciężar na barkach. Przedzierałam się przez zdania, współodczuwałam i cierpiałam z każdym napotkanym bohaterem. Człowiek to mądra istota - instynktownie ucieka od tego, co może go zranić. Gnałam więc do mety, aż dostałam zadyszki. 

Jutro Musso

Dlatego możecie sobie wyobrazić, jakie było moje szczęście, gdy przygarnęłam książki, które wyszły spod pióra moich ukochanych, ulubionych i wyczekiwanych. W takich momentach jestem przekonana, że miłość do czytania to czysta magia. Każda rozpoczynająca się historia otwiera przede mną nieznany, a może właśnie znany, świat. Język, styl pisarza i postacie, które powstają w głowie "mojego" autora są tak mi bliskie, że mam wrażenie, że już je poznałam. To dla mnie jest jak powrót do domu po długoletniej nieobecności. Spoglądając na okładkę, widzę miejsce, które choć kiedyś bliskie, teraz wydaje się obce, odległe i zamazane. Otwieram książkę na stronie tytułowej - pokonuję stare stopnie, uginające się pod każdym krokiem. Stoję na werandzie i rozglądam się. To tu tyle czasu spędziłam, wylegując się w letnie wieczory. Łapię oddech, odgarniam włosy z twarzy i wkładam klucz do zardzewiałego zamka. Przerzucam kartkę i spoglądam na duże litery, układające się w proste słowo PROLOG. Czas się przywitać. Popycham delikatnie drzwi, które ustępują z cichym skrzypnięciem. Uderza mnie zatęchły zapach miejsca, które zbyt długo nie było wietrzone. Wzrok przeskakuje ze słowa na słowo, które zaczynają układać się w zdania. Tekst zaprasza mnie, ośmiela powitalnym uśmiechem. Napięcie opada, przerzucam kartkę za kartką. Zamykam drzwi, odsłaniam okna i pozwalam, aby promienie słońca zalały pomieszczenia popołudniowym światłem. Moje nieśmiałe kroki odbijają się echem po opustoszałym domu. Spaceruję po zapomnianych pokojach. Zapoznaję się na nowo z każdym kątem, omiatam je wzrokiem i uśmiecham się na myśl o tym, co nas czeka. Pierwszy rozdział, drugi, trzeci... Tak zaczyna się piękna przygoda. 


------------  ------  ------------


Milcząca siostra Chamberlain


- Jesteś gotowa żyć w kłamstwie?
Przemyślałam pytanie, świadoma, że kryje się za nim zaproszenie, abym weszła w jej świat i porzuciła mój. 
To był świat pozorów [...].
- Jestem gotowa na wszystko - zapewniłam ją całkowicie szczerze.

Diane Chamberlain Milcząca siostra

Diane Chamberlain i Guillaume Musso są dla mnie jak Królewna Śnieżka i Kot w butach, dwie zupełnie inne bajki. Śnieżka ucieka przed złem w nieznane, tworzy nowy, złudny świat, który w każdej chwili może rozsypać się jak domek z kart. Nie poddaje się jednak i odnajduje szczęście w codzienności, żyjąc gdzieś w głębi lasu, licząc, że może zła macocha jej nie znajdzie. Kot jest dziwny, przemawia ludzkim głosem, chodzi w butach, ale jest sprytny i ma dobre serce. Uwielbienie dla obu historii i chęć wiary, że dobro zwycięży zło powoduje, że mimowolnie sięgam po nie powtórnie. 

Milcząca siostra Chamberlain

Tak właśnie pokrótce mogłabym opisać mój stosunek do twórczości Chamberlain i Musso. Choć muszę przyznać, że moje serce szybciej bije do tej pierwszej. Być może podyktowane jest to tym, że jej książki są mi lepiej znane - przeczytałam wszystkie dziewięć powieści i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że kocham je miłością bezwarunkową. Z Musso zaś spotkałam się dopiero trzy razy. Może to za mało, aby obiektywnie ocenić jego kunszt? Niemniej jednak uważam, że jego książki są dość "nierówne", ale warte, aby sięgnąć po nie.

Abstrahując od moich czytelniczych sympatii, jest coś, co skłoniło mnie do zestawienia tych dwóch autorów. Jestem świeżo po lekturze Jutro Musso i Milczącej siostry Chamberlain. Zupełnie obce sobie historie, wywołujące odmienne uczucia i uderzające w inne tony mojej wyobraźni. Jednak po przeczytaniu obu nie mogę opędzić się od pytań, które zaprzątają moją głowę. Ile jestem w stanie poświęcić, aby ochronić ukochaną osobę? Czy znam osoby, które przysłaniają mi świat? Czy są szczere, czy może wszystko to tylko gra pozorów? Czy gdybym miała możliwość cofnąć czas, czy poszłabym inną drogą? Czy warto babrać się w przeszłości, może lepiej żyć w błogiej nieświadomości? No właśnie, każda rodzinna skrywa jakieś tajemnice. Czy potrafiłabym udźwignąć prawdę?

Jedyne, czego żałuję to fakt, że obie powieści się nie czyta. Te książki się zjada, nie zdążysz nawet pogryźć, przełkniesz w jednym kawałku! Nie martw się, nic Ci nie umknie. Po odłożeniu książki, myśli uderzą Cię ze zdwojoną siłą. Nie pozostawią Cię obojętnym. 

------------  ------  ------------

Wciąż słyszę nachalny szept, aby cieszyć się chwilą, bo nic nie jest dane na zawsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger