Olsztyn kocham

Olsztyn kocham
Olsztyn

To, że uwielbiam swoje miasto to już wiecie. Czasami wystarczy chwila, ciepły promień słońca otulający moją twarz, książka pod ręką, kubek kawy i obecność A., abym pokochała Olsztyn jeszcze bardziej. Wczoraj właśnie był taki dzień. 

Każdy, kto jest już duży i musi zmierzyć się z obowiązkiem zarobienia na słodycze, przyjemności i dom, wie, że znalezienie w tygodniu chwili na spędzenie czasu razem nie jest takie proste. U nas nie jest z tym tak źle, ale wspólny weekend zdarza się raz na kilka tygodni. Jednak, gdy już nadejdzie ten moment, trzymamy go z całych sił i wyciskamy co do ostatniej kropelki. 

Optymistyczna prognoza pogody na sobotę i perspektywa wolnego dnia zachęciły nas do pierwszej tegorocznej wyprawy nad Jezioro Ukiel (znane również jako Jezioro Krzywe). Upiekłam chałkę, zaparzyłam kawę, spakowałam koc, książki i ruszyliśmy w drogę. Było cudnie! 

Zostawiam Was ze zdjęciami, które dowodzą po raz kolejny, że Olsztyn da się lubić. :)


Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel

Cztery sekundy do stracenia

śniadanie na trawie

Do utraty tchu

Do utraty tchu

Jezioro Ukiel


Ściskam i życzę radosnej niedzieli!
Ola

Olsztyńskie ścieżki

Olsztyńskie ścieżki
Olsztyn


Olsztyn to zdecydowanie moje miejsce. Każdego dnia z pełnym przekonaniem wtapiam się w miejską przestrzeń, świadomie kroczę gwarnymi ulicami, wsłuchuję się w donośny głos mieszkańców i oddycham ich powietrzem. Czasami tylko zbaczam z głównej drogi, aby wydeptać własne ścieżki na mapie Olsztyna. I choć gubię się, przedzieram przez codzienność, odpycham rutynę i burzę jego spokój, to on pozwala mi poznać swoją łaskę. Jest wyrozumiały i pozwala mi czasami oddalić się, abym mogła wrócić stęskniona.

Taki jest mój Olsztyn. Ta wewnętrzna przynależność nie dusi mnie, nie ogranicza i nie więzi. Gdy tylko czuję taką potrzebę, pakuję walizkę i ruszam w drogę. Jednak to właśnie tu zawsze wracam. Nie potrafię zrozumieć głosów niechęci, że jest beznadziejnie, nudno i bez perspektyw. Takim "nielubisiom" proponuję wyjąć z zatęchłego płaszcza kolorową kredkę, pozdejmować przyklejone pajęczyny i wlać trochę barwy w ten czarno-biały krajobraz! Bo u nas są naprawdę fajne miejsca. Wystarczy trochę poszukać, nie znajdziecie tego na złotej tacy. Nie chce mi się wyliczać, ale grzech nie wspomnieć o naszym Teatrze Jaracza i fenomenalnych przedstawieniach ze świetnymi aktorami, o ciekawych inicjatywach kulturalnych i pięknych widokach. Owszem, może mam trochę łatwiej, bo moja praca po części zmusza mnie do bycia na bieżąco. I właśnie dzięki temu mam ogromną świadomość potencjału, który gdzieś w ciemnym kąciku drzemie w młodych ludziach Olsztyna. Pssst, czas się obudzić.

Mam jeszcze taki mały, uśmiechnięty skarb przy boku, który czasami wyciąga mnie z moich ciepłych, bezpiecznych ścian. To Katiuszka, która często wynajduje świetne miejsca. I tak ramię w ramię przemierzamy ulice Olsztyna. 

W ostatnim czasie właśnie dzięki Kasi zaznaczyłam dwa kolejne miejsca na mojej osobistej mapie: Entre Culturas (szkoła języka hiszpańskiego w Olsztynie) oraz Farsha Cafe

------------ ------ ♥ ------  ------------

Do Entre Culturas wybrałyśmy się na kurs robienia tapas - hiszpańskich przekąsek. Oprócz świetnej zabawy, poznałam przesympatycznych ludzi, kilka ciekawostek z kultury hiszpańskiej, na własne oczy zobaczyłam jak przyrządza się ośmiornicę i choć nie znam języka to nie czułam żadnej bariery. 


Entre Culturas

Entre Culturas

Entre Culturas

tapas

tapas
Kasia w akcji

tapas

Sangria
Sangria - tradycyjny hiszpański napój alkoholowy

tapas

tapas

tapas

tapas

tapas

Entre Culturas


Wczoraj zaś, klucząc miedzy kamiennymi ulicami Starego Miasta, znalazłyśmy kamienicę. W jej oknach odbijały się tańczące płomienie ognia. Przeszywające zimno sobotniego popołudnia popychało nas ku drewnianym drzwiom. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg, a przed nami roztoczył się widok Frasha Cafe, w całości utrzymanej w orientalnym klimacie, wiedziałyśmy, że spędzimy tu cudowny czas. 


Farsha Cafe

Farsha Cafe

Farsha Cafe

Farsha Cafe

Farsha Cafe

Farsha Cafe

Farsha Cafe
Ciasto różano-kokosowe z orzechami i suszonymi daktylami,
a do tego herbata po turecku z kardamonem i dużą ilością cukru.
Po prostu niebo w gębie! :)

Farsha Cafe
Chlebek beduiński

------------  ------ ♥ ------  ------------

Kiedyś, studiując twórczość Jerzego Ignaciuka (olsztyńskiego pisarza), przedzierałam się przez stosy jego wywiadów. Po pierwszej fascynacji jego utworami, gdy potrafiłam z dystansem krytyka spojrzeć na jego dokonania, uderzył mnie pewien smutny fakt. Ze słów Ignaciuka sączyła się straszna tęsknota za wolnością, która nie potrafiła udźwignąć kompleksu prowincji artysty. Jednak nie to wzbudziło mój smutek, a ta niemoc bijąca po oczach. Ignaciuk nie żył w czasach, gdzie granice były zamknięte. To był Olsztyn czasów znanych artystów, którzy odnosili niemałe sukcesy w Polsce. Z tego okresu zapamiętałam coś, co wciąż pobrzmiewa w mojej głowie: prowincja to nie świat, który nas otacza, lecz stan naszego umysłu. 

Lubię moje miasto - ścieżki, które już wydeptałam, ale i te, które wciąż czekają aż zabłądzę i je odkryję. 


I ♥ wood

I ♥ wood
wood


Choć pogoda ostatnio nie nastraja mnie optymistycznie, to bez wątpienia mogę stwierdzić, że wiosna w końcu znalazła do mnie drogę. Moja wierzba jest cała w maleńkich zielonych listkach, a jej delikatne gałązki powiewają na tym nieszczęsnym wietrze jak chorągiewki. A. odmalował już balkonową balustradę i wyciągnął z piwniczych czeluści nasz drewniany stolik z krzesłami, który - swoja drogą - doskonale zniósł przeprowadzkę. Zakupiliśmy i rozciągnęliśmy również matę osłonową (zdecydowaliśmy się na wiklinową, do nabycia w Obi), która prezentuje się doskonale. Ale, ale! To nie wszystko! Posadziłam już pelargonie, zasiałam aksamitki i zioła. Wszystko rośnie, kiełkuje, ale niestety wciąż okupuje moje parapety i chyba jeszcze trochę poogląda wiosnę przez okno... 

Do utraty tchu


Niemniej jednak ja się nie poddaję - knuję balkonowy plan, kombinuję, wyszukuję ku przerażeniu A., bo to on jest głównym wykonawcą, a ja pomagierem. :D 

Wracając do moich planów... Ostatnio zapragnęłam jeszcze więcej drewna wokół siebie. Uwielbiam drewniany design - sprawia, że pomieszczenia stają się ciepłe i po prostu przyjemne dla oka. Już na zawsze zostanie mi w pamięci obraz drewnianych sufitów w moim domu rodzinnym, schodów prowadzących na strych i drewnianych drzwi. I chyba dlatego co roku wracam w góry, aby choć przez tydzień pospać w drewnianych chatkach! :D 

W naszym M. na chwilę obecną nie planujemy więcej remontów (bielona, drewniana podłoga w kuchni i przedpokoju zostaje jeszcze w sferze marzeń mojego męża). Jednak zapragnęłam czegoś nowego i co najważniejsze - taniego. I tak wpadłam na pomysł ze skrzyniami, które wplotę w projekt balkonu. Jestem zachwycona aranżacjami, które udało mi się wyszperać w sieci. Uważam, że są obłędne! Mój zachwyt wzbudziły również paletowe meble, ale to chyba pomysł na oddzielny tekst.

Dziś zostawiam Was z inspiracjami, a ja oddalam się knuć dalej... 
Do następnego!
Ola ♥ 

skrzynki aranżacje
źródło

skrzynki aranżacje
źródło

skrzynki aranżacje
źródło
skrzynki aranżacje
źródło
skrzynki aranżacje
źródło

skrzynki aranżacje
źródło
skrzynki aranżacje
źródło

Bułeczki drożdżowe

Bułeczki drożdżowe
bułeczki drożdżowe


Chyba każdy z nas ma czasami chwile zwątpienia i ubolewa nad końcem weekendu, a zarazem powrotem do codziennych obowiązków. Mnie nie przeraża sam fakt chodzenia do pracy, bo najważniejsze jest to, że robię to, co lubię. Jednak sen z powiek spędza mi to, że... się nie wyśpię! Jestem strasznym śpiochem i coraz częściej słyszę od A., że w drugim życiu byłam kotem. Ja poszłabym o krok dalej, byłam zapewne przerośniętym, leniwym kocurem, oblegającym kanapę lub jakiś słoneczny parapet. :D 

Wracając do poniedziałków to znam sposób, jak je osłodzić. Wystarczy, że w niedzielę wieczorem, usychając z tęsknoty za pracującym mężem, a po trosze korzystając z okazji chwili dla siebie, między jedną maseczką a kolejnym pomalowanym paznokciem, przygotujesz rozczyn z drożdży... 

Już kiedyś pisałam, jak bardzo uwielbiam ciasto drożdżowe. Cały proces wyrabiania, wyrastania i znowu ugniatania jest dla mnie magiczny. Być może dlatego, że wyznaję pewną zasadę: otóż ciasto drożdżowe powstaje z miłości. Tak, dokładnie. Musimy włożyć w to dużo uczucia! Co więcej, tak ugniatając, powinniśmy oderwać się od trosk i złości, wyciszyć się... A gdy ciasto będzie gotowe, to na pewno nam o tym powie, bo zrobi takie "psssyt" i już. :)

Perspektywa sześciu dni spędzonych w pracy trochę mnie tym razem przerosła. Dlatego postanowiłam, że ten poniedziałek powitamy bułeczkami drożdżowymi. Jak to zrobić? Już wyjaśniam.

Najpierw przygotowujemy zaczyn (rozczyn, jak to woli): podgrzewamy mleko, dodajemy trochę świeżych drożdży, odrobinę cukru i posypujemy to mąką, a na koniec dokładnie mieszamy. Odstawiamy do wyrośnięcia. Następnie do miseczki wsypujemy mąkę, szczyptę soli i dodajemy gotowy rozczyn. Gdy ciasto jest za "suche", podlewamy mlekiem (wodą), potem podsypujemy mąką i wyrabiamy...

Wybaczcie, że nie podaję dokładnych miarek, ale ciasto drożdżowe zawsze robię intuicyjnie. Do bułeczek dodałam jeszcze cukier waniliowy i aromat waniliowy. 

Gotowe ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, następnie rozdzielamy je na mniejsze części i tworzymy bułeczki. Pieczemy w temp. 180 st. Celsjusza przez około 20 minut.


bułeczki drożdżowe

bułeczki drożdżowe

bułeczki drożdżowe


Życzę Wam spokojnego, słonecznego tygodnia i dużo uśmiechu!
Ola

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger