Czekoladowy deser


Podobno je się, aby żyć, a nie żyje, aby jeść... Hmmm... Gdy w mojej głowie pojawia się myśl o jedzeniu to w tle słyszę fanfary, tło nabiera różowo-czekoladowego koloru i mimowolnie zaczynam mruczeć piosenkę Monici z Przyjaciół: "Mniam, mniam, miłość w brzuszku mam...". Tak, zdecydowanie kocham jeść. Uwielbiam moment przygotowania, potem gotowania. Jednak chwila, gdy siadamy wspólnie, czy to na kanapie u nas w olsztyńskim mieszkaniu, czy przy stole w moim domu rodzinnym, są dla mnie bezcenne. I chyba nie chodzi mi wyłącznie o doznania smakowe, ale o te ulotne chwile spędzone razem. 

Gdy zamykam oczy i wracam do beztroskich dni dzieciństwa, to w ustach czuję smak maminego budyniu czekoladowego, zapach wędzonki taty i stukot maselnicy. Dziś jestem zbyt leniwa, aby robić wszystko sama, jak robili to moi rodzice, ale miłość do jedzenia została. 

Dziś wiem, że wystarczy 15 minut wolnego czasu, budyń śmietankowy, pół tabliczki gorzkiej czekolady, trochę mleka i szczypta cynamonu, aby osłodzić nam sobotni wieczór. :)





Słodkiej niedzieli!
Ola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger