Domowa pizza



Pracując dla samych dóbr materialnych, budujemy sobie więzienie. 
Zamykamy się w samotni ze złotem rozsypującym się w palcach, które nie daje nam nic, dla czego warto żyć.

Antoine de Saint-Exupéry


Droga do marzeń czasami jest kręta, wyboista, a tęcza pojawia się po wielu przebytych kilometrach. Czasami, gdy wydaje się nam, że nasze pragnienia są tuż, na wyciągnięcie ręki, okazuje się, że spowiła je mgła, a kolory straciły na intensywności. Jednak nie umniejsza to ich wartości. Co więcej, okazuje się, że ta długa, z pozoru zbędna droga nadaje sens wszystkiemu. Czasami potrzeba nam tych chwil zwątpienia, zmęczenia i poczucia beznadziei, aby poznać smak codzienności, która chwila za chwilą tworzy naszą rzeczywistość.

Zanim znalazłam się w miejscu, w którym jestem teraz, życie rzucało mnie po różnych, dziwnych miejscach. Przerzucałam siedmiokilogramowe sery w angielskiej chłodni, czasami oberwałam jogurtem od starej Irlandki, sprzedawałam cholernie drogie płaszcze w ekskluzywnym butiku, sprzątałam na budowie, byłam telemarketerem, kręciłam pizzę... Teraz, gdy spoglądam na to z kilkuletniego dystansu nie czuję tego żalu, jaki towarzyszył mi wówczas. Wręcz przeciwnie, doceniam spędzony tam czas jako jedna z lepszych lekcji pokory. Dziś robię to, co sprawia mi ogromną przyjemność i z uśmiechem wspominam poprzednie miejsca pracy. Jednak nie zawsze tak było...

Po zakończeniu pracy w restauracji, w której kręciłam pizzę, długo nie mogłam patrzeć na włoskie placki. Dwunastogodzinny wymiar pracy, rozgrzane pomieszczenia i słabe, studenckie wynagrodzenie skutecznie obrzydziły mi jedno z moich ulubionych dań. Po wielu namowach A. i rocznej przerwie odkryłam na nowo ciasto drożdżowe, pokochałam je miłością bezwarunkową i dziś Wam o niej opowiem.

Pierwsza randka z drożdżami była słaba, bardzo słaba. Znalazłam przepis w sieci, zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją. Efekt był taki, że cieszę się, że nie zbieraliśmy zębów z podłogi. Ciasto wyszło twarde jak skała. Mogliśmy użyć go do wbijania gwoździ. Dopiero z czasem, po długich maminych i babcinych poradach, dowiedziałam się, że ciasto drożdżowe należy "wyczuć". I tak intuicyjnie, z sercem zaczęłam ugniatać. Po wielu podchodach i próbach okazało się, że jest to mój sposób na wszystkie smutki i złości tego świata. 

Po długim tygodniu, pełnym krzyku, pytań, i śmiechu dzieci, postanowiłam upiec pizzę. Czysta rozpusta.


Lista zakupów:

drożdże;
3/4 szkl mleka;
ok. 3 szkl mąki pszennej pełnoziarnistej;
2 łyżeczki soli;
2 łyżki oliwy (lub oleju);
garść ziół;
szczypta cukru;
koncentrat pomidorowy (lub inny sos do posmarowania ciasta);
dodatki do pizzy według upodobań.



Zaczyn

Do podgrzanego delikatnie mleka dodajemy drożdże, rozdrabniając je palcami. Następnie dodajemy szczyptę cukru, aby drożdże zaczęły pracować oraz mąkę. Wszystko dokładnie mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Proponuję zaglądać do niego, bo lubi płatać figle. ;)



Ciasto

Do miski wsypujemy mąkę pszenną pełnoziarnistą, dodajemy sól, 2 łyżki oliwy (lub oleju) i wyrośnięty zaczyn. Dobrze jest dodać odrobinę wody i podsypywać mąką. Ciasto wyrabiamy dokładnie, z miłością. Moja babcia mówi, że gdy będzie gotowe to nam powie - zrobi "tsssssyt, pssssyt" i już! :D

Po różnych przeprawach muszę przyznać, że najlepsze ciasto drożdżowe wychodzi mi ze zwykłej, białej mąki pszennej. Zawsze jest mięciutkie i rośnie jak szalone. Ostatnio staramy się dobierać rozsądnie produkty, które spożywamy, dlatego użyłam mąki pełnoziarnistej. Niestety moje wypieki nie są tak okazałe, ale pewnie zdrowsze...

Dobrze, wróćmy do ciasta. Wyrobione, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia.



Teraz jest czas na dobranie dodatków do pizzy. Mogą być wyszukane, tradycyjne lub zwykłe czyszczenie lodówki. U mnie na pizzy wylądowały pieczarki, oliwki, papryka, kurczak, cebula, czosnek i na końcu ser.


Gotowe ciasto należy rozwałkować na wcześniej obsypanej mąką blasze. Oczywiście możecie pobawić się w kręcenie i zrobić okrągła pizzę, ja jednak piekę na blasze z piekarnika.




Ciasto smarujemy sosem, koncentratem lub świeżo zblendowanymi pomidorami. Układamy dodatki, posypujemy ziołami i pieczemy przez około 15-20 minut. Przed końcem posypujemy serem i  voilà




Smacznego!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger