Po drugiej stronie tęczy: C. Ahern "Love, Rosie"


Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata. Chwytamy w ciągu dnia kilka minut na przerwę na kawę, a potem czym prędzej biegniemy do biurek, spoglądamy na zegarek, żyjemy od jednej wizyty do drugiej. Mimo to nasz czas kiedyś się kończy i w głębi duszy zastanawiamy się, czy przeżyliśmy dobrze te wszystkie sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady.
Cecelia Ahern, Love, Rosie

Czy zastanawiacie się czasami, czy ścieżka, którą obraliście jest tą jedyną? Nie właściwą, ale jedyną. Życie daje nam tyle możliwości, szans, nadziei, a my czasem mijamy się, jak we mgle. Nie ten czas, brak odwagi, a czasem zwyczajnie brak wiary. Wybieramy stałą pracę, bo przecież jest pewna. I to nic, że każdego dnia dusimy się własnym oddechem. Otaczamy się ludźmi, którzy sekunda po sekundzie odbierają nam światło dnia. Nie widzimy już wschodów, nie dostrzegamy różu w tęczy... Choć nie wiem jak bardzo byśmy się starali to nie uciekniemy, bo życie w końcu nas dopadnie. I wtedy zastanawiamy się, czy warto burzyć wszystko i budować na nowo. 

Szczerze? To nie wiem. Jednak jednego jestem pewna. Jeśli czegoś nam brakuje, a w naszym życiu nie ma tej iskierki, która sprawia, że czujemy, to znak, że czas ruszyć z miejsca. Rosie, niespokojna dusza, bohaterka jednej z książek Cecelii Ahern pt. Na końcu tęczy (lub drugie wydanie pt. Love, Rosie) jest idealnym przykładem, że czasem szukamy tej iskierki wiele długich lat. Czasem wystarczy wypowiedzieć życzenie, wyciągnąć po nie rękę, bo zazwyczaj jest ono tuż obok. 

Rosie i Alex są nierozłączni. W dzieciństwie biegają w ogrodzie na tyłach domu, bawiąc się, rozrabiając i dokuczając sobie wzajemnie. Trochę później wspólnie przeżywają pierwsze zauroczenia, pierwszy wspólny łyk zakazanego, wyskokowego napoju, pierwsze porażki, łzy i radości. I nawet, gdy pewnego dnia życie rozdziela ich, nadal są razem. Na dobre i złe. Magia przyjaźni trwa. Ale czy wystarczy im tylko, a może aż, przyjaźń?


Love, Rosie to piękna, wzruszająca opowieść o niezwykłej przyjaźni i miłości. To książka, która rozśmiesza od pierwszych stron. I najważniejsze, to historia, która być może naiwna, ale naprawdę daje dobrą lekcję pokory. Wydawałoby się, że życie Rosie rozczarowuje ją w każdej minucie. Być może codzienność, z którą się mierzy, jest daleka od jej marzeń. Jej butna natura nie pozwala zrobić kroku w kierunku szczęścia, które ma na wyciągnięcie ręki. Jednak w tym całym pomieszaniu nie zapomina, że to przecież jej życie. I żyje, ze wzlotami i upadkami, sprawiając, że jest tak naturalna i autentyczna. 

Uwielbiam książki Cecelii Ahern. Jej rewelacyjne poczucie humoru, dublińska przestrzeń i te niepowtarzalne historie. Gdy po raz pierwszy otworzyłam Love, Rosie i spostrzegałam, że w całości napisana jest e-mailami, listami, smsami, chciałam się poddać i po prostu obejrzeć film. Jednak po pierwszych słowach, kartka za kartką - przepadłam. Śmiałam się w głos, chłonęłam, a na koniec chlipałam jak małe dziecko. 

Jest jeszcze jedna, różowa strona tej powieści. Siła tkwi w rodzinie. W ludziach, którzy wypełniają nasz świat, otaczają nas każdego dnia. Tkwią przy nas, gdy tego chcemy, czy nie. Po prostu są. I gdy Pani Rolnik poprosiła nas, blogowe koleżanki i czytelniczki, abyśmy przypomniały sobie najważniejsze chwile w naszym życiu, to pomyślałam właśnie o tym. Mój świat wypełniają ONI, moja rodzina. Każdego dnia, gdy w pędzie godzin, obowiązków gubię się w chaosie myśli, po prostu zamykam oczy i jestem z nimi: jest słoneczne, czerwcowe popołudnie. Biała, koronkowa suknia, ukradkiem ocierane łzy wzruszenia pomieszane ze szczęściem, słowa przysięgi rozchodzą się po wiekowych ścianach, pierwszy taniec i to uczucie ekscytacji na myśl o przygodzie, jaka nas czeka. To moja Dobra Myśl, a Ty masz już swoją? Nie czekaj zbyt długo... ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger