Tarta ze szpinakiem


Są takie momenty w roku, że moje różowe okulary delikatnie zsuwają się z nosa, pokłady energii jadą na rezerwie, a każdego poranka czuję coraz większy ciężar na barkach. Wiem, że nadszedł ten czas, kiedy mój codzienny optymizm zostaje wystawiony na poważną próbę... 

Gdy moje biurko w pracy zasypane jest papierzyskami, a ja, polonistka bez serca do liczb, muszę zmierzyć się z rocznymi statystykami, wiem, że właśnie nadszedł ten niewdzięczny okres w roku. Normalnie moim antidotum na wszystko jest dom. Po prostu cały dzień przewijam ten sam film w głowie, w którym jestem zakopana pod kocem, z kubkiem kawy i czytam, czytam, czytam lub oglądam kolejny odcinek jakiegoś sitcomu (ostatnio naszą miłością stał się serial Teoria wielkiego podrywu). Jednak teraz mam wrażenie, że kolejne godziny spędzone na szeroko pojętym "nicnierobieniu" nie sprawią, że formularze zostaną w magiczny sposób zapełnione liczbami, zajęcia przygotują elfy, a dzieciakami zajmą się wyspecjalizowane zastępy goblinów. Co robić, jak żyć?!

Nie odkryłam Ameryki, ale znalazłam sposób na siebie. Odkurzyłam stare treningi z Jane Fondą (uwielbiam ją bezwarunkowo, jej energię, legginsy z lycry i busz na głowie). Po treningu mam wilczy apetyt. Jednak, żeby nie przesadzić z moim łakomstwem, zaczęłam szukać kolorów w jedzeniu. I tak naszą kuchnią zawładnęła tarta ze szpinakiem! :)

Moje pierwsze starcie z tartą miało miejsce jakiś czas temu. Przegrałam. Ciasto było surowe, a wszystkie, co prawda dobre, składniki wylądowały w koszu. Nie muszę chyba dodawać, że stało się to przedmiotem kpin ze strony mojego męża. Bezczelny nie wiedział, że ja się nie poddaję i wojnę wygram! Ale muszę przyznać, że biedny próbował to okropieństwo jeść, aby nie sprawić mi przykrości...

Biedronkowa forma za 7,99 zł!
Kolejną walkę podjęłam, gdy w Biedronce przypadkiem natknęłam się na sylikonową formę za jedyne 7,99 zł! Uwielbiam sylikonowe akcesoria kuchenne, bo są bardzo wygodne, dobrze się je czyści, nie nagrzewają się (prawie) i idealnie odchodzi od nich ciasto.

A oto przepis.


Lista zakupów:

30 g mąki pszennej;
20 g masła;
1 jajko;
1 opakowanie szpinaku (ja kupiłam mrożony w kostce, ale pewnie lepiej się sprawdzi świeży);
duuuużo czosnku;
1 pomidor;
ser;
bazylia.

Ciasto

Przepis na ciasto jest tak prosty, że nawet ja, która wszystko notuję, przyrządziłam je z pamięci. :) Jedyne, co należy zapamiętać to proporcje - 3:2:1, czyli 30 g mąki pszennej, 20 g masła i 1 jajko. Ja z rozpędu dodałam więcej masła, dlatego zmuszona byłam podsypać mąką. Niemniej jednak wyszło mi to na dobre, bo biedronkowa forma jest dość okazałych rozmiarów.

Zagniatamy ciasto, wykładamy nim formę i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na około 10 minut (tak, aby troszeczkę się zarumieniło).

Następnym razem muszę zdecydowanie popracować nad brzegami, bo teraz miałam podejrzliwie mało ciasta! :D


Teraz przygotujemy szpinak. Należy podsmażyć go na maśle lub oliwie, dodając duuuużo czosnku.


Gdy ciasto jest podpieczone, wykładamy na nie gotowy szpinak, układamy pokrojony w plasterki pomidor, posypujemy całość bazylią i zapiekamy przez około 10 minut.



Pod koniec pieczenia posypujemy tartę serem i voila!


Gdy już się zrehabilitowałam i przekonałam, że nie taka tarta straszna, jak ją malują, wiem, że będę po ten przepis często sięgać. Już nie mogę doczekać się tarty z jabłkiem, oprószonej cynamonem.... :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger