Każda, pojedyncza chwila


Nie lubię postanowień noworocznych. Po pierwsze, nie cierpię robić coś z przymusu, z określonym początkiem zatytułowanym "Od jutra...". O wiele lepiej, gdy mam świadomość, że coś sprawia mi przyjemność. Robię to, bo mam na to ochotę. Po drugie, fatalnie jest się przed sobą przyznać, że dotrwam w postanowieniu góra dwa miesiące...

Z drugiej strony nie uważam, że takie postanowienie poprawy to coś złego. Nowy Rok to dla nas taka tabula rasa. Możemy tyle naprawić, zacząć coś od nowa, podnieść się i iść z podniesionym czołem przez 2015 rok. Co więcej, uważam, że nadzieja to coś pięknego! Zawsze należy wierzyć, że los codziennie będzie się do nas uśmiechał. 

Niemniej jednak ja osobiście od kilku lat stronię od noworocznej checklisty. Moim patentem na dwanaście ostatnich miesięcy stał się szklany słoiczek, przewiązany kolorową tasiemką. Odnalazł się w naszej przestrzeni, zaprzyjaźnił z naszymi szpargałami i skrycie chował nasze wspomnienia...


Przez cały rok, zaczynając już od 1 stycznia ubiegłego roku, zapisywałam na karteczkach dobre momenty - chwile, które sprawiły, że nasze serca ściskały się ze wzruszenia. Początkowo mój Mąż patrzył na mnie z politowaniem, uśmiechając się pobłażliwie jak do naiwnego dziecka (często nas to spotyka, bo mimo upływających lat, wciąż na świat patrzę przez różowe okulary). Jednak, gdy wczoraj, żegnając stary rok, otworzyliśmy słoik, A. był równie szczęśliwy jak ja! To był wspaniały czas, magiczne chwile, zamknięte w szklanych ścianach. Okazało się, że spotkało nas tyle dobra, miłości i szczęścia, że ciężko to opisać. Wrzucałam karteczki z naprawdę istotnymi wydarzeniami w naszym życiu, jak wspólnie spędzone dziewięć lat razem (to najpiękniejsze, co mogło mnie spotkać)., ale również z takimi chwilami, które po prostu były przyjemne. Dzięki tym zapiskom przypomnieliśmy sobie, że nasz DOM znaleźliśmy w moje urodziny, że podczas majówki wybraliśmy się na spacer do lasu i spędziliśmy tam rewelacyjny czas, albo pierwsze marcowe lody w Starym Ratuszu zjedzone z Katiuszką.

To był cudowny, urodzinowy prezent! :)

Praga była jednym z najpiękniejszych miejsc, które dane mi było zobaczyć.
Tak na co dzień uczymy się doceniać każdą chwilę. Jednak nie oszukujmy się, zwyczajnie zapomnielibyśmy o takich drobiazgach jak wspólnie wypita kawa z przyjaciółką w maju lub kwietniowa wizyta w Parku Kusocińskiego. Dlatego jestem naprawdę szczęśliwa i wdzięczna, że tyle jest pięknych chwil, którymi należy się dzielić. Nie warto skupiać się na tym, co się nie udało. Jest przecież tak dużo dobra, którego nie dostrzegamy! My już wiemy, że tradycja szklanego słoiczka wspomnień zagości w naszej rodzinie. Każda ulotna chwila tworzy nasz świat, którym żyjemy tu i teraz. 


Pięknego 2015 roku! ;)

6 komentarzy:

  1. Podwojonego Szczęścia Życzymy na Nowy Rok 2015,aby tych karteczek było więcej :-) RODZINKA

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam to wyjście :) może teraz zaczniemy sezon już w styczniu? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowity pomysł z tym słoiczkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? :D Kiedyś natrafiłam na coś podobnego w Internecie i postanowiłam, że w przyszłości to wykorzystam. Naprawdę warto od czasu do czasu zapisać kilka karteczek i wrzucić do szklanego słoiczka... Pozdrawiam! :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger