Zatrzymać magię świąt. Fotograficzny Kalendarz Adwentowy 2015

Zatrzymać magię świąt. Fotograficzny Kalendarz Adwentowy 2015

Święta to magiczny czas - wiem, to taki frazes powtarzany od kilku tygodni. Podobnie jak święta, święta i po świętach... Mimo, że słyszę to bez przerwy, nadal głęboko wierzę w cud Bożego Narodzenia. I choć te wyjątkowe chwile mam już za sobą, mamine zapasy powoli się kończą i muszę zderzyć się z codziennością chodzenia do pracy, to z całych sił pragnę zatrzymać to uczucie błogości jak najdłużej w sercu. 

Linkowe Party

Linkowe Party


Za oknem osiem stopni na plusie, a do świąt zostało tak niewiele czasu. Raczej śnieg nas w tym roku nie zaskoczy, choć marzę o tym niezmiennie. Mimo niesprzyjającej Bożemu Narodzeniu pogodzie, ja czuję zbliżający się czas cudów. Mieszkanie z każdym dniem coraz czystsze (choć pewnie nasze gotowanie doprowadzi je do stanu wyjściowego :P), gwiazda betlejemska rozkwita kolejnymi pączkami, a wczoraj w końcu ubraliśmy choinkę! Co roku, gdy pojawia się kolorowe drzewko w domu to dla mnie tak radosna chwila, że nic nie może mnie powstrzymać przed pląsaniem wokół niej dokładnie w ten sam sposób, gdy miałam kilka lat i razem z siostrami łapałyśmy się za ręce i śpiewałyśmy Choinko piękna jak las

Jednak zanim zabiorę się za lepienie pierogów i pieczenie pierników, postanowiłam złapać chwilę oddechu. To dla mnie niezwykle ważne, aby każdego dnia choć przez moment zatrzymać się i po prostu cieszyć się tym, co tu i teraz. Dlatego nie zważając na zbliżające się południe, nadal piżamuję na kanapie z kubkiem ulubionej herbaty z miodem, wanilią i cytryną i wpatruję się w migoczące światełka, które rozjaśniają szary poranek. 

Czy wiesz jak...? / "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Czy wiesz jak...? / "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes


Czy wiesz jak chciałbyś, aby wyglądało Twoje życie? Czy bez zastanowienia wskażesz, co pragniesz robić? Co sprawia Ci przyjemność? Co jest naprawdę ważne? Większość z nas nosi w głowie zarys swojego prywatnego szczęścia. Jedni dążą do niego zdeterminowani i skupieni na osiągnięciu celu, inni robią swoje, a chwile radości łapią przez przypadek. Czasami warto w tym całym planie pozostawić otwartą furtkę na przyjście niespodziewanego. Owszem, jest ryzyko - nowe może nas rozczarować, zranić i podciąć skrzydła. Istnieje też szansa, że okaże się magią, która zaczaruje nasz świat.

Co czytają kobiety? Recenzja powieści "Dar morza" D. Chamberlain

Co czytają kobiety? Recenzja powieści "Dar morza" D. Chamberlain


No właśnie, co właściwie czytają kobiety? Pewnie tyle ile kobiet, tyle odpowiedzi... To dość trudne zadanie i bardzo łatwo o krzywdzące schematy. Romansidła, czytadła, literatura psychologiczna, biografie, kryminały, literatura faktu, a może wojenne, podróżnicze...? Jednego jestem pewna - kobiety są bardzo uważnymi czytelniczkami, wrażliwymi na słowo i ukryte za nim emocje. 

Lubimy sięgać po książki, które nie rozpływają się jak mgła o poranku.  Lubimy te, do których możemy wracać. Te, o których możemy dyskutować, przeżywać z bohaterami i zastanawiać się, jak my mogłybyśmy postąpić. To silniejsze od nas - analizujemy, zastanawiamy się, wzruszamy. 

Czasami zdarza nam się błądzić. Szukamy tej właściwej, jedynej na daną chwilę. Dotykamy, przeglądamy, czytamy i czasami niestety tracimy czas na książkowe pomyłki. Mnie też to spotkało, do czasu... Do czasu, gdy trafiłam na okładkę z małym, okrągłym znaczkiem, na którym widniał napis Kobiety to czytają. Po pierwszej przeczytanej pozycji wiedziałam, że znalazłam idealne lektury dla siebie. 

Lekcja stylu z Kasią Tusk

Lekcja stylu z Kasią Tusk


Czy stylu można się nauczyć? Czy to, co ubieramy określa nas w jakiś sposób? Czy raczej to, jak to nosimy? Czy dzięki ubraniom potrafimy stać się lepszymi wersjami nas samych, czy może do bycia stylowym potrzeba czegoś więcej - czegoś, z czym przychodzimy na świat? Na te i wiele innych pytań stara się odpowiedzieć Katarzyna Tusk w swojej książce, Elementarz stylu

Dziewczyny, przyznajmy się - która nie chciałaby znaleźć magicznej różdżki, za pomocą której codziennie rano wyczarowałaby look prosto z okładki Vogue'a? Okazuje się, że do tego nie są potrzebne czary, a przestrzeganie kilku sprawdzonych zasad. 

Wieczorową porą, czyli moje listopadowe książkowo-filmowe odkrycia

Wieczorową porą, czyli moje listopadowe książkowo-filmowe odkrycia


Gdybym miała wskazać mój ulubiony sposób na relaks to zdecydowanie byłby to dom i nasze dwuosobowe towarzystwo. Nie ma co ukrywać - jestem domatorką. Podczas wspólnie spędzonego czasu prym wiodą u nas książka i film. Szczególnie w okresie szybko zapadającego zmroku... 

Z wyborem lektur nie ma u nas najmniejszego problemu - ja wręcz ubóstwiam wyszukiwanie książek do przeczytania, choć ostatnio to książki wybierają mnie i stoją rozzłoszczone w kolejce. Co do filmów to perełki wynajduje A. Najczęściej są to seanse online, bo telewizja zawodzi nasz gust -chyba, że są to powtórki Harrego Pottera, wtedy rzucamy wszystko i siedzimy przed ekranem z wypiekami na twarzy i powtarzamy za bohaterami magiczne zaklęcia. 

W ostatnich dniach w moje ręce wpadła niezwykła książka, a raczej książeczka i obejrzałam trzy niesamowite filmy. Jeśli nie macie pomysłu jak spędzić najbliższe wieczory, to może moje propozycje przypadną Wam do gustu.

DIY. Wieniec adwentowy

DIY. Wieniec adwentowy


Dziś pierwsza Niedziela Adwentowa. To czas czuwania i oczekiwania na jeden z piękniejszych momentów w roku. Powoli możemy rozpocząć przygotowania do świąt. Oczywiście pierwsze, co przychodzi mi do głowy to prezenty i porządki. Zarówno jedno, jak i drugie pozostaje u mnie jeszcze w sferze nietkniętej myślami. Co więcej, jest daleko poza zasięgiem moich ostatnich rozważań. :P 

Choć dokładam wszelkich starań, aby upominki cieszyły najbliższych, a dom lśnił nieskazitelną czystością, to raczej nie to stanowi istotę Bożego Narodzenia. Dlatego w tym roku postanowiłam, że owszem - przyozdobię świątecznie nasze kąty, ale postaram się w tej bożonarodzeniowej gorączce odnaleźć chwilę na przygotowanie się do tego wyjątkowego czasu. W tym roku szczególnie zależy mi, aby docenić te chwile spędzone razem. 

Porozmawiajmy

Porozmawiajmy


Niebawem minie rok od rozpoczęcia mojej przygody z blogowaniem. Okrągły roczek! :D Każdy tekst to dla mnie ogromna radość, jednak najwięcej szczęścia sprawiają mi Wasze komentarze. Każdy Wasz ślad pozostawiony tu, na blogu jest dla mnie inspiracją do pisania. Dzięki temu wiem, że te moje wypociny ktoś ma ochotę czytać! :) 

Dlatego postanowiłam zrobić kolejny krok na blogowej ścieżce. Do tej pory teksty mogły komentować jedynie osoby zalogowane w Google+. I choć Waszych wypowiedzi pojawiało się coraz więcej, co mnie bardzo, bardzo cieszy, to jednak uważam, że było to dość niefortunne rozwiązanie. Dlatego zainstalowałam na blogu Disqusa. Niestety wszystkie komentarze dodane przez Google są teraz niewidoczne, nad czym ubolewam. Na szczęście mam do nich wgląd - mogę sobie je poczytać i wracać do nich. Muszę przetrawić te puste miejsca pod tekstami. 

Liczę na to, że nowa forma komentowania Was nie zrazi, a wręcz przeciwnie - przyciągnie nowe osoby, które teraz również będą mogły wziąć udział w dyskusji. 

Zapraszam Was również na mojego Facebooka oraz do śledzenia mnie na Instagramie.

Ściskam,
Ola ♥

Oswoić święta. Recenzja powieści "Obietnica pod jemiołą" R. P. Evansa

Oswoić święta. Recenzja powieści "Obietnica pod jemiołą" R. P. Evansa
Obietnica pod jemiołą Evans


Wczoraj w Olsztynie spadł pierwszy śnieg. Co prawda, tylko nieśmiało oprószył wszystko wokół, ale sprawił mi tym ogromną radość. Co roku wyczekuję białych płatków, które przypominają mi, że już niedługo nadejdzie najpiękniejszy dla mnie czas w roku - Boże Narodzenie.

Powoli zaczęłam dawkować sobie i najbliższym świąteczną atmosferę. Świece, latarenki, cotton balls i w tle Michael Buble ze swoim bożonarodzeniowym repertuarem. Nic nie poradzę, że nadal wierzę w Świętego Mikołaja, w magię tych kilku dni i ciepło, które otula mnie od środka. Jednak jeśli jesteś jedną z tych osób, którym ciężko przywołać ten wyjątkowy nastrój to mam dla Ciebie niezawodny sposób - sięgnij po jedną z książek Richarda Paula Evansa. Masz 9 na 10 szans, że trafisz na powieść, w której akcja rozgrywa się w bożonarodzeniowym okresie. 

Jesienno-zimowy niezbędnik kosmetyczny

Jesienno-zimowy niezbędnik kosmetyczny


W najbliższą sobotę wybieram się na targi Beauty Spa & Fashion. Niezwykle się cieszę, że będę miała okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Postanowiłam, że czas oczekiwania umilę sobie tym, co panie lubią najbardziej, czyli kosmetykami. Nie ukrywam, że promocja w Rossmannie ułatwiła mi sprawę - domowy budżet nie ucierpiał, a moje zdobycze to strzał w dziesiątkę!

Mój obecny niezbędnik kosmetyczny nie wzbogacił się ilościowo od wiosenno-letniej wersji i to, co prezentowałam Wam kilka miesięcy temu jest nadal aktualne. Niemniej jednak pojawiło się u mnie kilka nowości, które z czystym sumieniem mogę polecić. 

Ciasto pomarańczowe

Ciasto pomarańczowe



Niezbyt często zdarza się, abyśmy mogli cieszyć się wolnym dniem w środku tygodnia. Dlatego w głowie już wiłam marzenia, jak będzie cudowanie spać do 10, piżamować do południa (albo dłużej), a potem otulić się ciepłem mieszkania i po prostu być razem. 

Ostatnio zdecydowanie więcej potrzebuję takich chwil, więc nie czuję najmniejszych wyrzutów sumienia z mojego aktualnego wegetatywnego podejścia do codzienności. Jednak jak to zazwyczaj bywa, nasze plany nijak mają się do rzeczywistości, więc i ja musiałam dostosować się do tego, co zastałam. A było tak, że zamiast o 10 obudziłam się po 11 w ciężkim szoku, że będę musiała skrócić moje założone piżamowanie... Jednak przewracając się na drugi bok, widząc mojego małżonka pogrążonego w błogim śnie, mogłam śmiało udawać, że wszystko gra. Do mojej podświadomości powoli dochodziły wspomnienia o tym, jak wczoraj upiekłam pyszne ciasto pomarańczowe i to, że jak zombie wstałam o 7 rano, aby zjeść tylko jeden kawałek (no dobra, z tego jestem mniej dumna). Tak, czy siak - nadal piżamuję w nieco sweterkowym wdzianku, okupując wygodniejsze miejsca i celebruję ten jeden dzień darowany nam w prezencie. 

Lekcja pokory. Recenzja powieści "Wbrew sobie" K. Kołczewskiej

Lekcja pokory. Recenzja powieści "Wbrew sobie" K. Kołczewskiej


Chciałabym wierzyć, że niemożliwe nie istnieje, że wszystko się uda i że zawsze na końcu tęczy jest kolor różowy. Jednak tak, jak nie można wyleczyć uzależnionego, jeśli ten nie wykazuje chęci do zmiany, tak nie zmusisz nikogo do miłości. Nie pomożesz nikomu na siłę, gdy ktoś odtrąca Twoją dłoń. Na nic Twoje starania, nie zbawisz świata.

Zawsze pozostaje Ci wiara w siebie, sumiennie budujesz drabinkę wartości i wspinasz się po niej każdego dnia. Codziennie powtarzasz sobie, że nie zrobisz nic wbrew sobie. A co jeśli okaże się, że nie masz wyjścia, że musisz odrzucić swoje przekonania, wyprzeć się tego, w co wierzysz? Czasami los rzuca nam kłody, abyśmy mogli się zastanowić czy droga, którą podążamy jest tą właściwą. Zapatrzeni w idealną przyszłość, nie dostrzegamy nieidealnych siebie.

Ciasto czekoladowe z orzechami

Ciasto czekoladowe z orzechami

Ciasto czekoladowe


Jesień choć piękna, kolorowa, nawet z mgłą i deszczem dość urokliwa, często jawi się jako depresyjna. Ostatnie dni były ciężkie już z samego faktu codziennego wstawania o świcie, a pogoda nie ułatwiała mi dotrwanie do weekendu. Przekraczając próg domu, niegrzecznie wypchnęłam całotygodniowy trud i znużenie, zatrzaskując im drzwi przed nosem. 

Takie chwile przypominają mi, że na całe zło tego świata niezastąpiona jest czekolada. Podana na gorąco, obsypana orzechami - to gwarancja wszechogarniającej miłości. Długo się nie zastanawiając, zaszyłam się w kuchni i powitałam nadchodzący weekend okropnie czekoladowym ciastem. W całym mieszkaniu unosi się słodko-mdlący zapach, w każdym kącie palą się świece, a ja pochłaniam kolejny kawał ciasta, zajadając jesienną chandrę. 

I żył długo i szczęśliwie... z mamusią / Natasza Socha "Maminsynek"

I żył długo i szczęśliwie... z mamusią / Natasza Socha "Maminsynek"

Każda prawdziwa królewna gdy dorasta wierzy, że gdzieś tam na końcu drogi czeka na nią pachnący, wymuskany, piękny książę z białym rumakiem przy boku. Za jego muskularnymi plecami rozpościera się ich cudowna, różowa przyszłość. Niewiasta z rozwianym włosem, w połyskującej sukni zalotnie uśmiecha się do swego wybranka, rzuca ostatnie spojrzenie spod wachlarza rzęs i z radością oddala się z nim w kierunku zachodzącego słońca... Tak powinno być, tak przecież było w bajkach, którymi karmiono ją na dobranoc! 


Konfitura z pigwowca

Konfitura z pigwowca


Tegoroczny październik stara się jak może, aby wynagrodzić nam chłodne poranki. Jesienne słońce zagląda przez okna, a droga do pracy każdego dnia coraz bardziej przypomina kolorowy dywan usłany ze spadających liści. To również idealny czas na przesiadywanie z kubkiem parującej herbaty i zaczytywaniem się w nowych książkach.

Niestety to również okres, gdy coraz częściej dopada nas przeziębienie połączone z jesiennym przemęczeniem. W takich wypadkach najlepiej rozprawić się z chorobą babcinymi sposobami. Taką prawdziwą bombą witaminową jest konfitura z pigwowca.

Migawki września

Migawki września

Wrzesień minął mi błyskawicznie. Mignął, teleportując mnie prędkością światła z letnich dni do jesiennego Olsztyna. Nie rozpaczam, wręcz przeciwnie - przebieram już nogami z niecierpliwości, bo wiem, że czeka mnie nowe. 

Pamiętam, jak... / Recenzja powieści G. Musso "Central Park"

Pamiętam, jak... / Recenzja powieści G. Musso "Central Park"



Wyobraź sobie wrześniowe popołudnie. Przez okna wpadają ostatnie ciepłe promienie słońca, pozornie otulając ściany. Przydomowa wierzba ugina się pod ciężarem jesiennego wiatru, a Ty czujesz się rozdarta(-y). Lato -(nie)lato, jesień-(nie)jesień. I właśnie wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie musisz. To czas dla Ciebie. Szczelnie zamykasz się w miękkim kokonie utkanym z koca, sięgasz po gorącą herbatę i zatapiasz się w lekturze. 

Idealnie.

W takich okolicznościach zaczęła się moja przygoda z najnowszą powieścią G. Musso, Central Park. To może być również Twój czas. Wybór należy do Ciebie - jak chcesz spędzić długie, jesienne wieczory? Ja zdecydowanie wybieram książkę.

Piękno z natury. Kosmetyki naturalne

Piękno z natury. Kosmetyki naturalne



Kiedyś wyprawa do drogerii była dla mnie bajką, taki spacer do magicznej krainy. Przekraczając jej próg, przepadałam w ścianach wypełnionych cudownymi buteleczkami ze specyfikami, które miały mnie zrobić piękną, gładką i pachnącą. Nie było tu miejsca na pośpiech. Dotykałam, wdychałam aromat i ten, który najbardziej kusił finezyjnym opakowaniem i ciekawym zapachem, lądował w moim koszyku. 

Co się dziś zmieniło? Niby nic - nadal to mój mały rytuał. Lubię ten babski czas, jednak zamiast obrazu reklam, promocji, w głowie mam listę składników, których szukam na etykietach. Szczęśliwi posiadacze SLS-ów, parabenów i silikonów lądują nie w koszyku, a na półce. Dlaczego? O tym poniżej.


Krem dyniowo-paprykowy

Krem dyniowo-paprykowy


Wrzesień to zdecydowanie miesiąc dyni - przynajmniej w moim domu. Raz w roku obowiązkowo musi być krem z dyni. To czas również, kiedy zaczynam robić zapasy na zimę. Obieram, trę i mrożę, aby potem mieć gotową dynię do ciasta. Przepis na ciasto dyniowe podawałam Wam zimą i znajdziecie go TU. A dziś zapraszam na rozgrzewająco-kremową ucztę dyniową. Tak jest! Serwuję krem z dyni, ale aby nie było za delikatnie to dodam trochę pieprzu i papryki. 

Pierogi z pieca

Pierogi z pieca


Jednym z moich ulubionych miejsc w Olsztynie jest Pierogarnia Bruner. Serwują tam najlepsze pierogi z pieca, jakie dane mi było jeść. I to chyba właśnie ta olsztyńska restauracja skłoniła mnie do podjęcia próby upieczenia własnych pierogów. 

Olsztyńskie ścieżki. Jezioro Długie

Olsztyńskie ścieżki. Jezioro Długie


Gdy tak zastanawiam się nad stanem mojego "uziemienia" - miejsca, które jest mi najbliższe; miejsca, w którym z chęcią zapuściłabym swe korzenie, to jestem skłonna przyznać, że nie potrafię się zdecydować. Chyba jestem miejsko-wiejska. Tak, to właściwe określenie... 

Lubię Polskę. Kaszuby

Lubię Polskę. Kaszuby

Kaszuby. Jakoś tak się składało do tej pory, że nie po drodze nam do siebie było. Zawsze gdzieś obok, przejazdem, ale brudzia jeszcze razem nie wypiliśmy... Tegoroczny sierpień zabawił się w swatkę - sam, bez zbędnego nadęcia, nerwów i planowania zorganizował nam spotkanie. I gdy wrażenia powoli opadają, a mi już trochę tęskno za nimi, wiem, że lepszych wakacji nie mogłam sobie wymarzyć.

"Kiedy cię poznałam" Cecelia Ahern

"Kiedy cię poznałam" Cecelia Ahern

Nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Czasami jesteśmy przekonani o swojej racji, jednak coś sprawia, że ta pewność rozpływa się w nicości. I choć idziemy w zaparte, kłócimy się, zaprzeczamy, wypieramy prawdę, to i tak nic zmienia. Wydaje Ci się, że przyjdzie lato, złapiesz oddech, odpoczniesz. Och, żebyś się nie zdziwił! Myślisz, że słoneczna pogoda będzie sprzyjała czytaniu, nadrobisz zaległości i w końcu pozbędziesz się tego stosu wyrzutów sumienia, która piętrzy się na regale. Mhmmm... Jeśli potrafisz skupić się w tym upale, Twoje myśli nie wyparowały wraz z ubiegłym tygodniem, to gratuluję! 

Nauczona doświadczeniem, wiem, że nie warto. Nie ma co planować, nastawiać się, bo los wyśmieje mnie przy najbliższej okazji. To tyczy się wszystkiego. I nawet jak zobaczysz różową okładkę książki, z roześmianą parą, tulącą się do siebie, nie bądź taki pewien, że to pewnie kolejne romansidło. Zawartość może Cię bardzo zadziwić. Może okazać się, że to jedna z mądrzejszych książek Twojej ulubionej autorki.

Oddycham

Oddycham

Łapię oddech. Gdy wszystko wokół wciąż otulone jest ciszą mijającej nocy, kroczę ziemią spękaną wczorajszym upałem. Ziemią, która przyjęła moje pierwsze kroki. Ziemią, która nie pyta, nie oczekuje i nie żąda. To miejsce ciągłych powrotów. I choć wyfrunęłam już z tego gniazda, to ono wciąż jest ciepłe i otwarte. Dobrze jest wrócić do domu.

Ściskam,
Ola ♥






------------  ------    ------  ------------

Pozostając w tematyce polskiej wsi - zajrzyjcie do Pani Rolnik, która poruszyła ważny, ekologiczny temat. Nasza ziemia jest zbyt piękna, aby ją niszczyć. 

Między słowami na lato: Sarah Jio "Dom na jeziorze"

Między słowami na lato: Sarah Jio "Dom na jeziorze"

Każdy z nas dźwiga jakiś bagaż. Czasami jest to ciężka walizka, wypchana po brzegi i aby ją zamknąć musimy się porządnie natrudzić. Są dni, że wystarczy malutki plecak. Wrzucamy do niego kilka niezbędnych rzeczy i ruszamy w codzienną podróż. Niektórzy z nas chętnie proszą o pomoc, wyrzucają ciężar i obarczają nim wszystkich wokół. Inni znoszą trud w ciszy. Rozumiem tych drugich, bo przecież trzeba coś przetrawić, oswoić, aby móc pójść dalej. Trzeba to zrobić samemu, po swojemu, aby ruszyć. Jednak nie zawsze wyciągnięta ręka oznacza porażkę. I zanim po raz kolejny odrzucimy pomoc, przyodziejemy obronny pancerz i ruszymy szukać nowego miejsca, warto się zatrzymać. Nie można uciec od samego siebie, przenosząc się z miejsca na miejsce.

Leczo

Leczo



Lato to jedna z moich ulubionych czterech pór roku. Ach... No tak, przecież my mamy ich tylko cztery... Ale jak tu wybrać, gdy każda z nich mieni się innymi kolorami, pachnie zupełnie różnymi zapachami i każda z nich smakuje tak, że mogłabym oddać za to naprawdę wiele. 

Cynamonowo - drożdżowa zima, dyniowa jesień, zielona wiosna i w końcu tęczowe lato. Soczyste wiśnie, maliny prosto z krzaka, uginające się od ciężaru młode gałęzie jabłoni i grillowane warzywa. I gdy tak rozpływam się w smakowej rozkoszy, nie potrafię ominąć myślami gęstej, słodko - pikantnej zupy. Leczo - to zdecydowanie moje lato zamknięte w garnku. 

Pielęgnacja twarzy. Bielenda

Pielęgnacja twarzy. Bielenda


Nie było mnie. Nie tylko na blogu, na Facebooku, czy Instagramie. Nie było mnie też we mnie. Jakoś tak się składa, że odkąd zaczęłam pracować to lato wypełnione jest po brzegi. Każdy dzień jest dla mnie jak krok po linie nad przepaścią. I choć wakacje potrafią mnie przekupić dziecięcym śmiechem, wspólnym czytaniem i małymi pulchnymi łapkami, to nie będę ściemniać i przyznam się po ludzku, że jest to momentami męczące. Wtedy zamykam się, chowam w myślach i szukam ciszy. Dla niektórych to ucieczka, inni nazywają to rozpieszczeniem wiecznej księżniczki, egoizmem, a dla mnie to moja własna przestrzeń, którą albo ktoś akceptuje, albo nie. Cieszę się, że A. kupił to w pakiecie jakieś dziesięć lat temu i jeszcze nie reklamuje moim rodzicom.

W ostatnich dniach desperacko potrzebowałam ukojenia i wtedy wypełniałam swój świat zapachami babskich mazideł. Naprawdę, uwielbiam być kobietą! Za to, że bezkarnie okupuję łazienkę, smaruję, wącham, wklepuję i cieszę się każdą drobnostką. Kiedyś, chyba gdy opisywałam Wam mój wiosenny niezbędnik kosmetyczny, wspominałam, że denerwuje mnie stan mojej cery. Otóż muszę się pochwalić, że znalazłam na nią sposób i obyło się bez wizyty u kosmetyczki! A co to za cudo? Okazuje się, że całkiem tanie. Jednak dodajcie do tego konsekwencję i systematyczność. Moja złota zasada to konsekwencja w wyborze jednej linii kosmetyków i systematyczność w ich stosowaniu. 

Dziś opowiem Wam o mojej nowej miłości - BIELENDA. ♥ 

♥ GARDEN PARTY ♥

♥ GARDEN PARTY ♥


Pozostając w tematyce ogrodowej, muszę Wam się zwierzyć, że niedługo czeka mnie nie lada wyzwanie. Otóż w sierpniu będę świadkiem na ślubie mojej przyjaciółki. W związku z tym niebawem zmierzę się z organizacją wieczoru panieńskiego. 

Miejski ogród. Balkonowe inspiracje

Miejski ogród. Balkonowe inspiracje


Kiedyś, dawno temu, zanim przed moim domem rodzinnym mama zasiała trawę, posadziła drzewka, róże i inne modne krzewy, był mały ogródek. Cały w kwiatach, z krętymi dróżkami, oddzielony od reszty podwórka drewnianym płotem. Był dla nas czymś na kształt muzealnego okazu - piękny, wypielęgnowany, z przeznaczeniem do podziwiania, a nie zabawy. Oczywiście, zakazy w dzieciństwie działały na nas niczym zachęta do przekroczenia magicznej furtki. Zapamiętałam ogromne krzewy piwonii. Jej delikatne gałązki uginały się pod ciężarem bladoróżowych kul. Najbardziej uwielbiałam je po deszczu, kiedy każdy kwiat skrywał pod płatkami mokre krople, w których pływały mrówki...Tak, nasze podwórkowe mrówki szczególnie upodobały sobie piwonie. Pamiętam również kwiaty przypominające gigantyczne stokrotki we wszystkich kolorach tęczy. Z namiętnością pozbawiałam je płatków, które za pomocą śliny przytwierdzałam do swoich małych palców, fundując sobie pierwszy manicure. I choć nie przepadałam za całym rytuałem ogrodnictwa, to właśnie wtedy nieświadomie pokochałam ogrody. 

Siła jest kobietą

Siła jest kobietą

Odkąd pamiętam zawsze bałam się samotności. Nie lubiłam zostawać sama, ze strachem kroczyłam skrzypiącymi schodami, prowadzącymi na strych. Ciemne miejsca budziły moją wyobraźnię, przywołując na myśl najokropniejsze scenariusze. Jednak były chwile, kiedy wyczekiwałam pustego domu. Wtedy otwierał się przede mną zupełnie obcy świat - świat zakazanych przedmiotów. Po raz pierwszy pokazały mi go moje starsze siostry. Zamykały drzwi na klucz, otwierały szafę i zaczynała się zabawa. W ruch szły mamy kosmetyki, fioletowe szpilki z różową wkładką (przedmiot niekończącego się pożądania) i amerykańskie sukienki, które przysyłała ciocia. Ależ to był bal! Nawet nie przypuszczałam, że właśnie wtedy otrzymałam pierwszą lekcję kobiecości...

Pamiętam również upalne popołudnia, podczas których moja mama do późnych godzin wieczornych spędzała w ogrodzie. Sadziła, przesadzała, pieliła, przycinała. W takich momentach starała się przekazać nam tę wiedzę. Jednak my - młode, z milionem pomysłów jak się wymknąć, omijałyśmy ogrodnicze obowiązki. Podobnie było z gotowaniem, sprzątaniem i innymi domowymi obowiązkami. 

Dziś często wracam pamięcią do tych chwil. Szperam w zakamarkach dziecięcych wspomnień, odkurzam zapomniane i trzymam kurczowo niczym najcenniejszy skarb. Dlaczego? Bo dopiero, gdy wkroczyłam w ten dorosły świat, przeraziłam się, że tak szybko, że już i bez chwili zastanowienia. Każdy dzień wypełniony jest obowiązkami po brzegi. W tym pędzie okazało się, że jedyną ucieczką jest to, czego nauczyła mnie moja mama, babcia i siostry. I choć kiedyś wydawało to się takie normalne, przeciętne i prowincjonalne, to dziś jest dla mnie siłą i niepospolitością. 

Każda z nas jest wyjątkowa i nie twierdzę, że mój sposób na szarą codzienność jest  jedynym właściwym. Nie! Co więcej, jestem przekonana, że każda z nas ma swój plan na życiową nieprzeciętność. Niektóre spełniają się w macierzyństwie, inne zawodowo, a jeszcze inne podróżując i szukając swojego miejsca na ziemi. Nie musimy wybierać, mamy prawo do kreowania własnego świata. 

Gdy oglądam się wstecz, widzę kobiety - mamę, babcię i siostry. To one opiekowały się mną, uczyły wymawiać "r", jeździć na rowerze i oddzielać ziarno od plew. To one, moje starsze siostry, nauczyły mnie nieprzyzwoitych piosenek, które w ustach czteroletniej dziewczynki, śpiewającej tatusiowi do ucha, musiały brzmieć przekomiczne i trochę koszmarnie. Do dziś pamiętam przerażenie na twarzy taty! :D Tak, to one wypełniły mój świat i wiem, że to od nich czerpię moc. Ja swoją niepospolitość kobiecą odnalazłam w rodzinie. A Ty? W czym tkwi Twoja siła?

------------  ------    ------  ------------

W ramach Olsztyńskiego Lata Artystycznego 15 lipca o godz. 20:30 w Amfiteatrze im. Czesława Niemena w Olsztynie odbędzie się wyjątkowy koncert - Rzeczniepospolita Babska. Kobiety dla kobiet. Podczas występu swój talent zaprezentują nam: Marta Andrzejczyk, Ania Broda, Ewa Cichocka, Wanda Laddy, Basia Raduszkiewicz i Krystyna Świątecka. Siła tkwi w kobiecie. Warto zatrzymać się na chwilę i posłuchać, co mamy do powiedzenia. A przecież mówić potrafimy. Mój mąż twierdzi, że gdy się nakręcę to wypowiadam słowa z szybkością karabinu maszynowego... 

Bilet na koncert kosztuje jedynie 15 zł, a nabyć można je w kasie Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie (http://bilety.mok.olsztyn.pl/). 

Jeśli się wybierzecie na koncert to do zobaczenia, bo ja będę na pewno! :)

Darowane. Recenzja powieści D. Barker "Pęknięte odbicie" i B. O'Neal "Niech ci się spełnią marzenia"

Darowane. Recenzja powieści D. Barker "Pęknięte odbicie" i B. O'Neal "Niech ci się spełnią marzenia"


W ostatnim czasie moją głowę zaprzątnęły dwie książki - zupełnie różne, ale równie dobre. Nie poddałabym ich żadnej gradacji, bo byłoby to bezcelowe. Pierwsza była jak głaz, przygniatający mnie centymetr po centymetrze. Z każdą przeczytaną stroną odczuwałam większy ciężar i długo po odłożeniu powieści na półkę bolała mnie dusza. I wtedy z pomocą przyszła ta druga - lekka jak piórko, jak powiew wiatru w upalny dzień. Poderwała mnie z ziemi, otulając ciepłem przyjaźni i zapachem lawendy. 

Dziś opowiem Wam o dwóch książkach - Pęknięte odbicie Dawn Barker oraz Niech ci się spełnią marzenia Barbary O'Neal. 

W drodze: Saska Szwajcaria

W drodze: Saska Szwajcaria

Czas leci nieubłaganie i gdy spoglądam wstecz mam wrażenie, że od naszego urlopu minęły wieki. A ja jeszcze nie zdążyłam Wam wszystkiego opowiedzieć, pokazać i podzielić się odrobiną mojego szczęścia... 

W moich początkowych blogowych planach miałam teraz zabrać Was w Góry Izerskie. Jednak pomyślałam sobie, że przecież każdy z nas lubi bajki, a Saska Szwajcaria okazała się dla mnie taką magiczną krainą. Droga do niej prowadzi przez doliny ociekające soczystą zielenią, w sercu których poutykane są urocze malutkie domki utrzymane w idealnym porządku. Gdy już Wasze oczy nacieszą się pagórkami, złocistymi łanami i błękitnym niebem, ujrzycie skały - ogromne, dzikie i nieokiełznane. Stojąc na kamiennym moście w otoczeniu skalnych olbrzymów, u Waszych stóp niczym kilometrowy wąż będzie wiła się rzeka, poczujecie wdzięczność i nieopisaną radość, że jesteście częścią tego cudu. Jednak pamiętajcie, że w prawdziwej bajce w głębi lasu, na skalnym wzgórzu wznosi się zamek, twierdza do tej pory niezdobyta. Być może to Wy będziecie tymi śmiałkami, którym uda się odkryć nieznane...

Pierogi z młodą kapustą i koperkiem

Pierogi z młodą kapustą i koperkiem

Wiosna rozgościła się na dobre w Olsztynie, a ja już czuję świeży zapach lata, otulający mnie delikatnymi podmuchami wiatru. Białe zasłony tańczą pod uważnym wzrokiem uchylonych drzwi prowadzących na balkon. Tło wypełniają mi doniczki z kwiatami i ziołami, które rozkoszują się popołudniowym słońcem. Jest pięknie! 

Jedyne czego mi brakuje, to domowych smaków, ale i na to jest sposób. Dziesięciominutowy spacer na osiedlowy ryneczek i mam nieśmiało zwiniętą główkę młodziutkiej kapusty, koperek z własnego domowego ogródka, mąka, jajko, woda i zabieram się do pracy. 

Dziś opowiem Wam o pierogach mojej mamy, które zawsze królują na naszym stole o tej porze roku - to pierogi z młodą kapustą i dużą ilością koperku. Ja już pierwszą degustację mam za sobą, a Was zachęcam do skosztowania. Naprawdę, niebo w gębie! :)

Kocham Cię, Życie! Recenzja powieści Jill Mansell "Kocham cię nad życie"

Kocham Cię, Życie! Recenzja powieści Jill Mansell "Kocham cię nad życie"

W upalny, letni dzień jedyne o czym marzę to lody o smaku cytrynowym. Podczas długiego, sześciodniowego maratonu w pracy z utęsknieniem wypatruję niedzieli - jedynego wolnego dnia w tygodniu, kiedy bez wyrzutów sumienia zaszyję się w swoich czterech ścianach. A po pikantnym posiłku chętnie wypiję kufel zimnego piwa, najlepiej czeskiego... No właśnie, każdy z nas ma swoje przyzwyczajenia, upodobania i małe słabości. Podobnie mam z książkami - po ciężkiej, wyczerpującej emocjonalnie lekturze, najzwyczajniej w świecie pragnę lekkiej, zabawnej i niewymagającej powieści. W takich sytuacjach nie kombinuję, nie błądzę po nieznanych mi czytelniczych ścieżkach, sięgam po coś znanego i pewnego. Książki Jill Mansell z pewnością należą do moich ulubionych "rozbawiaczy".

Moc wyobraźni, czyli jak czytusiowa książeczka spełniła moje marzenia?

Moc wyobraźni, czyli jak czytusiowa książeczka spełniła moje marzenia?


Czasami, gdy jest mi tak po prostu źle - gubię się w dorosłości, przez jedno ramię przerzucam codzienne obowiązki, a w garści ściskam rachunki i listę rzeczy do zrobienia - przypominam sobie o magii, którą posiada każdy z nas. Zamykam oczy, na twarzy pojawia się błogi uśmiech, a ja zatapiam się we wspomnieniach. Znów jestem małą dziewczynką, bawiącą się na werandzie skąpanej w południowym słońcu. Rozgrzany beton parzy mnie w bose stopy, w powietrzu rozchodzi się zapach skoszonego siana, a do uszu dochodzą urywane rozmowy babci i sąsiadki, które popiją swoją codzienną poranną kawę. Zostawiam to za sobą i uciekam w zupełnie inny świat - świat, w którym Alicja zabiera mnie do Krainy Czarów, gdzie pomagam Śnieżce uciec przed Złą Królową, a Kopciuszek zabiera mnie na bal. Otwieram oczy, bańka wspomnień pęka, a pył wyobraźni wzbija się w górę, aby za chwilę osiąść na szarej codzienności, która zaczyna mienić się wszystkimi kolorami tęczy...

Wyobraźnia. To ona pomaga nam czasami osłodzić gorycz dnia, uchronić przed tym, co złe, a nawet nauczy kochać to, co wydaje się takie dalekie i zupełnie nie dla nas.

W drodze. Szklarska Poręba: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica

W drodze. Szklarska Poręba: Wodospad Kamieńczyka, Szrenica


Minął tydzień od naszego powrotu z gór, oboje zdążyliśmy już wrócić do pracy, a codzienność dopadła nas szybciej niż się spodziewaliśmy. W takich momentach ratują nas zdjęcia - ulotne chwile, zamknięte w szklanym ekranie. Każde przeglądanie ich pozwala nam choć na chwilę przenieść się na górski szczyt. I dziś właśnie tam chciałabym Was zabrać - Szrenica to nasz cel. Jednak zanim tam dotrzemy, przespacerujemy się leśnymi ścieżkami, po drodze spotkamy Wodospad Kamieńczyka, a tuż przed szczytem odpoczniemy na Hali Szrenickiej z pięknymi widokiem na Góry Izerskie. To co, ruszamy? Ruszamy! 

Przeklęty czas. Recenzja filmu "Wiek Adaline"

Przeklęty czas. Recenzja filmu "Wiek Adaline"
(źródło)

Uwielbiam podróże. Wracam z takich eskapad pełna energii, z głową pełną pomysłów i apetytem na więcej. Jednak to nie jedyna korzyść z tego płynąca. Po powrocie do domu intensywniej odczuwam przynależność do moich czterech ścian. 

Ostatnie tygodnie były dla nas ekscytujące, ale tak zwyczajnie oboje potrzebowaliśmy ciszy, aby w pełni przygotować się na nadchodzący powrót do pracy. Postanowiliśmy, że zaszyjemy się w domowym zaciszu i obejrzymy jakiś film. Najczęściej toczymy godzinną batalię o wybór gatunku, ale tym razem byliśmy nadzwyczaj zgodni. I tak wieczór upłynął nam z Wiekiem Adaline

W drodze. Szklarska Poręba: Wodospad Szklarki i Złoty Widok

W drodze. Szklarska Poręba: Wodospad Szklarki i Złoty Widok

Karkonosze oczarowały nas w ubiegłym roku. Zachwyciły swoim łagodnym pasmem - zupełnie innym od tego, które oferowały nam Tatry, szumem potoków i ciekawymi szlakami. Sądziliśmy, że tygodniowy pobyt w Karpaczu zaspokoi nasz apetyt i w tym roku zasmakujemy Bieszczad. Jakże się myliliśmy! :D Gdy rozpoczęliśmy etap planowania, okazało się, że nasz wzrok wciąż podąża ubiegłorocznym śladem. Poddaliśmy się z rozkoszą i postanowiliśmy, że tym razem odwiedzimy Szklarską Porębę.

W drodze. WrocLove

W drodze. WrocLove


Wróciłam. W połowie, bo jak to zwykle ze mną bywa, z podróży wracam rozdarta. Jakaś część mnie wciąż kroczy po górskich szlakach, wspina się po skalnych zboczach, aby na szczycie chłonąć świat garściami. Ta druga jednak tęskni i gna do domu, aby wśród znajomych ścian rozkoszować się poranną kawą. Teraz trochę się gubię, kręcę się po obrażonych tygodniową rozłąką pokojach i sklejam siebie po kawałku. Z pomocą przychodzą mi setki zdjęć - wyrwanych chwil, zamkniętych w szklanym ekranie. Wpatruje się w nie i odtwarzam ten magiczny czas, którym chciałabym się z Wami podzielić. 

Jednak w mojej głowie panuje bałagan... Obrazy górskich krajobrazów przeplatają się z leśnymi ścieżkami, szumem potoków i kamiennymi uliczkami Wrocławia. Postaram się posprzątać ten rozgardiasz, uporządkować wspomnienia i opowiedzieć Wam, gdzie odnalazłam siebie sprzed roku. Ale pozwólcie, że zrobię to niespiesznie, rozkoszując się każdym dniem. Dziś opowiem Wam o mieście, które pokochałam od pierwszych chwil.

Irlandzkie tajemnice: "Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley

Irlandzkie tajemnice: "Dziewczyna na klifie" Lucinda Riley


Pamiętam długie jesienno-zimowe wieczory, podczas których niewieścia część mojej licznej rodziny zasiadała przy kuchennym stole. Wraz z nadejściem lata przenosiłyśmy się na drewnianą werandę. Ciszę uśpionej wioski przerywał koncert żab, a w rozgrzanym za dnia powietrzu unosił się zapach maciejki. To właśnie w takich momentach poznawałam świat - nie ten daleki, który na mnie czekał, ale ten bliski, który mnie otaczał. Lepiłam obraz z kawałków opowieści babci, łączyłam je przerywanymi pytaniami mamy, która lepiej kojarzyła fakty i pamiętała historie, zapomniane w zakurzonych wspomnieniach seniorki. Rodzinne losy moich sąsiadów, kłótnie, miłości, romanse, intrygi, małe szczęścia. Wzrastałam w przekonaniu, że życie nikogo nie oszczędza, ale potrafi również wynagrodzić za szczerość, lojalność, uczciwą pracę i uśmiech do bliskich. 

Gdy sięgałam po powieść Dziewczyna na klifie Lucindy Riley byłam pełna nadziei na prawdziwą literacką ucztę. Ośmielona słowami na okładce, które obiecały mi idealną mieszankę romansu i rodzinnej intrygi, nie wahałam się ani chwili.  Ponadto w głowie wciąż pobrzmiewał mi zachwyt innych nad poprzednią książką Riley - Dom orchidei. Cóż, oceniłabym to spotkanie jako lekki podwieczorek... 

Jestem niepoprawną romantyczką i lubię, gdy księżniczka spotyka swojego księcia. Jednak nawet najsłodsza bajka lepiej smakuje, gdy doda się do niej trochę pikanterii, a nawet goryczy. Niewiasta może być wytworna, z idealnym makijażem i nienaganną fryzurą. Jednak, gdy wiatr potarga jej włosy, make up się rozmaże, a sukienka pogniecie, to zamiast niezadowolonej miny księżniczki, oczekuję radości i szaleństwa. Niestety w powieści Riley spotkałam jedynie złączone dłonie, okrzyki wzywające najświętszych oraz mdłe postaci. Szkoda, wielka szkoda, bo zarys fabuły jest naprawdę interesujący, jednak potencjał przepadł w otchłani twórczej. 

Na kartach powieści autorka rozpisała losy dwóch irlandzkich rodzin, których drogi przecięły się prawie sto lat temu. Spoiwem łączącym oba rody są główne bohaterki, żyjące współcześnie. To Grania, załamana poronieniem rzeźbiarka, która porzuca swoje dotychczasowe życie w Nowym Jorku i wraca w rodzinne strony oraz Aurora, ośmioletnia dziewczynka. Przypadkowe spotkanie na klifie oraz samotność obu sprawia, że Grania i Aurora stają się sobie bardzo bliskie. Jednak nad zagubionymi bohaterkami ciąży rodzinna klątwa dwóch rodów. 

Po więcej odsyłam do lektury książki. Owszem, jestem zawiedziona, ale wynika to wyłącznie z pogłębiającej się świadomości moich potrzeb literackich. Razi mnie naiwność postaci, nieudana do końca stylizacja językowa, niewykorzystany potencjał miejsca akcji - przecież Irlandia to magiczne miejsce. Ja wprost przepadam za jej kolorytem i krajobrazem. Niestety Riley ograniczyła się jedynie do jednego klifu z widokiem na morze. Ponadto fabuła jest na wskroś przewidywalna. Nie uważam tego za ogromną wadę literatury - jedna z moich ulubionych pisarek, Cecelia Ahern pisze książki, które zazwyczaj kończą się happy endem. Jednak sam proces rozwinięcia jest tak ciekawy, że nie zauważa się banalnego finału. W Dziewczynie na klifie Riley żegna się z nami przeraźliwie długo. Zdecydowanie za długo.

Pierwsze spotkanie z twórczością Lucindy Riley utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma nieudanych spotkań z książką.Nawet zły wybór tekstu może nam coś uświadomić, np. że nie lubimy dzieci ubrane w stare dusze, wypowiadające słowa dorosłych, którzy są zbyt mdli, aby wyróżnić się na tle rzeczywistości.

Drogi Czytelniku, jeśli byłeś zachwycony powieściami Danielle Steel, oczekujesz lekkiego romansu, a może szukasz czytadełka na urlop to ta książka powinna spełnić Twoje wymagania. 




Urlop idealny, czyli mój sposób na tanie i udane podróżowanie

Urlop idealny, czyli mój sposób na tanie i udane podróżowanie


Uwielbiam podróżować. I niekoniecznie mam na myśli dalekie, egzotyczne wakacje, bo takie jeszcze gdzieś na mnie czekają. Jednak uważam, że nawet wycieczka do oddalonego kilka kilometrów miejsca może być naprawdę emocjonująca. Co więcej jestem głęboko przekonana, że odkrycie każdego nieznanego nam terytorium może okazać się naszą podróżą życia. Wszystko zależy od nastawienia, chęci i pragnienia poznawania nowego. 

Nie będę przesadzać i przekonywać Was, że jestem odważną podróżniczką, gotową na największe szaleństwa. Nic podobnego! Jednak od kilka lat odkrywam w sobie pasję do zwiedzania i staram się ją pielęgnować. Przez ten czas wypracowałam pewien sposób na tanie i udane podróżowanie - dziś chciałabym Wam o nim opowiedzieć. 

A wracając do szaleństwa i odwagi to gorąco polecam Wam blog Na nowej drodze życia Asi i Adama (blog/ Facebook). Jest to młode małżeństwo, które na początku września wyruszyło w autostopową podróż przez świat! Odwiedzili już takie miejsca, jak Litwę, Estonię, Rosję, Kazachstan, Chiny, Tybet, Filipiny, Wietnam, Kambodżę, Tajlandię, Laos, Birmę, a to wszystko z wyciągniętym w górę kciukiem! Ciężko to ogarnąć, dlatego po prostu musicie to zobaczyć. Ja śledzę ich podróż i kibicuję im z całego serca. Asię znam osobiście - razem studiowałyśmy przez 5 lat, a nawet mieszkałyśmy pod jednym dachem, więc wiem, że jest osobą pełną pasji, radości, z ogromną wiarą w ludzi. 

A teraz moje małe podróże. :) Tak się jakoś złożyło, że od kilku lat nasz wyjazdowy urlop przypada w maju. Dlaczego wyjazdowy? Otóż jest to dłuższy czas wolny od pracy, kiedy możemy gdzieś się wybrać. W wakacje prowadzę zajęcia dla dzieci, więc zazwyczaj pozwalam sobie na tydzień urlopu i wtedy wyruszamy najczęściej na kilka dni nad morze. Jednak to właśnie maj jest miesiącem, który spędzamy w podróży. Jak planujemy nasze wakacje? Postaram się przedstawić to w kilku krótkich punktach poniżej. 

Zapraszam! 

Wiosenny niezbędnik kosmetyczny

Wiosenny niezbędnik kosmetyczny


Jak większość kobiet uwielbiam się stroić, upiększać i mazać wszelkimi cudami, które mają mi zapewnić zdrowy i młody wygląd. Każda większa gala odnotowana na portalach plotkarskich to dla mnie nie lada gratka - zasiadam z kawą w ręku i przeglądam relacje z wypiekami na twarzy. Podobnie jest z kosmetykami - wyjście do drogerii i przebieranie, wybieranie i szukanie "idealnego" kosmetyku dla mnie od razu poprawia mi humor. Jednak jak ze wszystkim należy znać umiar, dlatego jestem zwolenniczką naturalnego wyglądu - zarówno w ubiorze, jak i makijażu. 

Wybierając kosmetyki, kieruję się minimalizmem i kupuję jedynie to, co niezbędne. Natura przyszła mi z pomocą, bo przez lata mogłam cieszyć się nieproblematyczną cerą. Jednak im jestem starsza, tym więcej czasu muszę poświęcać na pielęgnację skóry. Teraz, po zimie moja cera pozbawiona jest blasku, borykam się z rozszerzonymi porami i przebarwieniami. Niestety domowe maseczki i peelingi nie są wystarczające i w najbliższym czasie będę musiała odwiedzić salon kosmetyczny. Jednak na co dzień mam kilka sprawdzonych kosmetyków, które pozwalają mi zatuszować to, co sprawia mi kłopot. Dziś opowiem Wam o moich ostatnich odkryciach, które zawsze mam przy sobie.


Maybelline Dream Matte Mouse
20 Cameo


Ten podkład kusił mnie od dłuższego czasu, jednak w okresie jesienno-zimowym wierna byłam podkładowi Revlon ColorStay. Gdy zrobiło się nieco cieplej, a ja zauważyłam, że moja cera jest zwyczajnie przemęczona po zimie, postanowiłam wypróbować coś lżejszego. Rossmannowska wyprzedaż skłoniła mnie do kupna tej pianki. Stosuję ją od około tygodnia, więc ciężko określić jego wydajność. Dziś mogę bez wątpienia stwierdzić, iż jest to lekki podkład, idealny właśnie na okres wiosenno-letni. Jak wcześniej wspomniałam, jego konsystencja przypomina piankę, jednak naprawdę wystarczy odrobina, aby pokryć nim twarz. Pozostawia matowe wykończenie, ale nie przeceniałabym jego umiejętności kryjących. Dla osób, które mają niewiele do zakrycia będzie w sam raz, pozostałe zaś muszą wyposażyć się w dobry korektor. 




Jestem zdecydowana wykorzystać go do końca, ale zastanawiam się nad powrotem do kremu BB, który był dla mnie idealny na letnie dni. 

Cena: ponad 40 zł (ja kupiłam w cencie promocyjnej i zapłaciłam ponad 20 zł).


Korektor Revlon ColorStay
02 light


Od dłuższego czasu poszukuję idealnego korektora. Używałam już L'Oreal True Match, który był przyzwoity, ale czegoś mi w nim brakowało. Sięgnęłam również po te z niższej półki, np. Lovely Magic Pen oraz Miss Sporty Liquid Concealer i również pudło. Teraz zdecydowałam się na Revlon ColorStay, sugerując się dobrym kryciem podkładu. Jestem skłonna stwierdzić, że jest to jak na razie najlepszy korektor, jaki stosowałam.





Ma dobre krycie, dzięki gąbeczce dobrze się go rozprowadza (choć ja i tak wklepuję korektor opuszkami palców lub pędzelkiem) i jest wydajny. Jedyny minus, jaki zauważyłam to cena, jednak mi udało się go kupić w promocji -49%.

Cena: około 50 zł.


Pomadka Wibo Eliksir
07


Po tacie w spadku dostałam pełne usta, ale nie przepadam za ich malowaniem. Najczęściej stosuję masło nawilżające do ust, które zawsze trzymam gdzieś w zasięgi ręki. Jednak ten delikatny różowy kolor z Wibo jest po prostu cudowny - nadaje świeżości, subtelnie podkreśla usta, a co najważniejsze pomadka ma właściwości nawilżające. Kolejnym plusem jest niska cena, która niestety nie idzie w parze z trwałością (chyba że to ja ją zjadam :P).

Cena: około 9 zł.



-------------  ------  ♥ ------  -------------

To właśnie ta trójca ostatnio dominuje w moim codziennym makijażu. I choć mam pewne wątpliwości, co do pianki Maybelline, to z dwóch pozostałych zaprezentowanych kosmetyków jestem zadowolona. Ponadto ich małe gabaryty pozwalają mi je bez problemu spakować do torebki i zawsze mieć pod ręką, gdy będę miała potrzebę poprawienia czegoś w ciągu dnia. 


A Wy bez czego nie wyobrażacie sobie codziennego makijażu? 
Ściskam, 
Ola :)

Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger