Szarlotka


Z moim gotowaniem jest ciężka sprawa... Są dni, kiedy sprawia mi to ogromną przyjemność, ale są również takie, gdzie ciężko mnie zmobilizować do czegoś bardziej wyrafinowanego niż płatki zalane mlekiem i podgrzane w mikrofali. Ostatnio moim jedynym, kulinarnym zadaniem było przygotowanie kuskusu do obiadu. Wyszło marnie, nawet bardzo, ale nauczyłam się dwóch rzeczy. Po pierwsze, przygotuj kuskus to nie to samo, co ugotuj, bo kuskusu się nie gotuje. Po drugie, ratując sytuacje po ugotowaniu, nie próbujcie przecedzić go przez durszlak... Na szczęście obowiązek wyżywienia mojej dwuosobowej rodziny nie spoczywa tylko na moich, wątłych barkach. 

Ale spokojnie, nie zawsze jest tak fatalnie. ;) Miłość do jedzenia zmusiła mnie do wypróbowania kilku ciekawych przepisów. I dziś już wiem, że uwielbiam wyrabiać ciasto drożdżowe, robię całkiem smaczne ciasto marchewkowe, krem z dyni i zupę cebulową. Z pięciu potraw, trzy powinny wyjść dobre. ;)

Moje eksperymenty w kuchni zależą w dużej mierze od ilości wypitej kawy, a co za tym idzie pokładów energii, od pomysłu na nowy smak, ale najbardziej od mojego apetytu. Jestem okropnym łakomczuchem! ;) 

Kiedy przychodzi czas jesienno-zimowy, rozpoczynam sezon na przeróżne wypieki, aby moje kolejne przyrzeczenia, że od jutra zaczynam ćwiczyć miały rację bytu. I tak, idąc za ciosem bożonarodzeniowych przygotowań, postanowiłam upiec szarlotkę - taką na kruchym cieście, z jabłuszkami z cynamonem, oprószoną cukrem pudrem...

Najczęściej sięgam po przepisy mojej Mamy, bo wiem, że są sprawdzone. Mama zawsze wszystko ładnie wytłumaczy i w ten sposób mam odrobinę maminych smaków tu, w Olsztynie. :) Jednak nie bronię się przed wypróbowaniem internetowych potraw. Podobnie było tym razem. 

Często korzystam z przepisów ze strony Kwestia Smaku. Przepis na szarlotkę, którą naprawdę (!) sama upiekłam możecie znaleźć tu. Troszeczkę zrobiłam ją po swojemu, ale o tym poniżej.

Ciasto:
  • 3 szklanki mąki;
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia;
  • 1 szklanka drobnego cukru;
  • 1 cukier waniliowy;
  • 250 g zimnego masła;
  • 4 jajka.


No to zaczynamy. Przesiewamy mąkę, najlepiej razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy 3/4 szklanki cukru, cukier waniliowy oraz posiekane masło. Dodajemy 3 żółtka i jedno całe jajko. Zagniatamy ciasto, dzielimy na dwie równe części, owijamy folią i wkładamy do lodówki na godzinkę.  




Teraz jest idealny czas na przygotowanie jabłek. Będzie nam potrzebne ok. 2 kg owoców, które obieramy, kroimy, dodajemy trochę cukru (ja wykorzystałam cukier brązowy), oprószamy cynamonem i podsmażamy. Możecie dodać również cukier waniliowy.



Gdy ciasto jest już odpowiednio schłodzone, to zabieramy się za pierwszą warstwę. W oryginalnym przepisie należało ciasto rozwałkować na pergaminie. Ja jestem zwolenniczką potraktowania kruchego ciasta tarką. Po wyłożeniu pierwszej warstwy, wstawiamy do lodówki.



Teraz zabieramy się za pianę. Do białek dodajemy szczyptę soli i zaczynamy ubijać. Następnie dodajemy stopniowo resztę cukru (1/4 szklanki).


Wyjmujemy ciasto, wykładamy na pierwszą warstwę jabłka, potem pianę i  drugą część ciasta.


Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni  i pieczemy przez ok. godzinę.

Na koniec warto posypać ciasto cukrem pudrem. Mnie zawsze przywodzi na myśl wspomnienia z dzieciństwa. Gorzej, gdy z zachłanności zakrztusisz się białym proszkiem. Zawsze możesz też przykryć nim przypalone brzegi, zanim ktoś się zorientuje... ;)

Smacznego! :)








2 komentarze:

  1. Zapomniałaś o ciasteczkach z ciasta francuskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale one są trochę oszukane, bo ciasto zawsze kupuję. :P :D

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz swój ślad. Każdy Twój komentarz sprawia mi ogromną przyjemność.

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger