Z Lilusiowej biblioteczki: "Mysi Domek" Kariny Schaapman

Z Lilusiowej biblioteczki: "Mysi Domek" Kariny Schaapman

do utraty tchu blog


Za każdym razem, gdy wybieram literaturę dla mojej córeczki staram się kierować atrakcyjnością dla półtorarocznego dziecka. Mimo szczerych chęci, ciężko mi jednak nie poddać się własnym upodobaniom - staranne wydanie, ciekawa szata graficzne oraz treść, która zainteresuje nie tylko Lilkę, ale także i mnie. Jestem przekonana, że to właśnie precyzyjny dobór lektury sprawił, że obie uwielbiamy ten wspólnie spędzony czas z książkami. Z wielką radością i nieukrywaną dumą odkryliśmy ostatnio z mężem, że nasza dziewczynka zaczęła czytać sama na głos. Oczywiście snuje historie w tylko sobie znanym języku, ale robi to tak uroczo, że moje biblioteczne serce robi podwójne salto. 😍


Kilka tygodni temu dostałyśmy przesyłkę od Wydawnictwa Media Rodzina, w której znajdowały się cztery tytuły, składające się na serię Mysi Domek autorstwa Kariny Schaapman. Gdy po raz pierwszy wzięłam w dłonie podarowane nam książki, czułam się jak podlotek doznający pierwszej miłości. Już wtedy wiedziałam, że przepadłam. Nie pomyliłam się, bo dziś nadal pozostaje pod ogromnym wrażeniem tego prezentu. 


Mysi Domek Kariny Schaapman


do utraty tchu blog


Mysi Domek to dzieło Kariny Schaapman. Autorka zaprojektowała i zbudowała makietę, która miała stanowić tło dla wymyślonych przez nią opowieści. Czy faktycznie zamysł Schaapman się powiódł? Niekoniecznie, bo w moim odczuciu magia Mysiego Domku zdecydowanie zdominowała krótkie historyjki. To raczej one stanowią dodatek do tych kunsztownie przygotowanych fotografii, które według mnie są małymi arcydziełami sztuki.


Wyjątkowy domek

Gdy byłam małą dziewczynką z upodobaniem budowałam domki dla lalek. Codziennie powstawały nowe konstrukcje - czasami były to puste kartony, innym razem wznosiłam ściany z książek, wypełniając miniaturowe przestrzenie przypadkowo znalezionymi przedmiotami. Schaapman Mysi Domek zbudowała właśnie z pudełek  i papieru mâché, jego wnętrze zaś wyposażyła autentycznymi materiałami pochodzącymi z lat 50., 60. i 70. XX wieku. Ponad sto pomieszczeń, przejść, zakamarków robi naprawdę niesamowite wrażenie.


Okazuje się, że w środku wciąż jestem tą małą dziewczynką, która każdego dnia stawała się lalkowym architektem. Ostatnio z utęsknieniem wyczekuję wieczorów, gdy po codziennej bieganinie otulam się ciepłym kocem i czytam Lili kolejne przygody małych bohaterów Mysiego Domku.


do utraty tchu blog


Mieszkańcy Mysiego Domku

Przewodnikami po tym niezwykłym miejscu są dwie sympatyczne myszki, Sam i Julia. Sam mieszka z rodzicami i licznym rodzeństwem. Oprócz nich ma jeszcze babcie, dziadków, ciocie, wujków i kuzynów. Sam jest uprzywilejowaną myszką, pochodzącą z zamożnego domu, ale jest nieco wstydliwy i nieśmiały. Julia zaś mieszka tylko z mamą. Choć jej domek liczy wyłącznie jeden maleńki pokoik, a jej życie jest bardzo skromne, to Julia jest bardzo odważną, radosną i rezolutną myszką.

Sam i Julia są najlepszymi przyjaciółmi na świecie i wszystkim się ze sobą dzielą. 


do utraty tchu blog


Oczywiście dwie urocze myszki to nie jedyni lokatorzy tego magicznego miejsca, pełnego ciekawych zakamarków. W Mysim Domku mamy cały przekrój przez gryzoniowe społeczeństwo: są naukowcy, jak tata Sama, jest pisarka, malarz, szmaciarz, dziadek marynarz mieszkający na samej górze i pracownicy kotłowni, która ukryta jest pod domkiem. Mieszkańcy mogą również odwiedzić mydlarnię, pasmanterię, czy sklep z galanterią skórzaną, a każde z tych miejsc jest wypełnione maleńkimi przedmiotami. Wszystko to sprawia, że Mysi Domek jest tak realny, a jednocześnie bajkowy, że oglądanie go to prawdziwa uczta dla oczu.



Zwykłe niezwykłe przygody małych myszek

Po pierwszym spotkaniu z Samem i Julią można mieć poczucie, że ich świat jest łudząco podobny do tego prawdziwego, dziecięcego. Jest wielorodzinny dom, w którym można dostrzec dyskretne podziały klasowe, niewidoczne zaś dla prostych serduszek małych myszek. Jest tajemnicze miejsce i szkatułka pełna skarbów, ukryta pod ruszającą się belką. Są też przygody, które mogą przytrafić się każdemu.


Niezwykłość tej historii tkwi w wyobraźni autorki, która według mnie jest wprost fenomenalna. Jaki trzeba mieć talent, aby stworzyć coś tak doskonałego! Zadziwia mnie staranność i odwzorowanie rzeczywistości, precyzyjność i pomysłowość. Moje zachwyty odnoszą się do szaty graficznej, bo treści mogłyby zostać nieco bardziej dopracowane. Teksty, które stanowią dopełnienie do zamieszczonych fotografii są krótkie, co z pewnością jest zaletą podczas czytania najmłodszym wiercipiętkom. Niemniej można odnieść wrażenie, że zostały one urwane w połowie historii, bo już na kolejnej stronie mamy zupełnie nową scenę. Wszystko to sprawia, iż opowieści o Samie i Julii czyta się jak serial, który serwuje nam całą historię w krótkich kadrach. Na szczęście tę czytelniczą konsternację ratują zdjęcia Mysiego Domku, od których naprawdę ciężko oderwać wzrok.


do utraty tchu blog


Cztery spotkania z Mysim Domkiem

Na serię o przygodach myszek składają się cztery książeczki. W każdej z nich mamy inny temat przewodni, który przenosi Sama i Julię oraz czytelnika w ciekawe miejsce.


  • Mysi Domek. Sam i Julia - to pierwsza część o myszkach, dlatego też znajdziemy w niej opowieści o sympatycznym duecie oraz ich najbliższym otoczeniu;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w teatrze - Sam przygotowuje się do wystąpienia na prawdziwej scenie teatralnej. Musi zagrać na trąbce, ale trochę się denerwuje. Może oczywiście liczyć na niezastąpioną Julię, która - jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało - pomaga mu w próbach. Julia zaś przekona się, że nie powinna zjeżdżać na hulajnodze ze schodów, bo może skończyć się to twardym upadkiem;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w cyrku - do miasteczka przyjeżdża cyrk, prawdziwy cyrk! Rozpoczynają się też upragnione wakacje, ale niestety para mysi przyjaciół musi się na chwilę rozstać, bo Julia wraz z mamą udaje się w cyrkową trasę, bowiem jej mama będzie gotować  obiady artystom. Mimo rozłąki myszki czeka niezapomniane lato;

  • Mysi Domek. Sam i Julia w lunaparku - czy są na świecie dzieci, które nie ucieszyłyby się z wizyty w krainie pełnej zabawek? Piłeczki, tor z autami, tunele, karuzele... Niestety każda taka atrakcja jest niesamowicie droga. Przekonają się o tym Sam i Julia. Myszki nie mają aż tyle pieniędzy, aby skorzystać z takich atrakcji. Mają jednak plan, jak zarobić na bilety do wesołego miasteczka.


do utraty tchu blog


Wszystkie cztery książki oprawione są w twardą okładkę, w środku kryjąc treści i piękne fotografie na dobrej jakości papierze. Kunsztowne wykonanie - zarówno Mysiego Domku, jak i pracy wydawniczej - to zdecydowanie wielka zaleta tej serii.


Mysi Domek Kariny Schaapman to niezwykle ciepła, pełna zabawnych anegdot, opowieść o przyjaźni dwóch myszek, który razem są gotowe dokonać znacznie więcej, niż ich małe rozumki są w stanie pojąć. Jedno ma to, czego drugiemu brakuje i odwrotnie. Duet idealny. 




Pozostając wciąż pod ogromnym wrażeniem książek o Mysim Domku, szczerze polecam!




Dane techniczne

Karina Scaapman
Mysi Domek. Sam i Julia 
Mysi Domek. sam i Julia w teatrze
Mysi Domek. Sam i Julia w cyrku
Mysi Domek. Sam i Julia w lunaparku

Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Mysi Domek
Oprawa: twarda

"Blogostrefa" w wersji papierowej! Kulisy powstawania drugiego numeru czasopisma dla blogerów

"Blogostrefa" w wersji papierowej! Kulisy powstawania drugiego numeru czasopisma dla blogerów

do utraty tchu blog


Gdy prawie trzy lata temu opublikowałam swój pierwszy wpis na blogu, nie zastanawiałam się nad tym, z czym to się wiąże. Przyświecał mi jeden cel - chciałam pisać. Nie wiedziałam jeszcze, że blogowanie rządzi się swoimi prawami, że będę musiała się dokształcać, dbać o zasięgi, poświęcać temu coraz więcej czasu, a o zarządzaniem własnym wizerunkiem nie myślałam wcale. 


Dziś, 185 wpisów później, jestem nieco mądrzejsza, ale tylko trochę, bo mój blog nadal jest bardziej po mojemu i bywa oporny na blogowy marketing. Gdybym jednak miała zacząć w tym miejscu, w którym jestem teraz, pewnie wiele rzeczy zrobiłabym już na początku, nie popełniałabym tych samych błędów, ale przede wszystkim byłabym świadoma, że spójny i autentyczny wizerunek blogera to kwestia, o którą należy zadbać od pierwszego wypuszczonego tekstu w sieci. Co prawda, pocieszające jest, że nie jestem osamotniona w blogowym błądzeniu, ale z szacunku do swojej pracy i czasu wolałabym tego uniknąć.



Jak się nie sprzedać i nadal pozostać sobą? 

Zarządzanie wizerunkiem blogera 


Tworząc w sieci bardzo łatwo popaść w pułapkę lajków, statystyk i chęci bycia top ⇧. Dążąc do blogowego sukcesu jesteśmy w stanie wiele poświęcić, nawet własną twarz. Naturalność i autentyzm szybko mogą zostać zastąpione kreacją, która niekoniecznie jest zgodna z naszymi przekonaniami, ale za to skutecznie zwiększa zasięgi i dostarcza kolejnych ofert współpracy. Owszem, Internet to dobry sposób na biznes i nie ma nic w tym złego. Jednak mnie wciąż zastanawia, jak odnaleźć ten złoty środek pisząc w sieci? Jak tworzyć i się nie sprzedać? Jak pozostać sobą w blogowaniu?


Ten dyskusyjny temat budzi również Wasze zainteresowanie, co zaznaczaliście w wypowiedziach konkursowych na naszym profilu facebookowym. Jako redakcja magazynu dla blogerów chcemy wyjść Wam na przeciw, dlatego w kolejnym numerze "Blogostrefy" pojawi się tekst o zarządzaniu własnym wizerunkiem w sieci. Z ogromną radością podjęłam się napisania tego artykułu, ale mam w sobie jednak nieco pokory i doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jestem ekspertem od blogowego marketingu. Najlepiej szukać inspiracji u tych, którzy odnieśli sukces i faktycznie mają czym się pochwalić. Z tego też powodu zaprosiłam do współpracy 5 rozpoznawalnych internetowych twórców, których pozycja w polskiej blogosferze jest ugruntowana, a ich doświadczenie w branży godne uwagi. Jeśli jesteście ciekawi kto opowiedział mi o swoim sposobie na blogowy sukces oraz zdradził jak umiejętnie zarządzać wizerunkiem w sieci, to serdecznie zapraszam Was do lektury drugiego numeru magazynu.



"Blogosfera" w wersji papierowej


Po premierze czasopisma marzył się Wam papier. Nie ma co ukrywać, nam również. Dlatego nie mogło stać się inaczej i drugi numer "Blogostrefy" będziecie mogli przeczytać nie tylko w wersji elektronicznej (PDF), ale i papierowej. Co więcej, ruszyła już przedsprzedaż. Czasopismo możecie kupić w sklepie na naszym portalu: 


Przygotowaliśmy dla Was naprawdę korzystne ceny. Przekonajcie się sami ⇨ Blogostrefa/SKLEP.



do utraty tchu blog


"Blogostrefa" - twórcy dla twórców


Od początku podkreślałyśmy, że magazyn będzie tworzony nie tylko przez nas, sześcioosobowy zespół redakcyjny, ale będziemy zapraszać do współpracy również innych twórców i specjalistów, aby dostarczyć czytelnikom jak najwięcej wartościowych treści. Każda z redaktorek wybiera swój podzespół, który współtworzy artykuły do kolejnych numerów. Tym razem udało mi się nawiązać aż 5 owocnych współprac:

  • Kasia Rakowska zdradzi tajniki YouTube'a, a zna się na rzeczy, bo z powodzeniem nagrywa już od lat. Początkowo prowadziła kanał typowo kobiecy, obecnie zaś towarzyszy jej urocza Megi, która jest... buldogiem francuskim i to właśnie Megi jest bohaterką nowego kanału Kasi;

  • Kasia Targosz, która znana jest w Internetach jako Matka Na Szczycie opowie o tym, dlaczego warto wyruszyć w drogę w... listopadzie! Jeśli zastanawiacie się, czy znajdzie się takie miejsce, które skłoni kogoś do opuszczenia jesiennego kokonu, to gwarantuję Wam, że Kasia Wam o nim opowie;

  • Pozostając w temacie jesieni, chciałabym Was zaprosić również do lektury artykułu Joli Piasty, która kusi na swoim blogu Make Life Tasty obłędnymi daniami i zdjęciami, od których zapiera dech w piersi. Jola podzieli się z nami przepisem na jesienne smutki, a zrobi to w wyjątkowo ciepły i klimatyczny sposób. Tak, jak to Jola potrafi najlepiej;

  • Skoro było coś dla duszy, to teraz pora na ciało! Manicure hybrydowy to trend, który utrzymuje się wciąż w czołówce od kilku sezonów. Jeśli są tu panie, które zastanawiają się, jak umiejętnie dbać o takie paznokcie oraz, co będzie modne w nadchodzących miesiącach, powinny zajrzeć do tekstu Agaty Dragun, autorki bloga Freewolność;

  • Na koniec zostawiłam artykuł Kamili Paszelke, autorki bloga Uważniej, która podzieliła się swoją wiedzą i poruszyła temat, który wciąż jest w pewien sposób społecznym tabu, bo niewygodny, drażliwy, krępujący. Niesamowicie ważny to tekst, dlatego gorąco zachęcam Was do lektury.



Premiera drugiego numeru "Blogostrefy" już wkrótce!


Tak, to już w październiku będziemy znów mogli przekazać w Wasze ręce efekt naszej dwumiesięcznej pracy. W kolejnym wydaniu znajdziecie mnóstwo blogowych porad, garść konkretów, motywacji do rozwoju, ale i inspirujących rozmów, wartościowej literatury... Szeroki wachlarz tematyczny sprawi, że z pewnością każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie, i wcale nie musi być blogerem, aby sięgnąć po "Blogostrefę". 😉


Do przeczytania!



____________________________
Kolejny numer magazynu możesz zamówić ⇨ TU.

#UWAŻNIEJ / sierpień - wrzesień

#UWAŻNIEJ / sierpień - wrzesień

do utraty tchu blog


Ostatni wpis z tej serii pojawił się na początku sierpnia i był podsumowaniem lipca. Nie zapomniałam, ta prawie dwumiesięczna przerwa była przemyślaną decyzją. Ostatnie tygodnie były dla mnie szalone, a zarazem wyciszające. Nie pomyliłam się, dokładnie tak było. 😉 Jeśli jesteście ciekawi, co zaprzątało moja głowę w sierpniu i wrześniu, to serdecznie zapraszam Was do lektury. 



CZUJĘ jesień i... jest mi z tym dobrze! Tak, jak przypuszczałam, wraz z nadejściem września w końcu zaczęłam zwalniać, a tym samym odpoczywać. Po wielu intensywnych dniach potrzebowałam ciszy i spokoju. Uporałam się ze wszystkimi pilnymi zleceniami i mogę bez wyrzutów sumienia cieszyć się tym, co tu i teraz. Oglądam, czytam, ale przede wszystkim łapię wspólne chwile z Lilką. 


Nasza dziewczynka od września rozpoczęła swoją przygodę ze żłobkiem i po prostu nie mogę wyjść z podziwu dla jej dzielności. Lilka to fighterka. Nie płacze podczas rozstań, co więcej - tak się rwie do dzieci, że czasami nie zdążę ukraść jej buziaka. Ostatnio choroba trochę  pokrzyżowała nam plany, ale nie poddajemy się. 



PRACUJĘ NAD Blogostrefą. Nic się nie zmieniło, czasopismo nadal zajmuję większą część mojego wolnego czasu. Oddałam już cały zgromadzony materiał do drugiego numeru, ale to nie oznacza, że praca nad kolejnym wydaniem dobiegła końca. Podjęłyśmy decyzję, że drugi numer magazynu zostanie wydany tradycyjnie, na papierze. To jest powód do ogromnej radości, ale także duża odpowiedzialność. Z całego naszego redakcyjnego serca chciałybyśmy, aby efekt naszej pracy spotkał się z Waszym uznaniem. Niebawem opowiem Wam nieco więcej o moim wkładzie w kolejny numer Blogostrefy, zdradzę również kogo zaprosiłam tym razem do współpracy. Ale to za jakiś czas. Bądźcie cierpliwi. 


Ponadto chciałabym Was poinformować, że ruszyła już przedsprzedaż czasopisma i możecie już zakupić kolejny numer zarówno w wersji elektronicznej, jak to było w przypadku pierwszego numeru, ale także w papierze. Przygotowałyśmy również niespodziankę - pierwszych 50 osób, które zdecydują się na zakup wersji papierowej, otrzyma PDF gratis.

Drugi numer Blogostrefy możecie kupić TU. Wysyłka zakupionych egzemplarzy ruszy 17 października.



do utraty tchu blog



CHCIAŁABYM znów tchnąć ducha w Do utraty tchu. Uwielbiam to miejsce. Dzięki blogowaniu poznałam tyle wspaniałych ludzi, w moim życiu wydarzyło się mnóstwo dobrych rzeczy i naprawdę żal mi tej pracy, którą włożyłam w prowadzenie bloga. Powrót do pracy, czasopismo i to, co realne - to wszystko sprawiło, że na blogu osiadł kurz, a wpisy pojawiają się znacznie rzadziej. Jednak wraz z nadejściem jesieni czuję potrzebę przyłożenia się i zaglądania tu nieco częściej. Mam nadzieje, że będziecie mi towarzyszyć. 😊 A jeśli przegapiliście, to nieśmiało przypominam, że na łamach bloga w sierpniu i wrześniu pisałam:




CZYTAM znacznie więcej i to jest powód do radości! Niedawno przeczytałam najnowszą powieść Jojo Moyes, We wspólnym rytmie. Nie była to książka, która zmieniła moje życie i która wniosła w nie coś, co zostanie ze mną na dłużej. Niemniej po raz kolejny przekonałam się, że uwielbiam pióro tej autorki. Właśnie za to, że o sprawach codziennych pisze w niepowtarzalny sposób. Książki Moyes to dla mnie magia dnia powszedniego. 



do utraty tchu blog



SŁUCHAM przeważnie dziecięcych przebojów, przy których wywijamy z Lilką jak rażone prądem dżdżownice. 🙈 Nasze dziecko, jak my, uwielbia muzykę i bez niej nie wyobrażamy sobie dnia. Moim ostatnim odkryciem jest Zayn, na którego mogłabym patrzeć godzinami. 😍😂 Ale, ale! Żeby nie było, to doceniam również jego talent wokalny, a w duecie z Sią tworzy coś wspaniałego. Mam ciary za każdym razem, gdy słyszę ich razem. 





JESTEM WDZIĘCZNA za ten cichy czas. Jesień kołysze mnie swoją deszczowym rytmem, czasami grzeje wrześniowym słońcem, a ja staram się korzystać z każdej wolnej chwili. Niech tak będzie. Jak najdłużej.



Z Lilusiowej biblioteczki: Astrid Desbordes o miłości i rodzeństwie

Z Lilusiowej biblioteczki: Astrid Desbordes o miłości i rodzeństwie

do utraty tchu blog


Niekiedy o sprawach ważnych nie potrafimy rozmawiać w sposób prosty i zrozumiały. Wydaje nam się, że potrzebują one oprawy, ozdobników i peanów. Zapętlamy myśli, zawiązujemy na supeł słowa i zamykamy w sobie to, co powinno codziennie być wypuszczane w świat. Gubimy się w emocjach, odgradzamy od tego, co trudne do wyrażenia. Niepotrzebnie komplikujemy to, co w rzeczywistości jest bardzo łatwe i naturalne. 


Jak opowiedzieć o miłości, która jest niezmierzona? Jak zamknąć ocean uczuć w szklance dwóch słów? Okazuje się, że wszystko jest możliwe. Wystarczy sięgnąć po odpowiednią literaturę. 


Astrid Desbordes w dwóch swoich książkach udało się ująć to, co leży u podstaw rodzinnych relacji. Cierpliwość, wyrozumiałość, oddanie, bezinteresowność, chęć poznania i wreszcie miłość. Miłość i jej kontynuacja Moja młodsza siostra to niesamowicie przejmujące opowieści o bezmiarze pojemności ludzkiego serca. 



Miłość Astrid Desbordes


do utraty tchu blog


Na długo przed tym zanim zostałam mamą wiedziałam, że nie będę miała trudności z okazywaniem i mówieniem o uczuciach do swojego dziecka. Nie pomyliłam się. Przychodzi mi to równie łatwo, jak oddychanie. Bo ta miłość jest właśnie dla mnie jak powietrze. Mam jednak świadomość, że jest wiele osób, którym czynią to z trudnością. Dlatego sądzę, że książka Miłość Astrid Desbordes jest szczególnie adresowana do nich.


- Powiedz, mamo, czy będziesz mnie kochać całe życie?

Zwykłe tak nie wystarczy małemu człowiekowi, który chciałby zrozumieć to, co dzieje się w jego główce, chłonnej jak gąbka. Jak więc opisać, że miłość rodzica do dziecka jest nieskończona, bezinteresowna i po prostu na zawsze?


Astrid Desbordes postanawia pokazać to, co mamy na wyciągnięcie ręki. Codzienność, wspólnie spędzone chwile - te udane, które chwytają za serce, ale i te ciężkie, które buzują w nas jak wulkan złości. Bo w tym dniu powszednim kryje się miłość. W każdym geście, spojrzeniu, słowie.


do utraty tchu blog



Autorka dotknęła jeszcze jednej bardzo ważnej sprawy. Uczyniła to subtelnie, ale odczuwalnie. 


Kocham cię, bo jesteś moim dzieckiem,ale nigdy nie będziesz tylko mój.


Zapominamy o tym. Wielokrotnie. Ta mała osóbka, która spogląda na nas każdego dnia, której przekazujemy świat, którą otaczamy ochronnym parasolem kiedyś będzie kroczyć własną drogą. Będzie żyła z innymi ludźmi. Nie róbmy tak, aby nam było wygodniej. Dołóżmy wszelkich starań, aby wypuścić z rodzicielskich objęć porządnego człowieka, z którego będziemy dumni.



Moja młodsza siostra Astrid Desbordes


do utraty tchu blog


Pojawienie się rodzeństwa w życiu każdego dziecka to musi być ogromne przeżycie. Trzeba się przesunąć i zmniejszyć przestrzeń, którą miało się na wyłączność. Należy się dzielić, a czasami zająć tylko sobą. To musi być szalenie ciężkie. Nie wiem tego na pewno, bo jestem pojedynczą mamą i najmłodszą z rodzeństwa. Jednak, gdy nadejdzie ten dzień, gdy będę musiała się z tym zmierzyć, to chciałabym, aby Lili poznała historię Archibalda i jego maleńkiej siostrzyczki.


Moja młodsza siostra Astrid Desbordes to urocza i wzruszająca opowieść o uczuciach miedzy rodzeństwem widziana oczami starszego brata. To czas oczekiwania, odsunięcia i niekiedy samotności, poznawania się, wspólnej zabawy i kłótni, ale przede wszystkim radości, jaką można czerpać z życia w rodzinie. 


do utraty tchu blog



Proste i krótkie zdania, jasny przekaz oraz przykłady dobrze znane małemu dziecku to zdecydowanie ogromna zasługa przystępności książek Astrid Desbordes. Autorka z czułością i naturalnością przekazuje to, co stanowi clou relacji w rodzinie. 


Na szczególną uwagę zasługą również subtelne ilustracje, utrzymane w pastelowych tonach autorstwa Pauline Martin, które wypełniają karty obu książek. Staranność i sugestywność szaty graficznej to ogromny atut tego wydania. 


do utraty tchu blog



Wyjątkowo nastrojowe i urokliwe. Misterne i dopracowane. Takie są właśnie książki Astrid Desbordes z ilustracjami Pauline Martin.


Szczerze polecam!



Dane techniczne

Astrid Desbordes
Miłość
Moja młodsza siostra

Ilustracje: Pauline Martin
Wydawnictwo: Entliczek
Oprawa: twarda

Codzienność w rytmie slow

Codzienność w rytmie slow

do utraty tchu blog


Pojęcie slow life funkcjonuje w społeczeństwie od dłuższego czasu i wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Zawładnęło mediami społecznościowymi, w których dominują idealnie wystylizowane kadry z niespieszną codziennością w tle, a blogi o powolnym i uważnym życiu pojawiają się w sieci jak grzyby po deszczu. Czy świadome podejście do otaczającego świata to tylko sezonowy trend? Czy możliwa jest rezygnacja z tak powszechnego dziś biegu dnia powszedniego? 


Przez ostatnie lata sama ulegałam tej modzie. Posprzątałam swoje życie, poukładałam porozrzucane myśli w głowie i ustaliłam priorytety. Dokonałam tego wyboru z pełnym przekonaniem o jego słuszności i dziś jestem pewna, że to jest właściwa droga. Niekiedy bywa ciężko i moja uważność gubi się w stosie obowiązków i pośpiechu, ale pracuję nad nią każdego dnia. 


Czym jest dla mnie slow life i jak udaje mi się powiązać tę "powolną" filozofię życia z moją wielozadaniowością? 


do utraty tchu blog


W swoim rytmie

Choć slow life rozgościło się w naszej świadomości na dobre, to jednak wiele osób nadal ma problem z właściwą interpretacją tego pojęcia. To nie jest pochwała ślimaczego, leniwego życia, a raczej afirmacja świadomego i uważnego podejścia do niego. Skoncentrowanie się na tym, co dla nas najważniejsze, wyciszenie i odnalezienie harmonii - tak powinniśmy postrzegać slow life. Absolutnie nie oznacza to, że teraz każdy powinien rzucić dotychczasowe zajęcie, przenieść się na łąki zielone z drewnianą chatką i oddychać świeżym powietrzem. Kluczową kwestią jest złapanie odpowiedniego rytmu i zachowanie balansu. 


Kiedyś zdarzało mi się przekładanie spraw nieistotnych, powierzchownych nad potrzeby swoje i bliskich. Praca była dla mnie priorytetem, ponieważ wciąż żyłam w przeświadczeniu, że powinnam być wdzięczna za to, że w ogóle ją mam. Dziś jestem zdecydowanie mądrzejsza, a może po prostu dojrzałam do pewnych decyzji. Znam swoją wartość, wiem ile włożyłam czasu i energii w to, w jakim jestem miejscu teraz. Przewartościowanie i dogłębna selekcja priorytetów była u mnie powolnym procesem. Nie dokonałam tego z dnia na dzień, lecz sukcesywnie uczyłam się pozbywać śmieciowych elementów mojej rzeczywistości. W końcu doszłam do momentu, gdy moje życiowa lista zadań jest prosta i jasna, a ja wiem, na czym się skupić. 



Patrz uważniej

Potrzeba pogłębienia świadomości obudziła we mnie uśpione pokłady optymizmu. Zdecydowanie wolę patrzeć na świat z uśmiechem, cieszyć się każdą drobnostką, wspólnie spędzonymi chwilami. Nie czekam już na to, co przyjdzie, tylko czerpię garściami z chwili obecnej. 


Dopiero niedawno przyznałam się przed sobą, że blog i cała związana z tym cyberprzestrzeń nie jest już dla mnie tak ważna, jak dawniej. Zrozumiałam, że to tylko dodatek, z którego mogłabym w każdej chwili zrezygnować, bo istotne jest to, co tu i teraz. Stąd moje wycofanie i brak spiny, że muszę. Mogę, jeśli chcę. To wiele zmienia. 


do utraty tchu blog


Delektuj się i dokonuj świadomych wyborów

Uwielbiam jeść, ładnie się ubrać i zadbać o siebie. Pod tym względem nic się nie zmieniło, ale odkąd jest z nami Lili zdecydowanie sumienniej przyglądam się temu, na co wydaję pieniądze. Staram się planować posiłki, bo dzięki temu łatwiej mi pilnować, aby było to jak najmniej przetworzone i korzystne dla naszego zdrowia. Podobnie jest z garderobą, którą ograniczam do minimum. Częściej również sięgam po naturalne kosmetyki i te z prostym składem.



A może smart life?

Życie w rytmie slow nie jest uniwersalną i idealną metodą zarządzania własnym czasem. Każdy przecież ma inne potrzeby i dążenia. Jednak dla mnie to właściwa droga, aby czuć się szczęśliwą i spełnioną. Nie dbam o perfekcyjność rodem z instagramowych kont, nie podążam za modą wyznaczaną przez social media. Kroczę w rytm własnego serca i sumienia. Nadal zdarza mi się błądzić, żonglować obowiązkami, które niejednokrotnie spadają mi na głowę jak nieumiejętnie podrzucane piłeczki. Łączenie bycia pracującą zawodowo oraz blogująca mamą i żoną nie jest łatwe. Ale możliwe. Jeśli tylko posegreguje się odpowiednio narzucone role. 


Umiar, zdrowy rozsądek oraz umiejętność określenia własnych potrzeb to gwarancja spokoju i harmonii w życiu codziennym. W życiu, w którym na wyciągnięcie ręki mamy drugiego człowieka, a nie sztucznie wykreowany świat, ukryty za szklanym ekranem.



Z Lilusiowej biblioteczki: seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

Z Lilusiowej biblioteczki: seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

do utraty tchu blog


Miałam tę przyjemność, że wychowałam się na wsi. Do dziś pamiętam mięciutkie, żółciutkie kurczaczki, którym wyjadałam płatki owsiane. Stado gęsi, przed którymi uciekałam w popłochu. Ciepłe kakao z mlekiem prosto od krowy. Pamiętam coś jeszcze - wilgotne, chrumkające ryjki świń. Nie przeszkadzały mi ich wiecznie umorusane kopytka i wątpliwy zapach, który rozchodził się w chlewiku. Dla małej dziewczynki, którą wówczas byłam, świat ten każdego dnia otwierał drzwi kolejnej niesamowitej przygodzie. 


Dziś spoglądam na Lili, tak bardzo ciekawą tego, co wokół. Dotyka, smakuje, poznaje. A ja z nią. To czysta radość. Obecnie jesteśmy na etapie zwierząt. Szczekamy, miauczymy, muczymy, kwoczemy, a najczęściej chrumkamy. Wszystko za sprawą Bolusia, bohatera serii książeczek o niesfornym prosiaczku autorstwa Barbro Lindgren



Seria książek o prosiaczku Bolusiu autorstwa Barbro Lindgren

 

Mam słabość do literatury skandynawskiej dla dzieci. Podobają mi się niebanalne historie, okraszone prostym językiem i pięknymi, często humorystycznymi ilustracjami. Dlatego tak bardzo polubiłam pozycje, które oferuje Wydawnictwo Zakamarki, specjalizujące się w dziecięcej literaturze szwedzkiej. Jakiś czas temu dzieliłam się z Wami wrażeniami na temat serii Co wokoło Lotty Olson i choć od tamtego czasu minęło już kilka miesięcy, my z Lilką nadal podczytujemy te cztery urocze książeczki. Dziś zaś chciałaby Wam pokazać świat Bolusia, krnąbrnego i niezmiennie rozśmieszającego mnie prosiaczka.



do utraty tchu blog


Barbro Lindgren opisała historię Bolusia w trzech książeczkach. W każdej z nich chrumkający dwulatek pozwala nam poznać się od innej strony. Raz jest na tyle odważny, aby wyprowadzić się z domu. Innym razem jest starszym bratem, który bardzo, ale to bardzo pragnie coś pomiętosić, ale mu nie wolno. Za to może wyjść z małym prosiaczkiem na dwór, ale nie mogą iść w pewne miejsce, więc tuż po przekroczeniu progu domku idą prosto tam... 😂 Niemożliwy jest ten Boluś - psotny jak to dwulatek, uparty jak osiołek, ale ubłocony jak prawdziwa świnka.


Opowieść Barbro Lingren odznacza się nieskomplikowanym językiem, za pomocą którego sprawnie przedstawia codzienność widzianą oczami dwulatka. Jeśli czegoś nie wolno, ale bardzo się tego chce, to przecież można. Wszystkie wybryki Bolusia uruchamiają lawinę niefortunnych zdarzeń, które bawią do łez. W duecie z niesztampową grafiką autorstwa Olofa Landströma to niesamowity obraz małej istoty, która stara się zrozumieć otaczający ją świat. To, co siedzi w jej główce, wierci w brzuszku i popycha golonki w miejsca zakazane.


Seria o Bolusiu to trzy książki, zamknięte w twardej oprawie. Z powodzeniem można czytać je oddzielnie, ale poznając historię prosiaczka w całości dostrzeżemy w pełni charakternego dwulatka.


Ależ, Bolusiu!


Czasami każda mama sądzi, że trzeba koniecznie coś posprzątać, poukładać, wyprać, ugotować... Nijak to się ma do zamierzeń tych nieco młodszych. Bolusiowi bardzo nie podoba się, że jego mamusia tylko sprząta i chrumka, sprząta i chrumka... A jak postanawia, że Bolusiowego Chrumtaska należy wyprać, to już w ogóle koniec prosiaczkowego świata. Boluś postanawia wynieść się z domu! Raz na zawsze! A na pewno raz... do końca dnia. 😁 


do utraty tchu blog



Och, rozumiem Bolusia doskonale. Gdy byłam małą dziewczynką z upodobaniem przywdziewałam fioletowe szpilki mojej mamy, przewieszałam sobie torebkę przez ramię, którą ciągnęłam po ziemi i z ukochaną lalką pod pachą opuszczałam dom rodzinny. Co to były za przygody - wolność, hasanki, śpiewy, a to wszystko na odległość kilku metrów od domu. 😂



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Ładnie, Bolusiu!


Boluś ma braciszka. Braciszek ma zaś coś, co Boluś bardzo by chciał, ale nie może. Jak to jest za duży?! W główce Bolusia to się nie mieści, a ryjek już otwiera się, aby pomiętosić to, czego nie wolno...



do utraty tchu blog


I znów historia Bolusia jest mi bliska. Co prawda, Lilka oszczędziła nam traumy oduczania, zabierania i godzin rozpaczy. Jako kilkumiesięczna dziewczynka odrzuciła obiekt pożądania małego prosiaczka. Nie to, co ja! O nie! Ja byłam nieustępliwa, jak Boluś. Moją historię mogliście poznać przy okazji opowieści o Puciu, który wymawiał pierwsze słowa.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Chrum, chrum, Bolusiu!


Ostatnia z przygód Bolusia i jego małego braciszka rozczula mnie najbardziej. Rozbrajająca szczerość uczuć, które malują się na ryjkach prosiaczków chwyta za serce. Niesforność, naiwność, nieposkromiona radość, rozrzewnienie, strach i zagubienie, wdzięczność i szczęście pomieszane z poczuciem bezpieczeństwa. Emocjonalne puzzle, które układają się w portret dwulatka.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Trylogia o upartym prosiaczku Barbro Lindgren to niesamowicie autentyczny obraz dwulatka, który bawi i jednocześnie uczy. Jednak to nie tylko lekcja percepcji rzeczywistości dla dzieci. To również sposobność zdystansowania się rodziców do codziennie wykonywanych czynności, które w oczach maluchów jawią się zupełnie inaczej.


Ogromnym atutem są tu z pewnością ilustracje Olofa Landströma, które wypełniają pastelowymi barwami świat Bolusia, tworząc zgrabną całość z prostą i zwięzłą treścią.


Przygody Bolusia to smaczny kąsek zarówno dla małych, jak i dużych literackich smakoszy.  



Gorąco polecam!



Dane techniczne

Barbro Lindgren
Ależ, Bolusiu!
Ładnie, Bolusiu! 
Chrum, chrum, Bolusiu! 

Ilustracje: Olof Landström
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: twarda
Sugerowany wiek: +0



10 filmów na jesienne wieczory

10 filmów na jesienne wieczory



Od kilku dni intensywnie odczuwam nadchodzącą jesień. Łudzę się, że wrzesień nie będzie tak okropny, a ja będę miała jeszcze możliwość przejechania kilku kilometrów na rowerze. Nie zmienia to jednak faktu, że wieczory bywają już znacznie chłodniejsze i zdecydowanie wolę je spędzić w domowym zaciszu - odpocząć, skreślić kilka słów, poczytać lub po prostu obejrzeć dobry film. 


Przez ostatnie miesiące skrupulatnie notowałam tytuły filmów, które są naprawdę godne polecenia. Długie przeszukiwanie internetów i żmudne wklepywanie w wyszukiwarkę "film na wieczór" skłoniło mnie do stworzenia listy, która być może oszczędzi Wam czasu i nerwów. 😉 Większość to dość świeże produkcje, niektóre wzruszające, niekiedy zabawne, inne zaś wręcz wbijające w fotel, ale każda z nich skłania do myślenia.


Nie będę Wam streszczać fabuły każdego filmu, po prostu do tytułu dołączam zwiastun. Jeśli Was zainteresuje, to nie pozostaje Wam nic innego, jak zaopatrzyć się w odpowiedni prowiant, owinąć się w kocykowy kokon i spędzić miło czas. 



10 filmów na jesienne wieczory

 

1. Capitan Fantastic (2016)

   

 

 

2.  Ukryte działania / Hidden Figures (2016)

 

 

 

3. Ukryte piękno / Collateral Beauty (2016)




4. Wstrząs / Concussion (2015)




5. Sama Przeciw wszystkim / Miss Sloane (2016)




6. Azyl / The Zookeeper's Wife (2017)




7. Shot Caller (2017)




8. Był sobie pies / A Dog's Purpose (2017)




9.  W starym, dobrym stylu / Going in Style (2017)




10. Balerina / Ballerina (2016)





Komedia, dramat, thriller, familijny, animacja, biograficzny. Taka rozpiętość gatunkowa chyba pozwoli wielu z Wam znaleźć coś ciekawego dla siebie. 😉 Gorąco polecam Wam każdy z wymienionych filmów i z niecierpliwością czekam na Wasze propozycje. Może znacie jakiś wciągający serial/film? Koniecznie dajcie znać, czy jest coś godnego obejrzenia. 😊


Muffiny marchewkowe z ziarnami i żurawiną

Muffiny marchewkowe z ziarnami i żurawiną

do utraty tchu blog


Wakacje. Nic nie muszę, ale mogę, jeśli tylko chcę. Chyba, że to Lilka. To wtedy muszę - tu nie ma mowy o wolnym, nocy czy dniu. 😁 Tak, czy inaczej miałam  nieco więcej czasu i mogłam w końcu coś upiec. Bez pośpiechu, w swoim rytmie, kołysana kojącym głosem Ayo. Upiekłam muffiny, które zjadaliśmy ciepłe tuż po wyjęciu z piekarnika. Miękkie ciasto rozpływało się na języku, a korzenny aromat rozchodził się po kuchni skąpanej w popołudniowym cieniu. Lubię ten międzyczas, gdy wszystko zastyga na sekundę.


Ukochałam sobie końcówkę sierpnia, kiedy to celebruję z najbliższymi kolejne moje urodziny. Jednak to również czas graniczny - między tym, co już było a tym, co czai się za rogiem.

Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. 

Tove Jonsson

Uwielbiam te słowa, które najpełniej oddają moje przywiązanie do sierpnia. I choć powinno mi być żal, że to już koniec, to jednak z lekkim utęsknieniem wyglądam jesieni. Długich wieczorów, przydużych swetrów, litrów wypitego kakao i niezliczonych przeczytanych stron książki lub obejrzanych filmów. Jeszcze zapach cynamonu i migoczące światło świecy. Czeka nas niezwykły czas, prawda? 😊



Muffiny marchewkowe z ziarnami i żurawiną

 
do utraty tchu blog

 

Lista składników:

(porcja na 12 muffinek)
 
  • około 200 g startej marchewki (dodaję na oko 😉);
  • 2 szklanki mąki;
  • 1/2 szklankę miodu;
  • 1/2 szklanki oleju;
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ziarna wedle uznania (dodałam pestki słonecznika, siemię lniane i żurawinę);
  • cynamon (może być przyprawa korzenna).


 

Sposób przygotowania

Marchewkę obierz i zetrzyj na tarce. Następnie w jednej misce połącz składniki suche: mąkę, proszek do pieczenia, cynamon oraz ziarna. W drugiej zaś wymieszaj mokre: marchewkę, miód i olej. Kolejno do mokrych składników stopniowo dodaj suche i delikatnie wymieszaj. 

Ciasto wyłóż do foremek i piecz przez około 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 180ºC.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


W naszym domu ten przepis na muffiny jest jednym z ulubionych, a wypieki znikają w mgnieniu oka. Są syte, wilgotne i świetnie sprawdzą się zarówno na śniadanie, kolację, czy do kawy. Ponadto wykonuje się je błyskawicznie. 


Smacznego!


 

Z Lilusiowej biblioteczki: "Poznaj Pettsona i Findusa" Sven Nordqvist

Z Lilusiowej biblioteczki: "Poznaj Pettsona i Findusa" Sven Nordqvist

do utraty tchu blog


Między żółtymi, roziskrzonymi od letniego słońca polami a zielonymi łąkami, na szwedzkiej prowincji mieszkał pewien staruszek. Miał chatkę z drewutnią i kury wysiadujące ciepłe jajeczka. Tuż za domem rozciągał się ogród, pełen pachnących owoców i warzyw. Choć życie Pettsona było spokojne, co rano budziły go odgłosy z kurnika, a powietrze ciężkie było od zapachu skoszonego siana, to jednak bywały chwile, że staruszek czuł się bardzo samotny...


Pewnego dnia w jego wypełniony ciszą i uporządkowany świat wkroczył niecodzienny gość - kot Findus. Nie myślcie sobie, że to taki leniwy kocur, który spędza dzień na drzemkach, przerywanych powolnymi spacerami. O nie! Otóż Findus to rezolutny kociak, który nosi pasiaste ogrodniczki, a w głowie mu psoty i figle. Do tego potrafi mówić! Od tej pory Pettson ma pełne ręce roboty, wciąż biega za tym wyjątkowym kotem. Jednak mimo niezliczonych szaleństw i gwaru staruszek czuje, że przyjaźń z Findusem to najwspanialsza rzecz, jaka go spotkała.

Poznajcie Pettsona i Findusa. 



Poznaj Pettsona i Findusa Sven Nordqvist



do utraty tchu blog


Urok Findusa polega na tym, że nawet zwykły dzień potrafi uczynić magicznym, pełnym uśmiechu i zabawy. Tym razem wpadł na pewien pomysł - pochował różne rzeczy w gospodarstwie Pettsona, a zadaniem starszego pana było podążanie zgodnie ze wskazówkami kota. Choć idea zabawy wymyślonej przez Findusa jest powszechnie znana, to nie jest to takie proste zadanie dla jego przyjaciela. Pettson może jednak liczyć na pomoc mieszkających z nim zwierząt, a rozwiązanie zagadki może okazać się bardzo aromatyczne i niesłychanie smaczne...


Seria o uroczym staruszku Pettsonie i jego niesfornym kocie Findusie należy do jednych z moich ulubionych, a powoli wkrada się również w serduszko Lilki. Na pierwsze spotkanie z bohaterami Svena Nordqvista i mojej piętnastomiesięcznej córeczki wybrałam książeczkę, która ma teksturowe kartki. Bardzo mnie to cieszy, że popularne pozycje, które zazwyczaj adresowane są do nieco starszych odbiorców, zaczynają być wydawane właśnie w twardej oprawie. To ogromne ułatwienie dla małych rączek, które coraz lepiej radzą sobie z kartkowaniem. 


Tekst książeczki, choć troszeczkę dłuższy, napisany jest przystępnym i zrozumiałym językiem. Nie zraża mnie niemożność doczytania książeczki od deski do deski. Lili jest jeszcze na etapie oglądania, wskazywania paluszkiem interesujących elementów grafiki i tylko chwilami ma ochotę na wysłuchanie całej opowieści. Jednak obcowanie z literaturą daje liczne możliwości, pozwala na odnalezienie wspólnego języka z małym, ciekawym świata człowiekiem.


do utraty tchu blog


Poznaj Pettsona i Finbdusa Svena Nordqvista można czytać na wiele sposobów. Możliwości jest wiele, wystarczy tylko poddać się magii czytania. 😊 Z tymi najmniejszymi maluchami warto obejrzeć książeczkę, pobawić się w nazywanie zwierząt przy pomocy wyrazów dźwiękonaśladowczych. To również dobry czas na naukę kartkowania. Z nieco starszymi, ale tylko troszeczkę można pobawić się w skrócone czytanie i wyszukiwanie mniejszych elementów na obrazkach. Ze starszymi zaś mamy cały wachlarz zabaw z książką - czytać, snuć własne opowieści, wyszukiwać tyci tyci przedmioty na ilustracjach i cieszyć się wspólnie spędzoną chwilą.


Na uwagę zasługuje również szata graficzna, która dla mnie jest szalenie istotna przy wyborze literatury dziecięcej. Autorem ilustracji jest również Sven Nordqvist, który z wyjątkową dbałością  o szczegóły ukazał świat Pettsona i Findusa. Niemniej mimo tej drobiazgowości w grafice całość prezentuje się zgodnie z ideą szwedzkiego porządku i prostoty. Książeczka jest utrzymana w ciepłych, przyjemnych dla oka barwach. Sądzę, że humorystyczne obrazy w szczególności rozbawią tych odrobinę starszych czytelników. 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Seria o Pettsonie i Findusie to zbiór aż dwunastu książek oraz audiobook na płycie. Prezentowana przeze mnie książeczka zdecydowanie przeznaczona jest dla młodszych dzieci, pozostałe zaś pozycje będą cieszyły się uznaniem dzieci powyżej 3 roku życia. Jednak z autopsji wiem, że sugerowany wiek odbiorcy należy rozpatrywać indywidualnie, bo moja mała dziewczynka coraz lepiej radzi sobie z książkami z miękkim stronami. 😉


Między polami i łąkami, w szwedzkiej wiosce mieszka staruszek Pettson i kot Findus. Są tam też kury, krowy i mnóstwo zabawy. Z pewnością nie będziesz się tam nudzić.




Dane techniczne

Poznaj Pettsona i Findusa Sven Nordqvist
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN: 978 83 8008 107 9
Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger