Syrop z kwiatów czarnego bzu

Syrop z kwiatów czarnego bzu


Gdy dwa lata temu otrzymałam od koleżanki słoiczek syropu z kwiatów czarnego bzu, miałam poczucie, że znalazłam wehikuł czasu i znów jestem małą dziewczynką. Niedaleko naszego podwórka stał dom samotnego pana. Jedna ze ścian była zburzona. Zostały po niej jedynie schody, które dawniej prowadziły na ganek. Przesiadywaliśmy na tych popękanych stopniach. Tuż obok rósł ogromny krzew czarnego bzu. Jego woń unosiła się w upalnym powietrzu, mieszając się z zapachem rozgrzanego asfaltu. Dziś nie ma już tego domu. Jest równo skoszony zielony dywan. 


🌸🌼🌸


Przełom maja i czerwca (na Warmii pierwsza połowa czerwca) to czas zbiorów kwiatów czarnego bzu. Wyposażona w przepis od mamy wspomnianej koleżanki postanowiłam, że w tym roku sama zrobię syrop. Wsadziłam Lilkę na rower i pojechałyśmy w pola. 

O niesamowitych właściwościach czarnego bzu możecie przeczytać u Agnieszka Maciąg. Znajdziecie tam również przepis zbliżony do tego, który ja otrzymałam. 

A może ktoś z Was zna już ten specyfik? W następnym roku chyba skuszę się na naleweczkę... 😋😁 U nas obecnie 33 stopnie w cieniu, więc z samego rana przygotowałam dwa dzbanki syropu ze świeżo zerwaną miętą. 


do utraty tchu blog


Poniżej zostawiam Wam szybką instrukcję przygotowania syropu, tym razem w wersji wideo. 👇





Potrzeba całej wioski + VLOG

Potrzeba całej wioski + VLOG


Potrzeba całej wioski, aby wychować dziecko. To jedno z popularniejszych afrykańskich przysłów krąży po sieci i chyba na stałe wpisało się w filozofię Rodzicielstwa Bliskości. Do tej pory gorliwie mu zaprzeczałam, żyjąc w przekonaniu, że skoro to moje dziecko, sama sobie z nim poradzę. Tym samym brałam czasami na siebie więcej niż byłam w stanie udźwignąć, mocowałam się, buńczucznie odrzucałam wszelkie próby pomocy. Dziś mam w sobie więcej pokory, przewartościowałam wiele poglądów i z wdzięcznością przekazuję niektóre obowiązki innym. Co więcej coraz częściej myślę, że bliżej rodziny, na wsi żyłoby nam się łatwiej. Czy lepiej? Nie wiem.


Wychowałam się na wsi, w małej warmińskiej miejscowości. Z jeziorami, lasem wokół i ogromnym prześcieradłem pól. Wszyscy się znali, wszystko o sobie wiedzieli, a jak nie wiedzieli, to sobie dopowiedzieli. Nie było podziałów, każdy wspinał się na te same drzewa, bawił się na tym samym rozgrzanym asfalcie i jadł te same kanapki z roztopionym masłem. Mimo wszystko rosłam w przekonaniu, że kiedyś stamtąd wyfrunę. Do miasta. Koniecznie do miasta. Od kilkunastu lat żyję w wojewódzkim mieście, mam na wyciągnięcie ręki kulturę, wielkie centra handlowe, wszelkie rozrywki, pracę, placówki edukacyjne. Dlaczego w takim razie przy każdej nadarzającej się okazji uciekam na wieś?



 

Miejsko-wiejski balans

Potrzebowałam kilku lat, aby zrozumieć, że do osiągnięcia balansu i spokoju potrzebuję zarówno miejskich bodźców, ruchu, dostępności wygód, możliwości rozwoju zawodowego, jak i ciszy, bliskości natury i powolności, którą ma w sobie wieś. Lubię swoje życie w mieście, ale jednocześnie tęsknię za miejscem, w którym dorastałam. Ta tęsknota nasiliła się po narodzinach Lili. Obserwuję, jak ogromny wpływ ma na nią bezpośredni kontakt z przyrodą. Jak niewiele potrzebuje, aby czuć się wolną i szczęśliwą.





Warmio, moja miła... 😍🌳🐜🐝🌻 Marzyliśmy w tym roku o wakacjach na odludziu, z drewnianym domkiem, jeziorem i my razem. Po chwili zastanowienia doszliśmy do wniosku, że przecież my to wszystko mamy. Na wyciągnięcie ręki i na dodatek nasze, własne! 🙊😁 Jest spokój, jest radość, są psy, wieczory na drewnianej werandzie i nasz mały raj tuż za domem. 😊 Cudze chwalicie, swego nie znacie... 😏 No właśnie - doceniamy i jesteśmy niesamowicie wdzięczni. 🙏🍀 . . . Widzieliście nowy wpis na blogu? 🤔 Cisza tam wielka... 😶 Link niezmiennie w bio. ☝️😉 #warmia #igersolsztyn #natura #wieś #wiejskieżycie #instadziecko #instamatka #rodzicielstwo #spokój #łąki #lubiępolskę #igerspoland #sierpień #lato #still_life_gallery #villagelifestyle #countrylife #naturelover #naturephotography #amazingworld #summermood #mood #summervibes
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

Podczas jednej z naszych ostatnich wizyt na wsi Lilka przez cały dzień ganiała z dzieciakami po podwórku. Nie było wypasionych zabawek, bajek, gadżetów. Mieli do dyspozycji wolną przestrzeń, z naturalnymi przeszkodami, zjeżdżalnię i tyle. Umorusana buzia córki wciąż była roześmiana. Wiem, że towarzystwo rówieśników jest stymulujące w każdym miejscu. Jednak to właśnie w tamtym momencie dostrzegłam tę ogromną różnicę. Gdy jesteśmy w domu Lili wciąż oczekuje uwagi, bardzo często bawimy się wspólnie, w pokoju pełnym zabawek lub szukamy atrakcji na zewnątrz... Na wsi jest to zupełnie zbędne, wystarczy obecność psów, ogród i od rana do wieczora nie ma dziecka.


Zdaję sobie sprawę, że wiejska beztroska jest dla nas wygodna teraz, gdy Liśka jest jeszcze mała. Kiedy jedynym jej marzeniem jest wytaplanie się w błocie, znalezienie odpowiedniego patyka, a myśli zaprząta nieskrępowana potrzeba odkrywania otaczającej przestrzeni. Dodatkowo my mamy nieco więcej swobody, bo tuż obok jest stęsknieni za wnuczką dziadkowie, ciocie, kuzyni. W takich momentach z tyłu głowy pojawia się myśl, że w mieście mam więcej możliwości rozwoju dla Lili - ogromny wybór placówek edukacyjnych, porządna opieka medyczna, praca zawodowa, która nie jest tak oczywista na warmińskiej prowincji.




Ostatnio często miewam takie myśli, co by było gdyby... Gdyby nasz dom był tam. A może jeszcze gdzie indziej? Nie opieram się już tak bardzo, nie nadużywam nigdy. Dziś po prostu nie wiem i z tym niezdecydowaniem obecnie mi dobrze. Przecież mam wybór, mam prawo decydować, mogę cieszyć się wolnością i przekazać ją mojej córce.


🌿🍀🌿


Skrawek moje Warmii pokazuję Wam poniżej. 👇 Bądźcie wyrozumiali, powoli dojrzewam do lepszego sprzętu do nagrywania. 😜😁





(Nie)mój Gdańsk + VLOG

(Nie)mój Gdańsk + VLOG

do utraty tchu blog


Toczymy się płynnie po drodze, za oknem obrazy zlewają się w zieloną plamę poprzetykaną żółtymi punktami. To rzepak powoli maluje słońcem pola. Co chwila staram się skupić wzrok i zatrzymać ten widok w pamięci. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym kilometrem ucieka mi odrobinka codzienności. Chwytam sekundy w kadry i tworzę swój własny film. Wyczekuję ich z lekką niecierpliwością. Zanim pokażą się na błękitnym niebie, zanim otworzę drzwi i postawię nogi na twardej ziemi. Po chwili wychylają swe metalowe konary, uginając w połowie jak teatralne kukiełki. Nie ma jednak w nich nic delikatnego. Już wiem, że jesteśmy niedaleko. Że tuż za nimi usłyszę szum fal, a morze rozłoży przede mną swój płaszcz. Jesteśmy w Gdańsku. W (nie)moim Gdańsku. 


Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechałam na dłużej do Gdańska. Miałam naście lat, chodziłam ulicami Oliwy i byłam rozczarowana. Budynki wydawały mi się takie stare, obskurne i brzydkie. W moim młodym rozumku - zamazanym marzeniami o wszystkim, co nowe - nie potrafiłam zrozumieć zachwytu moich sióstr nad tym miejscem. 


Wróciłam po kilku latach. Pomieszkiwałam kątem, chwytałam się studenckich prac i z każdym dniem coraz mocniej przywiązywałam się do Gdańska. Wieczorami przesiadywaliśmy na schodach wiaduktu na Zaspie, toczyliśmy żywe dyskusje na ławce w uśpionym nocą parku, brodziliśmy po ciepłym piasku na plaży. Wyszukiwałam książki w miejskich bibliotekach, rysowałam mapę na kartce i wyruszałam rowerem do nowych dzielnic, aby założyć kartę i wrócić z upragnionym egzemplarzem w koszyku. 


Kiedyś na studiach trafiłam na Weiser Dawidka Pawła Huellego (pisałam o tej powieści TU). Chłonęłam tę prozę, deptałam po piętach bohaterom. Do dziś to jedna z moich ulubionych książek. Podobnie jak Gdańsk. 


Jeśli nie Olsztyn, nie moja warmińska wieś, to Gdańsk. Tam jest mój trzeci dom.

do utraty tchu blog
do utraty tchu blog
do utraty tchu blog
do utraty tchu blog


🌱🌻🌱


W ubiegłym roku spędziliśmy tam kilka letnich dni. Mogliście zobaczyć to we vlogach (koniecznie ustawcie najwyższą jakość 😎):

W tym roku znowu odwiedziliśmy Gdańsk, tym razem w wiosennej odsłonie.





♥ 3 ♥

♥ 3 ♥

do utraty tchu blog

- Jest już słonko! Wstawamy, mamo! - Twoje słowa plączą się w pajęczynie ze snu. Przedzierają się przez ciszę i odbijają się od ścian. Mościsz się między nami, rozpychasz drobnymi rączkami. Przymykam oczy, aby wykraść choć chwilę. Wpychasz mi palce, unosząc powieki, rozciągasz usta w uśmiechu:
- Uśmiechnij się, mamusiu! No, uśmiechnij. - później odkryję w telefonie magiczne selfie, z uciętą twarzą i moim czołem na pierwszym planie. Otwieram oczy, przeganiam sen z głowy i przyciągam Cię do siebie, jednocześnie odkładając telefon na bok. Tulę Cię mocno, aż zaczynasz się wiercić i śmiać, gdy moje włosy łaskoczą cię w buzię. Obsypuję roztrzepaną główkę pocałunkami. Odrzucamy pościel, gramoląc się nieporadnie z łóżka. Po chwili mieszkanie wypełnia natarczywy dźwięk budzika. Zaczynamy nowy dzień. 


Być może posprzeczamy się, gdy utopię płatki w mleku. Urządzisz mi wyścig o poranku, gdy ja będę starała uczesać Twoje poplątane nocą loki. Przed wyjściem ubrudzisz sobie bluzkę pastą, myjąc swoje drobne ząbki. Wyśpiewasz mi do ucha piosenkę z refrenem Mamo, nie idź do placy. Ja pójdę z tobą. Przy drugiej zwrotce i wtórze psa z parteru, obudzisz wszystkich sąsiadów. Opatulisz szyję drobnymi ramionami i na pożegnanie ucałujesz każdy centymetr twarzy, rozmazując starannie nałożony tusz. Później powspinamy się po drewnianych drabinach, pohuśtamy do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu, patrz, mamo! Będę nieść Cię do domu, bo tulaj mnie, nie mam nóżek. Wieczorem, gdy noc przykryje wszystko wokół, uwijemy sobie kokon z kołdry, będziemy czytać książki z bibliotecznego stosu, ponucę ulubione piosenki aż melodia zrówna się z Twoim spokojnym oddechem. 


Dziś jest Twój dzień. Będziemy tulić się mocniej i dłużej, zjemy niespiesznie tatusiowego omleta z miodem. Będziemy ganiać wiatr po podwórku i tańczyć w takt naszego śmiechu. Niech reszta pozostanie tak, jak zwykle. Nie potrzeba nam nic więcej.


Rośnij zdrowa, moja kochana dziewczynko! Czupurku najdroższy. Dzielna trzylatko. 


Mama

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?" Chloë & Mick Inkpen

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?" Chloë & Mick Inkpen

do utraty tchu blog


Mam w domu trzyletniego czupurka. Złości się, wykłóca, upiera przy swoim, obraża, krzyczy, tupie, a nasze poranki wyglądają czasami jak egzorcyzmy. Ale kocha też mocno, bardziej, mocniej na świecie i jak stąd do słonka i na księżyc. Tuli się niezmiennie, tylko czasami to takie tulenie, że aż boli. Bo przecież kocha bardzo. Przez to i ja się złoszczę, wykłócam i upieram. Ale uważniej, bo wszystko jest jakieś mocniej, bardziej.


Emocje Lili bywają bardzo gwałtowne, skrajne i zmienne. Nie kontroluje ich i choć jest to dla nas trudny czas, właśnie tym ujmuje mnie najbardziej. Obserwuję jej upór w umacnianiu swojego ja i pozycji w świecie. Manifestuje niezadowolenie, ale i jej zachwyt jest niczym nieskrępowany. Odwaga miesza się z rezerwą do nieznanego, ma swoje lęki, ale i radości dnia powszedniego, które opisuje coraz zgrabniejszymi zdaniami. 


Ta uczuciowa huśtawka nie jest jednostronna, bo Lisia to moje lustrzane odbicie. Niekiedy patrzę na nią z obawą, bo wiem, że kiedyś niektóre sprawy będzie musiała przetrawić znacznie dłużej. W kryzysowych momentach staram się zachować spokój, być obok, tłumaczyć. Jednak nie będę ściemniać - czasami obie plączemy się w pajęczynie sprzecznych emocji. Jak ostatnio, gdy po kolejnej histerii obie siedziałyśmy na ławce pod żłobkiem i ryczałyśmy. No, zdarza się. 


Każdy z nas ma jakiś sposób na gorszy dzień. U nas od zawsze było to tulenie i czytanie. Po najbardziej parszywym poranku, po kłótniach, płaczu, długich godzinach pracy lub biegania po placu zabaw - zakopujemy się pod ciepłą kołdrą w pokoju Lili, włączamy lampkę i czytamy wtulone w siebie. To jest nasze antidotum na całe zło tego świata. Przytulam jej kruche ciałko, muskam delikatne włosy, całuję w nosek i sięgamy po kolejną książkę z ułożonego wcześniej stosu. Zapominamy o złości, przykrościach, zostawiamy to, co nie wyszło za sobą. Rozmawiamy i żegnamy kolejny dzień z nadzieją, że jutro tych potknięć będzie znacznie mniej. 



kochanie przez czytanie


#KOCHANIEprzezCZYTANIE

Chyba nie przesadzę, gdy napiszę, że my naprawdę okazujemy sobie miłość poprzez wspólne czytanie. Czas, bliskość i absolutne skupienie na pogłębianiu relacji. Powoli robimy postępy, Lisia poszerza swój słownik i coraz chętniej wyraża to, co nagromadziło się w jej główce. Niejednokrotnie książka ratowała nas z opresji. Gdy pojawiał się płacz przy porannym rozstaniu, przypominałam córeczce o Kajtusiu, który też nie chciał zostać w przedszkolu, a jego dzień okazał się radosny i pełen przygód. Innym razem pomagała historia Kici Koci, Baliego lub innego książkowego bohatera. 


Zawsze będę stała na straży stwierdzenia, że czytanie dziecku to jedna z ważniejszych czynności wychowawczych. Podobnego zdania jest Magda z bloga Save The Magic Moments, która zorganizowała przepiękną akcję #KOCHANIEprzezCZYTANIE. To już druga edycja tej wspaniałej inicjatywy, mającej na celu uwrażliwienie rodziców na rodzinne spędzanie czasu z lekturą. Tym razem mamy również poparcie Fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom, która została honorowym patronem wydarzenia.


To też mój drugi raz, kiedy wspieram #KOCHANIEprzezCZYTANIE. W ubiegłym roku postanowiłam, nieco przekornie, zaprezentować książkę dla dzieci starszych. Wybrałam wówczas Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej, która jest lekturą dość trudną z racji emocjonalnego ładunku i poruszanego w niej tematu  śmierci. Niemniej jest to też niesamowita literacka uczta dla każdego zakochanego w książkach. Z pewnością ogromne znaczenia odegrała również oprawa graficzna autorstwa Emilii Dziubak.


W tym roku postawiłam jednak na coś lekkiego, prosto z Lilusiowej biblioteczki. 👇


do utraty tchu blog




Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?  

Chloë & Mick Inkpen


Zoe ma Groszek, a Groszek ma Zoe. I Kłębuszka, ale ten trzeci gdzieś się zapodział. Kudłaty przyjaciel nie może pogodzić się ze stratą swojej ulubionej psiej maskotki, więc na pocieszenie przywłaszczył sobie Majkę. Tylko, że Majka to ukochana lalka Zoe… Dziewczynka i jej psi towarzysz bardzo chcą odnaleźć Kłębuszka. Groszek usycha z tęsknoty, a Zoe nie może znieść, że z każdym dniem jej Majka zapachem bardziej przypomina Groszka.


do utraty tchu blog


Zabawna opowieść o małej dziewczynce i jej psie. O przywiązaniu, dzieleniu, ale i poszanowaniu osobistych granic. Urokliwa w prostocie, oszczędna graficznie i treściowo, ale przemawiająca do wyobraźni małego człowieka, który jest na etapie kształtowania społecznych relacji. Dla kilkulatka, rozwijającego emocjonalne kompetencje, rozróżnianie zależności międzyludzkich bywa abstrakcją. Bardzo ważne jest, aby respektowania zasad oraz wyznaczania granic uczył się w świecie pojęć dobrze mu już znanych. 


Z racji prostej formy książka będzie idealną lekturą dla dwu- i trzylatków. Nie wahałąbym się jednak przeczytać ją dla czterolatka, bo książka może być świetnym pretekstem do rozmów na bardzo wiele tematów. My początkowo zapoznawałyśmy się z nią poprzez warstwę tekstową. Z czasem zaczęłyśmy dostrzegać szczegóły, dopowiadać i snuć własne historie. Podczas czytania dyskutujemy, objaśniamy, ale i świetnie się bawimy - Lilka zna już treść na pamięć, więc często dzielimy się kwestiami, aby córka mogła aktywnie uczestniczyć w zabawie. Jej ulubiony fragment to ten, gdy Groszek nie chce przynosić patyka, starego buta, piłki, kości, ani piszczącego, gumowego kurczaka... 😉


do utraty tchu blog


Zawsze zatrzymujemy się też na stronie, gdy Groszek zabiera Majkę do parku. Wówczas wymyślamy imiona dla każdego z psich przyjaciół Groszka.


do utraty tchu blog


Uwielbiam mądre, piękne wydania dla dzieci, ale umówmy się - nie każda książka musi być tą z klasyki literatury dziecięcej. Warto czasami odpuścić, pośmiać się podczas wspólnej lektury, pobawić się książką, poprzytulać i pobyć razem.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Jeśli ta urocza opowieść o małej dziewczynce i jej psiaku do Was przemawia, znajdziecie ich jeszcze w dwóch innych książkach: Magiczne hula hop i Cześć, Oskar!


W kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE wzięło ponad 160 blogerów, do tego mnóstwo osób zaangażowało się poprzez portale społecznościowe. Wystarczy, że wpiszecie powyższy hasztag i otrzymacie dłuuuugaśną listę polecajek do wspólnego, rodzinnego czytania. Dzięki Magdzie i tym wszystkim rozczytanym internetowym freakom mamy, co czytać do osiemnastych urodzin Lilki. 😜😁





Dane techniczne:

Zoe i Groszek. Gdzie jest Kłębuszek?
Chloë & Mick Inkpen
Wydawnictwo: REA-SJ
Liczba stron: 32

SHARE WEEK 2019 | Blogi, które czytam i polecam

SHARE WEEK 2019 | Blogi, które czytam i polecam

do utraty tchu blog


Zastanawialiście się czasami, ile razy w ciągu dnia mówicie nie? Ja ostatnio robię to nazbyt często. Najczęściej w stosunku do mojej trzylatki. Choć wiem, że to nie jest zwykłe nie, bo nie, to jednak mnie to uwiera. Wyznaczam granice, dyskutuję, argumentuję. Momentami jestem tym najzwyczajniej w świecie zmęczona i czuję się jak taki totalny zgred. 


Oswajanie świata zarówno dla dziecka, jak i rodzica jest cholernie wymagające. Z całych sił staram się jednak nie zapominać, że bywa również piękne w prostocie. Że uczy, określa i że mogę mieć wpływ na to, czy złapię flow w codzienności. Potrzebne są do tego pozytywne bodźce. Dobre słowo, dostrzeżenie postępu, docenienie czy stwierdzenie po prostu faktu, że dzięki temu czuję się lepiej. Nie chodzi o zwykłe pochwały, szufladkowanie, ocenianie, a konkretne informacje, które z czasem zaprocentują wzmocnieniem poczucia własnego wartości u małego człowieka.


Pewnego popołudnia siedzieliśmy na podłodze w pokoju Lilki. Podczas kolejnego zbudowanego piętra z klocków, między jednym a drugim łykiem kawy, rozpoczęliśmy z mężem rozmowę. Ot tak, niby od niechcenia zaczęliśmy mówić o córce. O tym, czego ostatnio się nauczyła, z czym radzi sobie coraz lepiej, że gdy przytula, to jest nam wtedy przyjemnie... Opisywaliśmy nasze powszednie rytuały, na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi, bo one po prostu są i dzieją się każdego dnia. Reakcja Lili była natychmiastowa. Obserwowała nas i przysłuchiwała się z zaciekawieniem i coraz większym uśmiechem. 


Myślę, że każdy z nas potrzebuje od czasu do czasy wsparcia i docenienia w tym, co robi. Uśmiechu na dzień dobry. Wyrozumiałości, gdy się potknie. Tolerancji na odmienne zdanie. Wydaje się oczywiste, ale nie jest. Dlatego cieszę się, że czasami okazja sama się nadarza. Tak, jak w przypadku SHARE WEEK.


do utraty tchu blog


SHARE WEEK

To akcja zorganizowana przez Andrzeja Tucholskiego, która polega na poleceniu trzech blogerów mających realny wpływ na nasze działanie. Do tej pory omijałam ten blogowy łańcuszek, a przecież jest kilka osób w polskiej blogosferze, które naprawdę uwielbiam, które zasługują na wyróżnienie i które w tym roku zgłoszę w swoim formularzu.


https://worqshop.pl/

Kasia z Worqshop to mój faworyt i jeśli czytacie mnie regularnie, to powinniście już wiedzieć, że ja Kasię szalenie lubię. Za szczerość i autentyczność, ale taką niewymuszoną i na luzie. Za to, że pisze wprost, bez lukru i ściemy. Że potrafi przyznać się do potknięć i zmiany poglądu. Choć z Kasią nie miałam okazji spotkać się w rzeczywistości i znamy się jedynie z wiadomości wymienianych w sieci, to jest jedną z tych osób, z którymi mogłabym wypić kawę. To dzięki niej zainteresowałam się planowaniem i ogarnianiem rzeczywistości, dokumentowaniem wspomnień, życiem tu&teraz i chwytaniem flow.

Do Kasi mi w blogowaniu najbliżej i to jej kibicuję z całego serducha. Ponadto Kasia bierze również udział w konkursie TWÓRCA ROKU. Głos na Kasię możecie oddać TU.



http://www.flowmummy.pl/

Och, Dżastina! 😁 Znacie FlowMum? Jeśli nie, koniecznie nadrabiajcie! To taka osoba, na widok której buzia sama się śmieje. Mama trzech chłopców z oooooogromnym poczuciem humoru. Cenię ją za to, w jaki sposób pokazuje rodzicielstwo, jak nie owija w bawełnę i wali prosto z mostu. Porusza tematy niekoniecznie lekkie, ale podane w lekki sposób.



https://lifemanagerka.pl/


Dzięki Agnieszce zaczęłam zastanawiać się nad jogą. Dziś nie wyobrażam sobie treningu bez praktyki. Podziwiam ją za samoświadomość i chęć dzielenia się wiedzą na temat zdrowego stylu życia. Jawi mi się jako normalna, bez zbędnej maniery, szczera dziewczyna. Do tego niesłychanie wrażliwa na krzywdę i to wszystko sprawia, że wracam na jej bloga jak bumerang. 


🌱🌸🌱


W tym roku postanowiłam wyróżnić trzy fajne blogerki, które dzięki działalności w sieci robią dużo dobrego. I życzę im, aby nie straciły zapału do blogowania, niech tworzą, inspirują, motywują. Jednak takich osób, do których zaglądam regularnie jest znacznie więcej:

Kameralna - slow life uczyłam się od Doroty, jej porady fotograficzne chłonęłam jak gąbka. Z radością obserwuję rozwój działalności Kameralnej, na dodatek Kameralnej z Olsztyna!

Niebałaganka - Ania mobilizuje mnie do ogarnięcia chaosu, jaki tworzymy w tych swoich czterech kątach. Jednak w Niebałagance jest też bardzo dużo ciepła rodzinnego i naturalności, które bardzo cenię.

Edyta Zając - o psychologii i rozwoju, o pracy nad sobą, o relacjach. Każdy tekst Edyty skłania mnie do refleksji, do zastanowienia się. Lubię szczególnie, jak Edyta pisze o szacunku i wyrozumiałości dla samej siebie.

Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi - jak o książkach to koniecznie Diana! Mnóstwo wartościowej literatury, po którą nie zawsze sięgam 😜, ale za to skłaniam się, aby czegoś się dowiedzieć. Podziwiam talent fotograficzny - jej zdjęcia książek to mistrzostwo. Ach, Diana to też bibliotekarka. 😎😀

Diana również zgłosiła się do konkursu TWÓRCA ROKU w kategorii "kulturalnej". Jeśli chcesz jej pomóc, możesz oddać głos TU.

Socjopatka - Daga opisuje codzienność z socjologicznej perspektywy. Pochyla się często nad sprawami, z którymi zderzamy się każdego dnia, ale pomijamy w biegu powszedniości.

Ewelina Mierzwińska - pokaże Ci jak efektywnie zarządzać swoimi zasobami, ale to też bardzo aktywna mama, która dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wątpliwościami. Nie zawsze nasze przemyślenia są zgodne, ale cenię ją za ogromną kulturę wypowiedzi. No, i za życie w USA ofkors! 😍😁

My Double-Decker Blog - to zestawienie nie mogłoby się obyć bez Tysi. Nie znam osoby bardziej zakręconej na punkcie języka angielskiego, bardziej oddanego i kreatywnego pedagoga. Jeśli szukasz inspiracji do przyswojenia angielskiego przez Twojego malucha, zajrzyj do Martyny. Ach, zapomniałam dodać, że Tysia to też najlepszy przyjaciel, jaki chodzi po tej ziemi. 👭💗😀




Powyższe zestawienie nie wyczerpuje mojej listy blogowych ulubieńców, ale bardzo chciałam zamknąć się w 10. 🙈 To tyle ode mnie, teraz kolej na Was!


Zbudujmy sobie półkę

Zbudujmy sobie półkę

do utraty tchu blog


Lubię nasze mieszkanie. Z pozoru spójne i jasne, summa różnych chwil. Od momentu, w którym przekroczyliśmy po raz pierwszy jego próg wiele się zmieniło. Wszystko zrobiliśmy w nim sami, bez udziału ekipy remontowej (wyłączając rodziców). I może dlatego, że nie jest wygładzone, idealne i tyle w nim niedociągnięć, czuję, że to po prostu dobre miejsce. 


Każda zmiana nie była dogłębnie przemyślana. To zazwyczaj impuls. Mój. Jedna myśl w głowie, która pojawia się jak maleńki błysk. Kiełkuje we mnie przez chwilkę, potem wszystko dzieje się lawinowo. Tak było z drewnianym stołem, o którym kiedyś już wspominałam. Jesienny remont kuchni to również jedno spotkanie u dziadków w leśniczówce i odnaleziony stary kredens w stodole. Później wyburzyliśmy ścianę, wyrzuciliśmy stare meble, wstawiliśmy maleńki kredensik... 


W moim domu rodzinnym jest mnóstwo przedmiotów nasączonych wspomnieniami. Stara szafa ze strychu, której mama dała drugą szansę. Pamiętam, że kiedyś kryły się w nim wielkie futra i skórzane płaszcze pradziadków. Okropnie bałam się tej szafy. Dziś jest jednym z piękniejszych mebli w naszym domu. 


Mam słabość do rzeczy z drugiej ręki i do tych wykonanych własnoręcznie. Tak w naszym mieszkaniu zamieszkała półka. Z deski od dziadka, odpowiednio przycięta spracowaną ręką. Z sękami i nierównościami po korze. Olej wspaniale wydobył kolor drewna. Podtrzymuje książki. Mam cichą nadzieję, że polubi się z bluszczem, którego posadziłam kilka dni temu.

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



#UWAŻNIEJ | luty 2019

#UWAŻNIEJ | luty 2019

do utraty tchu blog


No, to popisałam! Ho, ho, ho! Tak się rozpisałam w lutym, że opublikowałam aż... UWAGA! 2 teksty! W tym drugi ostatniego dnia miesiąca. 😜😂 Chciałabym napisać, że to wszystko przez to, że gnałam przez życie jak torpeda, ale prawda jest banalna. Byłam chora. Znowu. A może wciąż? Do tego luty jest taki malutki, że można go w kieszeni schować. Trochę go przygniotłam styczniowymi ambicjami i tęsknotą za marcem. 


do utraty tchu blog

CZUJĘ SIĘ przeczołgana przez te wszystkie infekcje i antybiotyki. Pod koniec miesiąca byłam już po prostu wściekła, totalnie bezsilna. Mam dość tego nieogarnięcia, dlatego wcisnęłam STOP, zostałam trochę w domu, naładowałam baterię, zrobiłam wszelkie badania. Wróciłam też do picia codziennie koktajli i naturalnych sposobów.


do utraty tchu blog

Otrzymałam przepis od koleżanki z pracy na domowy syrop - dużo czosnku, miód i ocet jabłkowy. Piłam przez tydzień rano i wieczorem. Lilka początkowo też. Niestety okazało się, że mój żołądek jest za słaby na takie mikstury, a Lili z daleka krzyczała fuj! Chyba na chwilę obecną nie lubi czosnku... 😏😆


do utraty tchu blog


CIESZĘ SIĘ, bo kupiłam sobie w końcu matę do ćwiczeń. Pewnie pukacie się teraz w czoło, ale jeśli ktoś próbował ćwiczyć na podłodze ze skaczącą po brzuchu trzylatką, to teraz mnie zrozumie. Na chwilę obecną muszę siłować się z Lilką o matę, bo twierdzi, że jest jej... Ale jak już wygram z tym małym gadem, to moja praktyka jogi wjedzie na wyższy level! 🙏💪


JESTEM WDZIĘCZNA za cierpliwość mojego męża do mnie i do Lilki. Mam wrażenie, że ostatnio ścigamy się po medal dla największej drama queen. Nie wiem, która z nas jest w tym lepsza. 🙈





Gdzie się podział ten trzymiesięczny aniołek? 😇 W domu mam teraz prawie trzyletniego czupurka. Złości się, wykłóca, upiera przy swoim, obraża się, krzyczy, tupie, a nasze poranki wyglądają jak egzorcyzmy. 😈🤯 Ale kocha też mocno, "bardziej, mocniej na świecie". ❤ Tuli się też niezmiennie, tylko czasami to takie tulenie, że aż boli. Bo przecież kocha bardzo. 🤷‍♀️ Przez to i ja się złoszczę, wykłócam i upieram. Ale uważniej. 🙏 No, i mniej nas ostatnio. Bo wszystko jest jakieś mocniej, bardziej. 🤪💁‍♀️ #rodzicielstwo #rodzicielstwobliskości #selfreg #rb #macierzyństwo #instamama #parenting #zdjęcie #tuiteraz #emocje #uważniej #bliskość #pokójdziecka #dom #paprotka #truelife #simplelife #simplethings #mummylife #kidsroom #girlsroom
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


Do tego znowu złapałam bakcyla do DIY. Być może to wiosna, być może pora na zmiany i oczyszczanie przestrzeni. Już na początku roku udało nam się zbudować regał ze skrzynek dla Lilki. Dzięki temu uporządkowałam zabawkową tragedię, która rozgrywała się w jej pokoju. Wydawało mi się, że kontroluję to, co trafia do nas do domu. Jednak po świętach straciłam panowanie i tak jakoś niepostrzeżenie wkradł się nam chochlik. Miśki wylewały się z koszy, a zabawki były tak poutykane w dziwnych miejscach, że Lilka w ogóle się nimi nie bawiła. Dlatego regał. Wszystko jest teraz na widoku. Jest porządek. Znowu lubię ten pokój.


do utraty tchu blog


W ostatnich dniach stworzyliśmy coś jeszcze, ale o tym opowiem Wam za jakiś czas. 😍💪


PRACUJĘ nad wprowadzeniem do codzienności mojego OLW. Powoli zaczynam czuć flow. Poważnie, coraz więcej rzeczy mnie jara i sprawia czystą radość. W lutym w końcu skończyłam coś, o czym po cichu marzyłam od lat, ale nie miałam odwagi i konsekwencji, aby się za to zabrać. A ja nie tylko ukończyłam to, co zamierzałam, ale puściłam to w świat. 

W ogóle fajnie byłoby opowiedzieć Wam o tym, czy teoria OLW ma realny wpływ na moje działanie. W jaki sposób zaprosiłam je do swojego rozkładu jazdy. Chciałabym jednak dać sobie jeszcze czas. 


OGLĄDAM Netflixa. Chorowanie służy serialom, dlatego odpaliłam aplikację i korzystam. Tak się wkręciłam ostatnio w serial You, że rozprawiłam się z nim w 3 dni. 





Tuż po nim zaczęłam Sex Education. Po dwóch odcinkach byłam pewna, że oglądam nieco durnowaty i zabawny serial o rozbuchanych hormonami nastolatkach, a okazało się, że to naprawdę dobry obraz. Z pewnością obejrzę kolejny sezon.





CZEKAM na wiosnę i na marzec, bo to może być naprawdę fajny czas. Od 1. marca ruszyła druga edycja kampanii blogowej #KOCHANIEprzezCZYTANIE zorganizowanej przez Magdę z Save The Magic Moments. Akcja ma na celu zachęcenie rodziców do wspólnego spędzania czasu z dzieckiem na czytaniu książek. Każdego dnia przez cały miesiąc będą pojawiały się wpisy na blogach z inspiracjami czytelniczymi. Ponadto kampanię wsparła Fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. 😍


Kochanie przez Czytanie, Save The Magic Moments


Jeśli macie ochotę przyłączyć się do nas zajrzyjcie tu:

Jak już wcześniej wspomniałam, to druga edycja kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Wspierałam ją rok temu i tym razem będzie podobnie. To wspaniała inicjatywa i bardzo chciałabym, aby dzięki niej grono czytających rodziców się powiększyło. Tu, na blogu z pewnością pojawi się oddzielny tekst poświęcony czytaniu z dzieckiem z poleceniem wybranej książki z naszej biblioteczki. Chciałabym również, aby ten miesiąc był jedną wielką inspiracją dla rodziców, dlatego postaram się na Instagramie (w relacji IS) polecać coś wartościowego do wspólnej lektury z dzieckiem. 



🌼🌿🌼


Wyparował ten luty jak ciepło z porannej kawy. Zjawił się nagle i równie szybko się z nami pożegnał. Nie zdążyłam... O wielu sprawach nie zdążyłam nawet pomyśleć. Taki wieczny niedoczas. Może w marcu? Tak, niech marzec grzeje nieśmiałym słońcem, niech kiełkuje i  wiosennie pokrzepi.


#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.
Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger