Z Lilusiowej biblioteczki: "Poznaj Pettsona i Findusa" Sven Nordqvist

Z Lilusiowej biblioteczki: "Poznaj Pettsona i Findusa" Sven Nordqvist

do utraty tchu blog


Między żółtymi, roziskrzonymi od letniego słońca polami a zielonymi łąkami, na szwedzkiej prowincji mieszkał pewien staruszek. Miał chatkę z drewutnią i kury wysiadujące ciepłe jajeczka. Tuż za domem rozciągał się ogród, pełen pachnących owoców i warzyw. Choć życie Pettsona było spokojne, co rano budziły go odgłosy z kurnika, a powietrze ciężkie było od zapachu skoszonego siana, to jednak bywały chwile, że staruszek czuł się bardzo samotny...


Pewnego dnia w jego wypełniony ciszą i uporządkowany świat wkroczył niecodzienny gość - kot Findus. Nie myślcie sobie, że to taki leniwy kocur, który spędza dzień na drzemkach, przerywanych powolnymi spacerami. O nie! Otóż Findus to rezolutny kociak, który nosi pasiaste ogrodniczki, a w głowie mu psoty i figle. Do tego potrafi mówić! Od tej pory Pettson ma pełne ręce roboty, wciąż biega za tym wyjątkowym kotem. Jednak mimo niezliczonych szaleństw i gwaru staruszek czuje, że przyjaźń z Findusem to najwspanialsza rzecz, jaka go spotkała.

Poznajcie Pettsona i Findusa. 



Poznaj Pettsona i Findusa Sven Nordqvist



do utraty tchu blog


Urok Findusa polega na tym, że nawet zwykły dzień potrafi uczynić magicznym, pełnym uśmiechu i zabawy. Tym razem wpadł na pewien pomysł - pochował różne rzeczy w gospodarstwie Pettsona, a zadaniem starszego pana było podążanie zgodnie ze wskazówkami kota. Choć idea zabawy wymyślonej przez Findusa jest powszechnie znana, to nie jest to takie proste zadanie dla jego przyjaciela. Pettson może jednak liczyć na pomoc mieszkających z nim zwierząt, a rozwiązanie zagadki może okazać się bardzo aromatyczne i niesłychanie smaczne...


Seria o uroczym staruszku Pettsonie i jego niesfornym kocie Findusie należy do jednych z moich ulubionych, a powoli wkrada się również w serduszko Lilki. Na pierwsze spotkanie z bohaterami Svena Nordqvista i mojej piętnastomiesięcznej córeczki wybrałam książeczkę, która ma teksturowe kartki. Bardzo mnie to cieszy, że popularne pozycje, które zazwyczaj adresowane są do nieco starszych odbiorców, zaczynają być wydawane właśnie w twardej oprawie. To ogromne ułatwienie dla małych rączek, które coraz lepiej radzą sobie z kartkowaniem. 


Tekst książeczki, choć troszeczkę dłuższy, napisany jest przystępnym i zrozumiałym językiem. Nie zraża mnie niemożność doczytania książeczki od deski do deski. Lili jest jeszcze na etapie oglądania, wskazywania paluszkiem interesujących elementów grafiki i tylko chwilami ma ochotę na wysłuchanie całej opowieści. Jednak obcowanie z literaturą daje liczne możliwości, pozwala na odnalezienie wspólnego języka z małym, ciekawym świata człowiekiem.


do utraty tchu blog


Poznaj Pettsona i Finbdusa Svena Nordqvista można czytać na wiele sposobów. Możliwości jest wiele, wystarczy tylko poddać się magii czytania. 😊 Z tymi najmniejszymi maluchami warto obejrzeć książeczkę, pobawić się w nazywanie zwierząt przy pomocy wyrazów dźwiękonaśladowczych. To również dobry czas na naukę kartkowania. Z nieco starszymi, ale tylko troszeczkę można pobawić się w skrócone czytanie i wyszukiwanie mniejszych elementów na obrazkach. Ze starszymi zaś mamy cały wachlarz zabaw z książką - czytać, snuć własne opowieści, wyszukiwać tyci tyci przedmioty na ilustracjach i cieszyć się wspólnie spędzoną chwilą.


Na uwagę zasługuje również szata graficzna, która dla mnie jest szalenie istotna przy wyborze literatury dziecięcej. Autorem ilustracji jest również Sven Nordqvist, który z wyjątkową dbałością  o szczegóły ukazał świat Pettsona i Findusa. Niemniej mimo tej drobiazgowości w grafice całość prezentuje się zgodnie z ideą szwedzkiego porządku i prostoty. Książeczka jest utrzymana w ciepłych, przyjemnych dla oka barwach. Sądzę, że humorystyczne obrazy w szczególności rozbawią tych odrobinę starszych czytelników. 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Seria o Pettsonie i Findusie to zbiór aż dwunastu książek oraz audiobook na płycie. Prezentowana przeze mnie książeczka zdecydowanie przeznaczona jest dla młodszych dzieci, pozostałe zaś pozycje będą cieszyły się uznaniem dzieci powyżej 3 roku życia. Jednak z autopsji wiem, że sugerowany wiek odbiorcy należy rozpatrywać indywidualnie, bo moja mała dziewczynka coraz lepiej radzi sobie z książkami z miękkim stronami. 😉


Między polami i łąkami, w szwedzkiej wiosce mieszka staruszek Pettson i kot Findus. Są tam też kury, krowy i mnóstwo zabawy. Z pewnością nie będziesz się tam nudzić.




Dane techniczne

Poznaj Pettsona i Findusa Sven Nordqvist
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN: 978 83 8008 107 9

UWAŻNIEJ #lipiec

UWAŻNIEJ #lipiec

do utraty tchu blog


Długo zbierałam się do lipcowej odsłony serii UWAŻNIEJ. Pisanie tych tekstów sprawia mi nieukrywaną radość i moim celem zawsze jest skoncentrowanie na tym co TU i TERAZ - docenienie tych ulotnych chwil, które kruche jak motyle czasami wymykają mi się z rąk. Tyle jest niewymuszonego dobra wokół, czułych gestów, lekkich uśmiechów, ale bywa, że w obliczu dogłębnej straty wszystko inne blednie. 



CZUJĘ spokój. Taki obezwładniający, rozciągający każdy spięty ostatnimi miesiącami mięsień. Pustka, którą przywiał lipiec jeszcze długo będzie kołysała echo smutku i żalu, że za szybko, że jeszcze tyle mogło się zdarzyć.  Czekałam na ten miesiąc z nadzieją, choć gdzieś w środku wiedziałam, że czas nieubłaganie się kurczy i nadejdzie chwila pożegnania. 



do utraty tchu



SŁUCHAM śmiechu Lilki, który budzi mnie o świcie. To niesamowite, ile ta mała dziewczynka ma w sobie życia. To ona trzyma nas na powierzchni i pcha do przodu. Każdego dnia pokazuje nam coraz więcej i mówi chętniej. Gestykuluje, wypowiada nowe słowa, a od niedawna zaczęła nieporadnie łączyć je w pary. Wciąż słyszę daj to, dzidzi to, nie aaaaa, daj cyci. Ten ostatni zwrot słyszę najczęściej. 😁



do utraty tchu blog



CZYTAM, a raczej już przeczytałam bardzo wciągającą powieść z serii Kobiety to czytają, Dobroć nieznajomych Katriny Kittle. Nie jest to lekka lektura, bo wymagała ode mnie zmierzenia się z emocjami, których zazwyczaj unikam jak ognia. Sama świadomość problemu, którego dotyka ta książka sprawia, że mdli mnie i robi mi się duszno. Niemniej sądzę, że to coś, czego nie można omijać jak zgniłe jajo. Bo zło jest obecne i może spotkać kogoś, kogo kochamy, a kto jest bezbronny i ufny.



do utraty tchu blog



W lipcu przeczytałam także obyczajówkę, Wszystkie twoje marzenia Agaty Czykierda-Grabowskiej. Idealna lektura na lato, do poleżenia, w podróży, w stanie głębokiego niemyślenia. 😉



do utraty tchu blog



A skoro przy czytaniu już jesteśmy, to podrzucam Wam lipcowe wpisy, które pojawiły się na łamach Do utraty tchu:



do utraty tchu blog




PRACUJĘ NAD Blogostrefą. Po ponad dwóch miesiącach intensywnej pracy w końcu oddajemy w Wasze ręce gotowy materiał. Gazetę możecie przeczytać w dwóch wersjach:




Jestem ogromnie ciekawa opinii Czytelników. Pamiętajcie, że w dużej mierze to od Was zależy, co znajdzie się w kolejnych numerach. Liczymy na Wasze opinie, sugestie, co należy poprawić, o czym chcielibyście poczytać. Prace nad drugim numerem już się rozpoczęły, więc z pewnością Blogostrefa to nie jest jednorazowy wyskok. 😄


Podczas urlopowych dni udało mi się również wypleść dwa łapacze snów. Powędrowały już w dobre ręce i dbają o spokojne noce moich bliskich. Kolejny raz mogłam dowieść, że takie proste i drobne prezenty są najcenniejsze. Żadne drogie gadżety nie zastąpią poświęconego czasu i włożonego serca. 



do utraty tchu blog



CHCIAŁABYM... Wiele bym chciała! Aby doba była dłuższa, wtedy mogłabym wysupłać odrobinę czasu na pocieszenie się naszym odnowionym balkonem, na dłuższe zabawy z Lili, na więcej obejrzanych filmów... Ale tak na poważnie to chciałabym tylko, abyśmy cieszyli się zdrowiem. Na każdym kroku przekonuję się, że wszystko inne schodzi na dalszy plan, gdy musimy zmierzyć się z chorobą. 



JESTEM WDZIĘCZNA nieustannie. To cecha, która wrosła w moje serce i korzeni się z każdym wschodem słońca. Podlewam ją z czułością, gładzę ciepłą i gładką powierzchnię z pierwszym cieniem nadciągającej nocy. 


Cieszę się, że mogę być częścią Blogostrefy, bo gdyby nie szansa i zaufanie Kasi Berskiej (redaktor naczelnej magazynu i autorki bloga Yellow Pear), to nie miałabym możliwości poznać tyle wspaniałych kobiet. W lipcu wszystkie wyruszyłyśmy do Warszawy, aby wziąć udział w sesji fotograficznej, którą wykonała Magdalena Mizera.



do utraty tchu blog
fot. Magdalena Mizera



Jestem wdzięczna, że mogłam otulić się lipcową ciszą w maminym ogrodzie. I choć zewsząd otaczał mnie gwar rodzinnego domu, to jednak znów przekonałam się, że rany liże się najlepiej pod czujnym i oddanym wzrokiem ukochanych osób. 



do utraty tchu blog



Jednak najbardziej jestem wdzięczna za mojego Męża. To on jest początkiem wszystkiego. Serio! To szczęście w czystej postaci znaleźć swojego Przyjaciela, Bratnią Duszę, która idzie z Tobą ramię w ramię przez życie.


Tym tęczowym i romantycznym akcentem zakończę, bo mogę popłynąć na fali miłości! ❤🙊😂



Do następnego!




Zaufaj intuicji. O bliskości, Blogostrefie oraz o tym, że pasja czasami idzie w parze z marzeniami

Zaufaj intuicji. O bliskości, Blogostrefie oraz o tym, że pasja czasami idzie w parze z marzeniami

do utraty tchu blog


Gdy byłam w ciąży stworzyłam listę książek, które poleciłabym przyszłej mamie. Wymieniłam kilka pozycji, które pomogły mi choć w niewielkim stopniu uporać się z wątpliwościami, mnożącymi się wówczas w mojej głowie. Dziś, po 15 miesiącach od narodzin córeczki, podałabym tylko jeden tytuł - Księga rodzicielstwa bliskości Williama i Marthy Searsów. 


Proponowano mi tę książkę wielokrotnie, ale ja sięgnęłam po nią dopiero niedawno. Choć jest to pozycja, z którą warto zapoznać się zdecydowanie na początku rodzicielskiej drogi, to uniwersalność jej przekazu sprawia, że pomoże ona również zaprawionym w bojach rodzicom. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów wiedziałam, że to niezwykle ważny głos w chaosie parentingowych porad. Wyważony, racjonalny, ale przede wszystkim uczuciowy i prosty. Księga rodzicielstwa bliskości to afirmacja intuicji, naturalnych instynktów, zaufanie sobie i swojej rodzinie. Teorie Williama Searsa całkowicie pokrywały się z moimi matczynymi przemyśleniami, dlatego po przestudiowaniu książki czułam się pewna, że obraliśmy z mężem słuszną drogę w wychowaniu naszego dziecka.


do utraty tchu blog


Jakie było moje zdziwienie, gdy postanowiłam poszukać kilka informacji o rodzicielstwie bliskości  (RB) w sieci. W pierwszej kolejności trafiłam na bardzo poczytny blog, w którym autorka rozprawia się z koncepcją Searsa. Czytałam wnikliwie, ale z każdym kolejnym zdaniem czułam żal. Owszem, można dyskutować, można nie praktykować, można obrać zupełnie inną ścieżkę rodzicielstwa. Wszystko można! Ale porównywanie rodziców RB do nękających i nawiedzonych trolli internetowych, wyznawców Jehowy, a także obwieszonych chustami i wiecznie karmiących piersią swoje pociechy matek, to spora przesada. Było mi przykro, że tak cenna nauka została zepchnięta na margines schematów myślowych, mylnych przekonań, które nijak mają się do teorii więzi Williama Searsa.


ZAUFANIE BLISKOŚCI - MÓJ WKŁAD W BLOGOSTREFĘ

Miałam ochotę podjąć rękawicę i odnieść się do źródła, czyli tam, gdzie powinna rozpocząć się dyskusja o RB. Chciałam rzeczowo, ale przede wszystkim zgodnie z zasadami rodzicielstwa bliskości obalić mity, które narosły wokół tej idei. Właśnie w tym momencie otrzymałam propozycję od Kasi z bloga Yellow Pear, abym dołączyła do zespołu redakcyjnego Blogostrefy, pierwszego czasopisma dla blogerów. Wybór tematu artykułu był dla mnie prosty - z pełnym przekonaniem popełniłam tekst o RB. Pisząc każde zdanie przed oczami miałam moją Lilkę, piętnastomiesięczną dziewczynkę, która w niewielkim serduszku mieści ogromne pokłady wrażliwości. Jestem przekonana, że to okazana Jej od pierwszych chwil życia bliskość, bezwzględne zaspokajanie Jej potrzeb oraz wiara w ideę więzi teraz procentuje empatyczną postawą córeczki. Lilka jest otwarta, zafascynowana otaczającym światem, radosna i w niczym nie przypomina kurczowo trzymającego się maminej spódnicy, wystraszonego dziecka. Ciekawi mnie Wasze zdanie na ten temat. Mam ogromną nadzieję, że podzielicie się swoimi odczuciami po przeczytaniu mojego materiału. 😊


do utraty tchu blog
fot. Magdalena Mizera


PREMIERA BLOGOSTREFY JUŻ NIEBAWEM!

Premiera czasopisma odbędzie się już niebawem - 8 sierpnia oddamy w Wasze ręce gotową gazetę. Znajdziecie w niej 12 działów tematycznych, opracowanych przez ponad 20 blogerów! Mój tekst o rodzicielstwie bliskości to nie jedyny artykuł, nad którym pracowałam do pierwszego numeru. Nie chciałabym odbierać Wam przyjemności w odkrywaniu nowego. Dlatego nie zdradzę o czym będzie mój drugi tekst, niech będzie to niespodzianką. 😉 Dodam tylko, że to tekst zupełnie z innej sfery tematycznej. Konkretny, dla blogerów, artykuł, z którego jestem naprawdę zadowolona. Dobrze, już więcej nic nie napiszę! 🙊😂


do utraty tchu blog
fot. Magdalena Mizera

WSPÓŁPRACOWNICY

Blogostrefa to miejsce tworzone przez Twórców dla Twórców. Chcemy inspirować, motywować i zachęcać do działania. My, zespół redakcyjny nie znamy się przecież na wszystkim, dlatego każda z redaktorek zaprosiła do współpracy innych blogerów i specjalistów, którzy zechcieli podzielić się swoją wiedzą. Jestem niezwykle dumna z materiału, jaki udało mi się pozyskać od osób, z którymi pracowałam w pierwszym numerze magazynu. We wtorkowym wydaniu Blogostrefy znajdziecie tekst Asi i Adama Dzielickich, autorów bloga Na nowej drodze życia, którzy od ponad trzech lat podróżują po świecie autostopem. W dziale urodowym natomiast przeczytacie rzetelny i konkretny tekst Moniki Bułakowskiej, znanej w sieci jako Żurnalistka. Jest jeszcze jeden bardzo dobry artykuł, który osobiście jest mi niezwykle bliski, a to dlatego, że dotyka literatury. Jego autorką jest Katarzyna Kulik, prowadząca bloga Niebieska Papużka.




Jestem wdzięczna Kasi Berskiej, że uwierzyła we mnie i dostrzegała to, czego sama jeszcze o sobie nie wiedziałam. Praca nad czasopismem jest czasochłonna i wymaga ode mnie wielu wyrzeczeń i pracy, ale satysfakcja jest ogromna, a moja radość nie zna granic. Dziękuję też Asi, Adamowi, Monice oraz Kasi za to, że zgodzili się dołożyć swoją cegiełkę w budowaniu Blogostrefy. To będzie coś dobrego, to musi się udać!


To co? Do przeczytania we wtorek! 😄


Serdeczności!


Muminkowe mądrości

Muminkowe mądrości

do utraty tchu blog


Niekiedy gorset dorosłości bardzo mi ciąży. Uwiera nieproporcjonalnym krojem nieuniknionego. Za krótki czas nie zakrywa chaosu, który w środku mąci codzienny spokój. Lubię wtedy przykryć się wspomnieniami tego, co dawniej. Gdy dzień kończył się na rozgrzanym asfalcie, a głowę zadzierałam w kierunku rozgwieżdżony nieba. Otulałam się wówczas płaszczem beztroski i tym, co znane. 


Dziś przebieram we wspomnieniach, przekładam dziecinne myśli i układam jedną na drugiej, tworząc bezpieczny stosik. Za każdym razem odkrywam coś nowego, inaczej spoglądam i smakuję, rozkoszując się chwilą. Niby znane, a jakbym dopiero ujrzała i cieszyła się tym pierwszym spotkaniem. 


Ostatnio sięgnęłam po Muminki - czyżbym przeczuwała, że będę musiała znów skryć się przed dorosłością? Czasami mi z nią nie po drodze. Wolałabym znów być małą dziewczynką, z długim ciemnym warkoczem przerzuconym przez ramię, z obdartymi wiecznie kolanami. Z Muminkiem, Mamą Muminka, Tatusiem Muminkiem, wśród maleńkich trolli jakoś lżej i prościej. Przerzucając muminkowe zdania przekonuję się, że to bardzo mądre stworzonka. Zdecydowanie mądrzejsze niż niektóre duże i poważne rozumki.



10 wyjątkowych cytatów z Muminków



do utraty tchu blog


Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.

Można leżeć na moście i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz pada na dach. Bardzo jest łatwo miło spędzać czas.


do utraty tchu blog


Jak się gniewać, to się gniewać - stwierdziła mała Mi, obierając ziemniaka zębami - Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.

Wróci słońce - myślał Muminek, podniecony. - Koniec z ciemnościami, koniec z samotnością. Będzie można usiąść sobie na werandzie i pogrzać plecy...

Opowiadać przedwcześnie o swoich najskrytszych marzeniach jest rzeczą bardzo niebezpieczną.


do utraty tchu blog


Dziwne, że ludzie mogą stać się smutni, a nawet źli, gdy życie staje się zbyt łatwe. Ale tak to już jest. I wtedy najlepiej zacząć od nowa, od drugiego końca.

Czy to nie przyjemne mieć kogoś, kto tęskni i chodzi, i czeka, i czeka?

Tyle jest rzeczy, których się nie rozumie - szepnęła do siebie Mama Muminka. - Ale właściwie dlaczego zawsze miałoby się dziać tak, jakeśmy do tego przywykli?


do utraty tchu blog


Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. 

Właściwie chodzi wyłącznie o to, żeby nie poddać się zmęczeniu, nigdy nie dopuścić do braku zainteresowania, do obojętności, nigdy nie zagubić swej bezcennej ciekawości, bo wtedy człowiek sam sobie pozwala umrzeć.


do utraty tchu blog



Czasami można się zapętlić w myślach bardzo dorosłych i poważnych, że tak ciężko się robi i łatwo zgubić obraną ścieżkę. Coś zasnuje oczy jak mleczna mgła, oślepi. Nie lubię uciekać, omijać to, co niewygodne, ale przecież każdy czasami musi odpocząć. Nie da się tak ciągle brać za bary z życiem. Może lepiej przystanąć, złapać oddech, wrócić do tego, co ufne i oddane. Ukołysać się we wspomnieniach, aby ponownie móc marzyć. A może nie warto żyć marząc, lepiej żyć marzeniami, wprawić je w ruch. Otrzepać się z wątpliwości, dzielnie podnieść czoło. Przecież jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.




do utraty tchu blog



Letni niedoczas. Mała metamorfoza mojego balkonu

Letni niedoczas. Mała metamorfoza mojego balkonu

do utraty tchu blog


W moim domu rodzinnym chyba najbardziej lubię werandę. Otoczoną drewnianymi belkami, z donicami pełnymi kwiatów i rozgrzaną letnim słońcem terakotą. To tam najlepiej smakuje kawa, a rozmowy toczą się do późnych godzin nocnych. Miłość do tego miejsca przeniosłam na swój olsztyński balkon, który stanowi dla mnie namiastkę sielankowej werandy z dzieciństwa. 


Po trzech latach spędzonych w naszym mieszkaniu, postanowiliśmy rozpocząć sezon letni od małej remontowej rewolucji na balkonie. Bez żalu pożegnaliśmy sztuczną trawę i zastąpiliśmy ją drewnopodobnymi płytkami. Przemalowaliśmy meble, nadając im wygląd starego, przetartego drewna. Zawiesiliśmy dwie skrzynki, na których poustawialiśmy kwiaty - w tym roku zdecydowanie muszą rosnąć z dala od ciekawskich rączek Lilki. 😁


do utraty tchu blog


Uwielbiam nasz balkon po tegorocznej metamorfozie, choć w poprzednich latach również nie mogłam mu odmówić uroku. Teraz jednak zdecydowanie jest przytulniejszy, puste ściany zastąpiła zielenina, a już niebawem będziemy mogli zajadać się własnymi pomidorkami. 


do utraty tchu blog


I jedyne, czego mi brakuje to czasu... 😔 Marzę o chwili z kawą i książką. Ostatnie tygodnie są niezwykle intensywne, w ciągłym biegu i w niedoczasie. Jedynym stoperem jest Lili, która zatrzymuje mnie w pół kroku. Wtedy siadamy na rozgrzanych płytkach, nad naszymi głowami pochylają się łodygi pełne kwiatów, a przez wierzbowe gałęzie przedzierają się lipcowe promienie. Czytamy, bawimy się, Lilka czasami zażywa letniej kąpieli w niewielkiej misce, która mieści jej pulchne ciałko i kilka zabawek. 😄 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Za dwa dni rozpoczynam urlop. Będę czytać, pić litry kawy zbożowej i cieszyć się latem, które w tym roku niestrudzenie gonię, a ono wciąż wymyka mi się z rąk. 😏 A jak Wasze wakacyjne plany? Miejsko-balkonowe, czy raczej podróżnicze?


Do następnego!


Kulisy powstawania pierwszego polskiego czasopisma dla blogerów

Kulisy powstawania pierwszego polskiego czasopisma dla blogerów

blogostrefa


Blogostrefa to dla mnie naprawdę wiele. Bywały chwile, że zastanawiałam się, czy nie nazbyt wiele. Czy podołam? Czy nie zawiodę i sprostam? Czy uda mi się pogodzić powrót do pracy i dopiero raczkujący magazyn? Czy realizacja moich ambicji nie będzie ze szkodą dla najbliższych, którzy zawsze będą dla mnie życiowym priorytetem? Tych poplątanych myśli w głowie był cały kłębek, który nawijał nitki wątpliwości podcinające moje skrzydła. Jednak zapał do inicjatywy Kasi (Yellow Pear) i radość z możliwości uczestniczenia w tym projekcie od początku napędzał mnie i gdzieś w głębi wiedziałam, że wszystko się uda. 

Gdy Kasia zaproponowała redakcyjne spotkanie, uwieńczone profesjonalną sesją fotograficzną, początkowo pomyślałam, że to szaleństwo. Każda z nas mieszka w innym zakątku Polski, ma swoją codzienność, obowiązki... Jednak kolejny raz przekonałam się, że ograniczenia tkwią w naszej głowie. Rzeszów, Kraków, Wrocław, Łódź, Olsztyn, a wszystkie drogi prowadzą do Warszawy. 😀



blogostrefa


Muszę się Wam przyznać, że przed spotkaniem z moimi redakcyjnymi koleżankami trochę się stresowałam. Przez dwa lata blogowania unikałam spotkań z innymi internetowymi twórcami. Wynikało to z oporu do przyznania się przed samą sobą, że jestem blogerką i bardzo swobodnego podejścia do Do utraty tchu. Dopiero od niedawna zaczęłam być z tego po prostu dumna. Zawsze wkładałam w to sporo serca, ale nie traktowałam bloga poważnie. A teraz musiałam opuścić bezpieczny kokon, który utkałam wokół siebie za szklanym ekranem i stanąć twarzą w twarz z osobami, które znałam tylko z wystukanych zdań na klawiaturze komputera. 


Moje obawy ponownie okazały się na wyrost. Dziewczyny dały mi się poznać jako niezwykle pozytywne osoby. Bez zbędnego zadęcia i dystansu, za to uśmiechnięte, konkretne w działaniu i z ogromnym entuzjazmem oczekujące na premierowy numer czasopisma. Jesteśmy oczywiście świadome, że jeszcze wiele będziemy musiały się nauczyć i wiele z pewnością poprawić. Nie ukrywamy jednak, że liczymy w tej kwestii na Ciebie, Czytelniku. 😊


blogostrefa


Premiera pierwszego numeru czasopisma dla blogerów przewidziana jest na drugą połowę lipca. Niebawem ruszy też strona magazynu. Teraz dopinamy wszystkie szczegóły, dopieszczamy artykuły i dokładamy wszelkich starań, aby oddać w Twoje ręce porządny, wartościowy materiał. To jednak jeszcze chwilę potrwa, więc aby umilić Ci ten czas oczekiwania zapraszam Cię za kulisy sesji fotograficznej naszej redakcyjnej załogi. Za obiektywem stanęła Magdalena Mizera, zaś zdjęcia z backstage'u wykonał Bartosz Sobczak


blogostrefa

blogostrefa

blogostrefa

blogostrefa

blogostrefa

blogostrefa


Skład redakcyjny czasopisma:


Katarzyna Berska (Yellow Pear) - redaktor naczelna

Marzena Gaczoł (Matka Puchatka)
Katarzyna Grzebyk (Katarzyna Grzebyk)
Dagmara Sobczak (Socjopatka)
Anna Tabak (Anna Tabak)
Aleksandra Dobies (Do utraty tchu)

Zdjęcia: Magdalena Mizera
Zdjęcia backstage: Bartosz Sobczak


Lili

Lili


Do następnego!


Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger