Z Lilusiowej biblioteczki: seria książeczek dla maluchów "Co wkoło" Lotty Olsom

Z Lilusiowej biblioteczki: seria książeczek dla maluchów "Co wkoło" Lotty Olsom

Do utraty tchu blog


Czternaście miesięcy to poważny czas. Zabawki bywają nieatrakcyjne i często przegrywają z miskami, garnkami, mąką, ryżem. Ubrania okazują się być fascynujące na tyle, że wszystkie naraz lądują na kędzierzawej główce. Innym razem pralka jawi się jako przechowalnia skarbów, a mamine buty to świetni towarzysze do snu, dlatego ich miejsce jest w łóżeczku. Świat kilkunastomiesięcznego malucha jest niesamowity - wszystko jest nowe, nieznane, do dotknięcia, oblizania i rzucenia o ziemię. Coraz częściej jednak zdarzają się chwile, gdy zamiast destrukcji, pojawia się chęć zbudowania, połączenia, włożenia jedno w drugie. Każdego dnia czuję się zaszczycona, że mogę uczestniczyć w odkrywaniu codzienności przez Lilkę. Fascynacja rzeczywistością i wyobraźnia, która nie zna granic dorosłości, budzą moją uśpioną kreatywność. 


Oswajanie obcego otoczenia to często stresujący okres dla małego człowieka, dlatego naszym - dorosłych zadaniem jest pomoc w poznawaniu nowego. W takich chwilach wyjątkowo przydatna jest literatura. Odpowiednio dobrana lektura to nie tylko czas spędzony na rozkochiwaniu dziecka w książkach, ale także dobry sposób na ukazanie tego, co wkoło. 


Seria książeczek dla maluchów Co wkoło Lotty Olsom 


Do utraty tchu blog


Książeczki z serii Co wkoło autorstwa Lotty Olsom, z ilustracjami Charlotte Ramel to nowa pozycja czytelnicza Wydawnictwa Zakamarki, specjalizującego się w szwedzkiej literaturze dla dzieci. Głównym założeniem książeczek jest ukazanie świata kilkunastomiesięcznego malucha, pełnego nieoczekiwanych zdarzeń, zadziwiających spraw, odkryć małych i dużych.



W skład serii wchodzą cztery tomy:

  • Bardzo wielki nos - to książka pomagająca dziecku poznać swoje ciało i zrozumieć różnicę między tym, co małe i tym, co wielkie;
  • Auto robi brum - to mała księga dźwięków;
  • Sweter włóż i już - to krótka lekcja ubierania się;
  • Mały, mały smyk - to przewodnik po codziennych rytuałach małego człowieka.


Do utraty tchu blog


Krótkie, wierszowane teksty, które zazwyczaj zajmują jedynie jeden wers na stronie, to zdecydowanie odpowiednia objętość treści dla niewprawnego jeszcze małego czytelnika. Prosty i informacyjny przekaz pozwala przyswoić znaczenie słów i pomóc w nauce nazywania elementów znajdujących się wkoło.


Do utraty tchu blog


Na uwagę zasługuje również szata graficzna serii, której autorką jest Charlotte Ramel. Grafika często ma dla mnie decydujące znaczenie w wyborze lektury, szczególnie dziecięcej. I choć preferuję kolorowe ilustracje, pełne ruchu, kipiące emocjami, to wiem, że dla Lili to zbyt wiele. W obecnej chwili potrzebujemy stonowanych i jasnych obrazów, które niosą wyraźny przekaz. Mały umysł mojej dziewczynki jest na etapie łączenia słów ze znanymi przedmiotami. Ilustracje Charlotte Ramel są oszczędne, ale wymowne, niekiedy humorystyczne i z pewnością zrozumiałe dla kilkumiesięcznego dziecka.


Jeśli sposób przedstawienia świata w serii Co wkoło wydaje Ci się znajomy, to nic dziwnego - Charlotte Ramel jest autorką również ilustracji do popularnej serii książek dla dzieci o Cynamonie i Trusi.


Do utraty tchu blog

Do utraty tchu blog


Kartonowe wydanie, krótkie i proste w przekazie wierszyki oraz oszczędne, ale urocze i zabawne ilustracje to główne zalety nowej serii Wydawnictwa Zakamarki. Co więcej, jako filolog polski, bibliotekarz, ale przede wszystkim mama uważam, że seria Co wkoło Lotty Olsom ma wszystko, co powinna zawierać lektura dla kilkumiesięcznego malucha, aby rozbudzić w nim miłość do czytania i świata.





Za pomoc w zarażaniu pasją literacką mojego dziecka
dziękuję 


Dane techniczne

Bardzo wielki nos, Auto robi brum, Bardzo wielki nos, Mały, mały smyk Lotta Olsom
Wydawnictwo: Zakamarki
Seria: Co wkoło

Szparagi w cieście francuskim z boczkiem i serem

Szparagi w cieście francuskim z boczkiem i serem

do utraty tchu blog


Uwielbiam jeść. A jeszcze bardziej lubię, gdy jem dobrze i smacznie, a czas poświęcony na gotowanie nie zajmuje mi pół dnia. Powrót do pracy zmusił naszą rodzinę do reorganizacji i rozplanowania wszystkiego od nowa. Jednym ze sposobów na oszczędność czasu to planowanie posiłków. Staramy się wcześniej przemyśleć tygodniowe menu, aby bez problemu tworzyć listę zakupów i nie marnować cennych minut na szukanie pomysłów, co by tu się zjadło. Oczywiście bywają dni na totalnym spontanie, którego częstym powodem są promocje w Biedrze. 😜😁 Bo jak znajdujesz przecenioną cukinię, paprykę lub szparagi, to grzech z tego nie skorzystać. Takim właśnie sposobem powstało danie, które dziś Wam zaserwuję. Jest niesamowicie smaczne, szybkie w przygotowaniu i uniwersalne - sprawdzi się jako danie obiadowe, ale również jako przystawka na wieczór z przyjaciółmi. 



Szparagi w cieście francuskim z boczkiem i serem  



do utraty tchu blog



Tak na dobrą sprawę, to cały przepis zawarty jest w tytule. Postaram się jednak opisać wszystko jasno i rzetelnie. 😉



Lista składników


  • szparagi (cały pęczek, około 500 g);
  • boczek w plastrach (około 200 - 250 g);
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego XXL;
  • ser żółty;
  • sól, świeżo mielony pieprz;
  • odrobina oliwy.



Sposób przygotowania


Szparagi dokładnie umyj i osusz. Następnie odetnij twarde końce, a pozostałe łodygi dopraw solą, pieprzem i obtocz w oliwie.


Szparagi owiń boczkiem, a następnie żółtym serem. Ciasto francuskie podziel na długie plastry (pokrój wzdłuż). Następnie obtocz w cieście wcześniej przygotowane i zawinięte w boczek oraz ser szparagi.


Szparagi ułóż na dużej blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. 


Szparagi piecz przez około 15 - 20 minut (do momentu zarumienienia się ciasta) w piekarniku rozgrzanym do 200º C.


Gotowe szparagi możesz podać z ulubionym sosem.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Czas na sezonową, warzywną kuchnię uważam za otwarty! 😀 Szparagi w cieście francuskim to szybki i prosty przepis na obiad, który z pewnością będzie jednym z moich ulubionych. Jeśli Ty również jesteś fanem tego, co aktualnie na czasie i najtańsze, to polecam Ci:



A Ty jaki masz sposób na ekspresowy obiad dla zapracowanej mamy? Koniecznie podziel się nim ze mną! 😊



Pozdrawiam!


UWAŻNIEJ #maj

UWAŻNIEJ #maj

do utraty tchu blog


Uważniej to nowa seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym,
co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. 
Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga worqhop.
Dzięki opracowanym przez Kasię słowom-kluczom będę mogła opowiedzieć Ci,
co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia,
czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 


♥ ♥ ♥


I wtedy przyszedł maj 
Zamieszał w moim sercu
Zgubiłam cały żal
Poczułam co to szczęście
Tylko szczęście
Całe szczęście
Tylko szczęście...


Piszę te słowa zasłuchana w słowa piosenki Varius Manx. Moją twarz otulają promienie wiosennego słońca, a ja uśmiecham się do tego, co przyniosą mi kolejne tygodnie. Pozytywne nastawienie to ogromny krok na przód. 😉 Jestem przekonana, że z radością w środku wszystko będzie prostsze i te zmiany, które nadchodzą nie będą tak dotkliwe. Wręcz przeciwnie - sprawią, że moja codzienność będzie pełniejsza. 



do utraty tchu blog



CZUJĘ SIĘ jak na huśtawce. Przede mną niezwykle wymagający i intensywny czas. Powrót do pracy w pełnym wymiarze, rozłąka z Lilunią i emocje, które kipią we mnie niczym wrząca woda. Wszystko wokół jest dla mnie nowe - nowe otoczenie, nowe obowiązki i w tym wszystkim moja maleńka, dzielna dziewczynka. 


TĘSKNIĘ ZA chwilami, gdy byłyśmy dla siebie na wyłączność. Poluzowanie tej mocnej więzi i pozwolenie Lili na większą samodzielność to dla mnie krok milowy. Jednocześnie wiem, że to będzie dobre dla nas obu.


do utraty tchu blog


CIESZĘ SIĘ każdą chwilą. Mam ich przecież teraz tak niewiele! Wspólne poranki, łyk kawy na balkonie, który przeszedł totalną metamorfozę. Każdy dzień jest dla mnie wyzwaniem, ale dzięki temu mam poczucie, że nie stoję w miejscu.


PRACUJĘ NAD nowym projektem, który pochłania mnie ostatnio bez reszty. Nowe czasopismo dla blogerów, które w lipcu będzie miało swoją premierę to dla mnie priorytetowe przedsięwzięcie. Każdą wolną chwilę spędzam teraz na zapisywaniu pomysłów, tworzeniu artykułów i szlifowaniu swoich umiejętności redaktorskich. Ponadto wciąż pracuję przy audycji w Radiu UWM FM, Rodzicielskie kieszonkowe, gdzie polecam książki dla przyszłych i młodych rodziców. W maju miałam również przyjemność być gościem na zajęciach Media społecznościowe i marketing biblioteczny w Bibliotece Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie. To było dla mnie niezwykle ważne doświadczenie - sporo czasu spędziłam na przygotowaniach, potem musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu i stanąć przed liczną grupą, aby opowiedzieć o prowadzeniu bloga o książkach. Ale było warto! Wiadomości zwrotne od uczestników spotkania tylko mnie w tym utwierdziły.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



UCZĘ SIĘ nowej organizacji dnia. Zadań przybywa, a moja doba za cholerę nie chce się wydłużyć! Praktykuję krótkie, ale intensywne spanie, ale domyślam się, że długo tak nie pociągnę.


POTRZEBUJĘ więcej czasu i cierpliwości na ogarnięcie rzeczywistości. Na blogu może być mnie mniej. Z pewnością tak będzie. Wierzę jednak, że to zrozumiesz i poczekasz aż wszystko się ustabilizuje. Zdecydowanie więcej mnie na Facebooku i Instagramie, więc jeśli tam jeszcze nie zaglądasz, to koniecznie nadrób zaległości. 😉 A tymczasem przypominam Ci o kilku tekstach, które pojawiły się w maju na łamach Do utraty tchu:









do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



CZYTAM trochę wolniej, bo książki, po które sięgam są o wiele bardziej wymagające. Staram się to robić uważniej, notuję i analizuję nowe treści. Obecnie jestem w trakcie lektury Rodzicielstwo bliskości Williama i Marthy Sears. Żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej, choć czytając ją utwierdzam się o sile intuicji i zaufaniu w kontaktach z bliskimi. Coraz częściej jednak tęsknię za moimi ukochanymi obyczajówkami, za czytaniem dla samego czytania. Jeszcze tylko chwilka i wszystko wróci do normy.


CHCIAŁABYM więcej się ruszać. Powrót do moich zdrowych nawyków i aktywności fizycznej to moje marzenie. Czuję się ociężała, dieta nie jest taka, jaka być powinna. Argument, że nie mam czasu i jestem zmęczona jest beznadziejny, bo zdaję sobie sprawę, że moje kiepskie samopoczucie to właśnie jest jedno z następstw mojego lenistwa.


do utraty tchu blog


JESTEM WDZIĘCZNA. Tak po prostu. To dla mnie jedna z ważniejszych umiejętności - cieszyć się z tego, co mam. A mam naprawdę dużo. Dziękuję, że mam możliwość rozwinąć skrzydła, że jest wokół mnie tyle dobrych duszyczek, które w to wierzą. Wiem, że jest tego dużo i może to łapanie kilku srok za ogon, ale jeśli teraz nie zaryzykuję, to kiedy? Kiedy jest odpowiedni czas na zmiany? Kiedy będę na to gotowa, jak nie teraz? Wsparcie najbliższych, ich radość z mojego szczęścia to dla mnie porządny kopniak, aby nie czekać, tylko działać.


CZEKAM NA to, co przyniosą kolejne tygodnie. Jestem przekonana o słuszności i potrzebie inicjatyw, w które się zaangażowałam. Wierzę, że to będzie coś wielkiego.


do utraty tchu blog



Maj był powolny, skupiony na tym co TU i TERAZ. Zamknęliśmy jeden z najwspanialszych okresów w naszym życiu - pierwszy rok życia we trójkę. Lilka to nasza iskierka, taki mały chochlik. Teraz czeka nas trudny egzamin z organizacji i realizacji z zamierzonych planów. Trzymaj za nas kciuki!


Do następnego!



DIY. Renowacja drewnianego stołu

DIY. Renowacja drewnianego stołu

do utraty tchu blog


O tym, że chcielibyśmy odświeżyć nasz balkon wiedzieliśmy już w ubiegłym roku. Miałam sporo czasu na wyszukanie inspiracji i zaplanowanie tego, co należy wykonać. Obecnie skończyliśmy już ciężką i brudną część metamorfozy. Najchętniej pokazałabym Wam jak to wszystko wygląda, ale zanim to nastąpi muszę jeszcze kilka rzeczy dopieścić. Dziś mam dla Was coś innego - taką małą poczekajkę, która sprawiła mi ogromną radość i cieszy moje oko każdego dnia. Pokażę Wam nasz stary drewniany stół, który dzięki mojemu mężowi otrzymał drugie życie. 


Pomysł na renowację stołu pojawił się nagle i niespodziewanie. Gdy zaczęliśmy malować meble balkonowe, stwierdziłam, że moglibyśmy to samo zrobić z naszym drewnianym stołem, który swoje lata świetności miał już za sobą. Kupiliśmy go jeszcze do wynajmowanego wcześniej mieszkania, ale podczas przeprowadzki wiedziałam, że znajdzie swoje miejsce w nowym domu. Jednak nie do końca odpowiadał mi jego kolor - był ciemny, stylizowany na antyczny. Choć barwa drewna sama w sobie była piękna, to aranżacja naszego mieszkania niekoniecznie pozwalała jej na odpowiednie zaprezentowanie swojej urody. W naszej niewielkiej przestrzeni dominuje biel z ciemnymi, kontrastującymi dodatkami, a brązowy stół był zupełnie w odmiennym stylu. 


Nowy wygląd stołu zachwyca mnie niezmiennie. To zdecydowanie mój klimat - stare, bielone drewno, z widocznymi przetarciami i nierówno rozprowadzoną farbą. Jest cudowny! Romantyczny, trochę prowansalski i stanowi idealne tło do zdjęć. 😉 Zresztą sami zobaczcie.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Metamorfoza mojego drewnianego stołu


Stół przed malowaniem


Tak, jak wcześniej wspomniałam, stół był barwiony na brązowo, stylizowany na antyczny, z widocznymi sękami i wgłębieniami. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak prezentował się jeszcze przed renowacją. 



do utraty tchu blog


Przygotowanie podłoża do malowania


Przed malowaniem należało przygotować odpowiednio podłoże. W tym celu mąż delikatnie zmatowił drewno. Choć w naszym przypadku nie było to aż tak konieczne, ponieważ poprzedni impregnat był już powycierany w niektórych miejscach. 


Następnie przemył stół benzyną, aby odtłuścić podłoże i przygotować je do nałożenia impregnatu. 



Malowanie stołu


Do malowania użyliśmy impregnatu w kolorze białym, produkt zaś rozprowadzony był pędzlem. Zależało nam na otrzymaniu efektu postarzonego drewna, dlatego pędzel sprawdził się idealnie. Pozostawiał smugi i niedociągnięcia, o które nam chodziło. 😀


Stół był malowany trzykrotnie. Po wyschnięciu impregnatu mąż przetarł go papierem ściernym, aby odsłonić w niektórych miejscach brąz. W ten sposób otrzymaliśmy efekt końcowy. 😊



Obecny wygląd stołu rewelacyjnie wkomponował się w nasze wnętrze. Cała metamorfoza była przeprowadzona tanim kosztem, bo produkty do renowacji miały posłużyć nam do odmalowania mebli balkonowych. Już po nałożeniu pierwszej warstwy impregnatu zauważyliśmy, że jest to produkt bardzo wydajny, a my zakupiliśmy duże opakowanie. 🙈😂 Aż żal było nie wykorzystać tego nadmiaru.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog



Uwielbiam przedmioty z historią i jestem przekonana, że nasz nowy-stary stolik zostanie z nami na długie lata. Ciekawa jestem, czy Wy również chętnie otaczacie się odrestaurowanymi meblami, czy raczej stawiacie na nowoczesność? I koniecznie dajcie znać, czy podoba się Wam efekt końcowy! 



Ściskam! 


BLOGOSTREFA. Jedyne takie czasopismo dla blogerów

BLOGOSTREFA. Jedyne takie czasopismo dla blogerów

blogostrefa, czasopismo dla blogerów


Bywają takie momenty, że los się do Ciebie uśmiecha tak niespodziewanie. Kusi Cię czymś odważnym, niepowtarzalnym i wyjątkowym, jednocześnie przestrzegając Cię, że będzie to wymagające i bardzo ambitne. Nie ma mowy o drodze na skróty. Musisz wejść w to bezkompromisowo i z oddaniem. 


Na początku maja napisała do mnie Kasia z bloga yellowpear.pl z propozycją współpracy. Nie sądziłam wówczas, że będzie to tak ogromny projekt! BLOGOSTREFA. Pierwsze i jedyne czasopismo internetowe dla blogerów. Tworzone od podstaw z sercem i wielką pasją. 


BLOGOSTREFA


blogostrefa

Dla kogo?


Z założenia będzie to pismo adresowane dla całej blogostrefy. Tworzone przez Twórców dla Twórców. 😊 


Polscy blogerzy to bardzo wdzięczny i barwny obszar wirtualnego świata i, jak się pewnie domyślasz, u nas również będzie kolorowo i różnorodnie. Nie zdradzę Ci o czym dokładnie będziemy pisać, ale mogę zagwarantować, że nie będzie nudno!



Kto?


Jestem naprawdę dumna, że Kasia obdarzyła mnie takim zaufaniem i zaprosiła mnie do grona blogerów, których pióro wyjątkowo cenię. 


blogostrefa, zespół redakcyjny


Na czele składu redakcyjnego stoi Katarzyna Berska, autorka bloga yellowpear.pl. Niesamowicie zdolna, ambitna i jakże odważna kobieta! Zmierzenie się z tak ogromną inicjatywą wymaga niezwykłej pracowitości i siły ducha, a Kasia ma wszelkie predyspozycje, aby swój pomysł obrócić w sukces. Kasia jest również autorką strony wizualnej BLOGSTREFY, efekty Jej pracy możesz podziwiać wyżej. ⇧



Oprócz Kasi będę pracować z:
  • Anną Tabak, autorką bloga annatabak.pl. Ania niedawno wydała książkę, Bursztynowy Anioł i już pracuje nad kolejną. Jest to o tyle imponujące, ponieważ Ania jest mamą i żoną oraz kobietą pracującą;

  • Dagmarą Sobczak, autorką bloga socjopatka.pl oraz e-planowaniekariery.pl. W 2017 roku pierwszy blog Dagi znalazł się w srebrnej 10 najchętniej polecanych blogów w Polsce, w ramach akcji SHARE WEEK, czyli Twórców polecają Twórców. Robi wrażenie, prawda? 😉

  • Katarzyną Grzebyk, autorką bloga katarzynagrzebyk.pl. Lubię Kasię za jej wnikliwe i merytoryczne podejście do literatury. To niebywale kompetentna osoba, z wieloletnim stażem dziennikarskim;

  • Marzena Gaczoł, autorka bloga matkapuchatka.pl. Marzena pochłania książki jak ja czekoladę - w ekspresowym tempie. 😜😂 Jednak nie jest to tylko czytanie dla samego czytania, ona to opisuje po mistrzowsku! Jej recenzje są zawsze bardzo rzetelne i pisane językiem, który smakuje się niczym ulubione danie. 


Jestem jeszcze ja. Mnie znasz, wiesz o czym i jak piszę. Blogostrefa jest naprawdę duża i z pewnością znajdzie się miejsce dla wielu twórców. Obecnie trwają rozmowy z innymi blogerami, którzy zechcieliby podjąć z nami współpracę i wesprzeć nasz projekt. 


do utraty tchu blog


Gdzie nas znajdziesz?


To dopiero początek, przed nami wiele pracy. Jednak chcielibyśmy pozostać w kontakcie z odbiorcami. Dlatego jeśli chcesz być na bieżąco, chcesz zajrzeć za kulisy powstawania czasopisma, dowiedzieć się nieco więcej o tej inicjatywie koniecznie dołącz do nas na Facebooku i Instagramie


Możesz również do nas napisać: blogostrefa@yellowpear.pl.
Czekamy na Twoje sugestie, przemyślenia oraz propozycje tematów, które powinniśmy poruszyć na łamach Blogostrefy



I co o tym myślisz? 
To z pewnością innowacyjny i odważny projekt, 
ale z Twoją pomocą i wsparciem na pewno stworzymy coś twórczego i ambitnego.


Pozdrawiam,


"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk-Cieślak

"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Do utraty tchu blog


Smutna, ale prawdziwa. Niespieszna, ale wciągająca. Trudna, ale oczyszczająca. Taka jest książka Natalii Fiedorczuk-Cieśla, Jak pokochać centra handlowe.


Byłam pełna obaw, sięgając po tę powieść. Wiele sobie po niej obiecywałam i czułam ciężar oczekiwań, który na nią zrzuciłam. Jednak Natalia Fiedorczuk-Cieślak poradziła sobie doskonale, skłaniając mnie do zmierzenia się  z tym, co niewygodne, co uwiera i zawstydza.



Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk-Cieślak



do utraty tchu blog


Literacki debiut Natalii Fiedorczuk-Cieślak, za który została nagrodzona Paszportem Polityki 2016, to opowieść o kobiecym doświadczeniu, bardzo bolesnym i na wskroś prawdziwym. 


Główna bohaterka to kobieta, jak każda inna. Zwyczajna w swej zwyczajności, stanowiąca neutralne tło dla codzienności, wtapiająca się w rzeczywistość, niedostrzegana. Mieszkanka przedmieść Warszawy, ale jej życie toczy się gdzieś w drodze między jednym centrum handlowym a kolejną stacją benzynową i drogą szybkiego ruchu. Niestabilna praca, niestabilny dom i niestabilna ona. 


Nikt nie uprzedził jej, co ją czeka za chwilę. Tuż po tym, gdy jej ogromny brzuch zniknie, zastąpiony małym człowiekiem domagającym się uwagi i troski. Jej ciało, myśli i prywatna przestrzeń - to wszystko zostaje brutalnie odebrane i wystawione do publicznej oceny. Być może mogłaby być jedną z tych przebojowych kobiet, które wyznaczają absurdalne standardy kreowane przez media społecznościowe. Może też wycofać się, milczeć i z każdym dniem znikać za zasłoną depresji, lęków i niegasnącego poczucia winy, że jest niewystarczająca.



do utraty tchu blog



Natalia Fiedorczuk-Cieślak  w bezkompromisowy sposób rozlicza się ze wymaganiami, jakie stawia współczesne społeczeństwo młodym matkom. Na światło dzienne wyciąga wszystko to, co wstydliwie ukrywa się, nakładając instagramowy filtr. Nie ma tu euforii, słodkich i pulchnych bobasów, wypoczętej i uśmiechniętej mamy. Jest za to ciągłe zmęczenie, rutyna, obsesyjnie powtarzane codzienne czynności, bezkształtne ciało i zdiagnozowana depresja. 


Smutna to historia. Tak bardzo smutna i chyba trochę przerażająca. Daleka od moich doświadczeń, które nijak mają się do opowieści autorki. Jednak nie mam odwagi zaprzeczyć i zakwestionować jej autentyczność. Wierzę, że jest wiele kobiet, które odnajdą w niej cząstkę siebie. Momentami i ja dostrzegałam w słowach autorki swoje odbicie. Zatrzymywałam się wówczas i przyglądałam się temu z nieukrywaną ulgą, że nie tylko ja, że są inne, chwilami równie mocno zagubione:


[...] nie chcę wybierać. Niech ktoś to zrobi za mnie, niech zaniesie mnie płaczącą i wierzgającą do domu, przykryje kołdrą i przyniesie kakao, uwalniając od ciężaru potencjalnych konsekwencji. Teraz. Nie chcę brać na siebie żadnej odpowiedzialności. 


I nie chodzi tu o brak dojrzałości i przygotowania do bycia rodzicem. To raczej te liczne możliwości, setki propozycji, ułatwienia, decyzje, które należy podjąć i dźwigać ich ciężar.


do utraty tchu blog


Fiedorczuk-Cieślak w swojej powieści dotyka wielu płaszczyzn macierzyństwa. Pod lupę bierze kobiecą fizyczność, pociążowe ciało i napęczniały brzuch, który rośnie niczym ciasto drożdżowe, wypływające z metalowej formy. Stres i zmęczenie zajadane biszkoptami w ukryciu, za drzwiami lodówki, aby nikt nie widział, nie oceniał. Jest też złość, frustracja i niezrozumienie:


"Nie kładź go w dzień"? Ja się, kurwa, pytam, jak mam go nie kłaść w dzień. Te czterdzieści minut między dwunastą a dwunastą czterdzieści jest jedynym momentem, kiedy mogę się umyć! Wypić coś, zjeść. Ty masz na to cały jebany dzień. Śniadanko, drugie śniadanko, obiadzik w knajpie, a teraz kolacyjka, kurwa jego mać.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Sama autorka wspomina, że jednak są rzeczy, które pominęła, bo macierzyństwo jest tak złożonym i trudnym procesem, że jest wprost niemożliwym opisanie go kompleksowo i w całości . Chciała, aby był to emocjonalny głos, który jest na granicy prozy i reportażu. I chyba ta hybryda gatunkowa daje wolność czytelnikowi. Możesz być nią - zagubioną w świecie presji, sztywnych ram, doznającą kryzysu egzystencjalnego, który wcale nie jest tak rzadki wśród młodych matek. Ale możesz być tylko obserwatorem, który rozumie, ale nie doświadcza. A może wcale nie rozumie, bo nie chce? Ja jestem pośrodku. Trochę zagubiona w tej trudnej przeprawie, ale jednocześnie szczęśliwa, że jednak jestem z boku.





Za niesamowicie trudną, ale ważną lekturę


Dane techniczne

Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk-Cieślak
Wydawnictwo: Wielka Litera
ISBN 978 83 8032 128 1

Z Lilusiowej biblioteczki: "Matyldo, co robią kury?" Alexander Steffensmeier

Z Lilusiowej biblioteczki: "Matyldo, co robią kury?" Alexander Steffensmeier

do utraty tchu blog


Ostatnio jednym z ulubionych zajęć moich i Lilki jest zabawa w kurki - ja jestem kurą, Lili zaś ucieka przede mną lub tańczy w rytm mojego gdakania. 🙈😂 To niesamowite, bo dzięki mojej córeczce spełniam się nie tylko jako mama, ale także odnajduję w sobie talenty, o których nie miałam pojęcia. Dziś już wiem, że mogę być milusińskim psem, puszystym kociakiem, wzbijającym się do lotu ptakiem, rozbrykaną krową i wysiadującą jaja kwoką... No, człowiek orkiestra! 😆


Jako mały człowieczek Lili uwielbia wszystko, co się rusza. Jest niesamowicie ciekawa otaczającego świata, a ja mogę wcielić się w każde zwierzę świata, aby jej tylko w tym pomóc. Lilusiowy obiekt zainteresowań często ulega zmianie, bo przecież wokół jest tyle fascynujących rzeczy, ale odkąd w naszej biblioteczce pojawiła się książeczka o nowych przygodach krowy Matyldy, najczęściej bywam kurą...



Matyldo, co robią kury? Alexander Steffensmeier




do utraty tchu blog


Jak to możliwe, że książka o krowie, a ja o kurach? No, tak! Bo w najnowszej pozycji z serii o niesfornej Matyldzie, o której pisałam wcześniej TU, głównymi bohaterami są szalone kury i maleńkie, mięciusie kurczaczki. Zawładnęły całym gospodarstwem! Chodzą krok w krok za Matyldą, pomagają rozpakować zakupy z traktora, uwielbiają gry i zabawy, taplają się w przydomowym strumieniu. wiodą prym na urodzinowych przyjęciach, wieczorami tańczą swój wielki taniec, aby tuż po zachodzie słońca udać się do kurnika na zasłużony odpoczynek. 


Jeśli kiedykolwiek pomyślałeś, że kury to nudne zwierzęta, to najwyraźniej nie spotkałeś jeszcze tych z gospodarstwa Matyldy! 


do utraty tchu blog


Najnowsze dzieło Alexandra Steffensmeiera z Matyldowej serii zdecydowanie adresowane jest do najmłodszych czytelników. Świadczy o tym prosty i krótki tekst, który z pewnością nie znudzi małe, zwiercone istotki. Dowodzą tego również tekturowe strony książeczki, wytrzymałe na wielokrotne i niekiedy szalone kartkowanie, a także podgryzanie, zginanie i oślinione buziaki. Ale czy tylko maluchy odnajdą się wśród kur, kurczaczków, świń i krów? Z pewnością nie, bo przygody Matyldy i jej przyjaciół to świetna przeprawa również dla nieco starszych dzieci. Co więcej, ten komiczny świat zwierząt rozśmieszy nawet poważnego, statecznego i okropnie dorosłego czytelnika. 😉


Jest coś jeszcze, coś niezwykle ważnego! Nie można być obojętnym na szatę graficzną tej serii, która jest wprost fenomenalna. Jej przekaz tylko pozornie jest jasny. Gdy wytężysz wzrok, Twoim oczom ukaże się niesamowity świat - gospodarstwo, nad którym czuwa rosła gospodyni z niesforną i niezdarną Matyldą, leniwymi prosiakami, wygłodniałą kozą, strachliwym kucykiem i rozbrykanymi kurami. Ach, i jest jeszcze listonosz, przyjaciel uroczej krowy. 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Steffensmeier stworzył wyjątkowe miejsce, które nijak ma się do sielankowego wyobrażenia powolnego życia na wsi. Tu wszystko jest na opak, bywa irracjonalnie, ale przede wszystkim jest zabawnie i barwnie. Urocza, pełna humoru, prosta w przekazie.


Ogromnie cieszę się, że przygody krowy Matyldy doczekały się wydania również dla mniej wprawnych czytelników, których rączki jeszcze niezgrabnie kartkują, paluszki często  lądują w buźce, a rosnące ząbki sprawdzają odporność papieru. 


do utraty tchu blog


Zarówno Lili, jak i Lilusiowi rodzice gorąco polecają Matyldo, co robią kury? Alexandra Steffensmeiera. 😀





Za niezwykle przyjemnie spędzony czas z sympatyczną krową Matyldą 
dziękujemy



Dane techniczne

Matyldo, co robią kury? Alexander Steffensmeier
Seria: Krowa Matylda
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN 978 83 8008 303 5
Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj, kochaj, czytaj! , Blogger