#UWAŻNIEJ | lipiec - sierpień 2018

#UWAŻNIEJ | lipiec - sierpień 2018

do utraty tchu blog


Nie mogłam wymarzyć sobie fajniejszej chwili, aby rozpocząć lipcowo-sierpniowe #tuiteraz. Z włosów czesanych morską bryzą i rozjaśnionych od słońca co chwila wysypują się drobinki piasku, które przyniosłam ze sobą z porannego plażowania. Ramiona owiewa mi delikatny wiatr, wpadający przez uchylone drzwi prowadzące na ogród. I chociaż termometr wskazuje ponad 30०C, z mojej buzi nie znika uśmiech. W końcu mamy wakacje! Jesteśmy and morzem, a przed nami jeszcze ponad 2 tygodnie laby! Jak mogłabym tracić czas na marudzenie?! 😁


Wiem, że ta seria ma na celu podsumowanie ostatnich chwil, zatrzymania się i zastanowienia się nad tym, co minęło. Ale mi jest tak dobrze, że z chęcią nawijałabym ciągle o tym, co teraz. Lipiec nie należał do najłatwiejszych, ale dałam radę i mam poczucie, że wyszłam z tego wygrana.


do utraty tchu blog



CZUJĘ SIĘ wspaniale! Długo czekałam na ten urlop. W ubiegłym roku nie dane nam było cieszyć się latem w pełni, bo życie napisało dla nas inny scenariusz. Musieliśmy zmierzyć się z bolesnym doświadczeniem i może właśnie dlatego teraz przepełnia nas niesamowita radość.




JESTEM WDZIĘCZNA za rodzinę. Tym razem nie tak patetycznie i w wielkich słowach. Jednak nie sposób nie zauważyć, że ten piękny czas nad morzem zawdzięczamy właśnie najbliższym. Moja siostra Ania wyjechała ze swoją rodziną na wczasy, a my możemy korzystać z ich gościnności i ulokowaliśmy się w ich mieszkaniu. Nie mogliśmy trafić lepiej - do plaży mamy bliziutko, do dyspozycji dwa ogrody i pokój pełen zabawek. Pewnie, że moglibyśmy wypoczywać bez tego, ale każdy rodzic przyzna mi rację, że to wiele ułatwia. Lila w ogóle się nie nudzi, a my w końcu możemy się zrelaksować.




CIESZĘ SIĘ, że tegoroczne lato jest tak hojne. Że mogę być z Nimi. Słuchać Jej, bo musicie wiedzieć, że Lilka rozgadała nam się na całego. W ostatnich dniach zaskakuje nas nowymi zdaniami. Przyglądamy się temu z rozczuleniem - wyraz Jej buźki, gdy próbuje przekazać nam swoją myśl jest bezcenny. Ponadto odpieluchowała nam się bezproblemowo (oczywiście jeszcze w niektórych sytuacjach posiłkujemy się pampersem, ale to z wygody - jesteśmy na wakacjach! 😂), a odkąd odstawiłyśmy się od piersi Lili przesypia (prawie) całe noce. Dorasta nam nasza dziewczynka! 😍




PRACUJĘ teraz niewiele z wiadomych względów. Ograniczam się do minimum i zajmuję się tylko tym, co sprawia mi przyjemność. Dlatego na blogu nie ma mnie za wiele, ale za to czasami sobie vloguję i akurat to jest niesamowitą frajdą.


Najnowszy vlog jest z pierwszych chwil naszych wakacji nad morzem. Możecie obejrzeć go sobie tu:




Jeśli jeszcze nie dotarliście na mój kanał na YouTube, to nadrabiajcie zaległości! 😁 Możecie nas tam zobaczyć zupełnie z innej strony, tej codziennej. No, to już - subskrybujcie, naciskajcie dzwoneczki, zostawiajcie kciuki w górę i komentujcie! 😜😄


Wracając do pracy - poważnej, żadnej tam internetowej paplaniny, to przyznaję, że lipiec był wymagający. Rozpoczęłam pracę na nowym stanowisku. I to był skok na głęboką wodę - współkordynowanie dużych wydarzeń kulturalnych w przestrzeni miejskiej bywa bardzo nerwowym przedsięwzięciem, ale jakże satysfakcjonującym! Na chwilę obecną jaram się nowym zajęciem, ale stop - teraz jestem na urlopie! 😎


CZYTAM tak na pół gwizdka. Co prawda nie rozstaję się z książką, ale przy Lili wciąż jestem w ruchu i nie mam za dużo czasu, aby usiąść i po prostu poczytać. Takich momentów jest naprawdę niewiele. Moje dziecko zaraz sprowadza mnie na ziemię: Mamo, patrz! Mamo, chodź! I tak w koło Macieju. 😅


Ostatnio jednak przeczytałam ostatnią część przygód Lou Jojo Moyes, o której wspominałam na Instagramie.




OGLĄDAM też z doskoku. Ostatnio udało mi się obejrzeć fajny film, Jestem najlepsza! Ja, Tonya. Historia oparta na faktach i skandalu z udziałem łyżwiarki, Toni Harding. Naprawdę dobre kino, z niesamowitą w tej roli Margot Robbie.






Przymierzam się też do drugiego sezonu Ania, nie Anna. Pierwszym byłam zachwycona. Przepiękne kadry. Ponadto bardzo podobało mi się, że serial był inspirowany historią Ani z Zielonego Wzgórza, a nie wiernym odtworzeniem jej losów. Zaczęłam też oglądać pierwszy sezon This is Us i po trzech odcinkach mogę śmiało powiedzieć, że podoba mi się klimat tego serialu.


UCZĘ SIĘ siebie jako mamy. Nigdy nie ukrywałam, że - obok żony - to jest najważniejsza moja rola. Zawodowo mogę wchodzić w różne buty. Ba! W niektórych już się trochę nachodziłam - sprzedawałam w sklepie, pracowałam na taśmie w fabryce przy zerowej temperaturze, pracowałam w call center, kręciłam pizzę i sprzątałam na budowie, a teraz jestem tu, gdzie jestem. W każdej z tych ról mogę się nie sprawdzić, mogę nie podołać, poddać się lub stwierdzić, że to jednak nie to. Jako żona i mama nie chcę ponieść porażki.




Macierzyństwo to dla mnie wyzwanie. Cholernie trudne, ale prawda jest taka, że Lilka kupiła mnie w całości. Mogłabym Ją zjeść! 😍 Jest charakterna, przekorna, odważna. Taki to nasz mały chochlik. Jednak w ciągu dnia milion razy mam ochotę wystrzelić się w kosmos. Liczę do tysiąca, bo do dziesięciu już nie pomaga. 😜😂 Odkąd zaczęła mówić, nadaje nieustannie. Wykłóca się o wszystko, pertraktuje, dyskutuje... A my? No właśnie, różnie z tym bywa. Sami wiecie, jak jest.


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Ok, już nie przedłużam. Zaopatrzyłam się w kawę i czekam na Wasze lipcowo-sierpniowe wrażenia. 😀 Koniecznie dajcie znać, co u Was słuchać. Jak mija Wam lato - pourlopowo czy jeszcze przed? A może dołączycie do mojego obecnego teamu wakacyjnego? 😎


Ściskam!


Wakacyjne porządki na blogu | Jak wykorzystać letnią przerwę?

Wakacyjne porządki na blogu | Jak wykorzystać letnią przerwę?

do utraty tchu blog


Smuci Cię cisza na blogu? Doskwiera brak czasu na publikację nowych tekstów? Ba, Ty nie masz nawet czasu, aby takowe napisać! Martwi Cię też, że Twoi czytelnicy nie angażują się tak, jak wcześniej? Wiesz, to zupełnie normalne. Są wakacje. Z pewnością od dawna marzy Ci się urlop i oczami wyobraźni jesteś już na rozgrzanej plaży, popijając (bez)alkoholowe drinki. 😀 Nie w głowie Ci teraz siedzenie przed komputerem. Szczególnie, gdy z nieba leje się żar. To samo dotyczy Twoich obserwatorów. Odpoczywają, cieszą się latem. Odpuść i rób to samo. A jeśli szkoda Ci tego czasu na nicnierobienie, wykorzystaj ciszę i uporządkuj bloga. 


Wakacyjne porządki na blogu

 
do utraty tchu blog

  

Zaplanuj

    Jeśli Twoje teksty w wakacje generują niskie statystyki, to może nie warto się spinać. Przeczekaj ten czas, a energię spożytkuj w inny sposób. Weź kartkę, długopis i spisz listę inspiracji na nadchodzące miesiące. Zastanów się o czym chciał(a)byś pisać i co okazałoby się przydatne dla Twoich czytelników. Może nowy cykl na blogu? Lato wykorzystaj do stworzenia odpowiedniego planu, zbierz potrzebne Ci informacje, materiały, zdjęcia. Z doświadczenia wiem, że to właśnie research zajmuje najwięcej czasu. Gdy zrobisz to teraz, później będzie o połowę mniej pracy. 



    Pisz na zapas

    Masz sporo wolnego czasu, a do głowy co chwila przychodzą Ci pomysły na nowe wpisy? Pisz! Nie czekaj, bo później ciężko będzie Ci to odtworzyć. Zapomnisz, emocje opadną. Spisuj wszystko na bieżąco i zostawiaj w wersjach roboczych. Gdy codzienność wróci do normy, dojdzie praca i inne obowiązki, czasu na blogowanie może być zdecydowanie mniej. Wówczas sięgniesz po któryś z tych tekstów, dopracujesz i nie wypadniesz z systematyczności w publikacji. 



    Wakacyjny spontan

    Teraz zaprzeczę temu, co napisałam powyżej. 🙊 Niektóre teksty, zazwyczaj te pisane w emocjach, nie mogą czekać na publikację. Musisz teraz puścić tę myśl w obieg. No i fajnie, zrób to! Mam poczucie, że to całe blogowanie zrobiło się bardzo poważne i spontaniczne wpisy nie wpisują się w kanon, który funkcjonuje w sieci. Wakacje zaś są świetną okazją, aby poczuć flow i pisać to, co nam w duszy gra i sprawia przyjemność. 



    Złap za aparat

    Podobnie jest ze zdjęciami. Nudzą Cię wystylizowane kadry? Pobaw się w takim razie techniką, uchwyć to, co zwyczajne. Skorzystaj z aparatu w telefonie i pokaż się czytelnikom z tej normalnej strony. Lato to świetny czas na zdjęcia - nie tylko ze względu na więcej atrakcji, ale także ze względu na światło. Dlatego teraz warto pomyśleć o zrobieniu kilku zdjęć uniwersalnych, które później będzie można wykorzystać przy różnych wpisach.



    Zajrzyj do archiwum

    Zaglądasz czasami do swoich starych wpisów? Ja muszę Ci się przyznać, że do tych pierwszych, pierwszych bardzo rzadko. Chyba trochę się boję tego, co tam znajdę. 😂 Nie martwią mnie treści, ale przerażają mnie nieco zdjęcia. 🙈 Dlatego mam zamiar w wolnym czasie odkurzyć pierwsze wpisy i podmienić stare foty. Sprawdzić aktualność linków, dodać odpowiednie informacje, które wpływają na widoczność mojego bloga w sieci. Trzeba pamiętać o bardzo ważnej rzeczy - może i my nie zaglądamy do naszych starych wpisów, ale nasi czytelnicy owszem. Co więcej, mogą to być nowi czytelnicy




    Odpocznij

    Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale uważam, że bloger potrzebuje odpoczynku. Tak dla dobra swojego, jak i swoich czytelników. Nie ma sensu przeginać w obie strony. Dobrze od czasu do czasu odpuścić i złapać dystans. Chociażby po to, aby nie wymądrzać się w każdym wpisie i strugać eksperta od wszystkiego.



    do utraty tchu blog


    Być może moje złote rady nie są zgodne z Kodeksem Wybitnego Blogera. Namawianie do rezygnacji z systematyczności? Niewystylizowane zdjęcia? Przecież to wszystko może źle wpłynąć na nasze statystyki. Faktycznie, może tak się stać. Jednak warto zastanowić się, czy zależy nam na liczbach, czy na zbudowaniu fajnej społeczności wokół bloga. 


    Dziś zaczynam urlop i jestem pewna,  że wykonam przynajmniej jeden z powyższych. Ostatni. 😁 Będę odpoczywać na maxa! 😎 Wiem,  że mało mnie tu ostatnio, ale myślę, że już zdążyliście przyzwyczaić do takiej częstotliwości publikowanych treści. A jak już wyluzuję, biegając za rozkrzyczaną Lilką (słuchajcie, to jest istne szaleństwo z tym dzieciakiem! 😵), to zrobię tu porządki. O!

     


    Ściskam!


    Idzie nowe | Piąty numer "Blogostrefy" już w sprzedaży. O zmianach na blogu i w magazynie

    Idzie nowe | Piąty numer "Blogostrefy" już w sprzedaży. O zmianach na blogu i w magazynie

    do utraty tchu blog


    Przez wszystkie lata blogowania miałam pewien problem. Na dodatek problem z tym problemem polegał na tym, że nie zdawałam sobie sprawy, że go mam. 😉 Nie wiedziałam kto jest odbiorcą mojego bloga. Tak bardzo skupiłam się na tym, że chcę tworzyć własne miejsce w sieci, że nie zastanawiałam się do kogo tak naprawdę kieruję swoje posty. Wydawały mi się one na tyle uniwersalne, że mimo uszu puszczałam wszelkie uwagi znanych blogerów o grupie docelowej. 


    To nie jest tak, że nie dbam o swoich czytelników. Wręcz przeciwnie - ogromnie cieszy mnie, że przez ten czas udało mi się tu zgromadzić tak wdzięczne grono odbiorców, którzy komentują, wspierają i dzielą się dobrym słowem. Jednak z każdym długoterminowym zajęciem bywa tak, że z czasem ono powszednieje. Dlatego bardzo ważne jest, aby znaleźć coś, co na nowo rozpędzi w działaniu. Ostatnio wielokrotnie pisałam Wam, że sporo się u mnie zmieniło. Nie tylko w trybie prowadzonego życia, ale przede wszystkim w głowie. Poukładałam sobie niektóre sprawy, dojrzałam do pewnych wniosków i dziś jest mi całkiem fajnie ze sobą. 😀 Nie zdziwi więc chyba nikogo fakt, że Do utraty tchu też przejdzie małą metamorfozę.



    Dla kogo piszesz?

    Odkąd zaczęłam pracę nad "Blogostrefą", magazynem dla influencerów więcej uwagi zaczęłam poświęcać kulisom blogowania. Zgłębiałam tajniki budowania swojej marki w sieci i wielokrotnie napotykałam teksty, które zwracały uwagę na znajomość użytkowników tworzonej przez nas strony. Wciąż mijałam się z tym tematem, uważając, że nie jest on dla mnie tak ważny. Ach, ja naiwna! 


    Wiem, że mój blog rządzi się swoimi prawami i zawsze jest bardziej po mojemu. Piszę o tym to, co mi w duszy aktualnie gra i w sposób, jaki mi odpowiada. Pod tym względem pewnie nic się nie zmieni. Jednak wydaje mi się, że doszłam do takiego momentu, że muszę podjąć konkretne kroki. Jedną z nich jest stworzenie Profilu Idealnego Czytelnika mojego bloga


    Czytając Wasze komentarze oraz wiadomości, które do mnie spływają coraz częściej dostrzegam, że moimi czytelnikami są kobiety, zbliżone do mnie wiekiem, niekiedy też sytuacją życiową. Są one zazwyczaj w okolicach 25 - 45 lat, starające się łączyć pracę z życiem rodzinnym, szukające pasji w codzienności. I tak sobie myślę, że pisząc z myślą o Was, dziewczyny będzie mi łatwiej wyłuskać taki temat, który okaże się dla Was interesujący, a może i pomocny. Nie zamykam drzwi bloga przed innymi - jeśli ktoś, kto nie wpisuje się w powyższe ramy będzie miał ochotę tu zaglądać, to świetnie! Będzie mi miło! 


    Prawda jest taka, że pisząc dla wszystkich, nie piszę dla nikogo. Nie da się zadowolić każdego. Dlatego skupienie się na węższym gronie odbiorców sprawi, że każdy mój tekst będzie jak kawa z koleżanką. Od początku chciałam, aby Do utraty tchu było przestrzenią na fajne rozmowy. Mam ogromną nadzieję, że tak nadal będzie! 😊




    Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

    Mój przydługi wstęp o zmianach nie jest bez powodu. 5 numer magazynu dla blogerów jest już w przedsprzedaży i trafi w Wasze ręce na przełomie lipca i sierpnia.


    Cześć! ❤️ Miło nam ogłosić, że właśnie ruszyła sprzedaż 5 numeru BLOGOSTREFY! Link do sklepu znajdziecie w bio! Tym razem możecie zakupić czasopismo także w prenumeracie - wyjdzie taniej! O tym i innych zmianach pisaliśmy Wam w najnowszym wpisie na naszej stronie internetowej. :) Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy także promocję tekstów blogostrefowych na naszym firmowym fanpage i tu na IG. Treści są rozłożone na oba kanały, więc nie będą się powielać. Jeżeli więc jesteście ciekawi, jakie treści pojawią się w 5 numerze - śledźcie oba nasze portale społecznościowe. 😍 5 numer trafi w Wasze ręce na przełomie lipiec/sierpień. 💪🏻 ________________________ #blogostrefa #blogowanie #blog #blogosfera #czasopismodlablogerów #czasopismo #magazyn #okładka #nowynumer #dzieńdobry #niespodzianka #bloger #influence
    Post udostępniony przez Blogostrefa (@blogostrefa)

    Przed rozpoczęciem promocji najnowszego wydania poinformowaliśmy o zmianach, które myślę, że będą z korzyścią zarówno dla Was, jak i dla zespołu redakcyjnego. W skrócie wygląda to tak. 👇


    do utraty tchu blog


    Po więcej informacji zapraszam Was na nasz portal. Tam znajdziecie rozwinięcie wszystkich powyższych punktów.



    Co ode mnie?

    W piątym numerze znajdziecie jeden artykuł mojego autorstwa, w którym postanowiłam poruszyć temat przeze mnie opisany na wstępie tego wpisu. Będzie on o grupie docelowej, a o pomoc w przygotowaniu poprosiłam Urszulę Phelep - autorkę bloga Szkoła Blogowania i założycielkę prężnie działającej grupy na Facebooku Blog Firma - grupa Urszuli Phelep. Jestem pewna, że rady przekazane przez Ulę będą inspirujące i motywujące do podjęcia konkretnych kroków dla każdego blogera, który (tak, jak ja) omijał temat Profilu Idealnego Czytelnika.


    Oprócz mojego tekstu autorskiego, w nowym wydaniu "Blogostrefy" pojawią się również cztery artykuły zaproszonych przeze mnie blogerów:


    • Wygląd ma znaczenie - tekst Karoliny Gierdziejewskiej, autorki bloga Pasje Karoliny i Karografia. Karolina podzieli się swoją wiedzą na temat estetyki bloga;
    • Młodzi w teatrze - tekst Karoliny Purłan, autorki bloga Leśna Czytelnia. Czy kultura wysoka jest dla młodych? Przeczytacie o tym w najnowszym numerze. 
    • Jak dobrać krem? - pielęgnacja to mój konik, dlatego postanowiłam w tym numerze zaprosić do współpracy osobę, która jest dla mnie ekspertem w analizie rynku kosmetycznego i składu produktów, które ten rynek oferuje. Tekst napisała Martyna Gibzińska, autorka bloga Beat The Boredom.

    Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze znajdziecie w najnowszym numerze czasopisma dla blogerów, zajrzyjcie na nasz fanpage oraz Instagram. Przeczytajcie również wpis u Dagmary | Socjopatka, która opowiada o swoim wkładzie w ten numer. A już niebawem głos zabierze Kasia (redaktor naczelna), Marzena, Kasia i Miłka, która niedawno dołączyła do naszego zespołu. 

    ➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
    Najnowszy numer "Blogostrefy" można zamówić w przedsprzedaży TU.



    Nauka odpuszczania

    Nauka odpuszczania

    do utraty tchu blog


    Chcieć więcej. To normalne, nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jakiś czas temu sama wpadłam w tę chciwą pułapkę. Zaczęło się niewinnie - zostałam mamą, która w międzyczasie blogowała. Potem do tego doszło współtworzenie pierwszego polskiego czasopisma dla blogerów oraz praca na etacie. Obowiązków przybywało, tworzyłam listy to-do, ocierałam pot  z czoła (i tyłka) i wykreślałam kolejne zadania. Zapętliłam się. Tak bardzo chciałam wszystko zrobić na tip-top i koniecznie sama, że gdzieś po drodze zgubiłam całą przyjemność z tego, co robię i co stanowiło moją codzienność. 


    Przez ostatni rok blogowania wpadałam w kilka dołków. Za każdym razem wychodziłam z przekonaniem, że z czymś kończę. Rzucałam w myślach blogowanie, magazyn. Tylko z Lilką jakoś rozstać mi się nie udało, choć czasami miałam ochotę wystrzelić się w kosmos. 😜😂 Dziś wydaje mi się, że odnalazłam spokój i chyba wiem, gdzie popełniałam błąd.


    do utraty tchu blog


    • ODPUŚĆ
    Te wszystkie dodatkowe zadania, jakie sobie narzuciłam nie były z przymusu. Jestem dorosła i zdawałam sobie sprawę, że zgoda na udział w jakimś projekcie to bonus w postaci nadprogramowych obowiązków. Ale też nabywanie nowych umiejętności, rozwijanie pasji i satysfakcja z pracy, którą się lubi. Dlatego też do dziś nie pożegnałam się z żadną z form mojej działalności w sieci.


    Jednak taki nawał obowiązków sprawiał, że budziłam się i zasypiałam z myślą, co jeszcze powinnam zrobić. Okropnie mnie to stresowało i zupełnie pozbawiło umiejętności wyluzowania chociaż na chwilę. W okresach największego natężenia, gdy goniły mnie terminy byłam tak spięta, że wystarczyło jedno niewłaściwe słowo, spojrzenie, aby wyprowadzić mnie z równowagi.


    A co ja robiłam? Zamiast się pieklić i przeklinać parszywy los, po prostu uciekałam. Znikałam na jakiś czas, skupiałam się na Lili i jej potrzebach, nie włączałam komputera, nie pisałam, oglądałam filmy lub seriale, czytałam, wyjeżdżałam do rodziców. Skupiałam się na pracy zawodowej, która jest bardzo ważnym elementem w funkcjonowaniu mojej rodziny.


    Odpuszczałam działania w sieci. Na jakiś czas. Aby oczyścić się ze negatywnych myśli, przeanalizować i uporządkować to, co ważne.


    • NIE WSZYSTKO NA RAZ
     Najgorszą rzeczą, jaką w takich momentach robiłam było robienie wszystkiego. W konsekwencji wychodziło, że nie robię nic. Robota się piętrzyła, a ja nadal była w nieokreślonym miejscu.


    Po każdym resecie zabierałam się za coś, co wydawało mi się najpilniejsze. Resztę odkładałam na później. Skupienie się na jednym zadaniu pozwoliło mi uporać się z poczuciem chaosu. Dopiero, gdy miałam chęci i czas przechodziłam do kolejnego punktu na liście to - do.


    • NIE MUSISZ
    Bardzo długo walczyłam z przekonaniem, że muszę. Nie, wcale nie muszę robić wszystkiego. Nauczyłam się asertywności i po prostu odmawiam. Owszem, czasami może ominąć mnie coś fajnego, ale zdecydowanie ważniejszy jest mój komfort psychiczny, który siłą rzeczy przekłada się na spokój moich najbliższych.


    do utraty tchu blog


    ➖➖➖➖➖➖➖➖➖
    Jestem ambitna. Tak myślę. 😉 Doskonale zdaję sobie sprawę, że z jednej strony to dobra cecha, z drugiej zaś - przekleństwo. Przyznanie się przed samą sobą, że czegoś nie dam rady zrobić, że nie podołam wprawia mnie w ogromną frustrację. Wielokrotnie brałam na barki więcej, niż moja doba mogła pomieścić. A spójrzmy obiektywnie - zasoby każdego są ograniczone, a czas określony. Nie da się po prostu zrobić wszystkiego. Nie da się być mamą, pracować na etacie i jeszcze zajmować czołowe miejsce na listach blogowych. Jeśli ktoś sądzi inaczej, to poproszę o przepis!


    Przekonałam się, że od czasu do czasu potrzebuję przerwy. Staram się wówczas zająć tylko tym, co naprawdę sprawia mi frajdę. Spędzam czas z rodziną, oddycham świeżym powietrzem, czytam, oglądam, tańczę, piję kawę. To nie jest infantylne. To normalne życie. Tu i teraz.



    #mamawpracy | Rok w pracy po urlopie macierzyńskim

    #mamawpracy | Rok w pracy po urlopie macierzyńskim

    do utraty tchu blog


    Mija rok od kiedy zakończył się mój urlop macierzyński i wróciłam do pracy na pełen etat. Wspomnienia z tamtego okresu są u mnie wciąż żywe - pamiętam ten mętlik w głowie, niepokój o Lilkę i lekki dreszczyk ekscytacji na to, co mnie czeka. Tak się składa, że choć wracałam na swoje stare stanowisko, to jednak było to zupełnie inne miejsce w nowym otoczeniu. Dziś znowu jestem na rozdrożu - od lipca rozpoczynam nowy etap na mojej pracowniczej ścieżce. Czuję się zdecydowanie spokojniejsza - o Lili, o swoje predyspozycje i umiejętności zarówno te organizacyjne, jak i zawodowe. Jednak ten stan to summa rocznych doświadczeń, prób i błędów, głębokich przemyśleń i zmian, które nastąpiły w mojej codzienności i głowie. 


    Może Ty również stoisz przed wyzwaniem, jakim jest powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, a może jesteś mamą już pracującą? Tak czy siak, z pewnością zrozumiesz moje wynurzenia! 😁


    Rok w pracy po urlopie macierzyńskim  | Co się zmieniło?

     

    do utraty tchu blog

     

    Organizacja

    Każdy rodzic wie, że dziecko z jednej strony porządkuje rozkład dnia, a z drugiej potrafi wprowadzić je na wyższy poziom chaosu. Większość zadań podporządkowujemy pod malucha, jego drzemki, godziny posiłków, aktualny stan ducha... 😜😁 Z czasem jest oczywiście tylko lepiej i im dziecko starsze, tym rodzicom łatwiej coś zaplanować. Dlatego, gdy zbliżała się godzina zero i wiedziałam, że najbliższe miesiące będę musiała mieć rozpisane co do godziny, zaczęłam prowadzić organizer. 

    •  PLANNER IDEALNY
    Postawiłam na bullet journal, bo wydawał mi się elastyczny i mogłam w nim wszystko uporządkować zgodnie z naszymi potrzebami.  To tam tworzyłam miesięczną rozpiskę, na którą nanosiłam godziny pracy moje i męża. Tam też tworzyłam listę zadań, która wraz z powrotem do pracy bardzo się rozrosła. Zapisywanie tego, co należy zrobić ułatwia funkcjonowanie w rodzinie. 😉


    Planowanie tak weszło mi w krew, że zaczęłam z wyprzedzeniem rozpisywać menu obiadowe, a co za tym idzie - mogłam bez problemu stworzyć listę zakupów i przekazać ją mężowi. Ta metoda sprawdza się u nas bezbłędnie. 


    W chwili obecnej  moja praca zmusiła mnie do porzucenia bujo. Trochę za nim tęsknię, ale w pracy planuję z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i musiałabym mieć stworzone rozpiski na cały rok kalendarzowy. Dlatego aktualnie korzystam z tradycyjnego kalendarza. Niemniej - według mnie planner to podstawa pracującej mamy. 😅


    O moim bullet journalu przeczytasz też tu:

    do utraty tchu blog


    Rozwój

    Nie chciałam być mamą, która zagubiła to, co dawniej było podstawą jej działania. Nie chciałam być też mamą, dla której dziecko było przyczyną licznych wyrzeczeń. Jednak odnalezienie tego złotego środka nie jest łatwe. Zresztą jak większość rzeczy w życiu. 😉 


    Od początku było dla mnie jasne, że po roku wracam do pracy. Z przyczyn finansowych, ale i po trosze też dlatego, że chciałam pracować. Oczywiście miewałam chwile zawahania i gdybym miała odpowiednie zaplecze budżetowe pewnie zostałabym z Lilką w domu dłużej. Teraz widzę, że było to dla nas bardzo dobre. Moja córeczka bez problemu odnalazła się w żłobku i myślę, że jest to z korzyścią dla jej rozwoju. Lilka to samodzielna dwulatka, uwielbia dzieci i ciocie, z którymi spędza czas. Ma zapewnioną wspaniałą opiekę i zajęcia edukacyjne, których - przyznam szczerze - nawet się nie spodziewałam.

    • CHCIEĆ WIĘCEJ
    Ponadto powrót do pracy to dla mnie ciągły rozwój i wychodzenie z wygodnej strefy, którą sobie stworzyłam. Mam poczucie, że odkąd zostałam mamą chce mi się więcej - stąd też decyzja o pracy nad pierwszym polskim czasopismem dla blogerów, o kulisach powstawania którego możecie przeczytać w moim wpisie gościnnym u Kasi z bloga Worqshop


    Jest coś jeszcze, coś bardzo ważnego. Taka rozłąka dobrze wpływa na moje relacje z dzieckiem. Nie chodzi tu o zmęczenie macierzyństwem, o potrzebie odpoczynku. Mam na myśli dystans i świeżość, z jaką wracam do domu. Jakość wspólnie spędzonego czasu z rodziną zdecydowanie jest lepsza. Doceniam teraz każdą chwilę razem.


    do utraty tchu blog


    Priorytety

    Nie będę jednak owijać w bawełnę, rzucać coachingowymi tekstami i przekonywać, że wszystko jest możliwe, że praca i dziecko to prosta sprawa do pogodzenia. Nie, tak nie jest. To sporo stresu, ciągła obawa przed infekcjami, które mogą popsuć nawet najlepszy plan. To ciągłe poczucie, że coś jest do zrobienia, do ogarnięcia.  

    •  PO PIERWSZE: DZIECKO
    Mimo wszystko jestem zadowolona. Lilka mnie zmieniła. Po jej narodzinach wiele rzeczy poukładało mi się w głowie. Przede wszystkim jednak uporządkowałam to, co jest dla mnie ważne. Nauczyłam się asertywności, której brakowało mi, gdy byłam bezdzietna. Bez skrępowania stawiam Lili na pierwszym miejscu. W tym roku pierwszy raz będę miała normalny, dłuuuuugaśny urlop w wakacje! 💪💃😁 


    👶 👶 👶

    To normalne, że dziecko nieodwracalnie wpływa na nasze życie. Normalne jest też to, że to dziecko jest dla nas najważniejsze. Jednak zdaję sobie też sprawę, że wiele mam obawia się o swoją pozycję na rynku pracy. Czuje się mniej atrakcyjnym i wartościowym pracownikiem. Choroby, zwolnienia, nagłe zmiany planów. Tak, to wszystko może się przytrafić. Może być też tak, że będziesz mamą, która lubi swoją pracę, która potrafi się zorganizować, której asertywność i konsekwencja w działaniu nie odstraszy pracodawcy. Wręcz przeciwnie - może zostanie doceniona. 


    Jako pracująca mama wiem, że dziecko może okazać się świetnym motywatorem i inspiracją. Bo chcesz pokazać, że możesz. Że potrafisz. Że dasz radę. Jeśli obierzesz dobrą strategię, przy pomocy odpowiedzialnego partnera, który będzie Cię wspierał w Twoich działaniach - możesz być aktywną, pracującą mamą. Jednak nie zapomnij o czymś - o wyrozumiałości dla siebie samej. Nie bądź swoim największym krytykiem, pozwól sobie na luz i odpoczynek. Nie musisz robić wszystko perfekcyjnie. Naucz się odpuszczać. 😉🙏


    Mamo, trzymam za Ciebie kciuki! 


    Od blogowania do vlogowania | Moje przygoda z YouTube'em

    Od blogowania do vlogowania | Moje przygoda z YouTube'em

    do utraty tchu blog


    Doskonale pamiętam, gdy ponad dwa lata temu opublikowałam wpis o trzech ulubionych youtuberkach. Na początku tekstu wspomniałam, że choć coraz częściej słyszę prognozy, że blogowanie przeniesie się na YouTube'a, to ja nie widzę siebie przed kamerą. Dziś mam swój kanał, a na nim 7 filmów! Co więcej, zaczynam zauważać, że nagrywanie sprawia mi coraz więcej frajdy. 


    Trochę czasu upłynęło i do mojej opublikowanej wówczas skromnej listy ulubionych videoblogerek, obecnie dodałabym jeszcze kilka kanałów. Nadal niezmiennie lubię Agnieszkę (Nieesia25) i Kasię (teraz publikującą filmy na kanale Francuski Piesek), ale oprócz nich namiętnie oglądam filmy Kasi (Worqshop), Agnieszki (LifeManagerka), Olgi (Make Happy Day) i Justyny (Flow Mum). 


    Za co lubię dziewczyny? Za codzienność, za luz, za to, że pokazują, że można żyć fajnie - łączyć pasję z pracą. Tak to już chyba działa, że instynktownie wybieram kanały prowadzone przez osoby, z którymi mogłabym w rzeczywistości bez spiny wypić kawę. To właśnie dzięki nim postanowiłam wyjść ze swojej strefy komfortu i zmierzyć się z nową formą przekazu.

    do utraty tchu blog

    Moja przygoda z YouTube'em

    Gdy pod koniec listopada wpadłam na pomysł, że zrobię niespodziankę Wam i nagram swój pierwszy vlog, nawet nie przypuszczałam, że ta moja przygoda z kamerą będzie miała ciąg dalszy. Chciałam jedynie pokazać się z innej, żywej strony. 😀 Prawda jest taka, że poprzez tekst możemy się wykreować na osobę, jaką chcemy, a z filmem jest nieco trudniej. Owszem, możemy przekłamać rzeczywistość, ale dajemy się też bardziej poznać. To ryzykowne zagranie, bo istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że wyobrażenie o nas rozminie się z faktycznym stanem rzeczy. A może okaże się, że w ten sposób przyciągniemy nowe grono odbiorców? Ja się odważyłam. Co zyskałam i co mną kierowało? O tym poniżej.


    • Wspomnienia. Nie ukrywam, że największą pobudką była ta osobista - chciałam w końcu uporządkować filmy, które nagrywałam. Oczywiście nie wszystkie znajdują się w opublikowanych. Jest masa nagrań, które pozostaną do wglądu tylko dla najbliższych. Niemniej vlogowanie to dla mnie kolekcjonowanie wspomnień. Z wielką radością wracam do tych początkowych, nieporadnych ujęć.

    • Nauka. Bardzo ważne jest dla mnie, aby to, co robię wpływało na jakość mojego życia. Ma mnie pobudzać do działania, rozwijać i sprawiać, abym chciała uczyć się nowych rzeczy. Nie widziałam siebie przed kamerą. Czułam skrępowanie, opór, bo wydawało mi się to trochę... durne! 🙈😂 Jednak oglądanie innych videoblogerów sprawiało mi przyjemność. Coraz częściej dopuszczałam do siebie myśl, że ja też tak mogę. Najpierw oswajałam się z taką formą przekazu na Instagramie poprzez krótkie, 24-godzinne filmiki na Insta Stories. Okazało się, że generują one fajną społeczność. Osoby, które były po drugiej stronie wchodziły ze mną w dyskusję i w ten sposób poznałam naprawdę ciekawych ludzi. Ponadto chciałabym również wykorzystać te moje nowe umiejętności (nagrywanie, pielęgnowanie w sobie poczucia estetki poprzez nagrywanie odpowiednich kadrów, montaż) w pracy zawodowej.

    • Zabawa. Kręcenie vlogów to dla mnie wielka frajda. Bawię się przy tym wyśmienicie, a przecież o to chodzi w blogowaniu. Jeśli któryś z moich filmów kogoś zainspiruje lub sprawi, że dobrze spędzi tych kilka minut - świetnie! Ponadto nie ma co ukrywać - dzięki vlogowaniu wybieram miłe dla oka miejsca, chce mi się więcej i motywuję się, aby spędzić aktywnie czas.

    Na początku był blog i tak pewnie jeszcze zostanie. Filmy, które publikują traktuję jako uzupełnienie moich działań w sieci. To kolejny sposób na pobudzanie kreatywności w życiu codziennym. Jednak bez Waszych reakcji nie będę wiedziała, czy to ma sens. 😉 Dlatego będę wdzięczna za każdy głos, kciuk w górę, subskrypcję. Dajcie znać, czy odpowiada Wam ta moja nowa odsłona, czy może dać sobie z tym spokój. 🙊😀


    Na zakończenie zapraszam Was na nowy vlog na moim kanale. 





    Znajdziecie mnie tu:



    #UWAŻNIEJ | maj - czerwiec 2018

    #UWAŻNIEJ | maj - czerwiec 2018

    do utraty tchu blog


    Życie lubi zataczać krąg i u mnie chyba tak się właśnie dzieje. W ubiegłym roku na przełomie lipca i czerwca miałam mentalny kryzys i wówczas publikowałam łączony wpis z serii #UWAŻNIEJ. Dziś jest podobnie. Mam poczucie, że znów jestem w podobnym miejscu - na rozdrożu, a z mojej głowy wylewają się uszami wszystkie poplątane myśli. 


    Jest prawie połowa czerwca, ale trochę mi szkoda było czekać aż do końca miesiąca i tyle milczeć. Dlatego dziś zapraszam Was na nieco pokręcony wpis. Zupełnie spontaniczny, pisany na gorąco. Dobrze, nie przedłużam. Rozsiądźcie się wygodnie, porozmawiamy o tym, co u nas. 😁



    do utraty tchu blog



    CZUJĘ SIĘ już dobrze. Choć jeszcze kilka dni temu płakałam z byle powodu. Fakt, że od zawsze mam oczy w mokrym miejscu nic tu nie tłumaczy. 😀 Maj i początek czerwca były dla mnie niesamowicie intensywne.  Frustracja spowodowana nadmiarem zadań do wykonania połączona z nierozciągalną dobą doprowadzała mnie do szału. I chyba gdzieś z tyłu głowy tliła się myśl, z którą oswajałam się od pewnego czasu. W obliczu tego wszystkiego zachowałam się jak każdy dorosły i odpowiedzialny człowiek - wzięłam wolne w pracy, spakowałam walizki i wyjechałam do Mamusi. 🙈😂

    Dziś czuję się dobrze. Jestem spokojna.


    Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


    CIESZĘ SIĘ, że mam swoje gniazdo, do którego wracam za każdym razem, gdy potrzebuję przerwy. Nie wiem czy u Was jest podobnie, ale w otoczeniu rodziny to, co wydaje się trudne do przeskoczenia, zaczyna jawić mi się w lepszych barwach.


    PRACUJĘ. Mam poczucie, że bezustannie. Ciągle wisi mi z tyłu głowy myśl, że coś jest jeszcze do zrobienia. Jak nie praca na etacie, to coś powinnam napisać, zaplanować, wykonać i obrobić zdjęcia... O obowiązkach domowych nawet nie wspomnę. Takie ciągłe zamartwianie się, że coś jest do zrobienia może wykończyć! 🙈😶 Dlatego próbuję wdrożyć prostą filozofię - uczę się odpuszczać. 




    CZYTAM powoli. Nie chłonę jednej książki za drugą, ale wciąż mam jakąś pod ręką. Ostatnio przeczytałam powieść Córkę Króla Moczarów Karen Dionne, o której wspominałam Wam w tym vlogu. To świetny thriller psychologiczny, bardzo zgrabnie napisany, wartka akcja, ciekawie odmalowane portrety bohaterów. Jeśli szukacie czegoś z dreszczykiem na nadchodzący urlop, to ze spokojem polecam Wam tę książkę.

    A skoro wspomniałam o vlogu, to nie mogę przemilczeć faktu, że coraz bardziej podoba mi się taka forma przekazu. Nagrywając bożonarodzeniową niespodziankę nawet nie przypuszczałam, że w połowie roku na moim kanale będzie już sześć filmów. A jeśli czas mi pozwoli, to za kilka dni zaproszę Was na kolejny vlog.


    JESTEM WDZIĘCZNA za ten czas. Za możliwość wyciszenia i komfort powiedzenia stop w odpowiednim momencie. Ostatni wpis na blogu to opowieść o mojej drodze mlecznej z Lilką. Dziś jesteśmy w trakcie odstawienia od piersi. Lisia jest dzielna. Tak bardzo, że jej postawa nieco mnie zawstydza, ja w ukryciu łykam łzy pożegnania.  Smutno mi, że kończymy ten okres, ale z pełnym przekonaniem mogę napisać, że to było cudownych 25 miesięcy.


    Rozgrywamy to na własnych zasadach. Bez nerwów, w bliskości, w otoczeniu osób, które nas kochają i wspierają. Życzę każdej mamie, aby wokół siebie miała tyle życzliwych duszyczek, co ja. I najważniejsze - aby nie pozwoliła zagłuszyć swojej intuicji, aby pielęgnowała w sobie macierzyńską asertywność i była otwarta przede wszystkim na potrzeby dziecka i swoje własne.




    Z uśmiechem na ustach, spokojem w głowie i pyszną kawą w ręku życzę Wam dobrego czasu. Koniecznie dajcie znać w komentarzach poniżej co u Was! Jak upłynął Wam maj i jak przywitaliście czerwiec? Planujecie już wakacje? My po tej kilkudniowej wiejskiej sielance poczuliśmy już letni luz i zaczynam pozwalać sobie na myśli o tegorocznym urlopie. 




    _________________________________
    #UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

    #wykarmionepiersią | Moja mleczna droga z Lilką

    #wykarmionepiersią | Moja mleczna droga z Lilką

    do utraty tchu blog


    W Polsce właśnie trwa Tydzień Promocji Karmienia Piersią, wspierany przez Fundację Mlekiem Mamy. To dobry czas, abym w końcu podzieliła się swoją historią karmienia piersią. 


    Jestem mamą dwuletniej dziewczynki, uczęszczającej do żłobka, pracuję na pełen etat i karmię piersią. Poznaj moją mleczną drogę z Lilką. 




    Jasne? Jasne! Dla mnie było to zrozumiałe w momencie, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Było zrozumiałe, gdy Lilka się urodziła. Jest zrozumiałe teraz, gdy Lili skończyła dwa lata. No właśnie, ale przez ten czas przekonałam się, że to tajemna wiedza i nie każdy potrafi (a może nie chce) ją przyswoić. 😉


    Od początku zakładałam, że będę karmić piersią. Wiedziałam, że jest to dobre dla dziecka. Że jest wygodne, bo zawsze będę miała przy sobie to, czego maluch potrzebuje. I w końcu - że jest tanie, bo odpadną mi koszta związane z wszelkimi gadżetami do karmienia mm. 


    Podczas ciąży starałam się przygotować do tego etapu. Uczęszczałam na zajęcia w szkole rodzenia w nadziei, że czegoś się dowiem na temat karmienia piersią (trochę się pomyliłam 🙊). Czytałam poradniki dla przyszłych rodziców. Najważniejsze jednak - trafiłam na bloga Hafiji. Lektura tekstów Agaty sprawiła, że nabrałam pewności, że mi się po prostu uda. Dziś wiem, że moja wiara była nieco naiwna i podyktowana chyba ciążowymi hormonami, ale o tym za chwilę. 


    do utraty tchu blog

    Moja mleczna droga z Lilką

    Miałam szczęście. Ogromne szczęście! Bo u mnie zdecydowanie zadziałała natura. Lili od pierwszych chwil była małym ssakiem. Przystawiła się do piersi bezproblemowo i zupełnie sama, ja chyba byłam wówczas nieco rozkojarzona porodem i tym, że leży na mnie noworodek, prawdziwe dziecko, a nie lalka, jak ta ze szkoły rodzenia. Jedyne, co pamiętam to moje pytanie skierowane do położnej, czy Lilka się nie udusi, bo tak mocno się przyssała, że jej nosek był zupełnie zatopiony w piersi. 🙊😂


    Później, gdy trafiłyśmy na oddział miałam wspaniałą opiekę. Szpital, w którym przebywałyśmy był nastawiony na wsparcie mamy w karmieniu naturalnym. Odwiedziła mnie doradczyni laktacyjna, która pokazała mi wygodne pozycje i skorygowała błędy techniczne przy przystawieniu. Mimo to w drugiej dobie pojawił się ból brodawek. Zaciskałam zęby, łykałam łzy i przystawiałam córeczkę na żądanie. Zbawienna okazała się dla mnie maść z czystej lanoliny. 


    Z każdym dniem było coraz lepiej. Poznawałyśmy się, szukałyśmy dogodnych pozycji, a ja z czasem pokochałam ten nasz wspólny czas. Przez ostatnie dwa lata, odkąd Lilka jest na świecie, nie udało mi się przeczytać tylu książek, co podczas pierwszych miesięcy karmienia. 😁


    do utraty tchu blog


    Karmić publicznie czy nie karmić?

    No pewnie, że karmić! Doskonale pamiętam naszą pierwszą stołówkę w plenerze. Wybraliśmy się na dłuższy spacer na naszym osiedlu, nie było mowy o powrocie na karmienie, a Lili dopominała się o swoją porcję. Usiadłam na murku na parkingu, przykryłam córeczkę pieluchą i bałam się podnieść wzrok, aby nie napotkać obcego spojrzenia. 


    Wstydziłam się. Wiedziałam, że to naturalne i niezbędne dla mojego dziecka, ale po prostu się krępowałam. I choć ta dyskrecja podczas karmienia została mi do teraz i zawsze staram się robić to w ustronnym miejscu, to jednak wtedy na tym kawałku betonu przełamałam opór nieznanego. 


    Za długie karmienie

    Lili ma 25 miesięcy, czyli przekroczyła magiczną granicę wyznaczoną przez WHO, a my nadal się karmimy. Dlaczego? To pytanie wciąż pada pod naszym adresem. Dziś nauczyłam się ignorować te zaczepki i dociekania. 


    Dlaczego wciąż karmię? Bo w rozporządzeniu WHO jest takie fajne sformułowanie: karmienie piersią należy kontynuować do 2. roku życia lub dłużej. Ja robię to dłużej. Bo obie tego jeszcze potrzebujemy. Bo możemy. 


    Zauważyłam, że w naszym społeczeństwie funkcjonuje taka niepisana zasada - matki, które dopiero urodziły nakłania się, aby karmiły naturalnie, a tym samym piętnuje się mamy, które zdecydowały się na karmienie mm. Gdy dziecko kończy rok, a mama nadal karmi piersią zaczyna być terroryzowana uwagami o zbyt długim karmieniu. Doświadczyłam tego w całej rozciągłości. Uszczypliwe uwagi słyszałam od dalszej rodziny, koleżanek, lekarzy... 


    Nie ma co ukrywać - to niesamowicie przykre. Wciąż byłam zmuszona zderzać się z opiniami, że Lila jest za duża, że to już przesada, że uzależniam ją od siebie emocjonalnie, że wszelkie smutki zaspokaja cycusiem, że do szkoły będę ją karmić... Było mi podwójnie ciężej - starałam sobie poukładać to w głowie, a te uwagi z pewnością nie były pomocne. Ta sytuacja sprawiła, że zaczęłam wyszukiwać powodów, dla których powinnam odstawić córeczkę od piersi. Jednak coś mnie powstrzymywało, po prostu nie chciałam kończyć naszej mlecznej przygody. Ta szczerość ze sobą pozwala mi każdego dnia mierzyć się z nieprzychylnymi komentarzami. 


    Dziś obie czujemy, że dobijamy do brzegu, ale chcemy rozegrać to na własnych zasadach. Odstawimy się w swoim czasie. 😉


    do utraty tchu blog


    Szanuj, nie oceniaj

    Moim marzeniem jest, abyśmy jako społeczeństwo nauczyli się akceptować i szanować wybory innych. Nawet jeśli są one odmienne od naszych, nawet jeśli jest to dla nas niezrozumiałe. Jednak, abyśmy pamiętali, że inne to nie znaczy gorsze. To może być dobre dla kogoś, nie musi być dobre dla nas. 


    Nasza mleczna droga jest jedną z piękniejszych stron mojego macierzyństwa. Nie zawsze było jednak jak w bajce, był ból, poranione brodawki, gryzienie, chwile zawahania przed ukończeniem urlopu macierzyńskiego i powrotem do pracy, a także przed rozpoczęciem przygody Lilki ze żłobkiem. Niemniej karmienie ratowało nas z wielu opresji. To prawda, cycuś jest lekiem na całe zło świata - pomaga w chorobie, przy ząbkowaniu, gdy smutno, gdy boli, gdy chce się pomiziać, poprzytulać, gdy chce się być po prostu razem. 


    Dla mnie jako mamy nie ma znaczenia, w jaki sposób inna mama karmi swoje dziecko. Chcę wierzyć, że dokonała takiego wyboru, bo uważała, że to jest dobre dla niej i dla jej malucha. Każda z nas jest inna, każda z nas ma inną historię, dlatego pozwólmy żyć drugiemu człowiekowi po swojemu, według własnych reguł. 


    Wspieraj, jeśli masz zasoby. Toleruj, bez względu na przekonania. Nie oceniaj, bo sam z pewnością nie chciałbyś być ocenianym. 


    ➖➖➖➖➖➖➖➖➖
    Jestem bardzo ciekawa, czy są tu jakieś mamy, które karmią za długo? 🙈😲 Jaką taktykę obrony obrałyście? A może są mamy, które chcą po prostu podzielić się swoją mleczną historią? Dziewczyny, śmiało! Trwa Tydzień Promocji Karmienia Piersią - jeśli nie teraz, to kiedy? Opiszcie swoje wrażenia, emocje, pomóżcie innym mamom odnaleźć się w tym czasie. W mamach siłach! 😀



    Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger