Spotkanie z Estelle Maskame, autorką trylogii DIMILY

Spotkanie z Estelle Maskame, autorką trylogii DIMILY

do utraty tchu blog


Gdy w listopadzie otrzymałam zaproszenie od Wydawnictwa Feeria na spotkanie autorskie z Estelle Maskame w kameralnym gronie, byłam naprawdę zaskoczona. Na tyle, że w pierwszej chwili miałam zamiar podziękować i odmówić, bo... tak zazwyczaj robię. Do tej pory rezygnowałam z możliwości spotkania się z innym blogerami, bo Lili, bo praca, bo daleko. Wymówki sypały się jak z rękawa. Jednak tym razem po kilku chwilach namysłu postanowiłam, że pojadę. Do Łodzi! 😱 Z Olsztyna to kawał drogi, a gdy dodamy do tego organizację opieki nad dzieckiem i wolny dzień w pracy, to z jednodniowego wypadu robi się porządna wyprawa. Zapakowaliśmy się z mężem do samochodu, zostawiając Lilkę pod skrzydłami stęsknionej babci i ruszyliśmy.


Co do samego spotkania nie miałam żadnych oczekiwań. Byłam po prostu ciekawa kogo spotkam i co ciekawego wyniosę ze spotkania z Estelle Maskame. O moich wrażeniach z warsztatów pisania z Wydawnictwem Feeria przeczytacie w dalszej części wpisu. 😊


Seria DIMILY Estelle Maskame


do utraty tchu blog


Z twórczością Estelle Maskame zetknęłam się w dość burzliwym momencie - tuż po pojawieniu się w naszym życiu Lili. Mimo zmęczenia, byłam wówczas najszczęśliwsza, napędzana energią młodej mamy. Spędzałam dłuuuuugie godziny na karmieniu mojego małego ssaka, to był również najlepsza chwila na czytanie książek. Wtedy też w moje ręce trafiła pierwsza część trylogii DIMILY, o której możecie przeczytać w tym wpisie


Choć powieści Maskame należą do gatunku Young Adult i dotykają codzienności młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z dorosłością, dla mnie to była rewelacyjna lektura. Z wypiekami na twarzy pochłaniałam kolejne rozdziały i z niecierpliwością wyczekiwałam następnych dwóch tomów. Historię Eden i Tylera traktowałam jako rozrywkę, bo w tamtym momencie właśnie tego potrzebowałam. 



Wydawnictwo Feeria 


Dziś wiem, że gdy znów przyjdzie mi ochota na powrót do beztroskich lat młodzieńczych, to z pewnością sięgnę po kolejne pozycje Feeria Young. Wydawnictwo oferuje publikacje zdecydowanie dla młodego odbiorcy, ale przecież literatura nie zna ograniczeń. 😉 Dlatego, jeśli czytelnik pragnie zetknąć się z książką emocjonalną, w której bohaterami są zdecydowanie osoby młode, to Wydawnictwo Feeria to dobry kierunek. 



Spotkanie autorskie z Estelle Maskame



do utraty tchu blog


Estelle Maskame to młoda autorka powieści Young Adult. Zadebiutowała wspomnianą wcześniej serią DIMILY, którą początkowo publikowała na platformie Wattpad. Ogromne zainteresowanie jej twórczością sprawiło, że wydawca zgłosił się do niej sam i zaproponował opublikowanie historii Eden i Tylera. To pokrzepiające dla każdego, kto marzy o wydaniu czegoś własnego. Estelle jest dowodem na to, że swoje marzenia można spełnić. 😊


Mnie jednak najbardziej zaskoczył fakt, iż pierwszą część trylogii, Czy wspominałam, że Cię kocham? Maskame zaczęła pisać, gdy miała 13 lat! Dodam jedynie, że bohaterka tej powieści ma wówczas 16 lat, a wrażliwość i chwiejność emocjonalna, tak znamienna dla nastolatków w tym okresie przypisana Eden jest opisana niezwykle wiarygodnie. Mając obecnie na uwadze, że pisała o tym trzynastoletnia dziewczyna jest dla mnie szokująca. 


Estelle już jako dziecko spisywała swoje pierwsze historie, a miłość do książek zawdzięcza mamie, która zabierała ją często do biblioteki. Dziś jednak to nie tylko pasja, ale także praca. Od niedawna Estelle pracuje w biurze wydawcy, gdzie tworzy kolejne opowieści.


do utraty tchu blog


Podczas wizyty w Łodzi poznałam uśmiechniętą, sympatyczną i otwartą na ludzi młodą kobietę. Skromność i życzliwość Estelle jest naprawdę ujmująca i bardzo cieszę się, że miałam okazję spotkać się z nią na żywo.


Moja biblioteczka wzbogaciła się o trylogię DIMILY oraz najnowszą powieść autorki, Wróć, jeśli masz odwagę. Każda z nich z autografem. ❤ A tak w sekrecie mogę Wam zdradzić, że pod koniec roku na biurku wydawcy Estelle wyląduje kolejna, już piątka książka pisarki. która w nasze ręce trafi zapewne w 2018 roku. Będzie to nadal gratka dla miłośników YA.


Ach! Wzbogaciłam się jeszcze o jedno niesamowicie ważne doświadczenie! W końcu miałam możliwość porozmawiania w realu z Klaudią, autorką bloga Z książką do łóżka! 😍😁


do utraty tchu blog


Dziękuję Wydawnictwu Feeria za zaproszenie i możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu. Sukces Estelle Maskame to dla mnie kolejny dowód, że tak wiele zależy od nas samych. Od tego, jak pokierujemy swoim życiem, jakich wyborów dokonamy i ile uczynimy, aby nasze marzenia stały się rzeczywistością.



Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop

Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop

do utraty tchu blog


Odkąd pamiętam zawsze lubiłam porządek. W pokoju, co nie było wcale takie łatwe, gdy dzieliło się go z siostrami. 😉 W notatkach i książkach, dzięki czemu lepiej przyswajało mi się nowe rzeczy. I w planach, które jasno precyzowałam. Uwielbiam organizować nasze wyjazdy, tworzyć listy to - do i w ten sposób działać. 


To moje zamiłowanie do ładu zupełnie nie potrafiłam przełożyć na blogowanie. Wszystko odbywało się spontanicznie, tak powstawały wpisy i w ten sposób zarządzałam social mediami. Gdy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, a tuż po rozpoczęłam współpracę z "Blogostrefą" zadań zaczęło przybywać, a w moją codzienność zaczął wkradać się bałagan. 


W tym czasie miałam już za sobą pierwsze kroki w bullet journalu (pisałam o tym TU) i choć całą sobą pragnęłam stworzyć planner idealnie podporządkowany do moich potrzeb, to wciąż coś mnie hamowało. Przeglądałam tablice na Pintereście, starałam się tworzyć swoje kolekcje, ale miałam poczucie, że gdzieś coś nie zaskoczyło. Dziś wiem, że potrzebowałam czasu i kogoś, kto pomoże mi poukładać sobie to wszystko w głowie. Nie potrzebowałam terapii 🙊, a osoby, która zada mi kilka pomocniczych pytań. Tylko tyle. Aż tyle. 😊


do utraty tchu blog


Kreatywne planowanie z Kasią z Worqshop


Pomysł z planerowym wyzwaniem Kasi to był strzał w dziesiątkę! Tego właśnie mi brakowało. Wystarczyły cztery dni, abym ogarnęła wszystkie myśli i nabrała chęci do dalszego planowania w bullet journalu. 


Na czym polegało wyzwanie? Zapisałam się na listę osób zainteresowanych i przez kilka dni otrzymywałam od Kasi wiadomości, naszpikowane plannerową treścią. Przez cały czas wyzwania pracowałam według planu, który stworzyła Kasia. 


Do czego ma mi służyć planner? W czym ma mi pomóc? Jakimi płaszczyznami swojej codzienności chciałabym zarządzać? Co mnie stopuje, czego nie potrzebuję? Jakie kolekcje są mi niezbędne do działania, a bez których mogę się obejść? Te wszystkie pytania i bezwzględna szczerość sprawiły, że już się nie waham. 


Czuję się zmotywowana i wiem, że bez planowania moje blogowanie będzie po prostu marne. A tego bardzo nie chcę. 😉 



do utraty tchu blog


Planner idealnie dopasowany do moich potrzeb


Podstawowym błędem, jakim popełniałam był brak planu w planowaniu. Dokładnie tak! Niby wiedziałam, na czym powinnam się skupić, ale nie potrafiłam tego rozpisać na papierze. Burza mózgów była koniecznością, bo właśnie wypisanie tego wszystkiego okazało się najbardziej pomocne. 


Przyznałam się też przed samą sobą, że te wszystkie ozdobniki, przepiękne grafiki z Pinteresta nie sprawią, że moje działanie będzie efektywniejsze. Nie mam na to po prostu czasu. Z drugiej strony jednak ozdabianie sprawia mi mnóstwo frajdy i relaksuje mnie, dlatego postanowiłam, że będą to tylko drobne rysunki. 🙊 W moim przypadku sprawdza się zasada: im prościej, tym lepiej i... szybciej.


Na koniec zostawiłam wybór kolekcji, które znajdą się w moim bullet journalu. Oczywiście w niektórych momentach będą pojawiać się nowe, spontaniczne listy, ale właśnie w tym tkwi urok bujo - dowolność i swoboda. 



do utraty tchu blog



W moim kreatywnym plannerze każdego miesiąca będą pojawiać się stałe rozpiski:
  • kolekcja miesięczna (w tym małe cele na dany okres);
  • kolekcja dotycząca czasopisma "Blogostrefa", w której rozpisuję wszystkie artykuły (swoje, jak i pozyskanych współpracowników);
  • blogowa kolekcja (pomysły na nowe wpisy, współprace);
  • listy to - do;
  • kolekcja UWAŻNIEJ - na blogu od maja pojawiają się wpisy z tej serii, które pozwalają mi zatrzymać się i docenić to, co tu i teraz. Chciałabym znaleźć miejsce w swoim bujo na taką refleksję. 

Jestem pewna, że mój planner będzie ewoluował. Tak, jak zmieniam się ja i moja codzienność. Nie chcę już stać w miejscu i rozglądać się na wszystkie strony, chcę kroczyć powoli do przodu z jasno określonym celem. 


____________________________________________________

Jeśli szukasz inspiracji oraz motywacji do działania i planowania, to gorąco zachęcam Cię do odwiedzenia bloga Kasi, Worqshop. Gwarantuję Ci poprawę humoru, dawkę pozytywnej energii i mnóstwo przydatnych treści. 



Drugi numer "Blogostrefy" - o tym, jak się pogubiłam, ale nie zwątpiłam

Drugi numer "Blogostrefy" - o tym, jak się pogubiłam, ale nie zwątpiłam

do utraty tchu blog


Gdy w maju napisała do mnie Kasia Berska i zaproponowała pracę nad pierwszym czasopismem dla blogerów, nie wahałam się ani chwili. To był ten moment, gdy odmowa nie wchodziła w grę. Weszłam w ten projekt całym sercem, myślałam o nim bez przerwy i cieszyłam się jak szalona. Wierzyłam w jego powodzenie od początku i tak jest dziś, pół roku później. 


Praca nad magazynem otworzyła we mnie nowe pokłady kreatywności, organizacji, samodyscypliny. Każdego dnia rozwijam się i coraz bardziej podoba mi się to, co powstaje dzięki "Blogostrefie". Jednak muszę przyznać, że ostatnie miesiące nie zawsze były kolorowe i optymistyczne. Tworzenie czasopisma to ogromne przedsięwzięcie, które wymaga zupełnego oddania się sprawie. Tak też uczyniłam. I chyba trochę się pogubiłam. Tak po ludzku zachłysnęłam się tym wyzwaniem. Odpuściłam wiele, niektóre rzeczy zaniedbałam. Tylko córeczka i mąż potrafili ściągnąć mnie na ziemię i przypomnieć, że jest coś jeszcze. 


Powrót do pracy, opieka nad rocznym dzieckiem, zupełnie nowe obowiązki i odejście bliskiej mi osoby nieco mnie przygniotły. Czułam się zmęczona, zaczęło brakować mi tchu i zapału do dalszego działania. Właśnie wtedy musiałam odpuścić, w najgorszym możliwym dla mnie momencie. Nie pisałam, prawie nie czytałam (na szczęście nie zrezygnowałam z Lilusiowych książek), skupiłam się tylko na tym, co musiałam. Ograniczyłam obowiązki do minimum. Było mi z tym źle, bo wciąż miałam poczucie, że dopadła mnie codzienność, której nie chciałam. Rezygnacja z tego, co mnie napędzało i sprawiało, że jestem sobą, była bolesna. Jednak to było pouczające doświadczenie i dziś wiem, że bardzo mi potrzebne. 


do utraty tchu blog


Poukładałam sobie wszystko od początku, rozpisałam dzień na nowo i ruszyłam. Powoli, bez spiny i przymusu. Pisałam tylko wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Nauczyłam się odmawiać i realnie określać swoje możliwości, dzięki temu nie czuję presji. 


Po co o tym wszystkim piszę? Bo wiem, że nie tylko ja pędzę przez życie. Tłum popycha nas do przodu, a my czasami nieświadomie ulegamy, gubimy swój rytm. Przekonałam się, że pośpiech to nie jest najlepszy doradca i kompan do pracy. Nawet największy projekt, cudowna inicjatywa i jedyna TAKA okazja nie powiedzie się, gdy nie będziemy działać zgodnie z samym sobą.


do utraty tchu blog


Przede mną leży drugi numer "Blogostrefy". Wydrukowany, na pięknym papierze widzę swoje nazwisko i uśmiecham się z satysfakcją do siebie. Jestem dumna. Wiem, ile pracy nas, redakcję to wszystko kosztowało, ilu wspaniałych ludzi dołożyło cegiełkę do tego magazynu. Czuję też spokój, bo ten numer jest zdecydowanie lepiej dopracowany niż pierwszy. Pisanie artykułów do tego wydania sprawiło mi ogromną radość, bo emocjonalny dołek miałam już za sobą. 


Załoga "Blogostrefy" jest mądrzejsza o kolejny numer gazety. Mamy więcej pokory, ale wiadomo - apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc my również patrzymy w przyszłość pełni zapału. W Wasze ręce powoli trafiają zamówione egzemplarze, a do nas docierają pierwsze recenzje. Mimo licznych przeszkód wiemy, że druk to była dobra decyzja. Wydanie jest przepiękne. 


do utraty tchu blog


Przede mną leży moje małe spełnione marzenie. Bo marzenia się spełnia, nie czeka się aż się same spełnią... 😉



___________________________
⇩⇩⇩
Drugi numer magazynu możecie zamówić TU
Egzemplarze, które zostały zamówione do 23 października już zostały do Was wysłane. Zamówienia złożone po tym terminie będą realizowane podczas druku numeru trzeciego. 

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais

"Czerwone wilczątko" Amélie Fléchais

do utraty tchu blog


Lubię sięgać po literaturę dziecięcą. Jest ona dla mnie zdecydowanie większą niewiadomą niż ta dla dorosłych. Po tej drugiej najczęściej wiem czego się spodziewać, z książkami dla dzieci nie zawsze tak jest. Oprawa graficzna, jakość wydania i treść, która jest dla mnie niespodzianką. Za każdym razem jestem pod ogromnym wrażeniem, że na kilku stronach można rozpisać wszystko to, co najważniejsze. Nie potrzeba wielu słów, aby dostrzec dobro i zło.


Myli się ten, kto sądzi, że literatura dla dzieci jest tylko i wyłącznie dla najmłodszych. Niekiedy treść tam zawarta lepiej przemówi do osoby dojrzałej i świadomej, która doceni kunszt i zrozumie przekaz. Dlatego tak ważne jest, aby nie rezygnować ze wspólnych, rodzinnych chwil z literaturą. Warto czasami odpuścić domowe obowiązki na chwilę rozmowy.


Czerwone wilczątko Amélie Fléchais


do utraty tchu blog


Inspiracji Czerwonym Kapturkiem jest mnóstwo, ale zabieg Amélie Fléchais jest czymś zupełnie innym. Ta świeżość w ujęciu klasycznej baśni sprawiła, że z ciekawością sięgnęłam po Czerwone wilczątko


Zamiast dziewczynki jest wilczątko w czerwonej pelerynie, które niesie babci pięknego zająca, upolowanego przez mamę wilczycę. Wilczątko ma pamiętać tylko, aby nie wchodzić do lasu martwych drzew, gdzie mieszka myśliwy i jego córka.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Fléchais, opierając się na wersji baśni Charlesa Perraulta, nadaje rys niepokorności małej bohaterce, która najpierw zjada niesiony posiłek dla staruszki, a potem ulega magii otoczenia i udaje się w podróż z napotkaną śliczną dziewczynką. 


do utraty tchu blog


Amélie Fléchais stworzyła opowieść pełną przewrotności, która nie kończy się wyłącznie na odwróceniu ról i umiejscowienia wilka w roli głównej bohaterki. Wilczątko jawi się jako urocze stworzenie, które naiwnie kroczy po ciemnym, tajemniczym lesie, nieświadome zła czyhającego tuż obok. Tym upiorem, którego musi się wystrzegać jest  człowiek. Ten zabieg jest dość ryzykownym posunięciem. Przecież od dawien dawna to wilk był przedstawiany jako potwór z ostrymi kłami, przebiegły, polujący na małe dzieci. 


do utraty tchu blog


Fléchais przedstawia to nieco inaczej. Serwuje czytelnikowi dwie wersje - ludzką i wilczą, podaną w nietypowej formie zasłyszanej pieśni. Każda z nich pozwala na dowolność interpretacji, nadając znanemu motywowi zupełnie nowe znaczenie. Baśń nie kończy się tak, jak można byłoby się spodziewać. Jest morał, który choć ukryty między wierszami, to jednak dla mnie był wystarczająco wymowny.



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Przesłaniem Czerwonego wilczątka Amélie Fléchais jest nie tylko przykaz, aby słuchać dorosłych. Ja odczytałam ją przede wszystkim jako przestrogę przed tym, z jaką łatwością przenosimy swoje uprzedzenia, głęboką nietolerancję i pielęgnowaną nienawiść na niewinnych i ufnych małych ludzi. Scena, w której uradowana dziewczynka pokazuje swoje trofeum ojcu jest tak sugestywna, że nie trzeba zbyt wiele słów. 


Fléchais wyraźnie zaznacza: nie pogłębiajmy podziałów. Nie pozwólmy, aby kipiąca w nas, dorosłych złość i agresja przelewała się na nasze dzieci.



do utraty tchu blog


Czerwone wilczątko to jednak nie tylko wartościowa treść. Całość dopełniają przepiękne ilustracje autorstwa Fléchais. Grafiki, choć wypełnione niesamowitymi barwami, są również nieco mroczne. To nie jest szata, która zdobi popularne książeczki dla dzieci. Darmo w niej szukać infantylności, ilustracje jednocześnie urzekają oraz wprowadzają nastrój niepokoju i zwiastują zbliżający się dramatu. 


Treść, która zaskakuje dosadnością przekazu. 
Ilustracje, które czarują kolorem i artyzmem. 
Staranność wydania, które zasługuje na najwyższą ocenę. 


do utraty tchu blog


Według mnie Czerwone wilczątko Amélie Fléchais to nie jest bajka dla małych dzieci. Raczej lektura dla wrażliwego, ale także dojrzałego i świadomego czytelnika, który doceni kunszt tej pozycji. To prawdziwy majstersztyk.




Dane techniczne

Czerwone wilczątko Amélie Fléchais
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Oprawa: twarda
ISBN 978-83-64858-57-4

Zimowy zakątek na balkonie

Zimowy zakątek na balkonie

do utraty tchu blog


W ubiegłym tygodniu pisałam (na Facebooku i Instagramie, to tam bywam zdecydowanie częściej 😉), że zamierzam zabrać się za porządki na balkonie i przygotować go na zimę. Zazwyczaj wygląda to tak, że pozbywam się kwiatów z letniego sezonu, czyszczę oraz wynoszę do piwnicy wszystkie doniczki i meble. Zostawiam jedynie lampiony. Jednym słowem - totalny minimalizm. 😄 Zupełne przeciwieństwo tego, co mam na balkonie wiosną i latem, kiedy to w doniczkach są wszystkie kolory tęczy. 


Trochę smutno mi, gdy muszę pozbyć się tego wszystkiego i za moim oknem robi się zupełnie pusto. Jednak kolejny raz przekonałam się, że mam niesamowicie pomysłowych ludzi wokół. Dzięki Przestrzeniom tekstu zaczęłam zastanawiać się nad czymś zupełnie nowym, a mianowicie zamarzył mi się zimy zakątek na balkonie. Jestem przeszczęśliwa, że ten temat wypłynął w komentarzach, bo dzięki temu czuję jak budzą się moje uśpione pokłady kreatywności. 😆


Przeszukałam Internety, poczytałam trochę na forum ogrodniczym o zimowych roślinach, zajrzałam do mojej skarbnicy inspiracji - Pinteresta i już powoli kiełkuje w mojej głowie pomysł na zimowy balkon. 


Wiem, że muszę zaopatrzyć się w otulinę, którą będę mogła przykryć roślinki, gdy nadejdą silne mrozy. Choć szczerze w to wątpię - nasza polska zima jest w ostatnich latach niezwykle łagodna. Chciałabym, aby na balkonie pojawił się jakiś iglasty krzew, który będę mogła ozdobić światełkami. Zostaną lampiony. Może przygotuję jakąś kompozycję z szyszek (chyba to naprawdę polubiłam, gdy wykonywałam swoje szyszkowe wianki). Doczytałam również, że odporne na niską temperaturę są takie roślinki, jak bluszcz, trzmielina, bukszpan, kostrzewa sina, bordowe żurawki, czy golteria. 


Na koniec zostawiam Wam kilka cudownych aranżacji z Pinteresta, które może kogoś zainspirują i zmotywują do stworzenia zimowego kącika w betonowej dżungli. 😉 


żródło

źródło

źródło

źródło

żródło

żródło

Moim małym celem jest odczarować listopad, przegonić pesymizm, choroby (te niestety wciąż nie odpuszczają - teraz w domu mam chorego na ospę męża 😩) i cieszyć się, że już niebawem mój ulubiony czas w roku - Boże Narodzenie! 😍



Dobrego tygodnia!


#UWAŻNIEJ / październik 2017

#UWAŻNIEJ / październik 2017

do utraty tchu blog


Litry kawy, długie (niekiedy bezsenne noce), godziny karmienia z Lilusią, choroby, choroby, ospa, choroby... Tak minął mi październik. No dobrze, nie było tak źle, bo jednak udało mi się sporo poczytać, trochę pooglądać, zamknąć kolejny numer "Blogostrefy", napisać kilka tekstów na blogu i pobyć w domu - tak po prostu, razem. Pomijając ten fragment o infekcjach, to o takiej jesieni marzyłam. Z książką, zapachem ciasta drożdżowego i deszczowym jazzem w tle. 

Zapraszam Cię na moje październikowe UWAŻNIEJ. Zaparz sobie porządny kubek aromatycznej herbaty/kawy i spędź ze mną tę niespieszną chwilę.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ nieco zmęczona, a moje zmęczenie spowodowane jest ciągnącymi się od września chorobami, które nieco komplikują nam rozkład codziennej jazdy. Ten miesiąc kończymy ospą Lilki. Chciałabym wykrzesać w sobie trochę optymizmu i cieszyć się, że już to za nami. Mam jednak świadomość obniżonej odporności mojej dziewczynki, która może teraz spowodować kolejne infekcje, a w żłobku są one dość częste. Do tego Lili bywa uparta, płaczliwa, wciąż domaga się karmienia. Ciężki przed nami czas emocjonalnego skoku rozwojowego, ale przecież to tylko chwilowe. 😉


Z drugiej strony w końcu poradziłam sobie z chaosem w głowie. Myśli mam przejrzyste i poukładane. Wiem, jak chciałabym, aby wyglądały najbliższe tygodnie i nad czym będę pracować. Potrzebuję rutyny, spokoju i wyciszenia, a porządek wokół i w środku mi to po prostu ułatwia. 



PRACUJĘ NAD organizacją i planowaniem. Prowadzę BuJo od kilku miesięcy, ale nie jest on tak rozpisany, jak na zdjęciach z Printeresta. Znajdują się tam najpotrzebniejsze notatki, dzięki którym ogarniam dzień powszedni. Potrzebowałam jednak kopniaka motywacyjnego, dlatego biorę udział w projekcie Kasi z bloga WorQshop - Kreatywne Planowanie. Na czym to polega? Zapisałam się na listę i co tydzień będę otrzymywać materiały i porady, jak nauczyć się w odpowiedni sposób organizować swój czas. Jestem pełna zapału i z uśmiechem na ustach czytam kolejne pomocne wiadomości od Kasi. 


do utraty tchu blog


SŁUCHAM kawiarnianego jazzu. Uwielbiam przy tych dźwiękach pracować, czytać, sprzątać, pić kawę... Pisząc te słowa, wsłuchuję się w melodię. Kojąca, uspokajająca, nastrojowa. Piękna, prawda? 😊



OGLĄDAM ostatnio seriale. Wraz z jesienią pojawił się nowy sezon Chirurgów, których po prostu kocham. Ponadto za mną pierwszy odcinek Belfra. Niestety w tym przypadku mam mieszane odczucia. 😏 Wciąż oglądam Przyjaciół, ale akurat to jest niezmienny element mojej codzienność od jakiś 10 lat. 🙊 Serio, oglądam ich bez przerwy. Wiąże się z tym też dość zabawna historia, bo w ciąży w kółko odtwarzałam stare odcinki, przy nich zaczęłam rodzić i gdy dziś Lilka słyszy melodię rozpoczynającą ten serial, -śmieje się i tańczy. 😄


W październiku udało mi się również obejrzeć wyjątkowy film, który skłania do refleksji i jest naprawdę wart polecenia. To film Ja, Daniel Blake. Po prostu musisz to zobaczyć.





CZYTAM nieustannie i bardzo się z tego cieszę. Sięgam po książki Lilusiowe i to one w ostatnim czasie zawładnęły blogiem. Taki urok pracy w książkach. Mam do nich nieograniczony dostęp i każdego dnia w moje ręce trafiają literackie perełki.



Na szczęście znajduję w tym wszystkim miejsce na moje dorosłe książki. W październiku odbyłam ciekawe spotkanie z Katarzyną Kołczewską przy okazji lektury jej najnowszej powieści Odzyskać utracone. To historia dwudziestotrzyletniej Mirandy, która po 10 latach wraca do powojennego Białegostoku z zesłania na Syberię. Młoda kobieta musi się zmierzyć z tym, co zostawiła w przyszłości i z tym, co zastała na miejscu. Powrót do domu, którego tak naprawdę już nie ma. To również niesamowita historia ludzi, którzy zostali. Opowieść o stracie, okrucieństwie wojny i doświadczeniach, które jednocześnie niszczą i budują.


Po tak ciężkiej powieści potrzebowałam czegoś lekkiego, sięgnęłam więc po Cecelię Ahern i jej książkę Lirogon. To była bajka. Przyjemna, wciągająca, idealna na długie, jesienne wieczory.




CZEKAM NA drugi numer magazynu "Blogostrefa. Jedyne takie czasopismo dla blogerów", który już na początku listopada powinien do mnie dotrzeć oraz do innych czytelników. Jestem podekscytowana, bo ponownie udało mi się przekazać materiał swojego autorstwa, a także pozyskać treści od osób, które znają się na blogowaniu, piszą z pasją i inspirują innych. To jednak nie wszystkie powody do radości - nowy numer gazety pojawi się nie tylko w wersji elektronicznej, ale papierowej! To będzie petarda!


| DRUGI NUMER MAGAZYNU | Uchylamy rąbka tajemnicy i prezentujemy Wam okładkę. 🙂 W magazynie znajdziecie między innymi: - STO LAT KIKI - kim była Kika Szaszkiewczowa, najstarsza polska blogerka? Jak powstał blog "Moje pierwsze sto lat" i co blogowanie mogło dać stulatce? Niesamowita historia Kiki to opowieść, którą powinien przeczytać każdy bloger! Ponadto: - Jak się nie sprzedać i pozostać sobą? Zarządzanie wizerunkiem blogera; - Dieta bezsocialmediowa; - Gadżety blogera - biegacza czytacza; - Blog-life balance; - Konkursy pod lupą; - Self-publishing - wydaje się ciekawie! W tym numerze także: nadchodzące wydarzenia w polskiej blogosferze, literackie inspiracje, smaki jesieni i sposoby na deszczową chandrę, modny bloger i wiele innych ciekawych artykułów. Drugi numer czasopisma możecie nabyć już w sklepie. Link w bio! ❤️ Wysyłka odbędzie się 30.10.2017 roku. _________________________________ #blogostrefa #blogosfera #okładka #blogowanie #czasopismo #magazyn #czasopismodlablogerów #dlablogerów #blogerka #blog #blogerzy #nowynumer #premiera #nowość
Post udostępniony przez Blogostrefa (@blogostrefa)

JESTEM WDZIĘCZNA za ludzi wokół. Każdego dnia doceniam, że zdecydowanie częściej spotykam się życzliwością i pozytywną energią. Może to naiwne, ale wierzę, że jeszcze stać innych na bezinteresowność i chęć dzielenia się tym, co  dobre.



A jak Twój październik? Czy to był dobry miesiąc? Czy spotkało Cię coś ciekawego, może na coś czekasz? Koniecznie podziel się ze mną tym w komentarzu!


do utraty tchu blog


PS Może zdarzyć się tak, że październikowe wpisy na blogu gdzieś Ci umknęły w czeluściach Internetu. Dlatego poniżej zostawiam Ci linki do wszystkich postów:




Uffff, to już wszystko! Ale w październiku było książkowo... 😀 I jesiennie. Ta pora roku zdecydowanie uwielbia pozować do zdjęć.


Przesyłam moc uścisków!


* * *



Uważniej to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 

Dlaczego piszę pozytywne recenzje książek?

Dlaczego piszę pozytywne recenzje książek?

do utraty tchu blog


W ostatnim czasie na blogu znów zrobiło się książkowo. Teksty okołoliterackie pojawiają się znacznie częściej, niż inne. Zupełnie mnie to nie dziwi, wszak Do utraty tchu wykluło się z miłości do książek. Naturalnie, bez żadnego planu czytelnicza pasja ponownie zawładnęła moją codziennością i to z podwójną mocą. Domowe półki goszczą nie tylko lektury dla dorosłych, ale także te dla dzieci. Co więcej, tych drugich jest zdecydowanie więcej. Po trosze to zasługa pracy, ale i misji, jakiej się podjęłam - chcę wypuścić w świat czytającego człowieka. Na chwilę obecną córeczka uwielbia książki, a jak będzie dalej - czas pokaże.


Książki do naszego domu trafiają różnymi drogami - są kupowane, wypożyczane, ale nie ukrywam, że wiele otrzymuję od wydawnictw. Takie prezenty rzadko są bezinteresowne i często wiążą się z pewnymi zobowiązaniami - zrecenzowaniem, zaprezentowaniem w mediach społecznościowych, ale bywa też i tak, że są tylko i wyłącznie podarunkiem. Podjęcie się współpracy z wydawcami jest bardzo korzystne dla książkoholika, ale może być również powodem oskarżeń o brak obiektywizmu w ocenie danego tytułu.


Czy bloger literacki faktycznie ma obowiązek pisania peanów na cześć otrzymanego od wydawnictwa egzemplarza? Oczywiście, że nie. Dlaczego w takim razie nie znajdziesz u mnie krytycznych recenzji? Podczas trzech lat blogowania wypracowałam pewien system, którym kieruję się podczas nawiązywania kolejnych współprac z wydawcami. To własnie dzięki prostym i zrozumiałym regułom nie mam problemu z recenzowaniem przesyłanych mi pozycji i zazwyczaj są to pochwalne teksty.


do utraty tchu blog


Mam wybór

Od początku przygody z wydawnictwami jestem wierna swoim literackim upodobaniom. Rzadko skaczę z jednego na drugi gatunkowy kwiatek. Pięć lat studiów polonistycznych, drugie tyle pracy wśród książek ustabilizowało mój gusty czytelniczy. Od czasu do czasu zdarza mi się sięgnąć po coś zupełnie innego, aby nie zamykać się na nowinki literackie, jednak zazwyczaj po prostu wiem, co lubię. Selektywność w wyborze lektury jest również obecna podczas kontaktu z wydawnictwami. Nie przyjmuję wszystkich oferowanych mi książek. Godzę się wyłącznie na te, które znajdują się w obszarze moich zainteresowań.


Warto pamiętać, że bloger literacki jest równorzędnym partnerem dla wydawnictw. Nie musi przyjmować postawy książkowego żebracza, który za darmochę napisze wszystko, czego oczekuje druga strona. Pamiętaj, blogerze, że masz wybór. To Ty możesz przejrzeć zasoby danego wydawnictwa i wybrać te tytuły, które chcesz przeczytać. Sądzę, że dla większości blogerów literackich jest to oczywiste. Niemniej wiele osób o tym  nie pamięta i być może stąd pojawiają się oskarżenia o brak obiektywizmu w ostatecznej ocenie recenzowanej książki.


Samodzielny wybór książek, przyjmowanych do recenzji sprawia, że rzadko zdarza mi się trafiać na totalne buble, a co się z tym wiąże - nie muszę pisać krytycznych postów. Jeśli nawet coś mi nie pasuje w danej książce (może przecież tak się zdarzyć, bo prezenty od wydawnictw to trochę taki kot w worku), sygnalizuję to. Staram się jednak nie pisać o tych pozycjach, które zupełnie mnie nie porwały. Dlaczego? O tym poniżej.



Szanuję swój czas

Od kiedy zostałam mamą mój czas nieco się skurczył, a ja nauczyłam się korzystać z niego na maxa. Jeśli trafiam na beznadziejną książkę, która totalnie mnie upodliła, nie wyobrażam sobie, aby marnować kolejne cenne chwile na pisanie o niej. Nie ma mowy! 🙊😂


Jeśli wcześniej ustaliłam takie postępowanie z wydawnictwem, nie widzę w tym nic zdrożnego. Podjęłam decyzję, że na blogu będę pokazywać tylko te książki, które są według mnie godne polecenia (i mojego czasu, który poświęcę na pracę z nimi). Tego się trzymam i jest mi z tym dobrze.


Jest jeszcze jedna dyskusyjna kwestia - nie lubię pisać źle o literaturze. Owszem, wiele razy natknęłam się na gniota. Jednak moja profesja nauczyła mnie, że to, co dla mnie może być grafomanią, dla kogoś innego może okazać się cudowną literacka wyprawą.


do utraty tchu blog


Uwielbiam czytać. Książki są dla mnie jak powietrze i nie wyobrażam sobie codzienności bez nich. Z przyjemnością o nich piszę i rozmawiam. Mam jednak wybór, dlatego stawiam na to, co mnie oczarowało, co spokojnie polecam i nie martwię się, że ktoś zmarnuje przeze mnie swój czas.


Jaki jest Twój stosunek do recenzji - czytasz, nie czytasz? Czy kierujesz się nimi przy wyborze kolejnej lektury? Czy negatywny odbiór innego czytelnika ma dla Ciebie w ogóle znaczenie? Daj znać, co o tym myślisz! 



5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni

5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni

do utraty tchu blog


Lubię jesień. Jak każda inna pora roku ma swój niepowtarzalny urok. Tańczące liście na wietrze, ścielące kolorowy dywan. Deszcz stukający o szyby. Nawet ten szary krajobraz, który zdecydowanie najczęściej gości u nas w tym czasie, można zaakceptować. Bo tylko wtedy tak dobrze smakuje gorące kakao, obowiązkowo z ciastem drożdżowym. Oczywiście można narzekać, ale po co? Czy to coś zmieni? Za punkt honoru obrałam sobie codzienny optymizm i tak też staram się pokazać świat mojej córeczce. Chciałabym, aby potrafiła cieszyć się z deszczowego powietrza, kolorowych drzew i błotnistych kałuż do skakania. 


Jesień można polubić. Można ją oglądać, smakować, ale także czytać o niej. Literatura jest idealnym materiałem do dyskusji i refleksji, szczególnie dziecięca. Plastyczne opisy oraz piękna szata graficzna sprawiają, że codzienność nabiera magicznych barw. 


Mam dla Was 5 wyjątkowych książek dla dzieci o jesieni, dzięki którym nie tylko najmłodsi rozkochają się w tej porze roku, ale może i nieco starsi zerkną na nią łaskawszym okiem. 




5 książek dla dzieci (i nie tylko) o jesieni


do utraty tchu blog



1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, kiedy jest jesień Sam McBratney

do utraty tchu blog


Pierwsza część o Małym Brązowym Zajączku i jego dużym przyjacielu, Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham to jedna z naszych pierwszych lektur. Czytałam ją Lili, gdy była maleńka, może dlatego darzę ją takim ciepłym uczuciem. Pozostałe wydania o czterech porach roku naturalnie weszły w nasz domowy kanon lektur. 



do utraty tchu blog


Pewnego dnia wiatr przywiał duży, brązowy karton. Okazało się, że w środku jest zupełnie pusty. Mały Brązowy Zajączek postanowił spłatać psikusa Dużemu Brązowemu Zajączkowi, jednocześnie odkrywając krainę wyobraźni, pełną ciekawych zabaw na jesienne dni. 






2. Jesień na ulicy Czereśniowej Rotraut Susanne Berner
do utraty tchu blog


Niesamowicie ciekawa, wypełniona po brzegi zabawnymi sytuacjami książeczka obrazkowa, która ukazuje jesienną krzątaninę mieszkańców ulicy Czereśniowej. Choć nie znajdziemy w niej tekstu, to jednak bez problemu poznamy historię bohaterów książki. 


Idealna do snucia opowieści i wyszukiwania szczegółów. Sądziłam początkowo, że dla półtorarocznego brzdąca może być zbyt skomplikowana graficznie, ale Lili szybko wyprowadziła mnie z błędu i rozpoczęła przygodę od wyszukiwania miau na obrazkach. 😸






3. Biedny Pettson Sven Nordqvist
do utraty tchu blog


Jest jesień i każdy ma czasami taki dzień, że nic się nie chce, a jedyne o czym się marzy, to aby ten dzień jak najszybciej dobiegł końca. Pettson coś o tym wie. Za oknem deszcz, w powietrzu unosi się mgła, a on ma bardzo zły humor. Na nic starania Findusa, jego psotnego kota. Z każdym kolejnym pomysłem Findusa, staruszek jest coraz bardziej zirytowany. 



do utraty tchu blog

Jeśli choć raz zdarzyło się Wam poznać jedną z historii Pettsona i Findusa, to wiecie, że ten kociak się nie poddaje. Findus znajdzie sposób, aby pokazać Pettsonowi, że jesień może być piękna i radosna. 






4. Mama Mu buduje Jujja Tomas Wieslander
do utraty tchu blog


Fajnie mieć domek na drzewie. Jeszcze fajniej, gdy wokół szeleszczą kolorowe liście, a wokół jest tak pięknie, złociście, jesiennie. Mamie Mu również marzy się domek i postanawia taki zbudować. To nic, że jest krową, że gwóźdź jest jakiś krzywy, a deska nierówno przycięta. I nawet narzekanie Pana Wrony nie powstrzyma jej przed dobrą zabawą. 


Pocieszne dialogi oraz ilustracje autorstwa Svena Nordqista, znanego już z opowieści o Pettsonie i Findusie, genialnie oddają klimat skandynawskiej literatury dla dzieci.





5. Jak dobrze mieć sąsiadów Ciara Flood

do utraty tchu blog


No, dobrze - to nie jest książka tylko o jesieni, ale ta piękna pora roku pojawia się w tle opowieści. Jednak historia zwalistego, gburowatego misia, ceniącego sobie samotność i niesfornych, hałaśliwych zajączków jest tak urzekająca, że po prostu musiałam umieścić ją w tym zestawieniu. To książeczka, po którą warto sięgnąć właśnie o tej porze roku, bo dzięki niej robi się tak ciepło na sercu.




Jesień bywa piękna i da się lubić. Nawet, gdy pada deszcz, jest szaro i ponuro. Właśnie wtedy można bezkarnie zawinąć się w kocyk i poczytać. 😊 Jestem ciekawa, czy macie jakieś książki, po które najprzyjemniej sięga się właśnie o tej porze roku. 



Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger