Ciasteczka z miodem, cynamonem i skórką pomarańczy

Ciasteczka z miodem, cynamonem i skórką pomarańczy

do utraty tchu blog

Ciepło tulące od progu i lekkość, która tuż po zatrzaśnięciu drzwi upycha wszystkie smutki kiepskiego dnia. Ręce z kubkiem gorącej herbaty w deszczowy wieczór i pokrzepiający uśmiech. Wspólne śniadania, wygłupy w niezasłanym wciąż łóżku. To wszystko sprawia, że jesteśmy w domu. To nie designerskie wnętrza i wypasione przedmioty. No, nie. Ja to wszystko wiem, naprawdę! Ale to jak uwielbiam swój nowy piekarnik, to ciężko wyrazić słowami! 😍😁 Tak szybko się nagrzewa, a czas pieczenia wynosi tyle, ile powinien! Bomba! A to, jakie zapachy rozchodzą się po domu, gdy piekę ciasteczka z cynamonem, to żaden odświeżacz nie może się z tym równać.


Ostatnio mam postanowienie, że będę ograniczać jedzenie gotowych słodkości. Niestety Lisia otrzymała słabość do słodyczy w genach. Staram się nie tracić głowy i podchodzić do tego na spokojnie, w zdrowych granicach. Jednak jeśli mogę i mam możliwość wyboru, to wolę podać jej to, co sama upiekę.


Kilka dni temu zajadaliśmy się ciasteczkami z miodem, cynamonem i skórką pomarańczy. Wyszły pyszne, a czas wykonywania jest ekspresowy, więc jeśli macie ochotę na małe Conieco, łapcie przepis i do dzieła!


do utraty tchu blog

Lista składników

  • ok. 250 g mąki pszennej
  • 80 g cukru
  • 125 g masła
  • 1 jajko 
  • 1/3 szkl. płynnego miodu
  • 1 cukier waniliowy
  • starta skórka pomarańczy
  • porządna szczypta cynamonu (zdecydowanie polecam cynamon w laskach)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • szczypta soli

Sposób przygotowania

Wymieszaj mąkę, z solą i proszkiem do pieczenia. Dodaj posiekane masło, jajko, cukier, miód, skórkę pomarańczy oraz cynamon. Dokładnie wymieszaj. Jeśli ciasto będzie nadal klejące, podsyp delikatnie mąką.


Wyrobione ciasto podziel na dwie części. Do jednej dodaj kakao i wymieszaj. Owiń obie części folią spożywczą i włóż do lodówki na ok. godzinę.


Wyjmij ciasto z lodówki. Podsyp podłoże mąką, rozwałkuj ciasto i za pomocą foremek wycinaj ciasteczka. Jeśli masz ochotę możesz tworzyć dwukolorowe ciasteczka.


Ciasteczka układaj na dużej blasze, wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w piekarniku rozgrzanym do 180⁰C przez ok. 10-12 minut.


Smacznego! 😋



Daj sobie czas

Daj sobie czas

do utraty tchu blog

Na wszystko musisz mieć czas. Na pracę, najlepiej taką ekstra - ambitną, zabieganą, aby być na topie, w locie selfiak z kawusią ze Starbucksa i heja do przodu. WOW, taki ze mnie rekin biznesu! Na wypasione wakacje, którymi zaspamujesz wszystkich znajomych. Na focie w stylu flatlay, z idealnie wkomponowanym kubkiem herbaty. To nic, że zanim weźmiesz pierwszy łyk, aromatyczny napój staje się zimny jak lód. Ważne, że zdjęcie konsekwentnie wypełnia instagramowy profil. Na wszystko musisz mieć czas. Tylko nie dla siebie. Bo po co?


Między ciszą a milczeniem

Uch, ulało mi się! 🙊 Układam sobie ostatnio w głowie, próbuję posprzątać w emocjach i przegryźć to, co niekoniecznie jest smaczne. Przez ostatnie miesiące umościłam sobie wygodne gniazdko, gdzieś między ciszą a milczeniem. Cisza była przyjazna i potrzebna, milczenie trochę mnie uwierało. Bo jak to tak dusić w sobie? Próbowałam je przezwyciężyć, przedrzeć się przez ścianę, ale czułam opór. Długo nie rozumiałam tego stanu i było mi to tak cholernie trudno zrozumieć. Do czasu. 


Przez te cztery lata pracowałam sobie na Waszą uwagę, zaufanie i sympatię. Pewnie z różnym skutkiem, ale mi było tu zawsze dobrze. Bardzo zależało mi, aby się rozwijać, nie stać w miejscu, płynąć na fali blogowego szumu. Chwytałam się różnych porad, przemycałam je tu i upychałam po kątach. Podejmowałam się nowych projektów i cisnęłam, ile sił. Kosztem wolnego czasu, kosztem swojego samopoczucia i najważniejsze - kosztem najbliższych. 


do utraty tchu blog

Długo udawałam, że niektórych zaniedbań nie widzę, że przecież na luzie uda mi się to ogarnąć, że sobie poradzę. Nie poradziłam. Nie udźwignęłam. Nie sposób być we wszystkim na maxa. I choć rozumiem teorię odpuszczania, to jakoś tak trudno mi ją było wpuścić na swoje podwórko. 


Tak naprawdę sama nie wiem, jak to się stało. Zamilkłam. Nie pisałam, rzadziej podglądałam innych, nie porównywałam. Skupiłam się tylko na tym, co ważne. Na rodzinie, pracy na etacie. Każdego dnia biłam się z myślami, co dalej. 


do utraty tchu blog

Od początku?

Pewnego dnia uczestniczyłam w warsztatach. Jako gospodarz tego wydarzenia byłam zafrapowana sprawami organizacyjnymi, ale gdzieś w biegu przysiadłam i posłuchałam. O czasie, który należy sobie podarować. O ciszy, która wybawia. O milczeniu, z którym czasami trzeba się pogodzić. Chłonęłam te słowa jak gąbka. Do domu wracałam lekka jak piórko. 

Od tamtego spotkania pogodziłam się z tym, co mnie gryzło. Zdobyłam się na odwagę i rozliczyłam z tym, co mnie wiązało i ograniczało. Wyszłam na czysto. Znów mam ochotę tworzyć to miejsce tak, jak mi w duszy gra. Bez ciśnienia, bez spiny, bez bezsensownego wyścigu i nielogicznej zawiści. 


Daj sobie czas

Zrobiłam sobie prezent. Podarowałam sobie czas. Pozwoliłam na ciszę. Zrozumiałam, że to, co dla innych jest minimum, dla mnie może być nadto. I to też jest dobre! Dobre dla mnie. 

Ok, jestem mamą, jestem żoną, ale jestem też ja. Każdego dnia postrzegana jestem z filtrem nakładanym przez te role, ale pod nimi wciąż jestem sobą. Dziś widzę się wyraźniej, z większą wyrozumiałością, spokojem i... chyba dojrzałością. 


Na koniec nie zostawię Wam tu motywacyjnej paplaniny, że ooooooo, możesz wszystko! Guzik prawda! Na wiele spraw nie mamy wpływu i nie ma sensu się mocować i udawać, że wcale nie jest ciężko z codziennością. Ona sama w sobie bywa trudna i trzeba przyjąć na klatę, że na wszystko jest odpowiedni czas. Tylko zanim zaczniemy nim szastać na prawo i lewo, dajmy go sobie. 


#UWAŻNIEJ | wrzesień - listopad 2018

#UWAŻNIEJ | wrzesień - listopad 2018

do utraty tchu blog

Jestem. 🙋 W końcu! 🙊🙈 Nawet nie wiecie, ile razy zaczynałam ten wpis i za każdym razem wszystko kasowałam. Przez kilka miesięcy trochę mocowałam się sama ze sobą, a ostatnie dwa - co tu dużo pisać - odpuściłam totalnie. Za moją nieobecnością nie kryje się żaden dramat. Ot, po prostu. Codzienność, a przecież jej nie trzeba nikomu tłumaczyć. W sieci krąży teoria, że tak długa przerwa to strzał w kolano dla blogera. Ale wiecie co? Ja jestem totalnie spokojna, o siebie, o to moje miejsce i o Was. 




CZUJĘ SIĘ chyba całkiem w porządku. 😀 Nie było to takie oczywiste przez te ostatnie tygodnie. (Nie)pisanie nie jest dla mnie stanem naturalnym i było mi z tym źle. Z drugiej strony potrzebowałam przerwy. I choć wspominałam tu kiedyś o odpuszczaniu, to jednak wciąż pracuję nad opanowaniem tej sztuki. 

Dziś jest mi lekko. Wreszcie mogę oddychać pełną piersią i cieszyć się jesienią. Aż ciężko mi uwierzyć w ten stan, bo jeszcze tydzień temu byłam w rozsypce, a to wszystko przez remont, który trwał od początku września. Przez cały ten czas miałam wrażenie, że robota w naszym domu nigdy się nie skończy. Zaczęło się od pomysłu odświeżenia kuchni, a skończyliśmy z większą częścią wyremontowanego mieszkania. Na dodatek musieliśmy żyć na co dzień w tym rozgardiaszu, z rozbrykaną dwulatką, gruzem pod stopami i zupełnie pustą kuchnią.


do utraty tchu blog


CIESZĘ SIĘ, że to już za mną! Serio, odkąd posprzątałam ten cały bałagan jestem przeszczęśliwa. Była to dla nas porządna szkoła przetrwania. To, ile nerwów nas kosztował ten remont wiemy chyba tylko my i nasi sąsiedzi. 😂 I jeszcze moja mama, siostra, koleżanki i koledzy z pracy... Jednego jestem pewna: remont to zło! 🙈 Nie mogę jednak zaprzeczyć, że teraz uwielbiam nasze metry jeszcze bardziej. Posprzątałam każdy kąt w domu i w głowie.


do utraty tchu blog


JESTEM WDZIĘCZNA za czas, który sobie dałam. Wciąż walczę z poczuciem, że tyyyyyle muszę zrobić. Ambicja nie pozwala odpuścić, a przecież doskonale wiem, że nie pomieszczę wszystkiego na swoich barkach. OK, trochę się rozrosły ostatnio, ale bez przesady! 😂 Gdy dopuściłam do siebie myśl, że z czymś sobie nie radzę i po prostu tego nie zrobię, zeszło ze mnie powietrze. Odblokowałam się i chyba dzięki temu w końcu mogę tu do Was wrócić.




PRACUJĘ na etacie. To nie nowość, ale to właśnie ta praca w realu, nie w sieci, pochłania mnie obecnie bez reszty. Każdą zaś wolną chwilę poświęcam Lili. Moja nieobecność na blogu jest częściowo związana z nowymi projektami, które wymagały ode mnie kilku godzin przygotowań. Momentami czułam się jakbym znów byłą na studiach, a przede mną wisiało widomo sesji.  

Jednocześnie zmuszona byłam też pozamykać niektóre drzwi, aby otworzyć nowe. Ale o tym może innym razem.



CZYTAM płynnie. Bez przerwy - kończę jedną książkę, aby za chwilę sięgnąć po kolejną. Jestem na fali czytelniczej! 🌊😀 Oczywiście wciąż bywam tramwajowym czytaczem, któremu nie straszny tłok i stojące miejsce. Po prostu cieszę się, że mogę poświęcić tych kilka chwil na lekturę. Na totalne wyłączenie, złapanie oddechu przed tym, co za moment.

No dobra, ale przejdę do konkretów. Październik należał do książek zakazanych - ponownie sięgnęłam po Buszującego w zbożu J.D. Salingera. Czytałam też niesamowitą, ale też i przerażającą książkę - Kolor purpury Alice Walker. Wybór tych lektur nie był przypadkowy, przede mną cykl spotkań na temat cenzury w literaturze. 

Listopad zaś to taki książkowy miszmasz. Powoli kończę Francuskie lato Catherne Isaac. Jakiś czas temu okładka tej powieści przewijała mi się nieustannie na IG, ale mnie przekonało coś innego - zapewnienia, że to styl zbliżony do Jojo Moyes. Z przyjemnością stwierdzam, że coś w tym jest. To naprawdę przyjemna lektura, idealna na jesienne wieczory. W kolejce czeka na mnie dość trudna pozycja - Dziewczyny z Wołynia. Może ktoś czytał i podpowie mi, czy nie zawiodę się na tej wojennej serii?


do utraty tchu blog


OGLĄDAM znacznie mniej. Remont nas zniszczył. 😂 Wszystko od początku robiliśmy sami, a raczej mój mąż. Zrywanie starej terakoty, kładzenie nowych kafli, cekolowanie, malowanie, skręcanie mebli, cięcie blatu... W międzyczasie normalnie pracowaliśmy, więc wszystko inne było robione w dni wolne. Wieczorami, gdy mogliśmy w końcu odpocząć, padaliśmy ze zmęczenia. Przez te trzy miesiące na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy udało nam się dotrwać do końca seansu i nie zasnąć na siedząco. Niemniej dwa razy udało nam się obejrzeć coś godnego wspomnienia i polecenia. Jeśli przytrafi się Wam filmowa pustka, zastanówcie się nad adaptacją powieści Alice Walker oraz nad Żegnaj Christopher Robin.







SŁUCHAM Michaela Bublé. I może nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby to nie była jego świątecznego playlista. 😆 Mam też jeszcze jedno muzyczne odkrycie - to soundtrack do filmu A star is born. No ej, śpiewający Bradley Cooper! 😍😍😍




CHCIAŁABYM napisać jeszcze o jednej rzeczy. O Was. Serio, jak ja Was lubię! Za troskę i te wiadomości prywatne. Za to, że mimo mojej nieobecności zaglądaliście na bloga. Jesteście świetni i chyba dlatego nie przedłużyłam tej ciszy. Nie będę ukrywać, że moje podejście do tego miejsca uległo zmianie. Nie mam ciśnienia, ale z taką myślą mi lżej. 

Przez ostatnie dwa miesiące wielokrotnie układałam sobie, co chciałabym Wam napisać, ale dobrze mi się milczało. Tak dobrze, że w głowie rodził się pomysł, aby nie wracać. Pewnie dłuższe przerwy mogą się jeszcze zdarzać. Nie obiecuję, że teraz to WOW, teraz to na pewno. No nie, bo po co? Bo nie wiem. Chciałabym być tu z Wami bez presji, bez statystyk, naturalnie.





➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
No to mamy prawię połowę listopada. Ja już wyglądam świąt, bo to mój ulubiony czas w roku, ale staram się wycisnąć z tej jesieni, ile wlezie. Spacerujemy, czytamy, nadrabiamy zaległości w filmach, cieszymy się wyremontowanymi kątami i jest dobrze. A teraz kolej na Was - co u Was? Nie będę ukrywać, stęskniłam się za tym kontaktem z Wami. 😉


Serdeczności!

#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Pomiędzy

Pomiędzy

do utraty tchu blog


Wciąż się gubię. I choć wiem, że tuż za rogiem się odnajdę, to przystaję w pół kroku. Miewam dni, że czuję się niepewnie, motam się w poplątanych myślach i tkwię. Niewiele tych momentów, bo zdecydowanie częściej wiem, dokąd uciec. Jednak ostatnio tak bardzo mi się nie chce. Czuję, że wymyka się mi się z rąk to, co wydawało się ważne. Co jeszcze chwil kilka temu cieszyło, co napędzało, a dziś okazuje się, że można bez. 


Jednego dnia szkoda mi tak to zostawić, bo wciąż gdzieś jest bliskie. Bo z czułością pielęgnowane i spora cząstka oddana. Innym razem dostrzegam to, co zabiera zachłannie. I umyka to, co codzienność wypełnia. Co najcenniejsze i niemożliwe do odrzucenia, bo wrośnięte głęboko.


do utraty tchu blog


Tak ważę to ostatnio. Raz w jedną, raz w drugą. Jeszcze nie wiem. Może zostanie tak, jak było? A może jeszcze mniej mnie tu będzie? Zniknę. A może wręcz przeciwnie, nastroję się odpowiednio, ruszę do przodu i jeszcze zanim się zgubię, to się odnajdę. 


W zawieszeniu tkwię, ale to dobry czas. Kojący, spokój niosący i wzrok utkwiony w oczach kochanych. Maleńkie rączki ściskam, ciasto drożdżowe ze śliwkami utykam pod kruszonką. Włosy w czerwony ubieram. Wystawiam twarz do pierwszych wrześniowych promieni i uśmiecham się do tego, co nadejdzie. 




Proste życie

Proste życie

do utraty tchu blog


Jest 21 sierpnia i choć od rana moja wierzba mieni się w słońcu, w powietrzu unosi się zapach jesieni. Czuję go od kilku dni, gdy niosę wiklinowy kosz pełen papierówek, zerwanych z babcinego ogrodu. Gdy zjadam jeszcze diabelsko kwaśne śliwki i przyglądam się zielonym owocom pigwy, z których w tym roku znów zrobię konfiturę i nalewkę na długie jesienno-zimowe wieczory. Lato po cichu odchodzi, a z nim dwadzieścia dziewięć lat mojego życia. Nadchodzi nowe. Jutro obudzę się jako trzydziestoletnia wnuczka, córka, żona i mama. Całkiem dobrze mi z tą myślą. 


Siedzę na kanapie z maseczką na twarzy, włosach i stopach, wsłuchana w jedną moich ulubionych playlist na YouTube z Indie Folk. Nie, nie szykuję się na urodzinową imprezę. Tak naprawdę zbieram siły na resztę dnia i korzystam z chwili, gdy moja dziewczynka śpi. Ostatnie dni dają nam w kość. Lili chyba nabywa nową umiejętność, a my przy okazji zdobywamy kolejny level rodzicielskiego wtajemniczenia, jak nie oszaleć i zdobyć działkę z cierpliwością. 


To nie tak, że nie chcę świętować tego wyjątkowego dnia. Oczywiście, że tak, ale po swojemu. Nie będzie tematycznej imprezy, instagramowych balonów z magiczną 30 i listy rzeczy, które chciałabym w najbliższym czasie dokonać. Będzie za to moja ukochana warmińska wieś, rodzina, zwierzaki i ogród otulony mgłą. Pójdę na spacer ścieżką wydeptaną wiernymi psimi łapami i podziękuję tej dziewczynie, która wciąż we mnie mieszka. Za wolność myśli, za dziecięcą przekorę, za codzienność podszytą marzeniami. Nasycę się wdzięcznością za tych, co są tuż obok. Za świeżą kawę o poranku. Za ściany, które tulą mnie tęsknie. Za pracę, która nie boli. Za ciało, które wydało na świat najpiękniejszy owoc. Za Nią i za Niego.


do utraty tchu blog



Moje życie jest proste i jedynym, czego pragnę to, aby takim pozostało. 



#UWAŻNIEJ | lipiec - sierpień 2018

#UWAŻNIEJ | lipiec - sierpień 2018

do utraty tchu blog


Nie mogłam wymarzyć sobie fajniejszej chwili, aby rozpocząć lipcowo-sierpniowe #tuiteraz. Z włosów czesanych morską bryzą i rozjaśnionych od słońca co chwila wysypują się drobinki piasku, które przyniosłam ze sobą z porannego plażowania. Ramiona owiewa mi delikatny wiatr, wpadający przez uchylone drzwi prowadzące na ogród. I chociaż termometr wskazuje ponad 30०C, z mojej buzi nie znika uśmiech. W końcu mamy wakacje! Jesteśmy and morzem, a przed nami jeszcze ponad 2 tygodnie laby! Jak mogłabym tracić czas na marudzenie?! 😁


Wiem, że ta seria ma na celu podsumowanie ostatnich chwil, zatrzymania się i zastanowienia się nad tym, co minęło. Ale mi jest tak dobrze, że z chęcią nawijałabym ciągle o tym, co teraz. Lipiec nie należał do najłatwiejszych, ale dałam radę i mam poczucie, że wyszłam z tego wygrana.


do utraty tchu blog



CZUJĘ SIĘ wspaniale! Długo czekałam na ten urlop. W ubiegłym roku nie dane nam było cieszyć się latem w pełni, bo życie napisało dla nas inny scenariusz. Musieliśmy zmierzyć się z bolesnym doświadczeniem i może właśnie dlatego teraz przepełnia nas niesamowita radość.




JESTEM WDZIĘCZNA za rodzinę. Tym razem nie tak patetycznie i w wielkich słowach. Jednak nie sposób nie zauważyć, że ten piękny czas nad morzem zawdzięczamy właśnie najbliższym. Moja siostra Ania wyjechała ze swoją rodziną na wczasy, a my możemy korzystać z ich gościnności i ulokowaliśmy się w ich mieszkaniu. Nie mogliśmy trafić lepiej - do plaży mamy bliziutko, do dyspozycji dwa ogrody i pokój pełen zabawek. Pewnie, że moglibyśmy wypoczywać bez tego, ale każdy rodzic przyzna mi rację, że to wiele ułatwia. Lila w ogóle się nie nudzi, a my w końcu możemy się zrelaksować.




CIESZĘ SIĘ, że tegoroczne lato jest tak hojne. Że mogę być z Nimi. Słuchać Jej, bo musicie wiedzieć, że Lilka rozgadała nam się na całego. W ostatnich dniach zaskakuje nas nowymi zdaniami. Przyglądamy się temu z rozczuleniem - wyraz Jej buźki, gdy próbuje przekazać nam swoją myśl jest bezcenny. Ponadto odpieluchowała nam się bezproblemowo (oczywiście jeszcze w niektórych sytuacjach posiłkujemy się pampersem, ale to z wygody - jesteśmy na wakacjach! 😂), a odkąd odstawiłyśmy się od piersi Lili przesypia (prawie) całe noce. Dorasta nam nasza dziewczynka! 😍




PRACUJĘ teraz niewiele z wiadomych względów. Ograniczam się do minimum i zajmuję się tylko tym, co sprawia mi przyjemność. Dlatego na blogu nie ma mnie za wiele, ale za to czasami sobie vloguję i akurat to jest niesamowitą frajdą.


Najnowszy vlog jest z pierwszych chwil naszych wakacji nad morzem. Możecie obejrzeć go sobie tu:




Jeśli jeszcze nie dotarliście na mój kanał na YouTube, to nadrabiajcie zaległości! 😁 Możecie nas tam zobaczyć zupełnie z innej strony, tej codziennej. No, to już - subskrybujcie, naciskajcie dzwoneczki, zostawiajcie kciuki w górę i komentujcie! 😜😄


Wracając do pracy - poważnej, żadnej tam internetowej paplaniny, to przyznaję, że lipiec był wymagający. Rozpoczęłam pracę na nowym stanowisku. I to był skok na głęboką wodę - współkordynowanie dużych wydarzeń kulturalnych w przestrzeni miejskiej bywa bardzo nerwowym przedsięwzięciem, ale jakże satysfakcjonującym! Na chwilę obecną jaram się nowym zajęciem, ale stop - teraz jestem na urlopie! 😎


CZYTAM tak na pół gwizdka. Co prawda nie rozstaję się z książką, ale przy Lili wciąż jestem w ruchu i nie mam za dużo czasu, aby usiąść i po prostu poczytać. Takich momentów jest naprawdę niewiele. Moje dziecko zaraz sprowadza mnie na ziemię: Mamo, patrz! Mamo, chodź! I tak w koło Macieju. 😅


Ostatnio jednak przeczytałam ostatnią część przygód Lou Jojo Moyes, o której wspominałam na Instagramie.




OGLĄDAM też z doskoku. Ostatnio udało mi się obejrzeć fajny film, Jestem najlepsza! Ja, Tonya. Historia oparta na faktach i skandalu z udziałem łyżwiarki, Toni Harding. Naprawdę dobre kino, z niesamowitą w tej roli Margot Robbie.






Przymierzam się też do drugiego sezonu Ania, nie Anna. Pierwszym byłam zachwycona. Przepiękne kadry. Ponadto bardzo podobało mi się, że serial był inspirowany historią Ani z Zielonego Wzgórza, a nie wiernym odtworzeniem jej losów. Zaczęłam też oglądać pierwszy sezon This is Us i po trzech odcinkach mogę śmiało powiedzieć, że podoba mi się klimat tego serialu.


UCZĘ SIĘ siebie jako mamy. Nigdy nie ukrywałam, że - obok żony - to jest najważniejsza moja rola. Zawodowo mogę wchodzić w różne buty. Ba! W niektórych już się trochę nachodziłam - sprzedawałam w sklepie, pracowałam na taśmie w fabryce przy zerowej temperaturze, pracowałam w call center, kręciłam pizzę i sprzątałam na budowie, a teraz jestem tu, gdzie jestem. W każdej z tych ról mogę się nie sprawdzić, mogę nie podołać, poddać się lub stwierdzić, że to jednak nie to. Jako żona i mama nie chcę ponieść porażki.




Macierzyństwo to dla mnie wyzwanie. Cholernie trudne, ale prawda jest taka, że Lilka kupiła mnie w całości. Mogłabym Ją zjeść! 😍 Jest charakterna, przekorna, odważna. Taki to nasz mały chochlik. Jednak w ciągu dnia milion razy mam ochotę wystrzelić się w kosmos. Liczę do tysiąca, bo do dziesięciu już nie pomaga. 😜😂 Odkąd zaczęła mówić, nadaje nieustannie. Wykłóca się o wszystko, pertraktuje, dyskutuje... A my? No właśnie, różnie z tym bywa. Sami wiecie, jak jest.


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Ok, już nie przedłużam. Zaopatrzyłam się w kawę i czekam na Wasze lipcowo-sierpniowe wrażenia. 😀 Koniecznie dajcie znać, co u Was słuchać. Jak mija Wam lato - pourlopowo czy jeszcze przed? A może dołączycie do mojego obecnego teamu wakacyjnego? 😎


Ściskam!


#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Wakacyjne porządki na blogu | Jak wykorzystać letnią przerwę?

Wakacyjne porządki na blogu | Jak wykorzystać letnią przerwę?

do utraty tchu blog


Smuci Cię cisza na blogu? Doskwiera brak czasu na publikację nowych tekstów? Ba, Ty nie masz nawet czasu, aby takowe napisać! Martwi Cię też, że Twoi czytelnicy nie angażują się tak, jak wcześniej? Wiesz, to zupełnie normalne. Są wakacje. Z pewnością od dawna marzy Ci się urlop i oczami wyobraźni jesteś już na rozgrzanej plaży, popijając (bez)alkoholowe drinki. 😀 Nie w głowie Ci teraz siedzenie przed komputerem. Szczególnie, gdy z nieba leje się żar. To samo dotyczy Twoich obserwatorów. Odpoczywają, cieszą się latem. Odpuść i rób to samo. A jeśli szkoda Ci tego czasu na nicnierobienie, wykorzystaj ciszę i uporządkuj bloga. 


Wakacyjne porządki na blogu

 
do utraty tchu blog

  

Zaplanuj

    Jeśli Twoje teksty w wakacje generują niskie statystyki, to może nie warto się spinać. Przeczekaj ten czas, a energię spożytkuj w inny sposób. Weź kartkę, długopis i spisz listę inspiracji na nadchodzące miesiące. Zastanów się o czym chciał(a)byś pisać i co okazałoby się przydatne dla Twoich czytelników. Może nowy cykl na blogu? Lato wykorzystaj do stworzenia odpowiedniego planu, zbierz potrzebne Ci informacje, materiały, zdjęcia. Z doświadczenia wiem, że to właśnie research zajmuje najwięcej czasu. Gdy zrobisz to teraz, później będzie o połowę mniej pracy. 



    Pisz na zapas

    Masz sporo wolnego czasu, a do głowy co chwila przychodzą Ci pomysły na nowe wpisy? Pisz! Nie czekaj, bo później ciężko będzie Ci to odtworzyć. Zapomnisz, emocje opadną. Spisuj wszystko na bieżąco i zostawiaj w wersjach roboczych. Gdy codzienność wróci do normy, dojdzie praca i inne obowiązki, czasu na blogowanie może być zdecydowanie mniej. Wówczas sięgniesz po któryś z tych tekstów, dopracujesz i nie wypadniesz z systematyczności w publikacji. 



    Wakacyjny spontan

    Teraz zaprzeczę temu, co napisałam powyżej. 🙊 Niektóre teksty, zazwyczaj te pisane w emocjach, nie mogą czekać na publikację. Musisz teraz puścić tę myśl w obieg. No i fajnie, zrób to! Mam poczucie, że to całe blogowanie zrobiło się bardzo poważne i spontaniczne wpisy nie wpisują się w kanon, który funkcjonuje w sieci. Wakacje zaś są świetną okazją, aby poczuć flow i pisać to, co nam w duszy gra i sprawia przyjemność. 



    Złap za aparat

    Podobnie jest ze zdjęciami. Nudzą Cię wystylizowane kadry? Pobaw się w takim razie techniką, uchwyć to, co zwyczajne. Skorzystaj z aparatu w telefonie i pokaż się czytelnikom z tej normalnej strony. Lato to świetny czas na zdjęcia - nie tylko ze względu na więcej atrakcji, ale także ze względu na światło. Dlatego teraz warto pomyśleć o zrobieniu kilku zdjęć uniwersalnych, które później będzie można wykorzystać przy różnych wpisach.



    Zajrzyj do archiwum

    Zaglądasz czasami do swoich starych wpisów? Ja muszę Ci się przyznać, że do tych pierwszych, pierwszych bardzo rzadko. Chyba trochę się boję tego, co tam znajdę. 😂 Nie martwią mnie treści, ale przerażają mnie nieco zdjęcia. 🙈 Dlatego mam zamiar w wolnym czasie odkurzyć pierwsze wpisy i podmienić stare foty. Sprawdzić aktualność linków, dodać odpowiednie informacje, które wpływają na widoczność mojego bloga w sieci. Trzeba pamiętać o bardzo ważnej rzeczy - może i my nie zaglądamy do naszych starych wpisów, ale nasi czytelnicy owszem. Co więcej, mogą to być nowi czytelnicy




    Odpocznij

    Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale uważam, że bloger potrzebuje odpoczynku. Tak dla dobra swojego, jak i swoich czytelników. Nie ma sensu przeginać w obie strony. Dobrze od czasu do czasu odpuścić i złapać dystans. Chociażby po to, aby nie wymądrzać się w każdym wpisie i strugać eksperta od wszystkiego.



    do utraty tchu blog


    Być może moje złote rady nie są zgodne z Kodeksem Wybitnego Blogera. Namawianie do rezygnacji z systematyczności? Niewystylizowane zdjęcia? Przecież to wszystko może źle wpłynąć na nasze statystyki. Faktycznie, może tak się stać. Jednak warto zastanowić się, czy zależy nam na liczbach, czy na zbudowaniu fajnej społeczności wokół bloga. 


    Dziś zaczynam urlop i jestem pewna,  że wykonam przynajmniej jeden z powyższych. Ostatni. 😁 Będę odpoczywać na maxa! 😎 Wiem,  że mało mnie tu ostatnio, ale myślę, że już zdążyliście przyzwyczaić do takiej częstotliwości publikowanych treści. A jak już wyluzuję, biegając za rozkrzyczaną Lilką (słuchajcie, to jest istne szaleństwo z tym dzieciakiem! 😵), to zrobię tu porządki. O!

     


    Ściskam!


    Idzie nowe | Piąty numer "Blogostrefy" już w sprzedaży. O zmianach na blogu i w magazynie

    Idzie nowe | Piąty numer "Blogostrefy" już w sprzedaży. O zmianach na blogu i w magazynie

    do utraty tchu blog


    Przez wszystkie lata blogowania miałam pewien problem. Na dodatek problem z tym problemem polegał na tym, że nie zdawałam sobie sprawy, że go mam. 😉 Nie wiedziałam kto jest odbiorcą mojego bloga. Tak bardzo skupiłam się na tym, że chcę tworzyć własne miejsce w sieci, że nie zastanawiałam się do kogo tak naprawdę kieruję swoje posty. Wydawały mi się one na tyle uniwersalne, że mimo uszu puszczałam wszelkie uwagi znanych blogerów o grupie docelowej. 


    To nie jest tak, że nie dbam o swoich czytelników. Wręcz przeciwnie - ogromnie cieszy mnie, że przez ten czas udało mi się tu zgromadzić tak wdzięczne grono odbiorców, którzy komentują, wspierają i dzielą się dobrym słowem. Jednak z każdym długoterminowym zajęciem bywa tak, że z czasem ono powszednieje. Dlatego bardzo ważne jest, aby znaleźć coś, co na nowo rozpędzi w działaniu. Ostatnio wielokrotnie pisałam Wam, że sporo się u mnie zmieniło. Nie tylko w trybie prowadzonego życia, ale przede wszystkim w głowie. Poukładałam sobie niektóre sprawy, dojrzałam do pewnych wniosków i dziś jest mi całkiem fajnie ze sobą. 😀 Nie zdziwi więc chyba nikogo fakt, że Do utraty tchu też przejdzie małą metamorfozę.



    Dla kogo piszesz?

    Odkąd zaczęłam pracę nad "Blogostrefą", magazynem dla influencerów więcej uwagi zaczęłam poświęcać kulisom blogowania. Zgłębiałam tajniki budowania swojej marki w sieci i wielokrotnie napotykałam teksty, które zwracały uwagę na znajomość użytkowników tworzonej przez nas strony. Wciąż mijałam się z tym tematem, uważając, że nie jest on dla mnie tak ważny. Ach, ja naiwna! 


    Wiem, że mój blog rządzi się swoimi prawami i zawsze jest bardziej po mojemu. Piszę o tym to, co mi w duszy aktualnie gra i w sposób, jaki mi odpowiada. Pod tym względem pewnie nic się nie zmieni. Jednak wydaje mi się, że doszłam do takiego momentu, że muszę podjąć konkretne kroki. Jedną z nich jest stworzenie Profilu Idealnego Czytelnika mojego bloga


    Czytając Wasze komentarze oraz wiadomości, które do mnie spływają coraz częściej dostrzegam, że moimi czytelnikami są kobiety, zbliżone do mnie wiekiem, niekiedy też sytuacją życiową. Są one zazwyczaj w okolicach 25 - 45 lat, starające się łączyć pracę z życiem rodzinnym, szukające pasji w codzienności. I tak sobie myślę, że pisząc z myślą o Was, dziewczyny będzie mi łatwiej wyłuskać taki temat, który okaże się dla Was interesujący, a może i pomocny. Nie zamykam drzwi bloga przed innymi - jeśli ktoś, kto nie wpisuje się w powyższe ramy będzie miał ochotę tu zaglądać, to świetnie! Będzie mi miło! 


    Prawda jest taka, że pisząc dla wszystkich, nie piszę dla nikogo. Nie da się zadowolić każdego. Dlatego skupienie się na węższym gronie odbiorców sprawi, że każdy mój tekst będzie jak kawa z koleżanką. Od początku chciałam, aby Do utraty tchu było przestrzenią na fajne rozmowy. Mam ogromną nadzieję, że tak nadal będzie! 😊




    Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

    Mój przydługi wstęp o zmianach nie jest bez powodu. 5 numer magazynu dla blogerów jest już w przedsprzedaży i trafi w Wasze ręce na przełomie lipca i sierpnia.


    Cześć! ❤️ Miło nam ogłosić, że właśnie ruszyła sprzedaż 5 numeru BLOGOSTREFY! Link do sklepu znajdziecie w bio! Tym razem możecie zakupić czasopismo także w prenumeracie - wyjdzie taniej! O tym i innych zmianach pisaliśmy Wam w najnowszym wpisie na naszej stronie internetowej. :) Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy także promocję tekstów blogostrefowych na naszym firmowym fanpage i tu na IG. Treści są rozłożone na oba kanały, więc nie będą się powielać. Jeżeli więc jesteście ciekawi, jakie treści pojawią się w 5 numerze - śledźcie oba nasze portale społecznościowe. 😍 5 numer trafi w Wasze ręce na przełomie lipiec/sierpień. 💪🏻 ________________________ #blogostrefa #blogowanie #blog #blogosfera #czasopismodlablogerów #czasopismo #magazyn #okładka #nowynumer #dzieńdobry #niespodzianka #bloger #influence
    Post udostępniony przez Blogostrefa (@blogostrefa)

    Przed rozpoczęciem promocji najnowszego wydania poinformowaliśmy o zmianach, które myślę, że będą z korzyścią zarówno dla Was, jak i dla zespołu redakcyjnego. W skrócie wygląda to tak. 👇


    do utraty tchu blog


    Po więcej informacji zapraszam Was na nasz portal. Tam znajdziecie rozwinięcie wszystkich powyższych punktów.



    Co ode mnie?

    W piątym numerze znajdziecie jeden artykuł mojego autorstwa, w którym postanowiłam poruszyć temat przeze mnie opisany na wstępie tego wpisu. Będzie on o grupie docelowej, a o pomoc w przygotowaniu poprosiłam Urszulę Phelep - autorkę bloga Szkoła Blogowania i założycielkę prężnie działającej grupy na Facebooku Blog Firma - grupa Urszuli Phelep. Jestem pewna, że rady przekazane przez Ulę będą inspirujące i motywujące do podjęcia konkretnych kroków dla każdego blogera, który (tak, jak ja) omijał temat Profilu Idealnego Czytelnika.


    Oprócz mojego tekstu autorskiego, w nowym wydaniu "Blogostrefy" pojawią się również cztery artykuły zaproszonych przeze mnie blogerów:


    • Wygląd ma znaczenie - tekst Karoliny Gierdziejewskiej, autorki bloga Pasje Karoliny i Karografia. Karolina podzieli się swoją wiedzą na temat estetyki bloga;
    • Młodzi w teatrze - tekst Karoliny Purłan, autorki bloga Leśna Czytelnia. Czy kultura wysoka jest dla młodych? Przeczytacie o tym w najnowszym numerze. 
    • Jak dobrać krem? - pielęgnacja to mój konik, dlatego postanowiłam w tym numerze zaprosić do współpracy osobę, która jest dla mnie ekspertem w analizie rynku kosmetycznego i składu produktów, które ten rynek oferuje. Tekst napisała Martyna Gibzińska, autorka bloga Beat The Boredom.

    Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze znajdziecie w najnowszym numerze czasopisma dla blogerów, zajrzyjcie na nasz fanpage oraz Instagram. Przeczytajcie również wpis u Dagmary | Socjopatka, która opowiada o swoim wkładzie w ten numer. A już niebawem głos zabierze Kasia (redaktor naczelna), Marzena, Kasia i Miłka, która niedawno dołączyła do naszego zespołu. 

    ➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
    Najnowszy numer "Blogostrefy" można zamówić w przedsprzedaży TU.



    Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger