#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Niezłe ziółko" Barbary Kosmowskiej

#KOCHANIEprzezCZYTANIE | "Niezłe ziółko" Barbary Kosmowskiej

do utraty tchu blog


O tym, że lubię czytać z Lilką pisałam Wam wielokrotnie. Naszą wspólną czytelniczą podróż rozpoczęłyśmy bardzo wcześnie, bo już wtedy, gdy biły we mnie dwa serca. I tak jest do dziś, prawie dwa lata później. Przebrnęłyśmy przez książeczki kontrastowe, materiałowe, z tekturowymi kartami, w miękkiej oprawie, te minimalistyczne i te nieco bardziej rozbudowane... Różnie z tym naszym czytaniem bywa, bo raz wertujemy je całymi dniami, innym razem nie sięgamy po nie wcale. I choć moim marzeniem jest wypuścić w świat świadomego miłośnika literatury, to wiem też, że jedyną słuszną drogą jest nienachalność, naturalność i swoboda. Tylko w ten sposób nie pozbawię mojej dziewczynki radości z odkrywania świata książek. 


Musicie jednak o czymś wiedzieć. To nie jest tylko tak, że ja - świadoma i trochę zafiksowana na dobre nawyki mama, poświęcam się w całości, aby to moje dziecię wyrosło na porządnego, czytającego człowieka. To tylko półprawdy. 😉 Jest coś jeszcze. Dzięki Lili stała się rzecz niesłychana - zakochałam się w literaturze dziecięcej. Bywają takie dni, kiedy w ogóle nie sięgam po "dorosłe" książki i z ogromną satysfakcją zaczytuję się w lekturach dla najmłodszych. Nie są to tylko potencjalne książki do wspólnego czytania z córeczką, a takie, które z pełną premedytacją i rozmysłem wybrałam z myślą o sobie. 🙊😁 


Jak sami widzicie - Lili nie tylko zmieniła moją codzienność, poprzestawiała półki w głowie, odkurzyła zapomniane pokłady kreatywności i cierpliwości, ale i pokazała to, czego bym pewnie sama nie odkryła. Lubię sobie myśleć, że to dzięki Niej w moim życiu dzieje się tyle dobrego. 😊


#KOCHANIEprzezCZYTANIE


Wdzięczność ze wspólnych chwil, radość z dnia powszedniego, czy miłość, którą podszyty jest każdy moment możemy wyrazić na wiele sposobów. Dlaczego jednym z nich nie uczynić czytania? Totalne oddanie, maksymalne skupienie na małym człowieku, uważność na jego potrzeby i zainteresowania. Gdy odrzucimy wszelkie rozpraszacze, będziemy w stanie dostrzec czystą magię i bliskość, jakie oferuje nam rodzinne czytanie.


do utraty tchu blog


Magda z bloga Save The Magic Moments zorganizowała wspaniałą kampanię społeczną #KOCHANIEprzezCZTYTANIE, zachęcającą innych rodziców do wspólnego czytania z dzieckiem. Do udziału w akcji zaprosiła dziewczyny z Klubu Książki Przeczytaj & Podaj Dalej. 28 blogerek, 28 tytułów, 28 pomysłów na czas z maluchem i książką.


Mój wybór lektury nie jest tak oczywisty. Mogłam przecież pokusić się o prezentację jednej z Lilusiowej biblioteczki, jednak czytelniczych polecajek dla najmłodszych w Internecie jest mnóstwo. Jako osoba pracująca w książkach, każdego dnia pomagająca dzieciom i ich niekiedy zagubionym rodzicom wybrać odpowiednią pozycję, doskonale wiem, że problem pojawia się u nieco starszych dzieci. Dlatego z wielką radością opowiem Wam o moim niedawnym odkryciu, jakim jest twórczość Barbary Kosmowskiej. 



Emocjonalna subtelność Barbary Kosmowskiej


do utraty tchu blog


Jak oswoić to, co obce i nieznane? Jak zrozumieć, że nieodwracalność jest nieodwracalna i raz na zawsze? Że czasami trzeba się pożegnać, tak bez powrotu? Ciężko to pojąć. A ile trudu musi włożyć w to ktoś, kto zna tylko skrawek życia, a jego codzienność często filtrowana jest nakazami i ograniczeniami dorosłych? 


Właśnie w takich momentach potrzebna jest delikatność i zrozumienie dorosłego, który pomoże przebrnąć dziecku w gąszczu emocji i niepojętych zdarzeń. Długie rozmowy, czułe gesty, ale także spokój i cierpliwość. Przecież nawet duży potrzebuje czasu na przyzwyczajenie się do zmian. 


Wielu z nas, tych nieco większych, odczuwa skrępowanie i niepewność, gdy musi podjąć ciężki temat, jakim jest śmierć. Być może w takich momentach warto rozpocząć od wspólnej lektury, która może być początkiem trudnej rozmowy.


do utraty tchu blog


Barbara Kosmowska w swojej twórczości nie ucieka od tematów ostatecznych, które budzą strach i smutek. Co więcej, daleka jest od moralizatorskiego tonu, dopuszcza zaś do głosu dziecko, które pokazuje śmierć i żałobę swoimi oczami. Ten zabieg można odnaleźć zarówno w Dziewczynce z parku, jak i w kolejnej powieści Kosmowskiej - Niezłe ziółko.


O historii Andzi wspominałam w trzecim numerze "Blogostrefy". Jej strata oraz umiejętność odnalezienie się po tragicznych wydarzeniach poruszyła mnie tak bardzo, że z wielką nadzieją sięgnęłam po kolejną powieść Kosmowskiej.



Niezłe ziółko - o dorastaniu i przemijaniu


do utraty tchu blog


- Potrafisz, babciu, cofnąć czas? - zapytał.
- Tak! To wcale nie jest trudne. Na przykład teraz - babcia poprawiła się w fotelu. - Opowiadam ci o Afryce, o kopaniu studni i zielarskich wyprawach na sawannę. I nagle czuję to samo słońce. Widzę piaski pustyni. Słyszę wesołe głosy i śmiech szczęśliwych ludzi, gdy trysnęło życiodajne źródło. O wspomnienia trzeba dbać. Wtedy można przechować to, co było ważne albo piękne. Wspomnienia zatrzymują czas.
- A złe rzeczy? Też się przecież w podróżach zdarzają... - nie dał za wygraną Eryk.
- To prawda. Bywało niebezpiecznie. Na szczęście, gdy wyprawa dobrze się kończy, zapamiętujesz tylko miłe chwile. No i kiedy cofasz czas, musisz pamiętać, która jest teraz godzina. Jaki dzień. Żeby nie przegapić tego, co najważniejsze.
- Co jest najważniejsze?
- Życie, Eryku - odpowiedziała babcia i uśmiechnęła się z zachwytem. 
(Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej) 


Do Eryka przyjeżdża ukochana babcia Malutka. Chłopiec jest przeszczęśliwy, bo wakacje z Babcią Malutką to czas wypełniony przygodami, niesamowitymi opowieściami i uczuciem zupełnego uwielbienia. Eryk najbardziej lubi ich żywe dyskusje, podczas których wszystko staje się jasne. Od dnia przyjazdu Babci ich dom był pełen słońca i radości. Jednak z czasem zaczęły pojawiać się chmury, przez szczelinę w drewnianej okiennicy zaczęła sączyć się cisza, podszyta niewypowiedzianym smutkiem. A Babci było coraz mniej, aż nagle zupełnie zniknęła. 


do utraty tchu blog


Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej dotyka spraw oczywistych, ale często uporczywie upychanych jak niesforny kosmyk psujący idealną fryzurę. Dojrzewanie i przemijanie, strach przed wyzwaniami dnia powszedniego, poczucie niedoskonałości i odmienności, akceptacja i zrozumienie. Wreszcie miłość. Przecież to od niej wszystko się zaczyna. 


Nie jest to lektura lekka i chyba też nie do samodzielnego czytania przez młodego człowieka. Sądzę, że potrzeba tu dużej dojrzałości i spokoju dorosłego, który pomoże przebrnąć dziecku przez gąszcz emocji, jaki serwuje Kosmowska. Niemniej jednak warto! To niezwykle mądra proza, być może dla niektórych może zbyt poważna. Wzrusza, zachwyca i skłania do refleksji. 


do utraty tchu blog


Umiejętność słuchania tego, co mówi dziecko to sztuka, której nie uczą w szkole. Należy to wypracować. Podobnie jest z szacunkiem i zaufaniem. Nie działa to też w jedną stronę. W naszej kulturze głęboko zakorzeniony jest pogląd, iż to w gestii rodziców leży zaszczepienie potomkowi genu porządności. A czy my, dorośli jesteśmy równie empatyczni w stosunku do małego człowieka? Uważność i wspólnie spędzony czas to dziś luksusowy towar, którego coraz częściej brakuje na życiowych półkach. 


Na koniec nie mogłabym przejść obojętnie obok szaty graficznej autorstwa Emilii Dziubak, która jest wprost fenomenalna! Plastyczność, barwność, dopieszczenie w każdym szczególe, tajemniczość i magia. Takie są ilustracje Dziubak. Uwielbiam je, rozpływam się nad każdą z nich. W duecie z opowieścią Barbary Kosmowskiej powstała niezwykła książka. I niech nie zmyli Was metka z literaturą dziecięcą, bo to pozycja dla każdego - małego i dużego. 



🍀 🍀 🍀



Przez cały luty w sieci pojawiają się teksty i zdjęcia czytających rodziców, oznaczone #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Jeśli chcecie do nas dołączyć, śmiało! Jest tyle czasu, przecież to nie jest jednorazowa akcja, trwająca miesiąc. Nie zapomnijcie tylko o hasztagu i otagowaniu Magdy z bloga Save The Magic Moments. Ze swojej strony zachęcam Was również do lektury pozostałych wpisów powstałych w ramach tej kampanii. To masa inspiracji, ciekawych blogów i nowych tytułów.  


Czy warto czytać dziecku? No, warto! Tak, jak należy z nim rozmawiać i przede wszystkim słuchać, co do nas mówi. 



Dane techniczne książki:


Niezłe ziółko Barbary Kosmowskiej

Ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Literatura
Ilość stron: 104
Premiera: 21.09.2016 r. 

5 książek o zimie dla dzieci (i nie tylko)

5 książek o zimie dla dzieci (i nie tylko)

do utraty tchu blog


Zapadał zmierzch. Słońce powoli kryło się za dachami, aby wkrótce zniknąć zupełnie i pojawić się ponownie następnego dnia. Pola otulały się ciemnością, przykryte białym puchem. Nos szczypał niemiłosiernie, uda paliły od mrozu, a tuż przed moimi oczami wciąż pojawiała się ciepła chmurka, którą wypuszczałam przez spierzchnięte usta. Wokół panował spokój, przerywany jedynie oddalającymi się radosnymi odgłosami koleżanek i kolegów, którzy - tak jak ja - wracali do domu po wielu godzinach spędzonych na górce. Moje zmarznięte palce kurczowo łapały sznurek, przewiązany do wypchanego sianem worka, który ciągnęłam teraz za sobą z coraz większym trudem. Mimo zmęczenia, chłodu i oblodzonych śniegowców byłam szczęśliwa. To był kolejny dzień ferii zimowych, pełen przygód i skrzącego się w blasku słońca śniegu. 


⛄ ⛄ ⛄


Taką zimę uwielbiam i taką też pamiętam z dzieciństwa. Szczypiący policzki mróz, oślepiające słońce, które odbijało się od tafli śniegu i mnóstwo śmiechu podczas zabaw na dworze. I szkoda mi, że tak niewiele takich chwil mamy w ostatnich latach. Od kilku sezonów zima skąpi nam swojego uroku, dając w zamian często deszcz i pochmurne niebo.


Dobrze, że są książki. Pełne zimowych opowieści, ze śniegiem, mrozem i pięknymi ilustracjami. 😊 Zebrałam dla Was 5 tytułów z zimą w tle. Dla dzieci i nie tylko. 😉


do utraty tchu blog



1. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cie kocham, kiedy jest zima Sam McBratney 
(wyd. Egmont)


do utraty tchu blog


Będę Was zamęczać tą serią, ale ubóstwiam ją! 😍 Pisałam Wam o niej przy okazji prezentacji książek o jesieni, a dziś mam dla Was zimową część przygód Małego Brązowego Zajączka i jego Dużego kompana.


Pewnego dnia Mały Brązowy Zajączek postanowił pokicać po śniegu, a Duży Brązowy Zając chętnie mu towarzyszył. Podczas wspólnych zimowych harców bawili się w "Co ja takiego mam na myśli?". Znacie tę grę? Jeśli nie, to koniecznie zajrzyjcie do tej książki, a potem spróbujcie tak spędzić czas. 😉



2. Zima Muminków Tove Jonsson
(wyd. Nasza Księgarnia)


do utraty tchu blog


Wewnątrz domu było ciepło i przytulnie. Na dole w piwnicy tliły się wolno na ruszcie całe masy torfu. Księżyc zaglądał w okno oświetlając białe zimowe pokrowce na meblach i owinięty tiulem kryształowy żyrandol. A w salonie wokół największego kaflowego pieca rodzina Muminków spała długim zimowym snem. 

Bywają takie chwile zimą, że zazdroszczę Muminkom tego sennego spokoju. Otuleni ciepłem domu wyczekują wiosny. Jednak nieco byłoby mi żal, gdyby zabrakło tych długich wieczorów, podczas których można poczytać.


W Muminkach jest coś tajemniczego i magicznego. Wyczuwałam to już jako mała dziewczynka, gdy oglądałam je na dobranoc. Dziś lubię do nich wracać od czasu do czasu, o czym pisałam w tekście Muminkowe mądrości.




3. Zimowa wyprawa Ollego Elsa Beskow

(wyd. Zakamarki)


do utraty tchu blog


O tym, że zakamarkowe pozycje są wyjątkowe pisałam wielokrotnie. Teraz nie będę oryginalna - Zimowa wyprawa Ollego Elsy Beskow to szwedzka klasyka gatunku. Z oszczędną grafiką, dobrze mi znaną z dziecięcych lektur. Choć wydana po raz pierwszy ponad 100 lat temu, jej język jest wciąż zrozumiały dla młodego odbiorcy. 


Olle ma wymarzone narty, na których bardzo chciałby pojeździć. Niestety po śniegu nie ma nawet śladu. Pewnego dnia budzi się w ośnieżonej krainie, a jego sen o narciarskich przygodach w końcu może się spełnić...


do utraty tchu blog



4. Patrz, Madika, pada śnieg! Astrid Lindgren


do utraty tchu blog


Dawno, dawno temu, gdy byłam bardzo małą dziewczynką 🙊😉, siostra przyniosła mi książkę z biblioteki. Bohaterką była równie mała dziewczynka, jak ja. Nosiła czerwony kapturek i chciała chodzić ze swoim bratem do szkoły... To było moje pierwsze spotkanie z Astrid Lindgren. Uwielbiałam tę historię i niechętnie rozstałam się z wypożyczoną książką. Po latach natknęłam się na nią w pracy i sentyment do książek Lindgren powrócił.


Patrz, Madika, pada śnieg! to opowieść, której nie znajdziemy w wydawanych współcześnie książkach i właśnie to stanowi o jej niezwykłości. Lindgren stworzyła historię nieco przerażającą, ale i ekscytującą. Całość dopełniają wyjątkowe ilustracje Ilon Wikland.


do utraty tchu blog



5. Wigilia Małgorzaty India Desjardins

(wyd. Dwie Siostry)


do utraty tchu blog


Na koniec zostawiłam coś pięknego, taką moją czytelniczą wisienkę na torcie.  Być może Desjardins nie pokusiła się o oryginalność i wykorzystała motyw powszechnie znany, ale jest w tej książce coś pokrzepiającego i melancholijnego. Samotność osób starszych niezmiennie mnie zasmuca, dlatego sądzę, że warto rozmawiać o tym z najmłodszymi. Empatię należy kształtować i pielęgnować już od najwcześniejszych lat.


Małgorzata postanawia spędzić Wigilię, jak co roku. Sama. Zresztą już w ogóle nie wychodzi z domu. Przez ponad osiemdziesiąt lat nachodziła się wystarczająco. Teraz woli obserwować świat przez okno. Tak jest wygodniej. Jednak w ten świąteczny wieczór dzieje się coś niezwykłego, co odmienia nie tylko tę jedną noc, ale i kolejne dni Małgorzaty. 


do utraty tchu blog



☆ ☆


Zima jeszcze się nie skończyła. Ba, ona nawet na dobre się jeszcze nie zaczęła! 😜😀 Dlatego zanim zaczniemy przywoływać wiosnę i cieszyć się zielenią, doceńmy jeszcze tę, która - choć niepozorna - wciąż trwa. Mamy jeszcze czas na dłuższe wieczorne lenistwo, wspólne czytanie i rozmowy. A książki to przecież zawsze dobry wstęp do dyskusji. 


Znaliście te pozycje? A może macie jakieś inne zimowe tytuły, które skradły Wasze serca? 
Koniecznie się nimi podzielcie!




DIY | Jak naprawić zniszczoną okładkę notesu? Nowe szaty mojego kreatywnego plannera

DIY | Jak naprawić zniszczoną okładkę notesu? Nowe szaty mojego kreatywnego plannera

do utraty tchu blog


Gdy zaczynałam swoją przygodę z kreatywnym planowanie nie zastanawiałam się nad tym, w czym będę to robić. Wykorzystałam do tego pusty zeszyt, który od lat czekał na zapisanie (możecie o tym przeczytać we wpisie Mój pierwszy raz z bullet journalem) To było dobre posunięcie, bo dzięki temu przekonałam się, czy prowadzenie bullet journala jest dla mnie odpowiednią formą organizacji, nie tracąc przy tym ani złotówki na zbędne gadżety. Dopiero w trakcie zauważyłam, że duży format jest nieporęczny (nie mogłam go ze sobą zabierać do pracy, gdzie również był mi potrzebny), a śliskie kartki w linię trochę psuły efekt tabelek. 😉 


Po kilku próbach tworzenia, poddałam się i zamówiłam w Empiku kropkowany notes w formacie A5. Był piękny, z limonkową okładką i lekko pożółkłym środkiem (możecie go podejrzeć w tym wpisie). Do czasu. 🙈 Po kilku miesiącach noszenia go w torebce po prostu się zniszczył, lekko pobrudził, a mnie zaczęło to bardzo denerwować. 


Początkowo chciałam kupić na niego materiałową okładkę, ale cena zdecydowanie przewyższała zakup nowego plannera w sztywnej oprawie. Dlatego postanowiłam wykorzystać moje manualne umiejętności 🙊 i dać drugie życie nieszczęsnemu bujo. Tym samym pomyślałam, że może kogoś jeszcze zainspiruję. 😀



do utraty tchu blog


Czego potrzebowałam:

  • filc (1 w formacie A4, 3 niewielkie kawałki na wycięcie ozdób);
  • klej (użyłam introligatorskiego, ale z pewnością wystarczy klej magiczny);
  • maszynka Sizzy Big Shot.


Oczywiście maszynka do wycinania nie jest konieczna - można spokojnie ozdobić swój notes wedle uznania. Ja mam ją w pracy, więc to dla mnie ogromne ułatwienie. 😊


do utraty tchu blog


Notes oczyściłam i posmarowałam klejem introligatorskim, następnie dokładnie przykleiłam duży arkusz filcu. Postawiłam na kolor czarny okładki ze względu na codzienne noszenie go torbie. Taki kolor jest dla mnie bezpieczny. Po wyschnięciu postanowiłam go delikatnie ozdobić, wycięłam więc maszynką trzy motyle o różnej wielkości i kolorystyce. Nakleiłam jeden na drugi, a potem na bujo. 


To wszystko! Dla mnie jest idealnie, a nowe ubranko mojego bullet journala cieszy mnie za każdym razem, gdy po niego sięgam. 😁 Cała operacja zajęła mi może 15-20 minut, więc chyba było warto!


do utraty tchu blog


I jak Wam się podoba taki ekspresowy pomysł na DIY? 
Lubicie takie małe metamorfozy, a  może jednak wolicie kupić nową rzecz?



#UWAŻNIEJ | styczeń 2018

#UWAŻNIEJ | styczeń 2018


do utraty tchu blog


Znacie ten stan, gdy macie termin na wykonanie jakiegoś zadania i wydaje się Wam, że jest bardzo odległy, ale to tak odległy, że zdążycie jeszcze wszystko przemyśleć, rozpisać plan i na spokojnie przystąpić do działania, a okazuje się, że coś przespaliście i trzeba to zrobić na już? Ja tak miałam w styczniu. 😲😵 Żyłam w przekonaniu, że wszystko ogarnę do kolejnego numeru "Blogostrefy". Że mam mnóstwo czasu. Że dogadam, ustalę i przystąpię do realizacji. Po drodze zderzyłam się z Lilusiowym zapaleniem oskrzeli i moimi zatokami. Na koniec, gdy sadziłam, że powoli wychodzę na prostą, okazało się że mam tydzień. Na wszystko.

Początkowo chciałam się poddać. Choroba Lili, moje wieczne przeziębienie, do tego powroty z pracy czasami tuż przed 20. Nie miałam siły i czułam najzwyczajniej w siecie, że jestem zmęczona. Jednak wbrew pozorom ta cała sytuacja zmobilizowała mnie do działania. Żeganam styczeń z poczuciem wygranej i witam luty z nadzieją na chwilę oddechu.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ zmęczona. Coraz częściej oboje z mężem odczuwamy brak ubiegłorocznego urlopu. Życie napisało nam własny scenariusz i zamiast upragnionego wyjazdu, zderzyliśmy się z sytuacją, na którą nigdy nie jest odpowiednia pora. Po wielu miesiącach pracy, nieprzespanych nocach i energicznej Lilce z tęsknotą wypatrujemy wakacji.

Oczywiście, że dajemy radę, nie mamy innego wyjścia. Nie będę jednak ściemniać. Marzymy o wypoczynku i śnie. 😴


CZEKAM na wiosnę. Choć wielokrotnie podkreślałam, że lubię każdą porę roku, to w chwili obecnej wyjątkowo potrzebuję słońca i ciepła. Chcę już wyciągnąć swój rower z piwnicy. Chcę chodzić częściej z Lilką na spacery. Chcę iść do naszego lasu. Chcę już zieleni.

To ostatnio akurat mi się udało. Powiększyłam swój domowy ogródek i dokupiłam kilka roślin. Przesadziłam też te, które miałam. Ta zima była dla nich wyjątkowo nieprzychylna, więc muszę nieco je wspomóc.


Odkąd schowałam wszystkie świąteczne dekoracje, mam wielką potrzebę otaczania się w domu zielonymi roślinami. 🌿🌱🌿😍 Marzy mi się paprotka, ale nasze ostatnie spotkanie nie było zbyt udane. Fikus Benjamin też się na mnie obraził. 😶 🙈 Nie poddaję się jednak i zamierzam dać im drugą szansę. 😎 Jak się nie dogadamy, to się rozstaniemy. 😈😂 A Wy macie rękę do kwiatów? 🤔🌿 ____________ A na załączonym zdjęciu jedna z ilustracji @emilia.dziubak z "Niezłego ziółka" Barbary Kosmowskiej. ❤ Jestem nimi zachwycona! 😍 #goodmorning #green #ineedspring #greenplant #plant #coffee #coffeemorning #cafe #booksmorning #openbook #reading #booksforkids #childrenbooks #bookpassion #flatlay #flatlayforever #ksiażka #literaturadziecięca #kawa #dzieńdobry
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


OGLĄDAM. W styczniu niewiele, ale za to to, co mi się udało zobaczyć bije na głowę sporo obejrzanych przeze mnie do tej pory produkcji.

Jeśli lubicie bajki (ja je uwielbiam i często się na nich wzruszam), gorąco polecam Wam Coco. Przepiękna, mądra animacja. O tym, co najważniejsze. O rodzinie. O odchodzeniu. O tradycji. O pamięci o tych, którzy odeszli.





SŁUCHAM. Pamiętacie album Kayah i Bregovicia? Ja go wprost ubóstwiam! Odkurzyłam tę płytę po wielu latach zapomnienia i rozkoszuję się podczas jazdy tramwajem. Gdy słucham Jestem różą mam ciary. 




Podobnie mam z każdym innym kawałkiem tego wspaniałego duetu. 😍


CZYTAM przede wszystkim książki dla dzieci. I to nie tylko dla Lili, ale również dla siebie. Właśnie ruszyła piękna kampania społeczna zorganizowana przez Magdę z Save The Magic Moments #kochanieprzezczytanie, a ja z ogromną radością przyłączyłam się do niej. Akcja ma na celu zachęcanie rodziców do czytania swoim maluchom, a osoby które zaangażują się w nią będą polecały wartościowe książki do wspólnego czytania z dzieckiem.

W związku z tym, iż w lutym przygotuję dla Was specjalny wpis promujący #kochanieprzezczytanie, zaczęłam przygotowania już w ubiegłym miesiącu.




PRACUJĘ NAD wieloma projektami. Dlatego też styczeń mignął mi jak błyskawica. Nie da się jednak ukryć, że to "Blogostrefa" zdominowała ubiegły miesiąc. Musiałam spiąć tyłek i w ekspresowym tempie ogarnąć swoją redakcyjną część. Wydawało mi się to niemożliwe, ale udało się i już teraz mogę Wam zdradzić, że jestem bardzo zadowolona z tego, co dołożę do 4 numeru. Ale na razie ciiiii.... Nie mogę jeszcze nic napisać! 🙊




Styczeń był dla mnie również wprawką do tego, czym zajmę się zawodowo w niedalekiej przyszłości. Działałam tak na kilku frontach i sama jestem ciekawa, jakie będą z tego owoce. 😀


JESTEM WDZIĘCZNA za zdrowie. Przede wszystkim. Bo mimo zawirowań na początku stycznia, dajemy radę. Cieszę się, że udało mi się wypić kawę z koleżankami ze szkoły rodzenia, a Lilka miała możliwość zabawy ze swoimi kwietniowymi chłopakami. 😀 Dziękuję za to, że mam tyle na głowie, bo tak naprawdę to właśnie dzięki temu mogę się realizować. Za kolejny papierowy numer magazynu dla blogerów ze mną na okładce. Za tyle wspólnych dni, które Lilunia mogła spędzić z dziadkami (jej miłość do nich nie zna granic, a nam po prostu rośnie serce na ten widok 😍). Jestem wdzięczna za Was, bo mimo mojego nieblogowego podejścia, braku systematyczności i tego wiecznego patosu 😜😆, wciąż tu jesteście! 


Ok, to tyle ode mnie. Teraz kolej na Was - co słychać? 😁


7 WSPANIAŁYCH | O tym, co mnie zachwyciło w 2017 roku

7 WSPANIAŁYCH | O tym, co mnie zachwyciło w 2017 roku

do utraty tchu blog


To nie jest tak, że w ubiegłym roku (Ubiegłym?! Jak to brzmi! Jakby upłynęły całe wieki! 🙊😂) nic, tylko chorowaliśmy. Bywały dni naprawdę przyjemne. Zdarzyło nam się odkryć fajne miejsca pod Olsztynem, z dala od tłumu i hałasu, za to wśród zieleni i ciszy. Udało nam się też obejrzeć niesamowite seriale, a o ich wyjątkowości świadczy już to, że rozprawiliśmy się z nimi w kilka dni. To jest wyczyny! Uwierzcie mi, że przy naszej energicznej Lilce to jest wielkie dokonanie! 😁Przeczytałam wspaniałą książkę, która na tle pozostałych pozycji z 2017 roku wybija się na moje osobiste czytelnicze wyżyny. Dowiedziałam się również, że nieco zmienił mi się gust muzyczny, ale za to wciąż oddana jestem pewnym rytuałom pielęgnacyjnym i chyba nigdy z nich nie zrezygnuję. Znalazłam także planner idealny.


To wszystko zdarzyło się gdzieś w międzyczasie i w tym ubiegłorocznym pędzie nie zdążyłam o tym napisać. Dlatego dziś zebrałam to w całość i opowiem Wam, co mnie zachwyciło i pozostanie w mojej pamięci na dłużej.




7 WSPANIAŁYCH

O tym, co mnie zachwyciło w 2017 roku



1. Letni zakątek pod Olsztynem

Każdy, kto mieszka w mieście wie, jak uciążliwe bywa w nim czasami lato. Otaczający nas beton, hałas i tłum to coś, co zniechęca i zmusza do poszukiwania ciekawych miejscówek. Choć Olsztyn bardzo lubię i cenię za jeziora i lasy, to jednak już oblegane plaże są czymś, co mnie odstrasza. Dlatego w wakacje organizowaliśmy sobie jednodniowe wycieczki do pobliskich miejscowości, odkrywając tym samym nasz piękny region.


do utraty tchu blog


Zupełnie przypadkiem trafiliśmy do Miodówka, małej miejscowości oddalonej około 20 km od Olsztyna. Ta mała wioska sytuowana jest malowniczo nad jeziorem o tej samej nazwie, otoczona zielenią i przede wszystkim ciszą. Tuż obok, niedużej co prawda, ale czystej plaży znajduje się ogrodzony plac zabaw. 


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Kolejnym naszym odkryciem jest Jezioro Gim, niedaleko Nowej Kaletki. Plaża z drewnianym pomostem usytuowana jest w głębi lasu, a tuż obok znajduje się teren wypoczynkowy, w którym można wynająć domek letniskowy. 



do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Te dwa miejsca oczarowały nas ciszą, bliskością natury i czystością wody. Chwile spędzone tam sprawiły, że zamarzył nam się taki urlop i  w tym roku chcielibyśmy uciec gdzieś na Mazury - z Lilką, książkami i świętym spokojem. 😀 Nie w głowie mi dalekie kraje, a wciąż nasza piękna Polska.


2. Planner skrojony na miarę moich potrzeb

Powrót do pracy wymógł na mnie reorganizację życia codziennego. Musiałam od nowa uczyć się rozkładu dnia, który dopasowany był nie tylko do rocznego szkraba, ale i grafiku mojego i męża. Spraw do ogarnięcia z każdym miesiącem przybywało, czasami wystarczyła chwila, aby wszystkie moje plany runęły jak zamek z piasku. Szybko przekonałam się, że nie dla mnie gotowe plannery z sztywno rozpisanym kartkami. Potrzebowałam czegoś elastycznego, kreatywnego i swobodnego. Tak trafiłam właśnie na bullet journal.


Pierwszy raz zetknęłam się z tym systemem planowania u Kasi z Worqshop. Swoją drogą, Kasia jest również moim ubiegłorocznym odkryciem - uwielbiam jej energię i pomysły na zaczarowanie dnia powszedniego. I tak przepadłam. 😍 Niebawem dojdą mi zupełnie nowe obowiązki, więc już teraz wiem, że mój bujo jest strzałem w plannerową dziesiątkę!



do utraty tchu blog



O moich doświadczeniach z prowadzeniem kreatywnego organizera mogliście przeczytać w poniższych wpisach na blogu:




3. Powieść idealna?

Uwielbiam literaturę. Odkrywać nowych autorów, smakować ich styl, aby w ostatecznym rozrachunku przepaść w zachwycie, poczuć niedosyt, a innym razem rozstać się bez żalu. W ubiegłym roku czytałam dwutorowo - podczytywałam literaturę piękną, zagryzając ją książkami pedagogicznymi, ale zaczytywałam się także książkami dla dzieci, które chłonęłam jak gąbka. Gdy spoglądam na te dwanaście miesięcy dostrzegam kilka perełek. Rozpływałam się nad książkami Jojo Moyes (recenzja Dziewczyna, którą kochałeś), polubiłam się z Agnieszką Olejnik (recenzja A potem przyszła wiosna), ale to właśnie ta jedna powieść wciąż wzbudza we mnie wielkie emocje. 



do utraty tchu blog



Światło między oceanami M. L. Stedman. Według mnie wspaniała, niezwykle poruszająca, a wątpliwość moralna bohaterów tylko potęguje moc oddziaływania tej historii. To, że jest niekiedy tak skrajnie oceniana uważam za wielki jej atut, bo czym jest literatura, gdy nie chce się o niej dyskutować?! 


Moja recenzja:




4. Powrót Ani

Jestem serialomaniaczką. Jeśli trafi mi się porządny tasiemiec mogę dla niego zarwać noc. Długo zbierałam się do tego serialu, obawiając się, że historia Ani z Zielonego Wzgórza nie porwie mnie tak, jak w dzieciństwie. Och, gdybym tylko wtedy wiedziała! Dawkowałabym sobie każdy odcinek i rozpływała się nad nim godzinami. A tak rozprawiłam się z nim w trzy wieczory. Co więcej, towarzyszył mi mój mąż, który po finałowym odcinku był gotowy pisać do Netflixa, aby się pospieszyli z drugim sezonem. 🙊😂


Jaka jest Ania w serialu Anne (Ania, nie Anna)? Idealna! Taka, jaką sobie wyobrażałam, będąc małą dziewczynką pochłaniającą kolejne tomy autorstwa Lucy Maud Montgomery. Jest chudym rudzielcem, nader egzaltowana,  pełna uroku, fantazji i szalonych pomysłów. I Gilbert! 😍





5. Serialowy majstersztyk

Kolejny serial, jednak w zupełnie innym klimacie. W 2016 roku moim polskim faworytem był Belfer, ale drugi sezon okrutnie mnie zmęczył. 2017 rok należy do Leszka Lichoty i jego genialnej kreacji w serialu Wataha. Co więcej, ciężko mi nawet stwierdzić czy bardziej podobał mi się pierwszy, czy drugi sezon. I jedyne czego się obawiam to, że nie doczekam się kontynuacji. 😏


Sezon 1 



Sezon 2




6. Co mi w duszy gra

Tak w skrócie mogłabym opisać moje muzyczne gusta. Nie mam ulubionego gatunku, a mój wybór muzyki uzależniony jest od nastroju. Jednak w ubiegłym roku zdecydowanie najchętniej słuchałam jazzu. Jest coś w tej muzyce, co mnie wycisza, a jednocześnie nastraja do działania. To właśnie przy kawiarnianym jazzie najlepiej mi się pisze, czyta książki i tworzy coś nowego. 



7. Olej(owa) miłość

Na koniec coś zupełnie innego. Pielęgnacja.



do utraty tchu blog



Oszalałam na punkcie oleju. Stosuję go na twarz, ciało, włosy, paznokcie. Nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez niego. Moja kolekcja to olej lniany (nadal ulubiony na włosy), z orzechów włoskich, czarnuszki, marakui, bawełny, arganowy, a ostatnio dołączył do nich z pestek moreli. Ten ostatni wyjątkowo nie używam na włosy, a na twarz. Idealnie nadaje się na noc, nawilża, poprawia elastyczność skóry i łagodzi wszelkie podrażnienia. 


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Oto moja złota siódemka 2017 roku. Dzięki nowo odkrytym miejscom niedaleko Olsztyna marzę o urlopie w drewnianym domku, gdzieś w głębi lasu, nad mazurskim jeziorem. Bullet jornal to moja plannerowa broń, dzięki której ogarniam codzienność - wiem kiedy, co i jak. Wspomniana powieść przypomniała mi, że lubię siebie za wciąż niegasnący romantyzm. Seriale sprawiły, że deska do prasowania stała się miłym wieczornym dodatkiem, a nie uciążliwym obowiązkiem. A oleje? Utwierdziły mnie w przekonaniu, że prędzej oleję makijaż i inne urodowe rytuały, niż olejowanie! 😁


A teraz Wasza kolej - co Was zachwyciło? Czekam na Wasze propozycje, bo przede mną dwanaście miesięcy, które z przyjemnością wypełnię nowym! 


Serdeczności!


#UWAŻNIEJ / listopad - grudzień 2017 | Małe podsumowanie 2017 roku

#UWAŻNIEJ / listopad - grudzień 2017 | Małe podsumowanie 2017 roku

do utraty tchu blog


Przez ostatnie dwa miesiące nie publikowałam tekstów z ulubionej serii #UWAŻNIEJ. Nie zapomniałam, nie było to też celowe. Po prostu tak wyszło i chyba właśnie za to najbardziej lubię moje blogowanie. Szczególnie ubiegłoroczne. Jest na luzie, naturalne i wciąż pełne emocji. Nie wyklucza to jednak również pewnych przemyśleń, planu działania i poczynionych konkretnych kroków. 


Jeśli macie chwilkę, zaparzcie sobie porządny kubek herbaty/kawy, a ja opowiem Wam, co się u mnie wydarzyło w listopadowo-grudniowe dni oraz jaki był dla mnie 2017 rok.




CZUJĘ SIĘ dobrze. Ze sobą, z moją codziennością, z tym, co dostałam od życia i na co sama sobie zapracowałam. Ostatnie miesiące 2017 roku nie były dla nas łatwe. Odkąd Lili zaczęła swoją żłobkową przygodę, choroby praktycznie nas nie opuszczają. W rezultacie na początku grudnia wylądowałam z Lilką w szpitalu. Podcięło mi to skrzydła, ale starałam się ze wszystkich sił wyciągnąć z tego jakąś lekcję. I może właśnie dlatego, że zawsze staram się widzieć szklankę do połowy pełną, rozpoczynam ten nowy etap z radością i nadzieją.




CHCIAŁABYM nie stracić tej pogody ducha i nadal szlifować sztukę cieszenia się z małych rzeczy. Co więcej, pragnę zarazić tym moją dziewczynkę. Tak też zrodził się pomysł, aby nagrać pierwszy vlogmas, w którym nie tylko podzieliłam się z Wami przygotowaniami do Bożego Narodzenia, ale także stworzyłam niesamowitą pamiątkę z naszej pierwszej wspólnej przedświątecznej krzątaniny.




Cała ta zabawa z nagrywaniem i montowaniem filmu tak bardzo mi się spodobała, że nowy rok witałam z kolejnym vlogiem na kanale.




Jak pewnie zauważyliście, nie są to ambitne produkcje 🙈😂, ale w zupełności oddają to, o czym piszę na blogu. Nie ukrywam, że jest to też dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie, przełamanie skrępowania i nieśmiałości przed tym, co nieznane. Jeśli od czasu do czasu taka forma wyrazu odpowiadałaby Wam i chcielibyście nas czasem pooglądać lub posłuchać, dajcie znać!



PRACUJĘ NAD czwartym numerem "Blogostrefy"! Tak, tak, trzeci numer pojawi się już jutro, a nasza redakcja powoli kompletuje materiał do kolejnego wydania. Podobnie było w listopadzie i grudniu - każdą wolną chwilę poświęcałam na dopracowanie tekstów do gazety, robienie zdjęć i dopinaniu wszystkiego tak, aby z czystym sumienie poddać się Waszej ocenie. 😉 Magazyn, który w styczniu trafi w Wasze ręce będzie dla mnie wyjątkowy, ale o tym mogliście przeczytać tu:


Oprócz pracy nad czasopismem dla blogerów, staram się też powoli rozpisywać to, co pojawi się na łamach Do utraty tchu. Są to tylko luźne myśli, ale z doświadczenia wiem, że te wszystkie pomysły są bardzo ulotne i muszę je od razu zapisać. W ostatnich dwóch miesiącach 2017 roku miałam naprawdę ambitne blogowe plany, ale życie dało mi pstryczka w nos i musiałam odpuścić. To była kolejna dobra lekcja. Nauka rezygnowania i dobierania priorytetów to coś, czego wciąż się uczę. 




CZYTAM znów niewiele. Książkę, po którą sięgnęłam tuż przed świętami, dopiero teraz tak naprawdę czytam. Jedyna pociecha to dziesiątki przewertowanych Lilusiowych tytułów. Przynajmniej raz w tygodniu wymieniam Jej lektury, taszcząc z biblioteki torby wypchane nowymi lekturami. Najbardziej cieszy mnie ogromna radość Lilki, gdy widzi te łupy. 


Na początku stycznia wróciłam do książek pedagogicznych. Lili weszła w kolejny etap rozwoju, a dostrzegalne jest to nie tylko w Jej fizycznych uwarunkowaniach. Nasza dziewczynka zaczęła być bardzo emocjonalna, niekiedy towarzyszą temu wybuchy złości, aby za chwilę tulić się do nas z miłością. Taka huśtawka nie jest dla nas czymś komfortowym i nie będą Was tu mamić przesłodzonym obrazkiem. Bywa ciężko. Dlatego staramy się jak najwięcej czytać na ten temat, aby pomóc Lili zaakceptować i zrozumieć ten nowy dla Niej etap rozwoju. 


Jednym z rytuałów, który zaczęłam praktykować jest wyraźne sygnalizowanie i nazywanie naszych emocji. Przed snem mówię do Lilki, opowiadam jej o tym, co obie doświadczyłyśmy, jak minął nam dzień i czego obecnie potrzebujemy. Zdaję sobie sprawę, że Lili nie odpowie mi pełnym zdaniem, ale od czasu do czasu wtrąca swoje "yhym" lub "tak". Mnie to wystarczy i wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości. 


Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

JESTEM WDZIĘCZNA za tak wiele! Cały ubiegły rok upłynął mi pod znakiem wdzięczności. Nie było to proste zadanie, bo przeżyliśmy rozstanie z jednym  z naszych rodziców. Dla każdego dziecka, obojętnie w jakim wieku, jest to niesamowicie trudne. Niemniej wciąż staramy się dziękować za to, że mamy siebie, pracę, marzenia i plany na przyszłość



CZEKAM na to, co przyniesie mi 2018 rok. Wiem, że w najbliższej przyszłości wiele może się  dla mnie zmienić zawodowo. Czy okaże to się kolejnym krokiem do przodu, czy może będę tkwiła w miejscu - czas pokaże. Muszę znaleźć w sobie odwagę, aby ruszyć. W głębi duszy wiem, że ją mam. 


━━━━━━━━━━━━━━━━
Spoglądam dziś za siebie i doskonale pamiętam obawy, które towarzyszyły mi na początku ubiegłego roku. Bałam się powrotu do pracy, rozstania z Lilą, żłobka... Nie wiedziałam jeszcze, że czeka mnie wspaniała praca nad pierwszym polskim czasopismem dla blogerów, przyjemny i spokojny powrót do pracy zawodowej, niesamowite chwile z rodziną i przyjaciółmi. Dlatego dziś, choć też odczuwam lekki niepokój, to dużo we mnie ufności i optymizmu. 


Tradycyjnie - jestem bardzo ciekawa, jak minęła Wam końcówka 2017 roku, jak Wasze święta i Sylwester i jakie plany na to, co nadejdzie? Nowy rok, nowe rozdanie? 😊


Serdeczności!



━━━━━━━━━━━━━━━━
#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 

Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger