#odmamydlamamy | Mamo, poczuj flow!

#odmamydlamamy | Mamo, poczuj flow!

do utraty tchu blog


Byłam idealną mamą, zanim urodziłam dziecko. Lubię to zdanie, które krąży po sieci, bo doskonale oddaje moje wyobrażenia o macierzyństwie. Ja naprawdę doskonale wiedziałam, jaką mamą chciałam być. Nie jest też tak, że mój rodzicielski zamysł zupełnie minął się z rzeczywistością. Udaje mi się z powodzeniem przemycać do naszej codzienności małe cele, które odnotowuję jako drobne sukcesy. Jednak szybko przekonałam się też, że moje rodzicielstwo będzie dość spontaniczne i dostosowane do bieżącej sytuacji. 😉 


Wyobrażenie vs rzeczywistość

Myślałam, że nie podam Lilce smoczka, bo źle wpłynie to na jej rozwój mowy. Trafił mi się ssak, a ja w końcu uległam. Podając jej smoka, płakałam. Czułam się winna.


Myślałam, że odstawię Lilkę od piersi przed powrotem do pracy. Nie przestałam karmić. Co więcej, Lili ma 25 miesięcy i nadal praktykujemy kp. Wbrew protestem, karcącym i zniesmaczonym wzrokiem otoczenia.


Myślałam, że Lilka będzie spała u siebie w łóżeczku. Przez dwa lata spała z nami.


Mogłabym mnożyć te macierzyńskie potknięcia i pielęgnować w sobie poczucie winy, kąpać się w żalu i beznadziejności. Ale. ☝ Od początku zaufałam sobie, mężowi i naszemu dziecku. Robiłam tak jak czułam i nie pozwoliłam zagłuszyć swojej intuicji. Wiele obaw rozmyło się w codzienności - Lilka odrzuciła smoczek przed ukończeniem roku. Dziś przesypia prawie całe noce u siebie i tylko nad ranem drepcze do naszego łóżka. Karmienie zaś było dla nas ratunkiem w wielu ciężkich chwilach i wiem, że prawdopodobnie poczekamy do samoodstawienia. 


do utraty tchu blog



Nic nie muszę, ale mogę

Nie wiem czy zadziałał mój wewnętrzny system obronny, asertywność, a może to zwykła przekora? Jednak od początku puszczałam mimochodem wszelkie uwagi. Owszem, słuchałam rad bliskich mi osób, na których zdaniu mi zależało, ale za każdym razem podejmowałam decyzję macierzyńską wyłącznie w zgodzie ze sobą i mężem.


Wielokrotnie musiałam stawić czoła nieprzychylnym opiniom, które najczęściej dotyczyły karmienia piersią. Gdy jakiś czas temu udałam się do ginekologa, ten uraczył mnie takimi słowami: 


Oszalałaś? Pytam naprawdę - zgłupiałaś, żeby tak długo karmić? Po co? Przecież dzieciak tu zje pęto kiełbasy, tam popije browarem od starego... W dobrym guście jest karmić sześć miesięcy, rok to już jak kto chce, ale więcej to głupota. Ok, jak chcesz w wieku czterdziestu lat chodzić jak Murzynka z cyckami do kolan i bez zębów, to proszę bardzo! We Francji zabrali babie dzieciaka jak tak długo karmiła. Tu nie ma czym się chwalić...

Ten monolog trochę jeszcze trwał. Ja siedziałam, nieco oniemiała. Z jednej strony zaszokowana i zdziwiona rewelacjami pana doktora, a z drugiej - byłam wściekła. I właśnie wtedy postanowiłam, że mam dość. Oceniania, ingerowania w moje wybory, braku poszanowania i respektowania tego, do czego mam prawo.


Długo rozmyślałam o tej sytuacji, o pozycji matki w społeczeństwie i o naszej mentalności. Nie rozumiem dlaczego rościmy sobie prawo do oceniania innych, dlaczego tak ciężko uszanować nam odmienność lub po prostu pogląd odbiegający od naszego? Najbardziej jednak smuci mnie, że to my, mamy jesteśmy temu winne. Bo się godzimy na to. Bo często nie mamy odwagi się sprzeciwić i tupnąć nogą. Bo obwiniamy się wzajemnie. Krytykujemy wybory innych mam. Bo nie potrafimy zrozumieć, że inne nie oznacza gorsze.


do utraty tchu blog



"Instaburza" początkiem zmian?

Jest w sieci kilka mam, które darzę wielką sympatią, śledzę w mediach społecznościowych, rozmawiam, wymieniam się doświadczeniami, wspieram, inspiruję. Do tego grana należą Ewelina Mierzwińska oraz Edyta Zając.

Pewnego dnia pod jednym ze zdjęć na IG dziewczyny się poróżniły. Każda z nich obstawała przy swojej racji i pewnie cała ta sytuacja mogłaby przerodzić się w internetową wojenkę, tworząc dwa obozy oburzonych mam. A co zrobiły Ewelina i Edyta? Kulturalnie przeniosły dyskusję na teren prywatny i zamiast upierać się przy swoim, stworzyły piękną kampanię #ODMAMYDLAMAMY.


#ODMAMYDLAMAMY

Zbliża się Dzień Mamy i to jest właśnie ten moment, w którym zamiast krytykować, wykłócać i prześcigać się która z nas ma gorzej, możemy się wesprzeć. Nie tylko dobrym słowem, a konkretnym gestem. Dziewczyny proponują wysłanie karki z życzeniami do mam, które podziwiamy i które chciałybyśmy, aby poczuły się docenione. Możemy zrobić to w tradycyjny sposób, ale można posłużyć się też mediami społecznościowymi.


  • Wszelkie szczegóły znajdziecie zarówno u Eweliny, jak i Edyty.


Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

Mamo, poczuj flow!

Bycie mamą to nieprawdopodobnie fajna sprawa. Owszem, często cholernie trudna, ale dla mnie to od dwóch lat najfajniejsza przygoda. Lubiłam swoje życie przed Lilką - małe rytuały, skupienie się na sobie i własnych potrzebach, budowanie dorosłej rzeczywistości i dojrzewanie do bycia rodzicem. Nie ukrywam jednak, że pojawienie się w moim życiu tego małego chochlika poukładało wiele spraw w głowie. Dało mi niesamowitego kopa, utwierdziło w przekonaniu, że życie toczy się tu i teraz. Dziś lubię siebie, swoją codzienność, która raz jest niespieszna i pachnie kawą, innym razem jest jak na torze wyścigowych i... też pachnie kawą, morzem kawy! 😁


Wokół mnie jest mnóstwo ciekawych kobiet, które podglądam z podziwem i radością, które czują flow. Nie są cierpiętnicami, dokonały świadomych wyborów, realizują się, są pełne pasji i marzeń, a macierzyństwo jest dla nich źródłem satysfakcji. Bo to przecież cholernie wymagające zajęcie! Dlatego, dziewczyny, uśmiechajmy się do siebie, dzielmy się dobrym słowem nie tylko od święta.


Jutro słowa otuchy i podziękowania prześlę mojej Mamie, siostrom oraz przyjaciółce, dla której jest to pierwszy Dzień Mamy z córeczką.


Każdego dnia podglądam też moje internetowe koleżanki, które dzielą się swoimi dobrymi, ale również i tymi czasami słabszymi chwilami:

Wszystkie, bez wyjątku, jesteście dla mnie inspiracją. Niejednokrotnie sprawiacie, że uśmiecham się mimo zmęczenia i zniechęcenia.


do utraty tchu blog


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Mam (prawie) trzydzieści lat 🙈😀, jestem żoną świetnego faceta i mamą małego Lilusiowego czorcika. Pracuję, piszę i czasami nagrywam. Lubię kawę, dobrą książkę, serialem i filmem też nie pogardzę. Lubię tańczyć do utraty tchu, budować wieże z klocków z Lilką, wystawiać twarz do słońca i biegać po kałużach. A kim Ty jesteś? Opowiedz mi o sobie - jaka jest Twoja supermoc, kogo podziwiasz, kim się inspirujesz i komu należy się jutro dobre słowo?


Serdeczności!

Żegnaj, pieluszko! | 7 książek pomocnych podczas odpieluchowania dziecka

Żegnaj, pieluszko! | 7 książek pomocnych podczas odpieluchowania dziecka



Przychodzi taki moment w rozwoju malucha, że czas pożegnać pieluszkę. Choć to naturalna kolej rzeczy, a nauka higieny i czystości jest jedną z podstawowych umiejętności człowieka, to jednak budzi ona wiele emocji. Nie ma co ukrywać, to stresujące czas zarówno dla dziecka, jak i rodziców.


Nabywanie nowych kompetencji życiowych dla małego organizmu to wielki wyczyn, nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny. Jest to w zupełności zrozumiałe. Tak samo, jak stres opiekunów, którzy muszą zmierzyć się ze swoją determinacją i konsekwencją, bo to od siły woli rodziców w dużej mierze zależy powodzenie całej akcji. Jednak oprócz wyżej wymienionych naturalnych stresorów jest coś jeszcze, co pogłębia strach i niepewność przed nowym. To presja otoczenia, "dobre rady", uwagi rzucone mimochodem, opinie bardziej doświadczonych, czyli wszystko to, co zagłusza intuicję i wewnętrzny głos.


Odpieluchowanie to tylko jeden z przykładów, kiedy to rodzice muszą stawić czoła środowisku. Takich sytuacji jest zdecydowanie więcej, jak chociażby wybór sposoby i długości karmienia, ale to temat na oddzielny tekst. Jednak bez względu na okoliczności, czy na przychylne lub nie otoczenie, prawda jest taka, że nie ma złotej recepty na wychowanie dziecka. Są za to tak zwane własne zasoby, jak intuicja rodzicielska, uważność na potrzeby dziecka, spokój, cierpliwość,  empatia i rozsądek. Do tej listy dopisuję jeszcze literaturę. 



do utraty tchu blog

Bajka-pomagajka, czyli książka dobra na wszystko

Zawsze będę stała na straży stwierdzenia, że książka jest idealnym początkiem rozmowy. Dzisiejszy rynek wydawniczy bardzo się stara, aby dostarczyć rodzicom literaturę, która pomoże zrozumieć ich dzieciom otaczający świat. Dlatego nie jest niczym dziwnym, że są też książki o rozstaniu z pieluszką i nauką korzystania z toalety.



Jesteśmy z Lilą na tym właśnie etapie i choć podchodzimy do tego zupełnie na luzie i bez stresu, to jednak staram się, oswoić ją z tematem. Oprócz nauki korzystania z nocnika i nakładki sedesowej, czytamy książki poświęcone odpieluchowaniu. Takich pozycji jest mnóstwo, ja zaś wybrałam tylko kilka z spośród tych, które miałam możliwość poznać i które uważam za godne polecenia.



7 książek pomocnych podczas odpieluchowania dziecka


1. Ale kupa! Co masz w pieluszce? Guido van Genchten 

(wyd. Nasza Księgarnia)

do utraty tchu blog


Guido van Genchten to moje niedawne odkrycie. Uwielbiam jego książki! Dawkujemy sobie z Lilką jego twórczość, bo zdaję sobie sprawę, że niektóre historie są dla Lisi jeszcze niezrozumiałe. Jednak ta książka i kolejna, którą za chwilę pokażę, są świetne. 


Ale kupa! Co masz w pieluszce? to historia ciekawskiej myszki, która zagląda do pieluszek swoich przyjaciół, zwierzątek i sprawdza stan czystości bielizny. Najzabawniejsze jest to, że pieluszki są ruchome i dziecko naprawdę może zajrzeć do środka, a tam kryje się kupa w całej okazałości z odwzorowaniem rzeczywistym dla każdego zwierzęcia. 😆🙈🙊

 
do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Ok, to może być dla kogoś okropne, ale trzeba przyznać, że bardzo ludzkie! 😂 Jednak obrazowość oraz pozytywny wydźwięk tej historii sprawia, że dla dziecka przekaz tej opowieści jest jasny, a dla rodzica raczej zabawny. 


2. Chce mi się kupę Guido van Genchten 

(wyd. Nasza Księgarnia)

do utraty tchu blog


No, dobrze - korzystanie z nocnika opanowane, ale toaleta jakoś przeraża. Bo duża, bo wpadnę, bo się boję, bo niewygodna... Z pomocą znów przychodzi książka, której bohaterem jest piesek. Chce mu się kupę i to już, a na jego nocniku siedzi właśnie młodsza siostra, bo z jej nocnika korzysta myszka, bo myszki nocnik zajęła żabka... Biedny piesek ma pilną potrzebę, a wszystkie nocniki są zajęte! Rad nierad, musi pokonać lęk i skorzystać z dużej toalety. Okazuje się, że to całkiem fajna sprawa...


do utraty tchu blog


3. Ja już potrafię! O sukcesie na sedesie Agnieszka Frączek, Lee Wildish 

(wyd. Debit)

do utraty tchu blog


Kolejna pozycja to już klasyk w tym temacie i również traktuje o nauce korzystania z toalety dla dorosłych. Mały miś pokonuje wszystkie zawiłości i przeszkody, aby z powodzeniem opanować sztukę sedesowania. 😀


do utraty tchu blog


Uatrakcyjnieniem jest możliwość spłukiwania wody, dzięki wbudowanym w książkę efektom dźwiękowym. My niestety mamy bardzo sfatygowany egzemplarz, który pochodzi z biblioteki. 


4. Nocnik nad nocnikami Alona Frankel 

(wyd. Nisza)

Wróćmy jednak jeszcze do nocnika. 😉


do utraty tchu blog


Nocnik nad nocnikami to była jedna z pierwszych książek, które kupiłam Lilce i darzę ją wielkim sentymentem. Ciekawe jest to, że dostępna jest w wersji dla chłopców i dla dziewczynek. My mamy oczywiście historię Basi, która dostała w prezencie nocnik.


do utraty tchu blog


Prosta opowieść, zrozumiałe zdania, nieskomplikowana grafika - wszystko, co przemawia do małego odbiorcy. 


5. Nocnik Maksa Barbro Lindgren, Eva Eriksson 

(wyd. Zakamarki)

do utraty tchu blog


W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć zakamarkowej książki. Wciąż mam słabość do dziecięcej literatury skandynawskiej, a Barbro Lindgren pojawiła się już u mnie na blogu przy okazji prezentacji fantastycznej serii o prosiaczku Bolusiu


do utraty tchu blog


Seria o Maksie wydana jest w formie kartonowych, małych książeczek, a historia o nocniku to zabawna opowieść o chłopcu, psie i... nocniku. Prosta w przekazie i formie. 


6. Kuba i jego nocnik Liesbet Slegers 

(wyd. Adamada)

do utraty tchu blog


Lubimy z Lilą serię autorstwa Liesbet Slegers. Kiedyś czytałyśmy te, przeznaczone dla najmłodszych (np. Jedzenie, Spanie, Kąpiel), dziś zaś sięgamy po te, które są adresowane dla nieco starszych dzieci. Gdy miałyśmy czas chorowania, to ulubioną książką Lili była o Kasi, która poszła do lekarza. Teraz czytamy o Kubie i jego nowym nabytku - nocniku.


do utraty tchu blog

7. Mój kolega nocnik Marcin Malicki 

(wyd. Book House)

do utraty tchu blog


Mój kolega nocnik wchodzi w skład serii "Pierwsze czynności". Przerabiałyśmy już ubieranie, teraz sięgnęłyśmy po tę o odpieluchowaniu.


Zaletą tej książki z pewnością jest kartonowe wydanie oraz proste, nierozbudowane zdania.


do utraty tchu blog


Korzystanie z toalety i komunikowanie swoich potrzeb przez dziecko to sztuka, ale spokojnie - do opanowania. 😉 Skąd u mnie ten luz w podejściu do tematu? Jakiś czas temu przeczytałam, że przecież po ulicach nie chodzą dorośli w pieluszce, którzy na podwieczorek jeżdżą do mamusi na cycusia. 😂 Kiedyś pożegnali pieluszkę i mleczko od mamy. Wszystko w swoim czasie! Bez pośpiechu, bez nerwów, w zgodzie ze sobą i aktualnym zapotrzebowaniem emocjonalnym dziecka i rodzica.


A że gadają? Zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej od nas jak powinniśmy wychować własne dziecko. Naszym zadaniem jako rodziców jest zapewnienie spokojnych, pełnych miłości i prostej radości warunków do rozwoju. Czasami potrzebny jest tylko czas i gwarancja, że jesteśmy w tym razem. Z pewnością przyda się też książka, która pomoże w etapie przejściowym. 😉 



#UWAŻNIEJ | kwiecień 2018

#UWAŻNIEJ | kwiecień 2018

do utraty tchu blog


Piję pierwszą majową kawę. Przez otwarte drzwi balkonowe wpadają ciepłe promienia słońca, a w tle zieleni się moja ulubiona wierzba. Powietrze jest rześkie jeszcze po wczorajszej burzy, którą pożegnał się z nami kwiecień, ale błękitne niebo jest zapowiedzią pięknego dnia. Lilka drzemie za ścianą, w tle śpiewa Sia - to chyba dobry moment, aby opowiedzieć Wam o moim kwietniu.


do utraty tchu blog


CO NA BLOGU:


CZEKAM. Tak naprawdę to na nic nie czekam. Coraz częściej odczuwam moc TU i TERAZ. Może to banał, ale wszystko, co jest mi potrzebne mam tuż obok. To chyba zbliżające się trzydzieste urodziny robią takie porządki w mojej głowie. Nie chcę rozdrabniać się na to, co nadejdzie. Po drodze jest tyle fajnych chwil.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ totalnie rozczulona kwietniem! 😍 Tak to już będzie, bo to świąteczny czas, czas mojej puchowej panienki. Lilka skończyła dwa latka, a we mnie aż gotuje się z tych wszystkich emocji. I nie zawsze są to te dobre uczucia. Co chwila mamy awanturę. Lilka jest jak zapałka - szybko się zapala, aby za moment zgasnąć wtulona w nasze ramiona. Coraz częściej próbuje koić smutki cycusiem,, a wtedy ja się buntuję, bo nie zawsze mam na to ochotę. Mam chwilami wrażenie, jakbyśmy znów się docierały, jak to było w pierwszych tygodniach po narodzinach Lisi. 




UCZĘ się cierpliwości. Serio, dwulatek w domu to najlepsza szkoła cierpliwości, wyrozumiałości i empatii. 🙈🙏 Doskonale zdaję sobie sprawę, jak trudny to jest czas dla Lilki i naszym zadaniem jest być przy niej, wspierać i pomóc zrozumieć to wszystko, co dzieje się w jej serduszku. Nie jest to jednak takie proste. Dlatego uczę się, wciąż się uczę. 😀


CIESZĘ SIĘ, że mamy prawdziwą wiosnę! A może to już lato? Wczoraj mieliśmy 27 stopni! Jest słońce, błękitne niebo, roztapiające się po pulchnych paluszkach lody, piasek w butach, kilometry w nogach, wieczorne burze i radość na buzi. W końcu odkurzyłam rower i jeździmy z Lilką na wycieczki po lesie. Odkrywamy nowe place zabaw, poznajemy osiedlowych Antosiów i Zuzie, sadzimy kwiatki na balkonie.


Na wstępie mojego wpisu... (przyznać się, kto tak zaczynał listy!😜😂🤣) Tak na serio, chciałabym podziękować Wam za te wszystkie życzenia, które do nas spłynęły i grzeją nasze serduszka niczym ciepła kołderka czułości i wdzięczności. 🙏❤ A teraz napiszcie czy już odliczacie dni do majówki! 🙆‍♀️ Mnie czeka caaaalutki tydzień wolnego. Ok, wolnego od pracy na etacie. 🙃 Bo pierwsze dni majowego urlopu spędzę przy klawiaturze. ⌨🖱 💻 😶 Ale potem to już tylko warmińskie pola i wiatr we włosach. 🤣 #hellomay #may #spring #hellospring #springtime #beautifultime #flower #springflower #sky #bluesky #lazytime #chill #dream #goodtime #naturelover #still_life-gallery #simplethings #simplelife #wiosna #cześcmaj #maj #natura #kwitnacedrzewa #niebo #jestpięknie
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)


CZYTAM to, co sprawia mi przyjemność. W kwietniu totalnie wyluzowałam czytelniczo i sięgałam tylko po te książki, które były czystą rozrywką. Choć może nie do końca jest to prawda - w ubiegłym miesiącu pierwszy raz przeczytałam powieść Jodi Picoult. Wielokrotnie słyszałam dobre opinie na temat jej twórczości, ale opierałam się ze względu dość trudną tematykę poruszaną w jej książkach. Choroby dzieci trochę mnie ostatnio odstraszają. Jednak, gdy w moje ręce trafiła powieść Małe wielkie rzeczy wiedziałam, że to jest to. 


Nierówność rasowa w Stanach Zjednoczonych fascynuje mnie od dawna. Jest coś w tej tematyce, że porusza mnie ona do głębi. Z ogromną mieszaniną uczuć wspominam lekturę Czarnych skrzydeł Sue Monk Kidd (to jedna z lepszych książek, jakie do tej pory przeczytałam). Podobnie jest z filmami o nietolerancji i walce rasowej. Małe wielkie rzeczy to właśnie taka historia. Jest czarnoskóra pielęgniarka i ojciec - supremacjonista, oskarżający ją o śmierć swojego kilkudniowego synka. Uprzedzenia rasowe, przywileje, tendencyjność amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości - to wszystko znajdziecie w tej książce. Najbardziej urzekły mnie w niej starania Picolut, aby uniknąć stronniczości i schematyczności. Tu nie mamy czarno-białych bohaterów.


Pojechałam do @obi_polska po rolety, wróciłam z dwoma kolejnymi kwiatami. 🌱😍🙈 Przesadzając je, naliczyłam, że na tych moich 48m2 mam 19 roślin. 😶 Nie, wcale nie uważam, że to za dużo. Mnie martwi, że nie mam tej jednej do pełnej 20. 🤣 I trochę się boję, że zaczyna się sezon balkonowy, bo to oznacza, że ta liczba z pewnością się podwoi. 🌿🌼🌱 😁 Proszę, napiszcie, że nie tylko ja mam syndrom niespełnionej ogrodniczki. 👩‍🌾😂 PS Dziś na blogu będzie NOWE! 😎😁 __________________ #plant #homegarden #gardening #greenhome #ilovegreen #flower #homedesign #homedecor #interior #interiordesign #wood #onthetable #springdecor #springinspiration #coffee #coffeeplease #cafe #monday #books #booknerd #bookstagram #kawa #poniedziałek #rośliny #zielonekwiaty #wiosna
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)



OGLĄDAM trochę mniej, bo w kwietniu zdecydowanie częściej wybierałam wieczór z książką. Jednak udało nam się w końcu obejrzeć Króla rozrywki i to był świetny wybór. Warto było czekać na ten seans tyle czasu, bo znaleźliśmy tam wspaniałą muzykę, ciekawą historię i refleksję tuż po, o której mogliśmy sobie podyskutować. 😉






JESTEM WDZIĘCZNA za kwiecień. Za rodzinne świętowanie urodzin Lili. Za te wszystkie wspaniałe prezenty dla mojej dziewczynki, dzięki którym mamy chwile spokoju na kawę. 😁 Za pracę, bez niepotrzebnych nerwów. Za nowe wyzwania, które czekają mnie w maju. Za nowe słowa, które nauczyła się Lilka. Za kilka godzin snu bez małego ssaka. Za zdrowie. Za niego i za to, że po 13 latach wciąż robi mi najpyszniejsze śniadania pod słońcem. Za to, że jest tak, jak być powinno. 



Cześć, maj! Możesz się rozgościć, ale bądź dla nas dobry. 😁



Wytrawne muffiny z szynką, serem i szczypiorkiem | Prosty sposób na pyszne śniadanie

Wytrawne muffiny z szynką, serem i szczypiorkiem | Prosty sposób na pyszne śniadanie

do utraty tchu blog


Muszę się Wam przyznać, że - mimo całej empatii, którą w sobie pielęgnuję - nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią jeść. Dla mnie to jedna z podstawowych przyjemności życia. 🙊😁 Dlatego, gdy spotykam na swojej drodze kogoś, kto nie czerpie przyjemności z dobrego jedzenia, to w rezultacie wychodzi, że się mijamy. W rozmowie, w spojrzeniu na codzienność i w kolejkach sklepowych. 


Całkiem naturalne jest to, że moi bliscy podzielają moje smakowe upodobania. Lilka trochę za bardzo, bo ewidentnie preferuje smak czekolady. No, nie wyprę się. 🙈😀 Mam podejrzenia, że wyssała to z moim mlekiem. Jej zamiłowanie do słodkiego skutkuje tym, że bywa niejadkiem, a ja muszę się nagłowić, aby przemycić jej to, co zdrowe i niekoniecznie polane lukrem. Na szczęście Lili lubi muffiny pod każdą postacią, a wiadomo nie od dziś, że babeczki to zawsze dobry pomysł. Po pierwsze, robi się je banalnie prosto i szybko. Po drugie, wychodzą. Musimy się postarać, żeby się nie udały. 


Na moim blogu pojawiło się kilka fajnych przepisów na muffiny:


A dziś do tej listy dodaję jeszcze jeden pomysł na muffiny, tym razem wytrawne. Idealne na śniadanie, kolację, przekąskę podczas zabaw w plenerze, dla niejadka i tego, kto podobno woli na słodko. 😉 Do wypróbowania podczas nadchodzącej majówki. 😋


do utraty tchu blog


Wytrawne muffiny z szynką, serem i szczypiorkiem


Lista składników


  • 200 g mąki;
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia;
  • 2 jaja;
  • 1/2 szklanki mleka;
  • 1/2 szklanki oleju;
  • szynka;
  • ser;
  • szczypiorek;
  • sól, zioła.


Sposób przygotowania


W misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia oraz przyprawy.


W drugiej misce zaś łączymy jaja, olej, mleko. Po uzyskaniu jednolitej konsystencji, dodajemy mokre składniki do suchych. Delikatnie mieszamy. 


Ser trzemy na tarce lub kroimy (w zależności od tego, jaki mamy 😉), szynkę i szczypiorek kroimy. Dodajemy wszystko do ciasta. Przyprawiamy według uznania.


Muffiny pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180⁰C przez około 25 minut. 


I już! 😊 Jeśli wypróbujecie przepis koniecznie dajcie znać, czy muffiny Wam smakowały. 


do utraty tchu blog



Do następnego!



♥ 2 ♥

♥ 2 ♥


Dziś jest Twój dzień. Chcę Ci tyle powiedzieć, pokazać świat nieznany i dreptać z Tobą ścieżkami utkanymi z miłości. Chcę uśmiech Twój w pamięci zamknąć. I strach przegonić, łzy osuszyć. Przyglądać się jak słoneczko otula złote loczki, a w oczach odbijają się błękitne obłoczki. Całować Twój zmarszczony nosek, brudne paluszki tulić, misie do snu kołysać, budować babki z piasku i gonić po trawie aż tchu brak. Łapać szczęście w garść, ściskać baloniki smutku i smakować każdy nowy dzień.

Tyle chcę Ci powiedzieć. Jak kocham, gdy budzisz mnie buziakiem i zasypiasz tuż obok. Jak duma mnie wypełnia, gdy wypowiadasz nowe słowo. I gdy sama ubierasz buciki. Gdy bawisz się z innymi dziećmi. I jak uparcie malujesz świat takim, jakim chcesz go widzieć.

Chcę uczyć się od Ciebie radości o poranku. I uśmiechu, gdy słonko świeci. Biegania po kałużach. Śpiewania do taktu z kroplami deszczu. Oddychać Tobą, kołysana Twoim oddechem. Gdy Twoje serduszko tuż obok mojego. Zanim pójdziesz swoją ścieżką, raźnym krokiem, z odwagą w dłoni i marzeniami we włosach. 

Dziś cała jesteś moja. Rośnij zdrowa, dwuletnia panienko. Chochliku kwietniowy. Moje wszystko.


Mama


Gry i zabawy edukacyjne dla dwulatka

Gry i zabawy edukacyjne dla dwulatka

do utraty tchu blog


Wiosenne słońce zagląda przez okna, a nasza wierzba stroi się powoli w zielone listki. Co chwila słyszę radosne okrzyki, dobiegające z osiedlowego placu zabaw. Nareszcie! Tylko my znowu uwięzione w czterech ścianach, w towarzystwie antybiotyku. 😒

Tak naprawdę to po trosze robię dobrą minę do beznadziejnej gry. Czuję się bezsilna, bo wiem, że nic na to nie poradzę. Liczę też na to, że ta sytuacja długo nie potrwa. Szkoda mi okropnie mojej dziewczynki, bo wiem jak bardzo brakuje jej ruchu. Dlatego staram się z całych sił, aby dostarczyć jej jak najwięcej wrażeń. Bawimy się, tańczymy, kolorujemy, oglądamy książeczki. Zauważyłam jednak, że coraz częściej Lili daje mi odczuć, że jest już (prawie) dwuletnią panienką! To nie przelewki! 😀 Nasze zabawy też wskoczyły już na wyższy poziom i chętnie sięgamy po gry i zabawy edukacyjne.

Na Facebooku i Instagramie widzę, że nie tylko nas choroby nie opuszczają. Stąd pomysł, aby podzielić się z Wami tym, co umila nam czas, gdy jesteśmy zmuszone siedzieć w domu. Nie myślcie sobie, że to tak bezinteresownie. 😜 Ja zdradzam Wam swoje patenty, Wy w komentarzach dzielicie się swoimi. Deal? 😎



do utraty tchu blog


1. Kot w worku

To gra, która teoretycznie przeznaczona jest dla dzieci w wieku od 3 do i 8 lat. Jednak Lilka jest świetnym przykładem, że można śmiało wykorzystać ją podczas zabawy z dzieckiem niespełna dwuletnim.


do utraty tchu blog


Nie korzystamy z instrukcji, pionków i kostki. Rozkładamy po prostu plansze, a Lili losuje z woreczka (lub wybiera spośród rozłożonych obok) dołączone obrazki i dopasowuje je do tych znajdujących się na kartach.


do utraty tchu blog


Kot w worku to gra, która kształtuje w dziecku spostrzegawczość. Ponadto to dobry moment na naukę nowych słów. Gdy kupiłam ją w piątek, Lilka bawiła się nią przez dwa dni. I niczym innym! Nasze zabawy możecie podejrzeć w ostatnim vlogu. 


2. Loteryjka zwierzątek

Kolejna gra, tym razem przeznaczona dla dzieci od 2 lat, polegająca na dopasowaniu żetonów do  odpowiedniej planszy. Loteryjka to 4 karty ze zwierzętami, podzielonymi tematycznie na miejsce występowania (gospodarstwo wiejskie, las, morze oraz sawanna). Zadaniem dziecka jest dopasowanie małych zwierzątek (dzieci) do dorosłych osobników.


do utraty tchu blog


Loteryjka zwierzątek uczy poprzez zabawę rozpoznawanie zwierząt w ich naturalnym środowisku. Dla dwulatka w sam raz. 


do utraty tchu blog


3. Drewniane układanki

Lili lubi wszelkie gry polegające na dopasowaniu, dlatego z zainteresowaniem sięga po drewniane układanki. Ostatnio bawimy się w ubieranie misia. Co ciekawe, oprócz garderoby można też zmienić misiowi minę. To dobry sposób na naukę rozpoznawania emocji i nazywania ich.


do utraty tchu blog


Jesteśmy też w posiadaniu drewnianej gry, która polega na łowieniu rybek za pomocą wędki z magnesem, drewnianego domino ze zwierzętami oraz układanki - rybki.


do utraty tchu blog



4. Karty edukacyjne

To był jeden z moich pierwszych zakupów edukacyjnych dla córeczki. Początkowo były to karty z podstawowymi słowami, odnoszących do bliskiego otoczenia. Później sięgnęłam po karty z emocjami. Te, które my mamy nie są jednak zbyt dobrym wyborem. Sądzę, że można znaleźć ciekawsze, niż te od Kapitana Nauki. 😏


do utraty tchu blog


Oprócz gotowych kart edukacyjnych, korzystamy jeszcze z memo. Nie gramy jeszcze w tradycyjny sposób, ale spośród odsłoniętych wszystkich kart szukamy obrazków do pary. 


 5. Puzzle

Często spotykam się z przeświadczeniem, że puzzle to nudne zajęcie. Dziwi mnie takie podejście, bo puzzle to rewelacyjna gimnastyka umysłu - wspomaga koncentrację, cierpliwość, spostrzegawczość i kreatywność, jeśli pokusimy się o wykonanie własnych. 😉


do utraty tchu blog


Pamiętam moje zdziwienie, gdy Lili  mając 1,5 roku bez problemu układała puzzle składające się z 3-4 części. Dziś, mając prawie dwa lata, mocuje się z układankami składającym się z 15 elementów. Z różnym skutkiem, ale się nie poddaje.


🎲 🎲 🎲


Wielkimi krokami zbliżamy się do drugich urodzin Lisi. Z rozczuleniem przyglądamy się naszej dziewczynce. Obserwujemy jej poczynania i dostrzegamy jak duże postępy poczyniła. To taki mały wulkan energii i w naszej, rodziców gestii leży, aby pomóc odpowiednio spożytkować te wszystkie emocje, które w niej drzemią. 

Każda z tych propozycji to dobry sposób na spędzenie czasu z maluchem. Poprzez zabawę, stymulujemy rozwój i zachęcający do odkrywania tego, co wokół. 

No dobrze, przyznam się - mam kilka jeszcze asów w rękawie, ale zanim nimi zagram - czekam na Wasze sposoby na nudę. 😀 Podzielcie się, co u Was jest hitem i co sprawi, że mały nicpoń zajmie się choć przez chwilę sobą, bez ciągłego mama, mama, mama siedzieć.... 😆


Ściskam!

#UWAŻNIEJ | marzec 2018

#UWAŻNIEJ | marzec 2018

do utraty tchu blog


Marzec, marzec i po marcu! 😜😀 Poważnie, nie wiem kiedy upłynął mi ten miesiąc. I może dlatego piszę dopiero teraz, gdy kwiecień już się rozgościł w moim domu, otulił wiosennym słońcem, poustawiał doniczki z zieleniną w każdym kącie, wypełnił spokojem i radością po czubeczki przykrótkiej czupryny. 😁Jest wiosna, jest miłość w sercu i (prawie)dwulatka, która torpeduje energią cały mój świat. 


do utraty tchu blog



CHCIAŁABYM opowiedzieć Wam, o tym co u nas. W głowie co chwila kiełkuje nowy pomysł, jednak zanim się zazieleni i dojrzeje, chwytam go w kilku słowach i zamykam w stałej formie na papierze. Tak sobie myślę, że może kiedyś ta karuzela codzienności zwolni, a ja znajdę ten jeden jedyny moment, kiedy będę mogła tu być częściej. Ale to jeszcze nie pora. Dużo się dzieje, bardzo dużo. Jest Lisia, mój mały wulkanik. Nie potrafi usiedzieć na miejscu, chochlik. Skacze, biega, rozrzuca, układa, psuje i naprawia, tyle w niej radości, czułości, ciekawości i przekory. A my niejednokrotnie padamy na twarz po takich codziennych maratonach. Prawda jest jednak taka, że czujemy, że żyjemy. I choć niekiedy tchu brakuje, to przepełnia nas duma, że stworzyliśmy coś tak idealnego. 😍



PRACUJĘ na kilku płaszczyznach. Podobnie jak Lilka, ja też oduczyłam się siedzenia na tyłku. No, lubię to obecne przyspieszenie, bo wiem, że to procentuje, a ja wciąż uczę się czegoś nowego. W marcu zaczęłam pracę w dwóch miejscach jednocześnie. Poprzednio wspominałam o tym, ale wciąż bałam się powiedzieć więcej, aby nie przestraszyć tego, co nieoswojone. Dziś mogę jednak zdradzić, że jestem na etapie zmiany stanowiska - jedną nogą wciąż jestem na starym i dobrze znanym terenie, drugą już stąpam po świeżym gruncie. Przekopuję sobie go po swojemu, sieję maleńkie ziarenka, które - mam nadzieję - zaowocują czymś nieziemsko dobrym. 




Ubiegły miesiąc to był też czas kompletowania materiały do piątego (!) numeru "Blogostrefy", który pojawi się na przełomie maja i czerwca. W tym tygodniu w Wasze ręce trafi czwarty numer, jednak zespół redakcyjny wciąż pracuje i szuka inspiracji. Dlatego jeśli macie jakieś pomysły na to, co mogłoby się znaleźć w kolejnych wydaniach - piszcie! Śmiało! 😀 Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie i propozycje. Ponadto o czwartym numerze magazynu dla blogerów pisałam w TYM wpisie




W MARCU NA BLOGU (i nie tylko):

  • Nowy VLOG na YouTubie:




CIESZĘ SIĘ, że marcowe przygotowania do Wielkanocy przebiegły tak łagodnie i  na luzie. Bez zbędnej spiny ogarnęłam nasze małe mieszkanko. I co z tego, że niektóre kąty zostały nietknięte? Bez wyrzutów sumienia cieszyłam się pierwszymi przebłyskami wiosny, wspólnymi śniadaniami i spacerami, które wcale spacerów nie przypominają, a raczej wyścig małej formuły w wykonaniu Lilki. 💨🙈😂


SŁUCHAM, a raczej odkrywam nowe muzyczne tereny. W marcu zdecydowanie najczęściej puszczałam sobie składankę piosenek w wykonaniu Meli Koteluk i Ralpha Kaminskiego. Posłuchajcie tylko tego. 😍👇





CZYTAM tyle, ile mogę, ale czytam. Na moje lektury znajduję czas gdzieś w międzyczasie, który kurczy się niemiłosiernie. Kradnę te chwile i cieszę się, że w kwietniu powinnam mieć ich więcej. Powinnam, ale czy faktycznie tak będzie? 😀 

W marcu rozpoczęłam serię o Latarnii w Kiss River Diane Chamberlain - przeczytałam Światło nie może zgasnąć. Mam słabość do tej pisarki i czytam wszystkie jej książki, ta jednak była nieco inna, ale nadal świetnie spędziłam z nią czas. Dlatego już ustawiłam się w kolejce w bibliotece po dwie kolejne części. Jeśli lubicie obyczaj, z tajemnicą w przeszłości, emocjami i lekkim piórem to zachęcam Was do sięgnięcia po twórczość Chamberlain. 




JESTEM WDZIĘCZNA za święta w domu rodzinnym. Brakuje mi słów, aby opisać szczęście, jakie odczuwam z faktu, że mam takie miejsce. Gdzie czekają na nas z utęsknieniem, goszczą z miłością i radością. Lilka chyba wyssała moje uczucia z mlekiem, bo gdy tylko podjeżdżamy pod domu rodziców, młoda piszczy i śmieje się w głos. Czy to nie jest wystarczający powód do wdzięczności i radości?




CZEKAM na każdą wolną chwilę, którą możemy spędzić na świeżym powietrzu. Jestem spragniona słońca, ruchu i poczucia, że wiosna to początek czegoś nowego. Gdy tylko rozprawimy się do końca z infekcją, która dopadła na koniec miesiąca moją dziewczynkę, wyciągam rower i ruszamy naszymi leśnymi, olsztyńskimi ścieżkami. 


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
To tyle ode mnie. Teraz Wasza kolej. Pomóżcie mi nadrobić braki towarzyskie. 😉 Co u Was słuchać? Jak minął Wam marzec i Wielkanoc? I najważniejsze - czy dotarła już do Was wiosna?! 🌞



_________________________________
#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia. 
Copyright © 2016 Do utraty tchu - żyj uważniej , Blogger