#UWAŻNIEJ | styczeń 2019

#UWAŻNIEJ | styczeń 2019

do utraty tchu blog


Drogi pamiętniczku... Tak powinnam zacząć ten wpis, bo seria #UWAŻNIEJ trąci prywatą. Niejednokrotnie pisałam, że to jedna z moich ulubionych form - na luzie, bez spiny, ale za to podsumowująca i dająca mi jasny ogląd tego, co udało się osiągnąć w mijających tygodniach. To też dobra okazja, aby nawiązać z Wami bezpośredni kontakt. Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy to w ogóle ma sens.

Początek Tu&Teraz

Serię wpisów tu&teraz zapoczątkowała Kasia z Worqshop i bardzo szybko przypadł on do gustu innym blogerom. Teksty z miesięcznym raportem pojawiały się lawinowo i to był naprawdę fajny lifestylowy trend. Jednak formuła ta chyba się opatrzyła i Kasia wpadła na kolejny pomysł, aby nadać jej nieco inny rys. Stworzyła kartę, na której można w prosty i przede wszystkim ekspresowy sposób zrobić takie miesięczne podsumowanie. Można takie karty kolekcjonować, zapisywać w jednym miejscu lub wydrukować i wkleić do albumu. Świetna sprawa. Dlatego moja styczniowa karta już jest gotowa.

do utraty tchu blog

Czy to oznacza, że rezygnuję z utartej formy podsumowania? Nie wiem. Być może będą one się pojawiać, ale rzadziej. Zastanawiam się na ile potrzebna jest taka treść i moje wynurzenia. Nie oszukujmy się, to przede wszystkim pamiątkowe treści dla mnie, które równie dobrze mogłabym zatrzymać dla siebie.


Zanim jednak znajdę inną, ciekawszą wersję #UWAŻNIEJ, zapraszam Was na styczniowe odsłonę i rozwinięcie niektórych słów-kluczy, które umieszczone są na podstawowej karcie. Co nam przyniosły ostatnie tygodnie? 👇


do utraty tchu blog

CZUJĘ SIĘ tak pół na pół. Styczeń dał nam w kość zdrowotnie. Dobra, nie owijajmy w bawełnę - był parszywy i tyle. Lilka nie przechodziła do żłobka pełnego tygodnia. Jak nie oskrzela, to oczy. I tak w  kółko. Nas to też nie ominęło.



Z drugiej strony styczeń to też dla nas przełomowy miesiąc. Pierwszy raz rozstaliśmy się z Lisią na dłużej niż kilka godzin. Okropnie się tym martwiłam i przeżywałam. Niepotrzebnie.


JESTEM WDZIĘCZNA za ten czas bez Lilki. Piszę to z pełną świadomością, ale po prawie trzech latach bardzo tego potrzebowałam. Zdążyłam zatęsknić na maxa, poćwiczyć bez małego rzepa na plecach i w końcu poszliśmy do kina! To był właśnie taki moment, kiedy zregenerowałam rodzicielskie siły i mogę poczuć mamine FLOW. 😉



CIESZĘ SIĘ, że udało mi się ruszyć tyłek z kanapy i dzięki ćwiczeniom, jodze i mniejszej ilości spożywanego cukru czuję się naprawdę lepiej.


CHCIAŁABYM, aby nie zabrakło mi samodyscypliny w kontynuacji dobrych nawyków. Ponadto wciąż liczę na to, że wrócę do biegania. Brakuje mi tego spokoju w głowie po przebieżce i radości, że już mam to za sobą. 😅

PRACUJĘ NAD naszymi emocjami. Zawsze były one dla mnie niezwykle ważne. Niemniej ostatnie tygodnie pokazały mi, że weszliśmy na kolejny poziom uczuciowości. Lisia wciąż je oswaja, uczy się wyrażania i radzenia sobie z nimi.Obecnie jesteśmy na etapie kocham cię lub nie kocham cię - w zależności od nastroju. 🙈 Często słyszę również Lili jest obraziona. 😆





Doskonale pamiętam letnie popołudnie, plac zabaw pełen rozbrykanych dzieci i dorosłych. Każdego dnia, tuż po odebraniu Lili ze żłobka chodziłyśmy tam się pobawić. Zaczęło się od "nie". Potem poszło lawinowo - krzyk, płacz, kładzenie się na ziemi, próba odreagowania na mnie. Siedziałam z nią na uboczu deptaka i czekałam. Przytulałam, walcząc bezgłośnie z jej histerią i moim rozdrażnieniem pomieszanym ze zmęczeniem i bezsilnością. Jedyne, co zapadło mi w pamięć to utkwiony w nas wzrok przechodniów. Wierzę, że większość z tych osób nie oceniała nas. ▫️ Jak mówić o złości, rozdrażnieniu, zmęczeniu, niekiedy o roszczeniach, smutku, żalu, tęsknocie, zawstydzeniu, strachu i wielu innych stanach, które już w same w sobie są trudne do przeżycia? Jak rozpoznawać je, opisywać i zaakceptować? I wreszcie jak sobie z nimi radzić? To bardzo ciężkie dla dorosłego, dziecko zupełnie jest wówczas pogubione. 🤷‍♀️😞 ▫️ O trudnych emocjach, o oswajaniu tego, co niekoniecznie przyjemne, ale codzienne i wreszcie o przepięknej książce (@wydawnictwomamania), która w tej wyboistej i niekiedy ciężkiej drodze może okazać się niezwykle pomocna. To wszystko na blogu. Link w bio. 👆 #bookstagram #bookstagrammer #bookstagrampl #bookish #booksworm #childrensbooks #akróliksłuchał #coridoerrfeld #kidsbook #kidsbookstagram #kidsbookswelove #childrenbookstagram #calapolskaczytadzieciom #czytamdziecku #czytambokocham #kochamtoczytam #biblioteczkamalucha #ksiazkidladzieci #rodzicielstwobliskosci #empatia #emocje
Post udostępniony przez Aleksandra (@do_utraty_tchu)

CZYTAM. Och, jak ja czytam! Styczeń, choć wymagający, był niesamowicie zaczytanym miesiącem. Kończę go z 6 przeczytanymi książkami. Pewnie, że to nie wyścigi, ale ja nadal jestem w większości tramwajowym czytaczem, bo tylko wtedy mogę w spokoju oddać się lekturze. I wiecie co? Takie czytanie daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że robię coś dla siebie. Książki zawsze sprawiały, że łapię balans i teraz tak faktycznie jest. 

Były lepsze i gorsze lektury. Może o tych drugich nie będę wspominać, zgodnie z zasadą, że szkoda mi na to czasu. 😜😁 Co w takim razie czytałam naprawdę fajnego? 

  • Skradzione małżeństwo Diane Chamberlain - to jedna z moich ulubionych pisarek. Jednak miałam już wrażenie, że się mi przejadła i właśnie ta książka była takim miłym zaskoczeniem i przypominajką, za co uwielbiam pióro Chamberlain. 
  • Tru Barbary Kosmowskiej -  opowieść dla dzieci. O tym, co ważne dla małych i dużych. Pokrzepiająca, momentami wzruszająca i z przepięknymi ilustracjami Emilii Dziubak.
  • Szary domek Katarzyny Szestak -  to jedna ze zwycięskich książek w konkursie Piórko organizowanym przez Biedronkę. Pięknie napisana opowieść o potrzebie przyjaźni. 
  • Gorzej być nie może Allison Pearson - kojarzycie film Jak ona to robi? z Sarah Jessicą Parker w roli głównej? Jeśli nie, to koniecznie nadrabiajcie. Pamiętam, jak ten film poprawił mi kiedyś humor. Nie przeczytałam pierwszej części (o tym samym tytule, co film), ale druga część była przekomiczna i taka radosna. Dlatego polecam. 😉

👉 Na blogu zaś opisałam jedną z książek z Lilusiowej biblioteczki. Zajrzyjcie, ważna rzecz. O uczuciach.


OGLĄDAM niewiele. Udało się nam obejrzeć Zimną wojnę i oboje mieliśmy mieszane uczucia. Byliśmy również w kinie na Chłopcu z burzy, który jest filmem zdecydowanie familijnym, o przywiązaniu, przyjaźni z naturą, z pięknymi obrazami, ale nie porwał nas niestety.


CZEKAM NA moment, kiedy będę mogła wyciągnąć rower z piwnicy. Na kwiaty na balkonie. Na wycieczki do lasu. Na długie dni poza domem. No, chce mi się wiosny, nic na to nie poradzę, ale nie wyglądam jej bez przerwy. Bo inne umyka. Bo tyle dobrego jest na co dzień.


Luty chcę przeżyć, a nie przetrwać.


#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.

Pomóż mi się wypłakać | "A królik słuchał" Cori Doerrfeld

Pomóż mi się wypłakać | "A królik słuchał" Cori Doerrfeld

do utraty tchu blog


Odkąd zostałam mamą staram się być uważna. Na to, co wokół. Na to, co we mnie. Ale szczególnie na Lili. Tak bardzo chciałabym pomóc jej w oswajaniu świata. Często jednak bywa to niezwykle trudne. Nie przesadzę stwierdzeniem, że to nie ciągłe nocne wstawanie, to nie notoryczny brak czasu na wszystko inne, ale właśnie codzienna emocjonalność jest dla nas największym sprawdzianem wytrwałości, cierpliwości i bliskości.


Nie mam problemu z uczuciami. Z opisywaniem ich, wyrażaniem i mówieniem o nich wprost. Sądziłam, że podobnie będzie z wychowaniem małego człowieka. Pojawił się jednak pewien problem. Okazuje się, że sprawa jest bardzo prosta w wyrażaniu pozytywnych emocji. W naturalny sposób nazywamy radość, rozbawienie, błogość, wzruszenie czy miłość. Blokada emocjonalna pojawiła się przy negatywnych bodźcach.


Jak mówić o złości, rozdrażnieniu, zmęczeniu, niekiedy o roszczeniach, smutku, żalu, tęsknocie, zawstydzeniu, strachu i wielu innych stanach, które już same w sobie są trudne do przeżycia? Jak rozpoznawać je, opisywać i zaakceptować? I wreszcie jak sobie z nimi radzić? To bardzo ciężkie dla dorosłego, dziecko zupełnie jest wówczas pogubione. W takich momentach jedyne, czego potrzebuje to poczucia bliskości i zrozumienia. Warto pamiętać, że empatię należy w sobie kształtować i dbać o nią. To też bardzo wymagające.  Szczególnie, gdy te same przykre emocję targają nami, dorosłymi.

do utraty tchu blog

Blisko

Doskonale pamiętam letnie popołudnie, plac zabaw pełen rozbrykanych dzieci i dorosłych. Każdego dnia, tuż po odebraniu Lili ze żłobka chodziłyśmy tam się pobawić. Zaczęło się od "nie". Potem poszło lawinowo - krzyk, płacz, kładzenie się na ziemi, próba odreagowania na mnie. Siedziałam z nią na uboczu deptaka i czekałam. Przytulałam, walcząc bezgłośnie z jej histerią i moim rozdrażnieniem pomieszanym ze zmęczeniem i bezsilnością. Jedyne, co zapadło mi w pamięć to utkwiony w nas wzrok przechodniów. Wierzę, że większość z tych osób nie oceniała nas.


Takich sytuacji było jeszcze kilka po drodze. Ze wszystkich sił staram się po prostu być. Wiem, że to czasami bardzo trudne. Bo nas to też dotyka, też boli, wkurza, też czujemy się zdenerwowani, zmęczeni. Ale to my tu jesteśmy dorośli, to my musimy wziąć tego szkraba za rękę i przeprowadzić przez burzę frustracji i smutku.


Pomóż mi się wypłakać

Jakiś czas temu natknęłam się w sieci na historię pewnego czterolatka, który podszedł do swojego sąsiada opłakującego zmarłą żonę. Chłopiec wspiął się na kolana mężczyzny i siedział tak przez dłuższą chwilę. Gdy wrócił do domu, mama zapytała go co robił, dziecko odpowiedziało: "nic, po prostu pomogłem mu płakać".


Każdy z nas chciałby mieć kogoś, kto wyciągnie rękę w ciężkich chwilach. Na kim możemy polegać, kto pomoże zrozumieć. Kto pozwoli się wypłakać. Bądźmy kimś takim dla swoich dzieci. Zanim się rozkrzyczymy, zanim pozwolimy wziąć górę złości, zmęczeniu, zanim zaleje nas fala gniewu. To małe, często rozhisteryzowane dziecko po prostu się boi, nie rozumie, nie wie jak.


A królik słuchał Cori Doerrfeld

[wyd. Mamania]

do utraty tchu blog


Długo siedziały we mnie te myśli o emocjach, ale nie było mi po drodze z pisaniem. Niedawno jednak przyniosłam kolejne książki z biblioteki. Podczas wieczornego czytania sięgnęłyśmy po jedną z nich - A królik słuchał Cori Doerrfeld [wyd. Mamania]. W tej książce - bardzo oszczędnej treściowo i graficznie - znalazłam wszystko to, co formułowałam w głowie od dawna.


To prosta opowieść o tym, jak ważne jest zrozumienie uczuć, ich akceptacja i szacunek. Jest o czymś jeszcze - nie zawsze potrzebujemy rozwiązania na już. Czasami potrzebny jest czas, niespieszność i ktoś, kto poczeka i w odpowiednim czasie wysłucha. A może nie? Może tylko po prostu wystarczy, że jest.


do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog

do utraty tchu blog


Być może Lili jako niespełna trzyletnia dziewczynka nie zrozumie dosłownego przekazu tej historii, ale dla mnie, rodzica to niezwykle wyraźny drogowskaz. Pewnie, że łatwiej głosić morały, wymądrzać się na blogu. U nas też jest z tym różnie. Jak to w życiu. Jednak każdego dnia pracujemy nad naszymi relacjami i sobą. Potykamy się, aby otrzepać kolana i postarać się, żeby następnym razem ominąć przeszkodę.


Gdy słyszę, jak moja niespełna trzylatka mówi: Mamo, jest mi przykro lub Lili jest zła. Jestem obrażona, to w środku moje serce fika koziołki. Uwielbiam obserwować jej emocjonalne postępy oraz gdy doświadczam namacalnych dowodów empatii. To jest właśnie nagroda za to, że codziennie biję się ze swoim zniecierpliwieniem, pośpiechem i frustracją. A czasami, gdy nie mam siły - po prostu jestem. Tuż obok.


Dane techniczne książki

A królik słuchał Cori Doerrfeld
Wydawnictwo: Mamania
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
Premiera: 4.07.2018 r.

O pasji, podróżowaniu i blogowaniu z Asią i Adamem Dzielickimi | Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

O pasji, podróżowaniu i blogowaniu z Asią i Adamem Dzielickimi | Nowy numer "Blogostrefy" już w sprzedaży!

do utraty tchu blog

Pasja. Tak się ułożyć w codzienności, aby znaleźć na nią miejsce. A może inaczej - pielęgnować ją w sobie. Dla równowagi, dla radości ze zwyczajności i tego, co wypełnia naszą dobę. 


Staram się ze wszystkich sił odnajdywać w pracy przyjemność. Pewnie, że nie zawsze wychodzi. Jak to w życiu. 😏 Nie muszę jednak przekonywać Was, że jeśli czymś jaramy się tak na maxa, to z większą łatwością nam się tym zająć. Nawet jeśli jest to obowiązek. Jeszcze lepiej, gdy potrafimy pasję przekuć na to, co faktycznie stanowi o naszym bycie.


Tak było z Asią i Adamem, którzy tuż po ślubie wyruszyli w autostopową podróż. 1112 dni - tyle dokładnie byli poza granicami Polski.


Na nowej drodze życia - historia Asi i Adama Dzielickich


1 września 2014, po roku intensywnych przygotowań, poprzedzonych wspólnym podróżowaniem autostopem po Europie, wzięliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy na Wschód. Nie uciekaliśmy przed niczym, nic nie rzucaliśmy. Chcieliśmy tylko spełnić marzenie o dalekiej i dłuższej niż poprzednie podróży. Chcieliśmy doświadczyć największej przygody naszego życia, poznać ludzi mieszkających w innych krajach, zobaczyć, jak żyją, jaką mają kulturę i tradycję, doświadczyć choć trochę ich życia, często tak różnego od tego, które znaliśmy. Chcieliśmy być ze sobą, stworzyć wspólnie historię, której nikt i nic nam nie zabierze. Chcieliśmy uczyć się miłości do drugiego człowieka, zaufania, otwartości, gościnności, szacunku, bezinteresowności, choć nie mieliśmy pojęcia, że lekcja, którą odbierzemy, będzie jedną z lepszych i wartościowszych w naszym życiu.
[źródło: blog Asi i Adama - www.nanowejdrodzezycia.pl]

Z Asią poznałyśmy się jeszcze na studiach w Olsztynie, dlatego gdy dotarła do mnie informacja o podróży z wypiekami na twarzy śledziłam ich drogę. Kibicowałam w pokonywaniu kolejnych dystansów. Ze wzruszeniem czytałam historie napotkanych ludzi. Z zachwytem przeglądałam zdjęcia zamieszczane na portalach społecznościowych. Nie byłam w tym osamotniona. Fanpage Asi Adama śledzi ponad 23 tys. osób!


do utraty tchu blog

Dziś para jest już w Polsce. Co więcej, SAMI wydali książkę! 😍 Oczywiście - już ją mam! 😄 To spore tomiszcze stanowi pierwszą część wspomnień z autostopowej przygody. Biorąc pod uwagę, że autorzy trud wydania wzięli na siebie, nie sposób przejść obojętnie obok niezwykłej staranności. W środku można znaleźć autorskie, ilustrowane mapy, masę pięknych zdjęć i historie, których czytanie niejednokrotnie wzrusza, bawi i zadziwia.


To, czego dokonała ta dwójka to spełnienie marzeń, ale nie tylko ich. Dzięki relacji zamieszczanej na blogu i w mediach społecznościowych, mogliśmy wspiąć się na szczyt i oddychać rześkim, himalajskim powietrzem, czy zasmakować soczystych granatów w Indiach. Dlatego chyba nikogo nie zdziwiła decyzja o spisaniu opowieści z podróży - to wspomnienia, które zostają w ich pamięci, ale również nieoceniona pomoc dla każdego, kto chciałby podążyć tą samą drogą.


do utraty tchu blog

O pasji, podróżowaniu i książce w nowym numerze "Blogostrefy" 

Nie mogłam odmówić sobie przyjemności i przepytałam Asię i Adama. O podróży, o ludziach na drodze i książce przeczytacie w najnowszym numerze "Blogostrefy", który w tym tygodniu ujrzał światło dzienne. Długo kazaliśmy Wam czekać na nowy numer. Jednak to, co w środku rekompensuje czas oczekiwania. 😉


do utraty tchu blog

SZÓSTY NUMER "BLOGOSTREFY":

  • |ARTYKUŁ NUMERU| Disqus - prawdziwa interakcja z czytelnikiem
  • Znajomość w Internecie. Czy warto zawierać blogowe znajomości?
  • W moim magicznym domku. Jestem interaktywna - wywiad z Olą Gościniak [wolny dostep na stronie internetowej magazynu]
  • O kulturze w korespondencji elektronicznej
A oprócz tego: mnóstwo inspiracji blogowych, niezbędnik blogera, porady, wartościowe treści i spora dawka motywacji. 💪




Postanowiliśmy również, że ten numer pojawi się tylko w wersji elektronicznej. 🤳 Dziś wciąż ścigamy się z codziennością. Dlatego, gdy ktoś znajdziecie chwilkę, wystarczy, że sięgnie po telefon/laptopa/tableta [niepotrzebne skreślić] i będzie mógł oddać się lekturze najnowszego numeru magazynu. 😎


🔊 Nowy numer "Blogostrefy" możecie zakupić w 👉 naszym sklepie.


To co - do przeczytania?


Co mi 2019 dasz? | One Little Word

Co mi 2019 dasz? | One Little Word



W 2019 rok weszłam w ciszy. To takie milczenie z tych dobrych, kojących. Nie było żadnego podsumowania, planów na nadchodzące miesiące. Było wygodnie. Pod koniec grudnia miałam poczucie, że złapałam balans i jedynym, co postanowiłam to, że będę się go kurczowo trzymać. 


Trochę mnie jednak znacie. Przynajmniej ci, którzy są tu ze mną dłużej - lubię planować. Bardzo. Tylko, że codzienność z dzieckiem u boku i pracą na etacie nauczyło mnie, że jedyną pewnością jest zmienna. Musiałam dość szybko pojąć, że jedynym wyjściem jest umiejętność reagowania na to, co rzuci mi dzień. I wykorzystanie każdej chwili na maxa. Albo ewentualne olewanie i nie robienie nic. Albo robienie tylko tego, co było bezwzględnie potrzebne do przetrwania. 


Podsumowanie bez podsumowania

I choć nie planowałam, nie robiłam sobie żadnego rachunku sumienia, to jednak pod koniec roku coś mi tam w głowie kiełkowało. Tylko wciąż było nieokreślone. Ostatnie dwanaście miesięcy to był taki mały kryzys. W blogowaniu. W relacjach. W byciu sobą. Kilka kwestii musiałam przetrawić, nazwać po imieniu. Wymiksowałam się z niektórych spraw, które gniotły w środku. Wycofałam się z uwierających więzi, odpuściłam projekty i zaczęłam odgrzebywać asertywność, która drzemała gdzieś na dnie, przyciśnięta ambicją i przekonaniem, że dam radę. 

W grudniu oddychałam już lekko. Czułam się fair wobec siebie i tych, na których mi zależy. Bo wiecie, nie ma co ukrywać - dla mnie to, co w sercu zawsze będzie najważniejsze. Owszem praca jest dla mnie niezwykle istotna. Uwielbiam zadania, w których mogę rozwinąć skrzydła. Sięgnąć po coś, co wcześniej nie było w moim zasięgu. Jednak ostatnie miesiące wyraźnie uzmysłowiły mi, że to nie nowe stanowisko, kolejny wywiad, zaproszenie do telewizji sprawiają, że uśmiecham się na myśl o mijającym roku. To Ona. I On. Nie jest między nami idealnie, nigdy nie było. Kłócimy się, krzyczymy, tupiemy nogami. Ale każdego dnia pracujemy nad tym, co nas łączy. O to chyba w tym wszystkim chodzi. 




do utraty tchu blog

Planowanie bez planowania

W 2018 rok weszłam pełna entuzjazmu do planowania, tworzenia list, coraz bardziej lubiłam prowadzenie swojego bujo, o którym kilka razy pisałam, np. tu 👇:



Jednak z każdym kolejnym miesiącem ubiegłego roku mój zapał gasł jak wypalająca się zapałka. Gdy w połowie roku objęłam nowe stanowisko zupełnie odeszłam do planowania w bullet journal. To się po prostu u mnie nie sprawdziło. W obecnej pracy moje plany obejmują cały rok. Muszę mieć w każdej chwili dostęp do całego roku z miejscem na notatki. Spójrzmy na to racjonalnie - przy dwulatce i pracy na etacie, nie mogłam pozwolić sobie na luksus, aby wieczorami tworzyć rozpiski miesięcy na cały rok. Dlatego przerzuciłam się na gotowca.


do utraty tchu blog


Co teraz? 

W ten sposób jakoś tak wyszło, że podsumowałam ubiegły rok. I nawet wyciągnęłam pewne wnioski i chyba wiem, czego chcę, a co zupełnie mi nie leży. Nie będę się tu o tym rozpisywać. Wątpię, aby Was to interesowało. Jedyne, o czym chcę jeszcze wspomnieć to blog, to jak go widzę i co z nim dalej. 


2018 r. był dziwny pod względem blogowym. Niby pisałam, niby lubiłam to, aby później wycofać się na jakiś czas. Pogubiłam się, aby wrócić na innych zasadach. Chciałabym, aby to miejsce nadal tu sobie było, ale bez spiny i przymusu. Może się zdarzyć tak, że wpisy będą pojawiać się rzadziej, ale chciałabym, aby były one pisane z przekonaniem, szczerze i naturalnie. Nigdy nie czułam się dobrze w butach eksperta i nie chcę podążać tą drogą. Nie znajdziecie tu tekstów, w których będę Wam pisać jak żyć. Przecież nie tak miało być. 


Co mi 2019 dasz?

Słyszeliście kiedyś o One Little Word? Ja też nie. Do pewnego czasu, aż trafiłam na nie u Kasi z Worqshop. To projekt/inicjatywa/filozofia wymyślona przez Ali Edwards, która polega na wybraniu słówka przewodniego na dany rok. Ta mała zbitka literek ma towarzyszyć nam przez kolejne dwanaście miesięcy, ma czarować codzienność, a nasze działanie ma być nakierowane na te konkretne słowo i przesłanie, jakie za sobą niesie.


Nie byłam do tego przekonana. Do momentu, gdy czytając wpis Kasi o jej planach na nowy rok. Zupełnie przypadkiem do mojej głowy wprosiło się słówko, które tak domaga się uwagi, że już wiem. Ten rok zaczynam ze słowem FLOW*


do utraty tchu blog


Chcę, aby 2019 rok był czasem, kiedy znowu poczuję flow. Chcę zatracić się w tym, co robię, czego się podejmę. Nie chcę już tylko pisać o życiu tu i teraz, o cieszeniu się tym, co blisko. Chcę w końcu tak żyć. Do utraty tchu. 

Tego życzę i Wam. ❤



*FLOW | Przypływ - koncepcja psychologiczna, której autorem jest węgierski profesor Mihalyi Csikszentmihalyi. Oznacza ona takie doświadczenie, podczas którego uwaga jest maksymalnie skoncentrowana na konkretnym działaniu. Podczas wykonywania czynności osoba jest nią pochłonięta do tego stopnia, że nic innego się dla niej nie liczy. Myśli skupione są jedynie na tym, co robi. Stan przepływu to bardzo pozytywne doświadczenie, ponieważ daje ono dużą satysfakcję i zadowolenie. Tym różni się od doświadczeń czysto przyjemnych, że osoba będąca w tym stanie nie ma poczucia straconego czasu, a dana czynność rozwija ją intelektualnie bądź fizycznie. [źródło]

#UWAŻNIEJ | grudzień 2018

#UWAŻNIEJ | grudzień 2018

do utraty tchu blog

Pierwszy dzień nowego roku. Za moment, a może już, zaczniemy snuć palny na kolejne tygodnie, będziemy wyglądać wiosny, wystawiać buzie do słońca i chwytać codzienność zachłannie. Jednak jest jeszcze dziś, niespieszne, ukołysane zmęczeniem wczorajszej nocy, nie chcę się nigdzie spieszyć. Ani dziś, ani jutro. Tak sobie myślę, że to dobry moment, aby opowiedzieć Wam o moim grudniu i zapytać co u Was, tak po prostu. 


Wczoraj nie trudziłam się nad idealną kreską, nie wciskałam się w ekstra kieckę, a mimo to czułam się wystrzałowo. Bez makijażu, w dresach, otulona kocem z Lisią, którą nagle dopadła gorączka. Wczoraj odśpiewałam dziesiąty raz Kółko graniaste, byłam starym niedźwiedziem, który mocno śpi, czytałam nieco dłużej książki do snu i ściskałam wdzięczność w garści. To był dobry czas, choć chwilami cholernie trudny.


do utraty tchu blog


CZUJĘ SIĘ wyspana na maxa! Nie pamiętam, abym od prawie trzech lat tak długo spała, jak przez ostatnie dni. Moje dziecię postanowiło być łaskawe dla nas na koniec roku i potrafiliśmy budzić się dopiero o 9. Gdyby ktoś 4 lata temu powiedział mi, że luksusem będzie dla mnie sen do takiej marnej godziny, jaką jest 9 rano, to śmiałabym się w głos. Dziś jednak wiem, że przy maluchu to jest szaleństwo. Istne szaleństwo! 😄


LUBIĘ słuchać Lilki. Jeju, jak ona nawija ostatnio! Mówienie idzie jej pięknie, a my z rozkoszą obserwujemy ten jej szczebiot. Dziś wyraźnie widzę efekty wspólnego czytania książek. Tak, wiem, że pewnie przyszedł TEN moment i moje dziecko po prostu zaczęło mówić. Ale! ☝ W grudniu trochę nam się pochorowało, siedziałyśmy w domu i wertowałyśmy wszystkie części Pucia. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to nadrabiajcie, drodzy rodzice! Dawno temu pisałam o pierwszej części, o tu 👇:


Przez tydzień ćwiczeń, które zawarte są w Puciowej serii, z każdym dniem dostrzegałam, jak wielki postęp robi Lila w porozumiewaniu się. Ten nowy rok witamy z rozgadaną dziewczynką, która zadaje mi takie pytania, że czasami muszę zbierać szczękę z podłogi, bo naprawdę nie wiem skąd ona to wie. 😱😅



PRACUJĘ, a w sumie pracowałam w grudniu niewiele. Oczywiście, oprócz tej pracy etatowej. Ostatni miesiąc w roku to był taki porządny oddech dla mnie od wielu spraw. W końcu mogłam wykorzystać sporą część urlopu i po prostu pobyć w domu. Nie było mnie na blogu za wiele, ale ci, którzy są ze mną na Facebooku lub Instagramie wiedzą, że w tym czasie kręciłam vlogmasy - filmikowe wspomnienia z naszych przygotowań do świąt. Możesz je zobaczyć tu 👇:


Ten spokojniejszy czas wykorzystałam na totalne wietrzenie głowy. Coś tam się kluje, z czymś się uporałam, a coś wciąż tkwi nieokreślone. Jednak o tym może innym razem.

CZYTAM ostatnio stosami Lilusiowe książki. Pierwsze dwie części wspomnianego Pucia tak mnie wymęczyły, że Mikołaj podarował nam trzecią część, a ostatnią wypożyczyłyśmy sobie z biblioteki. Swoją drogą, co dwa tygodnie odwiedzamy naszą osiedlową bibliotekę i przynosimy do domu torbę wypchaną nowymi książkami. Moja dziewczynka stara się być cierpliwa, coraz dłużej potrafi skupić uwagę, ale i tak, gdy jakaś pozycja przypadnie jej szczególnie do gustu, to walczy o nią jak lwica (znaczy to tyle, że wyrywa i stanowczo oznajmia, że ONA CZYTA). 


Dla mnie ostatnie tygodnie czytelniczo były dość oporne, a to wszystko przez książkę, która jednocześnie jest dla mnie odkryciem i przekleństwem. Mowa tu o Dziewczynach z Wołynia. To jedna z ważniejszych pozycji, które miałam okazję czytać. Jest to książka, która nie dawała mi spokoju przez dłuższy czas, która boli, uwiera, chce się przy niej krzyczeć i płakać, ale i trochę pomilczeć. Czy warto? Z pewnością, a nawet powinno.



OGLĄDAM niewiele, tak jak niewiele czytałam. Mam wielką nadzieję, że w styczniu popracuję nad tą sferą relaksu. 😎😁 Jednak jest coś, o czym koniecznie muszę wspomnieć. To film A star is born, czyli Narodziny gwiazdy z Bradleyem Cooperem i Lady Gagą. O ścieżce dźwiękowej pisałam przy okazji poprzedniego wpisu z serii #UWAŻNIEJ, ale w grudniu udało nam się zobaczyć film. O ludzie, to jest tak wspaniała historia z przepiękną muzyką. No, miód! Ale spłakałam się przy tym filmie niemiłosiernie. 



CHCIAŁABYM ruszyć tyłek. No ba, dlaczego miałabym być inna?! 😆 Jak każdy, to każdy! Tak na poważnie, to trochę mi uwiera te dodatkowe 5 kg, w które opatuliłam swój zadek po odstawieniu Lilki od piersi. Piszę o tym po to, abyście mogli mi wytknąć za miesiąc, że hej, chyba Ci się przytyło! Przestań wyżerać biednemu dzieciakowi te bożonarodzeniowe paczki! To co, umowa? Mogę na Was liczyć? 😜😀



JESTEM WDZIĘCZNA za spokój, którym obdarował mnie grudzień. Za te niespieszne i zupełnie na luzie przygotowania. Za rodziców i teściową, którzy przyjechali do nas ze świąteczną wałówką i postarali się, abyśmy z Lisią nie były same, gdy mój mąż musiał pracować w wigilijną noc. Za wyspanie się. Za noworoczny rosół i za to, że pierwsze popołudnie w nowym roku spędziliśmy z przyjaciółmi. 


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
Jestem pewna, że ten 2019 rok nas wielokrotnie czymś zaskoczy, może rozśmieszy, ukołysze miłością, a czasem zasmuci i zaboli. Jednak z uśmiechem przybijam mu piątkę, mam nadzieję, że Wy też. No dobra, to teraz Wasza kolej - jak święta, jak Sylwester, jakie plany, a może ich brak? (Ej, to też dobrze, czasami odpuszczanie to też wyzwanie. Znam to. 😉)


Noworoczne uściski!



#UWAŻNIEJ to seria wpisów na blogu, w której chciałabym podzielić się z Tobą tym, co jest dla mnie ważne w bieżącym czasie. Inspiracją do powstania tej serii jest Kasia z bloga WorqshopDzięki opracowanym przez Kasię słowom kluczom będę mogła opowiedzieć Ci, co mnie inspiruje, motywuje, napędza, a czasem spowalnia, czyli wszystko to, co prowadzi mnie do uważnego i świadomego życia.
Copyright © 2016 Do utraty tchu. Uważniej , Blogger